Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 29 gości.

"Przyjaciele ludu" przeciw związkowcom - niczym rasowe psy łańcuchowe kapitału

Jerzy Markowski

1 października Ewa Kopacz jako nowy szef rządu wygłosić ma swoje exposé. Tego samego dnia w Warszawie odbędą się zapowiedziane wcześniej protesty górników na stosunkowo dużą skalę. W wywiadzie dla Gazety Wyborczej Stanisław Kłys - wiceprzewodniczący górniczej "Solidarności" - ogłosił, że pojadą tam nie tylko górnicy, lecz także wszyscy związani z branżą. Jak sama stwierdziła redakcja GW, oznacza to, że przed Sejmem może się pojawić armia związkowców ze wszystkich spółek węglowych.

Ze skrupulatnie wyliczonych danych GW wynika, że w Kopalni Węglowej - będącej największą spółka wydobywczą w Unii Europejskiej - działa aż 26 zwiazków zawodowych. W 14 kopalniach istnieje zatem 143 komisji zakładowych, zaś 140 działaczy oddelegowanych zostało do pracy zwiazkowej. Z kolei Jastrzębskiej Spółce węglowej dane te wynoszą kolejno 47 komisji zakładowych oraz 101 oddelegowanych działaczy, a ponadto 40 komisji zakłądowych i 40 oddelegowanych działaczy działajacych w łacznie 22 zwiazkach zawodowych w Katowickim Holdingu Węglowym.

Biorąc pod uwagę, że w trzech największych w kraju firmach górniczych pracuje ponad 85 tysięcy osób - a większość z nich należeć ma do jednego lub nawet kilku aktywnych tam zwiazków zawodowych - łatwo można zauważyć, że górnictwo jest jedną z najbardziej uzwiązkowionych branży w całym kraju.

Jak odnoszą się do tego redaktorzy Gazety Wyborczej? Naturalnie wyliczają "wysokie koszty utrzymania zwiazkowców" oraz podkreślaja ich rzekomą pasożytniczość wobec firm, które reprezentują. Nie powinno to nikogo dziwić, bowiem nie jest tajemnicą, że gazeta ta reprezentuje i wspiera generalnie neoliberałów - nawet mimo tego, że redaktor naczelny Gazety Wyborczej, Adam Michnik, wybiłsie publicznie przede wszystkim dzięki działalności związkowej w latach 80 w ramach wspomnianej wyżej "Solidarności".

Podano także wypowiedzi Jerzego Markowskiego - byłego wiceministra gospodarki oraz senatora (sprawujacego te funkcje w czasie rządów SLD, zatem w najabrdziej liberalnym okresie istnienia tej partii), ale także dawnego działacza PZPR i byłego dyrektora KWK, ktorym został, o ironio, takze po pracy jako szeregowy pracownik górniczy. Ów "przyjaciel ludu" tak duże uzwiazkowienie nazywa patologią, z którą nikt nie ma odwagi nic zrobić.. Twierdzi także, że komisje zakładowe mnożą się jak króliki, bo dzięki temu więcej działaczy nie pracuje i jednocześnie wzrasta liczba związkowców, których pracodawca nie może zwolnić.

Jak widać człowiekowi nietrudno oderwać się od przeszłości - nawet dawny aktywista zwiazkowy czy członek lewicowej partii mogą stać sie psami łańcuchowymi kapitału. Ostatecznie - jak uczy dialektyka - materia znajduje się w wiecznym ruchu, więc otaczajaca nas rzeczywistosć także sie zmienia. Nie każdy jednak chce zmieniać się razem z tą rzeczywistością - niektórzy, mimo lewicowego dryfu ich macierzystej partii, z tęsknotą patrzą na czasy, gdy służalczość wobec wielkiego kapitału o zgrozo była synonimem lewicowości.

Społeczność

Niech żyje rewolucjca socjalisyczna