Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 23 gości.

Siergiej Dowgal: Lewica spóźniła się na Majdan o dziesięć lat i kilka dni...

Lenin-nz.jpg

Publikujemy interesujący tekst na temat wydarzeń w Kijowie, autorstwa rosyjskich komunistów. W naszej ocenie powiela on częściowo mity rozpowszechniane przez kremlowską propagandę sugerując, że to Zachodni kapitał nie może się obyć bez Ukrainy.  To bzdura, bowiem współpraca gospodarcza z Kijowem ma dla zachodnich potęg znaczenie marginalne. Tymczasem analiza skali powiązań gospodarczych między Ukrainą i Rosją wsakzuje jednoznacznie, że to  dla rosyjskiego państwowego kapitalizmu utrzymanie kontroli nad Ukrainą jest sprawą życia lub śmierci.  Tym niemniej artykuł zawiera mnóstwo ciekawych informacji na temat sytuacji społeczno-ekonomicznej nad Dnieprem, jak również kondycji lewicy w tym kraju.
 
 
 
Lewica spóźniła się na Majdan o dziesięć lat i kilka dni...
 
Siergiej Dowgal, Międzyregionalne Zjednoczenie Komunistów (Rosja) 12.03.2014
 
Przekład: K. Majewski  
 
przedruk ze strony www.pismodalej.pl
 
 
Ludzie lewicy, jak i całe społeczeństwo rosyjskie, nie mogą pozostać obojętni wobec wydarzeń na Ukrainie. Wszystkie problemy wewnętrzne zeszły na drugi plan, w tym także przeciągające się polityczne procesy sądowe przeciwko lewicy i pogarszająca się społeczno-gospodarcza sytuacji w Rosji.
 
W środowisku lewicy rozgorzały ostre spory o naturę procesów, zachodzących na Ukrainie, o dalszy przebieg zdarzeń i o taktykę lewicy zarówno w Rosji, jak i na Ukrainie. Część lewicy, co prawda nieliczna, odczytała „Euromajdan” jako część pierwszą rewolucji burżuazyjno-demokratycznej, mającej szanse na przekształcenie się w rewolucję socjalistyczną. Inna część lewicy w miarę zaostrzania się sytuacji zajęła stanowisko socjal-szowinistyczne – wzywając do wojny i podboju Ukrainy.
 
Jakie stanowisko powinna zająć lewica, a przede wszystkim komuniści, w sprawie wydarzeń na Ukrainie?
 
 

 
Pokojowi, proeuropejscy demonstranci na Majdanie
 
 
I. Ukraina przed Majdanem
 
Zanim odpowiemy na pytanie o taktykę, musimy zrozumieć, co stało się na Ukrainie i przewidzieć dalszy rozwój wypadków.
 
W 2008 roku zaczął się światowy kryzys gospodarczy. W pierwszej kolejności uderzył on w rozwinięte kraje Europy i USA. Nie mógł jednak nie odbić się na peryferiach kapitalistycznego świata, takich jak kraje Europy wschodniej i południowej oraz takich, jak Ukraina. Spadek obrotów z kapitalistyczną metropolią, wyczerpanie zasobów kredytowych, pogarszająca się kondycja gospodarki europejskiej nie mogła nie doprowadzić do wzrostu społeczno-gospodarczych napięć na Ukrainie.
 
Pogorszenie się sytuacji odczuły wszystkie warstwy społeczeństwa ukraińskiego – od warstw najbiedniejszych, do oligarchów, których zyski zmniejszyły się. Rząd Janukowycza stopniowo tracił możliwość łagodzenia sytuacji społeczno-gospodarczej w drodze redystrybucji zasobów wewnątrz kraju między różnymi grupami oligarchów, defraudantów i ludnością. Janukowycz także w gruncie rzeczy utracił możliwość uzyskania większych kredytów bez poważnych ustępstw politycznych czy ekonomicznych.
 
Rząd Janukowycza stanął więc w obliczu niełatwego wyboru.
 
Z jednej strony, rząd ten powstał on na fali rozczarowania wynikiem „pomarańczowej rewolucji” 2004 roku, jak też przypływu nadziei Wschodniej i Południowej Ukrainy na sojusz z Rosją. Przy czym rząd Janukowycza opierał się na części oligarchicznych klanów, na wielkiej i średniej burżuazji. Znaczna część tego zaplecza nie była zainteresowana sojuszem z Rosją i przystąpieniem do Unii Celnej.
 
Ten brak zainteresowania wynikał z tego, że ukraińska burżuazja, będąc burżuazją państwa kapitalizmu peryferyjnego, ze swej natury jest burżuazją kompradorską – pośredniczy między kapitałem zagranicznym a rynkiem narodowym, ale nie akumuluje kapitału i wywozi za granicę znaczną część zysku. Ukraińska oligarchia jest w gruncie rzeczy tylko pasożytem.
 
Ale właśnie ta cecha sprawia, że dla ukraińskich oligarchów największym zagrożeniem są ich rosyjscy koledzy, którzy zajmują się tym samym, mają jednak przy tym większe zasoby i dążą do poszerzenia kontrolowanego przez siebie rynku narodowego do granic Wspólnoty Niepodległych Państw. Po przystąpieniu do Unii Celnej ukraińscy oligarchowie bardzo szybko popadliby w zależność od rosyjskich kolegów i utracili monopol na własnym rynku.
 
Z drugiej strony, umowa stowarzyszeniowa z Unią Europejską byłaby poważnym ciosem w przemysł Południowego-Wschodu, kontrolowanego przez grupę oligarchów, których reprezentował właśnie Janukowycz. W tych okolicznościach stowarzyszenie z UE nie tylko nie rozwiązywało strategicznych wyzwań, ale prowadziło do przyspieszenia wzrostu społeczno-gospodarczych napięć, a z braku wolnych zasobów finansowych w Unii Europejskiej – do upadku rządu Janukowycza.
 
 
II. Euromajdan
 
Pole manewru Janukowycza między Unią Europejską a Federacją Rosyjską było ograniczone koniecznością uzyskania przez Ukrainę nowego zastrzyku finansowego. W tej sytuacji jedynym wariantem było uzyskanie kredytu od Rosji w zamian za spełnienie politycznego żądania publicznej rezygnacji ze stowarzyszenia z UE. Rząd Ukrainy nie wziął jednak pod uwagę takich spraw, jak to, że:
 
1. Umowa stowarzyszeniowa jest dla Unii Europejskiej sprawą zasadniczą. Rosnące niezadowolenie w południowej i wschodniej Europie, masowe wystąpienia w szeregu krajów, bliski upadłości stan ich gospodarek nie pozwala na utrzymanie w obecnym stanie stosunków kapitalistycznych w centrum Unii Europejskiej (w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii i krajach Beneluksu), co zmusza UE do poszerzenia swoich wpływów. Unia Europejska zmuszona jest do pożerania swoich peryferiów po to, aby przetrwać w obecnym kształcie, a Ukraina jest jej kolejną ofiarą.
 
2. Rząd Janukowycza nie wziął też pod uwagę głębokich sprzeczności między trzema częściami Ukrainy (rosyjskojęzycznym południowym-wschodem, centrum Ukrainy, gdzie mówi się zarówno po ukraińsku, jak i po rosyjsku i Ukrainy Zachodniej z jej południowo-zachodnim dialektem) z ich określoną kulturową specyfiką, innym widzeniem historii i bardzo różniącymi się w rozwoju gospodarczym.
 
3. Nastroje wśród drobnej i średniej burżuazji, inteligencji w wielkich miastach Ukrainy Centralnej i Zachodniej, wiążących swą przyszłość i zachowanie swego obecnego statusu z wejściem Ukrainy do Unii Europejskiej. Chociaż w rzeczywistości to właśnie oni będą pierwszymi, którzy ucierpią po podpisaniu umowy stowarzyszeniowej z UE.
 
Czynnikiem subiektywnym, którego nie uwzględnił Janukowycz, który jednak odegrał dużą rolę w dalszych wypadkach, jest zażarta walka między oligarchicznymi klanami o malejący tort ukraińskiej gospodarki i rozpychanie łokciami innych oligarchów przez klan, do którego należał prezydent.
 
Jak już była mowa, rząd Janukowycza dążąc do uzyskania kolejnego zagranicznego kredytu, był zmuszony do rezygnacji z zawarcia umowy akcesyjnej z Unią Europejską. Ale taka właśnie publiczna odmowa doprowadziła do wybuchu niezadowolenia i powstania szerokiej koalicji, którą wielu poparło. Bazą tej koalicji byli pokrzywdzeni w walce wewnętrznej oligarchowie i „Prawy sektor”.
 
Na pierwszym etapie Majdanu najliczniej reprezentowana było drobna burżuazja, inteligencja i studenci, którzy w wielu sprawach nie podzielali poglądów „Prawego sektora”, nie chcieli rządów oligarchów na Ukrainie i opowiadali się za wszystkim, co dobre (jak w Europie), przeciwko wszystkiemu, co złe (jak w Rosji). Ale izolacja w więzieniu ich głównego przywódcy – Julii Tymoszenko, dzielące ich różnice i brak jasnego programu politycznego – wszystko to sprawiało, że grupy te popadały w zależność od swego [radykalnie-nacjonalistycznego] sojusznika z Euromajdanu.
 
Bazą dla „Prawego sektora”, który powstał jako jednolity ruch na Euromajdanie z różnorodnych sił ultranacjonalistycznych, na początku protestów byli mieszkańcy zachodnioukraińskiego zaścianka, wspierani przez część nacjonalistycznie nastawionej miejskiej inteligencji i finansowo wspierani przez część drobnej i średniej burżuazji. Dla wielu uczestników takich ruchów była to zarazem próba wybicia się, wyrwania z marazmu. A wchłaniane od dziecka potężne dawki ideologii nacjonalistycznej przy braku społecznego antidotum czyniła ich najbardziej zdecydowanymi i konsekwentnymi uczestnikami Euromajdanu.
 
Nie ma potrzeby szczegółowo opisywać przebieg zdarzeń, trzeba jednak zauważyć, że rozwój Euromajdanu przebiegał w kilku etapach.
 
Na pierwszym etapie była próba powtórzenia pokojowego Majdanu 2004 roku, ale niemożność za pomocą takiego pokojowego rozwoju zmiany stanowiska rządu popychało różnobarwną koalicję do działań bardziej radykalnych.
 
Na drugim etapie, któremu towarzyszyły akcje siłowe, zrodziły się zasadnicze rozbieżności wewnątrz samego Euromajdanu, kiedy część przywódców protestu i część oligarchów opowiadała się za pewnym umiarkowaniem (...) i uważała za możliwe zastąpienie radykalizmu protestu porozumieniem z rządem Janukowycza. Ale stanowisko to nie uzyskało i nie mogło uzyskać poparcia ze strony innej części oligarchów i nacjonalistów, nastawionych na to, by iść do końca. Konsekwentne stanowisko „nieugiętych” coraz bardziej pociągało znaczną część protestujących w ich stronę.
 
Na trzecim etapie Euromajdanu doszło do decydującego sojuszu między oligarchami i tak zwanym „Prawym sektorem”. Dotychczasowe kontakty i finansowanie szeregu organizacji nacjonalistycznych ze strony wielkiej burżuazji przekształciły się rzeczywisty sojusz między nimi. Etapowi temu towarzyszyło wielu poległych i liczne prowokacje.

 
Rząd Janukowycza w okresie Euromajdanu, nie przygotowany na konflikt z Unią Europejską i USA i nie traktujący protestu, jako klasowo obcego, próbował drogą ustępstw ugasić konflikt. Ale przedstawiciele elit politycznych i gospodarczych, uznawszy iż rząd Janukowycza już tonie, odmówili Janukowyczowi poparcia, przechodząc do niejawnej i jawnej opozycji.
 
Upadek rządu Janukowycza był więc naturalnym podsumowaniem tego wszystkiego.
 
Oceniając Euromajdan, trzeba odnotować, co następuje:
 
W chwili obecnej wśród liberalnej inteligencji, a nawet części lewicy, powszechne jest wyobrażenie Euromajdanu jako rewolucji burżuazyjno-demokratycznej. Jednak mówienie o jakiejkolwiek rewolucji w odniesieniu do Euromajdanu jest nie tylko błędne, ale wręcz głupie. Rewolucja burżuazyjno-demokratyczna oznaczałaby dostosowanie politycznej nadbudowy do ekonomicznej bazy. Ale zarówno przed Euromajdanem, jak i po nim podstawą ekonomiki jest wielka własność prywatna, należąca do ograniczonego kręgu osób. A powstanie rządu „dziesięciu ministrów-kapitalistów” świadczy nie o wzroście wpływów drobnej i średniej burżuazji ukraińskiej, lecz o zmniejszeniu się takiego wpływu i w przyszłości – osłabieniu możliwości ekonomicznych na skutek tego, że reformy gospodarcze, proponowane przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Unię Europejską mocno uderzą w te właśnie grupy społeczne.
 
Jak się wydaje, bardziej poprawne i odpowiadające rzeczywistości będzie nazwanie tego, co się wydarzyło faszystowsko-oligarchicznym przewrotem – od nazwy dwóch głównych sił sprawczych. Potwierdzają to też kolejne zadania, stawiane sobie przez uczestników tego puczu.

 
Gwałtowne pogorszenie się na Ukrainie sytuacji społeczno-gospodarczej, a także konieczność – na żądanie zagranicznego kapitału – przeprowadzenia niepopularnych reform i zachowania wielkiej własności prywatnej będą zmuszały oligarchów nie tylko do sojuszu z nacjonalistami, ale też do rozpętywania nacjonalistycznej histerii i tłumaczenia problemów gospodarczych „ręką wroga”. Konieczność tłumienia wybuchających obiektywnie protestów w wielkich ośrodkach przemysłowych, powszechne w najbliższej przyszłości niezadowolenie drobnej i części średniej burżuazji, rozczarowanie w najbliższej przyszłości efektami Euromajdanu nawet wśród wielu jego obecnych zwolenników, brak masowego poparcia dla nowego reżimu zmusi go do pójścia drogą faszyzmu z elementami terroru. Przy tym reżim, przy poparciu zagranicznego kapitału, będzie na wszelkie sposoby zachowywał demokratyczną fasadę.
 
Prawicowo-radykalne organizacje, decydując się na sojusz, a w wielu sprawach usługując wielkiemu kapitałowi, zyskują możliwość nie tylko propagowania swoich idei, lecz także uznania swojej ideologii jako w gruncie rzeczy ideologii państwowej. A dostęp do zasobów ekonomicznych pozwoli na zaspokojenie apetytów liderów i średniego szczebla kierownictwa nacjonalistów.
 
Cechą szczególną reżimu będzie na pierwszym etapie swoista regionalizacja przeprowadzona poprzez przydzielenie poszczególnym oligarchicznym klanom poszczególnych regionów, którymi będą mogły się „żywić”, co przypominać może funkcjonowanie magnatów Pierwszej Rzeczpospolitej w XVI-XVIII wieku.
 
III. Ukraińska lewica
Mówiąc o ukraińskiej lewicy, trzeba zrozumieć jedno – lewica ta spóźniła się o dziesięć lat i kilka dni.
 
 
Przez ostatnie dziesięć lat ukraińska lewica stanowiła dziwny widok. Komunistyczna Partia Ukrainy weszła w aktywny sojusz z całym szeregiem oligarchicznych klanów, w gruncie rzeczy utraciła polityczną niezależność i stała się „lewicowym” uzupełnieniem Partii Regionów. Towarzyszyły temu ideowa degradacja i wyrodnienie kadr.
 
Ludzie lewicy, nie należący do KPU, zajmowali się czym popadło, ale nie tym, co trzeba było robić. Dyskusje i pracę w internecie przerywano na akcje, które w tymże internecie można było znów relacjonować. Kontakty z robotniczymi załogami miały charakter sporadyczny, najczęściej powierzchowny.
 
Pogrążywszy się w detalach, w kółkowości, nie próbując odpowiadać na polityczne wyzwania dnia w skali narodowej, nie podejmując zdecydowanych kroków nakierowanych na stworzenie silnej lewicowej partii, ukraińska lewica okazała się nieprzygotowana na dojście do władzy faszystowsko-oligarchicznego reżimu. Ideowy mętlik, drobnomieszczańskość, niezrozumienie biegu zdarzeń – nie pozwoliły lewicy na stworzenie jednolitego frontu dla przeciwdziałania puczystom.
 
Niektórzy lewicowcy próbowali przyłączyć się do Euromajdanu, szybko zrezygnowali przy tym ze swoich żądań i swoich haseł, chowają je głęboko, i w gruncie rzeczy pomogli dojściu do władzy obecnego reżimu. Rozumiejąc, w jakiej znaleźli się pułapce, zachowują nadzieję na przepoczwarzenie się nacjonalistycznego ruchu, na rolę banderowskiego samorządu, na lewicowy zwrot nacjonalistów i przekształcenie się ich walki w walkę klasową.
 
Tak potworne zagubienie nieuchronnie prowadzi ich do popierania reżimu, przydaniu mu pseudodemokratycznej fasady, a realnie – do przepoczwarzenia się takich lewicowych grup w socjal-nacjonalistyczne. Innych wariantów przetrwania grupy te nie mają.

 
 
Nieprzygotowanie większości ukraińskiej lewicy na przyjście faszystowsko-oligarchicznego reżimu, reżimu jawnego terroru w interesie kapitału, gwałtowne przekształcenie europejskiego kraju w miejsce, gdzie za lewicowe poglądy można dostać kulę łeb, czy też zniknąć bez wieści, wywołało szok i pewne zamieszanie.
 
Słabość lewicy, ideowa różnorodność, organizacyjne rozbicie, nieprzygotowanie do realnej walki, również w podziemiu, brak uznania w masach ludowych – nie pozwoliły lewicy od razu stawić opór nowemu reżimowi, do organizacji ludowego oporu.
 
W warunkach żywiołowego protestu na południowym zachodzie Ukrainy, w jego największych ośrodkach przemysłowych, lewica znalazła się w pierwszych dniach nie na czele ruchu ludowego, a z boku lub z tyłu.
 
Od pierwszych dni Euromajdanu ludność południowego wschodu Ukrainy odnosiła się sceptycznie do jego działań, traktując je jako jej obce. Uczestników Euromajdanu nie uznawała za swoich z braku językowej wspólnoty, liczebnej nadreprezentacji na Euromajdanie mieszkańców Ukrainy Zachodniej i Centralnej, braku mocnych więzi ekonomicznych z zachodem kraju, odmienności kulturowych i postrzeganiu historycznej przeszłości. Już w pierwszych dniach mieszkańcy południowego wschodu odczuli ucisk narodowy i stąd ich niechęć do uznania nowych zasad gry na Ukrainie. Na czele protestu południowego wschodu stanęła w tym momencie warstwa urzędnicza i oligarchowie, którzy próbowali stanąć na czele tego protestu i skierować go w korzystną dla siebie koleinę rozszerzenia swoich praw politycznych i ekonomicznych, zwiększenia niezależności od władz centralnych.
 
Jednakże rozmach ludowych wystąpień, niemożność zapanowania nad nimi, niechęć uczestników protestu w stosunku do biurokracji i wielkiej burżuazji w tych regionach, brak klasowych sprzeczności między pretendującymi do kierownictwa podmiotami a nową władzą w Kijowie, a także presja ich zachodnich kontrahentów doprowadziły do przejścia oligarchów i biurokratów południowego zachodu na stronę zwolenników nowego rządu, bądź do grona życzliwie go tolerujących.
 
W gruncie rzeczy, główną siłę występującą przeciwko nowemu reżimowi na południowym wschodzie jest drobna i część średniej burżuazji, a także część klasy robotniczej i ściśle z nimi związane inne warstwy społeczne.
 
Głównym zaś przeciwnikiem protestujących na południowym wschodzie są w chwili obecnej nie tyle nowe władze w Kijowie, ile własna, miejscowa polityczna i gospodarcza elita, na wszelkie sposoby przeszkadzająca w rozwoju protestu, sprzyjająca ograniczaniu go i likwidacji. Właśnie dlatego w wielu wypadkach protestujący, zajmując budynki administracji, naciskając na miejscowe organy porządku publicznego, nie mają wyników. Na skutek braku organizacji protestu, braku zrozumienia hierarchii ważności zadań, protestujący nie decydują się na usunięcie starego aparatu państwowego i pokładając nadzieje we wszelakie „Berkuty”, nie decydują się na powszechne uzbrojenie ludu.
 
Rozumiejąc to wszystko, część lewicy zdołała sformułować podstawowe dla ruchu żądania – że konieczne jest tworzenie ośrodków koordynacyjnych, wstępowanie do oddziałów samoobrony bądź ich tworzenie, uczestniczenie we wszystkich akcjach oporu wobec nowego rządu.
 
Z racji zadań, jakie stanęły przed protestującymi, właśnie lewica ma możliwość skierować ruch we właściwą stronę. Trzeba przy tym zdawać sobie sprawę ze słabości sił organizacyjnych lewicy, przeciwdziałania ze strony części drobnej burżuazji, biorącej udział w proteście, i z nadziei na spełnienie żądania przyłączenia do Rosji.
 
Żądanie to w chwili obecnej obiektywnie nie może odpowiadać rzeczywistości, a sam protest na południowym wschodzie wywołuje podejrzliwość rosyjskich władz. Jednak w związku z tym, że hasło to jest bardzo popularne wśród protestujących, i traktowane jest często jako rewolucyjne, a Federacja Rosyjska – jako kontynuator Związku Radzieckiego, lewica na Ukrainie nie widzi sensu otwarcie przeciw temu protestować. Jak się wydaje, dalsze wydarzenia zmuszą protestujących do zajęcia bardziej realistycznego stanowiska.
 
Jest oczywiste, że w wypadku pomyślnego rozwoju protestu hasło lewicy – „o radziecką Ukrainę” – w tej czy innej formie może uzyskać poparcie tych warstw, które nie zgadzają się na nowy reżim kijowski.
 
Ale lewica musi również brać pod uwagę duże prawdopodobieństwo rozgromienia oporu na południowym zachodzie, terroru wobec samej lewicy, jak i członków rodzin ludzi lewicy, i konieczność pracy w warunkach podziemia.
 
IV. Rosyjska lewica a wydarzenia na Ukrainie
Wydarzenia na Ukrainie doprowadziły do rozłamu na rosyjskiej lewicy, przy czym często nie międzyorganizacyjnego, a wewnątrz samych organizacji. Skrajnie nieliczna część lewicy wcześniej popierała Euromajdan, postrzegała to, co się dzieje na Ukrainie poprzez pryzmat mitycznej rewolucji burżuazyjno-demokratycznej, teraz – bierze udział w antywojennych akcjach wraz z najbardziej wrogimi lewicy siłami w Rosji.
 
Do znacznie bardziej znaczącego rozłamu doszło na lewicy na tle stosunku do roli Federacji Rosyjskiej w wydarzeniach na Ukrainie. Przy tym część lewicy uznaje działania FR za agresję i interwencję wobec Ukrainy, a inna część lewicy działania rosyjskiego rządu popiera.
 
W Moskwie dość boleśnie przyjęto upadek reżimu Janukowycza i rozpatruje się te wydarzenia przez pryzmat możliwości możliwej powtórki w Rosji. Towarzyszące temu zaskoczenie, brak planu działania, nieprzygotowanie do przeciwstawienia się Zachodowi i głównym kapitalistycznym centrom zmusza rząd Putina do podejmowania gorączkowych działań i popełniania błędów w polityce zagranicznej.
 
Przy czym rząd Putina nie otrzymał poparcia ze strony wielkiego kapitału prywatnego, który nader często „głosuje nogami” na rynkach walutowych.
 
Rosyjska burżuazja jest w posiadaniu dosyć sporego pakietu wielkiej własności w szeregu gałęziach ukraińskiej gospodarki. Przewrót zagroził ich interesom ekonomicznym i wpływom. Przy czym, podobnie jak ich ukraińscy koledzy, rosyjscy oligarchowie pasożytują na rynku narodowym i nie traktują kapitału zachodniego za swego przeciwnika i konkurenta. Właśnie dlatego rosyjska biznes-elita nie występowała otwarcie, z jednej strony, przeciwko własnemu rządowi, z drugiej zaś strony nie wspierała go. Przy tym z zadowoleniem wymieni protest południowego wschodu na nowe preferencje na Ukrainie, czy nawet na zachowanie status quo w relacjach ze światem zachodnim.
 
Bez wątpienia, rosyjska burżuazja jest za poszerzeniem ranku narodowego. Jednak z racji specyfiki jej działalności gospodarczej nie może ona zrezygnować ze współpracy z kapitałem zachodnim. Właśnie dlatego rząd Putina nie może na niej polegać w sprawie Ukrainy.
 
Trzeba również brać pod uwagę istnienie w Federacji Rosyjskiej wielkiej własności państwowej, przy czym osoby nią zarządzające zdecydowanie bardziej zainteresowane są we wzmocnieniu swoich wpływów na terytorium Ukrainy. Jednak z racji specyfiki kapitalizmu w Rosji, jego peryferyjności, nie są oni gotowi na zerwanie z Zachodem.
 
Przejściowe rozbieżności między rosyjską biznes-elitą a rządem w żadnym wypadku nie mogą doprowadzić do czegoś znaczącego i tym bardziej nie uczynią rząd bardziej samodzielnym w stosunku do rosyjskiej biznes-elity.
 
W swoich działaniach rosyjski rząd główne oparcie znajduje w średniej i drobnej burżuazji, jak też w klasach pozbawionych własności. One to, nie mając bezpośrednich interesów ekonomicznych na Ukrainie, postrzegają walkę na południowym wschodzie Ukrainy jako sprawiedliwą. Przy czym część z nich gotowa jest poprzeć interwencję zbrojną FR, a część opowiada się za udzieleniem poparcia bez interwencji armii rosyjskiej.
 
Jakie powinno być stanowisko rosyjskiej lewicy w tej sytuacji?
 
Przed udzieleniem odpowiedzi na to pytanie musimy odpowiedzieć na pytanie o cele lewicy. Jeśli naszym celem jest zwycięstwo proletariatu i dojście klas nieposiadających do władzy zarówno w Rosji, jak i na Ukrainie, to cały bieg zdarzeń musimy widzieć z tego punktu widzenia.
 
Szeroko zakrojona wojna między Federacją Rosyjską a Ukrainą byłaby nieszczęściem dla zwykłych ludzi z obu stron i obecnie nie będzie ona sprzyjała dojściu do władzy proletariatu na południowym wschodzie. Bez wątpienia, lewica wojny takiej nie może poprzeć. Ale zagrożenie nią powstrzymuje faszystowsko-oligarchiczny rząd w Kijowie, nie pozwalając mu utopić we krwi protestu na południowym wschodzie.
 
Burżuazyjne granice nie mogą być dla lewicy święte, i lewica ma obowiązek bronić prawo narodów do samookreślenia się. Przy tym jednak nie możemy popierać aneksji jakichkolwiek ziem. Tylko dobrowolne samookreślenie się mieszkańców tych czy innych regionów gdziekolwiek w świecie może zyskać poparcie lewicy.
 
W związku z tym dla rosyjskiej lewicy bardzo złożona jest sprawa wydarzeń na Krymie. Z jednej strony, lewica nie może nie popierać żądania mieszkańców Krymu i przeprowadzonego przez nich referendum. Z drugiej strony, pospieszna interwencja na Krymie wojsk rosyjskich jest błędem w polityce zagranicznej, stwarza zagrożenie podjęcia otwartych działań wojennych i wtargnięcia ukraińskiej armii na Krym, komplikuje walkę południowego wschodu o swoją przyszłość, obniża ostrość sprzeczności klasowych po puczu i legitymizuje faszystowsko-oligarchiczny rząd w Kijowie, jako domniemanego obrońcę narodu ukraińskiego w oczach oszukanych mieszkańców zachodu i centrum kraju.
 
Obecnie głównym zadaniem rosyjskiej lewicy – w związku z tym, że walka na południowym wschodzie przeciwko faszystowsko-oligarchicznemu rządowi w Kijowie ma ostry charakter – jest wspieranie ludowego oporu na wszelkie możliwe sposoby. Przy czym rosyjska lewica nie może w tej sprawie wlec się w ogonie obecnej rosyjskiej administracji. Trzeba zrozumieć, że naszym celem nie jest przyłączenie nowych ziem z zachowaniem zastanych tam porządków, lecz dojście do władzy proletariatu na Ukrainie, w tym także na jej południowym zachodzie.
 

 

Polecamy również:
Karol Majewski: Gdzie Rzym, gdzie Krym a gdzie Moskwa
Rosja przyjęła w swe granice Krym już cztery dni po przeprowadzonym tam referendum. Zaskoczyło to wszystkich, nie wyłączając amerykańskiego wywiadu.

 
 
 

Społeczność

Pokój i ziemia