Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 2 użytkowników i 25 gości.

Wróg Kapitalizmu: Tragedia i apel o pokój

zestrzlony.jpg

Tragedia
 
Samolot – zwykły, pasażerski boeing – malezyjskich linii lotniczych zestrzelony został na terytorium Noworosji, czyli zbuntowanej przeciwko rządowi w Kijowie wschodniej Ukrainie. Wedle aktualnych danych, zginęło prawie trzysta osób, w tym bodajże osiemdziesięcioro dzieci. W polskich mediach oskarżenie, rzecz jasna, spadło na „prorosyjskich separatystów”, którzy przejęli od ukraińskiej armii odpowiednią do zestrzelenia samolotu wyrzutnię rakiet. Tymczasem major Fiszer na antenie TVN24 stwierdził, że potrzeba ludzi wyszkolonych w obsłudze takiego sprzętu, by zestrzelić samolot, toteż za tragedię odpowiada najprawdopodobniej regularna armia; zdaniem majora była to tragiczna w skutkach pomyłka.
 
W takim układzie samolot zestrzelić mogła albo strona ukraińska, albo rosyjska. Nie wydaje mi się, żeby Rosjanie byli AŻ TACY głupi, by walić w każdy samolot, jaki pojawi się na terytorium obcego państwa, gdzie toczy się wojna domowa, w którą siły zbrojne Federacji Rosyjskiej formalnie nie są zaangażowane. Poza tym, Rosja już odmówiła zbadania czarnych skrzynek u siebie, co rodziłoby na arenie międzynarodowej podejrzenie o próbę ukrycia obciążających ją dowodów. Wcale więc bym się nie zdziwił, gdyby za tragiczną katastrofą stała armia Ukrainy. I nie wykluczałbym faktycznie pomyłki. Z drugiej strony, musieliby mieć Ukraińcy (czy ktokolwiek za zestrzał odpowiada) wyjątkowo kiepski sprzęt, żeby nie rozróżnił boeinga od samolotu wojskowego…
 
A teraz clou sprawy. Na Ukrainie toczy się wojna domowa. Wojna sukcesywnie podsycana przez trzy imperializmy: amerykański, europejski (a w jego ramach polski) i rosyjski. Każda z tych imperialistycznych stron zamierza wydrzeć z Ukrainy coś dla siebie: strefę wpływów, darmową siłę roboczą, terytorium, itd. Do wojny być może by nie doszło, gdyby porozumienia między majdanową opozycją a ówczesnym prezydentem Janukowyczem (te, w wypracowaniu których uczestniczył Radosław Sikorski) zostały dotrzymane. Niestety, opozycja je złamała, dając Putinowi karty do rąk, a ten nimi rozgrywa. Stąd aneksja Krymu, stąd wojna domowa.
 
Wojna domowa to najgorszy z możliwych rodzajów wojen. Najkrwawszy konflikt, podczas którego wychodzą zadawnione, pielęgnowane od stuleci nieraz brudy, gromadzone przez ludzi mieszkających obok siebie, ale de facto wzajemnie się nienawidzących. W takiej walce wszystkie chwyty są dozwolone. Dokonanie aktu terroru, żeby oskarżyć drugą stronę, też. Dlatego wcale bym się nie zdziwił, gdyby to nie pomyłka (której, jak napisałem wyżej, nie wykluczam) wchodziła w grę, lecz celowe, zaplanowane działanie armii ukraińskiej. Jak było w istocie, tego oczywiście określić nie możemy.
 
Poza tym, każda, ale to KAŻDA wojna rodzi niewysłowione cierpienia u niczemu niewinnych ludzi, takich właśnie jak pasażerowie malezyjskiego boeinga, zwłaszcza dzieci, które zginęły. Ich krew spada na tych wszystkich, którzy do wywołania wojny domowej na Ukrainie się przyczynili, i którzy w dalszym ciągu ją stymulują.
 
 
 
Apel o pokój
 
W polskich mediach dominują analizy tragedii ukraińskiej, ale nie brak też komunikatów o innej, rozgrywającej się nieco dalej na wschód i bardziej na południe. Chodzi, rzecz jasna, o tragedię Palestyny. Niedawno odwiedził ją papież Franciszek, apelując o pokój i zapraszając przywódców Izraela oraz Autonomii Palestyńskiej do rozmów pokojowych. Niestety, znów wybuchła tam wojna.
 
Najpierw trzech młodych Izraelczyków zostało zamordowanych przez – najprawdopodobniej – bojowników Hamasu. Śmierci dałoby się być może zapobiec, gdyby służby izraelskie prawidłowo zareagowały na wezwanie o pomoc. Wkrótce potem odnaleziono zwłoki bestialsko zamordowanego palestyńskiego chłopca. Jego pogrzeb stał się wielkim wydarzeniem politycznym. I, jak łatwo się domyślić, spirala zemsty rozkręciła się w najlepsze (kłania się Szekspir i jego „Tytus Andronikus”). Hamas ostrzelał rakietami izraelskie osiedla, w odpowiedzi armia Izraela rozpoczęła krwawą ofensywę w Strefie Gazy. I jak w trakcie KAŻDEJ wojny, giną najbardziej niewinni ludzie, w tym kobiety i dzieci. Niedawno w jednym z serwisów informacyjnych widziałem uciekające przed bombardowaniem dwie śmiertelnie przerażone palestyńskie dziewczyny. Czyż były one bojowniczkami Hamasu? Śmiem wątpić.
 
Żeby była jasność. Nie jestem, nie byłem i nigdy zapewne nie będę przeciwnikiem istnienia niepodległego państwa Izrael. Żydzi mają prawo do swojej państwowości, usytuowanej mniej więcej na terytorium dawnego królestwa Dawia i Salomona (o ile ten drugi istniał, bo istnienie Dawida odkrycia archeologiczne potwierdzają). Izrael ma też, jak każde inne państwo, prawo do obrony swojego terytorium i swoich obywateli. Ale obrona NIE MOŻE być tożsama z atakiem, mordowaniem niewinnych ludzi, zwłaszcza kobiet i dzieci. Obrona nie może być też tożsama z okupacją czyjegoś terytorium, a Izrael okupuje, i to brutalnie, Palestynę od 1967 r. Nie została ona anektowana, ale utworzono częściowo niezależną Autonomię Palestyńską.
 
Składa się ona z dwóch części: Strefy Gazy – skrawka ziemi usytuowanego nad Morzem Śródziemnym, i Lewego Brzegu Jordanu, nieco większego terytorium nad rzeką Jordan. Bez porównania gorsza sytuacja panuje w Stefie Gazy; jest to jeden z najgęściej zaludnionych terenów na ziemi, panuje tam straszliwa bieda i izraelska militarno-policyjna przemoc, toteż nie ma się co dziwić, że tamtejsi Palestyńczycy popierają Hamas, czyli ugrupowanie radykalnie, niewahające się używać przemocy w walce o niepodległość, gdy tymczasem na Lewym Brzegu Jordanu, gdzie warunki ekonomiczno-bytowe są lepsze, większym poparciem cieszy się bardziej lewicowy, ukierunkowany na pokojowa walkę o niepodległość Fatah (oczywiście, sytuację w Palestynie opisuję w ogromnym uproszczeniu).
 
Wieloletnia okupacja, morderstwa, terror ze strony okupanta rodzą po obu stronach konfliktu wzajemną nienawiść. A nienawiść jakże często prowadzić może do wojny, bezwarunkowo oznaczającej tragedie ludzi niewinnych. Osobiście uważam, że w Ziemi Świętej nie będzie pokoju bez całkowicie niepodległej Palestyny. Izrael musi z terytoriów palestyńskich wycofać swoje wojsko, prawdopodobnie nie obędzie się też bez likwidacji żydowskich osiedli na palestyńskiej ziemi. No i, co zrozumiałe, uważam, że proces odzyskiwania niepodległości przez Palestynę powinien być pokojowy. Jasne, będzie on długi i trudny, ale rozlew krwi po prostu trzeba powstrzymać.
 
Swoją drogą, tyle miejsca na tym świecie, dla wszystkich ludzi starczy. Po kiego czorta wzajemnie się mordować? A, no tak, istnieje przecież własność prywatna środków produkcji, praprzyczyna wszystkich wojen.
 
 
Tekst pochodzi z bloga "WrógKapitalizmu" (WrogKapitalizmu.blog.interia.pl)

Społeczność

LENIN - rocznica