Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 98 gości.

Piotr Ikonowicz: Budujmy lewicę razem

Ikon.jpg

Cała lewica społeczna w Polsce w najbliższych wyborach parlamentarnych powinna wystąpić na wspólnych listach.
 
Po pierwsze: „to już było”. Tym jednym cokolwiek bezmyślnym stwierdzeniem większość ludzi kwituje okres Polski Ludowej. Socjalizm w Polsce już próbowano budować i nic z tego nie wyszło. System ten był Polsce narzucony po drugiej wojnie światowej przez Związek Radziecki, był niewydolny i musiał przegrać w wyścigu z kapitalizmem. Lewicę postrzega się więc u nas przeważnie jako relikt tamtego nieudanego projektu ustrojowego.
 
Aby uciec od wizerunku epigonów upadłego systemu, SLD, a wcześniej SdRP ‒ jedyna licząca się formacja uważana powszechnie za lewicową, starała się prześcignąć prawicę we wprowadzaniu rozwiązań rynkowych, antyspołecznych, kapitalistycznych właśnie. Jedyną namiastką lewicowości jest w tej formacji bojaźliwy i niekonsekwentny antyklerykalizm. Nic więc dziwnego, że baza wyborcza SLD się kurczy wraz z populacją tych, którzy dobrze wspominają „tamte czasy” i głosują dość bezmyślnie, często wbrew własnym interesom na te swoje wspomnienia.
 
W mediach pojawiają się ostatnio informacje o wykluwaniu się nowej partii lewicowej złożonej ze znanych postaci związanych z SLD i Twoim Ruchem. Wymieniane są nazwiska Napieralskiego, Kalisza, Biedronia, Grodzkiej, Nowackiej. Nie słychać jednak, czym ta „nowa” formacja miałaby się wyróżniać. Co nowego wniesie do debaty publicznej, jakimi sposobami działania zechce się odróżnić od prawicy?  Ta przypadłość nie dotyczy tylko domniemanej lewicy. Cała polska scena polityczna jest bezideowa, bezmyślna i jałowa intelektualnie. Obraca się wokół nazwisk, a nie idei.
 
Zadanie zbudowania lewicowej formacji jest o tyle trudne, że w polityce obecni są głównie ludzie, którzy akceptują panujący ustrój i są skłonni powalczyć co najwyżej o jakieś kosmetyczne reformy. Stąd pomysły, że lewicę można stworzyć opierając się na rachitycznych organizacjach społecznych, stanowiących atrapę nieistniejącego w naszym kraju „społeczeństwa obywatelskiego”. Jednak ktoś, kto nie zatracił umiejętności czytania i krytycznego myślenia, musi prędzej czy później dojść do wniosku, że lewica może być antysystemowa i że żadna inna lewica jest nie do pomyślenia.
 
Czy to znaczy, że powinniśmy wzywać na barykady? Nie, ale też nie wolno nam uczestniczyć w kłamstwie, z którego wynika, że wzrost gospodarczy jest lekiem na biedę i rozwarstwienie, oraz coraz powszechniejsze społeczne wykluczenie. Należy raczej tłumaczyć ludziom, że pęd do tego, by wytwarzać coraz więcej i coraz wydajniej ‒ nie ma sensu, skoro wszystko, co wytwarzamy, jest niesprawiedliwie dzielone. Średni dochód na mieszkańca w regionie paryskim i w regionie sztokholmskim są niższe niż w regionie warszawskim. Wystarczy porównać standard i jakość życia w tych miastach, aby zrozumieć jak mało znaczący jest wskaźnik przeciętnego dochodu.
 
Lewica to formacja ludzi pracy, wyzyskiwanych, ludzi niezamożnych i wykluczonych, tych wszystkich, których kapitalizm skazuje na niepotrzebne cierpienie, po to by uprzywilejowani mogli opływać w bogactwo. I dlatego jej przeciwnikiem jest system, który dokonuje niesprawiedliwego podziału pracy i jej owoców. A na straży systemu stoją światowe korporacje i instytucje globalne oraz regionalne, takie jak Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Europejski Bank Centralny, Światowa Organizacja Handlu czy Komisja Europejska. Lewicowy rząd Grecji musi teraz lawirować, bo w walce z globalnym kapitalizmem jest sam.
 
I pozostanie sam, jeżeli w krajach takich jak Polska, gdzie płace stanowią zaledwie 34 proc. dochodu narodowego, nie powstanie formacja lewicowa. Antysystemowość lewicy nie powinna polegać na formułowaniu postulatów i wizji ustrojowej, których ludzie nie są w stanie pojąć czy uwierzyć w możliwość ich realizacji. Zaczynać trzeba od zmian cząstkowych, które zmniejszając opresję ekonomiczną, pozwolą ludziom głębiej odetchnąć i pomyśleć. Ktoś powie, że to reformizm i że nic nie da, że żądanie minimalnej stawki godzinowej czy minimalnego dochodu gwarantowanego przez państwo to postulaty socjaldemokratyczne. Tak i nie. Dawniej socjaldemokracja głosiła podobny program, ale już go odpuściła, przechodząc na stronę kapitału. Jeżeli chcemy kiedyś podjąć skuteczną walkę o przemianę społeczną, musimy podjąć sztandar reform socjalnych. Reformy te traktować będziemy jednak jako środek do celu, a nie cel sam w sobie. Kapitalizm globalny nie jest bowiem reformowalny. Ludziom potrzebny jest ustrój, którego celem nie jest maksymalizacja zysku w rękach kurczącej się elity, lecz taki, który rozwiązuje nasze (ludzkości) problemy i zaspokaja nasze potrzeby. Nowe rodzaje coraz doskonalszych dezodorantów jakoś nie mogą nam wynagrodzić malejącej dostępności opieki medycznej.
 
Postulując zmiany, odwoływać się powinniśmy do doświadczeń krajów, gdzie postulowane przez nas mechanizmy już działają. A oto jeden z przykładów takiej argumentacji. Wszyscy: zarówno lewica, jak i prawica, a szczególnie liberałowie zgadzają się, że ważnym dla gospodarki i pozytywnym czynnikiem jest wysoki współczynnik aktywności zawodowej ludności. Przy czym nasi adwersarze lubią przekonywać, że zwiększony transfer socjalny, czyli system zasiłków z pomocy społecznej rozleniwia i uzależnia. Tymczasem w kraju super opiekuńczym ‒ Szwecji, wskaźnik aktywności zawodowej ludności jest o 20 proc. wyższy niż w Polsce, gdzie zasiłki są śladowe.
 
Nie oznacza to oczywiście, że powinniśmy okłamywać ludzi, że kapitalizm jest dobry, tylko w Polsce się nie udał. I że wystarczy, że zrobimy jak na Zachodzie a wszystko będzie dobrze. W naszym programie i naszej działalności propagandowej musi być obecna realna ocena globalnego systemu. Społeczeństwo musi być informowane o powszechnym ataku globalnego kapitału na zdobycze socjalne na całym świecie i na samą demokrację. Bo walka o socjalizm to w istocie walka o nasze prawo do decydowania, w jakim ustroju chcemy żyć, jakie zasady podziału pracy i dochodu preferujemy i jaki minimalny standard chcemy zapewnić każdemu z nas na określonym poziomie rozwoju. Jest to więc walka o demokrację, gdzie wciąż każdy ma jeden głos i nikt nie przesądza wyniku głosowania, głosując pakietami akcji.
 
Panująca w Polsce elita władzy i pieniądza opiera swą władzę na strachu i dezinformacji. Jednym ze sposobów „pacyfikacji” nastrojów było wprowadzenie takiego mechanizmu, że jedyną drogą do własnego mieszkania stał się kredyt hipoteczny. Ci, którzy nie chcieli lub nie mogli pójść tą drogą, wyemigrowali. Ci, którzy wzięli kredyty mieszkaniowe, wyróżniali się szczególnym konformizmem, bo strach przed utratą zatrudnienia i spóźnieniem się z jakąś ratą przeważał nad innymi emocjami. I stało się: chciwe banki przegięły. Wepchnęły ludziom kredyty we frankach szwajcarskich i puściły ich z torbami. Teraz ci najbardziej potulni zaczynają się buntować. „Frankowicze” nie tylko się buntują, ale myślą o założeniu własnej partii. Część z nich szuka też wsparcia jakiejś lewicy, jakichś radykałów, którzy mieliby większe doświadczenie polityczne i zechcieli ich wesprzeć.
 
Milcząca większość boi się gwałtownych zmian i nie ufa politykom. Ludzie pamiętają, że zmiany na ogół pogorszyły ich sytuację. I mimo że przeważająca część społeczeństwa nie ma żadnych oszczędności, ledwo wiąże koniec z końcem, żyje od kredytu do kredytu, bez urlopu i wytchnienia, to jednak skłonność do buntu społecznego nie jest duża, bo nikt nie budzi w ludziach zaufania i nadziei. Wybierają więc proponowaną przez Komorowskiego zgodę i bezpieczeństwo czyli gwarancję, że nadal będą wieść podłe życie.
 
Już wkrótce odbędą się w Polsce wybory parlamentarne. My, Ruch Sprawiedliwości Społecznej, przygotowujemy się do tego, by w nich uczestniczyć. Niedawno kilkaset osób podpisało się pod listem, w którym wyrazili pragnienie, aby cała lewica społeczna w Polsce wystąpiła w tych wyborach na wspólnych listach. Część sygnatariuszy listu buduje nową partię lewicową o nazwie „Razem”. Z tego co wiem i czytam, założenia tego ugrupowania niewiele się różnią od programu RSS. Mam więc nadzieję, że pójdziemy do tych wyborów razem, nie zaś osobno.
 
Źródło: rss.org.pl

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

USRR