Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 31 gości.

Gry wojenne - Ukraina w centrum konfliktu imperialistycznego

murzynek.jpg

Publikujemy ciekawy tekst, będący jedną z niewielu poważnych, lewicowych analiz sytuacji na Ukrainie. Pierwotnie artykuł ukazal się na stronie Internacjonalistycznej Tendencji Komunistycznej (www.leftcom.org/pl/)

Redakcja WR
 
W poprzek świata wydarzenia następują jedne po drugich w nieprzerwanym ciągu. W ciągu kilku dni, walka o władzę na Ukrainie stała się wybuchowym konfliktem międzynarodowym. Świat stoi na krawędzi jednej z największych i najryzykowniejszych dysput geopolitycznych od zakończenia zimnej wojny. Sto lat po wybuchu I wojny światowej, brzemiennej w skutki katastrofy XX wieku, wiele świadczy, że „wielka gra” mocarstw o strefy władzy i wpływu raz jeszcze skutkuje fatalną dynamiką.
 
Ukraina- zubożała i jako przedmiot brutalnej walki
 
Z powodu swojej geograficznie strategicznej pozycji, Ukraina, kraj kilku etniczności, zawsze była przedmiotem żywej walki wielkich potęg. Przeszłość kraju jako miejsca walk obu wojen światowych jest pełna cierpień. Korzenie różnic regionalnych i społeczno-kulturowych wychodzących obecnie na światło dzienne sięgają głęboko. Wraz z upadkiem bloku wschodniego, kraj z powrotem został przesunięty do ogniska imperialistycznej polityki siły. Kwestia ekonomicznej i politycznej orientacji Ukrainy stała się bardziej paląca. „Proces transformacji w demokrację” został rzekomo ukończony na Ukrainie jak wszędzie indziej w Europie Wschodniej. Stare i nowe elity z aparatu państwowego i partyjnego zatopiły szpony w najlepszych częściach gospodarki, postawiły między sobą roszczenia i stworzyły wyszukany system nepotyzmu i korupcji. Owe lata przejściowe odznaczyły się gwałtownym upadkiem przemysłu. PKB spadło o 60%. Dopiero w 1999 roku odzyskano poziomy produkcji z 1989. Lata 2000-07 były krótkim okresem ożywienia gospodarczego. Ale osiągnięte w tym czasie stopy wzrostu wysokości około 7% zasadniczo opierały się w ogólności na boomie w cenach surowców, i, w szczególności, na podniesionej cenie stali na rynku światowym (najważniejszym dobrem eksportowym Ukrainy). Gdy bańka spekulacyjna pękła w latach 2007-08, tak hołubione zarówno przez liberałów i nacjonalistów marzenie o suwerenności gospodarczej Ukrainy było martwe. Pełna siła kryzysu uderzyła kraj. Inflacja wzrosła z 12,8% (2007) do 25,2% (2008), podczas gdy produkcja przemysłowa spadła o 34% a zadłużenie państwa osiągnęło astronomiczne kwoty. Tylko dzięki miliardom z kredytów udzielonych przez MFW, powiązanych z radykalnymi żądaniami cięć budżetowych, uniknięto całkowitej zapaści gospodarczej kraju, przynajmniej w krótkim terminie. Koszty, jak zwykle, poniosła klasa pracownicza. Dziś, ponad 30% populacji żyje za dochód poniżej minimum egzystencji. Szczególnie oddziałuje to na starszych. 80% emerytów musi wyżyć za minimalną miesięczną emeryturę wysokości 81 euro, która, jak mówi przysłowie, nie wystarczy ani na życie ani na śmierć. Ukraina ma wyjątkowo niskie płace, i dokładnie z tego powodu jest obiektem zainteresowania zagranicznych inwestorów jako długoterminowy sweatshop. Z przeciętną płacą jedynie 300 euro miesięcznie i płacą minimalną wysokości około 110 euro, poziom płac jest trzy razy niższy niż w Polsce.
 
Subwencje na czynsz i opłaty energetyczne, obecnie negocjowane z UE, są praktycznie ostatnimi barierami przeciwko całkowitym zubożeniem milionów ludzi. Co więcej, istnieją wyraźne różnie w płacach i dochodach między miastem a wsią, i pomiędzy różnymi regionami kraju. Przepaść między przeważnie rolniczym Zachodem a uprzemysłowionym Wschodem kraju (jak, na przykład, region doniecki) jest szczególnie ostra. Wszystko to podnieca tendencje regionalistyczne, zaostrzając już i tak tradycyjne różnice społeczno-ekonomiczne i pogłębiając podziały w klasie pracowniczej. Rosnące zubożenie i wynędznienie ludności kontrastuje z bogactwem i nieograniczoną władzą oligarchów. 50 najpotężniejszych oligarchów kontroluje ponad dwie trzecie bogactwa. Większość tej fortuny jest zaparkowana w rajach podatkowych za granicą. Ale praktycznie nic w ukraińskiej polityce nie dzieje się bez klanów oligarchów. Zawsze wiedzieli jak zaznaczyć swoją pozycję i przeforsować swoje interesy przeciwko wielkiej większości populacji. W kwestii kierunku polityki zagranicznej ich opinie jednak różnią się według ich interesów biznesowych. Podczas gdy ci oligarchowie z sektora energetycznego stawiają na Rosję, inni obiecują sobie wielkie zyski przez koneksje z UE. Owe konflikty między klanami są decydujące w determinowaniu wydarzeń politycznych na Ukrainie w ostatnich latach, prowadząc do konstrukcji mieszanych rządów i rosnącej niestabilności politycznej.
 
Między Brukselą a Moskwą: Chód Janukowycza z jajkiem
 
Przez moment wydawało się, że obecnie obalony prezydent, Janukowycz, mógł przynajmniej pohamować rozbieżne interesy tych oligarchów. Janukowycz jest często przedstawiany jako szczególnie rusofilski. Jest to jednak prawdziwe tylko tak długo jak wykwalifikowany drobny przestępca Janukowycz był politycznym tworem prorosyjskiego oligarchy, Rinata Achmetowa. W sprawach polityki zagranicznej, Jaunkowycz stale próbował balansować między Unią a Moskwą. Było to oparte o kalkulację, jak przemienić geostrategiczną pozycję Ukrainy jako najważniejszego szlaku transportowego dla dostaw ropy i gazu ziemnego ze Wschodu na Zachód, w gotówkę. Polityka, która w końcu zawiodła, a raczej musiała zawieść. Manewrowanie między podpisaniem umowy stowarzyszeniowej z UE a renegocjacją porozumień gazowych z Rosją poskutkowało jedynie z rosnącym naciskiem z obu stron. Podczas gdy Rosja groziła zakręceniem kurka gazowego i sporadycznie prowadziła właściwą wojnę handlową przeciwko Ukrainie, UE obstawała przy surowej implementacji wymagań pakietu pomocowego MFW. Wśród tych wymagań były żądania zamrożenia płac, redukcji dopłat energetycznych, drastycznych cięć w wydatkach publicznych jak i podniesienia cen gazu i energii o 40%. Żądania które, w już zubożałym kraju takim jak Ukraina, doprowadziłyby do wynędznienia milionów ludzi. Janukowycz wcale nie był, i nie jest filantropem. Za jego czasów u władzy miała miejsce seria drastycznych cięć w opiece społecznej. Niemniej jednak, nie czuł się w stanie, jeśli chodziło o politykę wewnętrzną, by przeprowadzić program cięć w stopniu wymaganym przez UE, i tym samym znalazł się w coraz bardziej skomplikowanej sytuacji. Podczas gdy dług zewnętrzny podwoił się do 75 miliardów dolarów, ukraińskie rezerwy złota stopniały z 37 miliardów do 15. Pozycja gospodarczo żywotnego państwa buforowego między Rosją a UE stawała się coraz bardziej nie do utrzymania. W tym momencie Putin wykonał zręczny ruch i wyciągnął perspektywę pilnie potrzebnych kredytów i korzystnych dostaw gazu na Ukrainę. W wypowiedzeniu traktatu stowarzyszeniowego z UE, Moskwa osiągnęła ważną wygraną na punkty. Jednak na odpowiedź Brukseli i Waszyngtonu nie trzeba było długo czekać.
 
Majdan
 
Z powodu brutalnego zachowania milicji, początkowo mało spektakularne protesty przeciwko wypowiedzeniu umowy stowarzyszeniowej wywołały szczególną dynamikę. Oburzenie na represje, społeczne niezadowolenie i powszechny brak zaufania wobec skorumpowanych elit politycznych zeszły się w szerokim ruchu protestów społecznych. Paradoks był jednak taki, że te elementy nie były politycznie wyartykułowane, albo raczej nie mogły zostać politycznie wyartykułowane na Majdanie. Żądania społeczne nie odgrywały praktycznie żadnej roli w ruchu. Ani klasa pracownicza nie zainterweniowała w wydarzeniach jako niezależna i zorganizowana siła. Zamiast tego, reprezentanci prozachodnich partii opozycyjnych zdominowali scenę polityczną. Mogli w tym liczyć na wsparcie finansowe z UE i USA. Według wypowiedzi amerykańskiej sekretarz stanu, Nuland, rząd amerykański zainwestował od 1991 roku 5 miliardów dolarów w „prosperującą i demokratyczną Ukrainę” (1). Odpowiednia liczba dla UE nie jest jeszcze dostępna. Poprzez dobrze nagłośnione wizyty solidarnościowe wysoko postawionych reprezentantów unijnych i polityków, takich jak na przykład amerykański senator John McCain, Przedstawiciel UE ds. Spraw Zagranicznych czy niemieccy euro-politycy Elmar Brok (CDU) i Rebecca Harms (Zieloni), cała sprawa nabrała wymiaru międzynarodowego, czy, rzeczywiście geopolitycznego. Tym sposobem, eskalacja Majdanu ciągle narastała. Doprowadziło to do kolejnego definitywnego momentu na Majdanie: masywne przybycie sił faszystowskich takich jak partia „Swoboda” i zorganizowane grupy paramilitarne „Prawego Sektora”. Ich przybycie było oparte o długą i systematyczną pracę przygotowawczą. Faszyści znaleźli, i dalej znajdują na Ukrainie, szczególnie żyzny grunt na którym mogą zbić kapitał na frustracji i braku perspektyw ludności. Przesunięcie dyskursu politycznego w prawo, rehabilitacja i idealizacja ukraińskiego przywódcy faszystowskiego, Stepana Bandery, którego „pomarańczowy” rząd prezydenta Juszczenki 22 stycznia 2010 pośmiertnie mianował honorowym „Bohaterem Ukrainy”, daje faszystom dodatkowe punkty styczności. Prawicowe i ultra nacjonalistyczne pozycje są szeroko rozpowszechnione w politycznym establishmencie Ukrainy. Nie przypadkiem partia boksera Witalija Kliczki, UDAR, sfinansowana przez Fundację Konrada Adenauera, która jest blisko CDU, nie miała problemu z wejściem w oficjalny sojusz z faszystowską „Swobodą”. Ale faszyści nie mają jedynie politycznego wiatru za sobą, lecz, przede wszystkim, dobrą infrastrukturę organizacyjną i finansową. Tak więc, byli w stanie zapłacić za wycieczki autobusowe swoich zwolenników i dać im codzienną dietę w gotówce, tak by mogli wystraszyć i wyprzeć mniejsze grupy, i przedstawić się jako „obrońcy ruchu” przeciwko siłom milicji, posługując się swoimi szturmowcami wyszkolonymi w walkach ulicznych. Wraz z fatalnymi strzałami na Majdanie, osiągnięto stopień eskalacji który ostatecznie zaprowadził do punktu zwrotnego. Do dziś nie wiadomo kto dokładnie stał za strzałami. Jednak tak naprawdę w tym momencie stawało się już coraz wyraźniejszym, że Janukowycz nie był już w stanie zapanować nad sytuacją. Z tego powodu, był coraz bardziej bezużyteczny dla popierających go oligarchów. Gdy dystansowali się od niego, UE, a przede wszystkim rząd niemiecki, rozpoczęła ofensywę dyplomatyczną by zbić kapitał z sytuacji, pod pretekstem „deeskalacji politycznej”.
 
Oligarchowie, faszyści i zgniłe pomarańcze: Rada z łaski Merkel
 
Wynikiem tych dążeń było stworzenie tak zwanego „rządu przejściowego” pod Arsenijem Jaceniukiem, akolitą oligarsze milionerki Julii Tymoszenko. W sprawach polityki wewnętrznej, przetasowanie rządu było mniejszym przeregulowaniem w kompleksowej strukturze władzy oligarchów. Główni pociągający za sznurki liczą teraz w swoich szeregach, razem z „gazową księżną” Julią Tymoszenko, magnata stalowego Siergieja Tarutę, czekoladowego króla Petro Poroszenkę, rekina medialnego Wiktora Pinczuka, jak i Igora Kołomyjskiego, który, razem z Giennadijem Bogoliubowem, kontroluje największy bank w kraju, oraz, z szacowaną fortuną 6,5 miliarda dolarów, jest czwartym najbogatszym Ukraińcem. Rinat Achmetow również, z 11 miliardami dolarów, jeden z najbogatszych ludzi Ukrainy i pod kontrolą połowy produkcji stali i węgla, jak i wytwarzania energii, poczynił szybki zwrot o 180 stopni: „Użycie przemocy i bezprawia z zewnątrz jest nie do zaakceptowania”, zadeklarował Achmetow. Jego konglomerat „z 300 000 zatrudnionych, którzy reprezentują Ukrainę od zachodu do wschodu i od północy do południa” zrobiłby wszystko by utrzymać integralność kraju (2). Stało się wyraźne, że warto było ze strony UE zwlekać z wystosowaniem wobec niego sankcji.
 
Fakt, że pierwszy raz od 1945, otwarci faszyści zasiedli w rządzie uznanym i chronionym przez UE jest jednak nowym krokiem jakościowym. Przez swoją masywną obecność na Majdanie, faszyści stali się kluczową siłą polityczną na Ukrainie. Narzucili kilku ministrów i kontrolują ważne części aparatu państwowego i bezpieczeństwa. Zachęca to ich piechurów do stosowania przemocy wobec innych sił politycznych i tworzenia rzeczywistej atmosfery pogromu. W tym klimacie strachu, żydowskie organizacje pomocowe musiały dostarczyć nagłej pomocy Żydom żyjącym na Ukrainie (3). Kilku rabinów wezwało swoje zgromadzenia do opuszczenia Kijowa (4). Wraz z zakazaniem rosyjskiego jako drugiego języka urzędowego, faszyści w Radzie wysunęli propozycję pozbycia się z ukraińskiego kodeksu karnego paragrafu, który karze negację zbrodni faszyzmu. Wszystkie te kroki wprowadziły rosyjskojęzyczne części kraju na wschodzie Ukrainy w stanie alarmu.
 
Obawy te nie są całkowicie bezpodstawne. Swoboda, założona w 1991 jako „partia socjalno-narodowa”, nigdy nie ukrywała swoich poglądów. Jednym z jej głównych celów jest projekt „etnicznie czystej Wielkiej Ukrainy”. Obejmuje to zniesienie autonomii krymskiej czy integracji Krymu z państwem ukraińskim, „likwidację bolszewickich symboli”, wejście Ukrainy do NATO i odnowienie statusu Ukrainy jako potęgi nuklearnej.
 
"By stworzyć prawdziwie ukraińską Ukrainę w miastach na wschodzie i południu (…) będziemy musieli znieść parlamentaryzm, zdelegalizować wszystkie partie polityczne, znacjonalizować cały przemysł, wszystkie media, zakazać importowania na Ukrainę wszelkiej literatury z Rosji (…) całkowicie wymienić przywódców służby cywilnej, zarządu edukacji, wojska (zwłaszcza na wschodzie), fizycznie zlikwidować wszystkich rosyjskojęzycznych intelektualistów i wszystkich ukrainofobów (szybko, bez procesu. Zidentyfikowania ukrainofobów może tu dokonać każdy członek Swobody), dokonać egzekucji wszystkich antyukraińskich partii politycznych…"
 
jak to ujęło oświadczenie na oficjalnym forum partii w 2010. Oprócz oddawania hołdu faszystowskiemu przywódcy Stepanowi Banderze, czołowi członkowie partii lubią paradować w mundurach SS (6). W kwietniu 2013, Swoboda zorganizowała we Lwowie marsz pamięci dywizji Waffen-SS „Galizien”. Po czym byli esesmani otrzymali medale w ratuszu lwowskim. Niemniej jednak, dla ambasadora UE w Ukrainie, partia jest „partnerem równej wartości dla dyskusji z UE” (7).
 
Rząd niemiecki też nie boi się kontaktu ze Swobodą: Swoboda może być prawicowo-populistyczną i nacjonalistyczną partią, która częściowo reprezentuje stanowiska skrajnie prawicowa, lecz, w swojej pracy parlamentarnej, nie wykazuje żadnych skrajnie prawicowych tendencji, odpowiedział rząd na pytanie parlamentarne (8). Elmar Brok, sekretarz Komitetu Parlamentu Europejskiego do Spraw Zagranicznych wyraził podobne poglądy (9). Swoboda nie jest partią którą kocha, lecz tą która umożliwiła obalenie Janukowycza, oświadczył polityk CDU, który sam usilnie interweniował na podium Majdanu, mówiąc dla magazynu informacyjnego Panorama:
 
"Tak długo jak zagwarantowane jest, że ta partia interweniuje na rzecz państwa prawa i czyni możliwą demokrację na Ukrainie - wszystko jest w porządku -- Myślę, że to jest kluczowe, a nie przeszłe wypowiedzi (10)."
 
Na tle zmiany kursu w stronę „bardziej stanowczej polityki zagranicznej”, ogłoszonej przez prezydenta Gaucka, krajobraz niemieckich mediów był pełen pochwały dla „niemieckiej ofensywy dyplomatycznej” przeprowadzonej w Kijowie. Republika Federalna w osobie ministra spraw zagranicznych Franka-Walera Steinmeiera „spełniła swoją przewodnią rolę w Europie”, radowała się konserwatywna opiniotwórcza Frankfurter Allgemeine Zeitung (FAZ).
 
[Bez] zawziętego dzieła perswazji dokonanego przez ministrów spraw zagranicznych Niemiec, Francji i Polski, Ukraina [by] zbliżała się coraz bardziej ku przepaści otwartej wojny domowej. Amerykanie również mogli to dostrzec (11).
 
Według informacji z niemieckiego MSZ, istniały dobre strategiczne motywy dla tego „zawziętego dzieła perswazji”:
 
"Ukraina ma szereg korzyści lokacyjnych: z około 45,6 miliona mieszkańców, stosunkowo wielkim rynkiem wewnętrznym, kilkoma wysoko rozwiniętymi sektorami niszowymi, takimi jak konstrukcja samolotów i rakiet, geograficznym sąsiedztwem rynków zbytu w UE i Europie Wschodniej, wysokim stopniem stłumionego popytu na inwestycje konsumpcyjne i modernizacyjne, dobrymi warunkami naturalnymi dla rolnictwa jak i porównywalnie niskimi poziomami płac w połączeniu z zasadniczo wysoko wykształconą siłą roboczą (12)."
 
Bardziej bezceremonialnie i wyraźnie zrozumiale nawet dla najgłupszych, portal internetowy Tagesschau podsumował interesy niemieckie w pigułce: Ukraina jest także obiektem „zainteresowania militarnego” dla Rosji i UE, gdyż „Rosyjska Flota Czarnomorska kotwiczy na Krymie”. Jako drugie największe według obszaru państwo europejskie (po Rosji), jest „spichlerzem zbożowym” Europy, a ponadto „ważną częścią rosyjskiego projektu Unii Eurazjatyckiej”. Wciskając Ukrainę w ramy planowanego Traktatu o Wolnym Handlu, Europejczycy mogli jednak „poszerzyć swoje rynki zbytu i osiągnąć łatwiejszy dostęp do surowców i zasobów naturalnych Ukrainy” . (13) Przywołuje to wspomnienia tradycyjnych niemieckich strategii ekspansjonistycznych. Poprzez przykład pomarańczy, który z dzisiejszego punktu widzenia jest bardzo odpowiedni, ówczesny mózg ministerstwa spraw zagranicznych, Paul Rohrbach (1869-1956) wyjaśnił cele „Ostpolitik” skierowanej wobec Rosji w następujących słowach:
 
"Tak jak ten owoc składający się z pojedynczych elementów, które łatwo oddzielić jeden od drugiego, Imperium Rosyjskie składa się z różnych części: prowincji bałtyckich, Ukrainy, Polski i tak dalej."
 
Gdyby stało się tak, że te części były sukcesywnie
 
"odłączane jedne od drugiej i obdarzane pewną autonomią, [byłoby] łatwo przygotować koniec Wielkiego Imperium Rosyjskiego (14)."
 
Jednakże, dzisiaj tego typu „teorie rozkładu” natrafiły na prawdziwy szkopuł. Oddzielony segment pomarańczy jest całkiem zgniły. Ukraina jest gospodarczo wykończona i faktycznie stoi w obliczu bankructwa. Tak więc, pęd ku ekspansji na Wschód okazuje się być tak ryzykowny jak kosztowny. W dodatku, nadal pozostaje do udowodnienia, że „przewodnia europejska potęga”, Niemcy, nie została wykiwana, gdy umieściła swój konflikt z Rosją na nowej trajektorii wzwyż.
 
Walka o Eurazję- Wielka Gra robi się gorąca
 
Pojawienie się różnych „sił samoobrony” i formacji kozackich, które Moskwa poruszyła do działania na Krymie może być mniej lub bardziej oryginalne, ale nie potrzeba było wiele bodźców by wywołać reakcję w południowo-wschodnich regionach Ukrainy. Wydarzenia w Kijowie doprowadziły napięcia i separatystyczne dążenia do wrzenia. Miksturą propagandową składającą się z „antyfaszystowskiej” frazeologii, radzieckiej nostalgii i wielkoruskiego nacjonalizmu, Moskwa usiłuje jeszcze bardziej podgrzać ten nastrój, i umieścić go w ofensywie. Krym ma szczególnie wysoką wartość jako symbol nacjonalistyczny. Co więcej ma wielkie znaczenie strategiczne. Strata Krymu i Sewastopola jako punktu wsparcia dla floty zdecydowanie ograniczyłaby Rosji pole do manewru w regionie śródziemnomorskim i kaukaskim. Nawet w 2008, podczas wojny gruzińskiej, Krym był obiektem żywotnych konfliktów, kiedy ówczesny prozachodni ukraiński prezydent Juszczenko zagroził nieodnowieniem traktatu dotyczącego stacjonowania Floty Czarnomorskiej. Jednak chodzi tu o wiele więcej niż Krym. Obecny kryzys jest nie mniej jak punktem kulminacyjnym długiej serii konfliktów międzyimperialistycznych.
 
"Jesteśmy świadomi, że członkostwo zjednoczonych Niemiec w NATO nasuwa skomplikowane pytania. Dla nas jednak, jedno jest pewne: NATO nie będzie rozszerzać się w kierunku wschodnim. […] co do reszty, jeśli chodzi o nierozszerzanie NATO, generalnie tyczy się to całkowicie."
 
Tak powiedział Genscher, ówczesny niemiecki minister spraw zagranicznych udzielając gwarancji Szewardnadze, radzieckiemu negocjatorowi w tym czasie, na marginesie konferencji traktatu „dwa plus cztery”. Zostało to zapisane w protokole 10 lutego 1990 i długo trzymane w tajemnicy (15). Tak naprawdę stało się odwrotnie. Ekspansja NATO na wschód była systematycznie pchana naprzód. W 1999 Polska, Czechy i Węgry przyjęły członkostwo NATO. Pięć lat później dołączyły bałtyckie republiki Litwy, Łotwy i Estonii, razem z Bułgarią, Słowacją i Słowenią. W 2009 roku, Albania i Chorwacja dołączyły do zachodniego przymierza wojskowego. Plany amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Europie, wojny w Iraku, konflikt o Syrię i wielokolorowy spektakl rewolucji takich jak gruzińska „rewolucja róż” w 2003, ukraińska „pomarańczowa rewolucja” w 2004 i kirgiska „rewolucja tulipanów” w 2005 zapewniły dodatkowe powody konfliktu. Rosja zareagowała na to okrążenie projektem „Unii Eurazjatyckiej”. Podążając wzorcem UE, Kreml planował zbudować wspólny blok gospodarczy który zawierałby Białoruś, Armenię, Kazachstan, Tadżykistan, Kirgistan i Ukrainę. Była amerykańska minister spraw zagranicznych Hillary Clinton opisała ten projekt, nie bez powodu, jako „odtworzenie Związku Radzieckiego”. Z utworzeniem „Unii Eurazjatyckiej” nowa siła, z polityką bezpieczeństwa i militarną zdominowaną przez Rosję, wyłoniłaby się między Chinami a „światem zachodnim”. Nie tylko ze względu na jej geostrategiczną kontrolę ważnych surowców naturalnych i szlaków energetycznych wyrosłaby potężna przeciwwaga dla USA i UE. Już podczas wojen czeczeńskich Moskwa dowiodła determinacji do obrony swoich zewnętrznych granic z całą swoją siłą w strategicznie ważnym regionie kaukaskim. W następstwie wojny gruzińskiej z 2008 zachodnie ambicje spotkały się z wyraźną odmową, podczas gdy ważne punkty zwycięstwa uzyskano przeciwko w dyplomatycznym przeciąganiu liny o Syrię. Jednakże, z kwestią ukraińską, która odgrywa kluczową rolę w planach przyszłej „Unii Eurazjatyckiej”, jesteśmy u sedna sprawy. Według Zbigniewa Brzezinskiego, szarej eminencji amerykańskiej geopolityki, w jego książce Wielka Szachownica, bez Ukrainy Rosja nie jest już potęgą eurazjatycką. Jego zdaniem, samo jej istnienie jako niepodległego państwa przyczynia się do przemiany Rosji. Ukraina jest widziana jako geopolityczna oś i wyraźnie w obecnej sytuacji wymagane jest stanowcze wystąpienie ze strony Zachodu. By być przygotowanym na wszelki wypadek, NATO powinno zaimplementować swoje plany awaryjne i umieścić więcej jednostek w Europie Środkowej (16). „Jeśli UE poważnie traktuje odgrywanie roli w świecie, musi zacząć tutaj”, mówi Brzezinski (17).
 
Cel strategiczny tej polityki może zostać podsumowany w jednej prostej formule: kto rządzi Eurazją, rządzi światem. Z tego powodu, wpływ Rosji musi zostać odparty, i, na koniec, złamany. Rosja logicznie nie będzie stała i pozwalała by to się wydarzyło. Utrata Ukrainy byłaby ogromnym fiaskiem dla jej własnych ambicji wielkomocarstwowych. Moskwa będzie tym samym wykorzystywać wszelkie środki polityki siły by zapobiec całkowitej integracji Ukrainy z Zachodem poprzez członkostwo w NATO, i/lub odłączyć następne południowe i wschodnie regiony ukraińskie obok Krymu.
 
Całkiem najlepsi przyjaciele: Geopolityczna dynamika kryzysu
 
Wraz z rozważaniem zawziętej postawy Rosji, pojawiają się różnice między UE a USA. Podczas gdy USA i wschodnioeuropejskie państwa NATO- Polska, Litwa, Estonia i Łotwa obstają przy twardszych działaniach wobec Rosji, rząd niemiecki przyjął bardziej umiarkowaną linię. Jest tak z powodu– ale nie tylko z tego – niemieckich wysiłków w celu uzyskania i użycia „przestrzeni dyplomatycznej”. Niemcy otrzymują 40% swojego gazu ziemnego i 35% swojej ropy z Rosji. Wielkość inwestycji niemieckich firm w Rosji wynosi 22 miliardy dolarów. Jest więc cos do stracenia w tej grze. Kalkulacje dotyczące ukończenia związania Ukrainy z Zachodem jak najszybciej i najciszej jak to możliwe okazały się być fatalnym i błędnym przekonaniem. Z tego powodu, próbują utrzymywać koszty na jak najniższym poziomie i działać w roli brokera w procesie zdobywania terytorium politycznego. Jednocześnie, muszą przyznać że, w świetle faktów które sami stworzyli w Kijowie, nie da się umyć skóry rosyjskiego niedźwiedzia bez zmoczenia go.
 
"Zawsze myślałam o trzecim etapie. Dzień dzisiejszy uczynił tę decyzję pewniejszą,"
 
ogłosiła kanclerz Merkel po tym, jak nadzwyczajny szczyt UE z 6 marca zdecydował się na wieloetapowy plan sankcji przeciwko Moskwie po raz pierwszy od końca zimnej wojny (18).
 
Tymczasem USA nie są w stanie pozostać obojętnymi wobec politycznych i gospodarczych zmartwień UE, a zwłaszcza Niemiec. Nie są szczególnie związane z Rosją, ani w polityce energetycznej ani gospodarczo i, po niepowodzeniach w konflikcie syryjskich i swoich problemach z aferą dotyczącą NSA, Stany Zjednoczone zwietrzyły teraz szansę by odzyskać utracony teren. Niejasność i kruche konstelacje interesów zachodniej wspólnoty państw tylko czynią sytuację groźniejszą. Fakt, że Chiny niedawno zwiększyły swój budżet wojskowy o gigantyczne 95 miliardów euro świadczy o wybuchowości obecnej geopolitycznej dynamiki kryzysu (19).
 
Do tej pory, Chiny wyrażały się w sposób powściągliwy i powściągający. Jednak z długoterminowego punktu widzenia, przywiązanie Ukrainy do Zachodu wpłynie także na ważne interesy gospodarcze i strategiczne Pekinu. Chiny zainwestowały miliardy w projekty na Ukrainie, i, w ramach „Szanghajskiej Organizacji Współpracy”, prowadzą politykę bliskiej współpracy gospodarczej i wojskowej z Rosją w celu wyparcia wpływów USA z Azji Środkowej. Tym samym, nie można przypuszczać że Pekin przyjmie neutralną rolę w przypadku dalszego pogorszania się konfliktu.
 
Nie ma „słusznej strony” w imperialistycznej wojnie
 
Obecne awantury o „sankcje”, „rozwiązania dyplomatyczne” i „reakcje wojskowe” prowadzą do niebezpiecznej gry. Gry, która toczy się o wysokie stawki i ze zmieniającymi się sojuszami. Gry, w której każdy jest następny w kolejce do cierpienia. Slogany „integralność terytorialna”, „samostanowienie narodu” i „suwerenność państwowa” reprezentują (jak zawsze) jedynie ideologiczny akompaniament muzyczny do gry. Rytmu dostarcza kryzys, który, pomimo wszystkich oficjalnych oświadczeń, rośnie i obecnie doprowadził walkę naszych rządzących o strefy władzy i wpływów do punktu krytycznego. Obecny bałagan nie jest więc po prostu dziełem kilku państw czy wprowadzonych w błąd polityków, lecz „wytworem szczególnego stanu dojrzałości w światowym rozwoju kapitału, stanem z natury międzynarodowym, niepodzielną całością, rozpoznawalną jedynie we wszystkich jej stosunkach, i od której żadne państwo nie może trzymać się z dala jak chce.” (Róża Luksemburg, Broszura Juniusa) Tak więc byłoby fatalnym myśleć, że można wybrać „właściwą stronę” czy że możemy żywić nadzieję na „mniejsze zło”. Jeśli rzekomi „lewicowcy” wybierają strony w ukraińskiej grze w pokera o władzę, i optują zależnie od gustów za „procesami oddolnej demokracji” na Majdanie, czy „prawie narodów do samostanowienia”, albo rzekomo „antyfaszystowskiemu” natarciu polityki Putina, to tylko raz jeszcze pokazują że są częścią problemu. Ten rodzaj „taktycznego pozycjonowania” jest ściśle spleciony z celami naszych rządzących i przyczynia się do ideologicznego wzmocnienia obecnych warunków. Obrona „narodu” i „Ojczyzny” zawsze i wszędzie oznacza obronę kapitalizmu, systemu społecznego który prowadzi ludzkość coraz bardziej ku chaosowi, wojnie i barbarzyństwu. Nie ma nacjonalizmu, który jest w jakikolwiek sposób „postępowy” czy „zdrowy”. Nacjonalizm może przyjmować najbardziej zróżnicowane formy, lecz zawsze i wszędzie prowadzi do utożsamienia ze swoimi wyzyskiwaczami. Jedyna droga wyjścia z dylematu to wyzwolić siebie spod „kurateli burżuazji, której wyrazem jest wpływ ideologii nacjonalistycznej” (Róża Luksemburg), mieć gdzieś naród i miejsce, i podjąć walkę o swoje własne interesy. Strajki i ruchy społeczne które wyrywają się pod kontroli państwa i związków zawodowych, zawsze były jedyną realistyczną pracą na rzecz pokoju. Wymaga to zorganizowanych struktur politycznych, stworzenia międzynarodowej i internacjonalistycznej organizacji komunistycznej, która jest w stanie zapalić światełko perspektywy poza śmiertelną kapitalistyczną spiralą kryzysu i wojny. Nie będzie to łatwe. Jednakże, w obliczu nieposkromionych niszczycielskich mocy kapitalizmu, nie ma innej alternatywy.
 
"Szaleństwo zostanie przerwane i krwawe demony z piekieł znikną dopiero wtedy, gdy robotnicy_ […] _w końcu przebudzą się ze swojego odurzenia, wyciągną jeden do drugiego bratnią dłoń, i zagłuszą bestialski chór imperialistycznych podżegaczy wojennych i przenikliwy krzyk kapitalistycznych hien starym i potężnym okrzykiem wojennym ruchu robotniczego: Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!'"
 
napisała Róża Luksemburg niemal 100 lat temu pośród zgiełku imperialistycznej wojny światowej. Słowa, które, zwłaszcza dzisiaj, nadal są odpowiednie.
 

 
JW
(1) Na ten temat, patrz state.gov
(2) n-tv.de
(3) timesofisrael.com
(4) jewishpress.com
(5) wsws.org
(6) Raport rosyjskiej stacji telewizyjnej Rossija 1 youtube.com Zobacz też worldjewishcongress.org
(7) Wywiad w Focus, 21 grudnia 2013
(8) dip21.bundestag.de
(9) Elmar Brok może pochwalić się szybkim wybiciem się. W 2007 roku został nawet nazwany „Palaczem fajki Roku”. Ten euro-polityk był zaangażowany na Ukrainie już od dłuższego czasu i interweniował na rzecz uwolnienia Tymoszenko. Jego oddanie demokracji i prawom człowieka w Kijowie jest połączone z wizytami w burdelach, i czynieniem ubliżających komentarzy na temat ukraińskich kobiet. Grupa FEMEN sprzeciwia się jego zachowaniu femen.org . Według Broka FEMEN zostało po prostu zwiedzione przez kampanię dezinformacyjną ukraińskiego rządu. W każdym razie, Brok jest ekspertem od kampanii dezinformacyjnych. Użył swoich dobrych kontaktów z wydawcą FAZ, Güntherem Nonnenmacherem, by uciszyć dziennikarza, który złożył krytyczne raporty o nim. „Gazeta dla Niemiec” oczywiście natychmiast temu zaprzeczyła.
(10) daserste.ndr.de
(11) faz.net
(12) auswaertigesamt.de
(13) tagesschau.de
(14) Walter Mogk: Paul Rohrbach und das “Größere Deutschland”. _Ethischer Imperialismus im Wilhelminischen Zeitalter_ (Paul Rohrbach i “Wielkie Niemcy”: Imperializm etniczny w epoce wilhelmińskiej), Monachium 1972
(15) spiegel.de
(16) washingtonpost.com
(17) huffingtonpost.com
(18) Berliner Zeitung 7
(19) ​www.​eurasischesmagazin.​de

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

1917 rev