Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 5 gości.

Jorge Martin: Wenezuela - bieżąca kontrrewolucyjna ofensywa i pytanie jak jej zapobiec

Wenezuela antyrzadowe zamieszki luty 2014

W dniu 5 marca 2014 mija pierwsza rocznica śmierci Hugo Chaveza. Z tej okazji publikujemy kolejny tekst poświęcony najnowszym wydarzeniom w Wenezueli i dalszym losom Rewolucji Boliwariańskiej

Redakcja WR
 
 
Wenezuela: bieżąca kontrrewolucyjna ofensywa i pytanie jak jej zapobiec
 
 
Przez ostatnie dwa tygodnie miały miejsce w Wenezueli pełne przemocy zamieszki, organizowane przez niewielkie grupy sympatyków opozycji. Protestujący zablokowali ulice (głównie w miastach w rejonach zamieszkałych przez klasę średnią i wyższą) próbując w ten sposób obalić prezydenta Maduro. Co oznaczają te protesty i jak należy na nie odpowiedzieć?
 
Podziały w gronie opozycji.
 
 
Obecną kampanię, prowadzoną przez różne części opozycji rozpoczął, Leopoldo Lopez i Maria Croina Machado 23 stycznia, pod hasłem „Las Salida” (droga wyjścia) i jej głównym oficjalnym celem jest odsunięcie demokratycznie wybranego prezydenta Maduro. Leopoldo Lopez jest przywódcą małej partii Voluntad Popular (zdobyła zaledwie 3% w wyborach w 2012 roku i ma tylko jednego reprezentanta w parlamencie) oraz byłym merem Chacao, człowiekiem który brał udział w puczu z kwietnia 2002. Maria Corina Machado jest niezależną opozycyjną posłanką (wcześniej, należąca do partii Primero  Justicia) znaną ze swoich koneksji z Waszyngtonem.
 
 
Oboje reprezentują najbardziej skrajne skrzydło opozycji, która jest głęboko podzielona. Lopez i Mahado nie uznają wyników ostatnich trzech wyborów i są zwolennikami walk ulicznych, dzięki którym miałoby się udać usunąć obecny rząd. Bardziej zachowawcze elementy  wenezuelskiej klasy kapitalistycznej, stojące za Caprilesem Radonsky’m, głównym liderem opozycji, dwukrotnie pokonanym w wyborach prezydenckich, nie są zachwycone tą kampanią ulicznych zamieszek. Nie jest to związane z jakimiś moralnymi powodami czy przywiązaniem do zasad demokratycznych (oni wszyscy uczestniczyli w puczu z 2002 roku i innych konspiracjach). Kalkulują raczej, że dla interesów klasy panującej będzie lepiej, gdy sprawy zostaną rozegrane w nieco wolniejszym tempem. Liczą, że gdy sytuacja ekonomiczna jeszcze się pogorszy, otworzy im to drogę do wygrania wyborów. Bynajmniej nie z powodu, swojego sprzeciwu wobec siłowego obalenia rządu, zwyczajnie uważają, że warunki jeszcze nie są odpowiednie.
 
 
Rzeczywiście, Capriles i opozycyjni merowie Chacao i Sucre we wschodniej części Caracas, wszyscy otwarcie skrytykowali przemoc opozycyjnych awanturników jaka miała miejsce w ostatnich dniach. Skrajnie prawicowy mer Chacao, Ramon Muchacho, uskarżał się na „anarchię”, „wandalizm” oraz niszczenie własności.
 
 
Opozycyjny komentator z gazety El Universal określił sytuację w następujący sposób: „Projekt Lepolda został przejęty przez bezmózgi motłoch, który chce zniszczyć wszystko co za nim stoi” oraz wspomniał o „idiotyzmie przemocy (bezsensownej i w niewłaściwym czasie), która skutkuje jednoczeniem się przeciwników”. Inny opozycyjny felietonista z gazety El Universal narzekał, że podczas gdy niektóre sekcje opozycji, ciężko pracują w rejonach zamieszkanych przez klasę robotniczą, by przeciągnąć na swoją stronę rozczarowanych Chavistów, to zamieszki niszczą całą ich pracę.
 
 
Ostatnie półtora roku, zaowocowało przegraną opozycji w trzech ważnych demokratycznych wyborach: w październiku 2012 roku Chavez pokonał Caprilesa 54% do 44% - w kwietniu 2013 roku Maduro pokonał Caprilesa niewielką przewagą 50% do 49% - w grudniu zaś PSUV i jej koalicjanci pobili opozycyjnych kandydatów w wyborach samorządowych 54% do 42%. Jeśli opozycja chce usunąć Maduro za pomocą demokratycznych środków, będzie musiała zaczekać aż do 2016 roku i zebrać podpisy, aby umożliwić zwołanie referendum. W 2015 roku odbędą się także wybory parlamentarne.
 
 
Obecna kampania najbardziej radykalnego skrzydła opozycji rozpoczęła się pełnymi przemocy studenckimi demonstracjami w Tachirze i Meridzie, z płonącymi barykadami, niszczeniem własności publicznej, zbrojnymi atakami itd. Miały również miejsce incydenty takie jak, mierzenie z broni do dziennikarki portalu Venezuelanalysis.com w Meridzie oraz wrzucenie koktajlu mołotowa do urzędu gubernatora Tachiry, gdy jego żona przebywała w środku.
 
Reakcyjne zamieszki
 
 
12 Lutego, właśnie ta część opozycji, zorganizowała w Caracas marsz na siedzibę urzędu prokuratora generalnego. Demonstrantom pozwolono przejść i na koniec złożyć petycję. Po wszystkim, mała grupka zorganizowanej, agresywnej młodzieży z maskami na twarzach, kamieniami i koktajlami mołotowa w rękach, koordynująca się przez krótkofalówki wszczęła atak na budynek urzędu prokuratury generalnej.
 
 
W wyniku starć, życie straciły dwie osoby. Młody opozycjonista Bassil Da Costa oraz przywódca wywrotowców Juan Montoya z dzielnicy 23 de Enero. Media przedstawiły Montoyę jako agresora i członka zbrojnej grupy. A to nie prawda, gdyż tak naprawdę brał udział w rozbrajaniu grup wywrotowych w dzielnicy 23 de Enero.
 
 
W związku z powiązaniami z zabójstwem, aresztowany został członek tajnej policji SEBIN. Natomiast głowa tajnej policji, została odsunięta od urzędu przez prezydenta Maduro, z powodu zignorowania rozkazu pozostania w koszarach przez siły policji.
 
 
W wyniku tych krwawych starć, prokurator generalny użył nakazu aresztowania wobec Leopoldo Lopeza za podburzanie do buntu i w związku z możliwością popełnienia przestępstwa. Wspomniany był obecny na studenckiej demonstracji 12 lutego i namawiał młodzież, aby „nie opuszczała ulic dopóki Maduro nie zostanie wyrzucony”.
 
 
Incydenty z 12 lutego, były poprzedzone dniami zamieszek i budowania barykad (w większości w dzielnicach wschodniego Caracas zamieszkałych przez klasę średnią i wyższą), zwanych Guarimba. Niszczono publiczną i prywatną własność, autobusy, zaatakowano pracowników metra w Caracas, obrzucono koktajlami mołotowa publiczne instytucje, w szczególności, państwową telewizję VTV w Los Ruices, która była oblegana przez 7 dni zbudowanymi wokół niej płonącymi barykadami i atakowana zapalającymi bombami.
 
 
Należy podkreślić, że cały ruch obejmuje jedynie niewielką grupę ludzi. Największa lutowa studencka demonstracja w Caracas zebrała kilka może kilkanaście tysięcy osób. W Wenezueli na chwilę obecną jest 2,6 miliona studentów, po masowym wzroście ich liczby z niecałych 800 tysięcy w 1998 roku, co jest bezpośrednim wynikiem programów socjalnych rewolucji Boliwariańskiej. Jedynie mała grupa studentów włączyła się w protesty, głównie z prywatnych i "najstarszych" państwowych uniwersytetów, uchodzących za elitarne. Żaden z nowych Boliwariańskich Uniwersytetów nie był związany z protestami, co więcej nawet w tradycyjnie "starych" uczelniach jest sporo studenckich organizacji, które otwarcie przeciwstawiają się opozycyjnej kampanii.
 
 
Liczba tych bezpośrednio uwikłanych w przemoc i zamieszki jest jeszcze mniejsza. Mówimy tutaj o grupkach, od tuzina do co najwyżej 300 zatwardziałych, dobrze zorganizowanych, reakcyjnych aktywistów. Większość z nich nie jest studentami. Również kilka faszystowskich środowisk było aktywnych w tych zamieszkach, część z nich ma bezpośrednie powiązania z kolumbijskimi paramilitarnymi bojówkami
 
Protesty nie mają nic wspólnego z brakami i inflacją (które są rzeczywistymi problemami, spowodowanymi wojną ekonomiczną prowadzoną przez klasę panującą przeciwko rewolucji). Większość zaangażowanych w protesty to młodzież z klas średnich i wyższych z tzw. urbanizaciones, którzy nie cierpią z w/w wymienionych powodów w taki sam sposób jak biedota i klasa robotnicza z tz. Barrios. W Caracas, guarimba jest skoncentrowana w zamożnych wschodnich dzielnicach jak El Cafetal, El Hatilo, a centrum protestów znajduję się w dzielnicy Altmira Sq. To tak jakby zamieszki w Londynie odbywały się w dzielnicach Hampstead, Kensington i Chelsea a centrum protestów miało miejsce w Belgravii. Wartym zauważenia jest fakt, że dotychczas nie było żadnych grabieży, co zazwyczaj się zdarza, gdy ludzie protestują motywowani głodem.
 
 
Aby ujrzeć prawdziwy charakter studenckich protestów trzeba przeczytać ich stanowisko, które opublikowali w gazecie El Nacional 18 Lutego. Zaczyna się słowami „systematyczne niszczenie naszego kraju przez komunistyczny reżim.” Następnie wyjaśniają, że ich natychmiastowym żądaniem jest: „rezygnacja Nicloasa Maduro” i całego gabinetu.” Ale to nie wszystko „nasze państwo nie może trwać pod dominacją kastro-komunizmu: żądamy natychmiastowego wydalenia wszystkich kubańskich agentów z naszych instytucji.” Ponadto dodają, „nasze nieposłuszeństwo jest usprawiedliwione ponieważ rząd jest bezprawny. A niemożliwym jest rozmawiać z rządzącymi, którzy uzurpują sobie prawo do funkcji, które nie należą do nich”. W tym przypadku, kwestia nie jest do końca jasna, więc zaznaczają: „nie rozmawiamy i nie negocjujemy wolności z komunistami, gdyż była by to zdrada Wenezueli”. Jakkolwiek szalonym, może się to wydać, to właśnie to stanowisko zostało opublikowane w imieniu ‘studenckiego’ ruchu w jednej z głównych kapitalistycznych gazet w Wenezueli.
 
 
Opozycja i media twierdzą, że ma miejsce: „odcięcie mediów” i „cenzura” obejmująca bieżącą falę opozycyjnych protestów. To nieprawda. Są 4 główne gazety codzienne w Caracas. El Nacional i El Universal są mocno związane z opozycją i opisywały w detalach jedynie protesty opozycji, ignorując demonstrację chavistów. Ultimas Noticias, wyrażał się bardziej zrównoważenie o obu stronach. CiudadCCS to gazeta Chavistowskich władz miejskich Caracas i  głównie opisywała Boliwariańskie demonstracje. Państwowe telewizje mają jedynie 4% udział w oglądalności. Cała reszta należy do prywatnych stacji, sprzyjających opozycji. Twierdzenie, że rząd zablokował korzystanie z Twittera, trąca farsą jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że zwolennicy opozycji cały czas tweetowali, włączając w to publikowanie sfałszowanych zdjęć mających ukazywać rzekome represje, które jak teraz się okazało, były fotkami zrobionymi w innych krajach.
 
 
W rzeczywistości, kapitalistyczne media na całym świecie ukazały protesty w obszerny i stronniczy sposób, stwarzając wrażenie, represyjności „reżimu” brutalnie atakującego pokojowo nastawionych studentów. Waszyngton, jak można było się spodziewać, stworzył całą serię prowokacyjnych wypowiedzi, próbujących dyktować wenezuelskiemu rządowi, co powinien robić a co nie. Wszystko to oczywiście w imię „demokratycznych praw”. Rząd, prawidłowo odpowiedział, iż żadna obca siła nie ma prawa dyktować mu swojej polityki i wydalił trzech dyplomatów z USA, oskarżonych o aktywne wspieranie i sponsorowanie opozycyjnych studentów.
 
 
 
Boliwariańska kontrofensywa
 
 
18 Lutego opozycja zwołała marsz a robotnicy naftowi z PDVSA ogłosili swój w obronie rewolucji. Na robotniczej demonstracji zjawiły się dziesiątki tysięcy, o czym światowe media ledwo wspomniały. Zaś zgodnie z informacją podaną przez Associated Press na demonstracji opozycji zjawiło się jedynie 5000 tysięcy osób, które uzyskały zgodę na przemarsz, ale nie dostały pozwolenia na dojście do Ministerstwa Sprawiedliwości (biorąc pod uwagę to co stało się 12 Lutego). Pod koniec marszu Leopoldo Lopez oddał się w ręce Boliwariańskiej Gwardii, przed tym pozwolono mu pozdrowić tłum i powiedzieć do widzenia swojej żonie, która wyznała w CNN, że rząd chronił jej męża (ponieważ w Miami różne radykalnie prawicowe elementy groziły jego życiu.) Nawiasem mówiąc, sposób w jaki był traktowany mocno kontrastował z tym w jak brutalny sposób został aresztowany przez niego samego [chavistowski] Minister Sprawiedliwości Chacin w krótkotrwałym puczu z 2002 roku.
 
 
Wydarzenia z 18 lutego, związane z wielką demonstracją robotników naftowych, zaznaczyło początek boliwariańskiej kontrofensywy wobec małych grupek opozycyjnych awanturników. 19 lutego, odbyła się potężna demonstracja pro-rewolucyjnych robotników z zakładów przemysłowych w Puerto Ordaz i Bolivar. Robotnicy, którzy ucierpieli z powodu blokad drogowych organizowanych przez niewielkie grupy opozycyjnych bandytów, szybko oczyścili ich barykady. Zostali następnie ostrzelani przez faszystowskie elementy, z sąsiadującego budynku, w wyniku czego 9 robotników zostało rannych.
W innych częściach kraju, również nastąpiła mobilizacja w obronie rewolucji, w wielu przypadkach robotnicy pełnili w nich przewodnią rolę. W kolejnym incydencie z 20 lutego, Boliwariański aktywista Arturo Alexis Martinez został śmiertelnie postrzelony w Barquisimeto, gdy próbował oczyścić jedną z opozycyjnych blokad drogowych, aby móc przejechać dalej.
W telewizyjnej przemowie w nocy 19 lutego, prezydent Maduro zaapelował do klasy robotniczej aby była zjednoczona, zmobilizowana i aby „wzmocnić robotnicze milicje”. Obwieścił także, powstanie Narodowego Komitetu Anty-Przewrotowego i powiedział, że takie komitety powinny być tworzone wszędzie.
 
 
To prawidłowa droga do odparcia kontrrewolucyjnych prowokacji. Stało się jasnym, iż opozycyjni ekstremiści nie są w stanie uzyskać odpowiedniego poparcia, aby obalić rząd. Jednakże nawet niewielkie grupy, dobrze zorganizowanych i zdecydowanych bandytów, mogą stworzyć atmosferę chaosu i niepewności. W pewnych przypadkach mogą liczyć na bierne wsparcie opozycyjnych merów i regionalnych gubernatorów, którzy nic nie zrobią, aby ich powstrzymać i zlikwidować blokady drogowe. Ich celem jest stworzenie sytuacji, w której wydaję się, że rząd traci kontrolę i następnie sprowokowanie interwencji części sił zbrojnych, aby przywrócić „prawo i porządek”.
 
 
Tydzień temu, wydawało się, że głównym sygnałem wychodzącym od boliwariańskich przywódców, był ten o przeciwstawianiu się opozycyjnej przemocy, apelami o „miłość i pokój”. Oczywiście wszyscy pragniemy pokoju, ale w obecnej sytuacji w Wenezueli, aby osiągnąć pokój, należy rozbroić i rozwiązać agresywne, zbrojne faszystowskie gangi, które mu zagrażają. Odparcie ich to nie jest zadanie dla małych zbrojnych grup. Potrzeba zorganizowanej i świadomej mobilizacji klasy robotniczej i rewolucjonistów, wspartych utworzeniem uzbrojonych organizacji samoobrony.
 
 
Prezydent Maduro mówił już wcześniej o robotniczych milicjach, ale teraz nadszedł czas, aby przekuć słowa w czyn. Musi być jasne, że każdy ma prawo demonstrować, ale nikt nie ma prawa przeciwko woli większości, paraliżować życia kraju blokadami. Zorganizowane akcje bezpośrednie robotników zmobilizowanych w  wystarczającej liczbie, wystarczyłyby, aby przerwać większość blokad. Jednakże, jeśli mamy do czynienia z uzbrojonymi bandytami, takie akcje muszą być wsparte przez robotnicze milicje, po to aby działać wtedy kiedy trzeba, pod kontrolą ruchu robotniczego, socjalistycznych rad robotniczych i związków zawodowych.
 
 
Poradzenie sobie z niewielkimi, uzbrojonymi faszystowskimi grupkami na ulicach, to tylko jedno z zadań. To co pokazują te wydarzenia to fakt, że jakikolwiek pomysł negocjowania i godzenia się z klasą rządząca jest najzwyczajniej naiwny, jeśli nie zbrodniczy. W tygodniach poprzedzających wybory samorządowe z 8 Grudnia, rząd rozpoczął  ofensywę przeciwko spekulacji ze strony kapitalistów. To natychmiastowo zaskutkowało zmniejszeniem braków na rynku i spotkało się z szerokim poparciem, nawet wśród szeregowych zwolenników opozycji. To odegrało kluczową rolę w zagwarantowaniu Boliwariańskiej większości w wyborach.
 
 
Bez pojednania
 
 
Jednakże, krótko po tym, rząd na nowo wzywał do pojednania z klasą panującą, oferując koncesje umożliwiające dostęp do zagranicznej wymiany handlowej, itp. Eduardo Saman, głowa INDEPABIS, który był uważany przez masy jako jedna z sił napędowych stojących za kampanią wymierzoną w ekonomiczną wojnę kapitalistów, został usunięty ze swojej funkcji bez jasnego wytłumaczenia. To ciągłe niezdecydowanie skutkuje w rozprzestrzenianiu się trującego rozczarowania, sceptycyzmu i cynizmu pośród boliwariańskich mas. To główne zagrożenie z jakim boryka się rewolucja.
 
 
Przykładowo, robotnicy ABC Formas y Sistemas, okupują fabrykę od ponad 12 miesięcy, w wyniku nielegalnego lokautu ze strony szefów firmy. Uciekali się do wszelkich możliwych legalnych dróg, które pozwoliły by im przejąć porzuconą przez kapitalistów fabrykę. Jak dotąd nie otrzymali żadnej odpowiedzi od władz a Ministerstwo Pracy nie reaguje.
 
Jest wiele takich przypadków w całym kraju, kiedy państwowa biurokracja wespół z reformistycznymi elementami ruchu boliwariańskiego, blokują rewolucyjną inicjatywę mas. W obliczu reakcyjnych zamieszek, robotnicy ABC Formas y Sistemas, wyszli by im naprzeciw bardziej zdecydowanie gdyby bronili swojej własnej fabryki pod robotniczą kontrolą. W obecnej sytuacji mogą myśleć, że rząd Boliwariański staję za ich szefami a nie za nimi i tym samym nie ma czego bronić.
 
 
Wśród szeregowych Boliwariańczyków szerzy się niezadowolenie z powodu sprawowania kontroli nad ruchem przez biurokratyczną wierchuszkę. Przykładowo, proces selekcji kandydatów do wyborów, stworzył w wielu miejscach poważne problemy z alternatywnymi, rewolucyjnymi kandydatami sprzeciwiającymi się tym oficjalnym. Prezydent Maduro wzywał do jedności i dyscypliny, ale te mogą jedynie być zagwarantowane przez ścisłą wewnętrzną demokrację i pełną swobodę poglądów. Nadchodzący kongres PSUV, już jednak źle się rozpoczął, gdyż jak zostało zapowiedziane, merowie i gubernatorzy będą stanowili połowę całej puli delegatów.
 
 
Od wyborów z kwietnia 2013, pewna ilość wybitnych radykalnie lewicowych boliwariańskich dziennikarzy została usunięta z państwowej telewizji i radia bez wyjaśnień. Wydaję się, że to ustępstwa na rzecz opozycyjnych mediów, tak aby zelżały z krytykowaniem rządu. Jakkolwiek wygląda prawda, rezultat jest oczywisty: krytyczne lewicowe głosy są uciszane, albo odmawia się im dostępu do szerszej publiczności. Żadne z tych ustępstw nie zaskutkowało poskromieniem opozycji, ale wręcz przeciwnie może zdemoralizować najbardziej aktywne elementy ruchu rewolucyjnego.
 
 
Rosnąca inflacja(56,3% w skali rocznej w styczniu) i zwiększające się niedobory (rekordowa 28% wysokość wskaźnika niedoborów na rynku w styczniu) zjadają pensje robotników i odbijają się na spadku entuzjazmu robotników i biedoty, która odczuwa te problemy najbardziej. Rząd wydaję się miotać pomiędzy wprowadzaniem regulacji, które nieuchronnie spotykają się z buntem ze strony kapitalistów a ustępstwami na ich rzecz, które nieuchronnie uderzają w robotników. Jedyną drogą naprzód jest wywłaszczenie kapitalistów ze środków produkcji (banków, monopolów, korporacji międzynarodowych i ziemskich posiadłości), którzy wciąż kontrolują 2/3 gospodarki. Tylko w taki sposób siły wytwórcze całego państwa, będąc pod kontrolą robotników, mogą być w demokratyczny sposób planowane, by zaspokoić potrzeby większości. 
 

Walka przeciwko obecnym próbom destabilizacji kraju przez opozycję, musi być połączona z podjęciem śmiałych działań na rzecz dokończenia rewolucji. Mała niereprezentatywna grupka nie może trzymać całego kraju w szachu, poprzez faszystowskich bandytów blokujących ulice, czy poprzez kapitalistów używających swojej broni w postaci kontroli nad środkami produkcji do sabotowania demokratycznej woli większości.
 
Tłumaczenie: Redakcja Władzy Rad 2014

Angielskie tłumaczenie tekstu zostało opublikowane pod linkiem:
http://www.marxist.com/venezuela-the-counterrevolutionary-offensive-and-how-to-deal-with-it.htm

Portret użytkownika tres
 #

W kwestii Wenezueli polecamy także opublikowany przez nas tekst Gregory'ego Wilperta, przetłumaczony przez Zbigniewa Marcina Kowalewskiego dla "Le Monde Diplomatique"
http://www.1917.net.pl/node/18557

 
Portret użytkownika cinco
 #

Swoja drogą widizmy na żywym przykładzie czym jest uzbrojony lud - robotnicza milicja, ściśle zwiazana z rewolucją - w przeciwieństwie do np stalinowskiej, wzorowanej na carskim wojsku Armii Czerwonej (tej z lat 30'), pełnej oportunistycnzych biurokratów (szczególnie w dowództwie; inny wyraźny przykład - Polityczni Komisarze) powiązanych z wyalinowaną z tegoż ludu "jedyną słuszną" partią.

 

Społeczność

jednolity front