Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 10 gości.

Karol Marks - Kapitał (ODCINEK 6.) Względna forma wartości

Pieniądz

Źródło


POWRÓT DO POPRZEDNIEGO ODCINKA
 
3. Forma ekwiwalentna
 
Widzieliśmy, że towar A (płótno) wyrażając swoją wartość w wartości użytkowej odmiennego towaru B (surduta) narzuca mu pewną szczególną formę wartości: formę ekwiwalentu. Towar “płótno" ujawnia własny byt wartościowy przez to, że surdut, nie przybierając formy wartości różnej od swej cielesnej postaci, jest mu równoważny. Płótno wyraża więc w rzeczywistości swój własny byt wartościowy przez to, że surdut jest na nie bezpośrednio wymienialny. Forma ekwiwalentna towaru jest to więc forma jego bezpośredniej wymienialności na inny towar.
 
 
Kiedy jeden rodzaj towaru, np. surduty, służy jako ekwiwalent innego rodzaju towaru, np. płótna, kiedy więc surduty otrzymują tę charakterystyczną własność, że są bezpośrednio wymienialne na płótno, bynajmniej nie jest jeszcze przez to określona proporcja, w jakiej surduty i płótna podlegają wymianie. Skoro wielkość wartości płótna jest dana, proporcja ta zależy od wielkości wartości surdutów. Niezależnie od tego, czy surdut występuje jako ekwiwalent, a płótno jako wartość względna, czy też odwrotnie, płótno jako ekwiwalent, a surdut jako wartość względna, wielkość wartości surduta pozostaje w obydwu wypadkach określona przez czas pracy niezbędny do wytworzenia go, a więc nie zależy od formy jego wartości. Z chwilą jednak gdy w wyrazie wartości towar “surdut" zajmie miejsce ekwiwalentu, wielkość jego wartości wcale nie otrzymuje wyrazu jako wielkość wartości. Figuruje ona w równaniu wartości tylko jako określona ilość pewnej rzeczy.
 
 
Na przykład: 40 łokci płótna są “warte" — wiele? 2 surduty. Ponieważ towar “surdut" gra tu rolę ekwiwalentu, a wartość użytkowa “surdut" występuje wobec płótna jako ciało wartości, określona ilość surdutów może wyrażać określoną ilość wartości płótna. Dlatego dwa surduty mogą wyrażać wartość 40 łokci płótna, ale nigdy nie mogą wyrażać swej własnej wartości, wartości surdutów. Powierzchowne pojmowanie tego faktu, że ekwiwalent w równaniu wartości zawsze posiada tylko formę zwykłej ilości jakiejś rzeczy, jakiejś wartości użytkowej, doprowadziło Baileya, podobnie jak licznych jego poprzedników i następców, do tego, że w wyrazie wartości widział stosunek tylko ilościowy. Otóż forma ekwiwalentna towaru właśnie nie zawiera ilościowego określenia wartości.
 
 
Oto więc pierwsza osobliwość rzucająca się w oczy przy rozpatrywaniu formy ekwiwalentnej: wartość użytkowa staje się formą, w której występuje na jaw jej przeciwieństwo — wartość.

 
 
Naturalna forma towaru staje się formą wartości. Ale zauważmy, że to quid pro quo zachodzi dla towaru B (surdut, pszenica, żelazo itd.) tylko w obrębie stosunku wartości, w którym pozostaje z nim jakikolwiek inny towar A (płótno itd.), tylko w obrębie tego stosunku. Ponieważ żaden towar nie może odnosić się do samego siebie jako do ekwiwalentu, a więc też nie może swej własnej powłoki naturalnej uczynić wyrazem swej własnej wartości, musi przeto być odniesiony do innego towaru jako do ekwiwalentu, czyli z powłoki cielesnej innego towaru musi uczynić formę swej własnej wartości.
 
 
Niech nam to uzmysłowi przykład miary stosowanej do ciał towarów jako do ciał towarów, tzn. jako do wartości użytkowych. Głowa cukru, jako że jest ciałem, jest ciężka, posiada więc ciężar, ale nie można tego ciężaru stwierdzić przez oglądanie lub dotykanie głowy cukru. Bierzemy tedy różne kawałki żelaza, których ciężar został uprzednio wyznaczony. Cielesna postać żelaza, jako taka, tak samo nie jest formą przejawiania się ciężkości jak cielesna postać głowy cukru. A jednak, aby wyrazić ciężar głowy cukru, stawiamy ją w stosunek wagowy z żelazem. W stosunku tym żelazo występuje jako ciało, które nie przedstawia nic prócz ciężkości. Ilości żelaza śluzą przeto jako miara wagi cukru i wobec cukru reprezentują jedynie ucieleśnienie ciężkości, są formą przejawiania się ciężkości. Tę rolę odgrywa żelazo tylko w granicach tego stosunku, w jakim pozostaje do niego cukier czy inne jakieś ciało, którego ciężar ma zostać określony. Gdyby obie rzeczy nie były ciężkie, nie mogłyby wejść w ten stosunek, wobec czego jedna nie mogłaby służyć jako wyraz ciężkości drugiej. Gdy rzucamy obie na szale wagi, widzimy istotnie, że jako ciężary są one tym samym, dlatego też w określonej proporcji mają ten sam ciężar. Podobnie jak ciało żelaza, jako miara wagi, reprezentuje wobec głowy cukru tylko ciężkość, tak samo w naszym wyrazie wartości ciało surduta reprezentuje wobec płótna tylko wartość.
 
 
Ale tu kończy się analogia. Żelazo, wyrażając ciężar głowy cukru, reprezentuje własność przyrodzoną, wspólną obu ciałom, ich ciężkość, gdy natomiast surdut wyrażając wartość płótna reprezentuje nie przyrodzoną własność obu rzeczy, lecz ich wartość, coś czysto społecznego.
 
 
Dzięki temu, że forma względna wartości towaru, np. płótna, wyraża jego byt wartościowy jako coś zupełnie odmiennego od ciała towaru i jego własności, np. jako coś równego surdutowi, sam ten wyraz zdradza ukryty w sobie stosunek społeczny. Odwrotnie rzecz się ma z formą ekwiwalentną. Polega ona właśnie na tym, że ciało towaru, np. surdut, po prostu taki jaki jest, wyraża wartość, a więc z natury posiada formę wartości. Wprawdzie zachodzi to tylko w granicach stosunku wartościowego, w którym towar “płótno" odniesiony jest do towaru “surdut" jako do ekwiwalentu [21]; ale że własności rzeczy nie wynikają z jej stosunku do innych rzeczy, raczej tylko ujawniają się w takim stosunku, wydaje się, jakoby surdut swoją formę ekwiwalentną, swoją własność bezpośredniej wymienialności posiadał tak samo z natury, jak swą własność ciężkości lub własność chronienia przed utratą ciepła. Stąd zagadkowość formy ekwiwalentnej, którą burżuazyjnie tępy wzrok ekonomisty spostrzega dopiero wtedy, gdy forma ta występuje przed nim w skończonej postaci, w pieniądzu. Wtedy usiłuje on rozwiać mistyczny charakter złota i srebra przez to, że podsuwa zamiast nich mniej lśniące towary iż nie słabnącym zadowoleniem recytuje katalog tych towarów-hołyszów, które ongiś grały rolę ekwiwalentu towarowego. Nie przeczuwa nawet, że już najprostszy wyraz wartości, jak 20 łokci płótna = l surdutowi, pozwala rozwiązać zagadkę formy ekwiwalentnej.
 
 
Ciało towaru służącego za ekwiwalent występuje zawsze jako ucieleśnienie abstrakcyjnie ludzkiej pracy i jest zawsze produktem określonej, użytecznej, konkretnej pracy. Ta konkretna praca staje się przeto wyrazem abstrakcyjnie ludzkiej pracy. Jeżeli np. surdut występuje jedynie jako urzeczywistnienie pracy abstrakcyjnie ludzkiej, krawiectwo, które się w surducie realnie urzeczywistnia, stanowi tylko formę urzeczywistnienia się abstrakcyjnie ludzkiej pracy. Jeżeli idzie o wyrażenie wartości płótna, użyteczność pracy krawieckiej polega nie na tym, że robi ubrania (a co za tym idzie, jak mówi przysłowie niemieckie, ludzi), lecz na tym, że stwarza ciało, po którym poznać, iż posiada wartość, tzn., że jest skrzepem pracy, niczym się nie różniącej od pracy uprzedmiotowionej w wartości płótna. Aby stać się takim zwierciadłem wartości, krawiectwo winno odzwierciedlać wyłącznie tę swoją abstrakcyjną własność, że jest ludzką pracą.
 
 
Zarówno w postaci krawiectwa jak w postaci tkactwa zostaje wydatkowana ludzka siła robocza. Oba te rodzaje pracy posiadają więc tę ogólną własność, że są ludzką pracą, i dlatego w określonych wypadkach, np. gdy chodzi o wytwarzanie wartości, mogą być rozpatrywane wyłącznie pod tym kątem widzenia. Nie ma w tym nic tajemniczego. Ale w wyrazie wartości towaru sprawa jest odwrócona. Aby np. wyrazić, że tkactwo stwarza wartość płótna nie w swej konkretnej postaci jako tkactwo, lecz w swym ogólnym charakterze pracy ludzkiej, przeciwstawiamy mu krawiectwo, pracę konkretną, wytwarzającą ekwiwalent płótna, jako uchwytną formę urzeczywistnienia abstrakcyjnie ludzkiej pracy.





Jest to więc druga osobliwość formy ekwiwalentnej: praca konkretna staje się formą przejawiania się swego przeciwieństwa, abstrakcyjnie ludzkiej pracy.

 
 
 
 
 
Ale dzięki temu, że ta konkretna praca, krawiectwo, występuje wyłącznie jako wyraz niezróżnicowanej pracy ludzkiej, dzięki temu posiada formę równości z inną praca, z pracą zawartą w płótnie, i dlatego, choć jest pracą prywatną jak wszelka inna praca wytwarzająca towary, jest jednak pracą w formie bezpośrednio społecznej. Właśnie dlatego wyraża się w produkcie, który może być bezpośrednio wymieniony na inny towar. Jest to więc trzecia osobliwość formy ekwiwalentnej: praca prywatna staje się0 formą swego przeciwieństwa, staje się pracą w formie bezpośrednio społecznej.
 
 
Obie ostatnio rozpatrywane osobliwości formy ekwiwalentnej staną się jeszcze bardziej zrozumiałe, gdy cofniemy się do wielkiego badacza, który pierwszy analizował formę wartości, jak wiele innych form myślenia, społeczeństwa i przyrody. Jest nim Arystoteles.
 

Przede wszystkim Arystoteles jasno wyraża myśl, że pieniężna forma towaru jest tylko dalej rozwiniętą postacią prostej formy wartości, czyli wyrażania wartości towaru w jakimkolwiek innym towarze, gdy mówi:

 
“5 poduszek = 1 domowi"
 
“nie różni się" od:

 
 
“5 poduszek = takiej a takiej sumie pieniędzy" .
 
Zdaje on sobie dalej sprawę z tego, że stosunek wartościowy, zawarty w tym wyrazie wartości, ze swej strony wymaga, aby dom był przyrównany do poduszki pod względem jakościowym, oraz z tego, że te dwie rzeczy, tak odmienne o ile idzie o ich zmysłowe własności, nie mogłyby bez takiej tożsamości swej substancji być przyrównywane jako wielkości współmierne. “Nie może być — mówi Arystoteles — wymiany bez równości, a równości bez współmierności". Tu jednak utknął i poniechał dalszego rozbioru formy wartości. “W rzeczywistości jednak nie podobna, aby rzeczy tak odmienne były współmierne", tzn. równe co do jakości. Przyrównanie to może więc być tylko czymś obcym prawdziwej naturze rzeczy, a więc tylko “środkiem pomocniczym dla praktycznej potrzeby".
 
 
Arystoteles sam więc mówi nam, o co się rozbiła dalsza jego analiza, mianowicie o brak pojęcia wartości. Czym jest to równe, tzn. ta wspólna substancja, która dom przedstawia wobec poduszki w wyrazie wartości poduszki? Coś podobnego “nie może w rzeczywistości istnieć" — mówi Arystoteles. Dlaczego? Dom przedstawia -wobec poduszki cos równego o tyle, o ile przedstawia to, co jest istotnie wspólne obojgu, poduszce i domowi. A tym jest — praca ludzka.
 
 
Ale Arystoteles nie mógł z samej formy wartości wyczytać, że w formie wartości towarów wszystkie prace są wyrażone jako jednakowa praca ludzka, a wiec jako praca równoznaczna, gdyż społeczeństwo greckie opierało się na pracy niewolników, a więc nierówność ludzi i ich sil roboczych była jego podstawi} naturalny. Tajemnicę wyrazu wartości, równość i równoznaczność wszystkich prac, dlatego że są i o ile są pracą ludzką w ogóle, można było odgadnąć dopiero wtedy. gdy pojęcie równości ludzi utrwaliło się jak przesąd ludowy. A to stało się możliwe dopiero w społeczeństwie, w którym forma towarowa stała się powszechną formą produktu pracy, a co za tym idzie, wzajemny stosunek ludzi jako posiadaczy towarów — panującym stosunkiem społecznym. Geniusz Arystotelesa jaśnieje właśnie w tym, że w wyrazie wartości towarów odkrył stosunek równości. Tylko historycznie ograniczony widnokrąg społeczeństwa, w którym żył, przeszkodził mu w znalezieniu tego< co “w rzeczywistości" jest treścią tego stosunku równości.


CZYTAJ DALEJ "KAPITAŁ" MARKSA
 
Przypisy:
[21] Z podobnymi względnymi określeniami rzecz ma się osobliwie. Oto ten człowiek np. tylko dlatego jest królem, że inni ludzie zachowują się wobec niego jak poddani. Oni znów, na odwrót, sądzą, że są poddanymi dlatego, iż tamten jest królem.

Społeczność

marks