Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 24 gości.

Cena zdrady: lewicowy elektorat odmawia głosowania na prawicową kandydatkę SLD

ogórSLD.jpg

Magdalena Ogórek bije nowe „rekordy” popularności. Najnowsze sondaże dają kandydatce SLD zaledwie 3 proc. poparcia. Ona sama zajmuje się już głównie promocją biznesu…. swojej przyjaciółki.
 
Poparcie dla Magdaleny Ogórek, prawicowej kandydatki Sojuszu Lewicy Demokratycznej, topnieje w oczach i według najnowszych sondaży wynosi już tylko 3 proc. Dwucyfrowym poparciem cieszy się natomiast prawicowy „kandydat protestu społecznego” – Paweł Kukiz.
 
Tymczasem przedsiębiorcza Magdalena, konsekwentnie koncentruje się na promocji przedsiębiorczości, a dokładniej biznesu swojej koleżanki, projektantki mody - Joanny Przetakiewicz. Ubrana w sukienkę La Manii, która według niektórych przypominała bardziej halkę, pojawiła się na pokazie ubrań przyjaciółki, czym zapewniła jej darmową reklamę w najlepszym czasie antenowym, na czołówkach wszystkich serwisów informacyjnych telewizji. Niezależne media oczywiście nie przepuściły takiej okazji, by zadrwić z SLD i kandydatki Sojuszu na prezydenta RP.
 
Przedsiębiorcza Magdalena koncentruje się na promocji przedsiębiorczości, a dokładniej biznesu swojej koleżanki, projektantki mody - Joanny PrzetakiewiczPrzedsiębiorcza Magdalena koncentruje się na promocji przedsiębiorczości, a dokładniej biznesu swojej koleżanki, projektantki mody - Joanny PrzetakiewiczTo obrazuje rozmiary katastrofy jaką dla polskiej lewicy jest kandydatura Magdaleny Ogórek. Czyniąc na każdym kroku afronty lewicy i SLD oraz zawzięcie kokietując przedsiębiorców, trzeciorzędna celebrytka doprowadziła do sytuacji, w której połowa twardego elektoratu Sojuszu odmawia głosowania na kandydatkę swojej partii (w ostatnich sondażach SLD ma około 6 proc. poparcia). Taka jest cena za pomysły frakcji liberalnej w SLD i porzucenie lewicowych pryncypiów.
 
A wystarczyło, żeby w tych wyborach wystartował Leszek Miller, charyzmatyczny lider Sojuszu sprawnie posługujący się lewicową retoryką. Nikt nie oczekiwał od niego wygranej. Mógł natomiast - prowadząc konsekwentnie opozycyjną i prospołeczną kampanię - skonsolidować lewicowy elektorat wokół SLD a może nawet odebrać Kukizowi część głosów „oburzonych” i z dwucyfrowym wynikiem budować pozycję polityczną lewicy przed wyborami parlamentarnymi.
 
Tak, czy inaczej, po wyborach prezydenckich w SLD będzie musiało dojść do rozstrzygnięcia programowego. Nie sposób dłużej siedzieć okrakiem na barykadzie. Sojusz musi zdecydować, czy chce być partią lewicy, broniącą interesów ludzi pracy ramię w ramię ze związkami zawodowymi, czy socjalliberalną przystawką koalicyjną dla Platformy Obywatelskiej.

Zwycięstwo frakcji liberalnej, usiłującej desperacko - głosami lewicowego elektoratu - otworzyć sobie ostatnie okienko transferowe do Platformy Obywatelskiej będzie końcem Sojuszu Lewicy Demokratycznej. Wówczas jedyną, realną bazą do budowy/odbudowy lewicy społecznej w Polsce pozostanie Ogólnopolskie Porozumienie Związków Zawodowych. Miejmy nadzieję, że Jan Guz, przewodniczący OPZZ dojrzał do podjęcia tego historycznego zadania.

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

dzierżyński