Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 10 gości.

Karol Marks - Kapitał (ODCINEK 12.) Środek cyrkulacji

Cyrkulacja

 Źródło

Powrót do poprzedniego odcinka
 
 
2. Środek cyrkulacji
 
a) Metamorfoza towarów
 
 
Widzieliśmy, że proces wymiany towarów zawiera sprzeczne i wzajemnie się wykluczające stosunki. Rozwój towaru nie znosi tych sprzeczności, ale stwarza formę, w której mogą się poruszać. Jest to w ogóle metoda rozwiązywania rzeczywistych sprzeczności. Sprzecznością jest np. to, że jedno ciało wciąż spada na inne i wciąż od niego ucieka. Elipsa jest jedną z form ruchu, w której sprzeczność ta zarazem się urzeczywistnia i rozwiązuje.
Proces wymiany, przenosząc towary z rąk, w których nie są wartością użytkową, do rąk, w których są wartością użytkową, stanowi społeczną przemianę materii. Produkt jednej pracy użytecznej zastępuje produkt innej. Towar z chwilą przybycia na miejsce, w którym służy jako wartość użytkowa, wypada z sfery wymiany towarowej, by wejść do sfery spożycia. Tutaj interesuje nas tylko pierwsza sfera. Mamy więc rozpatrywać cały proces od strony formy, tzn. mamy rozpatrywać tylko zmianę formy, czyli metamorfozę towaru, poprzez którą odbywa się społeczna przemiana materii.
Nader niedostateczne pojmowanie tej zmiany formy wynika — pomijając niejasność w zrozumieniu samego pojęcia wartości — stąd, że każda zmiana formy jednego towaru odbywa się podczas wymiany dwóch towarów: towaru zwykłego i towaru-pieniądza. Skupiając uwagę wyłącznie na tej stronie materialnej, na wymianie towaru na złoto, przeoczymy to właśnie, co mamy zobaczyć, mianowicie to, co się dzieje z formą. Przeoczymy to, że złoto jako zwykły towar nie jest pieniądzem i że inne towary swoimi cenami wyrażają swój stosunek do złota jako do własnej postaci pieniężnej.
Towary wstępują do procesu wymiany zrazu nieozłocone i nieosłodzone, tak jak przyszły na świat. Proces ten stwarza rozdwojenie towaru na towar i pieniądz, zewnętrzne przeciwieństwo, w którym wyraża się ich immanentne przeciwieństwo między wartością użytkową a wartością. W przeciwieństwie tym występują towary jako wartości użytkowe wobec pieniądza jako wartości wymiennej. Z drugiej strony oba bieguny przeciwieństwa są towarami, a więc jednosciami wartości użytkowej i wartości. Ale ta jedność różnic wyraża się na każdym z obu biegunów odwrotnie i przez to wyraża zarazem ich obopólny stosunek. Towar jest realnie wartością użytkową; to, że jest wartością, występuje tylko idealnie w cenie, która odnosi towar do złota przeciwstawiającego mu się jako realna postać jego wartości. Na odwrót substancja złota występuje tylko jako materializacja wartości, pieniądz. Jest on więc realną wartością wymienną. Jego wartość użytkowa występuje tylko idealnie w szeregu względnych wyrazów wartości odnoszących go do przeciwstawnych mu towarów jako do środowiska jego realnych postaci użytkowych. Te przeciwstawne formy towarów są rzeczywistymi formami ruchu ich procesu wymiennego.
Udajmy się teraz za pierwszym lepszym posiadaczem towaru, np. za naszym starym znajomym, tkaczem, na widownię procesu wymiany, na rynek towarowy. Jego towar, 20 łokci płótna, posiada określoną cenę 2 f. szt. Wymienia on go na 2 f. szt., a następnie jako człowiek starej daty wymienia 2 f. szt. na rodzinną biblię w tej samej cenie. Płótno, które jest dla niego tylko towarem, czymś, co nosi w sobie wartość, zostaje zbyte za złoto, upostaciowanie tej wartości, po czym porzucając tę postać przedzierzga się w inny towar, biblię, która powędruje, ale już jako przedmiot użytku, do izby tkacza,- aby tam służyć ku zbudowaniu dusz. Proces wymiany towaru rozpada się więc na dwie przeciwstawne i wzajem się uzupełniające metamorfozy — przemianę towaru w pieniądz i powrotną przemianę pieniądza w towar65. Momenty metamorfozy towaru są zarazem czynnościami posiadacza to' waru: sprzedażą — wymiana towaru na pieniądz; kupnem — wymianą pieniądza na towar, oraz jednością obu tych aktów:

sprzedażą w celu kupna.

 
Spojrzawszy na ostateczny wynik transakcji tkacz stwierdzi, że posiada biblię zamiast płótna, że zamiast pierwotnego towaru otrzymał towar inny o tej samej wartości, ale odmiennej użyteczności. W ten sam sposób tkacz zdobywa sobie wszystkie inne środki utrzymania i środki produkcji. Z jego punktu widzenia cały proces dokonuje tylko wymiany produktu jego pracy na produkt pracy cudzej — wymianę produktów.
Proces wymiany towaru odbywa się więc w następującej zmianie form:
Towar — Pieniądz — Towar
T — P — T
Co do swej treści materialnej, jest to ruch T — T, wymiana towaru na towar, przemiana materii pracy społecznej, w której wyniku sam proces wygasa.
T — P. Pierwsza metamorfoza towaru, czyli sprzedaż. Przeskok wartości towaru z ciała towaru do ciała złota stanowi, jak się gdzie indziej wyraziłem, salto mortale towaru. Jeżeli skok się nie udał, to wprawdzie nie towar, ale posiadacz towaru jest oszukany. Społeczny podział pracy uczynił jego pracę równie jednostronną, jak potrzeby — wielostronnymi. Właśnie dlatego produkt jego służy mu tylko jako wartość wymienna. Jednakże powszechne, społecznie usankcjonowaną formę ekwiwalentną otrzymuje produkt tylko w pieniądzu, a pieniądz znajduje się w cudzej kieszeni. Aby go stamtąd wyciągnąć, towar musi być przede wszystkim wartością użytkową dla posiadacza pieniędzy, tzn. praca nań wydatkowana musi być wydatkowana w postaci społecznie użytecznej, czyli musi wykazać, że jest członem społecznego podziału pracy. Lecz podział pracy jest samorzutnie zrodzonym organizmem produkcji, którego kółka zostały nakręcone i obracają się poza plecami wytwórców towarów. Może towar jest produktem jakiegoś nowego rodzaju pracy, która ma rzekomo zaspokajać nowozrodzoną potrzebę ludzką, albo nawet na własną rękę chce ją dopiero wywołać. Może pewna szczególna czynność produkcyjna, która wczoraj jeszcze była tylko jedną z wielu cząstkowych czynności jednego i tego samego wytwórcy towarów, dziś wyodrębnia się z tego związku, usamodzielnia się i właśnie wskutek tego wysyła swój cząstkowy produkt jako odrębny towar na rynek. Warunki mogą być i mogą nie być dojrzałe do takiego procesu wyodrębnienia. Produkt zaspokaja dziś pewną społeczną potrzebę. Jutro może będzie częściowo lub całkowicie wyparty przez produkt podobnego rodzaju. Jeżeli nawet praca np. naszego tkacza jest uprawnionym członem społecznego podziału pracy, okoliczność ta wcale nie zapewnia wartości użytkowej akurat jego 20 łokciom płótna. Jeżeli zapotrzebowanie społeczne płótna (a ma ono, jak każde inne, swoje granice) już zostało zaspokojone przez rywalizujących z nim tkaczy, produkt naszego przyjaciela okaże się nadmierny, zbyteczny, a więc bezużyteczny. Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby — ale tkacz nie przyszedł przecież na rynek, aby dawać komuś podarunki. Przypuśćmy jednak, że wartość użytkowa jego produktu została uznana, że więc jego towar przyciągnął pieniądz. Ale teraz powstaje pytanie: ile pieniędzy? Oczywiście odpowiedź jest z góry dana w cenie towaru, wykładniku wielkości jego wartości. Pomijamy ewentualne, czysto subiektywne błędy rachunkowe posiadacza towaru, gdyż te zostają niezwłocznie na rynku obiektywnie poprawione. Zakładamy więc, że zużył on na swój produkt tylko przeciętny, społecznie niezbędny czas pracy, że więc cena towaru jest tylko nazwij pieniężną ilości pracy społecznej, uprzedmiotowionej w towarze. Lecz oto bez zgody i za plecami naszego tkacza w tradycyjnych sposobach tkania płótna rozpoczął się przewrót. Czas pracy, wczoraj jeszcze ponad wszelką wątpliwość społecznie niezbędny do utkania łokcia płótna, dziś już niezbędnym nie jest, co posiadacz pieniędzy skwapliwie wykazuje w cennikach różnych rywali naszego przyjaciela. Na jego nieszczęście wielu jest tkaczy na świecie. Ale przypuśćmy wreszcie, że każda sztuka płótna znajdująca się na rynku zawiera tylko czas pracy społecznie niezbędny. Mimo to ogólna suma tych sztuk może zawierać czas pracy wydatkowany zbędnie. Jeżeli żołądek rynku nie jest w stanie strawić całej ilości płótna po cenie normalnej 2 szylingów za łokieć, jest to dowód, że zbyt duża część całego społecznego czasu pracy została wydatkowana w postaci tkactwa. Skutek jest taki sam, jak gdyby każdy poszczególny tkacz zużył na swój własny produkt czas pracy dłuższy od społecznie niezbędnego. Tu się sprawdza przysłowie: “mitgefangen, mitgehangen" [“razem pojmani, razem powieszeni"]. Całe płótno na rynku występuje więc jako jeden artykuł handlu, każda sztuka tylko jako odpowiednia jego część. Jakoż wartość-każdego pojedynczego łokcia jest przecież tylko materializacją tej samej, społecznie określonej ilości jednorodnej pracy ludzkiej 65a.
Jak widać, towar miłuje pieniądze, ale “the course of true love never does run smooth" [“droga prawdziwej miłości nie jest usłana różami"]. Taka sama samorzutna przypadkowość, która cechuje jakościową strukturę społecznego organizmu produkcji, cechuje również jego strukturę ilościową, wyrażającą swoje membra disjecta w systemie podziału pracy. Nasi posiadacze towarów przekonują się więc, że ten sam podział pracy, który ich czyni niezależnymi prywatnymi wytwórcami, uniezależnia od nich samych społeczny proces produkcji i ich stosunki w tym procesie, że wzajemna niezależność osób znajduje uzupełnienie w systemie wszechstronnej zależności rzeczowej.
Podział pracy przemienia produkt pracy w towar i przez to czyni niezbędną jego przemianę w pieniądz. Jednocześnie zaś czyni zależnym od przypadku dokonanie tej transsubstancjacji. Tu mamy jednak rozpatrywać to zjawisko w czystej postaci, musimy więc założyć jego normalny przebieg. Zresztą, jeżeli zjawisko to w ogóle zachodzi, tzn., jeżeli towar może być sprzedany, następuje zawsze zmiana jego formy, chociaż w wypadkach nietypowych przy tej zmianie formy sama substancja — wielkość wartości — doznaje uszczerbku lub przyrostu.
Jeden posiadacz towaru otrzymuje złoto w zamian za towar, drugi — towar w zamian za złoto. Zjawiskiem podpadającym pod zmysły jest zmiana posiadacza i miejsca dokonana przez towar i złoto, przez 20 łokci płótna i 2 f. szt., tzn. ich wymiana. Ale na co wymieniany jest towar? Na jego własną ogólną postać wartości. A na co wymieniane jest złoto? Na szczególną postać jego wartości użytkowej. Dlaczego złoto występuje wobec płótna w roli pieniądza? Ponieważ cena płótna, 2 f. szt., czyli jego nazwa pieniężna, już oznacza stosunek płótna do złota jako do pieniądza. Wyzbycie się pierwotnej formy towarowej odbywa się przez pozbycie towaru, tzn. w chwili gdy jego wartość użytkowa rzeczywiście przyciąga złoto, w cenie wyobrażone tylko. Realizacja ceny, czyli idealnej tylko formy wartości towaru, jest więc, odwrotnie, jednoczesną realizacją idealnej tylko wartości użytkowej pieniądza; przemiana towaru w pieniądz jest jednocześnie przemianą pieniądza w towar. Jeden proces jest procesem dwustronnym: na biegunie posiadacza towaru — sprzedażą, na przeciwnym biegunie posiadacza pieniądza — kupnem. Czyli sprzedaż jest kupnem, T — P jest jednocześnie P — T66.
Nie znamy dotąd innego stosunku ekonomicznego między ludźmi poza stosunkiem posiadaczy towarów, przy którym nabywają oni cudzy produkt pracy tylko w ten sposób, że zbywają własny. Jeden posiadacz towaru może więc wystąpić wobec drugiego jako posiadacz pieniędzy tylko dlatego, że produkt jego pracy posiada z natury formę pieniężną, tzn. jest materiałem pieniądza, zlotem itp., albo dlatego, że jego własny towar zdążył już zmienić skórę i wyzbył się swej pierwotnej formy użytkowej. Aby funkcjonować jako pieniądz, złoto musi oczywiście w jakimś punkcie wkroczyć na rynek towarowy. Punkt ten znajduje się w siedlisku produkcji złota, gdzie jako bezpośredni produkt pracy jest ono wymieniane na inny produkt pracy tej samej wartości. Ale od tej chwili złoto stale reprezentuje zrealizowane ceny towarów67. Pomijając wymianę złota na towar w siedlisku jego produkcji, jest złoto w ręku każdego posiadacza towaru tylko wyzbytą postacią jego pozbytego towaru, produktem sprzedaży, czyli pierwszej metamorfozy towaru T—P68. Złoto stało się idealnym pieniądzem, czyli miernikiem wartości, ponieważ wszystkie towary mierzyły nim swą wartość, czyniąc je w ten sposób wyobrażonym przeciwstawieniem swej postaci użytkowej — postacią swej wartości. Realnym pieniądzem staje się złoto dzięki temu, że towary — wszechstronnie zbywane — czynią je postacią swego rzeczywiście wyzbytego, czyli zmienionego użytku, a więc rzeczywistą postacią swej wartości. W swej postaci wartościowej towar wyzbywa się wszelkiego śladu naturalnej wartości użytkowej i tej szczególnej pracy użytecznej, której zawdzięcza powstanie, aby przemienić się w jednorodną społeczną materializację niezróżnicowanej pracy ludzkiej. Dlatego nie można poznać po pieniądzu, jakiego pokroju towar weń się przemienił. W swej szacie pieniężnej każdy towar wygląda tak jak inny. Pieniądz może więc być z gnoju, choć gnój nie jest pieniądzem. Przypuśćmy, że te dwa dukaty, za które nasz tkacz zbył płótno, są zmienioną postacią jednego kwartera pszenicy. Sprzedaż płótna, T — P, jest jednocześnie jego kupnem, P — T. Ale sprzedaż płótna jest w tym procesie początkiem ruchu kończącego się czymś przeciwnym, kupnem biblii; kupno płótna jest zakończeniem ruchu, który rozpoczął się czymś przeciwnym, sprzedażą pszenicy. T — P (płótno — pieniądz), ta pierwsza faza T — P — T (płótno — pieniądz — biblia), jest zarazem P — T (pieniądz — płótno), ostatnią fazą innego ruchu T — P — T (pszenica — pieniądz — płótno). Pierwsza metamorfoza jednego towaru, jego przemiana z formy towarowej w pieniądz, zarazem jest zawsze druga przeciwną metamorfozą innego towaru, jego powrotną przemianą z formy pieniężnej w towar69.
P—T. Druga, czyli ostatnia metamorfoza towaru: kupno. — Ponieważ pieniądz jest wyzbytą postacią wszystkich innych towarów, czyli produktem powszechnego ich zbywania, jest on towarem bezwzględnie pozbywalnym. Czyta on wszystkie ceny w odwrotnym porządku i odzwierciedla się w ten sposób w ciałach wszystkich towarów jako w podatnym materiale, w którym kształtuje swą własną postać towarową. Zarazem jednak ceny, te oczy zalotne, którymi towary mrugają do niego, wskazują granice jego zdolności do przemiany, mianowicie jego własną ilość. Ponieważ towar stając się pieniądzem sam znika, nie znać po pieniądzu, w jaki sposób znalazł się w rękach swego posiadacza, ani co się weń przemieniło. Non olet [nie śmierdzi] — jakiekolwiek jest jego pochodzenie. Wyobraża z jednej strony towar sprzedany, z drugiej — towary, które można kupić70.
P—T, kupno, jest jednocześnie sprzedażą, T—P; ostatnia metamorfoza towaru jest więc jednocześnie pierwszą metamorfozą innego towaru. Dla naszego tkacza kariera jego towaru kończy się na biblii, na którą obrócił owe 2 f. szt. Ale sprzedawca biblii obraca otrzymane od tkacza 2 f. szt. na wódkę. P—T, faza końcowa T—P—T (płótno— pieniądz—biblia), jest jednocześnie T—P, pierwszą fazą T—P—T (biblia—pieniądz—wódka). Ponieważ wytwórca towaru dostarcza tylko jednostronnie użytecznego produktu, sprzedaje go często w większych ilościach, podczas gdy jego wielostronne potrzeby zmuszają go do ustawicznego rozdrabniania ceny zrealizowanej, czyli uzyskanej sumy pieniężnej na liczne zakupy. Sprzedaż znajduje więc ujście w wielu zakupach różnych towarów. Końcowa metamorfoza jednego towaru stanowi w ten sposób sumę pierwszych metamorfoz innych towarów.
Jeżeli weźmiemy teraz pod uwagę całkowitą metamorfozę jakiegoś towaru, np. płótna, widzimy najpierw, że składa się ona z dwóch przeciwstawnych i wzajem się Uzupełniających ruchów, T—P i P—T. Te dwie przeciwstawne przemiany towaru odbywają się w dwóch przeciwstawnych aktach społecznych posiadacza towaru i odzwierciedlają się w jego dwóch przeciwstawnych maskach ekonomicznych. Jako czynnik sprzedaży staje się on sprzedawcą, jako czynnik kupna — nabywca. Skoro jednak przy każdej przemianie towaru obydwie jego formy, forma towarowa i forma pieniężna, istnieją jednocześnie, tylko że na przeciwległych biegunach, temu samemu posiadaczowi towaru jako sprzedawcy przeciwstawia się inny nabywca, a jako nabywcy inny sprzedawca. Skoro ten sam towar kolejno odbywa dwie przeciwstawne przemiany, z towaru stając się pieniądzem a z pieniądza towarem, ten sam posiadacz towaru gra kolejno rolę sprzedawcy i nabywcy. Nie są to więc role stale, skóro w cyrkulacji towarów zmieniają się wciąż ich wykonawcy.
Całkowita metamorfoza towaru w jej najprostszej formie wymaga istnienia czterech skrajności i trzech dramatis personae. Najpierw towarowi przeciwstawia się pieniądz jako postać jego wartości posiadająca po tamtej stronie, w cudzej kieszeni, byt konkretny i brzęczący. A więc posiadaczowi towaru przeciwstawia się posiadacz pieniędzy. Z chwilą gdy towar przemienił się w pieniądz, ten staje się jego przelotny formą ekwiwalentną, której wartość użytkowa, czyli treść, istnieje po tej stronie, w ciałach innych towarów. Jako punkt końcowy pierwszej przemiany towaru, jest pieniądz jednocześnie punktem wyjścia drugiej. Tak więc sprzedawca z pierwszego aktu staje się nabywcą w akcie drugim, gdzie występuje wobec niego trzeci posiadacz towaru jako sprzedawca 71.
Obie przeciwstawne fazy ruchu metamorfozy towaru tworzą ruch okrężny: forma towarowa, wyzbycie się formy towarowej, powrót do formy towarowej. Otóż sam towar występuje tu jako przeciwieństwo. W punkcie wyjścia nie jest wartością użytkową dla swego posiadacza, staje się nią w punkcie końcowym. Tak samo też pieniądz występuje najpierw jako skrzep wartości, w który się towar przemienia, by rozpłynąć się potem w czystą formę ekwiwalentną towaru.
Obie metamorfozy, które składają się na okrężny ruch jednego towaru, są jednocześnie odwrotnymi metamorfozami cząstkowymi dwóch innych towarów. Ten sam towar (płótno) otwiera szereg własnych metamorfoz i zamyka całkowitą metamorfozę innego towaru (pszenicy). Podczas pierwszej przemiany, sprzedaży, odgrywa te dwie role we własnej osobie; natomiast jako złota poczwarka, przebywając drogę wszelkiego stworzenia, kończy jednocześnie pierwszą metamorfozę innego towaru. Ruch okrężny opisany przez szereg metamorfoz każdego towaru splata się więc nierozerwalnie z ruchami okrężnymi innych towarów. Cały ten proces stanowi cyrkulacja towarów.
Cyrkulacja towarów różni się od bezpośredniej wymiany produktów nie tylko formalnie, ale też w samej istocie. Rzućmy tylko okiem wstecz na ten przebieg. Zapewne, tkacz wymienił płótno na biblię, własny towar na cudzy. Ale tak wygląda to zjawisko tylko dla niego. Sprzedawcy biblii, który nie gardzi gorącym trunkiem, ani się śniło wymieniać biblię na płótno, a tkacz znów nie wie, że to pszenicę wymieniono na jego płótno itd. Towar B zastąpił towar A, ale A i B nie wymienili wzajemnie swych towarów. Może się faktycznie zdarzyć, że A i B kupują nawzajem od siebie, ale taki szczególny stosunek nie wynika nieodzownie z ogólnych stosunków cyrkulacji towarowej. Widzimy tu, jak z jednej strony wymiana towarów rozsadza indywidualne i lokalne szranki bezpośredniej wymiany produktów i rozszerza wymianę substancji ludzkich prac; jak z drugiej strony powstaje cały krąg naturalnych zależności społecznych, które nie podlegają kontroli osób działających. Tkacz może sprzedać płótno tylko dlatego, że chłop sprzedał pszenicę, amator wódki sprzeda biblię, bo tkacz sprzedał płótno, a gorzelnik sprzeda wodę ognistą, bo ten drugi sprzedał już wodę wiecznego żywota itd.
Dlatego też proces cyrkulacji nie wygasa tak jak bezpośrednia wymiana produktów, z chwilą gdy wartości użytkowe zmienią miejsca lub posiadaczy. Pieniądz nie ginie przez to, że w końcu wypada z szeregu metamorfoz jednego towaru. Wraca wciąż na miejsce opuszczone w cyrkulacji przez towar. Np. w całkowitej metamorfozie płótna: płótno — pieniądz — biblia, naprzód płótno znika z cyrkulacji, a pieniądz zajmuje jego miejsce, potem znika z cyrkulacji biblia, a pieniądz zajmuje jej miejsce. Zastąpienie towaru przez towar pozostawia jednocześnie w trzecich rękach towar-pieniądz 72. Cyrkulacja wciąż wydziela pieniądz.
Nie ma nic bardziej niedorzecznego niż dogmat, że cyrkulacja towarów oznacza nieodzownie równowagę aktów sprzedaży i aktów kupna, ponieważ każda sprzedaż jest kupnem i vice versa. Jeżeli dogmat ten ma być rozumiany w tym sensie, że ilość istotnie dokonanych sprzedaży równa jest ilości zakupów, to Jest to płaska tautologia. Ale w dogmacie tym chodzi o dowód, że sprzedawca sprowadza ze sobą na rynek nabywcę. Sprzedaż i kupno są identycznym aktem jako wzajemny stosunek dwóch osób biegunowo przeciwstawnych, posiadacza towaru i posiadacza pieniędzy; są dwoma biegunowo przeciwstawnymi aktami jako działania tej samej osoby. Tożsamość sprzedaży i kupna pociąga więc za sobą to, że towar staje się bezużyteczny, jeżeli wrzucony do alchemicznego tygla cyrkulacji nie wychodzi z niego jako pieniądz, jeżeli więc nie zostanie sprzedany przez posiadacza towaru, a kupiony przez posiadacza pieniędzy. Z tożsamości tej wynika następnie, że proces, o ile się uda, stwarza pauzę — krótszy lub dłuższy okres w życiu towaru. Ponieważ pierwsza metamorfoza towaru jest zarazem sprzedażą i kupnem, więc cząstkowy ten proces stanowi zarazem proces samodzielny. Nabywca otrzymał towar, sprzedawca — pieniądze, tzn. towar, który zachowuje formę nadającą się do cyrkulacji, niezależnie od tego, czy zjawi się znów na rynku prędzej czy później. Nikt nie może sprzedać, jeżeli ktoś inny nie kupi. Ale nikt nie musi natychmiast kupować dlatego tylko, że sam sprzedał. Cyrkulacja obala czasowe, przestrzenne i indywidualne granice wymiany produktów właśnie w ten sposób, że istniejącą tu bezpośrednią tożsamość zbywania swego produktu pracy z nabywaniem produktu cudzego rozszczepia na przeciwieństwo sprzedaży i kupna. Fakt, że samodzielnie się sobie przeciwstawiające procesy stanowią wewnętrzną jedność, oznacza zarazem, że jedność ta porusza się w zewnętrznych przeciwieństwach. Jeżeli to zewnętrzne usamodzielnienie aktów wewnętrznie niesamodzielnych, bo wzajemnie się uzupełniających, dojdzie do pewnego punktu, jedność daje gwałtownie znać o sobie przez — kryzys. Immanentne towarowi przeciwieństwo wartości użytkowej i wartości, pracy prywatnej, która musi zarazem występować jako praca bezpośrednio społeczna, szczególnej pracy konkretnej, która jednocześnie liczy się tylko jako praca abstrakcyjnie ogólna, przeciwieństwo między uosobieniem przedmiotu a uprzedmiotowieniem osób — cala ta immanentna sprzeczność osiąga swe rozwinięte formy ruchu w przeciwieństwach metamorfozy towaru. Formy te zawierają więc możliwość kryzysów, ale też tylko możliwość. Aby ta możliwość stała się rzeczywistością, trzeba całego układu stosunków, które nie istnieją jeszcze na gruncie prostej cyrkulacji towarów 73.
Jako pośrednik w cyrkulacji towarów, pieniądz spełnia funkcję środka cyrkulacji.
b) Obieg pieniądza
Przemiana form, w której odbywa się przemiana materii produktów pracy, T — P — T, zakłada, że ta sama wartość stanowi jako towar punkt wyjścia procesu i jako towar wraca do tego samego punktu wyjścia. Ten ruch towarów jest więc ruchem okrężnym. Z drugiej strony ta sama forma nie dopuszcza okrężnego ruchu pieniądza. Wynikiem jej jest stałe oddalanie się pieniądza od jego punktu wyjścia, a nie powrót do niego. Póki sprzedawca zatrzymuje w ręku zmienioną postać swego towaru — pieniądz, towar znajduje się w stadium pierwszej metamorfozy, tzn. przebiegi dopiero pierwszą połowę swej drogi okrężnej. Gdy proces sprzedaży w celu kupna zostaje zakończony, pieniądz znika znowu z rąk swego pierwotnego posiadacza. Oczywiście, jeżeli tkacz po kupieniu biblii znów sprzeda płótno, pieniądz wróci do jego rąk. Ale wróci nie dzięki cyrkulacji pierwszych 20 łokci płótna, gdyż cyrkulacja ta, przeciwnie, sprawiła, że pieniądz uciekł od tkacza do sprzedawcy biblii. Pieniądz wróci tu jedynie dzięki ponowieniu, czyli powtórzeniu tego samego procesu cyrkulacyjnego z nowym towarem i ostateczny wynik będzie taki sam, jak w procesie poprzednim. Tak więc cyrkulacja towarów bezpośrednio nadaje pieniądzowi formę ruchu polegającą na ciągłym oddalaniu się jego od punktu wyjścia, na przebieganiu z rąk jednego posiadacza towaru do rąk drugiego, czyli na jego obiegu (currency, cours de la monnaie).
Obieg pieniądza polega na stałym, monotonnym powtarzaniu tego samego procesu. Towar stoi zawsze po stronie sprzedawcy, pieniądz po stronie nabywcy, jako środek kupna. Funkcjonuje jako środek kupna dzięki temu, że realizuje cenę towaru. Realizując ją, przenosi towar z rąk sprzedawcy do rąk nabywcy, jednocześnie zaś ucieka z rąk nabywcy do rąk sprzedawcy, aby powtórzyć ten sam proces z innym towarem. Nie widać, że ta jednostronna forma ruchu pieniądza pochodzi z dwustronnej formy ruchu towaru. Sama istota cyrkulacji towarowej stwarza przeciwne pozory. W pierwszej metamorfozie towaru widoczny jest nie tylko ruch pieniądza, ale też własny ruch towaru, natomiast w drugiej metamorfozie tylko ruch pieniądza jest widoczny. W pierwszej połowie swej cyrkulacji towar zamienia się z pieniądzem na miejsca. Dzięki temu jego postać użytkowa przechodzi ze sfery cyrkulacji do sfery konsumcji74. Miejsce jego zajmuje postać jego wartości, czyli jego maska pieniężna. Drugiej połowy cyrkulacji nie odbywa towar w swej własnej naturalnej skórze, lecz w swej skórze złotej. Ciągłość ruchu jest więc właściwością tylko pieniędzy, i ten sam ruch, który jako ruch towaru obejmuje dwa przeciwstawne procesy, jako własny ruch pieniądza stanowi wciąż ten sam proces, zamianę miejsc z coraz to innym towarem. Dlatego wydaje się, jak gdyby wynik cyrkulacji towarów, zastąpienie jednego towaru przez drugi, był spowodowany nie przez zmianę form samego towaru, lecz przez funkcję pieniądza jako środka cyrkulacji, który towary same przez się nieruchome wprawia w ruch okrężny, przenosząc je zawsze w kierunku przeciwnym do swego własnego biegu, z rąk, w których nie są wartościami użytkowymi, do rąk, w których są nimi. Pieniądz usuwa wciąż towary ze sfery cyrkulacji, ustawicznie zajmując ich miejsce w cyrkulacji i oddalając się w ten sposób od swego własnego punktu wyjścia. Jakkolwiek więc ruch pieniądza jest tylko wyrazem cyrkulacji towarów, wydaje się, jak gdyby — odwrotnie — cyrkulacja towarów była wynikiem ruchu pieniądza 75.
Z drugiej strony pieniądzowi tylko dlatego przypada w udziale funkcja środka cyrkulacji, że jest on usamodzielnioną wartością towarów. Jego ruch jako środka cyrkulacji jest więc w istocie tylko ruchem ich własnych form, który też musi odzwierciedlać się zmysłowo w obiegu pieniądza. Tak np. płótno najpierw przeobraża swą formę towarową w formę pieniężną. Forma pieniężna, drugi kraniec jego pierwszej metamorfozy T—P, staje się następnie pierwszym krańcem jego ostatniej metamorfozy P—T, powrotnej przemiany pieniądza w biblię. Ale każda z tych dwóch zmian formy dokonuje się poprzez wymianę towaru i pieniądza, poprzez ich wzajemną zamianę miejsc. Te same monety dostają się do rąk sprzedawcy jako wyzbyta postać towaru, a opuszczają je jako absolutnie pozbywalna postać towaru. Dwukrotnie zmieniają miejsce. Pierwsza metamorfoza płótna wprowadza te monety do kieszeni tkacza, druga wyciąga je stamtąd. Obie przeciwstawne zmiany formy tego samego towaru odzwierciedlają się przeto w dwukrotnej, dokonywanej w przeciwnym kierunku, zmianie miejsca przez pieniądz.
Jeżeli natomiast zachodzą tylko jednostronne metamorfozy towarów, tylko sprzedaż lub tylko kupno, jak kto woli, to ten sam pieniądz tylko raz zmienia miejsce. Powtórna zmiana miejsca przez pieniądz wyraża zawsze drugą metamorfozę towaru, jego powrotną przemianę z pieniądza. W często powtarzającej się zmianie miejsca tych samych monet odzwierciedla się nie tylko szereg metamorfoz jednego i tego samego towaru, ale też splot niezliczonych metamorfoz świata towarów w ogóle. Zresztą, rozumie się samo przez się, że to wszystko dotyczy tylko rozpatrywanej tu formy prostej cyrkulacji towarów.
Każdy towar przy pierwszym wkroczeniu do cyrkulacji, przy pierwszej zmianie swej formy, wypada z cyrkulacji, a na jego miejsce wstępują coraz to nowe towary. Pieniądz natomiast jako środek cyrkulacji przebywa wciąż w sferze cyrkulacji i wciąż się w niej obraca. Powstaje stąd pytanie, ile pieniędzy sfera ta stale pochłania.
W danym kraju odbywają się dzień w dzień liczne, jednoczesne, a więc przestrzennie przebiegające obok siebie, jednostronne metamorfozy towarów, czyli, innymi słowy, same sprzedaże z jednej, same kupna z drugiej strony. Już ceny towarów przyrównują je do określonych ilości wyobrażonego pieniądza. A że rozpatrywana tu forma bezpośredniej cyrkulacji raz po raz przeciwstawia cieleśnie towar pieniądzowi, jeden na biegunie sprzedaży, drugi na przeciwnym biegunie kupna — masa środków cyrkulacji potrzebna w procesie cyrkulacji świata towarów jest już wyznaczona przez sumę cen towarów. Istotnie, pieniądze reprezentują tylko realnie tę sumę złota, która idealnie jest już wyrażona w ogólnej sumie cen towarów. Równość tych sum jest więc oczywista. Wiemy jednak, że przy niezmienionych wartościach towarów ceny ich zmieniają się wraz ze zmianą wartości samego złota (materiału pieniężnego), stosunkowo wzrastają, gdy wartość ta spada, spadają, gdy wzrasta. Gdy w ten sposób suma cen towarów wzrasta lub spada, masa cyrkulujących pieniędzy musi proporcjonalnie zwiększać się lub zmniejszać. Przyczyna zmiany masy środków cyrkulacji tkwi wprawdzie w samym pieniądzu, ale nie w jego funkcji jako środka cyrkulacji, lecz w jego funkcji miernika wartości. Najpierw cena towarów zmienia się w stosunku odwrotnym do wartości pieniądza, a potem dopiero masa środków cyrkulacji zmienia się w stosunku prostym do cen towarów. Zupełnie to samo zjawisko wystąpiłoby, gdyby np. nie wartość złota spadła, lecz srebro zastąpiło je jako miernik wartości, lub też gdyby nie wartość srebra wzrosła, ale złoto odebrało mu funkcję miernika wartości. W jednym wypadku musiałoby cyrkulować więcej srebra niż, przedtem złota, w drugim zaś — mniej złota niż przedtem srebra. W obu wypadkach uległaby zmianie wartość materiału pieniężnego, tzn. tego towaru, który funkcjonuje jako miernik wartości; dlatego uległyby też zmianie ceny towarów jako wyrazy ich wartości, jak również masa cyrkulują-cych pieniędzy, które służą do zrealizowania tych cen. Jak widzieliśmy, sfera cyrkulacji towarów posiada dziurę, przez którą złoto (lub srebro, w ogóle materiał pieniężny) wstępuje w nią jako towar o danej wartości. Wartość ta jest przesłanką tego, żeby pieniądz mógł funkcjonować jako miernik wartości, żeby więc mogło dojść do wyznaczenia cen. Jeżeli np. wartość samego miernika wartości spada, znajduje to najpierw wyraz w zmianie cen tych towarów, które bezpośrednio w siedlisku produkcji kruszców szlachetnych są na nie wymieniane jako na towary. W szczególności na niższym szczeblu rozwoju społeczeństwa burżuazyjnego wielka część innych towarów przez długi czas jeszcze będzie szacowana według złudnej już i przestarzałej wartości miernika wartości. Jednakże jeden towar zaraża drugi przez swój stosunek wartościowy do niego, ceny złote lub srebrne towarów wyrównują się stopniowo w proporcjach wyznaczonych przez same ich wartości, aż wreszcie wszystkie wartości towarów są szacowane odpowiednio do nowej wartości kruszcu pieniężnego. Temu procesowi wyrównawczemu towarzyszy ustawiczny wzrost ilości kruszców szlachetnych, napływających w zamian za towary bezpośrednio na nie wymieniane. W miarę wiec jak się upowszechniają skorygowane ceny towarów, czyli w miarę jak się rozpowszechnia ocena ich wartości według nowej, zmniejszonej i dalej zmniejszającej się do pewnego punktu wartości kruszcu, istnieje w tym samym stosunku dodatkowa masa kruszcu niezbędna do zrealizowania nowych cen. Jednostronna obserwacja skutków odkrycia nowych kopalń złota i srebra doprowadziła w XVII a zwłaszcza w XVIII wieku do błędnego wniosku, jakoby ceny towarów dlatego wzrosły, że funkcję środka cyrkulacji pełniła zwiększona ilość złota i srebra. W dalszym ciągu będziemy przyjmowali wartość złota za dany, tak jak to jest istotnie w chwili ustalenia cen.
Przy tym założeniu masa środków cyrkulacji jest więc wyznaczona przez sumę cen towarów, które mają być zrealizowane. Jeżeli ponadto założymy, że cena każdego rodzaju towaru jest dana, to suma cen towarów będzie oczywiście zależała od znajdującej się w cyrkulacji masy towarów. Nie trzeba się bardzo głowić, aby zrozumieć, że jeżeli kwarter pszenicy kosztuje 2 f. szt., to 100 kwartetów kosztuje 200 f. szt., 200 kwarterów — 400 f. szt. itd., że więc wraz z masą pszenicy musi wzrastać suma pieniędzy, która przy sprzedaży zamienia się z nią na miejsca.
Jeżeli masa towarów jest stalą, masa cyrkulujących pieniędzy maleje albo się zwiększa zależnie od wahań cen towarów. Wzrasta lub spada, gdy wskutek zmiany cen wzrasta lub spada suma cen towarów. Do tego nie trzeba wcale, aby ceny wszystkich towarów wzrosły lub spadły jednocześnie. Wzrost lub spadek cen pewnej ilości decydujących artykułów wystarcza, aby podlegająca realizacji suma cen wszystkich cyrkulujących towarów wzrosła lub spadła, aby zatem więcej lub mniej pieniędzy wstąpiło w cyrkulację. Niezależnie od tego, czy zmiana cen towarów odzwierciedla rzeczywistą zmianę wartości, czy tylko wahania cen rynkowych, wpływ jej na masę środków cyrkulacji pozostaje ten sam.
Przypuśćmy, że mamy do czynienia z pewną ilością wzajemnie od siebie niezależnych, jednoczesnych, a więc obok siebie dokonywanych aktów sprzedaży, czyli cząstkowych metamorfoz: np. l kwartera pszenicy, 20 łokci płótna, l biblii, 4 garnców żytniówki. Jeżeli cena każdego z tych artykułów wynosi 2 f. szt., a więc suma cen podlegająca realizacji — 8 f. szt., to do cyrkulacji musi być puszczona masa pieniężna równa 8 f. szt. Jeżeli natomiast te same towary tworzą ogniwa znanego nam łańcucha metamorfoz: l kwarter pszenicy — 2 f. szt. — 20 łokci płótna — 2 f. szt. — l biblia — 2 f. szt. — 4 garnce żytniówki — 2 f. szt., wówczas 2 f. szt. wprawiają różne towary kolejno w ruch, realizując po kolei ich ceny, a więc również sumę cen, 8 f. szt., aby w końcu spocząć w ręku gorzelnika. Dokonują one czterech obiegów. Ta wielokrotna zmiana miejsca tych samych monet przedstawia podwójną zmianę formy towaru, jego przejście przez dwa przeciwstawne stadia cyrkulacji i splot metamorfoz rozmaitych towarów76. Przeciwstawne i wzajemnie się uzupełniające fazy, w których przebiega ten proces, nie mogą odbywać się obok siebie w przestrzeni, lecz muszą następować po sobie w czasie. Dlatego miernikami trwania odcinki czasu, czyli miarą szybkości obiegu pieniądza jest liczba obiegów tej samej monety w określonym czasie. Przypuśćmy, że proces cyrkulacji owych czterech towarów trwa jeden dzień. Wówczas podlegająca realizacji suma cen wyniesie 8 f. szt., liczba obiegów tych samych monet w ciągu dnia — 4, a masa cyrkulującego pieniądza — 2 f. szt., czyli dla danego okresu procesu cyrkulacji:
suma cen towarów / ilość obiegów jednoimiennych monet = masie pieniędzy pełniących funkcję środka cyrkulacji. Prawo to ma zastosowanie powszechne. Proces cyrkulacji w danym kraju i w określonym okresie obejmuje co prawda z jednej strony wiele rozproszonych, jednoczesnych, obok siebie następujących aktów sprzedaży (wzgl. kupna), czyli metamorfoz cząstkowych, w których te same monety raz tylko zmieniają miejsce, czyli dokonują jednego tylko obiegu — z drugiej jednak strony obejmuje wiele, po części równoległych, po części splatających się z sobą, krótszych lub dłuższych szeregów metamorfoz, przy których te same monety dokonują mniej lub bardziej licznych obiegów. Z ogólnej jednak ilości obiegów wszystkich znajdujących się w cyrkulacji jednoimiennych monet wynika przeciętna ilość obiegów poszczególnej monety, czyli przeciętna szybkość obiegu pieniądza. Masa pieniędzy puszczanych w cyrkulację, np. w chwili rozpoczęcia dziennego procesu cyrkulacji, jest oczywiście wyznaczona przez sumę cen towarów cyrkulujących jednocześnie i przestrzennie obok siebie. Ale w procesie każda moneta staje się jak gdyby odpowiedzialna za inne. Jeżeli jedna z nich przyśpiesza swą szybkość obiegu, inna szybkość tę zwalnia lub też całkowicie wychodzi ze sfery cyrkulacji, gdyż ta może pochłonąć tylko taką masę złota, jaka, pomnożona przez średnią ilość obiegów swego poszczególnego elementu, równa się sumie cen podlegającej realizacji. Jeżeli więc ilość obiegów monet wzrasta, masa monet w cyrkulacji zmniejsza się. Jeżeli ilość ich obiegów się zmniejsza, masa ta wzrasta. A że masa pieniędzy, które mogą pełnić funkcję środka cyrkulacji, jest przy danej przeciętnej szybkości dana, wobec tego dość np. puścić w cyrkulację określoną ilość banknotów jednofuntowych, aby wyprzeć z niej tyleż suwerenów; jest to sztuczka dobrze znana wszystkim bankom.
Jak w obiegu pieniądza w ogóle ujawnia się tylko proces cyrkulacji towarów, tzn. ich okrężny ruch poprzez przeciwstawne metamorfozy, tak też szybkość obiegu pieniądza odzwierciedla tylko szybkość, z jaką towary zmieniają formę, ciągle splatanie się łańcuchów ich metamorfoz, tempo przemiany materii, szybkość, z jaką towary znikają ze sfery cyrkulacji i z jaką nowe towary zajmują ich miejsce. W szybkości obiegu pieniądza uwidacznia się więc płynna jedność przeciwstawnych i wzajemnie się uzupełniających faz:
przemiany postaci użytkowej w wartościową i powrotnej przemiany postaci wartościowej w użytkową, czy też obu procesów sprzedaży i kupna. Na odwrót, w zwolnieniu obiegu pieniądza ujawnia się rozdział i przeciwstawne usamodzielnienie się tych procesów, zahamowanie przemian formy, a stąd i przemiany materii. Z samej tylko cyrkulacji nie możemy oczywiście wnosić o przyczynie zahamowania. Cyrkulacja tylko ujawnia to zjawisko. Ponieważ jednak wraz ze zwolnieniem obiegu pieniądz rzadziej zjawia się we wszystkich punktach peryferii cyrkulacji i rzadziej z nich znika, przeto popularny pogląd tłumaczy to zjawisko niedostateczną ilością środków cyrkulacji77.
Ogólna ilość pieniędzy pełniących w pewnym okresie czasu funkcję środka cyrkulacji jest więc określona z jednej strony przez sumę cen towarów będących w cyrkulacji, z drugiej — przez mniejszą lub większą płynność ich przeciwstawnych procesów cyrkulacyjnych, od której zależy, jaką cząstkę sumy cen może zrealizować jedna i ta sama moneta. Ale suma cen towarów zależy zarówno od masy jak od ceny każdego rodzaju towaru. Trzy czynniki: ruch cen, masa towarów w cyrkulacji i wreszcie szybkość obiegu pieniądza — mogą się jednak zmieniać w różnych kierunkach i w rozmaitym stosunku, przeto suma cen podlegająca realizacji, a więc zależna od niej masa środków cyrkulacji może podlegać bardzo licznym kombinacjom. Wymienimy tylko te, które w historii cen odegrały ważną rolę.
Przy niezmienionych cenach towarów masa środków cyrkulacji może wzrastać, gdy wzrasta masa towarów w cyrkulacji lub gdy zmniejsza się szybkość obiegu pieniądza, albo gdy obie przyczyny działają jednocześnie. Masa środków cyrkulacji może natomiast spadać przy zmniejszającej się masie towarów lub zwiększającej się szybkości cyrkulacji.
Przy ogólnym wzroście cen towarów masa środków cyrkulacji , może pozostać niezmieniona, jeżeli masa cyrkulujących towarów maleje proporcjonalnie do wzrostu ich cen, albo gdy szybkość obiegu pieniądza wzrasta równie szybko jak wzrost cen, natomiast cyrkulująca masa towarów pozostaje bez zmian. Masa środków cyrkulacji może się zmniejszać, jeżeli masa towarów zmniejsza się szybciej, albo szybkość obiegu wzrasta szybciej niż ceny.
Przy ogólnym spadku cen towarów masa środków cyrkulacji może pozostać niezmienna, jeżeli masa towarów wzrośnie proporcjonalnie do spadku ich cen, lub gdy szybkość obiegu pieniądza zmniejszy się w tej samej proporcji co ceny. Masa środków cyrkulacji może wzrastać, gdy wzrost masy towarów będzie szybszy lub zmniejszenie się szybkości cyrkulacji będzie szybsze niż spadek cen.
Zmiany dotyczące różnych czynników mogą w swych skutkach wzajemnie się znosić, tak iż pomimo ich ciągłej zmienności ogólna suma cen towarów, podlegająca realizacji, a więc również masa pieniędzy w obiegu, pozostaje niezmieniona. Dlatego też, rozpatrując nieco dłuższe okresy czasu, stwierdzamy daleko większą stałość przeciętnej masy krążących w każdym kraju pieniędzy i daleko mniejsze odchylenia od tej przeciętnej, niżby się na pierwszy rzut oka można było spodziewać — pomijając silne zaburzenia wywoływane periodycznie przez kryzysy przemysłowe i handlowe, rzadziej — przez zmianę wartości samego pieniądza.
Prawo, w myśl którego ilość środków cyrkulacji jest określana przez sumę cen cyrkulujących towarów i przeciętną szybkość obiegu pieniądza78, da się więc sformułować także w ten sposób, że przy danej sumie wartości towarów i danej przeciętnej szybkości ich metamorfoz ilość obiegającego pieniądza lub materiału pieniężnego zależy od jego własnej wartości. Złudzenie jakoby, przeciwnie, ceny towarów były określane przez masę środków cyrkulacji, a ta znów przez masę materiału pieniężnego, znajdującego się w danym kraju 79, opiera się u jego wczesnych przedstawicieli na niedorzecznej hipotezie, że towary wchodzą w proces cyrkulacji bez ceny, a pieniądz bez wartości i dopiero potem odpowiednia część kaszy towarowej zostaje wymieniona na odpowiednią część złotej góry80.
c) Moneta. Znak wartości
Z funkcji pieniądza jako środka cyrkulacji wynika jego postać monetarna. Cząstka wagowa złota, wyobrażona w cenie, czyli w nazwie pieniężnej towarów, musi się im w cyrkulacji przeciwstawić w postaci jednoimiennej sztuki złota, czyli monety. Funkcja bicia monety, podobnie jak ustanawianie skali cen, należy do państwa. Rozmaite mundury narodowe, które złoto i srebro noszą jako monety, ale zrzucają na rynku światowym, są wyrazem rozdziału między wewnętrznymi, czyli narodowymi sferami cyrkulacji towarów a powszechną jej sferą, rynkiem światowym.
Moneta złota i złoto w sztabach różnią się więc w zasadzie tylko kształtem, toteż złoto może zawsze przejść z jednej formy w drugą81. Lecz droga z mennicy jest jednocześnie już drogą do tygla. W obiegu bowiem monety złote się ścierają, jedne więcej, inne mniej. Zaczyna się proces rozdziału między złotym tytułem a złotą substancją, między zawartością nominalną a zawartością realną. Jednoimienne monety złote zaczynają się różnić wartością, gdyż różnią się wagą. Złoto jako środek cyrkulacji zaczyna się różnić od złota jako skali cen, wobec czego przestaje być rzeczywistym ekwiwalentem towarów, których ceny realizuje. Historia monetarna średniowiecza i czasów nowożytnych aż po wiek XVIII jest właśnie historią płynącego stąd zamętu. Żywiołowa tendencja procesu cyrkulacji do zamiany złotej rzeczywistości monety w złoty pozór, czyli do zamiany monety w symbol jej urzędowej zawartości kruszcowej, została usankcjonowana przez najnowsze ustawy wyznaczające dla straty na wadze kruszcowej granicę, powyżej której moneta zostaje uznana za niezdolną do obiegu, czyli zdemonetyzowana.
Skoro obieg pieniężny sam oddziela realną zawartość monety od jej zawartości nominalnej, jej byt kruszcowy od jej bytu funkcjonalnego, kryje on w sobie możliwość zastąpienia pieniądza kruszcowego w jego funkcjach monetarnych przez znaki z innego materiału lub symbole. Techniczne trudności bicia monet z bardzo drobnych ilości złota wzgl. srebra oraz okoliczność, że kruszce mniej szlachetne służyły pierwotnie jako mierniki wartości, miedź zamiast srebra, srebro zamiast złota, i krążyły dlatego jako pieniądz w chwili, gdy szlachetniejszy kruszec strącał je z tronu — oto powody, które tłumaczą historycznie rolę srebrnych i miedzianych znaków zastępujących monetę złotą. Zastępują one złoto w tych kręgach cyrkulacji towarowej, w których moneta krąży najszybciej i dlatego najszybciej się ściera, tzn. tam, gdzie sprzedaże i zakupy najdrobniejszych rozmiarów ponawiane są bez ustanku. Ażeby nie pozwolić tym satelitom złota na zajęcie jego miejsca, prawo wyznacza bardzo niskie proporcje, w których muszą być przyjmowane zamiast złota. Poszczególne kręgi, w których obiegają rozmaite rodzaje monet, oczywiście przenikają się wzajemnie. Moneta zdawkowa zjawia się obok złota dla wypłaty ułamków najmniejszej monety złotej; złoto wkracza wciąż w cyrkulację detaliczną, a zarazem wciąż jest z niej wypierane przez wymianę na monetę zdawkową82.
Zawartość kruszcu w znakach srebrnych lub miedzianych jest dowolnie określana ustawą. Ścierają się one w obiegu jeszcze szybciej niż monety złote. Ich funkcja jako monet staje się więc w istocie całkowicie niezależna od ich wagi, tzn. od ich wartości. Monetarny byt złota oddziela się całkowicie od jego wartościowej substancji. Rzeczy stosunkowo bezwartościowe, kartki papieru, mogą więc zamiast niego funkcjonować jako moneta. W kruszcowych znakach pieniężnych ich czysto symboliczny charakter jest jeszcze do pewnego stopnia utajony. W pieniądzu papierowym wychodzi on na jaw w sposób oczywisty. Widzimy więc: ce n'est que le premier pas qui coute [tylko pierwszy krok jest trudny].
Mowa tu tylko o państwowym pieniądzu papierowym, posiadającym obieg przymusowy. Wyrasta on bezpośrednio z cyrkulacji kruszcowej. Natomiast pieniądz kredytowy wymaga istnienia stosunków zupełnie nam jeszcze nie znanych z punktu widzenia prostej cyrkulacji towarowej. Zauważmy tu jednak mimochodem, że podobnie jak właściwy pieniądz papierowy wywodzi się z funkcji pieniądza jako środka cyrkulacji, tak samo pieniądz kredytowy wyrasta naturalnie z funkcji pieniądza jako środka płatniczego 83.
Kartki papieru z wydrukowaną nazwą pieniężną, jak l f. szt., 5 f. szt. itd., są z zewnątrz wrzucane do procesu cyrkulacji przez państwo. O ile rzeczywiście krążą zamiast jednoimiennych sum złota, odzwierciedlają w swym ruchu tylko prawa samego obiegu pieniężnego. Szczególne prawo cyrkulacji papierowej może wynikać jedynie ze stosunku, w jakim papier reprezentuje złoto. A prawo to brzmi po prostu tak: emisję pieniędzy papierowych należy ograniczyć do tej ilości, w jakiej wyobrażone przez nie symbolicznie złoto (lub srebro) w rzeczywistości musiałoby krążyć. Wprawdzie ilość złota, którą może wchłonąć sfera cyrkulacji, waha się ciągle wokół pewnego średniego poziomu, jednakże masa środka cyrkulacji w danym kraju nigdy nie spada poniżej pewnego minimum, które doświadczenie pozwala stwierdzić. Fakt, że ta minimalna masa ustawicznie zmienia swe składniki, tzn. składa się z coraz to innych sztuk złota, w niczym oczywiście nie wpływa na jej rozmiary ani na jej stałe krążenie w sferze cyrkulacji. Dlatego mogą ją zastąpić symbole papierowe. Jeżeli natomiast dziś wszystkie kanały cyrkulacyjne wypełnią się pieniędzmi papierowymi aż do najwyższej swej pojemności, to jutro, wskutek wahań w cyrkulacji towarowej, mogą być przepełnione. Zatraca się wszelką miarę. A kiedy ilość papieru przekroczy miarę, tzn. przewyższy ilość złotych monet tejże nazwy, które by mogły krążyć, to papier nadal przedstawia w świecie towarów — pomijając niebezpieczeństwo ogólnego zdyskredytowania — tylko ilość złota określoną przez immanentnie temu światu właściwe prawa, a więc ilość złota, którą jedynie może reprezentować. Jeżeli masa kartek papierowych reprezentuje np. po dwie uncje złota zamiast po jednej uncji, to faktycznie l f. szt. stanie się np. nazwą pieniężną, powiedzmy, l/2 uncji zamiast 1/4 uncji. Skutek jest ten sam, jak gdyby złoto doznało zmiany w swej funkcji miernika cen. Te same więc wartości, których wyrazem była przedtem cena l f. szt., teraz wyrażają się w cenie 2 f. szt.
Pieniądz papierowy jest znakiem złota, czyli znakiem pieniężnym. Jego stosunek do wartości towarów polega tylko na tym, że wartości te są wyrażone idealnie w tych samych ilościach złota, które papier wyobraża symbolicznie, zmysłowo. Pieniądz papierowy jest znakiem wartości tylko o tyle, o ile przedstawia ilości złota, które, jak wszelkie inne ilości towarów, są także ilościami wartości84.
Powstaje wreszcie pytanie, dlaczego złoto może być zastąpione przez swe własne bezwartościowe znaki? Może ono jednak, jak widzieliśmy, być zastąpione przez nie o tyle tylko, o ile jest wyodrębnione lub usamodzielnione w swej funkcji monety, czyli środka cyrkulacji. Otóż usamodzielnienie tej funkcji nie zachodzi co prawda dla poszczególnych monet złotych, jakkolwiek ujawnia się w dalszym kursowaniu monet przez obieg zużytych. Wyłącznie monetą, czyli środkiem cyrkulacji, są sztuki złota właśnie dopóty, dopóki znajdują się rzeczywiście w obiegu. To jednak, co nie odnosi się do poszczególnej monety złotej, odnosi się do owej minimalnej masy złota, którą można zastąpić pieniądzem papierowym. Masa ta przebywa ciągle w sferze cyrkulacji, funkcjonuje ustawicznie jako środek cyrkulacji i dlatego istnieje wyłącznie jako organ tej funkcji. Toteż ruch jej przedstawia tylko ustawiczne przechodzenie jednego w drugi przeciwstawnych sobie procesów metamorfozy towaru T — P — T, w której towarowi przeciwstawia się jego postać wartościowa tylko po to, by natychmiast zniknąć. Samodzielne przedstawienie wartości wymiennej towaru jest tu tylko przelotnym momentem. Niezwłocznie zastępuje go inny towar. Dlatego też nawet czysto symboliczny byt pieniądza wystarcza w procesie, który wciąż przenosi go z rąk do rąk. Jego byt funkcjonalny wchłania niejako jego byt materialny. Jako przelotnie zobiektywizowane odbicie cen towarów, funkcjonuje on już tylko jako swój własny znak, dlatego może być zastąpiony przez znaki85. Trzeba tylko, aby znak pieniężny miał własny obiektywnie społeczny walor, a symbol papierowy otrzymuje go przez kurs przymusowy. Ten przymus państwowy działa tylko w sferze cyrkulacji wewnętrznej zakreślonej granicami danej społeczności, ale też tylko tu pieniądz roztapia się całkowicie w swej funkcji środka cyrkulacji, czyli monety, i dlatego jako pieniądz papierowy może otrzymać byt na pozór oderwany od swej substancji kruszcowej i czysto funkcjonalny.
CZYTAJ DALEJ "KAPITAŁ" MARKSA
 
Przypisy:
 
 
68 “Aby wejść w posiadanie tych pieniędzy, trzeba naprzód coś sprzedać" (tamże, str. 543).
69 Wyjątek stanowi tu, jak wyżej zaznaczono, producent złota (wzgl. srebra), który wymienia swój produkt nie sprzedawszy go przedtem.
70 “Jeżeli pieniądz w naszym ręku wyobraża rzeczy, które chcemy -kwpió, to wyobraża zarazem rzeczy, któreśmy za ten pieniądz sprzedali" (Mercier de la Riviere: “L'ordre naturel et essential des societes politiques", str. 686).
71 “Istnieją więc cztery punkty końcowe (termes) i trzej kontrahenci, z których jeden występuje dwa razy" (Le Trosne: “De l'Interet Social", str. 908).
72 Przypis do wyd. 2. — Jakkolwiek zjawisko to leży jak na dłoni, najczęściej bywa przeoczone przez ekonomistów, zwłaszcza przez wolnohandlowców typu vulgaris.
73 Porównaj moje uwagi o Jamesie Millu w “Zur Kritik itd.", str. 74—76. Dwa punkty są charakterystyczne dla metody apologetyki ekonomicznej. Po pierwsze — utożsamienie cyrkulacji towarów z bezpośrednią wymianą produktów — przez zwykłe abstrahowanie od ich różnic. Po drugie — próba zaprzeczenia przeciwieństwom kapitalistycznego procesu produkcji — przez sprowadzenie wzajemnego stosunku czynników tej produkcji do prostych zależności wynikających z cyrkulacji towarów. Ale produkcja towarów i cyrkulacja towarów są to zjawiska występujące w najrozmaitszych sposobach produkcji, jakkolwiek w różnym zakresie i stopniu. Nic więc jeszcze nie wiemy o differentia specifica tych sposobów produkcji, nie możemy więc o nich sądzić, dopóki znamy tylko wspólne im wszystkim abstrakcyjne kategorie cyrkulacji towarów. W żadnej nauce, prócz ekonomii politycznej, nie spotykamy takiego napuszonego obnoszenia się z najelementarniejszymi ogólnikami, J. B. Say np. bierze się do rozprawiania o kryzysach, wiedząc tylko tyle, że towar jest produktem.
74 Nawet jeżeli towar zostaje ponownie kilkakrotnie sprzedany — wypadek, który dotychczas dla nas jeszcze nie istnieje — to jednak wraz z ostatnią i ostateczną sprzedażą przechodzi ze sfery cyrkulacji do sfery konsumpcji, aby tam służyć bądź jako środek utrzymania, bądź jako środek produkcji.
75 “On (pieniądz) nie ma innego ruchu prócz tego, który mu nadają produkty" (Le Trosne: “De l'Interet Social", str. 886).
76 “Produkty te wprawiają go (pieniądz) w ruch i powodują jego obieg itd. Szybkość jego (tzn. pieniądza) ruchu zastępuje jego ilość. W razie potrzeby przemyka się on tylko z rąk do rąk, ani chwili nie pozostając w spoczynku" (Le Trosne, tamże, str 915, 916).
77 “Ponieważ pieniądz... jest zwykłą miarą przy kupnie i sprzedaży, każdy, kto ma coś do sprzedania, a nie znajduje nabywcy, sądzi zaraz, że to brak pieniędzy w kraju lub okręgu sprawia, iż jego towary nie znajdują zbytu; stąd powszechna skarga na <<brak pieniędzy>>; ale jest to wielki błąd ... Czegóż potrzeba ludziom, którzy wołają o pieniądze? ... Dzierżawca (farmer) skarży się... sądzi, że mógłby za swe produkty otrzymać dobrą cenę, gdyby w kraju było więcej pieniędzy. Zdawałoby się więc, że nie pieniędzy mu trzeba, tylko dobrej ceny na jego zboże i trzodę, które chciałby sprzedać, a których sprzedać nie może... Dlaczego nie może osiągnąć dobrej ceny? ... l) Albo jest za dużo zboża i bydła w kraju, toteż większość ludzi przychodzi na rynek (tak jak on sam), aby sprzedać, a mało takich, którzy chcą kupić, albo 2) zwykły zbyt przez wywóz za granicę uległ zahamowaniu ... albo 3) spożycie się zmniejszyło, jeżeli np. ludzie z powodu ubóstwa mniej wydają na utrzymanie domu niż dotychczas; a więc nie zwiększenie ilości pieniędzy mogłoby umożliwić farmerowi sprzedaż produktów, lecz usunięcie jednej z tych trzech przyczyn, które rzeczywiście wywierają ujemny wpływ na rynek... Kupiec i kramarz w tym samym tylko znaczeniu potrzebują pieniędzy, tzn. z powodu zastoju rynku... odczuwają brak zbytu na towary, którymi handlują... Narodowi nigdy nie powodzi się lepiej niż wtedy, gdy bogactwa szybko przechodzą z rąk do rąk" (Sir Dudley North: “Discourses upon Trade", Londyn 1691, str. 11-15). Wszystkie krętackie pomysły Herrenschwanda, sprowadzają się do tego, że sprzeczności wynikające z istoty towaru i dlatego ujawniające się w cyrkulacji towarów mogłyby być usunięte przez zwiększenie ilości środków cyrkulacji. Zresztą z tego, że popularnym złudzeniem jest, jakoby zastój w procesie produkcji i cyrkulacji był skutkiem braku środków cyrkulacji, nie wynika wcale, aby na odwrót, rzeczywisty brak środków cyrkulacji np. wskutek urzędowej fuszerki zwanej “regulation of currency" (regulowaniem środka cyrkulacji], nie mógł ze swej strony wywołać zastoju.
78 “Handel narodu wymaga pieniędzy w określonej ilości i proporcji; nadwyżka lub niedobór szkodziłyby handlowi. Tak samo jak w małym sklepiku potrzebna jest określona ilość miedziaków, aby można było wydawać resztę z monet srebrnych i uskuteczniać takie płatności, których nie można dokonywać najmniejszymi monetami srebrnymi... Podobnie więc jak ilość potrzebnych miedziaków zależy od liczby kupujących, częstości ich zakupów i przede wszystkim od wartości najmniejszej monety srebrnej, tak też ilość brzęczącej gotówki (monet złotych i srebrnych) potrzebna do prowadzenia naszego handlu zależy od częstości aktów wymiany i od wysokości płatności" (William Petty: “A Treatise on Taxes and Contributions", Londyn 1662, str. 17). M. in. A. Young bronił był teorii Hume'a przeciw J. Steuartowi w swojej “Political Arithmetic", Londyn 1774, gdzie znajduje się osobny rozdział: “Prices depend on quantity of money" [“Ceny zależą od ilości pieniędzy"], str. 122 i nast. W “Zur Kritik itd.", str. 149, piszę o tym: “Pomija on (A. Smith) milczeniem sprawę ilości cyrkulujących monet, traktując zupełnie błędnie pieniądz jako zwykły towar". To stosuje się tylko do tego ustępu, w którym A. Smith wykłada o pieniądzu ex officio. Natomiast, przy okazji, np. w krytyce dawniejszych systemów ekonomii politycznej, powiada słusznie: “Ilość pieniędzy wybijanych w każdym kraju jest regulowana przez wartość towarów, których obiegowi ma służyć... Wartość dóbr kupowanych i sprzedawanych w ciągu roku w kraju wymaga pewnej ilości pieniędzy, aby dobra puścić w cyrkulację i podzielić je między właściwych spożywców. Większa ilość nie znajdzie jednak zastosowania. Kanał cyrkulacji wciąga siłą rzeczy sumę, która wystarcza, aby go napełnić, ale więcej nie wchłania" (Adam Smith: “Wealth of Nations", ks. IV, rozdz. I [t. III, str. 87, 89]). W podobny sposób zaczyna A. Smith swe dzieło ex officio apoteozą podziału pracy. Później, w ostatniej księdze o źródłach dochodu państwa, powtarza mimochodem krytyczne wywody swego nauczyciela, A. Fergusona, o podziale pracy.
79 “Ceny rzeczy na pewno będą się podnosiły w miarę, jak wzrastać będzie w danym narodzie ilość złota i srebra u ludzi; gdy więc ilość złota i srebra w jakimś narodzie się zmniejsza, ceny wszystkich towarów spadają w tym samym stosunku" (Jacob Vanderlint: “Mbney answera all Things". Londyn 1734, str. 5). Po dokładnym porównaniu Vanderlinta z “Essays" Hume'a nie ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości, że Hume znał dziełko Vanderlinta, zresztą bardzo godne uwagi, i że z niego korzystał. Pogląd, że masa środków cyrkulacji określa ceny, spotyka się także u Barbona i u pisarzy o wiele jeszcze dawniejszych. “Nieskrępowany handel — mówi Vanderlint — nie może przynieść szkody, tylko bardzo wielki pożytek ... bo jeżeli masa gotówki narodu zostanie przezeń uszczuplona, czemu przecież mają przeszkodzić środki prohibicyjne, to narody, do których gotówka odpływa, na pewno się przekonają, że ceny wszystkich artykułów pójdą w górę w stopniu, w jakim wzrosła ilość gotówki. Natomiast... nasze wyroby przemysłowe i wszystkie inne towary niebawem tak znacznie stanieją, że bilans handlowy znów odwróci się na naszą korzyść i wskutek tego pieniądze przypłyną do nas z powrotem" (tamże, str. 44).
80 Rzecz oczywista, że cena każdego poszczególnego rodzaju towaru jest składnikiem sumy cen wszystkich cyrkulujących towarów. Jednakże jest zupełnie niezrozumiałe, w jaki to sposób wartości użytkowe, całkowicie z sobą nieporównywalne, mają być wymieniane en masse [w masie] na znajdującą się w danym kraju masę srebra i złota. Jeżeli przez jakąś sztukę magiczną sprowadzimy świat towarów do jednego łącznego towaru, przy czym każdy towar będzie tylko odpowiednią jego częścią, to otrzymamy taki piękny wzór rachunkowy; łączny towar = x centnarów złota, towar A := odpowiedniej części łącznego towaru = takiej samej odpowiedniej części x centnarów złota. Tak przedstawia rzecz z całą prostotą Montesqu5eu: “Jeżeli masę złota i srebra, znajdującą się na ziemi, przyrównamy do istniejącej masy towarów, to pewne jest, że każdy poszczególny wytwór lub towar może zostać przyrównany do pewnej części ogólnej masy pieniędzy. Przypuśćmy, że tylko jeden produkt lub towar istnieje na świecie lub że tylko jeden jest kupowany i że jest on tak samo podzielny jak pieniądz: wówczas pewna określona część tego towaru odpowiadałaby części masy pieniężnej; połowa ogółu towarów — połowie ogólnej masy pieniężnej etc... określenie cen towarów zależy w gruncie rzeczy zawsze od stosunku łącznej ilości towarów do łącznej ilości znaków pieniężnych" (Montesquieu: “Esprit des Lois", “Oeuvres". Tom III, str. 12, 13). O dalszym rozwoju tej teorii przez Ricarda, jego ucznia Jamesa Milla lorda Overstone'a itd. patrz w “Zur Kritik itd.", str. 140—146 oraz 160 i nast. Pan J. St. Mill potrafi za pomocą właściwej sobie eklektycznej logiki reprezentować jednocześnie pogląd swego ojca Jamesa Milla i pogląd wprost przeciwny. Gdy porównamy treść jego podręcznika: “Principles of Political Economy" z przedmową (do pierwszego wydania), w której sam ogłasza się współczesnym Adamem Smithem, nie wiadomo czyją naiwność więcej podziwiać, autora czy publiczności, która mu na słowo wierzy, że jest Adamem Smithem, choć ma się do niego tak, jak generał Williams Kars spod Karsu do księcia Wellingtona. Wyniki własnych badań J. St. Milla w dziedzinie ekonomii politycznej, zresztą ani rozległe, ani w treść bogate, zostały zebrane i zaprezentowane potomności w dziełku wydanym w r. 1844: “Some Unsettied Questions of Political Economy". Locke wyraźnie formułuje związek, jaki zachodzi między bezwartosciowosdą złota i srebra a określeniem ich wartości jedynie przez ich ilość. “Ponieważ ludzie zgodzili się, żeby nadać złotu i srebru wartość urojoną ... wartość wewnętrzna, jaką dostrzegamy w tych kruszcach, nie jest niczym innym jak tylko ich ilością" (“Some Considerations itd.", 1691, Works, wyd. 1777, tom II, str. 15).
81 Nie stawiam sobie oczywiście za zadanie wchodzić w takie szczegóły, jak sprawa opłaty menniczej itd. Jednakże wobec romantycznego pochlebcy Adama Mullera, który podziwia “wspaniałomyślną szczodrość", z jaką “rząd angielski darmo wybija monetę", przytoczę następujący sąd Sir Dudley Northa: “Srebro i złoto, podobnie jak inne towary, mają swe przypływy i odpływy. Kiedy duża ich ilość zostaje przywieziona z Hiszpanii... zanosi się je do Toweru i bije się z nich monety. Rychło potem powstaje zapotrzebowanie na sztaby na wywóz. Jeżeli wówczas nie ma sztab, bo akurat z wszystkich wybito monety, cóż wtedy? Trzeba monety znów przetapiać: właściciel nic na tym nie traci, bo wybijanie nic go nie kosztuje. Ale naród poniósł stratę, gdyż musiał płacić za plecenie ze słomy powrósła, które potem dano osłu do zjedzenia. Gdyby kupiec (North sam był jednym z największych kupców za czasów Karola II) musiał płacić za bicie monety, nie posyłałby swego srebra bez poważnego powodu do Toweru i moneta mogłaby zawsze mieć wyższą wartość niż srebro w sztabach" (North: “Discourses itd.", Londyn 1691, str. 18).
82 “Jeżeli ilość monet srebrnych nigdy nie przewyższa sumy potrzebnej na drobne płatności, to nie można nigdy ich gromadzić w ilości wystarczającej do płatności większych... Używanie złota przy wielkich płatnościach silą rzeczy prowadzi do używania go też w handlu detalicznym. Posiadacze monet złotych płacą nimi nawet przy drobniejszych zakupach i otrzymują wraz z kupionym towarem resztę w srebrze; w ten sposób nadwyżka srebra, która inaczej obarczałaby detalistę, znów odeń odpływa i wraca do ogólnej cyrkulacji. Jeżeli jednak w obiegu jest tyle srebra, że można dokonywać drobnych płatności bez pomocy złota, detalista będzie za drobne sprzedaże otrzymywał srebro i będzie je z konieczności nagromadzał w swych rękach" (David Buchanan: “Inquiry into the Taxation and Conunercial Policy of Great Britain". Edynburg 1844, str. 248, 249).
83 Mandaryn finansów Wan-mao-in ośmielił się przedstawić Synowi Nieba projekt, którego ukrytym celem była konwersja chińskich asygnat państwowych na wymienialne banknoty. Komitet asygnacyjny w raporcie z kwietnia 1864 r. zmył mu porządnie głowę. Wieść o tym nie głosi, czy otrzymał on również odpowiednią porcję bambusów. “Komitet — tak kończy się raport — rozważył pilnie jego projekt i znajduje, że wszystko wychodzi w nim na korzyść kupców, a nic nie jest korzystne dla Korony" (“Arbeiten der Kaiserlich Bussischen Gesandtschaft zu Peking iiber China. Aus dem Russischen von Dr K. Abel und F. A. Mecklenburg", Berlin 1868. Tom I, str. 47 i nast.). Oto, co mówi o stałej utracie kruszcu przez monety złote jeden z “gubernatorów" Banku Angielskiego przesłuchany jako świadek przez “House of Lorda' Committee" (w sprawie ustawy o bankach): “Co roku nowa kategoria suwerenów (nie w sensie politycznym, suweren jest tu nazwą funta szterlingów) staje się za lekka. Kategoria, która jeszcze zeszłego roku wykazywała dostateczną wagę, ściera Się o tyle, że przy następnej próbie przeciwna szala wagi idzie w dół" (House of Lords' Committee 1848, nr 429).
84 Przypis do wyd. 2. — Najlepsi nawet badacze spraw pieniężnych gmatwają rozmaite funkcje pieniądza, czego przykładem jest następujący ustęp z dzieła Fullartona; “O ile idzie o nasze wewnętrzne obroty, wszystkie funkcje pieniądza spełniane na ogół przez monety złote lub srebrne mogłyby być równie skutecznie pełnione przez cyrkulację not niewymienialnych, nie mających innej wartości, prócz tej sztucznej i umownej, jaką nadała im ustawa. Jest to fakt w moim przekonaniu bezsporny: taka wartość mogłaby czynić zadość wszystkim celom wartości wewnętrznej, a nawet uczynić zbędną konieczność istnienia miernika wartości, gdyby tylko ilość wydanych not była utrzymana w odpowiednich granicach" (Fullarton: “Regulation of Currencies", 2 wydanie, Londyn 1845, str. 21). A więc dlatego, że towar-pieniądz może być zastąpiony w cyrkulacji przez zwykłe znaki wartości, miałby być zbędny jako miara wartości i skala cen!
85 Z tego, że złoto i srebro jako monety — czyli sprowadzone do wyłącznej funkcji środka cyrkulacji, stają się swymi własnymi znakami, Nicolas Barbon wnosi, że rządy mają prawo “to raise money" [podnosić wartość pieniądza], tzn. nadać np. pewnej ilości srebra zwanej groszem nazwę większej ilości srebra, jak talar, i w ten sposób płacić wierzycielom grosze zamiast talarów. “Pieniądz zużywa się i staje się lżejszy, gdy przechodzi przez wiele rąk... W handlu ludzie zwracają uwagę na nazwy i kurs, a nie na zawartość srebra... Dzięki powadze rządu kruszec staje się pieniądzem" (N. Barbon: “A Discourse concerning coining itd.", str. 29, 30, 25).

Społeczność

Lenin 005