Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 19 gości.

Rewizjonizm, Syriza, rola związków zawodowych - odpowiedzi WR

Szanowna redakcjo,
 
Na samym początku chciałbym Wam pogratulować wspaniałego portalu. Czytam wszystko, co tylko u Was znajdę, już od ponad roku. Na 1917.net trafiłem zaś całkiem przypadkiem, szukając w Google czegoś o demokracji radzieckiej. Dobrze wiedzieć, że w reakcyjnym i nierzadko brunatnym bagnie, jakim niestety jest polski Internet, znaleźć można porządną komunistyczną stronę.
 
Lektura tego, co publikujecie, rodzi jednak nie tylko uczucie satysfakcji, że wciąż są w Polsce konsekwentni marksiści, ale także pewne wątpliwości. Nagromadzenie tych ostatnich sprawiło, że zdecydowałem się do Was napisać, towarzysze. Nie miejcie mi za złe moich uwag. Sam jestem komunistą i nie mam na celu atakować Was z antykomunistycznej nienawiści. Nie robię też tego dla rozrywki czy z zawiści. Oczywiste jest dla mnie, że także wśród komunistów występuje różnica zdań i poglądów. Wydaje mi się również, że polemika i dyskusja to podstawa rozwoju każdej idei i każdego ruchu. Dlatego będę Wam bardzo wdzięczny za odniesienie się do moich wątpliwości. Z góry przepraszam Was za obszerność ich prezentacji, ale nie chciałem traktować tematu pobieżnie, co mogłoby prowadzić do nieporozumień. Dlatego też pozwoliłem sobie umieścić je w osobnym pliku. Mam nadzieję, że to zrozumiecie.
 
W tym miejscu życzę Wam, towarzysze, samych sukcesów w rozwijaniu portalu "Władza Rad", jak również w działalności "w realu".
 
Z bolszewickim pozdrowieniem,
Jakub
 
PS Mam do Was serdeczną prośbę: gdybyście mogli nie upubliczniać mojego adresu mailowego, byłbym Wam bardzo wdzięczny.
 
Na początek chciałbym poruszyć kwestię rzekomego rewizjonizmu Teda Granta. Odkąd tylko przeczytałem tekst tow. Wójcickiego „Cztery nurty w komunizmie” (http://www.1917.net.pl/node/3020), zacząłem się zastanawiać, dlaczego szanowny Autor uznał Teda Granta za rewizjonistę. Poglądy Granta nie są zbyt dobrze znane w Polsce, jednakże odegrały istotną rolę w utworzeniu Komitetu na Rzecz Międzynarodówki Robotniczej (CWI), która swego czasu była chyba najprężniejszą z różnych trockistowskich i „trockistowskich” tendencji na świecie. Wciąż stanowią fundament działania Międzynarodowej Tendencji Marksistowskiej, w której szkole letniej uczestniczyliście (http://www.1917.net.pl/node/19484). Tow. Wójcicki pisze: „Przedstawiciele tego nurtu to Bucharin,  Tito, Chruszczow, Gierek,  Deng Xiaoping, Gorbaczow, eurokomuniści, a wśród trockistów Ted Grant ze swoim konceptem entryzmu w partiach socjalliberalnych, a także nurt Zjednoczonego Sekretariatu Czwartej Mięszynarodówki Ernesta Mandla[…]”. Czyżby rewizjonizm Granta wynikał z popierania entryzmu? Ale czy entryzm nie jest  przypadkiem jednym z podstawowych sposobów działania trockistów, zalecanym przez samego Trockiego? Czy może chodzi raczej o praktykowanie entryzmu w partiach socjalliberalnych? Ale z tego, co można u Was przeczytać (komentarz tow. Tresa do tekstu http://www.1917.net.pl/node/19530:SLD nie jest partią konsekwentnie realizującej interesy proletariatu, ale jest jedyną znaczącą partią polityczną jakkolwiek broniącą interesów klasy robotniczej i jednocześnie jedyną istotną siłą na lewicy parlamentarnej i jedynym możliwym miejscem pracy dla komunistów – pogrubienie moje) wynika, że nie odrzucacie entryzmu w partii socjalliberalnej jaką jest SLD (na pewno nie jest mniej socjalliberalna niż brytyjska Partia Pracy, w której działają tamtejsi zwolennicy Granta). Moje pytanie do powyższego brzmi więc: jak to pogodzić? Dlaczego w Waszej opinii Ted Grant jest prawicowym rewizjonistą?
 
2) Druga kwestia, jaka budzi moje wątpliwości, to tematyka Syrizy. Zaznaczę na początek, że w żadnym wypadku nie jestem zwolennikiem ultralewicowej pozycji KKE, sam spoglądałem z nadzieją na możliwy sukces partii Tsiprasa. Zaskoczyła mnie jednak skala entuzjazmu, z jakim podeszliście, towarzysze, do wygranej Syrizy w wyborach, oznajmiając, iż oznacza ona początek końca kapitalizmu w Europie (http://www.1917.net.pl/node/19774). Także się cieszyłem, że lewica wygrywa, ale czy taki odważny wniosek nie jest trochę na wyrost? Wydaje mi się, biorąc pod uwagę stosunkowo umiarkowany program wyborczy Syrizy (prezentowany przez Was tutaj: http://www.1917.net.pl/node/19852), którego w żadnym wypadku nie da się określić mianem „rewolucyjnego”, a także fakt złagodzenia postulatów i retoryki od wyborów w 2012 roku, że uzasadnione jest uznawać Syrizę za partię socjaldemokratyczną. Nie mam oczywiście na myśli tego, jak wyglądają współczesne partie s-d. Chodzi mi raczej o tradycyjne rozumienie s-d, jako partii robotniczej, która nie chce jednak zerwać z kapitalizmem, tylko go reformować. Na takie cele wskazuje nie tylko program Syrizy, ale także wypowiedzi jej liderów, chociażby ministra finansów Varoufakisa (wspominane tutaj: http://www.socialistworld.net/doc/7136 oraz tutaj: http://www.marxist.com/varoufakis-mission-to-save-european-capitalism-fr...). Moim zdaniem, jak pokazują przeciągające się negocjacje rządu Tsiprasa z troiką, opóźnienia w realizacji wyborczych obietnic, czy wahanie się od retoryki radykalnie lewicowej do przyjaznej dla pożyczkodawców i świata finansów, Syriza próbuje siedzieć okrakiem na klasowej barykadzie. Owszem, klasa robotnicza może popchnąć rząd bardziej na lewo, ale wcale się tak stać nie musi. Możliwe niestety jest również podporządkowanie się rządu Syrizy kredytodawcom i związane z tym porzucenie planów reform korzystnych dla ludzi pracy. Konsekwencją byłoby zapewne głębokie rozczarowanie mas i może pewne wzmocnienie prawicy, szczególnie Złotego Świtu.
 
Dalej, tow. Tres w komentarzu do tekstu „Grecja: Tendencja Komunistyczna Syrizy krytykuje koalicję z Niezależnymi Grekami” (http://www.1917.net.pl/node/19806) pisze: „Wycofanie się z tworzenia rządu byłoby potraktowane przez ruch protestu, na którego fali doszła do władzy Syriza, jako zdrada, ponieważ Tsipras zamiast wprowadzać prospołeczne reformy JUŻ TERAZ, czekałby na formalną możliwość stworzenia czysto lewicowego rządu do marca czy ad calendas graecas. Przyspieszone wybory, w możliwości kiedy można stworzyć rząd, to przedłużanie kryzysu humanitarnego o kilka tygodni. Tygodni w których Syriza mówi robotnikom, bezrobotnym i młodzieży że ma ich gdzieś, że zamiast działać i zmieniać Grecję i ukręcać oligarchom łby jak to robi teraz”. Tow. Tres potępia  w takim razie postulat przyspieszonych wyborów, argumentując, iż rząd Syrizy, dzięki koalicji z Niezależnymi Grekami, może pomóc greckiej klasie robotniczej wydźwignąć się z humanitarnego kryzysu od razu po wyborczym zwycięstwie. W tym miejscu zgadzam się z tow. Tresem, że należało od razu pomóc pracującym i bezrobotnym Grekom. Niestety, rząd Tsiprasa niespecjalnie zaczął realizować swoje wyborcze obietnice zaraz po wyborach. Niewielkie gesty, jak przywrócenie do pracy sprzątaczek z ministerstwa finansów, wydają się być raczej działaniami nakierowanymi na podtrzymanie wrażenia, że rząd coś robi. Większość Greków wciąż pozostaje w trudnym położeniu, nie odczuwając raczej poprawy sytuacji. Więcej, niezdecydowanie Syrizy i przedłużające się negocjacje rodzą niepewność i odbijają się na gospodarce. Wydaje się więc, że takie uzasadnienie dla niezgody na przyspieszone wybory, nie znalazło za bardzo potwierdzenia w praktyce.
 
Tow. Tres pisze również o „ukręcaniu łbów oligarchom”. Komentarz datowany jest na dzień 30 stycznia 2015 roku, a więc raptem 5 dni po wyborczym zwycięstwie Syrizy. Co takiego w te 5 dni zrobił grecki rząd, by owe łby ukręcić? O ile dobrze się orientuję, wciąż niewiele zrobiono w tym kierunku, a mamy maj. Czy nie jest to trochę myślenie życzeniowe? Fakt, że Tsipras nie realizuje wyborczych obietnic, dostrzega nawet prasa burżuazyjna (chociażby brytyjski Guardian: http://www.theguardian.com/world/2015/may/03/100-days-of-solitude-syriza...). Tow. Tres pisze dalej w tym samym komentarzu: „Sprzeczności kryzysu kapitalizmu nabrzmialy tak, że zaspokajanie interesów kapitału i spłacanie 320-miliardowego długu Grecji tak jak chcą jej wierzyciele jest możliwe tylko przy zaciskaniu pasa i neoliberalnym barbarzyństwie na niespotykaną skalę. To jest polityka PASOKU i ND, która doprowadziła do masowego buntu i serii strajków. Inną politykę prezentuje SYRIZA - wzięcie kapitału na mordę i dyktowanie mu warunkow w interesie mas ludowych. W interesie walki klasowej proletariatu jest danie ludziom choć iskry nadziei, że mogą zwyciężać w walce przeciwko bankierom i oligarchom, że inny lepszy bez wyzysku, biedy i bezrobocia jest możliwy.” Nie ma wątpliwości, że nie da się spłacić długu Grecji bez zaciskania pasa. Taka jest logika obecnego kryzysu i dlatego taką a nie inną politykę prowadził rząd ND i PASOK-u. Jednak możliwe, że Syriza, choć obiecywała umorzenie przynajmniej części greckiego długu publicznego, podejmie próbę spłacenia go w całości, nie wiadomo jeszcze tylko na jakich warunkach. Sygnały o zbliżaniu się porozumienia śle chociażby Varoufakis. A wiadomo, że troika nie ustąpi z dobroci serca ze swojego stanowiska. Jak słusznie zauważył tow. Tres, nie da się jednak spłacać długów bez zaciskania pasa, tak czy siak Syriza musiałaby powrócić w jakimś stopniu do polityki austerity, a więc wycofać się ze swoich obietnic. Co tym bardziej stawia entuzjazm wobec Syrizy pod znakiem zapytania. Opieszałe realizowanie wyborczych obietnic przez rząd Tsiprasa spowodowało nie tylko opozycję wewnątrz partii czy ze strony KKE, ale też przejawia się w spadku poparcia dla działań rządu. Niestety nie pamiętam źródeł, ale był moment że ponad 80 procent Greków popierało działania Tsiprasa i spółki, aktualnie poparcie to zmalało do 50 kilku procent. Łatwo sobie wyobrazić, co się stanie, gdy Syriza zdecyduje się na powrót do austerity, nawet jeśli na mniejszą niż poprzednio skalę.
 
Na końcu ww. komentarza tow. Tres pisze: „Oczywiście, różnice polityczne mogą ten rząd rozsadzić, gdy ANEL będzie są domagać realizacji któregoś z reakcyjnych podpunktów swojego programu. Ale miejmy nadzieję że do tego czasu KKE pójdzie po rozum do głowy. Ważnę żeby przetrwał do jesieni, bo jak w Hiszpanii zwycięży PODEMOS to czerwone kraje Europy Południowej będą mogły zaostrzyć swój socjalistyczny kurs.”  Łączy się to z wątpliwością, jaką zrodził u mnie tekst „Grecja: KKE sprzeciwia się polityce zwlekania jaką prowadzi rząd Syrizy. Antyrządowe demonstracje komunistów” (http://www.1917.net.pl/node/20021). Piszecie tam: „W obliczu izolacji międzynarodowej Grecji i możliwego zwycięstwa partii PODEMOS w Hiszpanii na jesieni i grożącej katastrofy gospodarczej jaka może spotkać Grecję po wyjściu ze strefu euro, premier Grecji Alexis Tsipras zdecydował się zagrać na czas i przedłużyć program bailoutu o 4 miesiące. Ma to na celu zapobieżenie koniecznośći występowania Grecji ze strefy Euro i podjęcie ostatecznej walki z antyspołeczną polityką Trojki z silniejszej pozycji, w momencie kiedy do czerwonej Grecji dołączy czerwona Hiszpania z partią PODEMOS u władzy.” W obu cytatach występuje wiara w to, że kiedy partia PODEMOS zwycięży w wyborach parlamentarnych w Hiszpanii w grudniu, to rząd Syrizy będzie mógł skręcić na lewo. Powstanie, pod koniec 2015 roku, rządu PODEMOS w Hiszpanii jest jednak niepewne. Po pierwsze, aktualne sondaże[1] dają PODEMOS nie wiele więcej niż 20% poparcia. Na pewno jest to zbyt mało, by utworzyć rząd samodzielnie. Jedynym potencjalnym koalicjantem, zważywszy ile zabrakłoby PODEMOS do parlamentarnej większości, stałaby się socjaldemokratyczna PSOE. Jak wiadomo, partia ta odpowiedzialna jest za politykę cięć, z czasów gdy premierem był Jose Luis Zapatero. Nie wróżyłoby to dobrze radykalizmowi ewentualnego rządu. Po drugie zaś, jak wskazują sondaże, prawdopodobnie w wyborach wygra mimo wszystko Partia Ludowa, która być może będzie „skazana” na „wielką koalicję” z PSOE. Dlatego też nie wiadomo czy będzie miał kto przyjść Grecji z odsieczą.

Ponadto, we wspomnianym tekście „Grecja: KKE sprzeciwia się…”, zdaje się pochwalacie granie Tsiprasa na czas, odkładanie reform do spodziewanego zwycięstwa PODEMOS w grudniu 2015. Jak w takim razie, ma się to do stwierdzenia, że „Przyspieszone wybory, w możliwości kiedy można stworzyć rząd, to przedłużanie kryzysu humanitarnego o kilka tygodni.Tygodni w których Syriza mówi robotnikom, bezrobotnym i młodzieży że ma ich gdzieś, że zamiast działać i zmieniać Grecję i ukręcać oligarchom łby jak to robi teraz”? Wynika stąd, że greccy robotnicy nie mogą czekać tych kilku tygodni na ponowne wybory (czy one by coś zmieniły, to już inna kwestia), ale mogą czekać prawie cały rok na przyjazny rząd w Hiszpanii, którego powstanie jest bardzo niepewne. Jak wyjaśnić tą sprzeczność?

To tyle z mojej strony. Mam nadzieję, że nie weźmiecie mnie za malkontenta lub sekciarza (albo jedno i drugie). Jestem jedynie ciekawy Waszej odpowiedzi na poruszone przeze mnie problemy. Korzystając z okazji, chciałbym zapytać o jeszcze jedną rzecz, niezwiązaną ani z Grantem ani z Syrizą.
 
3) Mianowicie, mam trudności ze znalezieniem większej ilości informacji o sporze dot. związków zawodowych, jaki rozdzierał partię bolszewicką na początku lat 20. XX w. Czy moglibyście przybliżyć ten temat? Czym dokładnie różniły się stanowiska Lenina i Trockiego? I ewentualnie inne, jakie w sporze się pojawiły? Kto według Was miał rację, patrząc z dzisiejszej perspektywy?
 
ODPOWIEDŹ REDAKCJI WR
 
1)       Autor artykułu „Cztery nurty w komunizmie” nie miał żadnych podstaw, by nazwać Teda Granta rewizjonistą. Redakcja WR nie zgadza się z tym stwierdzeniem tow. Wójcickiego, wyrażonym w 2010 r. Obecnie tekst ten na pewno nie zostałby opublikowany na WR bez polemiki redakcyjnej. Kiedy wspomniany artykuł powstawał, autor był bardzo młodym człowiekiem i sympatyzował z CWI zaś redakcja dopiero się kształtowała i nasze procedury merytorycznej weryfikacji były dalekie od doskonałości. Pozostaje nam jedynie przeprosić czytelników i wszystkich tych, którym droga jest pamięć Teda Granta za opublikowanie tego nieprawdziwego i krzywdzącego stwierdzenia.
 
2) Stwierdzenie, że zwycięstwo Syrizy w wyborach oznacza ona początek końca kapitalizmu w Europie to figura stylistyczna a nie precyzyjnie zdefiniowana kategoria polityczna, jak np. rewizjonizm. Tym niemniej było to wydarzenie przełomowe, które daje realne szanse na rozsadzenie systemu kapitalistycznego. Grecja była najsłabszym ogniwem systemu i jeśli zwycięstwo Syrizy przyczyni się do zwycięstwa Podemos w Hiszpanii (a początkowo pozytywny wpływ wygranej greckiej lewicy na notowania Podemos był ogromny) to zachwieje się system finansowy, a tym samym cały kapitalistyczny porządek w Unii Europejskiej. Zdają sobie z tego sprawę elity finansowe i dlatego są tak nieustępliwe w rokowaniach z Grekami. Wolą zniszczyć Grecję, zmuszając ją do ogłoszenia bankructwa i wyjścia ze strefy euro – ryzykując przy tym wywołanie paniki na globalnych rynkach finansowych – niż zgodzić się na zakończenie programu cięć, bo to zachęciłoby Hiszpanów a w dalszej kolejności Włochów do głosowania na partie antyoszczędnościowe.
 
Grecja to malutki kraj z małą gospodarką. Z czysto technicznego punktu widzenia UE jest przygotowana na bankructwo Grecji więc równie dobrze mogłaby umorzyć cały dług greckiego rządu i jednym pociągnięciem pióra oddłużyć kraj. Greckie obligacje zostały wykupione przez banki centralne Niemiec i Francji oraz Europejski Bank Centralny od banków komercyjnych. Można by je po prostu spisać w straty, bez większych konsekwencji (kiedy bank komercyjny nie jest w stanie odzyskać należności, to może zbankrutować, kiedy stratę księguje bank centralny, emitujący pieniądz, to po prostu dodrukowuje sobie potrzebną kwotę). Problem pojawi się kiedy z podobnymi do greckich żądaniami wystąpi Hiszpania, piąty co do wielkości kraj UE, poddany równie rygorystycznej terapii oszczędnościowej. Obligacje hiszpańskie są nadal w posiadaniu prywatnych banków i groźba wstrzymania spłaty zadłużenia przez rząd w Madrycie wywoła natychmiastowy kryzys bankowy w Europie, a być może nawet kolejny krach sektora finansowego na skalę światową. Gdyby w Hiszpanii zwyciężył Podemos i ogłosił, że chce renegocjować warunki programu oszczędnościowego, grożąc wstrzymaniem obsługi zadłużenia, przedstawiciele Trojki negocjowaliby na kolanach. Gdyby z podobnymi roszczeniami wystąpił rząd Włoch – trzeciej największej gospodarki strefy euro, też poddanej bolesnej społecznie terapii oszczędnościowej, konieczna byłaby europejska konferencja oddłużeniowa, czyli tak naprawdę konferencja na temat nowego modelu społeczno-ekonomicznego UE. W przeciwnym razie, w przypadku groźby wstrzymania spłat długu przez Hiszpanię i Włochy, europejski system bankowo-finansowy, a w konsekwencji światowy system finansowy wyleciałby w powietrze.
 
Oto stawka o jaką toczy się obecnie gra. Jeśli Syriza uruchomi polityczną lawinę w Europie, to zachwieje się cały światowy kapitalizm. Syriza i Podemos wychodzą z propozycjami skromnych reform, których kapitalizm w okresie globalnego kryzysu nie jest w stanie spełnić. Te skromne propozycje reform są obecnie dla kapitalizmu niemal również zabójcze jak rewolucja proletariacka. Rozumieją to doskonale kapitaliści, nie rozumie duża część lewicy. Odrzucenie skromnych próśb reformatorskich da frakcji komunistycznej w Syrizie, czy lewemu skrzydłu Podemos koronne argumenty, by przekonać ludzi, że pomimo naszych najlepszych chęci, kapitalizmu nie da się zreformować ani naprawić.
 
 
Rząd Tsiprasa lawiruje, nie przyjmuje warunków Trojki, przeciąga negocjacje, stara się wygrać na czasie czekając na rozwój wydarzeń w Hiszpanii. Jeśli Podemos wygra, pojawi się pierwsza od upadku demoludów, realna szansa na zmiany ustrojowe w Europie. Jeśli takie wsparcie nie nadejdzie, to Grecja zostanie zmiażdżona, bez względu na to co zrobi rząd Syrizy. Nawet pełna nacjonalizacja gospodarki greckiej i ustanowienie władzy rad nie zapobiegnie katastrofie humanitarnej. Mały kraj, pozbawiony surowców energetycznych (a więc zmuszony do ich importu za twardą walutę) i nie posiadający nowoczesnych technologii oraz dostępu do kredytów zagranicznych, będzie zmuszony konkurować na rynku światowym wyłącznie niską ceną pracy, tylko po to, by za zarobione w ten sposób dolary i euro móc sprowadzić z zagranicy paliwa energetyczne i zapewnić ludziom i przedsiębiorstwom dostawy prądu, gazu i benzyny. To byłby system podobny do kubańskiego, zapewniający zaspokojenie wyłącznie najbardziej podstawowych potrzeb wszystkim obywatelom, ale na bardzo niskim poziomie. Nie tego chcą obecnie Grecy. Oni nadal wierzą, że możliwy jest powrót do poziomu życia sprzed wybuchu kryzysu finansowego. Dopiero ludziom, którzy zrozumieją, że nie mają już nic do stracenia a do wygrania cały świat, będzie można zaproponować skok na głęboką wodę i zmianę całego porządku społeczno-ekonomicznego.
 
 
 
3) Dyskusja o roli związków zawodowych była częścią wielkiej dyskusji w partii bolszewickiej na temat tego w jaki sposób powinno być zorganizowane państwo dyktatury proletariatu, jego gospodarka i instytucje. Partia bolszewicka przed dojściem Stalina do władzy była towarzystwem niezwykle rozdyskutowanym, w którym o wszystko toczono długie spory, powstawały frakcje, tendencje i platformy programowe. Spór o role związków toczył się głównie między Leninem i Trockim. Trocki uznał (zdaniem Lenina i naszym błędnie), że po zwycięstwie rewolucji tradycyjne zadania związków zawodowych, jako organizacji walczącej o bieżące interesy robotników, przeciwko pracodawcy (w tym wypadku państwu radzieckiemu) są nieaktualne i związki należy przekształcić w strukturę robotniczego zarządzania gospodarką itp… Do tego włączył się Bucharin ze swoją frakcją na co Lenin zareagował pisząc broszurę:
 
 
W. I. Lenin: Raz jeszcze o związkach zawodowych, o chwili bieżącej oraz o błędach towarzyszy Trockiego i Bucharina (1921 r.)
(http://www.1917.net.pl/node/18680)
Trocki i Bucharin zostali zbesztani a ich poglądy pozostały poglądami mniejszościowymi.
 
 
Oto fragment, chyba najlepiej ilustrujący istotę sporu:
 
O dwie stroniczki dalej, w tezie 8, tow. Trocki oświadczył:
 
 „...Utraciwszy dawną podstawę swego istnienia, klasową walkę ekonomiczną, związki [to nieprawda, to zbyt pochopny, przesadny sąd: związki utraciły taką podstawę jak klasowa walka ekonomiczna, ale bynajmniej nie utraciły i, niestety, przez długie lata nie będą jeszcze mogły utracić takiej podstawy jak nieklasowa „walka ekonomiczna” – w sensie walki z biurokratycznymi wypaczeniami aparatu radzieckiego, w sensie ochrony materialnych i duchowych interesów mas pracujących drogami i środkami niedostępnymi dla tego aparatu itp.] związki, wskutek szeregu okoliczności, nie zdołały zgromadzić w swych szeregach niezbędnych sił i wypracować niezbędnych metod, które pozwoliłyby im rozwiązać nowe zadanie postawione im przez rewolucję proletariacką, a sformułowane przez nasz program: zorganizować produkcję” (kursywa Trockiego, s. 9, teza 8).
 
 Jest to znowu sąd zbyt pochopny, przesadny, zawierający w sobie zalążek wielkiego błędu. Program nie zawiera takiego sformułowania i nie stawia przed związkami takiego zadania jak „zorganizowanie produkcji”. Prześledzimy krok za krokiem każdą myśl, każdą tezę naszego programu partii w tej samej kolejności, w jakiej tezy te znajdują się w tekście programu:
 
 (1) „Aparat organizacyjny [nie wszelki] przemysłu uspołecznionego powinien się opierać przede wszystkim [a nie wyłącznie] na związkach zawodowych”. (2) „Powinny one coraz bardziej wyzbywać się cechowej ciasnoty [jak wyzbywać się? pod kierownictwem partii i w procesie wychowawczego i wszelkiego innego oddziaływania proletariatu na nieproletariackie masy pracujące] i przekształcać w wielkie zrzeszenia produkcyjne, obejmujące większość, a stopniowo i wszystkich bez wyjątku ludzi pracy danej gałęzi produkcji...”
 
 Jest to pierwsza część rozdziału, który w programie partii poświęcony jest związkom zawodowym. Jak widzicie, część ta stawia od razu bardzo „surowe” i wymagające bardzo długiej pracy „warunki” na przyszłość. Dalej zaś mamy, co następuje:
 
 „...Uczestnicząc już – zgodnie z ustawami Republiki Radzieckiej i istniejącą praktyką [sformułowanie, jak widzicie, bardzo ostrożne: jedynie uczestnicząc] – we wszystkich terenowych i centralnych organach zarządzania przemysłem, związki zawodowe powinny doprowadzić do faktycznego skoncentrowania w swych rękach całego zarządzania całą gospodarką narodową jako jednolitym organizmem gospodarczym [zwróćcie uwagę: powinny doprowadzić do faktycznego skoncentrowania zarządzania nie gałęziami przemysłu i nie przemysłem, ale całą gospodarką narodową, i to jako jednolitym organizmem gospodarczym: warunek ten, jako warunek ekonomiczny, można będzie uważać za faktycznie spełniony dopiero wówczas, kiedy drobni producenci, zarówno w przemyśle jak w rolnictwie, będą stanowili mniej niż połowę ludności i kiedy mniej niż połowę będzie stanowił ich udział w gospodarce narodowej]. Zapewniając w ten sposób [właśnie «w ten sposób», który spełnia stopniowo wszystkie uprzednio wymienione warunki] nierozerwalną więź między centralnym zarządzaniem państwowym, gospodarką narodową i szerokimi masami ludzi pracy, związki zawodowe powinny w jak najszerszym zakresie wciągać je [tj. masy, tj. większość ludności] do bezpośredniej pracy w dziedzinie kierowania gospodarką. Udział związków zawodowych w kierowaniu gospodarką i wciąganie przez nie do tej działalności szerokich mas jest jednocześnie głównym środkiem walki z biurokratyzacją aparatu gospodarczego władzy radzieckiej oraz umożliwia wprowadzenie ludowej kontroli nad wynikami produkcji”.
 
Tak więc w ostatnim zdaniu znów mamy bardzo ostrożne sformułowanie: „udział w kierowaniu gospodarką”; znów mamy wskazanie, aby wciągać szerokie masy, co ma stanowić główny (ale nie jedyny) środek walki z biurokratyzmem; i na zakończenie nader ostrożne wskazanie: „umożliwia” wprowadzenie „ludowej”, tj. robotniczo-chłopskiej, a bynajmniej nie tylko proletariackiej, „kontroli”.
 
Wyciąganie z tego wszystkiego wniosku, że program naszej partii „sformułował” jako zadanie związków zawodowych „zorganizowanie produkcji” – jest wręcz niewłaściwe. Jeśli natomiast będziemy upierać się przy tym błędnym poglądzie, wprowadzać go do tez-platform, to nie może stąd wyniknąć nic innego jak antykomunistyczne, syndykalistyczne odchylenie.
 

[1] Za: http://en.wikipedia.org/wiki/Opinion_polling_for_the_Spanish_general_election,_2015)

Społeczność

USRR