Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 26 gości.

Karol Marks: Kapitał - przedmowa do wydania pierwszego

Karol Marks na znaczku pocztowym

POSŁOWIE DO WYDANIA DRUGIEGO

Źródło
 
Czytelnikom pierwszego wydania winien jestem przede wszystkim wyjaśnienia co do zmian wprowadzonych do wydania drugiego. Bardziej przejrzysty układ książki rzuca się w oczy. Przypisy dodatkowe są wszędzie zaznaczone jako przypisy do drugiego wydania. Co do samego tekstu najważniejsze jest:
 
 
W l ustępie I rozdziału wyprowadzenie wartości z analizy równań, w których wyraża się każda wartość wymienna, zostało dokonane z większą ścisłością naukową, podobnie jak związek między substancją wartości a określeniem jej wielkości przez społecznie niezbędny czas pracy, zaznaczony tylko w pierwszym wydaniu, został tu szczegółowo wyłożony. Ustęp 3 rozdziału I (Forma wartości) został całkowicie przerobiony, co było już podyktowane przez sam fakt dwukrotnego wykładu w pierwszym wydaniu. Zaznaczam mimochodem, że do tego dwukrotnego wykładu namówił mnie mój przyjaciel, dr L. Kugelmann w Hanowerze. Byłem u niego w gościnie wiosną r. 1867, gdy nadeszły pierwsze próbne odbitki z Hamburga, przy czym przekonał mnie, że dla ogromnej większości czytelników konieczny jest uzupełniający, bardziej dydaktyczny wykład formy wartości. — Ostatni ustęp pierwszego rozdziału: "Fetyszyzm towarowy itd." został w znacznej mierze zmieniony. Rozdział III, ustęp l (Miernik wartości) został starannie przejrzany, gdyż ustęp ten w pierwszym wydaniu został potraktowany pobieżnie wskutek powołania się na analizę dokonaną już w pracy: "Zur Kritik der politischen Oekonomie", Berlin 1859. Rozdział VII, zwłaszcza w części 2, jest gruntownie przerobiony.
 
 
Byłoby bezużyteczne zatrzymywać się szczegółowo nad drobnymi zmianami w tekście, często tylko stylistycznymi. Są one rozsiane w całej książce. Jednakowoż przy rewizji ukazującego się w Paryżu przekładu francuskiego znajduję .teraz, że pewne części oryginału niemieckiego wymagałyby miejscami głębiej sięgającego przerobienia, miejscami — większych poprawek stylistycznych, albo wreszcie staranniejszego usunięcia przypadkowych przeoczeń. Zbrakło na to czasu, gdyż dopiero na jesieni 1871 roku będąc zajęty innymi pilnymi pracami otrzymałem wiadomość, że książka jest wyczerpana i że druk nowego wydania powinien się rozpocząć już w styczniu r. 1872.
 
 
Zrozumienie, z jakim "Kapitał" szybko spotkał się w szerokich kołach niemieckiej klasy robotniczej — jest najlepszą nagrodą za moją pracę. Niejaki pan Mayer, wiedeński fabrykant stojący w ekonomii na stanowisku burżuazyjnym, wykazał doskonale w swej broszurce ogłoszonej w czasie wojny niemiecko-francuskiej, że wybitny zmysł teoretyczny, uchodzący za dziedziczną cechę Niemców, zanikł całkowicie wśród tak zwanych wykształconych klas w Niemczech, a za to rozkwita na nowo wśród niemieckiej klasy robotniczej.
 
 
Ekonomia polityczna była dotychczas w Niemczech nauka cudzoziemską. Gustaw von Guelich w swym dziele pt. "Geschichtiiche Darstellung des Handels, der Gewerbe itd.", zwłaszcza w dwóch pierwszych tomach, wydanych w roku 1830, wyłuszczył już przeważnie okoliczności historyczne, które hamowały u nas rozwój kapitalistycznego sposobu produkcji, a wskutek tego opóźniły też budowę nowoczesnego społeczeństwa burżuazyjnego. Brakło więc żywego gruntu dla ekonomii politycznej. Importowano ją w postaci gotowego towaru z Anglii i z Francji; jej niemieccy profesorowie pozostali uczniami. Teoretyczny wyraz obcej rzeczywistości przekształcił się w ich ręku w zbiór dogmatów tłumaczonych przez nich w sensie otaczającego ich drobnomieszczańskiego świata, a więc tłumaczonych opacznie. Nie dające się całkiem zagłuszyć poczucie niemocy naukowej i niemiłą świadomość, że trzeba być bakałarzem w obcej faktycznie dziedzinie, usiłowano zamaskować blichtrem historyczno - literackiej uczoności lub domieszkami obcych materiałów zapożyczonych z tak zwanych nauk kameralnych, tego bigosu różnych wiadomości, przez które jak przez ogień czyśćcowy musi przejść każdy obiecujący kandydat na niemieckiego biurokratę.
 
 
Poczynając od roku 1848 produkcja kapitalistyczna rozwijała się w Niemczech szybko, a dziś przechodzi już nawet okres spekulacyjnego rozkwitu. Ale los ciągle nie był łaskawy dla naszych fachowych ekonomistów. Dopóki mogli zajmować się ekonomią polityczną bezstronnie, poty w rzeczywistości niemieckiej brakło nowoczesnych stosunków ekonomicznych. Kiedy zaś stosunki te powołane zostały do życia, stało się to w takich warunkach, które nie pozwalają już na bezstronne studiowanie tych stosunków w obrębie widnokręgu burżuazyjnego. O ile ekonomia polityczna jest burżuazyjna, czyli rozpatruje ustrój kapitalistyczny nie jako historycznie przejściowy stopień rozwojowy, lecz przeciwnie, jako absolutną i ostateczną postać produkcji społecznej, może pozostać nauką tylko dopóty, dopóki walka klasowa pozostaje w stanie utajonym lub ujawnia się tylko w odosobnionych zjawiskach.
 
 
Weźmy Anglię. Jej klasyczna ekonomia polityczna przypada na okres nierozwiniętej walki klasowej. Jej ostatni wielki przedstawiciel, Ricardo, bierze już wreszcie świadomie za punkt wyjścia swych badań przeciwieństwo interesów klasowych, przeciwieństwo między płacą roboczą a zyskiem, między zyskiem a rentą gruntową, naiwnie ujmując to przeciwieństwo jako przyrodzone prawo społeczne. Ale wraz z tym burżuazyjna nauka ekonomii dotarła do swych nieprzekraczalnych granic. Jeszcze za życia Ricarda i w przeciwieństwie do niego podniesiona została przeciw niej krytyka w osobie Sismondiego . [3]
 
 
Okres następny, od r. 1820 do r. 1830, odznacza się w Anglii ożywieniem ruchu naukowego w dziedzinie ekonomii politycznej. Był to okres zarówno rozpowszechnienia i wulgaryzacji teorii ricardowskiej jak jej walki ze starą szkołą. Odbywały się świetne turnieje. Wszystko, co zostało wówczas dokonane, jest mało znane na kontynencie europejskim, gdyż polemika była przeważnie rozproszona w artykułach czasopism, rozprawach okolicznościowych i pamfietach. Bezstronny charakter tej polemiki tłumaczy się ówczesnymi stosunkami — choć w wyjątkowych wypadkach teoria ricardowska nawet już wówczas była używana jako oręż zaczepny przeciw gospodarce burżuazyjnej. 2 jednej strony wielki przemysł sam wychodził dopiero z okresu dziecięcego, czego dowodem jest choćby to, że dopiero z kryzysem z r. 1825 rozpoczyna on cykl swego nowoczesnego żywota. Z drugiej strony walka klasowa między kapitałem a pracą była jeszcze zepchnięta na plan dalszy: w polityce — przez rozdźwięk między rządami i feudałami skupionymi wokół Świętego Przymierza a masami ludowymi prowadzonymi przez burżuazję, w ekonomice zaś — przez swary miedzy kapitałem przemysłowym a arystokratyczną własnością ziemską. We Francji spór ten przysłaniało przeciwieństwo między drobną a wielką własnością ziemską, .w Anglii zaś wybuchł jawnie z chwilą wprowadzenia ustaw zbożowych. Angielska literatura ekonomiczna z tego okresu przypomina górny i chmurny okres ekonomii politycznej we Francji po śmierci drą Ouesnaya, ale tylko tak,, jak babie lato przypomina wiosnę. W roku 1830 nastąpił kryzys raz na zawsze rozstrzygający sprawę.
 
 
Burżuazja zdobyła władzę polityczną we Francji i w Anglii. Od tej chwili walka klasowa zaczęła przybierać w praktyce i w teorii coraz wyrazistsze, coraz groźniejsze formy. Wybiła ostatnia godzina naukowej ekonomii burżuazyjnej. Szło teraz nie o to, czy to lub owo twierdzenie jest prawdziwe, lecz czy jest pożyteczne, czy szkodliwe dla kapitału, dogodne czy niedogodne, czy jest policyjnie prawomyślne, czy nie. Miejsce bezinteresownego badania zajęły bójki płatnych pismaków, miejsce bezstronnej analizy naukowej zajęło nieczyste sumienie i zła wola apologetów. A przecież nawet pretensjonalne rozprawki, ciskane w świat przez Anti-Corn Iaw League [Ligę walki z ustawami zbożowymi] z fabrykantami Cobdenem i Brightem na czele, posiadały pewne znaczenie, jeżeli nie naukowe, to przynajmniej historyczne, dzięki swej polemice z arystokratyczną własnością ziemską. Ustawodawstwo wolnohandlowe, datujące się od czasów Sir Roberta Peela, wyrwało wulgarnej ekonomii nawet to ostatnie żądło.
 
 
 
Rewolucja kontynentalna z roku 1848 odbiła się również na Anglii. Ludzie mający jeszcze ambicje naukowe i pragnący być czymś więcej niż zwykłymi sofistami i sykofantami klas panujących usiłowali uzgodnić ekonomię polityczną kapitału z nie dającymi się już dłużej ignorować żądaniami proletariatu. Stąd bezduszny synkretyzm, najlepiej reprezentowany przez Johna Stuarta Milla. Jest to ogłoszenie upadłości ekonomii "burżuazyjnej", co po mistrzowsku oświetlił już wielki rosyjski uczony i krytyk M. Czernyszewski w swym dziele "Zarysy ekonomii politycznej według Milla".
 
 
W Niemczech kapitalistyczny sposób produkcji dojrzał więc w okresie, gdy jego antagonistyczny charakter ujawnił się już we Francji i w Anglii w rozgłośnych walkach historycznych, przy czym proletariat niemiecki posiadał już znacznie wyraźniejszą teoretyczną świadomość klasową niż niemiecka burżuazja. W chwili więc, gdy zdawało się, że burżuazyjna nauka ekonomii politycznej staje się w Niemczech możliwa, stalą się ona znów niemożliwością.
 
 
W tych warunkach rzecznicy jej podzielili się na dwa obozy. Jedni, ludzie mądrzy, obrotni, praktyczni, skupili się pod sztandarem. Bastiata, najpłytszego, a przeto najodpowiedniejszego przedstawiciela wulgarno-ekonomicznej apologetyki; inni, pyszniący się profesorską godnością swej nauki, usiłowali na wzór J. St. Milla godzić z sobą to, co się w żaden sposób pogodzić nie da. Podobnie jak w okresie klasycznym, tak też w epoce upadku ekonomii burżuazyjnej Niemcy pozostali tylko uczniami, tylko wielbicielami i naśladowcami, tylko domokrążcami wielkiego przedsiębiorstwa zagranicznego.
 
 
Swoisty rozwój historyczny społeczeństwa niemieckiego uniemożliwi} przeto wszelkie oryginalne rozwinięcie ekonomii "burżuazyjnej". lecz nie uniemożliwił jej — krytyki. O ile krytyka taka w ogóle reprezentuje pewną klasę, może reprezentować tylko tę klasę, której misją dziejową jest obalenie kapitalistycznego sposobu produkcji i ostateczne zniesienie klas — mianowicie proletariat.
 
 
Uczeni i nieuczeni rzecznicy niemieckiej burżuazji usiłowali z początku zabić "Kapitał" milczeniem, jak to im się udało z moimi wcześniejszymi pracami. Gdy zaś taktyka taka przestała już odpowiadać ówczesnym stosunkom, zaczęli pod pozorem krytykowania mej książki pisać porady "ku uspokojeniu świadomości burżuazyjnej", lecz w prasie robotniczej — obacz np. artykuły Józefa Dietzgena w "Volks-staat" — spotkali się z lepszymi od siebie szermierzami, którym dotąd pozostali dłużni odpowiedzi [4].
 
Doskonały rosyjski przekład "Kapitału" ukazał się w Petersburgu na wiosnę roku 1872. Nakład 3000 egzemplarzy jest już dzisiaj prawie wyczerpany. N. Sieber (3n6ep), profesor ekonomii politycznej na uniwersytecie kijowskim, już w r. 1871 w swej książce "Teorja cennosti i kapitała D. Rikardo" ("D. Ricarda Teoria wartości i kapitału itd.") dowiódł, że moja teoria wartości, pieniądza i kapitału w swych rysach zasadniczych jest niezbędnym dalszym rozwinięciem nauki Smitha i Ricarda. Czytelnika zachodnio-europejskiego przy czytaniu tej cennej książki uderza konsekwentne przestrzeganie ściśle teoretycznego punktu widzenia.
 
 
Metoda zastosowana w "Kapitale" nie została dostatecznie zrozumiana, o czym świadczą już choćby jej różne i wzajemnie sobie przeczące pojmowania.
 
 
Tak na przykład paryska "Revue Positiviste" zarzuca mi z jednej strony, że ekonomię polityczną traktuję metafizycznie, z drugiej zaś strony — proszę zgadnąć! — że poprzestaję tylko na krytycznym rozbiorze tego, co jest dane, zamiast sporządzać przepis (comtowski?) dla kuchni przyszłości. Pan profesor Sieber odpowiada na zarzut metafizyki, jak następuje: "O ile idzie o samą teorię, to metoda marksowska jest dedukcyjną metodą całej szkoły angielskiej, przy czym i wady, i zalety tej metody są wspólne najlepszym teoretykom ekonomii". Pan M. Błock — "Les theoriciens du socialisme en Allemagne. Extrait du Journal des Economistes, juillet et aout 1872" — odkrywa, że stosowana przeze mnie metoda jest metodą analityczną, i mówi m.in.: "Przez to dzieło pan Marks staje w szeregu najwybitniejszych umysłów analitycznych". Rozumie się, że recenzenci niemieccy krzyczą o heglowskiej sofistyce. Petersburski "Wiestnik Ewropy" w artykule zajmującym się wyłącznie metodą "Kapitału" (zeszyt majowy 1872, str. 427—36) znajduje, że moja metoda badania jest ściśle realistyczna, lecz, na nieszczęście, metoda wykładu jest niemiecko-dialektyczna. Czytamy tam: "Na pozór, sądząc z zewnętrznej formy wykładu, Marks jest największym idealistą-filozofem, i to w niemieckim, tzn. złym znaczeniu tego wyrazu. W rzeczywistości zaś jest on realistą w nieskończenie wyższym stopniu niż wszyscy jego poprzednicy na niwie krytyki ekonomicznej... W żadnym zaś razie nie można go uważać za idealistę". Nie mogę autorowf odpowiedzieć lepiej, jak przytaczając kilka wyjątków z jego własnej krytyki, co w dodatku może zainteresować niejednego z moich czytelników, dla których rosyjski oryginał jest niedostępny.
 
 
Po przytoczeniu cytatu z mej przedmowy do "Zur Kritik der politischen Oekonomie", Berlin 1859, str. IV—VII, gdzie rozwinąłem materialistyczne podstawy swej metody, autor pisze dalej:
 
 
"Dla Marksa ważne jest tylko jedno: odkryć prawo rządzące badanymi przez niego zjawiskami. Przy tym ważne jest dla niego nie tylko prawo rządzące nimi poty, póki mają pewną zakończoną postać i póki pozostają w takim stosunku wzajemnym, jaki można stwierdzić w danym okresie czasu. Ważne jest dla niego ponadto prawo ich zmienności, ich rozwoju, tzn. przejścia z jednej postaci w drugą, z jednego układu stosunków wzajemnych w drugi. Gdy odkrył to prawo, zaczyna bardziej szczegółowo rozpatrywać następstwa, w których prawo to objawia się w życiu społecznym... Zgodnie z tym Marks troszczy się tylko o jedno: żeby w drodze ścisłego naukowego badania dowieść konieczności określonego układu stosunków społecznych i żeby w sposób możliwie nienaganny skonstatować fakty będące dla niego punktem wyjścia i oparcia. W tym celu wystarcza mu najzupełniej, jeżeli dowiódłszy konieczności ustroju istniejącego dowiódł też konieczności innego układu, do którego przejście musi być bezwzględnie dokonane, niezależnie od tego, czy ludzie o tym myślą, czy nie myślą, czy są tego świadomi lub nieświadomi. Marks rozpatruje ruch społeczny jako proces przyrodniczy, którym rządzą prawa, nie tylko niezależne od woli, świadomości i zamiarów człowieka, lecz raczej, odwrotnie, określające jego wolę, świadomość i zamiary... Jeżeli pierwiastek świadomy w historii kultury gra taką podrzędną rolę, to jest rzeczą zrozumiałą, że podstawą krytyki mającej za przedmiot samą kulturę najmniej może być jakakolwiek forma lub jakikolwiek rezultat świadomości. Znaczy to, że jej punktem wyjścia może być nie idea, lecz tylko zjawisko zewnętrzne. Krytyka poprzestanie na porównaniu i konfrontacji faktu nie z ideą, lecz z innym faktem. Ważne jest dla niej tylko, żeby oba te fakty były możliwie najściślej zbadane i żeby istotnie stanowiły wobec siebie różne momenty rozwoju, a oprócz tego ważne jest, żeby niemniej ściśle zbadane były porządek, kolejność i związek, w jakich objawiają się stopnie rozwoju... Niejednemu czytelnikowi może przyjść na myśl i takie pytanie: ... przecież ogólne prawa życia ekonomicznego są takie same, niezależnie od tego, czy stosują 'się do teraźniejszości, czy do przeszłości. Lecz temu właśnie Marks zaprzecza. Takich praw ogólnych wcale według niego nie ma... Według niego, przeciwnie, każdy wielki okres dziejowy ma swe własne prawa ... Gdy tylko życie przeżyto dany okres rozwoju, wyszło z danego stadium, a weszło w inne, zaczyna się rządzić innymi już prawami. Słowem, życie ekonomiczne ukazuje nam tu zjawisko analogiczne do historii rozwoju, którą obserwujemy w innych dziedzinach biologii... Dawni ekonomiści zapoznawali naturę praw ekonomicznych porównując je z prawami fizyki i chemii... Głębsza analiza zjawisk dowiodła, że organizmy społeczne różnią się od siebie nie mniej głęboko niż organizmy roślinne i zwierzęce... Wskutek odmiennej budowy tych organizmów, różnorodności ich organów, odmienności warunków, w jakich organy te muszą funkcjonować itd., jedno i to samo zjawisko na różnych stopniach rozwoju może podlegać zupełnie różnym prawom. Marks na przykład zaprzecza, jakoby prawo ludności było takie samo wszędzie i zawsze, dla wszystkich czasów i wszystkich miejsc. .
 
Przeciwnie, twierdzi on, że każdy stopień rozwoju ma własne prawo ludności... W zależności od różnego rozwoju sił wytwórczych zmieniają się stosunki i rządzące nimi prawa. W ten sposób, stawiając przed sobą cel — zbadanie i wyjaśnienie kapitalistycznego układu gospodarczego, Marks sformułował tylko ściśle naukowo cel, który musi sobie postawić każde dokładne badanie życia ekonomicznego ... Wartość naukowa takich badań polega na wyjaśnieniu tych poszczególnych praw, którym podlega powstanie, istnienie, rozwój, śmierć danego organizmu społecznego i zastąpienie go przez inny, wyższy. I tę wartość książka Marksa posiada rzeczywiście .
 
 
Lecz przedstawiając tak trafnie to, co nazywa moją rzeczywistą metodą, a tak życzliwie — osobiste stosowanie jej przeze mnie, cóż innego przedstawił autor, jak nie metodę dialektyczną?
 
 
Oczywiście sposób wykładu musi różnić się formalnie od sposobu badania. Badanie musi szczegółowo opanować materiał, musi zanalizować różne jego formy rozwojowe i wyśledzić ich więź wewnętrzną. Dopiero po dokonaniu tej pracy może być właściwie przedstawiony rzeczywisty ruch. Gdy się to uda i gdy życie materiału odbije się idealnie, może się wydawać, że ma się do czynienia z jakaś konstrukcja a priori.
 
 
Moja metoda dialektyczna jest w założeniu nie tylko różna od heglowskiej, lecz jest jej wprost przeciwstawna. Według Hegla proces myślenia, który on nawet przekształca w samodzielny podmiot pod nazwą idei, jest demiurgiem rzeczywistości stanowiącej tylko jego zewnętrzny przejaw. Według mnie zaś, przeciwnie, idea nie jest niczym innym, jak materią przeniesioną do głowy ludzkiej i przetworzoną w niej.
 
 
Mistyfikującą stronę dialektyki heglowskiej krytykowałem już prawie przed 30 laty, w czasie gdy była jeszcze modą sezonu. Lecz właśnie wówczas, gdy opracowywałem pierwszy tom mego "Kapitału", aroganckie, pretensjonalne i mierne pokolenie epigonów, nadające dziś ton w wykształconych Niemczech, upodobało sobie w traktowaniu Hegla tak samo, jak zacny Mojżesz Mendelssohn za czasów Lessinga traktował Spinozę, mianowicie jak "zdechłego psa". .Wobec tego jawnie uznałem się za ucznia tego wielkiego myśliciela, a w rozdziale traktującym o teorii' wartości kokietowałem nawet tu i ówdzie właściwym mu sposobem wyrażania się. Mistyfikacja, jakiej dialektyka uległa w rękach Hegla, bynajmniej nie zmienia tego faktu, że on właśnie pierwszy wyczerpująco i świadomie wyłożył jej ogólne formy ruchu. U niego stoi ona na głowie. Trzeba ją postawić na nogi, żeby wyłuskać racjonalne jądro z mistycznej skorupy.
 
 
Dialektyka w swej zmistyfikowanej postaci stała się modą niemiecką, gdyż wydawało się, że będzie mogła uświetnić rzeczywistość. W swej racjonalnej postaci jest ona zgryzotą i postrachem burżuazji i jej doktrynerskich rzeczników, gdyż w swym pozytywnym rozumieniu istniejącej rzeczywistości zawiera zarazem rozumienie jej negacji, jej nieuniknionego upadku, gdyż każdą formę dokonaną ujmuje w ciągłości ruchu, a więc również od jej strony przemijającej, gdyż przed niczym nie chyli czoła i z istoty swej jest krytyczna i rewolucyjna.
 
 
Pełen sprzeczności ruch społeczeństwa kapitalistycznego najsilniej daje się odczuć praktycznemu burżua w kolejnych wahaniach periodycznego cyklu, który przebywa nowoczesny przemysł, a którego punktem szczytowym jest kryzys powszechny. Kryzys ten nadciąga znowu, chociaż znajduje się jeszcze w stadiach zaczątkowych, a jego powszechność i natężenie jego działania wbije dialektykę nawet do łbów szczęśliwców nowej, świętej Rzeszy prusko-niemieckiej.
 
 
 
Karol Marks
 
 
Londyn, 24 stycznia 1873
 
Przypisy:
 
 
 [3] Porównaj moją pracę: "Zur Kritik der politischen Oekonomie", str. 39.
 
 
[4]Sepleniące gaduły niemieckiej ekonomii wulgarnej ganią styl i sposób wykładu mego dzieła. Nikt nie może surowiej ocenić braków literackich "Kapitału" niż ja sam. Ale ku pożytkowi i uciesze tych panów i ich publiczności chcę im zacytować tutaj jedną ocenę angielską i jedną rosyjską. Bezwzględnie wrogi mym poglądom "Saturday Review" pisał w notatce dotyczącej pierwszego wydania niemieckiego: sposób wykładu "nadaje swoisty urok (charm) nawet najbardziej suchym zagadnieniom ekonomicznym". Zaś "S. Pietersburskija Wiedomosti"w numerze z dnia 20 kwietnia r. 1872 piszą m. in.: "Z wyjątkiem niektórych zbyt specjalnych części, wykład wyróżnia się swą dostępnością, jasnością i niezwykłą żywością, pomimo wysoce naukowego poziomu pracy. Pod tym względem autor... w niczym nie jest podobny do większości uczonych niemieckich... którzy piszą swe książki językiem tak ciemnym i oschłym, że zwykłego śmiertelnika aż w głowie łupie". Czytelników dzisiejszej niemiecko-narodowo-liberalnej literatury profesorskiej łupie jednak wcale nie w głowie, tylko zupełnie gdzie indziej.

Społeczność

1917 rev