Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 8 gości.

Fryderyk Engels: Przedmowa do czwartego wydania "Kapitału" (1890 r.)

Marks i Engels

 
 
Źródło
 
Czwarte wydanie wymagało ode mnie możliwie ostatecznego ustalenia tekstu, jak również i uwag. Jak się z tego zadania wywiązałem, o tym pokrótce poniżej.
 
Po ponownym porównaniu wydania francuskiego z własnoręcznymi notatkami Marksa wprowadziłem do tekstu niemieckiego jeszcze parę dodatków. Znajdują się one na str. 80 (w wydaniu trzecim str. 88), str. 458—460 (w wyd. trzecim str. 509—510), str. 547—551 (w wyd. trzecim str. '600), str. 591—593 (w wyd. trzecim str. 644) i str. 596 (w wyd. trzecim str. 648) w przypisie 79. Podobnież, idąc śladem wydania francuskiego i angielskiego, wprowadziłem do tekstu długi przypis o górnikach (w wydaniu trzecim str. 509—515, w wyd. czwartym str. 461—467)8. Inne drobne zmiany są natury ściśle technicznej.
 
Poza tym wprowadziłem jeszcze kilka objaśniających przypisów dodatkowych, w szczególności tam, gdzie wydawało mi się to konieczne ze* względu na zmienione okoliczności historyczne. Wszystkie te dodatkowe przypisy zostały ujęte w klamry i opatrzone moimi inicjałami lub literami "D. H." [9]
 
Wskutek ukazania się tymczasem angielskiego wydania zaszła konieczność całkowitej rewizji licznych cytat. Zrobiła to najmłodsza córka Marksa, Eleonora, która wzięła na siebie trud porównania wszystkich przytoczonych miejsc z oryginałami, tak że w znacznej części wypadków, gdy chodziło o cytaty z źródeł angielskich, ukazał się tam nie przekład z niemieckiego, lecz angielski tekst oryginalny. Uważałem więc za swój obowiązek uwzględnić ten tekst przy czwartym wydaniu. Ujawniły się przy tym różne drobne niedokładności.
Powoływanie się na niewłaściwe strony tłumaczy się częściowo przepisywaniem z brulionów, częściowo zaś stanowi wynik błędów drukarskich, nagromadzonych podczas trzech poprzednich wydani. Niewłaściwie użyte cudzysłowy lub wielokropki, co jest nieuniknione przy masowym cytowaniu na podstawie wyciągów. Tu i owdzie niezbyt szczęśliwie dobrane słowo w przekładzie. Niektóre miejsca cytowane ze starych zeszytów paryskich z lat 1843—45, gdy Marks nie znał jeszcze języka angielskiego i czytał angielskich ekonomistów w przekładzie francuskim. Dwukrotny przekład prowadził tu czasem do drobnej zmiany odcienia, np. w cytatach ze Steuarta, Ure'a i in., podczas gdy teraz można było posługiwać się tekstem angielskim. Takich i podobnych drobnych niedokładności i przeoczeń było więcej. Gdyby jednak ktoś porównał wydanie czwarte z wydaniami poprzednimi, przekonałby się, że cała ta mozolna praca nad usunięciem tych usterek nie zmieniła w książce nic choćby najdrobniejszego, co byłoby warte .wzmiankowania. Tylko jeden jedyny cytat z Ryszarda Jonesa (wyd. 4, str. 562, przypis 47) nie został odnaleziony. Marks pomylił się prawdopodobnie w tytule książki [10]. Wszystkie inne zachowały swą siłę dowodową lub nawet wzmocniły ją w obecnej dokładniejszej redakcji.
 
Tu jednak muszę wrócić do pewnej starej historii. Znany mi jest mianowicie tylko jeden wypadek, gdy podano w wątpliwość prawdziwość przytoczonego przez Marksa cytatu. Ponieważ jednak wypadek ten wciąż jest wyzyskiwany, nawet po śmierci Marksa, przeto nie mogę pominąć go milczeniem.
 
W berlińskiej "Concordia", organie niemieckiego związku fabrykantów, ukazał się w dniu 7 marca r. 1872 anonimowy artykuł pt. "Jak Karol Marks cytuje?" W artykule tym z wielkim nakładem oburzenia moralnego i w nieparlamentarnych wyrażeniach dowodzono, że cytat z mowy budżetowej Gladstone'a z dnia 16 kwTetnia r. 1863 (w Manifeście Inauguracyjnym Międzynarodowego Stowarzyszenia Robotników z roku 1864, powtórzony w "Kapitale", t. I, str. 617 w wyd. czwartym, a 671 — w trzecim)  [11] został sfałszowany. Ze zdania: "Ten oszałamiający wzrost bogactwa i potęgi... ogranicza się jedynie i wyłącznie do klas posiadających" — ani jedno słowo We znajduje się w (półurzędowym) sprawozdaniu stenograficznym Hansarda. "Ale zdania tego nie ma nigdzie w mowie Gladstone'a. W mowie tej powiedziano coś wręcz przeciwnego. (Tłustymi czcionkami) Marks formalnie i materialnie d o ł g a ł to zdanie!"
 
Marks, któremu ten numer "Concordia" przesłano w maju tegoż roku, odpowiedział anonimowi w "Yoiksstaat" w numerze z dnia l czerwca. Ponieważ nie przypominał już sobie, z jakiego sprawozdania dziennikarskiego cytował wówczas, poprzestał na tym, że przytoczył jednobrzmiące cytaty z dwóch książek angielskich, a następnie zacytował sprawozdanie "Times", według którego Gladstone oświadczył: "That is the state of the case as regards the wealth of this country. I must say for one, I should look almost with apprehension and with pain upon this intoxicating augmentation of wealth and power if it were my belief that it was confined to classes who are in easy circumstances. This takes no cognizance at all of the condition of the labouring population. The augmentation I have described and which is founded, I think, upon accurate returns, is an augmentation entirely confined to classes of property" [12] .
 
A więc Gladstone mówi, że byłoby mu bardzo przykro, gdyby tak być miało, lecz że t a k j e s t w istocie: ten oszałamiający wzrost bogactwa i potęgi jest całkowicie ograniczony do klas posiadających. Co się zaś tyczy półurzędowego Mansarda, to Marks mówi dalej: "Pan Gladstone miał dosyć rozumu na to, ażeby ze swego specjalnie później spreparowanego wydania wyskrobać słowa, bądź co bądź kompromitujące w ustach angielskiego kanclerza skarbu. Jest to zresztą tradycyjny angielski zwyczaj parlamentarny, a wcale nie wynalazek Laskerka przeciw Beblowi".
 
Lecz anonim zżyma się coraz bardziej. Odsuwając na bok wszelkie źródła z drugiej ręki, napomyka wstydliwie w swej odpowiedzi — "Concordia", 4 lipca — że jest "zwyczajem" cytować przemówienia parlamentarne według sprawozdań stenograficznych. Ale i sprawozdanie "Times" (gdzie figuruje "dolgane" zdanie), i sprawozdanie Mansarda (gdzie zdania tego brak) "są z sobą materialnie najzupełniej zgodne", a sprawozdanie "Times" również zawiera "coś wręcz przeciwnego niż osławione miejsce Manifestu Inauguracyjnego", przy czym mąż ten starannie przemilcza, że obok tej rzekomej "przeciwstawności" sprawozdanie to zawiera również jak najwyraźniej właśnie owo "osławione miejsce".' Mimo to wszystko anonim czuje doskonale, że został schwytany na gorącym uczynku i że wyratować go może tylko nowy wykręt. Po przeładowaniu więc swego artykułu — nacechowanego, jak wykazaliśmy właśnie, "bezczelną kłamliwością" — wszelkimi budującymi wymysłami, jak "mała fides", "nieuczciwość", "kłamliwa informacja", "ów kłamliwy cytat", "bezczelna kłamliwość", "całkowicie sfałszowany cytat", "to fałszerstwo", "po prostu bezecne" itd. — po tym wszystkim uważa za potrzebne przenieść spór w zupełnie inną dziedzinę i obiecuje "wyłożyć w drugim artykule, jakie znaczenie nadajemy (my — to ów nie "kłamliwy" anonim) treści słów Gladstone'a". Zupełnie jakby to jego niemiarodajne zdanie miało cośkolwiek wspólnego z całą sprawą! Ten jego drugi artykuł znajduje się w "Concordia", w numerze z dnia 11 lipca.
 
Marks raz jeszcze odpowiedział w "Volksstaat" z dnia 7 sierpnia, cytując tym razem także sprawozdania o wzmiankowanym ustępie w "Morning Star" i w "Morning Advertis'er" z dnia 17 kwietnia r. 1863. Według obu tych sprawozdań Gladstone oświadcza, że z troską itd. spoglądałby na ten oszałamiający wzrost bogactwa i potęgi, gdyby sądził, że ograniczony jest do klas zamożnych (classes in easy circumstances). Lecz wzrost ten jest ograniczony do klas posiadających (entirely confined to ciasses possessed of property). A więc również te sprawozdania dosłownie podają rzekomo "dolgane" zdanie. Następnie, porównując tekst "Times" z tekstem Mansarda, Marks stwierdza ponownie, że zdanie to było rzeczywiście wypowiedziane, co konstatują trzy sprawozdania dziennikarskie, ogłoszone nazajutrz rano, niezależnie od siebie i jednobrzmiące — lecz że brak go w sprawozdaniu Hansarda poprawionym według wiadomego "zwyczaju", ponieważ, według stów Marksa, Gladstone zdanie to "wyskrobał później", i wreszcie oświadcza, że nie ma czasu na wdawanie się w polemiki z anonimem. Zdaje się zresztą, że ów miał już również dosyć tego, co dostał; przynajmniej Marksowi nie nadsyłano już dalszych numerów "Concordia".
 
 
Zdawało się, że na tym sprawa już umarła i została pogrzebana. Wprawdzie od tego czasu raz czy dwa razy dochodziły do nas, od ludzi utrzymujących stosunki z uniwersytetem w Cambridge, tajemnicze wieści o jakiejś niewymownej zbrodni literackiej, rzekomo popełnionej przez Marksa w "Kapitale". Jednakże pomimo wszelkich dochodzeń nie można się było absolutnie dowiedzieć czegoś bardziej określonego. Aliści dnia 29 listopada r. 1883, w osiem miesięcy po śmierci Marksa, ukazał się w "Times" list datowany z Trinity College w Cambridge, a podpisany przez Sedleya Taylora. W liście swym ów człowieczek, macher w najbardziej potulnym sklepikarstwie spółdzielczym, korzystaz pierwszej lepszej sposobności, żeby nas wreszcie oświecić nie tylko co do plotek w Cambridge, lecz również co do tego, kto był owym anonimem z "Concordia".
 
 
"Najdziwniejsze — powiada człeczyna z Trinity College — jest to, że profesorowi Brentano (wówczas we Wrocławiu, obecnie w Strassburgu) przypadło w udziale... zdemaskować mała fides, jaka oczywiście podyktowała cytat z przemówienia Gladstone w (Inauguracyjnym) Manifeście. Pan Karol Marks, który... usiłował bronić cytatu, jeszcze w przedśmiertnych drgawkach (deadly shifts), o jakie momentalnie przyprawił go po mistrzowsku prowadzony atak Brentana, miał czelność twierdzić, że Gladstone specjalnie spreparował sprawozdanie ze swej mowy, ogłoszone w <<Times>> w dniu 17 kwietnia 1863 r., wyskrobując z niego przed zamieszczeniem u Hansarda — ustęp bądź co bądź kompromitujący dla angielskiego ministra skarbu. Kiedy zaś Brentano za pomocą szczegółowego porównania obu tekstów dowiódł, że sprawozdania <<Times>> i Hansarda są ze sobą zgodne i bezwzględnie wyłączają to znaczenie słów wypowiedzianych przez Gladstone'a, jakie podsuwa im sprytnie wyrwany cytat, wówczas Marks wycofał się pod pozorem braku czasu!"
 
 
Tu więc wylazło szydle z worka! W taki to znakomity sposób włamała się w wytwórczo-spółdzielczej fantazji z Cambridge anonimowa kampania pana Brentano z "Concordia"! Tak potykał się, tak władał mieczem w "mistrzowsko prowadzonym ataku" ten święty Jerzy niemieckiego związku fabrykantów, podczas gdy smok z piekła rodem, Marks, pod jego stopami od razu dogorywał w "przedśmiertnych drgawkach"!
 
 
A przecież cały ten ariostyczny opis walki służy tylko po to, żeby zasłonić wykręty naszego świętego Jerzego. Nie ma tu już mowy o "dołganiu" ani o "fałszerstwie", lecz tylko o "sprytnie wyrwanym cytacie" (craftily isolated quotation). Całe zagadnienie zostało przesunięte, a święty Jerzy i jego giermek z Cambridge wiedzieli doskonale — czemu.
 
 
Eleonora Marks odpowiedziała na to w lutym r. 1884 w miesięczniku "To-Day",. ponieważ "Times" nie zechciały wydrukować jej artykułu. Sprowadziła z powrotem spór do jedynego punktu, o który chodziło: czy Marks "dołgał" owo zdanie, czy nie? Na to pan Sedley Taylor odpowiada: "Pytanie, czy pewne zdanie figurowało lub nie figurowało w przemówieniu pana Gladstone'a", ma według niego "nader podrzędne znaczenie" w sporze Brentana z Marksem "w porównaniu z kwestią, czy cytat ten został przytoczony w celu oddania, czy też w celu wypaczenia myśli Gladstone'a". Następnie pan Sedley Taylor przyznaje, że sprawozdanie "Times" "istotnie zawiera pewną sprzeczność w słowach", ale, ale pozostały bieg myśli wyjaśnia właściwie, tzn. w liberalno-gladstonowskim sensie wskazuje, co p. Gladstone chciał powiedzieć ("To-Day", marzec r. 1884). Najkomiczniejsze jest przy tym to, że nasz człeczyna z Cambridge uparcie cytuje teraz przemówienie nie według Hansarda, jak tego — zdaniem anonima Brentana — żąda "zwyczaj", lecz według sprawozdania "Times", które ten sam Brentano uważa za "z konieczności partackie". No chyba, przecież fatalnego zdania właśnie brak u Hansarda!
 
 
Eleonora Marks bez trudu rozwiała całą tę argumentację w tym samym numerze "To-Day". Albo pan Taylor czytał polemikę z roku 1872 — w takim razie teraz nie tylko "dołgał", ale wprost "zełgał", albo też nie czytał jej — w takim zaś razie obowiązkiem jego było trzymać język za zębami. Tak czy owak faktem jest, że nie ośmielił się ani przez chwilę podtrzymywać zarzutu swego przyjaciela Brentana, jakoby Marks coś "dołgał". Wręcz przeciwnie, Marks wedlug niego nie tylko nie "dołgał" żadnego zdania, lecz właśnie opuścił bardzo ważne zdanie. Ale właśnie to zdanie jest cytowane na str. 5 Manifestu Inauguracyjnego parę wierszy przed zdaniem "dołganym". Co zaś do "sprzeczności" w przemówieniu Gladstone'a, to czyż nie Marks właśnie w "Kapitale" na str. 618 (trzecie wydanie str. 672) w przypisie 105 [13] mówi o "ciągłych rażących sprzecznościach w mowach budżetowych pana Gladstone'a z lat 1863 i 1864"! Tylko że nie próbuje na wzór Sedleya Taylora rozwiązywać ich w liberalnym guście. Wreszcie konkluzja odpowiedzi Eleonory Marks brzmi, jak następuje: "Wręcz przeciwnie, Marks ani nie pominął czegokolwiek godnego zaznaczenia, ani nie «dołgał» najmniejszej drobnostki. Odtworzył natomiast i wydarł zapomnieniu pewne zdanie z przemówienia Gladstone'a, które niewątpliwie zostało wypowiedziane, lecz które tak czy inaczej -zdołało wymknąć się ze sprawozdania Hansarda".
 
Tym razem także pan Sedley Taylor miał już dość, a wynikiem całego tego profesorskiego pieniactwa, ciągnącego się przez dwa dziesięciolecia aż w dwóch wielkich krajach, było to, że nikt już więcej nie ośmielił się podawać w wątpliwość literackiej sumienności Marksa, za to pan Sedley Taylor zapewne będzie miał odtąd równie mało zaufania do literackich biuletynów bojowych pana Brentano, jak pan Brentano do papieskiej nieomylności Hansarda.
 

F. Engels

Londyn, 25 czerwca 1890


Przypisy:

 

[9] W niniejszym wydaniu — w okrągłych nawiasach i wszędzie z podpisem F. E. — Red. przekł. polsk.
[10] [W niniejszym wydaniu cytat z Rysswrda Jonesa znajduje się na str. 646].
 
 
[11] [Str. 703 niniejszego wydania].
 
[12] "Taki jest stan rzeczy, jeśli chodzi o bogactwo naszego kraju. Muszę się przyznać, że z trwogą niemal i z troską patrzyłbym na ten'oszałamia jacy wzrost bogactwa i potęgi, gdybym sądził, że dotyczy on tylko klas zamożnych. A jednak nic to nie mówi o położeniu ludności pracującej. Wzrost bogactw, opisany przeze mnie i oparty, jak mniemam, na zupełnie ścisłych danych, jest wzrostem ograniczonym wyłącznie do klas posiadających"].
 
 
[13] [Str. 705 niniejszego wydania].
 

Społeczność

Lenin 666