Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 11 gości.

Karol Marks - Kapitał (ODCINEK 9.) Fetyszyzm towarowy i jego tajemnica

Fetyszyzm towarowy

 Źródło

Powrót do poprzedniego odcinka

4. Fetyszyzm towarowy i jego tajemnica

 
Towar wydaje się na pierwszy rzut oka rzeczą samą przez się zrozumiałą i trywialną. Analiza wykazuje, że jest to rzecz diabelnie zawikłana, pełna metafizycznych subtelności i kruczków teologicznych. Jako wartość użytkowa nie zawiera towar nic tajemniczego, wszystko jedno, czy spojrzę nań z tego punktu widzenia, że dzięki swym własnościom zaspokaja ludzkie potrzeby, czy z tego, że własności tych nabywa dopiero jako produkt ludzkiej pracy. Jest rzeczą najzupełniej oczywistą, że człowiek działaniem swym zmienia formę materiałów dostarczonych przez przyrodę w sposób dla siebie pożyteczny. Zmieniamy np. formę drewna, gdy robimy z niego stół. Mimo to stół pozostaje drewnem, rzeczą bardzo zwyczajną i zmysłową. Ale gdy tylko występuje jako towar, przeobraża się w rzecz jednocześnie zmysłową i nadzmysłową. Nie tylko stoi nogami na podłodze, ale staje na głowie, przeciwstawiając się wszystkim innym towarom, i wysnuwa z swej drewnianej głowy fantazje dziwniejsze, niż gdyby się puścił nagle w tany [25].
 
 
Mistyczny charakter towaru nie pochodzi więc z jego wartości użytkowej. Nie pochodzi również z treści określeń wartości. Bo po pierwsze, jest prawdą fizjologiczną, że wszystkie użyteczne prace, czyli czynności produkcyjne, jakkolwiek różnią się między sobą, są funkcjami ludzkiego organizmu, i że każda taka funkcja, niezależnie od swej treści i formy, jest w istocie rzeczy wydatkowaniem ludzkiego mózgu, nerwów, mięśni, organów zmysłowych itd. Po wtóre, o ile idzie o podstawę określającą wielkość wartości, o czas trwania tego wydatkowania, czyli o ilość pracy, to ilość jej nawet zewnętrznie różni się od jakości. We wszystkich stosunkach czas pracy niezbędny do wytworzenia środków utrzymania musiał interesować człowieka, jakkolwiek na różnych szczeblach rozwoju w niejednakowym stopniu [26].
 
Wreszcie od czasu gdy ludzie pracują w jakikolwiek bądź sposób jedni dla drugich, praca ich przybiera też formę społeczną.
 
 
 
Skąd więc pochodzi zagadkowy charakter produktu pracy z chwilą gdy przybiera formę towaru? Oczywiście z tej formy właśnie. Jednakowość różnych prac ludzkich otrzymuje rzeczową postać jednakowej wartości przedmiotowej produktów pracy; mierzenie wydatkowania ludzkiej siły roboczej czasem jego trwania przybiera postać wielkości wartości produktów pracy; wreszcie stosunki wzajemne wytwórców stwierdzające owe społeczne znamiona ich prac przybierają formę społecznego stosunku między produktami pracy.
 
 
Tajemniczość formy towarowej polega więc po prostu na tym, że odzwierciedla ona ludziom społeczny charakter ich własnej pracy jako przedmiotowy charakter samych produktów pracy, jako społeczne własności naturalne tych rzeczy; dlatego też społeczny stosunek wytwórców do pracy ogólnej występuje jako istniejący poza nimi społeczny stosunek przedmiotów. Dzięki temu quid pro quo produkty pracy stają się towarami, rzeczami zarazem zmysłowymi i nadzmysłowymi, społecznymi. Podobnie oddziaływanie świetlne jakiejś rzeczy na nerw wzrokowy nie przejawia się jako subiektywne pobudzenie samego nerwu, lecz jako przedmiotowa forma rzeczy na zewnątrz oka. Ale przy widzeniu światło pada naprawdę z jednej rzeczy, przedmiotu zewnętrznego, na inną rzecz — na oko. Jest to fizyczny stosunek między fizycznymi rzeczami. Natomiast forma towarowa i stosunek wartościowy produktów pracy, w którym ona znajduje wyraz, nie ma absolutnie nic wspólnego z ich fizyczną naturą i z wynikającymi z nieJ rzeczowymi stosunkami. To tylko określony stosunek społeczny między samymi ludźmi przyjmuje tu dla nich ułudną postać stosunku między rzeczami. Aby więc znaleźć analogię, trzeba się przenieść w mgławice świata religii. Tu produkty ludzkiej głowy wydają się obdarzone własnym życiem, samodzielnymi postaciami, pozostającymi w stosunkach z sobą i z ludźmi. Podobnie dzieje się w świecie towarów z produktami ludzkiej ręki. Nazywam to fetyszyzmem, który przylgnął do produktów pracy, odkąd są wytwarzane jako towary, i jest nieodłączny od produkcji towarowej.
 
 
Ten fetyszystyczny charakter świata towarów wynika, jak to już wykazała poprzedzająca analiza, z szczególnego społecznego charakteru pracy wytwarzającej towary.
 
 
Przedmioty użytkowe tylko dlatego stają się w ogóle towarami, że są produktami niezależnie od siebie wykonywanych prac prywatnych. Ogól tych prac prywatnych tworzy ogólną pracę społeczną. Ponieważ wytwórcy nawiązują z sobą społeczną styczność dopiero przez wymianę produktów swej pracy, specyficznie społeczne znamiona ich prywatnych prac ujawniają się dopiero w obrębie tej wymiany. Inaczej mówiąc, dopiero przez stosunki, jakie wymiana stwarza między produktami pracy, a za ich pośrednictwem między wytwórcami, prace prywatne występują jako człony ogólnej pracy społecznej. Wytwórcom wydają się społeczne stosunki ich prac prywatnych nie tym, czym są, tzn. nie bezpośrednio społecznymi stosunkami osób w samych ich pracach, lecz raczej rzeczowymi stosunkami osób i społecznymi stosunkami rzeczy.
 
 
Produkty pracy dopiero w obrębię wymiany uzyskują społecznie jednakowy byt przedmiotowy jako wartości, odrębny od ich wielokształtnego bytu zmysłowego, który posiadają jako przedmioty użytkowe. To rozdwojenie produktów pracy na rzecz użyteczną i na rzecz-wartość dokonuje się w praktyce dopiero z chwilą, gdy wymiana osiągnęła już dość szeroki zakres i znaczenie, tak aby rzeczy użyteczne były produkowane na wymianę, aby więc charakter wartościowy tych rzeczy już przy samej ich produkcji był brany pod uwagę. Od tej chwili prywatne prace wytwórców nabierają istotnie dwoistego charakteru społecznego. Z jednej strony, jako określone prace użyteczne, muszą zaspokajać pewną określoną potrzebę społeczną i w ten sposób wykazywać się jako człony pracy ogólnego, samorzutnie powstałego systemu społecznego podziału pracy. Z drugiej strony — zaspokajają różnorodne potrzeby samych wytwórców jedynie dzięki temu, że każda użyteczna praca prywatna może być wymieniona na każdą innego rodzaju użyteczną pracę prywatną, posiada więc równy jej walor. Równość prac różniących się toto coelo [o całe niebo] od siebie polegać może jedynie na abstrahowaniu od ich rzeczywistej nierówności, na sprowadzeniu ich do wspólnej im cechy, którą posiadają jako wydatkowanie ludzkiej siły roboczej, jako abstrakcyjnie ludzka praca. W mózgu prywatnych wytwórców ten dwoisty charakter społeczny ich prac prywatnych znajduje odbicie w tych tylko formach, które występują w stosunkach praktycznych, w wymianie produktów: społecznie użyteczny charakter ich prac prywatnych w tej formie, że produkt pracy musi być użyteczny, i to dla innych, a społeczny charakter równości różnorodnych prac — w formie wspólnego charakteru wartościowego tych różnych pod względem materialnym rzeczy, jakimi są produkty pracy.
 
 
Ludzie zestawiają więc produkty swojej pracy jako wartości nie dlatego, że traktują te rzeczy jedynie jako rzeczowe łupiny kryjące jednakową pracę ludzką, lecz odwrotnie, przyrównując w wymianie swe różnorodne produkty jako wartości, ustalają przez to jednakowość swych różnych prac jako pracy ludzkiej. Nie wiedzą o tym, ale czynią to[27].  Wartość nie ma więc na czole napisu głoszącego, czym jest. Co więcej, wartość przeobraża każdy produkt pracy w społeczny hieroglif. Później ludzie starają się odcyfrować znaczenie hieroglifu, odkryć tajemnicę swego własnego społecznego produktu, gdyż określenie przedmiotów użytku jako wartości jest tak samo społecznym produktem ludzi jak mowa. Późno dokonane odkrycie naukowe, że produkty pracy są wartościami tylko jako rzeczowe wyrazy pracy ludzkiej zużytej na ich wykonanie, stanowi epokę w historii rozwoju ludzkości, bynajmniej jednak nie odziera społecznych znamion pracy z ich rzeczowych pozorów. To, co dotyczy tylko tej szczególnej formy produkcji, jaką jest produkcja towarowa, mianowicie, że specyficznie społeczny charakter wzajemnie od siebie niezależnych prac prywatnych polega na tym, iż jako ludzka praca są sobie równe, co występuje na jaw w wartości produktów pracy — to właśnie ludziom usidlanym przez stosunki produkcji towarowej wydaje się, zarówno przed owym odkryciem jak i po nim, równie niezmienne jak to, że choć nauka rozłożyła powietrze na jego składniki, jego fizykalna, cielesna postać pozostała niezmieniona.
 
 
Wymieniających produkty interesuje w praktyce przede wszystkim pytanie, ile cudzych produktów otrzymują za własny produkt, a więc w jakiej proporcji produkty są wymieniane. Z chwilą gdy te proporcje nabyły pewnej, uświęconej przez zwyczaj stałości, wydaje się, jakoby wynikały z samej natury produktów pracy, tak iż np. l tona żelaza i 2 uncje złota tak samo są sobie równe co do wartości jak l funt żelaza i l funt złota — pomimo swych odmiennych własności fizycznych i chemicznych — są równe co do ciężaru. Wartościowy charakter produktów pracy utrwala się faktycznie dopiero w ich działaniu Jako wielkości wartości. Wielkości te zmieniają się ciągle, niezależnie od woli, świadomości i działania osób wymieniających. Własny ruch społeczny tych osób przybiera w ich oczach postać ruchu rzeczy, pod którego kontrolą się znajdują, zamiast same go kontrolować. Dopiero na szczeblu zupełnie rozwiniętej produkcji towarowej wyrasta z samego doświadczenia naukowe zrozumienie tego, że prace prywatne, wykonywane niezależnie od siebie, ale wszechstronnie współzależne jako samorzutnie powstałe człony społecznego podziału pracy, ustawicznie sprowadzane są do swej społecznie proporcjonalnej miary — albowiem w przypadkowych i wciąż zmieniających się stosunkach wymiennych ich produktów czas społecznie niezbędny do wytworzenia ich zawsze daje o sobie znać z przemożną siłą władczego prawa przyrody, podobnie jak prawo ciężkości, gdy się komuś dom nad głową zawali [28] Określanie wielkości wartości przez czas pracy jest więc tajemnicą ukrytą pod postacią ruchu wartości towarów występujących wobec siebie w określonym stosunku. Odsłonięcie tej tajemnicy znosi pozór czysto przypadkowego określania wielkości wartości produktów pracy, bynajmniej jednak nie usuwa ich rzeczowej formy.
 
 
Rozmyślanie nad formami życia ludzkiego, a więc też ich naukowa analiza, kroczy w ogóle drogą wprost przeciwną niż rzeczywisty rozwój. Zaczyna się post festum, a więc od gotowych wyników procesu rozwojowego. Formy, które nadają produktom pracy piętno towarów, a więc stanowią przesłanki cyrkulacji towarowej, nabrały trwałości naturalnych form życia społecznego, zanim jeszcze ludzie spróbowali zdać sobie sprawę nie z historycznego charakteru tych form, które wydają im się już niezmienne, lecz z ich treści. Toteż dopiero analiza cen towarów doprowadziła do określenia wielkości wartości i dopiero wspólny pieniężny wyraz towarów — do ustalenia ich charakteru wartościowego. Ale właśnie ta zakończona forma świata towarów, forma pieniężna, zamiast ujawniać, zarzuca rzeczową zasłonę na społeczny charakter prac prywatnych, a więc — na społeczne stosunki prywatnych pracowników. Gdy mówię, że surdut, buty itd. ustosunkowują się do płótna jako do ogólnego ucieleśnienia abstrakcyjnie ludzkiej pracy, dziwaczność tego wyrażenia rzuca się w oczy. Gdy jednak producenci surduta, butów itd. zestawiają te towary z płótnem — albo, co wcale sprawy nie zmienia, ze zlotem lub srebrem
 
 
— jako z ogólnym ekwiwalentem, stosunek ich prywatnych prac do ogólnej pracy społecznej przedstawia się im właśnie w tej cudacznej formie.
 

 
 
Kategorie burżuazyjnej ekonomii politycznej są takimi właśnie formami. Są to formy myśli mające społeczny, a więc obiektywny walor dla stosunków produkcji tego historycznie określonego społecznego sposobu produkcji, jakim jest produkcja towarowa. Cały mistycyzm świata towarów, cała ta mgła tajemniczości i czarów otaczająca produkty pracy w produkcji towarowej pierzchnie więc od razu, gdy przejdziemy do innych form produkcji.
 
 
Ponieważ ekonomia polityczna lubi robinsonady, odwiedźmy więc naprzód Robinsona na jego wyspie. Choć bardzo skromny z natury, ma jednak różne potrzeby, które musi zaspokoić; musi więc wykonywać różnego rodzaju użyteczne prace, majstrować narzędzia, robić meble, oswajać lamy, łowić ryby, polować itd. Nie mówimy tu o modlitwie itp., bo nasz Robinson znajduje w nich przyjemność i traktuje takie czynności jako wytchnienie. Mimo różnorodności swych czynności wytwórczych wie on, że są to tylko różne formy działania tego samego Robinsona, a więc rozmaite rodzaje ludzkiej pracy. Sama konieczność zmusza go do ścisłego rozdzielenia swego czasu między różne zajęcia. To, czy jedno zajęcie zajmie w ogólnej sumie jego pracy mniej, inne więcej czasu, zależy jedynie od mniejszych lub większych trudności, które trzeba pokonać, żeby osiągnąć zamierzony efekt użyteczny. Uczy go tego doświadczenie i nasz Robinson, który z rozbitego okrętu ocalił zegarek, księgę główną, pióro i atrament, jako prawdziwy Anglik zaczyna niebawem prowadzić księgi handlowe swego gospodarstwa. Jego inwentarz zawiera spis przedmiotów użytkowych, które posiada. spis różnych czynności potrzebnych do wytworzenia tych przedmiotów, wreszcie — przeciętny czas pracy zużyty na wytworzenie określonych ilości tych różnych produktów. Wszystkie stosunki między Robinsonem a rzeczami składającymi się na stworzone przez niego samego bogactwo są tak proste i przejrzyste, że nawet pan M. Wirth mógłby je zrozumieć bez szczególnego wysiłku umysłowego. A jednak wszystkie istotne znamiona wartości są już w tych stosunkach zawarte.
 
 
Przenieśmy się teraz ze słonecznej wyspy Robinsona w mroki europejskiego średniowiecza. Zamiast niezależnego człowieka spotykamy tu samych zależnych: chłopów-poddanych i panów, wasali i seniorów, świeckich i klechów. Osobista zależność cechuje stosunki społeczne produkcji materialnej i wszystkie oparte na niej dziedziny życia. Ale właśnie dlatego, że podstawę społeczną tworzą stosunki osobistej zależności, prace i ich produkty nie potrzebują przybierać fantastycznej postaci odmiennej od ich rzeczywistej istoty. Znajdują swe miejsce w mechanizmie społecznym jako posługi i daniny w naturze. Naturalna forma pracy, jej charakter szczególny — a nie ogólny jak w produkcji towarowej — jest tu jej formą bezpośrednio społeczną. Pańszczyznę tak samo się mierzy czasem pracy jak pracę wytwarzającą towary, ale każdy chłop pańszczyźniany wie, że pracując na pańskim oddał panu określoną ilość swej osobistej siły roboczej. Przypadająca klesze dziesięcina jest bardziej namacalna od jego błogosławieństwa. Cokolwiek byśmy więc sądzili o maskach, w jakich ludzie występują tu wobec siebie, w każdym razie społeczne stosunki ludzi w wykonywanych przez nich pracach ujawniają się jako ich własne osobiste stosunki, a, nie są przyobleczone w szatę społecznych stosunków rzeczy, produktów pracy.
 
 
Dla rozpatrywania pracy wspólnej, tzn. bezpośrednio uspołecznionej, nie potrzebujemy cofać się do pierwotnej jej formy, którą spotykamy w zaraniu dziejów wszystkich ludów cywilizowanych [30]. Inny, bliższy nam przykład przedstawia patriarchalna wiejska produkcja rodziny chłopskiej, która wytwarza na własne potrzeby zboże, bydło, przędzę, płótno, odzież itd. Te rozmaite przedmioty są w oczach rodziny rozmaitymi produktami jej rodzinnej pracy, ale jeden w stosunku do drugiego nie występuję jako towary. Różne prace wytwarzające te produkty, uprawa roli, hodowla bydła, przędzenie, tkanie, szycie itd., są w swej naturalnej formie czynnościami społecznymi, gdyż są czynnościami rodziny posiadającej swój własny samorzutny podział pracy, podobnie jak ma go produkcja towarowa. Różnice wieku i płci oraz naturalne warunki pracy, zależne od pory roku, regulują podział pracy w rodzinie i czas pracy każdego z jej członków. Lecz wydatkowanie indywidualnej siły roboczej, mierzone przez czas pracy, siłą rzeczy występuje tu jako społeczny oznacznik samych prac, gdyż indywidualne siły robocze z natury rzeczy działają tu tylko jako organy wspólnej siły roboczej rodziny.
 
 
Wyobraźmy sobie wreszcie, na odmianę, związek wolnych ludzi pracujących przy pomocy wspólnych środków produkcji i świadomie wydatkujących swe liczne indywidualne siły robocze jako jedną społeczną siłę roboczą. Wszystkie znamiona cechujące pracę Robinsona powtarzają się tutaj, tylko już nie indywidualnie, lecz społecznie. Wszystkie produkty Robinsona były wyłącznie jego. osobistymi produktami i dlatego były bezpośrednio przedmiotami jego użytku. Globalny produkt związku jest produktem społecznym. Część tego produktu służy nadal jako środek produkcji i ta część pozostaje społeczna. Ale inna część jest spożywana przez członków związku jako środek utrzymania; tę część muszą więc podzielić między siebie.
 
 

Sposób tego podziału będzie się zmieniał zależnie od szczególnego charakteru społecznego organizmu wytwórczego i od odpowiedniego historycznego poziomu rozwoju wytwórców. Tylko dla porównania z produkcją towarową załóżmy, że udział każdego wytwórcy w środkach spożycia jest określony przez czas jego pracy. W ten sposób czas pracy odgrywałby dwojaką rolę. Jego podział według społecznego planu utrzymuje właściwą proporcję między różnymi funkcjami roboczymi a różnymi potrzebami. Z drugiej strony, czas pracy służy jednocześnie za miernik indywidualnego udziału wytwórcy w pracy zbiorowej, a więc też jego udziału w części zbiorowego produktu przeznaczonej do spożycia indywidualnego. Społeczne stosunki między ludźmi, ich pracami i produktami ich pracy są tutaj, i w produkcji, i przy podziale, proste i przejrzyste.
 
 
Dla społeczeństwa wytwórców towarów, w którym ogólnospołeczny stosunek produkcyjny polega na tym, że wytwórcy odnoszą się do swych produktów jako do towarów, czyli do wartości, i w tej rzeczowej formie porównują swe prywatne prace jako jednakową prace ludzką, dla społeczeństwa takiego chrześcijaństwo z jego kultem abstrakcyjnego człowieka, zwłaszcza w jego burżuazyjnych odmianach rozwojowych, jak protestantyzm, deizm itd. — stanowi najodpowiedniejszą formę religii. Przy takim sposobie produkcji, jak staroazjatycki, starożytny itp., przeistoczenie produktu w towar, a więc też istnienie człowieka jako producenta towarów, odgrywa rolę podrzędną, coraz bardziej jednak zyskuje na znaczeniu w miarę jak społeczności te wchodzą w stadium upadku. Właściwe ludy kupieckie żyją jedynie w szczelinach świata starożytnego, jak bogowie Epikura lub jak Żydzi w porach społeczeństwa polskiego. Owe starożytne społeczne organizmy wytwórcze są bez porównania prostsze i przejrzystsze od burżuazyjnego, lecz podstawą ich jest bądź niedojrzałość osobnika ludzkiego, który Jeszcze nie zerwał pępowiny łączącej go pierwotną więzią gatunku z innymi, bądź prosty stosunek panowania i poddaństwa. Warunkiem istnienia tych społeczeństw jest niski stopień rozwoju sil produkcyjnych pracy i wynikające stąd spętanie człowieka przez proces wytwarzania życia materialnego, a więc ciasny zakres stosunków ludzi pomiędzy sobą i ludzi z przyrodą. To rzeczywiste spętanie znajduje ideowe odbicie w dawnych religiach ludowych z ich kultem przyrody. Religijny odblask rzeczywistego świata może w ogóle zniknąć dopiero wtedy, gdy stosunki praktycznego, powszedniego życia będą przejrzyście występowały przed człowiekiem w jego codziennym bycie jako rozumne stosunki ludzi między sobą .i do przyrody. Ukształtowanie społecznego procesu życiowego, czyli materialnego procesu produkcji, wtedy dopiero zrzuci z siebie zasłonę z mistycznych mgieł, gdy stanie się dziełem swobodnie zrzeszonych ludzi i znajdzie się pod ich świadomą, planową kontrolą — co jednak wymaga takiej materialnej podstawy społeczeństwa, czyli szeregu materialnych warunków bytu, które ze swej strony są samorzutnym wytworem długiego i bolesnego rozwoju dziejowego.
 
 
Ekonomia polityczna [31]dokonała wprawdzie, choć nie w pełni, rozbioru wartości i jej wielkości i ujawniła treść ukrytą w tych formach. Nigdy jednak nie postawiła nawet pytania, dlaczego ta treść przybiera taką formę, dlaczego więc praca znajduje wyraz w wartości, a jej ilość mierzona czasem pracy — w wielkości wartości produktu pracy [32]. Formuły, które na pierwszy rzut oka zdradzają, że właściwe są takiej formacji społecznej, w której jeszcze proces produkcji rządzi ludźmi, a nie człowiek procesem produkcji, wydaję się jej burżuazyjnej świadomości koniecznością równie naturalną i oczywistą jak sama praca produkcyjna. Dlatego też burżuazyjna ekonomia polityczna traktuje przedburżuazyjne formy społecznego organizmu produkcyjnego mniej więcej tak samo jak Ojcowie Kościoła traktują religie przedchrześcijańskie [33].
 
 
M.in. nudna i jałowa kłótnia o rolę przyrody w tworzeniu wartości wymiennej świadczy, do jakiego stopnia wzrok części ekonomistów jest zaćmiony przez fetyszyzm nieodłączny od świata towarów, czyli przez przedmiotowe pozory społecznych określeń pracy. Ponieważ wartość wymienna jest pewnym społecznym sposobem wyrażania pracy zużytej na wytworzenie danej rzeczy, nie może ona zawierać więcej substancji naturalnej niż np. kurs dewiz.
 
 
 
Ponieważ forma towarowa jest najogólniejszą i najmniej rozwiniętą formą burżuazyjnej produkcji, występującą dlatego wcześnie — jakkolwiek w sposób nie tak przemożny a przez to charakterystyczny jak dziś — przeto jej fetyszystyczny charakter jest jeszcze stosunkowo przejrzysty. Przy konkretniejszych formach znika nawet ten pozór prostoty. Skąd bowiem płyną złudzenia systemu monetarnego? Z tego, że nie dostrzegał on, że złoto i srebro wyobrażają, jako pieniądz, pewien społeczny stosunek produkcji, ale w formie rzeczy naturalnych, o osobliwych własnościach społecznych. A nowoczesna ekonomia, która z pogardliwym uśmiechem spogląda na system monetarny — czy nie chwytamy jej na fetyszyzmie, gdy traktuje o kapitale? Czyż to tak dawno znikło fizjokratyczne złudzenie, że renta gruntowa wyrasta z ziemi a nie ze społeczeństwa?
 
 
 
 
Aby jednak nie uprzedzać faktów, poprzestaniemy teraz na jeszcze jednym przykładzie dotyczącym samej formy towarowej. Gdyby towary mogły przemawiać, powiedziałyby: nasza wartość użytkowa interesuje zapewne człowieka, nie dotyczy jednak nas jako rzeczy. Jako rzeczy posiadamy natomiast wartość. Odnosimy się do siebie nawzajem tylko jako wartości wymienne, jak to widać z naszego ruchu jako rzeczy-towarów. Posłuchajmy tylko, jak dusza towaru obwieszcza ustami ekonomisty: “Wartość (wymienna) jest własnością rzeczy, bogactwo (wartość użytkowa) — własnością człowieka. Wartość w tym znaczeniu zakłada koniecznie wymianę, bogactwo — nie"[34]e"34. “Bogactwo (wartość użytkowa) jest atrybutem człowieka, wartość— atrybutem towarów. Człowiek lub społeczność jest bogata; perlą lub diament są wartościowe... Perlą albo diament mają wartość jako perlą albo diament"

[35]Dotychczas żaden chemik nie odkrył wartości wymiennej w perle lub w diamencie. Jednakże ekono-miści-odkrywcy tej chemicznej substancji, którzy roszczą sobie szczególne pretensje do głębi krytycznej, uważają, że wartość użytkowa rzeczy jest niezależna od ich rzeczowych własności, natomiast wartość jest im właściwa jako rzeczom. A utwierdza ich w tym mniemaniu osobliwa okoliczność, że wartość użytkowa rzeczy istnieje dla człowieka bez wymiany, a więc w bezpośrednim stosunku między człowiekiem a rzeczą, gdy odwrotnie, wartość ujawnia się tylko w wymianie, tzn. w procesie społecznym. Komuż nie stanie tutaj w pamięci poczciwy Dogberry i lekcja, jaką daje stróżowi nocnemu Seacoalowi: “Być pięknym mężczyzną to dar fortuny, ale umiejętność czytania i pisania — to dar przyrodzony [36]".

CZYTAJ DALEJ "KAPITAŁ" MARKSA
Przypisy:
 
[24] Jakoż forma powszechnej bezpośredniej -wymienialności nie zdradza na. pierwszy rzut oka tego, że jest formą towarową przeciwstawną, tak samo nieodłączną od formy pozbawionej tego charakteru bezpośredniej wymienialności, jak dodatni biegun magnesu nieodłączny jest od ujemnego. Można więc. wyobrażać sobie, że jest w naszej mocy nadać wszystkim towarom piętno bezpośredniej wymienialności na inne, podobnie jak wolno sobie roić, że można. wszystkich katolików zrobić papieżami. Drobnomieszczanin, który w produkcji towarowej widzi nęć plus ultra ludzkiej wolności i osobistej niezależności, byłby, oczywiście bardzo zadowolony, gdyby go uwolniono od ciemnych stron tej formy, w szczególności zaś od tego, że towary nie są be%po6rednio wymienialne. Na opisie tej drobnomieszczańskiej utopii polega właśnie socjalizm. Proudhona, który, jak to w innym miejscu wykazałem, nie ma nawet zasługi oryginalności, gdyż na długo przed nim Gray, Bray i inni o wiele lepiej utopię tę rozwinęli. To nie przeszkadza, że takie mądrości w niektórych kołach grasują dziś pod nazwą “science" [nauki]. Żadna szkoła nie sypała obficie} słowem “science" od szkoły Proudhona, gdyż “wo Begriffe fehien, da stellt zur rechten Zeit ein Wort sich ein" [“Gdzie braknie pojęć, tam można słówko wstawić we właściwej chwili".. Goethe: “Faust"].
 
 
[25] Przypomnijmy sobie, że Chiny i stoły zaczęły tańczyć w chwili, gdy reszta świata zdawała się nieruchoma — pour encourager les autres [żeby dodać animuszu innym].
[26] Przypis do wyd. Z. — Starożytni Germanie obliczali wielkość morga ziemi według pracy jednego dnia, skąd jego nazwa Tagwerk (także Tagwanne) (jurnale lub jurnalia, terra jurnalis, jurnalis albo diornalis), Mannwerk, Mannskraft, Mannsmaad, Mannshauet itp. Patrz Georg Ludwig w. Maurer: “Einieitung zur Gaschiehte der Mark-, Hof-, itd. Yerfassung", Monachium 1854, str. 129 i nast.
 
[27] Przypis do wyd. S. — Jeżeli więc Galiani mówi: Wartość jest to stosunek między dwiema osobami — “La ricchezza e una ragione tra due persone" — to powinien by dodać: stosunek ukryty pod rzeczową osłoną (Galiani: “Delia Moneta", str. 220, tom III zbioru Custodiego “Scrittori Ciassici Italiani di Eeonomia Politica". Parte Moderna. Mediolan 1803).
 
 [28] Cóż mamy pomyśleć o prawie, które może sobie torować drogę jedynie poprzez periodyczne przewroty? Jest to po prostu prawo przyrody oparte na nieświadomości tych, poprzez których działa" (Friedrich Engels: “Umrisse zu einer Kritik der Nationalokonomie" w “Der Deutsch-Franzosische Jahrbucher" wydawanych przez Arnolda Rugego i Karola Marksa. Paris 1844).
 
 [29] Przypis do wyd. 2. — Nawet Ricardo nie obył się bez robinsonady. “Pierwotnemu rybakowi i myśliwemu każe on natychmiast jako posiadaczom towarów wymieniać ryby na zwierzynę w stosunku do czasu pracy uprzedmiotowionego w tych wartościach wymiennych. Przy tej sposobności popełnia ten anachronizm, że pierwotny rybak i myśliwy dla obliczenia udziału wartości swych narzędzi pracy w wartości zdobyczy posługuje się tablicami wyliczeniowymi używanymi w roku 1817 na giełdzie londyńskiej. <<Paralelogramy pana Owena>> są, zdaje się, jedyną formą społeczeństwa znaną mu poza społeczeństwem burżuazyjnym" (Karl Marx: “Zur Kritik der politischen Oekonomie", str. 38, 39).
 [30] Przypis do wyd. 2. — “Śmieszny jest przesąd rozpowszechniany w ostatnich czasach, jakoby forma pierwotnej wspólnoty była formą specyficznie słowiańską czy nawet wyłącznie rosyjską. Jest to forma prastara, którą spotykamy u Rzymian, Germanów, Celtów, forma, której rozliczne okazy znaleźć możemy jeszcze dziś u Hindusów, jakkolwiek nieraz tylko w stanie szczątkowym. Bliższe zbadanie azjatyckich, w szczególności zaś hinduskich form wspólnej własności wykazałoby, jak z rozmaitych form pierwotnej własności wspólnej wynikają rozmaite formy jej rozkładu. Tak np. można wyprowadzić rozmaite szczególne typy własności prywatnej u Rzymian i Greków z różnych form hinduskiej wspólnoty" (Karl Marx: “Zur Kritik der politischen Oekonomie", str. 10).
 [31] Trzecia i czwarta księga tego dzieła wykażą braki w dokonanej przez Ricarda analizie wielkości wartości — a jest to najlepsza z dotychczasowych analiz. Co się zaś tyczy wartości w ogóle, klasyczna ekonomia polityczna nigdzie nie odróżnia wyraźnie i z pełną świadomością pracy znajdującej wyraz w wartości, od tejże pracy wyrażonej przez wartość użytkową jej produktu. Oczywiście, że w istocie czyni ona tę różnicę, skoro rozpatruje pracę raz pod względem ilości, to znów pod względem jakości. Ale nie przychodzi jej do głowy, że czysto ilościowa różnica między pracami ma za przesłankę ich jakościową jedność, czyli równość, a więc sprowadzenie ich do abstrakcyjnie ludzkiej pracy. Ricardo np. oświadcza, że zgadza się ze słowami Destutta de Tracy, gdy ten mówi: “Skoro jest rzeczą pewną, że jedynie nasze uzdolnienia fizyczne i umysłowe stanowią nasze pierwotne bogactwo, zastosowanie tych uzdolnień, praca jakiegoś rodzaju, jest naszym pierwotnym skarbem; przez to zastosowanie stwarzamy wszystkie rzeczy, które zwiemy bogactwami... Prócz tego pewne jest, że wszystkie owe rzeczy przedstawiają tylko tę pracę, która je stworzyła, i jeżeli posiadają wartość lub nawet dwie różne wartości, mogą posiadać takową tylko jako pochodną (wartości) pracy, której są wynikiem" ([Destutt de Tracy: “Elements d'ideologie, 4-eme et 5-eme parties", Paryż 1826, str. 35, 36]. Ricardo: “The Principles of Political Economy", 3 wyd., Londyn 1821, str. 334). Zaznaczamy tylko, że Ricardo wkłada w słowa Destutta sens głębszy, własny. Destutt mówi wprawdzie z jednej strony, że wszystkie rzeczy tworzące bogactwo “reprezentują pracę, która je stworzyła"; z drugiej jednak strony powiada, że otrzymują one swoje “dwie wartości różne" (wartość użytkową i wartość wymienną) od “wartości pracy". W ten sposób stacza się do poziomu płytkiej ekonomii wulgarnej, która z góry przyjmuje wartość pewnego towaru (w tym wypadku pracy), aby potem określić przez nią wartość innych towarów. Natomiast Ricardo czyta go w ten sposób, jak gdyby wartość, zarówno Użytkowa jak wymienna, reprezentowała jego zdaniem pracę (nie wartość pracy). Sam Ricardo jednak tak niedostatecznie rozróżnia dwoisty charakter pracy reprezentowanej w dwojakiej postaci, że w całym rozdziale: “Wartość i bogactwo, ich odmienne właściwości" musi borykać się z banałami takiego J. B. Saya. Toteż jest w końcu bardzo zdziwiony, że Destutt zgadza się z nim wprawdzie, o ile idzie o pracę jako źródło wartości, lecz mimo to zgadza się także z Sayem, o ile idzie o pojęcie wartości.
 
 
 [32] Jest to jeden z głównych braków klasycznej ekonomii politycznej, że nie zdołała nigdy z analizy towaru, w szczególności zaś z analizy wartości towaru wyprowadzić formy wartości, która czyni z niej właśnie wartość wymienną. Właśnie najlepsi jej przedstawiciele, jak A. Smith i Ricardo, traktują formę wartości jako coś zupełnie obojętnego i obcego samej istocie towaru. Przyczyna tkwi nie tylko w tym, że uwagę ich zaprząta całkowicie rozbiór wielkości wartości. Przyczyna jest głębsza. Forma wartości produktu pracy jest najbardziej abstrakcyjną, ale też najogólniejszą formą burżuazyjnego sposobu produkcji, przy czym forma ta charakteryzuje ten sposób produkcji jako szczególny rodzaj produkcji społecznej, zarazem więc charakteryzuje go historycznie. Jeżeli tedy traktujemy go jako wieczną, naturalną formę produkcji społecznej, to z konieczności pomijamy też specyficzne osobliwości formy wartości, a więc formy towaru, w dalszym zaś rozwoju — formy pieniężnej, formy kapitału itd. Dlatego też u ekonomistów zupełnie zgodnych z sobą co do mierzenia wielkości wartości czasem pracy spotykamy najprzeróżniejsze i najbardziej z sobą sprzeczne wyobrażenia o pieniądzu, tzn. zakończonej postaci ogólnego ekwiwalentu. .Uderza to np. w traktowaniu bankowości, w której to dziedzinie niedaleko można zajechać na banalnych definicjach pieniądza. Z przeciwstawienia się temu powstał więc odnowiony merkantylizm (Ganilh itd.), który w wartości widzi tylko formę 'społeczną, a właściwie tylko jej bezcielesny pozór. — Chcę tu raz na zawsze wyjaśnić, że przez klasyczną ekonomię polityczną rozumiem całą ekonomię, poczynając od W. Petty'ego, która bada całokształt burżuazyjnych stosunków produkcji w ich związku wewnętrznym, w przeciwieństwie do ekonomii wulgarnej, która drepce jedynie w kręgu związków pozornych, która w celu popularnego wytłumaczenia najordynarniejszych, rzec można, zjawisk i na domowy użytek burżua przeżuwa wciąż na nowo materiał od dawna już przerobiony przez ekonomię naukową, a poza tym ogranicza się do tego, że zamyka w pedantyczny system i jako wieczne prawdy ogłasza banalne, błogie wyobrażenia reprezentanta burżuazyjnej produkcji o własnym, najlepszym ze światów.
 
 
 [33] “Ekonomiści postępują w osobliwy sposób. Znają tylko dwa rodzaje instytucyj, sztuczne i naturalne. Instytucje feudalizmu są sztuczne, instytucje burżuazji — naturalne. Podobni są w tym do teologów, którzy także odróżniają dwa rodzaje religii. Każda religia, która nie jest ich religią, jest ludzkim wymysłem, podczas gdy ich religia jest objawieniem boskim. ... Tak więc była kiedyś historia, ale dziś już jej nie ma" (Kart Mara;: Misere de la Philosophie. Reponse a la Philosophie de la Misere par M. Proudhon", 1847, str. 113). Prawdziwie śmieszny jest p. Bastiat, który sobie wyobraża, że starożytni Grecy i Rzymianie żyli wyłącznie z rabunku. Jeżeli się jednak w ciągu Wielu stuleci żyje z rabunku, trzeba, żeby stale było coś do rabowania albo żeby przedmiot rabunku wciąż się odtwarzał. Wygląda więc na to, że Grecy i Rzymianie także mieli jakiś proces produkcji, czyli jakąś ekonomikę, która w taki sam sposób stanowiła materialne podłoże ich świata, jak ekonomika burżuazyjna stanowi podłoże dzisiejszego. A może Bastiat chce powiedzieć, że sposób produkcji oparty na pracy niewolniczej opiera się na systemie rabunku? W takim razie wkracza na niebezpieczne tory. Jeżeli taki olbrzym myśli, jak Arystoteles, mylił się w ocenie pracy niewolniczej, skąd pewność, że taki karzeł ekonomii, jak Bastiat, nie błądzi w ocenie pracy najemnej? — Korzystam ze sposobności, aby krótko odeprzeć zarzut, który po ukazaniu się mej pracy “Przyczynek do krytyki ekonomii politycznej" uczynił mi pewien niemiecki dziennik wychodzący w Ameryce. O moim poglądzie, że określony sposób produkcji i odpowiednio z nim związane stosunki produkcji, krótko mówiąc: “ekonomiczna struktura społeczeństwa stanowi realną podstawę, na której wznosi się nadbudowa prawna i polityczna i której odpowiadają określone formy świadomości społecznej", w “sposób produkcji życia materialnego warunkuje społeczne polityczne i duchowe procesy życiowe w ogóle" — powiedziano tam, że jest to wprawdzie słuszne w odniesieniu do dzisiejszego świata, w którym dominują interesy materialne, ale nie dla średniowiecza, gdzie dominował katolicyzm, ani dla Aten i Rzymu, gdzie dominowała polityka. Przede wszystkim dziwne jest łaskawe przypuszczenie, jakoby komukolwiek nie znane były te oklepane frazesy o średniowieczu i świecie starożytnym. Jedno jest oczywiste: ani średniowiecze nie mogło żyć samym katolicyzmem, ani świat starożytny samą polityką. Wręcz odwrotnie: sposób, w jaki zdobywały to, co potrzebne do życia, wyjaśnia, dlaczego tu polityka a tam katolicyzm odgrywał główną rolę. Niewiele trzeba zresztą mieć wiadomości np. z historii rzeczypospolitej rzymskiej, aby wiedzieć, że jej ukrytą historię stanowi historia własności ziemskiej. Skądinąd już Don Kichot odpokutował za mylny pogląd, jakoby błędne rycerstwo dawało się jednakowo pogodzić z wszystkimi ekonomicznymi formami społeczeństwa.
 
 [34]  “Value is a property of things, riches of men. Value, in this sense, necessarily implies exchange, riches do not" (“Observations on certain verbal disputes in Political Economy, particularly relating to value and to demand and supply". Londyn 1821, str. 16).
 
 [35] “Riches are the attribute of man, value is the attribute of commodities. A man or a community is rich, a pearl or a diamond is valuable... A pearl or a diamond <<s valuahle as a peari or diamond>>. S. Bailey, “A cri-tical Dissertation itd.", str. 165.

Społeczność

Pokój i ziemia