Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 28 gości.

Tony Greenstein: Dlaczego prawica zwyciężyła?

Benjamin Netanjahu

W czasie kiedy wszyscy burżuazyjni eksperci i ich tuby propagandowe świętowały spodziewane zwycięstwo Izraelskiej Partii Pracy (Unii Syjonistycznej), ja napisałem: Izraelska Partia Pracy wygrywająca z Hatnuah (partią liberalną Tsipi Livni) ma duże nadzieje na sformowanie nowego rządu. Okazało się to nietrafionym przewidywaniem.
 
Nie mam kryształowej kuli, ale posiadam analizy na temat syjonizmu i wiem jak wygląda polityka osadnictwa-kolonizacji. Wszystko to mówi mi w jakim kierunku będzie zmierzać polityka izraelska w najbliższym czasie. Państwa oparte na osadnictwie-kolonizacji nie są zdolne do reform na bazie porozumienia. Wszelkie przemiany są tam możliwe jedynie dzięki presji zewnętrznej lub wewnętrznej wywieranej na osadnikach. Dotychczas Izrael nie doświadczył niczego ponad łagodną społeczną dezaprobatę.
 
Państwa kolonizatorskie mają własny pęd i dynamikę, która nakazuje im dokonywać ekspansji do czasu aż nie oprze się im zdeterminowana opozycja lub zatrzymają ją bariery naturalne. Ekspansja ta kończy się zwykle wyparciem lub wyniszczeniem ludności autochtonicznej. W przypadku południowej Afryki to była kombinacja klęski militarnej w Angoli, walki czarnej klasy robotniczej, sankcji międzynarodowych, które przyczyniły się do powstrzymania polityki apartheidu.
 
W Izraelu, pierwsze ofiary syjonistycznej kolonizacji – Palestyńczycy – nie zostali całkowicie pobici. Wciąż uparcie żyją w swoich wioskach na Zachodnim Brzegu. W oczach syjonistów obecne status quo pomiędzy Izraelczykami i Palestyńczykami jest nie do zaakceptowania i wymaga zmiany.
 
Nie jest zatem zaskoczeniem, że żydowska ludność Izraela zagłosowała na syjonistyczną skrajną prawicę. Poprzedni rząd partii Likud spędził sporo czasu na demonizowaniu ludności arabskiej wewnątrz państwa Izrael, jako V kolumny. Ustawodastwo obejmujące przyjęcie do prawa wspólnotowego, otworzyło drogę do otwartej dyskryminacji krajowej ludności arabskiej, która chciała dzierżawić ziemię izraelską. Do tego doszło Prawo Nakba, które nakazuje karać wszystkie grupy, jeśli są finansowane ze środków publicznych, które ośmielają się krytykować lub dyskutować o wypieraniu Palestyńczyków w 1948 r. Ostatnim krokiem do obecnych wyborów było Żydowskie Prawo Państwowe, które miałoby wyrugować języka arabski jako jeden z języków oficjalnych w Izraelu. Nie była to wielka niespodzianka, kiedy Netanyahu, obawiający się klęski wyborczej, ogłosił, że ludność arabska została sprowadzona przez lewicę i jest subsydiowana z zagranicy, a jej zadaniem jest doprowadzenie do jego klęski wyborczej.
 
Natomiast Izraelska Partia Pracy ukazała wprost, że wedle niej, ludność żydowska i arabska powinna być odseparowana. Stąd pochodzi jej pomysł wsparcia dla palestyńskiego bantustanu. Dla realizacji tego pomysłu niezbędne jest porozumienie z królem Jordanii, Husseinem. Partia Likud pod kierownictwem Netanyahu nie miała żadnych skrupułów przed przywdziewaniem szat rasizmu.
 
W ciągu pierwszych 30 lat istnienia państwa Izrael, Izraelska Partia Pracy (Mapai) zawsze brała udział w tworzeniu rządu. Nie było niczego takiego, co Izraelska Partia Pracy zrobiła po 1977, po dojściu do kierownictwa Menachema Begina, czego to ugrupowanie nie robiłoby wcześniej. Masakry z 1948 zrzucono na lewe skrzydło syjonistów i na Siły Uderzeniowe (Palmach), które były złożone z pseudomarksistowskich syjonistycznych kibucystów.
 
Wszystkie przejawy izraelskiego rasizmu i dyskryminacji były wytworem partii Mapai, a nie Likud. Do 1966 arabska populacja Izraela podlegała pod komendanturę wojskową i podlegała przesiedleniom, szczególnie Beduini z Pustyni Negew. Byli wypierani do sąsiednich krajów. Ale kiedy Mapai przewodniczył silnemu sektorowi państwowo-kapitalistycznemu ze swoim własnym związkiem (Histadru), który był drugim największym pracodawcą, Likud rozpoczął politykę prywatyzacji i otwarcia Izraela na obcy kapitał prywatny (dzięki paktowi stabilizacyjnemu Netanyahu).
 
Związkek Syjonistów (sojusz Partii Pracy i Hatnuah) doszedł do porozumienia z Likudem co do tego, że ludność arabska jest nieproszonym gościem w państwie Izrael. A były to wybory na rzecz równości Żydów i Arabów. Postanowili nie poruszać nawet kwestii palestyńskiej i uznać, że wystarczy skupić się na sprawach socjalnych (ubóstwa i mieszkaniowych). Netanyahu wyprowadził ich jednak z tego błędu. W państwie osadniczym, kwestie narodowe zawsze będą przebijać się ponad klasowe, ponieważ syjonizm (tak samo jak Apartheid w Afryce Południowej lub unionism w Irlandii) jest ponadklasowym sojuszem napływowej burżuazji i podległej jej klasy robotniczej.
 
Rezultatem takiej polityki nie jest nic więcej, jak katastrofa wyborcza. W 2013 roku Partia Pracy i Hatnuah zdobyły razem 21 mandatów. W tych wyborach zdobyły zaś zaledwie 3 miejsca. Likud, który poprzednio był w koalicji z partią Avigdora Liebermana - Yisrael Beteinu – zdobył 30 mandatów (wzrost o 12 miejsc). Dla uzmysłowienia sobie skali tej klęski wyborczej, trzeba przypomnieć, że aż do 1977 nie było wyborów, w których Partia Pracy nie zdobyłaby mniej niż 40 mandatów. Ostatni raz sukces wyborczy Partii Pracy miał miejsce w 1992, kiedy zdobyła ona 44 mandaty. Było to pod kierownictwem Yitzhaka Rabina. W tamtych wyborach, Meretz (lewicowi syjoniści) osiągnęli dalsze 12 mandatów. Od tamtego czasu były już tylko spadki z punktem kulminacyjnym w 2009 roku, kiedy Partia Pracy zdobyła zaledwie 13 mandatów. Dwa lata temu osiągnęli tylko 15 mandatów.
 
Kiedy Izrael zmierza w kierunki skrajnej prawicy, masy ludności nie widzą potrzeby uznawania obłudnych postulatów Partii Pracy. Rasiści żydowscy w Izraelu wolą proste hasła o jawnej walce z Arabami. Od kiedy Izrael staje się jawnie rasistowskim państwem, zadanie jego obrońców na zachodzie staje się coraz trudniejsze. Jedynym pozytywnym punktem tych wyborów jest osiągnięcie rekordowej liczby 13 miejsc w Knesecie (parlamencie) przez wspólną listę arabsko-żydowską. Będzie to wykorzystane przez proizraelską propagandę dla ukazania tego kraju jako demokratycznego, nawet pomimo tego, że syjonistyczne partie (w tym Partia Pracy, ale nie Meretz) głosowały za niedopuszczeniem Haneena Zoabiego do wystartowania w wyborach.
 
Na ironię zakrawa fakt, że izraelski minister spraw zagranicznych jest odpowiedzialny za podniesienie progu wyborczego do parlamentu z 2% do 3,25% w celu wyrugowania arabskiej reprezentacji. Wcześniej w parlamencie były trzy partie arabskie i jedna żydowsko-arabska partia komunistyczna (lista Hadash). Jedyne co osiągnął to zmotywowanie opozycji do utworzenia koalicji wszystkich partii arabskich oraz Hadashu, podczas gdy jego własne ugrupowanie - Yisrael Beteinu – mało co nie wyleciało z parlamentu z powodu tej sztuczki w ordynacji wyborczej.
 
Przywitałem elekcję Netanyahu, ponieważ za rządów Partii Pracy nic się nie zmieniło poza propagandą (hasbara). Np. sojusznik tej partii, Tsipi Livni z Hatnuah, został ukazany w „Papierach Palestyńskich” jako ten, który naciskał na palestyńskich negocjatorów do zajęcia największego arabskiego miasta w Izraelu - Umm al-Fahm – oraz arabskiego „trójkąta” i włączenia ich do Palestyny w celu wymiany na tereny osadnictwa dla Izraelczyków. Nie jest przypadkiem, że w swoim ogłoszeniu wyborczym, lider Partii Pracy - Isaac Herzog – krytykował Netanyahu i jego atak na Gazę, który kosztował życie 2200 ludzi, włączając w to 500 dzieci, za zbytnią łagodność lub zbytnią opieszałość.
 
Być może powinniśmy być wdzięczni, że izraelscy wyborcy zagłosowali na jawnych rasistów zamiast na rasistowskich hipokrytów.
 
Aut.: Tony Greenstein (Weekly Worker, No 1051, March 26th 2015)
 
Tłumaczenie: Mateusz

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Ernst Thälmann - Sohn seiner Klasse