Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 8 gości.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Jaka lewica?

jlsy.jpg

W każdej dyskusji na temat lewicy musi się pojawić głos wieszczący, że w Polsce nie ma klimatu dla poglądów lewicowych, skąd wniosek, że lewica, aby zaistnieć, musi przyjmować język populistyczny. Czy tak jest faktycznie?
 
Wybory w Polsce ukazały skalę społecznego niezadowolenia. Nietrudno zauważyć, że Polska nie jest pod tym względem wyjątkiem. Skala niezadowolenia przetaczającego się po Europie i po świecie jest ogromna, a jednocześnie owa fala społecznego buntu okazuje się niemal całkowicie jałowa.
 
 Entuzjazm, jaki wśród lewicy budzą takie ruchy jak Podemos, czy takie sukcesy, jak wygrana Syrizy, nie idzie w parze z realizacją pokładanych w tych ruchach i instytucjach nadziei. W gruncie rzeczy owe ruchy są ideologicznie nastawione na powrót do przeszłości, do okresu, kiedy kontrolowany istnieniem alternatywy socjalistycznej kapitalizm oznaczał perspektywę dobrobytu i spokoju dla szerokich rzesz społecznych (oczywiście, w krajach rozwiniętych przede wszystkim, ale i w tzw. Trzecim Świecie także – w dalszej perspektywie).
 
Lewica, która w tym minionym okresie uznała wartości takie jak wolność, dobrobyt i demokracja za zasadnicze, znalazła w tym zestawie uzasadnienie i usprawiedliwienie dla porzucenia ideałów rewolucji proletariackiej w wydaniu leninowskim.
 
Nie sposób także nie zdawać sobie sprawy z faktu, że takie ruchy, jak Podemos czy Syriza, nie mają charakteru alternatywy dla kapitalizmu. Są, co najwyżej, ograniczaną pragmatyzmem perspektywą doskonalenia kapitalizmu w kierunku poszerzania zakresu demokracji.
 
 Zasadniczo, w dyskursie współczesnej radykalnej lewicy nie ma alternatywy: socjalizm/komunizm – kapitalizm, ale demokracja – kapitalizm. Wszyscy wiemy, skąd to wynika. Przyjęcie sowietologicznej wykładni dziejów ZSRR przez radykalną lewicę na Zachodzie, a po „transformacji” także i na Wschodzie, jest tożsame z odrzuceniem lewicowej różnicy w politycznym dyskursie. Trudno więc się dziwić, że lewica nie posiada własnego języka, w którym mogłaby opisywać rzeczywistość, a tym samym odróżniać się od populizmu. Nie chodzi przy tym o to, aby nie być krytycznym wobec własnej historii, ale o to, aby oceniać ją zgodnie z rzeczywistością, a nie zgodnie z ideologicznymi kryteriami prawicy, która przy okazji, z braku lewicowej riposty, rości sobie pretensje do hołubienia wyłącznie w swoim łonie uniwersalnych wartości.
 
Jeżeli więc zauważamy, że społeczeństwo nie dojrzało do lewicowych poglądów, to może powinniśmy najpierw zauważyć, że społeczeństwo nie ma nigdzie do czynienia z owymi poglądami, albowiem ich potencjalni przekaziciele stosują restrykcyjną autocenzurę, ewentualnie w imieniu lewicy wypowiadają się osobnicy, którzy dawniej nie byliby podejrzewani o reprezentowanie lewicowych ideałów.
 
Wszak społeczeństwo akceptuje jako nadające się do dyskusji poglądy odrzucające jedynosłuszność systemu własności prywatnej środków produkcji, co stanowi podstawę lewicowego myślenia. Tutaj można prowadzić dyskusję z prawicowym populizmem wykazując mu niekonsekwencję i ograniczenia, które nie ujawnią się przy braku konkurencji z lewej strony. Można wszakże dyskutować także o nacjonalizmie i patriotyzmie i różnicach, które tu się przejawiają. Także o rasizmie, hegemonii USA i ich roli jako żandarma świata.
 
Tak naprawdę, jedynym, czego społeczeństwo nie akceptuje z lewicy, opiera się na zafałszowanym przekazie historycznym tego, czym były dzieje tzw. komunizmu. A to już jest kwestia sytuacji na samej lewicy, kwestia wyjaśnienia sobie na lewicy tych spraw. Jest to kwestia dyskusji wewnętrznej, w której antykomunistyczna lewica (burżuazyjna) wykorzystuje zużyty argument historyczny w celu utrzymania swej przewagi w łonie lewicowej rodziny. Ta lewica idzie nierzadko dalej niż oponent burżuazyjny, albowiem neguje wartość marksizmu jako takiego, ewentualnie fałszuje jego przekaz w taki sposób, aby przestał on stanowić broń lewicy komunistycznej. Wobec tego oręża bowiem lewica antykomunistyczna staje się bezbronna. W konsekwencji oczywistą staje się jej pozycja jako siły politycznej całkowicie niesamodzielnej wobec burżuazji. To zepchnięcie lewicy komunistycznej na margines jest przyczyną ogoniarstwa lewicy w ogóle i jej niemożności odróżnienia się od prawicowego populizmu.
 
Stąd wynika ważny wniosek, a mianowicie ten, że dyskusja w łonie samej lewicy ma nie mniejsze znaczenie niż propaganda lewicowa skierowana do społeczeństwa.
 
Lewica burżuazyjna używa argumentu, że nie należy szukać wroga na lewicy, bo grozi to uszczupleniem i tak już wątłych sił lewicy. Jednak nie przeprowadzenie takiej dyskusji grozi uwiądem lewicy w ogóle. Dopiero lewica komunistyczna, marksistowska, jest w stanie postawić tezy dotyczące alternatywy dla kapitalizmu, które nie będą popłuczynami po prawicowym populizmie i nie będą faktycznym programem doskonalenia kapitalizmu.
 
Ponieważ lewica burżuazyjna nie odwołuje się do naukowego socjalizmu, ale do emocji, stawia siebie na jednym poziomie z prawicą populistyczną, musi posługiwać się odwołaniami do emocji. I na tym polu przegrywa, ponieważ emocjonalnie nie jest w stanie dać riposty na prawicowe oskarżenia o jej pokrewieństwo z „krwiożerczym” komunizmem. Pozostaje jej więc tylko tracić energię na odżegnywanie się od komunizmu, co nie brzmi wiarygodnie, tym bardziej, że prawica nie krępuje się, aby wykorzystywać w swej kampanii przeciw lewicy argumentów, które są wynikiem także działalności własnej lewicy burżuazyjnej i antykomunistycznej, czyli jej zaangażowania w burżuazyjny liberalizm obyczajowy i kulturowy. Można by nawet powiedzieć, że te sfery są dziś nawet słabsze do obrony niż historia komunizmu.
 
W dyskusji na lewicy najważniejszą jest teza o niezbędności komunistycznej samodzielności ideowej i organizacyjnej. Tak jak w początkach ruchu socjalistycznego, dopiero odrodzenie komunizmu i marksizmu pozwoli na ruszenie buksującej formacji z miejsca.
 
Podsumowując, jeśli ktoś wygląda jak populista, mówi jak populista i jest odbierany jako populista, to to jest faktycznie populista. Należy zdać sobie sprawę z tego, że lewica populistyczna będzie zwalczała lewicę komunistyczną jak wroga, zupełnie tak samo, jak antykomuniści i prawica. Więc nie ma znaczenia czy w wyniku dyskusji z lewicą brżuazyjno-populistyczną obrazi się ona, czy nie.
 
Dyskusje wykazały, że w sensie społecznym nie różni się ona od prawicy i burżuazji, więc doszukiwanie się na tej podstawie tożsamości lewicowej jest kwadraturą koła i zostało już przećwiczone nieraz w minionym ćwierćwieczu.
 
Tekst pochodzi ze strony „Dyktatura Proletariatu”
www.dyktatura.info
 

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

future2