Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 77 gości.

Putin wypowiada wojnę gazową Ukrainie – to wojna o przyszłość imperium

sw2393thumb.jpg

W poniedziałek rosyjski koncern Gazprom przerwał dostawy gazu na Ukrainę i poinformował o przejściu na system przedpłat z powodu nieuregulowania przez stronę ukraińską długów. Zaległości Ukrainy za rosyjski surowiec szacuje się na 4,46 mld USD.
 
Tym samym, Putin konsekwentnie realizuje politykę, której celem jest utrzymanie wpływów kremla na Ukrainie i niedopuszczenie do wyrwania się tego kraju z rosyjskiej strefy wpływów. Scenariusz docelowy zakłada oczywiście włączenie Ukrainy do Unii Euroazjatyckiej (EAU), czyli formowanej pod egidą kremla unii gospodarczej i politycznej Rosji oraz byłych republik radzieckich. W ten sposób imperializm rosyjski próbuje przeciwstawić się potędze USA i UE w globalnej rozgrywce o nowy podział świata na strefy wpływów. Jak można było przewidzieć, zamiast otwartej interwencji militarnej na Ukrainie, ekipa Putina wybrała mniej ryzykowną ale niezwykle skuteczną metodę rzucenia na kolana niepokornej półkolonii – wojnę gospodarczą.
 
W tym miejscu autor pragnie podkreślić, że celem artykułu nie jest wykazanie wyższości „cywilizowanych” imperializmów zachodnich nad dzikim i nieokrzesanym imperializmem rosyjskim, a jedynie ukazanie skali interesów rosyjskich na Ukrainie. Skala ta często umyka komentatorom, zwłaszcza lewicowej proweniencji. A to właśnie skala tych interesów sprawia, że Kreml od co najmniej dekady przygotowywał scenariusze obrony swoich wpływów nad Dnieprem, w tym również scenariusz wykorzystania w tym celu mówiącej po rosyjsku ludności wschodniej Ukrainy, sentymentów poradzieckich i podatnych na hasła antyfaszystowskie organizacji lewicowych.
 
Sercem jestem z Rosjanami z Doniecka i Ługańska, broniącymi się przed faszystami przeprowadzającymi czystkę etniczną. I choć bojówki ukraińskich nacjonalistów, zwane szumnie Gwardią Narodową, są  wspierane ochoczo przez miłujące demokrcję i prawa człowieka ośrodki zachodniego imperializmu, to sympatia do rosyjskojęzycznych obrońców tzw. „republik ludowych” bierze się wyłącznie z pobudek humanitarnych. Nie mam bowiem wątpliwości, że wobec organizacyjnej słabości lewicy ukraińskiej i poparcia udzielonego kremlowi przez komunistów rosyjskich, są oni  - i pozostaną jedynie pionkiem, w geopolitycznej rozgrywce mocarstw imperialistycznych.
 
Bez gotowości rosyjskich komunistów do obalenia władzy kapitału we własnym kraju nie będzie żadnej rewolucji socjalistycznej w Donbasie. Silna organizacyjnie i wpływowa Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej przyjęła postawę socjal-patriotyczną i mówi nacjonalistyczno-imperialnym językiem Putina. W tej sytuacji lewica na wschodzie Ukrainy musi realizować imperialny scenariusz Moskwy. W przeciwnym wypadku, zostanie spacyfikowana przez dyspozycyjną wobec kremla KPRF i rosyjskich nacjonalistów, tak jak została spacyfikowana na Majdanie przez nacjonalistów ukraińskich. Sytuacji tej nie zmienią żadne manifesty i oświadczenia małych grupek lewicy rewolucyjnej.
 
Mamy więc po jednej stronie imperializm zachodni, wspierany już przez większość ukraińskiej burżuazji (zarówno oligarchów, jak i drobnomieszczaństwo), który w walce o swoje interesy zdecydował się posłużyć faszystami, zaś pod drugiej - imperializm rosyjski, który pod hasłem walki z faszyzmem i dzięki wsparciu KPRF, podporządkował sobie dużą część lewicy ukraińskiej i międzynarodowej. Sytuacja żałosna i tragiczna zarazem.
 

 
 
 
 
 
Gaz, pieniądze, władza
 
Ukraina jest dla rosyjskiego Gazpromu - głównego sponsora kremlowskiego reżimu - jednym z największych rynków zbytu (obok Niemiec) i prawdziwą „krową dojną”. Według stacji BBC, w kontrakcie wynegocjowanym w 2007 roku Ukraina zgodziła się płacić Rosjanom 485 USD za 1000 metrów sześciennych gazu. Jest to najwyższa cena jaką płaci jakikolwiek odbiorca rosyjskiego gazu w Europie. Pod koniec ub.r , po rezygnacji z podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską, prezydent Janukowycz wynegocjował z kremlem kredyt w wysokości 15 mld USD oraz specjalną obniżkę ceny gazu do 268 USD.
 
Po obaleniu Janukowycza, Gazprom ogłosił powrót do oryginalnej ceny kontraktowej, czyli 485 USD (wg innych źródeł 400 USD). W toczących się do niedawna negocjacjach gazowych, Kijów domagał się utrzymania obniżonej ceny na poziomie 268 USD, przy czym górną, akceptowalną granicę określił na 326 USD za 1000 metrów sześciennych. Zdaniem przedstawicieli Gazpromu nawet górny poziom proponowany przez Ukraińców plasował się poniżej ceny rynkowej, która według nich kształtuje się w okolicach 385 USD.
 
Warto w tym miejscu przypomnieć, że od 2010 roku Ukraina regularnie zmniejsza zakup rosyjskiego gazu. W 2013 roku Ukraińcy kupili od Rosji jedynie 11 mld m sześć., podczas gdy trzy lata wcześniej było to 40 mld metrów sześć. Również wartość sprzedaży gazu do Europy zachodniej, a tym samym zyski Gazpromu, systematycznie spadają od kilku lat. W 2009 roku eksport rosyjskiego gazu do państw Unii Europejskiej zmniejszył się o 11 proc., a dochody ze sprzedaży skurczyły o 36 proc., spadając z 64 mld dol. do 42 mld dol. Przyczyną topniejących zysków jest gwałtowny spadek cen gazu na rynkach światowych, wywołany uruchomieniem masowego wydobycia gazu ze złóż łupkowych w USA.
 
Tymczasem, jak informuje agencja Bloomberg, w 2013 r. 55 procent eksportu Gazpromu do Europy odbyło się przez terytorium Ukrainy. Oznacza to, że całkowite ominięcie Ukrainy postawiłoby Gazprom w sytuacji, w której nie miałby technicznej możliwości przesłania niemal 60 mld m3 gazu do odbiorców w Europie. Puls Biznesu wyliczył, że przy obecnych cenach surowca spadek wpływów rosyjskiego monopolisty gazowego wyniósłby 22 mld dol. rocznie. Prawdziwą alternatywą dla ukraińskich gazociągów byłby dopiero gazociąg South Stream, który miał przecinać Morze Czarne, a następnie przez Bałkany i Węgry trafiać do Centralnej Europy. Jednak kilka dni temu, pod naciskiem mocarstw zachodnich, budowę tego połączenia zablokowała Bułgaria.
 
Walka o kontrolę nad Ukrainą, jej rynkiem zbytu i gazociągami przesyłowymi jest więc dla Gazpromu i władz na kremlu kwestią być albo nie być.
 
 
Zbrojeniówka równie ważna jak gaz
 
Równie istotne co gaz, a może nawet ważniejsze, z punktu widzenia rosyjskich interesów jest kontynuowanie kooperacji z potężnym ukraińskim przemysłem zbrojeniowym, dostarczającym komponenty do wielu rosyjskich systemów uzbrojenia. Eksport uzbrojenia to drugie po eksporcie surowców źródło przychodów dewizowych Rosji, a zarazem jedyny wysoko przetworzony (wysoko marżowy) produkt eksportowy tego kraju. Podobnie rzecz ma się z ukraińskim przemysłem zbrojeniowym, skupiającym 125 firm  w Holdingu UkrOboronProm. Wartość ukraińskiego eksportu broni do Rosji wyniosła w 2013 roku 1,2 mld dolarów, co stanowiło jedną trzecią obrotów ukraińskiej branży zbrojeniowej. To pozostałość po czasach ZSRR, kiedy znaczną część produkcji wojskowej umieszczono na terytorium obecnej wschodniej Ukrainy.
 
W konsekwencji na Ukrainie nadal powstają systemy naprowadzania rakiet powietrze-powietrze znajdujących się na uzbrojeniu rosyjskiego lotnictwa wojskowego (na podczerwień dla rakiet krótkiego zasięgu R-73 i średniego zasięgu R-27). Także wiele elementów systemów hydraulicznych, układów elektrycznych i elektronicznych, czy też spadochrony hamujące samolotów rodziny Su-27, Su-30/34/35 pochodzi od producentów ukraińskich. Uzależnione od współpracy z Rosjanami są też zakłady Antonowa, produkujące ciężkie samoloty transportowe, czy koncern Motor-Sicz, z Zaporoża, produkujący i serwisujący silniki stosowane w samolotach transportowych, np. An-124 i maszynach szkolnych. Firma ta jest również dostawcą silników do niemal wszystkich rosyjskich śmigłowców wojskowych(silniki TW-3-117 stosowane w śmigłowcach transportowych Mi-8/17, morskich Mi-14 i szturmowych Mi-24, a w zmodernizowanej wersji również w najnowszych Mi-28N, Ka-50 i Ka-52).
 
Z kolei firma Zoria-Maszprojekt wytwarza turbiny gazowe dla rosyjskich okrętów oraz przemysłu. Z drugiej strony około 400 firm rosyjskich, czyli ponad jedna trzecia tamtejszego przemysłu zbrojeniowego jest zaangażowana w kooperację z przemysłem zbrojeniowym Ukrainy. Chociaż po przejęciu Krymu, niektóre ukraińskie zakłady zbrojeniowe, w tym zakłady remontujące śmigłowce Mi-8/17, Mi-14 i Ka-27, oraz stocznie w Sewastopolu i Teodozji, znalazły się pod kontrolą Rosji, to zdaniem ekspertów w przypadku zerwania kooperacji wojskowej z Kijowem, Moskwa nie będzie w stanie zastąpić około 30 proc. komponentów militarnych takich, jak silniki lotnicze, systemy naprowadzania czy komponenty rakiet balistycznych, które powstają na Ukrainie.
 
Ukraina kluczem do rosyjskich arsenału nuklearnego

Jak informuje portal internetowy Defence24, ponad 50 proc. rosyjskiego arsenału nuklearnego, w tym 80 proc. pocisków balistycznych znajdujących się na uzbrojeniu rakietowych wojsk strategicznych, powstaje i jest serwisowanych na Ukrainie.
 
Ważnym elementem kooperacji rosyjsko-ukraińskiej są np. odpalane z silosów rakiety międzykontynentalne R-36M (kod NATO – SS-18 Satan). Były one produkowane a obecnie są serwisowane przez zakłady Juzmasz w Dniepropietrowsku. Jeszcze istotniejsze są nowoczesne pociski strategiczne RS-18B (oznaczane też UR-100NUTTH, kod NATO - SS-19 Stiletto) i odpalane z platform mobilnych RS-12M Topol (SS-25 Sickle). Rakiety te są produkowane w Rosji lecz ich systemy naprowadzania zostały zaprojektowane i wyprodukowane przez zakłady Chartron w Charkowie. Ukraina posiada więc pełną dokumentację kluczowych elementów rosyjskich pocisków balistycznych. To poważne zagrożenie dla skuteczności rosyjskiego arsenału jądrowego.
 
Jak widać od utrzymania kontroli nad Ukrainą zależy los rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego i realizacja programu modernizacji rosyjskiej armii a także bezpieczeństwo arsenału jądrowego . To jeszcze jeden ważny powód, by nie dopuścić do wejścia tego kraju, a przynajmniej jego wschodnich regionów, w orbitę wpływów USA, UE i NATO.

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

front