Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 6 gości.

Lew Trocki: Pacyfizm w słuzbie imperializmu

lew-trocki.jpg

Źródło: Marxist Internet Archive

*******************************************

Nigdy jeszcze nie było na świecie tylu pacyfistów co teraz, kiedy ludzie zabijają się nawzajem na wszystkich szerokich drogach naszej planety. Każda epoka ma nie tylko własną technikę i własne formy polityczne, ale i własny styl obłudy. Kiedyś narody mordowały się wzajemnie na chwałę chrześcijańskiej nauki o miłości bliźniego. Teraz Chrystusa cytują tylko zacofane rządy. Przodujące narody podrzynają sobie nawzajem gardła pod sztandarem pacyfizmu. Wilson w imię Ligi Narodów i trwałego pokoju wciągnął Stany Zjednoczone do wojny. Kiereński i Cereteli wzywają do ofensywy - w imię "jak najszybszego zawarcia pokoju". Obecnej epoce brakuje tylko własnego Iuvenalisa(2), satyryka pełnego oburzenia. Chociaż trzeba powiedzieć, że najpotężniejsze satyryczne środki wyrazu są ryzykowne: one mogą okazać się bezsilne i blade w obliczu triumfującej podłości i pełzającej głupoty - dwóch żywiołów, spuszczonych ze smyczy przez wojnę.

Pacyfizm ma takie same korzenie historyczne, jak i demokracja. Burżuazja dokonała ogromnej historycznej próby racjonalizacji ludzkich stosunków, to jest zbudowania krytycznego rozumu na miejsce ślepej i tępej tradycji. Cechowe ograniczenia przemysłu, przywileje stanowe, wszechwładza monarchów - wszystko to było tradycyjnym dziedzictwem średniowiecza. Demokracja burżuazyjna wymagała równości wobec prawa, wolności konkurencji i parlamentarnych metod kierowania sprawami społecznymi. Istotnie przeniosła swoje kryterium racjonalistyczne i na stosunki międzynarodowe. Tu napotkała wojnę jako taką metodę rozwiązywania problemów, która jest całkowitym zaprzeczeniem "rozumu". Zaczęła udowadniać narodom - językiem poezji, filozofii moralnej i buchalterii - że będzie im lepiej, gdy ustanowi się normy wiecznego pokoju. Takie są logiczne korzenie burżuazyjnego pacyfizmu.

Już od urodzenia cierpiał on na wrodzoną wadę charakterystyczną dla demokracji burżuazyjnej: ostrze jego krytyki ślizga się po powierzchni zjawisk politycznych, nie śmiejąc wnikać w ich bazę ekonomiczną. Z ideą wiecznego pokoju na podstawie "rozumnego" porozumienia kapitalistyczna rzeczywistość postąpiła jeszcze bardziej bezlitośnie niż z ideami wolności, równości i braterstwa. Właśnie kapitalizm, który zracjonalizował (to znaczy przepoił rozumem) technikę, nie zracjonalizowawszy społecznej organizacji gospodarki, wytworzył taki oręż wzajemnego wyniszczenia, o którym "barbarzyńskie" średniowiecze nie śmiało nawet marzyć.

Stałe zaostrzanie się stosunków międzynarodowych i nieustanny wzrost militaryzmu dosłownie wyrywały obiektywny grunt spod nóg pacyfizmu. Ale z drugiej strony te same warunki na naszych oczach powołały go do nowego życia, które różni się od poprzedniego jak krwawopurpurowy zachód od różowego wschodu.

Poprzedzające obecną wojnę dziesięciolecia były epoką tak zwanego zbrojnego pokoju. Co prawda przez cały ten czas prowadzono nieprzerwane ofensywy i trwały wojny, ale w koloniach. Wojny te, rozgrywające się na terytoriach zacofanych i słabych narodów, doprowadziły do rozbioru Afryki, Polinezji i Azji i przygotowały obecną wojnę światową. Ale ponieważ w samej Europie nie było wojen od 1871 r., nie licząc całego szeregu ostrych konfliktów, to opinia publiczna drobnomieszczańskiej ulicy systematycznie przywykała widzieć w rosnącej armii gwarancję pokoju, który w końcu zostanie uwieńczony instytucjami prawnomiędzynarodowymi. Rządy kapitalistyczne i królowie armat rozumie się nie mieli nic przeciw takiej "pacyfistycznej" ocenie militaryzmu. A konflikty światowe tymczasem gromadziły się, przygotowując obecny wybuch.

Teoretycznie i politycznie pacyfizm stoi na tych samych podstawach co i teoria o harmonii interesów społecznych. Antagonizmy między narodami kapitalistycznymi mają te same korzenie ekonomiczne, co i antagonizm między klasami. I jeśli założyć możliwość stopniowego stępiania sprzeczności klasowych, to stad już tylko krok do stopniowego łagodzenia i regulowania stosunków międzynarodowych.

Gniazdem ideologii demokratycznej ze wszystkimi jej tradycjami i iluzjami było drobnomieszczaństwo. W ciągu drugiej połowy XIX stulecia zdążyło ono wewnętrznie się wyrodzić, ale całkiem nie zeszło ze sceny. Podczas gdy rozwój kapitalistycznej techniki bezpowrotnie podkopał jego rolę ekonomiczną, powszechne prawo wyborcze i powszechny obowiązek obrony nadały mu, dzięki jego liczebności, pozór znaczenia politycznego. Wielki kapitał, chociaż nie starł go z powierzchni ziemi, podporządkował je sobie za pomocą systemu kredytowego. Trzeba było tylko jeszcze, żeby przedstawiciele polityczni wielkiego kapitału podporządkowali je sobie na arenie parlamentarnej, otworzywszy fikcyjny kredyt dla jego zużytych teorii i przesądów. Taka jest przyczyna, dla której w ciągu ostatniego dziesięciolecia przed wojną obserwowaliśmy, wraz z potężnym napięciem polityki reakcyjno-imperialistycznej, fałszywy rozkwit demokracji burżuazyjnej z jej reformizmem i pacyfizmem. Kapitał podporządkowuje swym imperialistycznym celom drobnomieszczaństwo za pomocą jego własnych przesądów.

Może w najbardziej jaskrawej postaci ten dialektyczny proces obserwowano we Francji. Jest to kraj kapitału przeważnie finansowego, który opiera się na najbardziej konserwatywnej w świecie i jeszcze bardzo licznej drobnej burżuazji wsi i miasta. Wskutek pożyczek zagranicznych, kolonii oraz sojuszu z Rosją i Anglią(3) góra finansowa III Republiki(4) została wciągnięta we wszystkie interesy i starcia polityki światowej. Tymczasem francuski drobnomieszczanin jest prowincjonalny do szpiku kości. Zawsze odczuwał instynktowny wstręt do geografii i całe życie najbardziej bał się wojny - już choćby dlatego, że miał przeważnie jednego syna, który powinien odziedziczyć po nim jego interes razem z jego meblami. Ten drobnomieszczanin wybierał do parlamentu radykała, który obiecywał mu zachować pokój - z jednej strony przy pomocy "Ligi Narodów" i obowiązkowego sądu rozjemczego, z drugiej strony przy pomocy rosyjskich kozaków, którzy mieli trzymać w ryzach niemieckiego kajzera. Prowincjonalny adwokat, który zostawał radykalnym deputowanym, przyjeżdżał do Paryża nie tylko z najlepszymi pacyfistycznymi zamiarami, ale i bez zielonego pojęcia o tym, gdzie jest Zatoka Perska i komu do czego jest potrzebna kolej bagdadzka. Większość parlamentarna, to jest gromada takich radykalno-"pacyfistycznych" deputowanych, wyłaniała ze swego środowiska radykalnego ministra, któremu natychmiast pętały ręce i nogi wszystkie wcześniej zaciągnięte zobowiązania dyplomatyczne i wojskowe oraz interesy finansowe giełdy francuskiej w Rosji, Afryce i Azji. Nie przestając wydawać z siebie pacyfistycznych frazesów, ministerstwa i parlament nadal automatycznie prowadziły politykę światową, która wciągnęła Francję do wojny.

Angielski czy amerykański pacyfizm, przy całej odrębności warunków społecznych i form ideologii (czy przy jej braku, jak w Ameryce), wykonuje w istocie to samo zadanie: rozwiewa obawy drobnej i średniej burżuazji przed światowymi wstrząsami, w których może ona jedynie stracić ostatnie resztki swej samodzielności; usypia jej świadomość bezcielesnymi i bezpłodnymi ideami rozbrojenia, prawa międzynarodowego, trybunału światowego - żeby następnie w decydującej chwili wydać ją na łup imperialistycznemu kapitałowi, który obecnie zmobilizował wszystko dla swoich celów: technikę, Kościół, sztukę, mieszczański pacyfizm i patriotyczny "socjalizm".

"Zawsze byliśmy przeciw wojnie, nasi deputowani, nasi ministrowie byli przeciw wojnie - mówi francuski obywatel - a więc wojna została nam narzucona i w imię urzeczywistnienia naszych pacyfistycznych ideałów powinniśmy doprowadzić ją do końca.". I przewodniczący francuskich pacyfistów, baron d'Estrounelle de Constant, wzmacnia tę pacyfistyczną filozofię imperialistycznej wojny uroczystym: "Do końca".

Angielskiej giełdzie do prowadzenia wojny potrzebni byli w pierwszym rzędzie pacyfiści, jak liberał Asquit i radykalny demagog Lloyd George. "Jeśli ci ludzie prowadzą wojnę - mówią sobie angielskie masy ludowe - to z tego wynika, że racja jest po naszej stronie". W ten sposób i dla pacyfizmu przeznaczone jest określone miejsce w ekonomii wojny, obok gazów trujących i rozdętych długów państwowych.

Jeszcze jaskrawiej rola drobnomieszczańskiego pacyfizmu jako sługi imperializmu uwidoczniła się w Stanach Zjednoczonych. Już przed wojną Stany Zjednoczone, dzięki potężnemu rozwojowi przemysłu i handlu zagranicznego, systematycznie wyrywały się do przodu w światowych interesach i światowej polityce. Wojna europejska nadała temu imperialistycznemu rozwojowi gorączkowe tempo. Podczas gdy wielu pobożnych ludzi, nawet Kautsky(5), miało nadzieję, że okropności rzezi europejskiej zasugerują amerykańskiej burżuazji wstręt do militaryzmu, rzeczywisty wpływ wydarzeń europejskich na politykę amerykańską szedł nie szlakiem psychologicznym, lecz materialnym, i doprowadził do wprost przeciwnych rezultatów. Eksport Stanów Zjednoczonych, który w 1913 r. osiągał 2 miliardy 466 milionów dolarów, w 1916 r. podniósł się do naprawdę niewiarygodnego poziomu 5 miliardów 481 milionów!(6) Lwią część tej produkcji eksportowej dostarcza, rozumie się, przemysł zbrojeniowy. Nagłe wstrzymanie, po wypowiedzeniu nieograniczonej wojny podwodnej, eksportu do krajów alianckich, które w 1915 r. importowały towary amerykańskie na kwotę nie mniejszą niż 3,5 miliarda dolarów(7), oznaczało nie tylko wstrzymanie dopływu strasznych dochodów, lecz groziło niebywałym kryzysem całego przemysłu amerykańskiego, przestawionego na stopę wojenną. Dlatego nastąpił apel kapitału do państwa: "Sprzyjaliście - pod sztandarem neutralności i pacyfizmu - rozwojowi przemysłu zbrojeniowego, to teraz musicie zapewnić mu zbyt". Jeśli państwo nie może obiecać niezwłocznego przywrócenia "wolności mórz" (to jest wolności tuczenia się europejską krwią), to może stworzyć dla zdychającego przemysłu zbrojeniowego nowy zbyt - w samej Ameryce. Obsługa rzezi europejskiej doprowadziła w ten sposób do konieczności natychmiastowej, katastrofalnej militaryzacji Stanów Zjednoczonych.

To działanie nie mogło nie napotkać sprzeciwu ze strony szerokich mas ludowych. Dlatego w pierwszym kwartale bieżącego roku centralnym zadaniem polityki wewnętrznej Stanów Zjednoczonych było przezwyciężenie ich nie ukształtowanego niezadowolenia i skierowanie go w koryto patriotycznego współdziałania z państwem. I właśnie na tym polega ironia losu, że oficjalny pacyfizm Wilsona, jak i "opozycyjny" pacyfizm Briana(8) były najważniejszymi środkami do rozwiązania tego zadania: przyuczenia mas do militaryzmu.

Brian pospieszył dać bardzo szumnie wyraz rzeczywistemu wstrętowi farmerów i w ogóle drobnej burżuazji wobec polityki światowej, soldateski i podwyższania podatków. Ale równocześnie, śląc całe wagony petycji do swego pacyfistycznego kolegi stojącego na czele państwa, Brian najbardziej troszczył się o to, żeby zawczasu stępić rewolucyjne ostrze tego ruchu. Na przykład do uczestników antywojennego wiecu w Chicago w lutym br. Brian depeszował: "Jeśli dojdzie do wojny, to my wszyscy, rozumie się samo przez się, poprzemy rząd; ale do tego czasu naszym najświętszym obowiązkiem jest uczynić wszystko, co w naszej mocy, dla uchronienia ludu przed okropnościami wojny". W tych krótkich słowach jest cały program drobnomieszczańskiego pacyfizmu: "uczynić wszystko, co w naszej mocy, przeciwko wojnie" - to znaczy znaleźć wentyl dla oburzenia ludu w postaci nieszkodliwych manifestacji, dawszy wcześniej rządowi gwarancję, że w razie wojny nie napotka on żadnych przeszkód ze strony opozycji pacyfistycznej.

Nic innego nie jest potrzebne i oficjalnemu pacyfizmowi, który w osobie Wilsona zdążył dać militarystycznemu kapitałowi dostateczne dowody swej imperialistycznej "gotowości bojowej". Na podstawie oświadczenia samego Briana, żeby poradzić sobie z jego szumnym sprzeciwem wobec wojny, p. Wilson musiał zrobić tylko jedno: wypowiedzieć tę wojnę. Kiedy pan Wilson to zrobił, Brian całkowicie przeszedł do obozu rządowego. A drobnomieszczaństwo, i nie tylko ono jedno, ale i szerokie masy robotnicze, mówią sobie: "Skoro nasz rząd, z takim ogólnie szanowanym pacyfistą jak Wilson na czele, wypowiedział wojnę, i nawet sam Brian poparł rząd w tym względzie, to widocznie to jest nieuchronna i uczciwa wojna..." Stąd staje się zrozumiałe, dlaczego faryzejsko-kwakrowski pacyfizm państwowych demagogów tak wysoko jest notowany na giełdzie finansowej i wojskowo-przemysłowej.

Nasz, mieńszewicko-eserowski pacyfizm, przy całej zewnętrznej odmienności warunków i form, odgrywa w istocie zupełnie taką samą rolę. Przyjęta większością głosów Ogólnorosyjskiego Zjazdu Rad rezolucja o wojnie wypływa nie tylko z ogólnego pacyfistycznego potępienia wojny, ale i ze scharakteryzowania jej jako imperialistycznej. Walkę o jak najszybsze zakończenie wojny Zjazd ogłasza "najważniejszym kolejnym zadaniem rewolucyjnej demokracji". Ale wszystkie te przesłanki mobilizują się tylko po to, żeby dojść do wniosku: "Dopóki wojnie nie położono kresu międzynarodowym wysiłkiem demokracji, rosyjska rewolucyjna demokracja ma obowiązek wszystkimi siłami współdziałać w umacnianiu potęgi bojowej naszej armii i jej zdolności do działań obronnych i zaczepnych..."

Rewizję starych umów międzynarodowych Zjazd, w ślad za Rządem Tymczasowym, uzależnia od dobrowolnej zgody alianckiej dyplomacji, która w rzeczy samej nie może zmienić imperialistycznego charakteru wojny. Zjazd, na propozycję swoich przywódców, uzależnił "międzynarodowy wysiłek demokracji" od woli socjal-patriotów, najściślejszą więzią związanych ze swoimi rządami imperialistycznymi. Dobrowolnie zamykając się w tym zaczarowanym kręgu, o ile chodzi o "jak najszybsze zakończenie wojny", większość Zjazdu w dziedzinie praktycznej polityki dochodzi do bardzo określonych wniosków: tylko ofensywa na froncie. Ten "pacyfizm", który opłaca i dyscyplinuje drobnomieszczańską demokrację i doprowadza ją do poparcia ofensywy, zapewne spotka się oczywiście z najżyczliwszym stosunkiem nie tylko ze strony imperialistów rosyjskich, ale i alianckich.

Milukow mówi: "Ofensywa jest konieczna, w imię wierności sojuszniczej i starych (czytaj: grabieżczych) umów". Kiereński i Cereteli mówią: "Stare, grabieżcze umowy jeszcze nie zostały zrewidowane, konieczna jest ofensywa". Argumenty są różne, ale polityka jedna. I nie może być inaczej, ponieważ Kiereński i Cereteli są nierozerwalnie związani w rządzie z partią Milukowa. Faktycznie w konsekwencji socjal-pacyfizm Dana, tak jak kwakrowski pacyfizm Briana, jest na służbie imperializmu.

W tej sytuacji główna troska rosyjskiej dyplomacji nie polega na tym, żeby zmusić dyplomację aliancką do rezygnacji z czegoś i zrewidowania czegoś, lecz na tym, żeby zmusić ją do uwierzenia, że rewolucja rosyjska jest zupełnie pewna i... wypłacalna. Rosyjski ambasador Bachmietjew w swoim przemówieniu przed Kongresem Stanów Zjednoczonych, wygłoszonym 10 czerwca, właśnie pod tym kątem widzenia charakteryzował działalność Rządu Tymczasowego: "Wszystkie te okoliczności - mówił ambasador - wskazują na to, że władza i znaczenie Rządu Tymczasowego rosną z każdym dniem, że staje się on coraz bardziej zdolny do przeciwdziałania tym wnoszącym zamęt elementom, które wypływają albo z usiłowań reakcji, albo z agitacji skrajnej lewicy. Obecnie Rząd Tymczasowy postanowił podjąć najbardziej stanowcze kroki w tym kierunku, w razie potrzeby z użyciem siły włącznie, chociaż stale dąży do pokojowego rozstrzygania sporów".

Można nie wątpić w to, że "honor narodowy" naszych obrońców ojczyzny jest zupełnie spokojny, gdy ambasador "rewolucyjnej demokracji" gorliwie udowadnia parlamentowi amerykańskiej plutokracji gotowość rządu rosyjskiego do przelania krwi rosyjskiego proletariatu w imię "porządku", którego główną częścią składową jest wierność alianckim kapitalistom.

I w tej samej godzinie, kiedy Bachmietjew stał z cylindrem w ręku i z poniżającą przemową na ustach przed hyclami z amerykańskiej giełdy, Cereteli i Kiereński tłumaczyli "rewolucyjnej demokracji" niezbędność użycia siły zbrojnej przeciw "anarchii z lewa" i grozili, że rozbroją piotrogrodzkich robotników i popierające ich pułki. Widzimy, że te groźby padły w samą porę: były najlepszą gwarancją wypłacalności rosyjskich dłużników nowojorskiej giełdy. "Słyszy pan? - może powiedzieć p. Bachmietjew do p. Wilsona - Nasz rewolucyjny pacyfizm niczym się nie różni od waszego giełdowego, i jeśli wierzy pan Brianowi, to nie ma pan podstaw, by nie uwierzyć Ceretelemu".

Teraz trzeba tylko postawić pytanie: Ile mianowicie trzeba poświęcić rosyjskiego mięsa armatniego i rosyjskiej krwi, na froncie zewnętrznym i wewnętrznym, żeby zagwarantować rosyjski dług, który z kolei ma gwarantować naszą dalszą wierność wobec aliantów?

_______________________________________________________

Przypisy:

(1) Pierwsza część niniejszego artykułu została opublikowana po raz pierwszy w języku angielskim w Ameryce na początku 1917 r.

(2) Iuvenalis - znakomity satyryk starożytnego Rzymu. Urodził się w Aquinum, w południowo-wschodniej części regionu Lacjum, w pierwszych latach panowania Nerona, prawdopodobnie w 55 lub 56 r. n. e. Swoje satyry Iuvenalis zaczął pisać i publikować dopiero za cesarza Trajana, po 100 r. n. e. Pozostało po nim 16 satyr w 5 tomach. Jak pisze Ołsufjew, "w satyrach Iuvenalisa, tego realisty świata starożytnego, jak na fotografii odwzorowało się całe otaczające go życie Rzymu, przedstawione przez niego w całym szeregu wykończonych do najdrobniejszych detali obrazów z życia codziennego, jakby portretów z natury, psychologicznie subtelnie dopracowanych szkiców poszczególnych typów i charakterów, realistycznie wiernych fotografii całego otaczającego go środowiska, od dworu cesarza do lepianki na przedmieściach, od toalety znamienitej matrony do komory w burdelu, od zbytkownego przedpokoju u wziętego adwokata do zadymionej izdebki biednego nauczyciela gramatyki, Iuvenalis zebrał całą tę różnorodność dzięki swemu talentowi w jedną artystyczną całość, w którym jak w zwierciadle odbija się cały starożytny świat, tak jak go poeta widział".

(3) Sojusz Francji, Anglii i Rosji ostatecznie uformował się wraz z traktatem angielsko-rosyjskim z 1907 r. , który rozwiązywał najostrzejsze sporne problemy między Anglią a Rosją na Środkowym Wschodzie. Co się tyczy stosunków angielsko-francuskich i francusko-rosyjskich, to już na długo przedtem miały one "przyjazny" charakter. Dawna konkurencja Anglii z Francją ustąpiła miejsca zagrożeniu dla Anglii ze strony nowego potężnego konkurenta - Niemiec. Ten wspólny wróg połączył Francję i Anglię. A Francja i Rosja zawarły między sobą sojusz już w latach dziewięćdziesiątych XIX w., po zaostrzeniu się konkurencji ekonomicznej obszarników pruskich z rosyjskimi, która położyła kres proniemieckiej orientacji carskiego rządu w dziedzinie polityki zagranicznej.

(4) Historia III Republiki zaczyna się od momentu ustanowienia rządu burżuazyjnego na gruzach Komuny Paryskiej. Dwie poprzednie republiki we Francji istniały w czasie wielkiej rewolucji burżuazyjnej na przełomie XVIII i XIX w. oraz po rewolucji 1848 r.

(5) Kautsky, największy teoretyk II Międzynarodówki, najwybitniejszy uczeń Engelsa, zaczął działalność w niemieckiej socjaldemokracji w latach osiemdziesiątych XIX w., redagując jej organ teoretyczny "Neue Zeit" ("Nowy Czas"). W następnym dziesięcioleciu opublikował szereg znakomitych prac marksistowskich ("Program erfurcki", "Problem agrarny" itd.), dzięki którym zaczęto go uważać za pierwszorzędnego marksistowskiego teoretyka. Ogólnie zaczęto go uważać za przywódcę szkoły marksistowskiej po tym, gdy (w ślad za Parvusem, Luksemburg i Plechanowem) wystąpił z krytyką rewizjonizmu Bernsteina. W tych latach i później uważano go też za twórcę rewolucyjnej taktyki socjaldemokratycznej. Niejednokrotnie występował przeciw oportunistom południowoniemieckim, a zwłaszcza związkowym, przeciw Jauresowi i innym. Apogeum działalności rewolucyjnej Kautskiego były lata 1905-1907. W tym okresie nie tylko powitał z radością rosyjską rewolucję, ale i bronił wartości jej metod dla całego europejskiego ruchu robotniczego. W tych latach był nawet bardziej rewolucyjny od Bebla. Ten okres działalności Kautskiego kończy jego praca "Droga do władzy" z 1909 r. Gdy tylko konieczne stało się skonkretyzowanie "drogi do władzy", znalezienie praktycznej drogi walki z imperializmem po porażce rewolucji rosyjskiej, to Kautsky zerwał ze swymi wnioskami teoretycznymi i został rzecznikiem "biernego radykalizmu", taktyki wyczekiwania i "zamorzenia przeciwnika", i poświęcił wszystkie siły dyskredytacji metod walki rewolucji rosyjskiej. Jego polemiki z lat 1910-1913 z Luksemburg, Pannekoekiem, Lenczem i in. udowodniły, że jest on już na wpół stracony dla rewolucyjnego ruchu robotniczego. Wojna ostatecznie zabiła w Kautskym rewolucjonistę. Przez całe lata głosił niemądre teorie o Międzynarodówce jako instrumencie wojny, a nie pokoju, powtarzał burżuazyjne miałkie idee o "Mitteleuropie" (Europie Środkowej pod niemiecką hegemonią), zastępował podstawy marksistowskiej ekonomii politycznej między kapitałem finansowym a przemysłowym. L. D. Trocki w książce "Terroryzm a komunizm" najlapidarniej scharakteryzował płody jego pisarstwa z tych lat: "Ja i moja gmatwanina". Rewolucję Październikową powitał Kautsky z nie skrywaną dezaprobatą, a w czasie walki z kontr-rewolucją potępiał Republikę Rad za rozpętanie wojny domowej. W te trudne lata Kautsky nie wstydził się pisać oszczerczych paszkwili przeciw Rosji Radzieckiej. Ostatecznego odejścia od marksizmu dokonał Kautsky w ostatniej dużej pracy "Rewolucja proletariacka i jej program", w której udowadniał, że między kapitalizmem a komunizmem nie występuje epoka dyktatury proletariatu, jak głosił Marks, lecz epoka koalicji burżuazji z proletariatem. Samodzielnej roli politycznej Kautsky już nie odegrał.

(6) Patrz: "Monthly summary of origin commerce of the U.S. (December 1916)".

(7) W tym samym czasie wartość eksportu do Niemiec i Austro-Węgier wyniosła mniej niż 1,5 mln dolarów. Liczby te mówią same za siebie i wyjaśniają, dlaczego Stany Zjednoczone sympatyzowały z aliantami, a nie z Niemcami i Austro-Węgrami.

(8) Brian - jeden ze znanych "lewicowych" przywódców Partii Demokratycznej w Stanach Zjednoczonych Ameryki. W osobie Briana mamy do czynienia z typowym przedstawicielem amerykańskiego pacyfizmu, który w istocie jedynie osłania imperialistyczną politykę amerykańskiej giełdy. Dzięki nasilającej się pacyfistycznej agitacji Briana udało się Partii Demokratycznej, która jest jedną z dwóch politycznych agentur wielkiego kapitału, bezboleśnie poprowadzić za sobą szerokie warstwy drobnomieszczaństwa i części robotników - ku włączeniu się do wojny europejskiej.

Społeczność

Pokój i ziemia