Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 28 gości.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Bez empatii

Demonstracja PAME lipiec 2015

(Wdzięczność altstettinerowi za wywołanie tematu sytuacji rewolucyjnej.)
 
Jakie jej elementy mamy? Mamy zapaść gospodarczą kraju, mamy doły, które nie chcą, i górę, która nie może dłużej ciągnąć wózka, mamy „rewolucyjną” partię u władzy, która zdobyła w referendum mandat na każdą „awanturę polityczną”, w tym na Grexit. Czego więcej chcieć?
 
Oczywiście, każdy z tych elementów ma charakter umowny. Bo ani to żadna partia rewolucyjna, ani też entuzjazm ludu nie jest w stanie przetrwać nienaruszony w obliczu zmasowanej riposty kapitału. Przede wszystkim jednak mamy fakt oczywisty – w pozostałych krajach Europy nie istnieją partie rewolucyjne, które byłyby zdolne do zmobilizowania swoich zwolenników do poparcia walki ludu Grecji (maksimum, na jakie mogła się ta lewica zdobyć, to protesty Die Linke). A bez tego, bez mobilizacji w celu skutecznego zablokowania retorsji wobec gospodarki greckiej, nie ma szans na powodzenie polityki antykapitalistycznej ani w Grecji, ani gdziekolwiek.
 
 
A takie postulowane poparcie dla walki Greków nieuchronnie doprowadziłoby do wybuchu nastrojów rewolucyjnych w pozostałych krajach. Co groziłoby rozsadzeniem pluralistycznych partii antykapitalistycznych w Europie (oczywiście tych, które jeszcze nie zmarły śmiercią naturalną, a także różnych inicjatyw oddolnych typu Podemos).
 
 
Mamy sytuację, w której, w wyniku narastania przewidywanego od dawna kryzysu kapitalizmu, świadomość społeczna ludzi radykalizuje się w tempie przekraczającym możliwe tempo dostosowania się do tej tendencji organizacji lewicowych.
 
 
Słabość sytuacji rewolucyjnej leży więc po stronie rewolucyjnych organizacji, a konkretnie – w ich braku.
 
Przez całe dziesięciolecia lewica radykalna na Zachodzie budowała swoją strategię na walce ze „starą” lewicą rewolucyjną. Opierała się ona na fałszywym założeniu o przeżyciu się konfliktu między klasą robotniczą a burżuazją, o obumarciu tradycyjnej klasy robotniczej, i na nie mniej fałszywym założeniu, że w społeczeństwie postindustrialnym i postkapitalistycznym metodą walki ma być radykalizacja żądań demokratyzacji życia społecznego.
 
 
Efekty mamy w postaci naiwnej wiary negocjatorów ze strony greckiej, że w dyskusji z przedstawicielami Eurogrupy odniosą błyskotliwe zwycięstwo w walce na argumenty naukowe. Wystarczy poczytać zwierzenia kombatantów przegranej sprawy – Warufakisa czy Kuwelakisa.
 
 
Na bazie wspólnoty zrodzonej z owej walki o demokratyzację różnych segmentów rzeczywistości społecznej, organizacje rewolucyjne przekształciły się w formacje o szerokim, nieklasowym i w wyniku tego – eklektycznym światopoglądzie.
 
Tak więc, można powiedzieć, że w sytuacji obiektywnie zmierzającej ku rewolucyjnej, mamy do czynienia z porażająco nieadekwatnym poziomem czynnika subiektywnego.
 
Co dało się zauważyć na przykładzie Grecji.
 
 
I nie chodzi tu o to, że Cipras nie podjął ryzyka, które wprost mu narzuciły masy społeczne, ale o to, że Cipras – toutes proportions gardees – czuł intuicyjnie, że jest w takiej sytuacji jak Lenin, w 1917 r. Lenin poszedł za nastrojami rewolucyjnymi mas, a rewolucja rosyjska została zdradzona przez ówczesnych odpowiedników dzisiejszych radykałów. Cipras nie popełnił „błędu” Lenina, ponieważ zapewne doskonale wiedział, jak sam by postąpił, gdyby taka sytuacja zdarzyła się w innym zadłużonym kraju. Postawa wynika z zasad doktrynalnych formacji – nie ma tu żadnego zaskoczenia.
 
Można też dodać, że – zgodnie z krytyką tzw. nowej radykalnej lewicy wobec licznych (w ich mniemaniu) błędów Lenina – Grecja nie nadaje się na kraj przewrotu rewolucyjnego, ponieważ nie jest przodującym wysokorozwiniętym krajem kapitalistycznym. Może i jest w tym momencie najsłabszym ogniwem, ale cóż – radykałowie nie dadzą się wpędzić w upowszechnienie nędzy.
 
Pluralizm partii rzekomo antykapitalistycznych wyklucza możliwość reakcji prostej i jednoznacznej w sytuacji wymagającej takiej właśnie decyzji. Zawsze zwycięża wówczas asekuranctwo.
 
Inicjowanie rewolucji antykapitalistycznej w sytuacji takiego przygotowania kadr i chaosu ideologicznego na lewicy radykalnej byłoby faktycznie samobójstwem.
 
 
Samobójstwem było jednak już samo sięganie po władzę przez rzekomych radykałów w sytuacji gospodarczej, takiej jak w Grecji. Branie władzy tylko po to, aby realizować program rządu burżuazyjnego, jest samobójstwem politycznym greckiej, i nie tylko greckiej, tzw. nowej radykalnej lewicy.
 
Żeby było jasne, jesteśmy ostatnimi, którzy by się tym zamartwiali.
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
19 lipca 2015 r.
Tekst ukazał się pod linkiem http://www.dyktatura.info/?p=2769

Społeczność

Chcemy waszych minerałów