Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 77 gości.

Filip Sacirovic: Walka uchodźców i proletariacka solidarność u wrót UE – 3 dni w Horgos

uchodzcy2015_1.jpg

Tekst oryginalnie ukazał się 23 września 2015 r. w języku angielskim na oficjalnej stronie IMT i dostępny jest pod adresem: http://www.marxist.com/refugees-struggle-and-working-class-solidarity-at-the-gates-of-the-eu-3-days-in-horgos.ht

Tak zwany kryzys uchodźców jest w centrum uwagi publicznej od jakiegoś czasu, nigdzie bardziej niż w krajach, przez które ci zdesperowani ludzie wędrowali w poszukiwaniu bezpiecznej, spokojnej i dostatniej przyszłości. Początkowo myślałem, że pojadę do Belgradu i będę pomagał jako wolontariusz w organizacji pomagającej uchodźcom i rozdzielał paczki, jednocześnie rozmawiając z uchodźcami i rozpowszechniając wiadomości o ich sytuacji. Jednak wydarzenia na granicy węgierskiej w Horgoš, gdzie policja węgierska starła się z uchodźcami z niespotykaną paniczną brutalnością, skłoniły mnie do zmiany planów i udałem się tam z kilkoma towarzyszami. Przyjechaliśmy po starciach, przywożąc tyle przydziałów, ile tylko mogliśmy, i postanowiliśmy zostać, oferując pomoc.

 
Kim są ci uchodźcy?

Kiedy i towarzysze z Crveni i somborskiej Antify pierwszy raz przybyli do przejścia granicznego zamienionego w obóz uchodźców w Horgoš w nocy 16 września w celu niesienia pomocy, napotkaliśmy tysiące ludzi z całego Bliskiego Wschodu, zmagających się z zabezpieczeniem podstawowych potrzeb swoich i, bardzo często, ich rodzin, które razem z nimi podążyły w tą podróż w nieznane. Zajęło nam to trochę czasu, aby się zadomowić, a mnie, aby zebrać się na odwagę, żeby zbliżyć się do uchodźców i porozmawiać z nimi. Nie dlatego, że czułem jakikolwiek strachu przed nimi, nie bałem się nawet przez chwilę, ale dlatego, że na początku wydawało się trochę uciążliwe narzucać się ludziom, który zdawali brać udział w wyścigu o przetrwanie, w którym każda minuta ich czasu była cenna. Oprócz sporadycznej pomocy dla ludzi, na których przypadkowo wpadałem, głównie z Syrii i Afganistanu, którym potrzebny był „miejscowy”, aby pomóc im zdobyć namioty, koce lub Internet (uruchomiłem mobilny hotspot na moim telefonie i pozostawał on włączony właściwie przez cały czas), dopiero następnego dnia przeprowadziłem właściwe wywiady z mieszkańcami obozu dla uchodźców Horgoš.

Ranek wydawał się spokojniejszy. Nie było prawie żadnego śladu chaosu, który miał miejsce kilka godzin wcześniej, kiedy policja węgierska biła i użyła gazu przeciw uchodźcom próbującym przekroczyć granicę, niezależnie od wieku. Podszedłem do kilka grup ludzi, którzy obozowali na zewnątrz i poprosiłem, aby opowiedzieli swoje historie. Była tam rodzina Hazarów z Afganistanu uciekających przed nieustanną wojną, którą przyniosła imperialistyczna ingerencja. Hazarowie są mniejszością szyicką w Afganistanie i Pakistanie; uważa się, że jest pochodzenia mongolskiego i dlatego stykają się z wieloma formami ucisku zarówno jako mniejszość religijna jak i etniczna – są prześladowani przez imperializm, przez nowy reżim, przez powstańców talibskich. Wszystkie te frakcje słusznie scharakteryzował Hazar, z którym rozmawiałem. Kiedy zapytałem go, czy opuścił swój dom z powodu Ameryki czy z powodu talibów, złączył ręce i powiedział: „Ameryka i talibowie to jedno. Bin Laden był dzieckiem CIA.” Gdy rozmawialiśmy, jakiś mężczyzna zakładał rękawice sanitarne i przygotowywał się do sprzątania teren wokół namiotu jego rodziny. Samodzielnie zorganizowane sprzątanie było powszechne i choć nie można było faktycznie zapewnić całkowicie czystego środowiska w wiosce namiotowej, gdzie śmieci po prostu piętrzą się wraz z ludzkich odchodami, takie próby dowodziły dyscypliny i współpracy, pokazując, że ci ludzie choć stracili wszystko, nie stracili jednak swojej godności.

Obóz był pełen różnego rodzaju rodzin. Niektóre podróżowały razem od samego początku, niektóre zostały utworzone przez przyjaciół, którzy spotkali się w drodze i postanowił trzymać się razem, wzajemnie się wspierając. Jedną z takich nowo powstałych rodzina była grupa Syryjczyków, których spotkałem. Zaprosili mnie do ogniska, które rozpalili, aby się ogrzać rano, i powiedzieli mi, że są sunnickimi Arabami, którzy zdecydowali się nie walczyć po żadnej ze stron syryjskiej wojny domowej. Zauważyłem, że oni i wielu innych Syryjczyków, z wyjątkiem Kurdów, bardzo niechętnie pozwalało się fotografować, wciąż bojąc się, że dosięgnie ich tajna policja Assada. Mimo to zgodzili się wziąć ze mną prywatną selfie na pamiątkę, w zamian ja obiecałem, że jej nie opublikuję.

Wbrew powszechnemu przekonaniu, że uchodźcy to głównie młodzi mężczyźni w sile wieku, w obozie widziałem wiele dzieci, kobiet i osób starszych, a także szokującą liczbę osób niepełnosprawnych z powodu wad wrodzonych lub urazów wojennych – bez rąk i nóg, poruszających się na wózkach inwalidzkich lub o kulach.

Nie wszyscy uchodźcy, których poznałem, przybyli tutaj, aby uniknąć wojny. Wielu wyruszyło w podróż do Europy, aby uniknąć ubóstwa i doświadczyć dostatniego życia, na które nie mogą liczyc w ich krajach. Tacy ludzie najczęściej pochodzili z krajów afrykańskich, takich jak Sudan, a także z krajów Maghrebu. Zachodnia prasa prawicowa często próbowała wprowadzić fałszywe rozróżnienie między uchodźcami i tzw. migrantami zarobkowymi. To niedorzeczne rozróżnienie istnieje nawet w prawie międzynarodowym. Opiera się ona na błędnym założeniu, że czyjeś życie jest zagrożone na tyle im, aby być traktowany jako uchodźca, tylko jeśli żyją w strefie działań wojennych. W rzeczywistości, codzienne życie w ubóstwie przynosi równe lub nawet większe zagrożenia ludziom pracy próbującym zarobić na życie. Stres, choroby, przestępczość, nędza – wszystko to stanowi ogromne zagrożenie dla życia ludzkiego i nic nie jest bardziej cyniczny, niż mówienie ludziom: „Nie jesteście w strefie działań wojennych, w związku z tym u was jest wszystko porządku.” Taki wybieg prawny służy jako pretekst, aby zmniejszyć zakres odpowiedzialności tzw. społeczności międzynarodowej i jej instytucji, które działają podobnie jak firmy ubezpieczeniowe twierdzące, że ich celem jest pomoc ludziom w potrzebie, gdy w rzeczywistości są one bardziej zainteresowane znalezieniem sposobów na wykręcenie się od ich zobowiązań.

Drut kolczasty „społeczeństwa otwartego”

Jednakże z takich zobowiązań nie zawsze łatwo się wywinąć. Kiedy wciskasz reszcie świata amerykański lub europejski sen i jednocześnie zamieniasz życie ludów żyjących poza tymi kontynentami w najczarniejsze koszmary, jakie można sobie wyobrazić, to nie jest zaskoczeniem, że w pewnym momencie nastąpi masowy ruch ku samozwańczym ziemiom obiecanym.

Od dziesięcioleci kraje imperialistyczne Europy Zachodniej i Ameryki Północnej przedstawiły swoje liberalne systemy demokratyczne jako „społeczeństwa otwarte”, społeczeństwa „wolnych jednostek” i „swobodnego przepływu osób i towarów”. Było dobrze, póki czasy były dobre i póki rynki się rozwijały, podczas tak zwanej złotej ery reformizmu, dzięki boomowi powojennemu i włączeniu byłych państw stalinowskich do rynku światowym.

Kiedy kapitalizm wszedł w okres kryzysu, a świat kapitału starał się zatrzymać spadek stopy zysku, fasada otwartości i rzekomej wolności upadła okazując czym była zawsze – listkiem figowym abstrakcyjnej „wolności” ukrywającym bardzo konkretne i bezwzględne formy eksploatacji. Te pozory odgrywały ważną rolę w czasie zimnej wojny, gdy celem imperializmu było zaprezentowanie się jako jasnej i barwnej alternatywy wobec ponurego „komunistycznego” życia w zdeformowanych państwach robotniczych. Jednak gdy zdeformowane państwa robotnicze ponownie stały się państwami kapitalistycznymi i dojrzały do „przemian” – tzn. do grabieżczej prywatyzacji przy pomocy klik lokalnych biurokratów i oligarchów – fasada stała się zbędna. Uśmiechnięta twarz „demokracji” i „wolnego wyboru” została szybko zastąpiona przez bicz w myśl motta „nie ma alternatywy”; reformistyczna polityka ustępstw wobec ludzi pracy zostały zastąpiona przez zaciskanie pasa i prywatyzację, która pozbawiła miliony ludzi dostępu do podstawowych zdobyczy cywilizacji, takich jak tania, wysokiej jakości opieka zdrowotna, edukacja i mieszkalnictwo.

W imperialistycznych wojnach wywołanych na Bliskim Wschodzie i w Afryce nigdy nie chodziło tak naprawdę o walkę z prawdziwym zagrożeniem dla ludów Zachodu. Od samego początku miały na celu ratowanie rynki upadające i zarobienie szybkiej kasy; nie było długofalowej strategii dla tych regionów, nie przejmowano się, co się stanie z żyjącymi tam ludźmi, gdy ich zasoby zostaną już wykorzystane, a zachodni „wyzwoliciele” spod znaku wielkiego biznesu zainkasują swoje zyski.

Jednak nasza planeta jest okrągła, bez względu na wysiłki jaki ci szanowni panowie wkładają w odrzucanie tego prostego faktu, i bałagan wywołany w jednej części świata nieuchronnie do nich wróci i dobierze się do ich wygodnie usadowionych siedzeń. Unijna koncepcja „swobodnego przepływu towarów i ludzi” został obmyślona w celu zwiększenia niemieckiego eksportu i zapewnienia taniej, nieuzwiązkowionej siły roboczej za pośrednictwem kontrolowanej imigracji. Była to taktyczna decyzja zachodnio-europejskiego kapitału, która ułatwiła mu skuteczną kolonizację Europy Wschodniej poprzez proces „integracji europejskiej”. Jednakże, aby przekonać do niej masy Europy Wschodniej i reszty świata, ta taktyczna decyzja biznesowa musiała być przedstawiona jako idea, jako „europejska wartość”, część dominującej ideologii europejskiej. Nic więc dziwnego, że miliony ludzi uciekających desperacko, aby ocalić swoje życie zdecydował się przyjąć tę zasadę dosłownie i zażądały od krajów europejskich spełnienia swoich wzniosłych obietnic.

Niestety, w świecie gospodarki wolnorynkowej, obietnica jest warta tylko tyle, ile siła ekonomiczna lub polityczna, która wymusza wywiązanie się z niej. Jeśli masy uchodźców nie przynoszą żadnego zysku kapitałowi europejskiemu, jeśli w rzeczywistości kładą większy nacisk na państwa opiekuńcze –nie tylko finansowo, żądając świadczeń socjalnych po przyjeździe, ale również politycznie, żądając jego zachowania jako instytucji – i jeśli robią to masowo, jako wielka kolektywna siła, a nie jako zatomizowane jednostki, które przybywają w wyniku kontrolowanej imigracji, to stanowią one nowego naturalnego sojusznika europejskiego ruchu anty-oszczędnościowego, kierowanego głównie przez europejską klasą robotniczą. Co więcej, taki naturalny sojusz będzie miał tendencję do przechodzenia w pełną integrację większości uchodźców w zorganizowanym ruchu robotniczym, gdy już uzyskają zatrudnienie, a ich pobyt w krajach UE będzie zabezpieczony. Istnieje kilka powodów, dlaczego można się spodziewać takiego obrotu spraw.

Po pierwsze, kurczący się rynek pracy wewnątrz głównych krajach europejskich nie będzie w stanie wchłonąć wszystkich uchodźców, a nawet większość, na dłuższy okres czasu. Wielu z nich będzie trudno odnaleźć się na rynku pracy, zanim będą mogli osiedlić się na stałe, potwierdzić swoje umiejętności, nauczyć się języka kraju, w którym się osiedlą itp. Ponadto wielu uchodźców ma członków rodziny, którzy nie poradzą sobie sami – czy to dzieci czy niepełnosprawni dorośli krewni. Uczynienie ich (bardziej) zdolnymi do podjęcia pracy, a tym samym samowystarczalnymi, wymagać będzie czasu i pomocy finansowej ze strony państwa. To samo można powiedzieć teraz o milionach bezrobotnych, niedokształconych i/lub bezdomnych, którzy już mieszkają w Europie. Już teraz potrzebne kompleksowe rozwiązanie tych trudności gospodarczych, które dotykają zarówno miliony uchodźców jak i rodzimych mieszkańców.

Po drugie, wykształcenie i szkolenia nie pomogą w wypadku chronicznego braku pracy. Kurczenie się rynku pracy będzie popychać zorganizowany ruch robotniczy coraz bardziej w kierunku poszukiwania rozwiązań politycznych kryzysu bezrobocia – rozwiązań, których nie można znaleźć w ramach gospodarki rynkowej. Zorganizowany ruch robotniczy zmierza albo do całkowitej kapitulacji, albo obalenia kapitalizmu. To którą droga podąży zależy w niemałym stopniu od tego, jak potraktuje on uchodźczą siłę roboczą. Jeśli przyjmie ich w duchu konkurencji i wrogości, burżuazja będzie miała ułatwione zadanie, wykorzystując uchodźczą siłę roboczą do pogorszenia warunków pracy. Z drugiej strony, jeśli zaznajomi się ich z ich praw pracowniczych oraz włączy do zorganizowanych struktur robotniczych, ci wytrwali i dzielni ludzi mogą rzeczywiście stać się jedną z najbardziej wojowniczych warstw klasy robotniczej.

Po trzecie, ich integracja będzie także przeciwdziałać podziałowi kulturowemu i spowoduje bankructwo mitu „zderzenia cywilizacji”, który klasa panująca tak chętnie wykorzystuje do usprawiedliwiania swoich imperialistycznych interwencji na całym świecie. Brak poparcia dla imperialistycznej wojny bardzo utrudni, a nawet uniemożliwi, klasie panującej użycia „jedności narodowej” jako pretekstu do wprowadzenia elementów państwa policyjnego i wymuszenia na ruchu robotniczym odwrotu w imię „bezpieczeństwa narodowego” i akceptacji dalszych ataków na jego prawa.

Takie scenariusza europejski kapitał chciałby raczej uniknąć, nawet za cenę rażącego łamania swoich własnych praw i umów, od Konwencji genewskiej z 1951 po układ z Schengen.

Dlatego też nie dziwi wcale, że oczekuje kraje graniczne UE, takie jak Węgry, Chorwacja i Bułgaria będą pełnić rolę posterunków UE i robić, co tylko w ich mocy, aby powstrzymać uchodźców przed dotarciem do głównych krajów imperialistycznych, jak Niemicy, Wielka Brytania, Francja czy kraje Beneluksu i Skandynawii. Wykorzystywanie tych krajów jako tarczy jest politycznie wygodne, ponieważ są to „nowi Europejczycy”, czyli nowi członkowie UE, nadal uczący sie „demokracji” i „praw człowieka” przez założycieli UE - przede wszystkim przez Niemcy. W związku z tym, wszelkiego rodzaju nadużycia i taktyki państwa policyjnego stosowane przez policję tych krajów wobec uchodźców można po prostu przypisać nadgorliwości „młodych demokracji”, które jeszcze nie przyswoiły sobie w pełni tak zwanych europejskich wartości.

A nadużyć nie brakowało. Serce się łamało na widok tych wszystkich kobiet, dzieci, osób starszych i niepełnosprawnych bitych i atakowanych gazem łzawiącym przez policję europejskich Węgier. Widok więzień dla imigrantów, które przypominają obozy koncentracyjne, fakt, że samoorganizujące się grupy solidarnościowe nie miały możliwości zaopatrzenia w żywność i inne artykuły uchodźców znajdujących się wewnątrz oraz nieuzasadniona brutalność siły stosowanej przez węgierską policję były przede wszystkim przejawem panicznego posłuszeństwa, zdecydowanej chęci Viktora Orbána, aby wykazać się jako nowy anty-uchodźczy feldmarszałek Berlina. Przemoc i brak poszanowania dla praw człowieka i prawa międzynarodowego, były jawne i nie starano się ich ukrywać. Węgierska policja posunęła się tak daleko, aby naruszyła granice Serbii, używając gazu łzawiącego i aresztowując demonstrantów na serbskim terytorium. Węgierskie media podżegały rasistowską paranoję publikując sensacyjne historie, takie jak ta o pociągu z uchodźcami w Chorwacji, w którym, ich zdaniem, uchodźcy rozbroili chorwackich policjantów i uwięzili inżyniera! Takie straszne historyjki na dobranoc, w które tylko sześciolatek by uwierzył, mówią wiele o stanie umysłów w węgierskim rządzie prawicowym.

Dzięki „robocie” Orbána, Angela Merkel i niemiecki establishment początkowo mogli sobie pozwolić na publiczne wysyłanie wiadomości powitalnych uchodźcom, podczas gdy w tym samym czasie wymagali od krajów granicznych, aby zatrzymać tych ludzi wszelkimi dostępnymi środkami. Tylko naiwni wierzą, że Węgry i Bułgaria rozpoczęły ogradzanie swoich granicach niemal jednocześnie, niezależnie od siebie, w wyniku kaprys przywódców tych krajów. I mimo, że ta naiwna wiara szybko upadła wobec faktu, że po sforsowaniu murów Twierdzy Europa przez wspólnej siły i wytrwałość mas uchodźców i rosnącego ruchu solidarności narodów europejskich pomagających im, założyciele UE sami zaczęli zachowywać się jak „młode demokracje”, w efekcie odrzucając Schengen i ustanowienie nowej reguły, jeśli chodzi o granice – każde europejskie państwo samo dla siebie.

Odpowiedź ludowa

Większość państw europejskich nie mogło spodziewać się niezwykłej i niesamowitej spontanicznej reakcją na „kryzys uchodźców” ze strony mas zwykłych ludzi pracy na całym kontynencie. Mimo, że karmiono ich wszelkiego rodzaju ksenofobicznymi, a w szczególności islamofobicznymi, kłamstwami przez dziesięciolecia, Europejczycy dali cudowny pokaz solidarności. Tysiące oddało odzież i zakupiło żywność i leki, dziesiątki rozdzielało je w obozach dla uchodźców jako wolontariusze. Kiedy pierwszy raz przyjechałem, spodziewałem się, że większość wolontariuszy będzie Serbami, ale szybko zdałem sobie sprawę, że się pomyliłem. Większość serbskich ochotników pozostało w Belgradzie, gdzie istniała już szeroka siatka solidarnościowa, z darowizn przychodzącymi codziennie, wraz z nowymi wolontariuszami. Nawet przedsiębiorstwa taksówkowe pomogły, zapewniając bezpłatny transport paczek do ośrodków dla uchodźców. Jednym z głównych punktów pomocy w Belgradzie był zdecydowanie Miksalište – alternatywny klub muzyczny w Sawamali, dzielnicy Belgradu będącej siedzibą wielu kolektywów artystycznych i organizacji pozarządowych, położonej nad południowym brzegiem rzeki Sawy.

Jeśli chodzi o Horgoš, to wolontariusze z Czech, USA, Szwecji, Wielkiej Brytanii i wielu innych krajach zorganizowali się, aby przybyć i zrobić wszystko co w ich mocy, by życie uchodźców stało się bardziej znośne. Przez całą noc, prawie bez snu, wolontariusze – zarówno z organizacji pozarządowych i jak i niezależni – starało się zagwarantować większości uchodźców namioty, koce i śpiwory oraz aby jak najwięcej mogło dostać co najmniej jeden ciepły posiłek dziennie. Z braku oficjalnej infrastruktury, zajęliśmy opuszczoną restaurację przy przejściu granicznym, w istocie przekształcając ją w skłot, gdzie pracowaliśmy i spaliśmy. Jedyna różnica między zakwaterowaniem naszym i uchodźców polegała na tym, że spaliśmy – jeśli spaliśmy – w zamkniętym pomieszczeniu. Poza tym, jedliśmy to samo jedzenie, spaliśmy w takich samych śpiworach i walczyli dla wspólnego celu.

Wśród najbardziej poszukiwanych towarów w obozie były informacje i Internet. Gdy rozeszła się wieść, że mogę użyczyć hotspot za darmo, porzuciłem wszelką nadzieję, że kiedykolwiek załaduje baterii mojego telefonu powyżej 20%. WhatsApp, Viber i Facebook były ważnym źródłem pocieszenia, ponieważ tylko dzięki tym mediom uchodźcy mogli dowiedzieć się, co stało się z bliskimi, z którymi stracili kontakt, albo powiadomić bliskich, że żyją i mają się dobrze (względnie ). Internet był również głównym źródłem wiadomości na temat szlaków wędrówki, ponieważ nowych informacje na temat tego, gdzie się udać i czego się spodziewać nadchodziły praktycznie co 12 godzin, podczas gdy jednocześnie staraliśmy się odróżnić fakty od plotek.

Dla mnie osobiście wielkim źródłem siły i determinacji były reakcje przyjaciół i towarzyszy, którzy nie mogąc działać jako wolontariusze z powodu pracy lub nauki, rozpowszechniali wiadomości o wydarzeniach i przyczynili się, każdy na swój sposób, do stworzenia atmosfery solidarności wśród mas w Serbii – atmosfery pełna zdecydowania i niezachwiana, pomimo różnego rodzaju prawicowych histerii i teorii spiskowych.

Dziękujemy, Serbio!”

Na pierwszy rzut oka stanowisko zajęte przez rząd Serbii w sprawie uchodźców, może wydawać się niespodziewane i zaskakująco postępowe. Podczas gdy wszystkie kraje sąsiednie reprezentowały różne stopnie oficjalnej ksenofobii, z Macedonią i Węgrami na czele, Serbia stała się bezpiecznym schronieniem dla uchodźców, w których ich prawa były przestrzegane, gdzie nawet policja była niezwykle uprzejma i pomocna oraz gdzie rząd i media głównego nurtu starały sie wyjaśnić, że osoby wędrujące przez nasz kraj nie stanowią zagrożenia dla nas i że powinno się ich ciepło przywitać i pomagać im na ile to możliwe. Porównywano uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki z naszymi uchodźcami z okresu wojny domowej w Jugosławii i te porównania poruszyły ludzi i skłoniły większość z nich do zaoferowania pomocy. Z tego powodu "Dziękuję, Serbio!" był jednym z najbardziej popularnych sloganów skandowanych przez uchodźców, powtarzano go tak często, że nawet małe dzieci się go nauczyły.

Co jest główną przyczyną takiego zachowania? Dlaczego Aleksandar Vučić, zatwardziały szowinista z okresu wojny, teraz przystrojony w nieco łagodniejsze „patriotyczne” barwy, postanowił pouczyć serbskie instytucje, aby traktowały uchodźców w po ludzku i z godnością? Odpowiedź na to pytanie jest dość oczywista, jak w większości przypadków reżimowi burżuazyjnemu chodzi o krótkoterminowy zysk, w tym przypadku polityczny. Dzięki stworzeniu reputacji Serbii jako kraju tolerancyjnego i otwartego, Vučić ma nadzieję zdobyć poparcie polityczne zarówno u wyborców jak i tzw. społeczności międzynarodowej, które później mógłby wykorzystać w konfliktach regionalnych, zwłaszcza w kwestii Kosowa albo nierozwiązanego sporu granicznego z Chorwacją, albo kwestii traktowania mniejszości albańskiej i romskiej w Serbii. Każdy uśmiech polityka burżuazyjnego to jedynie rozgrzewka szczęki przed ugryzieniem.

Hipokryzja rządu Serbii była oczywista – oferował on minimalne wsparcie, minimalne przydziały, a całe przedsięwzięcie było na krawędzi katastrofy każdego dnia, mimo naprawdę heroicznych wysiłków kilku oficjalnych instytucji, które zostały wyznaczone do pomocy, przede służba zdrowia, której pracownicy z powodzeniem zapobiegli pojawieniu ognisk epidemii pomimo nieprawdopodobnych warunkach sanitarnych. Ci bezinteresowni ludzie nie tylko wykonywali niesamowitą pracę będącą chlubą ich zawodu, ale wykonywali ją bez żadnego napięć, w spokojny i uprzejmy sposób, wykazując nienaganne podejście do pacjenta. Oprócz nich, to samorządy i różne samoorganizujące się grupy, organizacje pozarządowe i osoby fizyczne były źródłem tak potrzebnej pomocy. Największym osiągnięciem serbskiego rządu był w istocie to, że nie przeszkadzał w tych wysiłkach. Muszę przyznać, że aż choć byłem dumny z powodu ludowej solidarności wyrażonej przez zwykłych Serbów, to czułem się wstyd, że nasz rząd robi tak niewiele by pomóc. Gdy uchodźcy mówili do mnie: „Dziękujemy bardzo, Serbia jest dla nas taka dobra!”, mimo woli nasuwała się mi myśl: „Jak dobry jest naprawdę rząd, który tworzy swój wizerunek „wielkiego humanitarysty” jedynie w oparciu o brak nadużyć? Jak przyjazny jest dla uchodźców kraj, który pozwala im spać w polu, w brudzie i na mrozie?

Te pozory humanitaryzmu szybko zniknęły, gdy utworzono nowe korytarze przez Chorwację i Słowenię, a węgierski reżim Orbána właściwie skapitulował i postanowił pozwolić reszcie uchodźców przybywających z tych krajów na bezpieczny przejazd do Austrii. Jak tylko zawarto umowy rząd wykazał się pośpiechem w pozbywaniu się ludzi, których witał z fałszywym ciepłem. Ostatniego dnia policja próbowała odesłać pozostałych wolontariuszy tak szybko, jak tylko się dało, jednocześnie kierując uchodźców do autokarów. Obecność wolontariuszy i mediów była dla nich uciążliwa, ponieważ musieli z tego powodu ograniczyć swoje „wysiłki” do minimalnego użycia siły, bez rzeczywistego kontaktu fizycznego z uchodźcami. Nagle (a jednak całkowicie zgodnie z oczekiwaniami) ci uprzejmi i chętni do współpracy ludzie byli wolni i przekształcili się w chamskich i groźnych strażników reżimu, rycząc i warcząc na wszystkich. Ponieważ byłem jednym z ludzi, którzy stali się szczególnie bliscy uchodźcom i oferowałem im porady w niektórych sprawach, stałem się głównym celem zastraszania. Zaczęło się próby wzięcia mnie na bok i sprawdzenia moich dokumentów. Chętnie na to przystałem pod warunkiem, że podadzą mi numery swoich odznak. Na moją prośbę, jeden z nich odpowiedział stekiem wulgaryzmów, fałszywymi oskarżeniami przeciwko mnie o tym jak, rzekomo, próbowałem wyłudzić pieniądze od uchodźców, a na koniec powiedział mi, że jego „kumple” w moim mieście się mną „zajmą”. Gdy odchodziłem, próbowali mnie zastraszyć, mówiąc, że mogę być aresztowany za wkroczenie w pobliże przejścia granicznego i żebym lepiej oddalił się od Horgoš. Odpowiedziałem, że nie było mowy o wtargnięciu, ponieważ ich przełożeni pozwolili wolontariuszom tam się zatrzymać i że odejdę, kiedy pożegnam się z moimi przyjaciółmi spośród uchodźców. Zostawili mnie w spokoju – na razie.

Sępy

Nie tylko rządy okazywały fałszywą solidarność z uchodźcami w celu realizacji własnych wąsko pojętych interesów. Nieszczęście ludzkie niestety często jest magnesem dla wszelakich pasożytów. W Horgoš miałem ogromną nieprzyjemność spotkać co najmniej z trzema ich gatunkami. Jednym z nich byli bez wątpienia dziennikarze, którzy pozostawali obojętni wobec trudnej sytuacji uchodźców (poza kilkoma chwalebnymi wyjątkami). Niektóre z nich, zwłaszcza ci z Węgier, byli w rzeczywistości bardzo wrodzy i patrzyli na uchodźców z góry. Ich zadaniem było niewątpliwie zniesławienie, a nie sprawozdanie prawdy. Oprócz ich braku solidarności z ludźmi w potrzebie okazywali również postawę w myśl zasady „człowiek człowiekowi wilkiem” typową dla japiszonów z wyższej klasy średniej wobec siebie nawzajem oraz wobec wolontariuszy.

Inny gatunek tych podłych stworzeń stanowili słowaccy filmowcy, którzy przedstawili wolontariuszom pomysł na to, co nazywali filmem dokumentalnym, w którym uchodźcy „szliby wzdłuż autostrady ok. 20 km”, a podczas tego spaceru przeprowadzaliby z nimi wywiady i słuchali ich historii. Kiedy powiedziałem im, że uchodźcy najczęściej podróżują autokarami, stwierdzili, że „lepszy efekt” będzie, jeśli sfilmują ich na piechotę i że taki „dokument” „podniósłby świadomość”. Nie chodziło im o prawdziwe historie z obozu o codziennym życiu uchodźców, którymi można byłoby wypełnić całą bibliotekę filmów jak i powieści . Ci ludzie byli doskonałym przykładem przewrotnej i eksploatacyjnej natury kapitalistycznej sztuki – zmuszanie dziesiątek lub nawet setek ludzi wyczerpanych i pozbawionych środków do życia do marszu kilometrami dla własnej sławy wydawało się im całkowicie rozsądnym pomysłem; nawet wmówili sobie, że robią to, żeby pomóc!

Trzeci gatunek pasożytów to oczywiście amoralni misjonarze chrześcijańscy. Dla nich okropne wydarzenia, które przydarzyły się uchodźcom były kolejną „doskonała okazja do szerzenia Ewangelii”. Jako, że nigdy nie brakuje im funduszy, szybko wysłali swoich kaznodziejów, aby „pomogli” uchodźcom, rozdając nie tylko paczki, ale także egzemplarze Nowego Testamentu przetłumaczone na perski i arabski, mając nadzieję, że ubóstwo i nędza zamieni niektórych muzułmanów, a przynajmniej niektórych druzów, katolików czy prawosławnych w członków ich Kościoła i – w przyszłości – źródło darowizn lub potencjalnych wolontariuszy. Katastrofa kilku narodu to okazja dla kilku Kościołów.

Demonstracje przygraniczne

Ku zaskoczeniu dla wszystkich tych pań i panów, którzy widzą w uchodźcy jedynie potencjalne obiekty do wykorzystania lub, w najlepszym przypadku, do ocalenia przez czynniki zewnętrzne, wielu uchodźców postanowiło odgrywać aktywną rolę w walce o swoje prawa, organizując demonstracje.

Na początku, 16 września, uchodźcy starli się z policją węgierską i nawet udało się im przebić przez ogrodzenie. Jednak taka taktyka okazała się zbyt ryzykowna i zbyt kosztowna, kończyła się biciem, a nawet ciężkimi ranami i/lub aresztowaniem. Następnego dnia uchodźcy zdecydowali się na spokojniejsze podejście pod przywództwem bardzo racjonalnego i inteligentnego Syryjczyka. Chodziło o to, by zorganizować protest-performance, aby przyciągnąć uwagę mediów w godny sposób. Uchodźcy postanowili zorganizować protest okupacyjny, tworząc ludzki mur tuż przed węgierskim murem granicznym. Wszyscy zgodzili się, aby nie rozmawiać z mediami przez jakiś czas. Decyzja ta była genialna, ponieważ w ten sposób protestujący praktycznie zmusili media do błagania o wywiady. Hasła wypisane ręcznie na kawałkach tektury łamaną angielszczyzną mówiły o pragnieniach uchodźców – pokoju, prawach człowieka i bezpiecznym przejściu.

Kiedy zobaczyłem, że odbywa się protest, zapytałem, czy mogę przyłączyć się do żywego muru, na co zgodzili się chętnie, widząc, że miejscowy chciał stać raz z nimi. Kiedy stanąłem się z nimi, rozwinąłem sztandar jugosłowiańskiej sekcji IMT – Crveni (Czerwoni). Wyjaśniłem uchodźcom znaczenie flagi i mimo, że wielu z nich nie miało zbyt wielkiej wiedzy na temat komunizmu, zaakceptowali ją i pomogli ją rozwinąć i przytrzymać ją; szybko stała się nierozłącznym elementem protestu, tak jak ja stałem się jego nierozłącznym uczestnikiem. W związku z okazaniem przeze mnie solidarności i chęci udziału w ich proteście (co, przyznaję z przykrością, nie było prawdą w przypadku innych wolontariuszy) i dlatego, że mogę mówić po angielsku, protestujący uchodźcy postanowił wybrać mnie swoim rzecznikiem prasowym, abym rozmawiał z światowymi mediami po zakończeniu cichej fazy protestu. Jednym z powodów, dla których zdobyłem ich zaufanie był również fakt, że również się nie odzywałem, gdy podchodzili do mnie dziennikarze. Takie zachowanie wyraźnie pokazało im, że nie jestem tam tylko po tom żeby zrobić sobie zdjęcie, a potem odjechać, że byłem tam, aby zostać i pomóc w wszelki możliwy sposób. Ponieważ nie znali jeszcze mojego imienia, wszyscy nazywali mnie „Serbem”.

Jak można było przewidzieć, reakcja mediów była na początku dziecinna. Wyjątkowo zarozumiały i głupi reporter Reutersa z Wielkiej Brytanii podszedł do mnie, gdy nie wydano jeszcze polecenia do zachowania milczenia, a uchodźcy wciąż się zbierali, i zapytał nagannym tonem, bez cienia wstydu: „Czy zorganizowałeś tych ludzi?”Zdumiewa, ile protekcjonalności i rasizmu zmieściło się w tym jednym zdaniu. Zobaczył, że byłem tam jedynym Europejczykiem i „naturalnie” uznał, że byłem im potrzebny do zorganizowania się! To właśnie taki brak kontaktu z rzeczywistością sprawia, że media głównego nurtu coraz bardziej przypominają cyrk w oczach zwykłych ludzi. Inna brytyjska reporterka próbowała zadać mi kilka pytań, gdy demonstracja ucichła. Zakryłem usta dłonią, pokazując, że nie odzywamy się. Potem próbowała odwołać się do mojej próżności: „Aha, jesteś głuchoniemy” – wywnioskowała. Przytaknąłem, a ona odeszła.

Po upływie okresu ciszy, przywódcy protestu polecili mediom rozmawiać ze mną. Odpowiadałem tylko w języku angielskim, nawet podczas rozmowy z serbskimi i węgierskimi stacjami telewizyjnymi, aby ludzie, którzy obdarzyli mnie mandatem, rozumieli każde moje słowo.

Próbowałem rozmawiać z mediami w sposób, który odzwierciedlał dumę i godność uchodźców. Odmawiałem więc odpowiedzi na głupie pytania typu „Jakie są wasze żądania?” i mówiłem tylko, że żądania uchodźców nie zmieniły się od początku tego kryzysu i że są one dobrze znane wszystkim oraz że ich wyjaśnienie nie było konieczne ludziom wykazującym choć minimum ludzkiej przyzwoitości.

Kilku reporterów próbowało zmienić temat i porozmawiać o fladze Crveni i o mnie, zamiast mówić o proteście. Dlatego nie chciałem nic powiedzieć o Crveni i o sobie, dopóki nie zostanie przeprowadzony porządny wywiad o proteście uchodźców.

Naturalnie protest ucichał w miarę, jak coraz więcej ludzi podejmowało decyzję o wzięciu autokaru do Chorwacji, mimo rozbójniczo wygórowanych cen. Jednak protest trwał aż do ostatniego dnia, aż w końcu ogrodzenia z drutu kolczastego Twierdzy Europa nie zapobiegło przybyciu uchodźców. Węgry pierwsze zgodziły się otworzyć granicę, aby wpuścić rodziny z dziećmi, a później praktycznie skapitulowały, otwierając drogę tranzytową do Chorwacji i Słowenii. Mam nadzieję, że to, co zrobiliśmy w Horgoš, odegrało jakąś rolę, nie ważne jak małą.
 
 
Rola marksistów

Przejście graniczne Horgoš jest opuszczone, ale kwestia uchodźców jest daleka od rozwiązania. Ludzie, którym udało się dotrzeć do głównych krajów UE zmierzy się z nowymi wyzwaniami, takimi jak integracja i znalezienie zatrudnienia. W rzeczywistości te dwa problemy nie powinny być rozpatrywane oddzielnie.

Klasa robotnicza w Europie i na świecie stoi w obliczu wielkich wydarzeń. Rola robotników-uchodźców w tych wydarzeniach będzie istotna i zostanie ona określona w dużym stopniu (powiedziałbym nawet w największym możliwym stopniu) przez postawę zorganizowanego ruchu robotniczego wobec nich i ich problemów. Szeregowi członkowie ruchu robotniczego muszą zrozumieć, że żadne rozwiązanie nie może w ogóle być osiągnięte w wyniku reakcyjnych i ksenofobicznych nawoływań ze strony biurokracji związkowej zatrzymania lub ograniczenia imigracji. Im dalej pójdą tą drogą, tym bardziej będę się starać przedstawić siebie jako obrońców jakiegoś wyimaginowanego „interesu narodowego”, tym słabsza będzie pozycja klasy robotniczej. Kapitaliści zyskają na utrzymaniu podziałów w łonie klasy robotniczej.

Ruch robotniczy powstał w myśl idei, że robotnicy mogą osiągnąć więcej, kiedy walczą wspólnie przeciwko ich pracodawcom, a nie gdy konkurować między ze sobą indywidualnie. Jedność jest główną siła klasy robotniczej. Nie można jej mieć tylko połowicznie; nie może ona dotyczyć tylko wybranej grupy. Ta prosta prawda powinna być podstawą podejścia zorganizowanego ruchu robotniczego do robotników-uchodźców i pozostaje jedynym sposobem, aby uniemożliwić burżuazji próby wykorzystania ich w celu podważenia warunków pracy i płacy, aby w pełni włączyć ich do zorganizowanego ruchu robotniczego tak szybko i tak efektywnie, jak to tylko możliwe. Większość pracowników-uchodźców nie będzie pracować dłużej za mniejsze pieniądze, jeżeli związki zawodowe zaoferują swoje porady i ochronie, jeżeli w pełni zaznajomieni się ich z ich prawami pracowniczymi. Ponadto, kwestia zatrudnienia uchodźców może być rozwiązana tylko w ramach ogólnej strategii osiągnięcia pełnego zatrudnienia.

Z drugiej strony sposób w jaki kraj traktuje uchodźców, jest zawsze tylko zapowiedzią tego, jak traktować będzie swoich „rodzimych” bezdomnych, bezrobotnych, a ostatecznie również zubożonych i osłabionych robotników najemnych. Również z tego powodu istotnym jest, aby ruch robotniczy i lewica porzuciły wszelkie iluzje partykularystycznych rozwiązań i przyjęły robotników-uchodźców jako swoich naturalnych sojuszników, a nawet więcej – swoich nowych kolegów i towarzyszy. Najbardziej niebezpieczną pułapką w jaką może wpaść lewica w tej sytuacji to oportunizm i fałszywe przekonanie, że w jakiś sposób wzmocni swoją pozycję wśród krajowej klasy robotniczej, jeśli wyrazi jakąkolwiek zrozumienie dla ksenofobii, choćby w ograniczonej postaci. Wszelkie takie próby będą jedynie rozjątrzać konflikt, zrażać robotników-uchodźców i dalej popychać ich do obozu burżuazji, a także spowodują, że pod wpływem nacisków przywódcy ruchu robotniczego będą stopniowo wycofywać się z walki z wszelkiego rodzaju antyrobotniczymi przepisami w imię „utrzymania spokoju” i ochrony „bezpieczeństwa narodowego” w miarę narastania konfliktu między robotnikami krajowymi i robotnikami-uchodźcami. Jedynym zwycięzcą w takiej sytuacji byłaby kapitalistyczna elita.

Podczas protestu na przejściu granicznym w Horgoš dyskutowałem z protestującymi i zgodziliśmy się, że nasze postulaty powinny łączyć problemy uchodźców z problemami już dotykającymi rodzimą ludność Europy. Sami uchodźcy poprosili mnie, abym skandował hasła lub śpiewał pieśni w języku węgierskim, skierowane do narodu węgierskiego i innych narodów europejskich, które wzywałyby do solidarności i pokazały, że uchodźcy nie stanowią zagrożenia. Z tego powodu zaśpiewałem kilka węgierskich pieśni antyfaszystowskich (wcześniej je im przetłumaczyłem), a oni klaskali do rytmu. Potem zgodziliśmy się skandować „Free, free Hungary!” [„Wolne, wolne Węgry!”], sugerując, że mury mają na celu nie tylko powstrzymanie uchodźców, ale także ochronę represyjnego reżimu Orbána. Zgodziliśmy się również skandować stary jugosłowiański komunistyczny slogan „Bratstvo, Jedinstvo!” [„Braterstwo, Jedność!”] po serbsko-chorwacku i po angielskim, aby przypomnieć europejskim ludziom pracy o ich internacjonalistycznych tradycjach.

Uchodźcy, z których wielu pochodzi z konserwatywnych i religijnych środowisk, chętnie słuchali mnie, gdy mówiłem o ideach komunizmu, nie tylko dlatego, że mają one sens same w sobie, ale także dlatego, że objaśniałem je po wykazaniu ich w praktyce, po pokazaniu co znaczą dla naszej organizacji i co one oznaczają dla nich i dla ich położenia. Nawet ludzie, którzy na początku zareagowali negatywnie na samo wspomnienie Karola Marksa, „bezbożnika”, chcieli przynajmniej wysłuchaj mnie, gdy wyjaśniałem, że to właśnie idee marksizmu motywują ludzi takich jak ja do solidarności z nimi i sprawą. Im bardziej wykażemy się w praktyce, tym bardziej otwarci będą nasi bracia i siostry z Bliskiego Wschodu i Afryki na nasze idee i tradycje zorganizowanego ruchu robotniczego.

Ruch robotniczy musi zatem przyjąć bezkompromisową postawę wobec wszelkich ograniczeń w swobodnym przepływie i bronić polityki otwartych granic i gwarantowanego prawa każdego uchodźcy do życia w kraju przez siebie wybranym z dostępem do programu integracyjnego finansowanego przez państwo oraz pracy po stawkach związkowych. Internacjonalizm nie jest tylko kwestią uczuć, ale także kwestią zrozumienia rzeczywistości politycznej i podążania najlepszą drogą dla obrony interesów robotników, których można skutecznie bronić, jeśli są one bronione przez wszystkich robotników.

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Lenin 005