Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 13 gości.

Ben Gliniecki: 100 000 na ulicach Polski: "Praca tymczasowa - stały wyzysk"

2013 09 14 demonstracja związkowa 2

Tekst został napisany we wrześniu 2013 roku i umieszczony na stronie intenetowej:
http://www.marxist.com/100000-on-the-streets-of-poland-part-time-jobs-full-time-exploitation.htm 
 
Nasza relacja z demonstracji związkowej, jaka miała miejsce 14 września 2013 znajduje się pod linkiem: http://www.1917.net.pl/node/18033
 
Uważamy, że tekst reprezentuje nieco naiwne ekonomistyczno-trades-unionistyczne podejście.
 
Demonstracja z 14 września 2013 roku nie była "iskrą", ale sobotnim spacerkiem pacyfikującym robotniczy gniew, jaki wybuchł wskutek kryzysu gospodarczego, obniżenia stopy życiowej, podniesienia wieku emerytalnego i antypracowniczych zmian w kodeksie pracy. Dziewięć miesięcy po tej demonstracji związkowy ruch protestu właściwie ucichł i poza pochodem 1 maja 2014 w Warszawie nie było w naszym kraju żadnych masowych (tzn. liczących więcej niż 10 000 uczestników) demonstracji robotniczych. Szumnie zapowiadany strajk generalny nie odbył się do dziś.
 
tłumaczenie:Marek
korekta: PK

Redakcja WR
_______________________________________________________________________
 
W sobotę 14 września 2013 r. ponad 100 tys. ludzi przemaszerowało ulicami Warszawy w proteście przeciwko rządowi Donalda Tuska. Akcję zorganizowały wspólnie największe w Polsce centrale związkowe: Solidarność, OPZZ oraz Forum Związków Zawodowych.
 
Głównymi hasłami protestujących były: likwidacja bezrobocia, płaca minimalna, wiek emerytalny i dostęp do usług socjalnych ludzi w potrzebie. Ponadto związki domagają się dymisji Ministra Pracy i Polityki Społecznej Władysława Kosiniaka–Kamysza. Wielkość manifestacji okazała się daleko większa niż w latach ubiegłych, co tłumaczy się trwającą stagnacją gospodarczą oraz obniżającym się poziomem życia pracowników w Polsce.
 
Iskra
 
Impulsem do tej manifestacji stały się propozycje reformy prawa pracy i sfery tak zwanych umów "śmieciowych", które dotyczą umów pracy tymczasowej w warunkach wykonywania typowej pracy mającej znamiona pracy stałej. Umowy te silnie ograniczają prawa pracowników. Jeden z demonstrujących Zdzisław Urbanek, 60 letni pracownik w firmie chemicznej oraz członek Solidarności powiedział w sobotę: "Chcę likwidacji tego typu umów. Młodzi ludzie w większości otrzymują umowy na dwa, trzy miesiące". Jeden z transparentów zawierał hasło: "Praca tymczasowa, stały wyzysk". W odpowiedzi na te propozycje rządu liderzy wspomnianych związków zawodowych zdecydowali wyjść z rozmów z Ministrem Pracy oraz wezwali do wsparcia demonstracji.
 
 
Kłopoty gospodarcze
 
Proponowane zmiany w prawie pracy nie wzięły się znikąd. Polska gospodarka jest w stagnacji. Chociaż był to jedyny kraj europejski, który uniknął recesji z 2009 r., wzrost obecnie wynosi zaledwie 0,1%. Według ocen firmy Randstadt, 67% polskich firm spodziewa się raczej stagnacji lub spadku w ciągu następnych 6 miesiący, a tylko 25% spodziewa się wzrostu. Tymczasem przychody podatkowe spadły poniżej oczekiwań, zmuszając rząd do korekty budżetu na 2013 r., co nastąpiło w ostatni piątek i pozwoli na wzrost deficytu o 16 mld. zł ponad poziom zaplanowany w budżecie.
 
 
Szersze postulaty

W rezultacie tych gospodarczych porażek oraz w celu ochrony zysków polskiej burżuazji, rządząca liberalna partia Platforma Obywatelska - wprowadza cięcia wydatków w usługach publicznych, pogarsza warunki pracy i życia polskich pracowników. Powyższa próba wprowadzania większej liczby "umów śmieciowych" jest jednym z przykładów tego trendu w polityce PO. Nie dziwi, więc, że oczekiwania protestujących nie kończą się na likwidacji "umów śmieciowych". Marek Lewandowski, rzecznik prasowy Solidarności, powiedział: "Wolimy lepsze emerytury w wieku 65 lat, a nie 67 lat. Chcemy lepszej polityki społecznej oraz gwarancji zatrudnienia". Innym ważnym żądaniem związków jest stworzenie prawa zapewniającego szybszy wzrost płacy minimalnej.
 
Ale związki nie zatrzymują się na żądaniach ekonomicznych. Tomasz Danielewicz, pielęgniarz, który przyjechał specjalnie do Warszawy, aby wziąć udział w tej demonstracji, powiedział: "Przyjechaliśmy do Warszawy, żeby pokazać czerwoną kartkę rządowi". Piotr Duda, przewodniczący Solidarności, powiedział: "Powinniśmy zacząć zbierać podpisy pod petycją wzywającą do rozwiązania Parlamentu, ponieważ rząd nie bierze pod uwagę żadnych naszych argumentów". Natomiast Jan Guz, przewodniczący OPZZ, powiedział do demonstrantów: "Rząd otrzymuje dziś ostatnie upomnienie. Jeśli nie przyniesie to oczekiwanych zmian, zablokujemy cały kraj, wszystkie drogi i autostrady". Jako żądanie na dziś - i jako minimum wymagane do powrotu do rozmów w Komisji Trójstronnej - postawiono odwołanie Ministra Pracy i Polityki Społecznej. Tak jak w całej Europie, tak i w Polsce pracownicy bezustannie naciskają na polityczną zmianę, aby zapobiec ich pogarszającej się sytuacji.
 
Polityczna zmiana? – W jakim kierunku?
 
Pytania, jakie będą sobie zadawać polscy pracownicy brzmi: zmiana polityczna, ale na co? Gdy 59% Polaków popiera protesty, a tylko 31% jest im przeciwna, staje się jasne, że większość widzi, że PO nie gwarantuje żadnej alternatywy, która rozwiązałaby problemy ekonomiczne i zapobiegłaby spadkówi pozimou życia przeciętnych pracowników. Jednak główna partia opozycyjna - prawicowo-konserwatywny PiS - prezentuje program prywatyzacji, nacjonalizmu i protekcjonizmu. Taka polityka nie zmieni nic w życiu polskich pracowników.
 
Tymczasem, partia uznawana za największą partię lewicy, SLD pod przewodnictwem Leszka Millera, który jako premier w latach 2001-2005 wsławiła się  wzmożoną prywatyzacją i wzmacnianiem kapitalizmu w Polsce, mimo że korzenie partii sięgają PZPR.
 
Ale to nie "zła" polityka PO jest odpowiedzialna za problemy polskiej klasy pracowniczej - są one bezpośrednim wynikiem kryzysu kapitalizmu. Podobnie jak PO, PiS jest partią burżuazyjną, a zmiana rządów na PiS doprowadzi do kolejnych ataków na klasę pracującą – nic by się nie zmieniło. Świadomość, że żadna partia nic nowego nie wnosi, zaczyna docierać do szerokich warstw Polaków. W 2011 r. PiS i PO otrzymały razem około 70% głosów w wyborach. Ostatnie sondaże dają im około 60% poparcia i spadnie ono jeszcze do przyszłych wyborów w 2015 r.
 
Niebezpieczna gra
 
Polska klasa robotnicza pokazała, że nie będzie biernie czekać na jasną alternatywę polityczną, obserwując swój własny upadek. Bezrobocie wynosi ok. 13%, a nierówności społeczne miedzy biednymi i bogatymi, wsią i miastem rosną stale. Jakość usług zdrowotnych i opieki społecznej jeszcze przed 2008 r. oceniane były źle przez większość społeczeństwa (jedna trzecia wskazywała na brak inwestycji), a obecnie są jeszcze celem radykalnych cięć, wiek emerytalny podniesiono radykalnie, a stawka podatku VAT wzrosła do 23 %.
 
Te czynniki sprawiały, że  Polacy kipieli ze złości i są one teraz główną siłą napedową tych demonstracji. Proponowane zmiany prawa pracy ukazały ten rosnący gniew. Takich protestów nie widziano w Polsce od wielu lat, co sugeruje, że pogarszające się warunki społeczne docierają do masowej świadomość polskiej klasy robotniczej i zaczynają popychać ją ku obronie jej poziomu życia.
 
Tymczasem, liderzy związkowi oraz partie polityczne grają nw iebezpieczną grę na górze. Solidarność i OPZZ pozostają tradycyjnie sobie wrogie, reprezentując odpowiednio "antykomunistyczną" i "komunistyczną" tradycję. Solidarność jest bardzo bliska PiS, a OPZZ bliski SLD. Jednak fakt, że obie te centrale zostały niejako zmuszone do wspólnego protestu, pokazuje jak duża jest presja oddolna mas.
 
Nie ma wątpliwości, że liderzy związkowi reagują na zniecierpliwienie ruchu robotniczego, wykorzystywaniem protestów jako wentyla bezpieczeństwa, podczas gdy sami manewrują wokół wybranych partii politycznych. Jest to jednak błędna rachuba. Ruch klasowe nie dają się włączać i wyłączać wedle widzimię kierowników związkowych. Kiedy pracownicy stają się świadomi swojej siły i możliwości zmian w społeczeństwie, zaczynają silniej żądać zmian donioślejszych niż poparcie tej lub innej partii kapitalistycznej. Dopóki liderzy związkowi nie zerwą z kapitalizmem i nie zaczną walczyć o rzeczywiste rozwiązania socjalistyczne  problemów tworzonych przez system kapitalizmu, oni również staną w obliczu gniewu polskich robotników.
 
 
Przez bardzo długi okres polscy politycy działali poprzez szelmowskie zabiegi i układy w zaciszu gabinetów. Ostatnie demonstracje są pierwszymi zwiastunami budzenia się klasy pracowniczej i odrzucenie apatii i pasywności, która ją charakteryzowała wcześniej i zamiast tego bierze swój los we własne ręce. Kiedy pracownicy rozpoczną swój ruch żadni zepsuci politycy przec nim nie uciekną. Polityczny punkt ciężkości przesunie się z politycznych gabinetów na robotnicze ulice.

Społeczność

Ernst Thälmann - Sohn seiner Klasse