Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 5 gości.

„Alternatywą dla świata wciąż pozostaje komunizm …” - wywiad z Dawidem Jakubowskim

Dawid Jakubowski 2016

Wywiad został opublikowany w nr 2 kwartalnika Abyssos (http://www.abyssos.eu/numery/abyssos_nr_2_2_2015.pdf). Wstęp pochodzi od redakcji kwartalnika, który nie jest bynajmniej komunistycznym pismem politycznym.
Redakcja WR

Prezentowany wywiad z Dawidem Jakubowskim, działaczem Komunistycznej Partii Polski, ukazuje jednoznacznie, że tak starannie wymazywane ze współczesnego świata hasła komunistyczne, dla wielu wciąż mogą pozostawać punktem odniesienia. Rozmowa podejmuje trudne tematy z perspektywy współczesnej Polski, świata i ruchu komunistycznego. Dzięki temu tym bardziej jest warta lektury. Sam wywiad zawiera twierdzenia skrajnie lewicowe i redakcja nie podziela prezentowanego w nim stanowiska. Publikujemy go dla zademonstrowania chęci zachowania pluralizmu politycznego, tak istotnego we współczesnej Polsce.
 
[Wstęp pochodzi od redakcji Abyssos - przyp. red. WR]
 

Błażej Grysztar: Dawidzie, rozmawiamy tuż po przedstawieniu składu rządu Beaty Szydło. Czy rzeczywiście są to ludzie mogący zmienić realia życia w dzisiejszej Polsce?
 
 
Dawid Jakubowski: Według mnie, wynik wyborczy i skład nowego rządu nie będzie w stanie wpłynąć na kompleksowe zmiany systemu społeczno-politycznego. Oczywiście, będziemy mieli zapewne szeroko nagłaśniane hasła, że wiele w systemie obecnym należy zmienić. Możliwe, że powstanie kilka projektów ustaw. Jednakże partia rządząca funkcjonując w kapitalistycznej rzeczywistości nie będzie miała możliwości (nie wdając się w dyskusję na temat intencji) doprowadzić do kompleksowych zmian społeczno-gospodarczych. Zresztą łatwo zauważyć, że hasłom wyborczym PiS o potrzebie skoncentrowania na wrażliwości społecznej, towarzyszyły odwołania do modelu tzw. gospodarki rynkowej.
 
 
Mimo wszystko PiS rysuje się na ugrupowanie zdecydowanie bardziej socjalne od ustępującej Platformy, której to liberalizm pozostał już tylko w założeniach programowych. Co więc tak naprawdę zapewniło PiS-owi zwycięstwo?
 
 
- Złożył się na to szereg czynników. W tym zmiany o charakterze wizerunkowym w obrębie PiS, jak też natężenie afer i antysocjalne posunięcia obozu rządzącego do tej pory. Przede wszystkim jednak właśnie PiS zawdzięcza obecny sukces kreowaniu się zwycięskiego ugrupowania na partię wrażliwą na problemy zwykłych obywateli. Krótko mówiąc, prawica przejęła niektóre hasła socjalne (nie mylić z socjalistycznymi), choć towarzyszy temu odwołanie do rodzimej przedsiębiorczości, a obietnice składane w czasie kampanii wyborczej, już bywały korygowane przez inne znaczące postacie partii rządzącej. Dam tylko jeden przykład. Szef rady programowej PiS prof. Piotr Gliński mówił podczas XXV Forum Ekonomicznego w Krynicy, że nie ma mowy o wprowadzeniu trzeciej stawki podatkowej od najwyższych dochodów. Warto dodać, że w Parlamencie Europejskim PiS współpracuje ściśle z jedną z najbardziej antyspołecznych partii europejskich, czyli brytyjską partią konserwatywną kierowaną przez premiera Camerona...
 
 
Czyli na obecnej scenie politycznej nie ma miejsca dla ugrupowań lewicowych? Mamy w końcu najbardziej prawicowy parlament w dziejach III RP.
 
 
- Na obecną chwilę, jeśli mówimy o działalności na forum parlamentu, scena polityczna została zabetonowana dzięki głoszonej de facto w kilku etapach od początków transformacji ustrojowej polityce historycznej przedstawiającej w jednoznacznie negatywnym świetle tradycje związane z analizą rzeczywistości z perspektywy konsekwentnie socjalistycznej. Trzeba dodać, że przyczyniła się także do tego słabość polityczna ugrupowań socjaldemokratycznych, a de facto socjalliberalnych, próbujących zawłaszczać miejsce lewicy, a równocześnie reprezentujących interesy kapitalistów, albo przynajmniej drobnomieszczaństwa, czyli tej klasy, która bezpośrednio nie uczestniczy w procesie produkcji przemysłowej i bezpośrednio nie podlega wyzyskowi kapitalistycznemu.
 
A może to jest tak, że wizja lewicy postkomunistycznej po prostu się wyczerpała.
 
 
 
- Nie nazwałbym SLD lewicą postkomunistyczną, ze względu chociażby na związki z Biznes Centre Club, a także politykę proNATOwską i prounijną w okresie sprawowania rządów. Wizja tamtego ugrupowania pełniącego czy zawłaszczającego rolę lewicy była już dwukrotnie realizowana w Polsce i wiązała się z szeregiem antyspołecznych działań wbrew głoszonym lewicowym hasłom.
 
 
 
Czyli więc tylko Komunistyczna Partia Polski może kreować się na spadkobierczynię minionego ustroju?
 
- Komunistyczna Partia Polski nie jest związana jedynie z pamięcią Polski Ludowej. Budujemy swój dorobek odwołując się także do ugrupowań stanowiących głos konsekwentnej lewicy w okresie zaborów, jak chociażby Wielki Proletariat, Socjaldemokracja Królestwa Polskiego i Litwy czy mocno zapomniana PPS - Lewica. Nie zapominając już o poprzedniczce KPP o tej samej nazwie. Działalność polityczna to jednak nie rekonstruktorstwo, mimo potrzeby obrony pozytywnej części dziedzictwa. Celem partii chcącej zasłużyć na miano komunistycznej jest i być winna być po pierwsze analiza systemu kapitalistycznego, pozwalająca na uchwycenie jego najsłabszych ogniw w obecnej rzeczywistości. Jedynie komuniści są świadomi tego, że w ramach systemu kapitalistycznego nie da się doprowadzić do zniesienia wyzysku człowieka przez człowieka i ograniczyć wszechpotęgi instytucji finansowych.
 
 
Kiedy jednak przegląda się waszą stronę internetową to głównie odwołujecie się do przeszłości.
 
 
 
- Pewne tradycje są nie tylko częścią dziedzictwa, ale też przedstawiane są obecnie w jednoznaczny sposób tak, by zdyskredytować te pośród nich, które zagrażają kapitalistycznej hegemonii. Warto dodać, że do przeszłości widzianej na swój sposób odwołują się także ruchy prawicowe. Jak wspomniałem już, historia jest także pewnego rodzaju bronią wymierzoną w kapitalistycznym systemie we wszystkie komunistyczne tradycje, by przedstawiać je tak, że wcielanie teorii Marksa i Lenina zawsze kończy się źle. Niezależnie jednak od konkretnych treści, które administratorom naszej strony wydawały się w danej chwili szczególnie istotne, poznając dawną publicystykę marksistowską, sam ze zdziwieniem niejednokrotnie odkrywałem, że dawne i z pozoru przestarzałe analizy zdają się w wielu punktach przystawać także do obecnej rzeczywistości.
 
 
 
Zostawmy więc historię na boku, a zastanówmy się co komuniści są wstanie zaoferować dzisiejszemu społeczeństwu. Tezy Marksa, Engelsa i Lenina uważasz za wciąż aktualne?
 
 
 
 
- Te tezy w swoich zasadniczych założeniach wciąż zachowują aktualność. Wystarczy chociażby sięgnąć do opracowań poświęconych kryzysowi kapitalizmu. Aktualny także pozostaje wyzysk pracy najemnej i zasadnicza linia podziałów klasowych opisanych przez klasyków marksizmu. Jak mówiłem w wywiadzie, którego udzieliłem w ub. roku portalowi Smaki z Polski pt. "Jak ocenić 25 lecie" nie jest także prawdą, że całkowicie przestała istnieć i podlegać największemu natężeniu wyzysku klasa robotnicza, mimo, ze jej przemysłowa baza została wyprzedana bądź rozdana za bezcen i wiele zakładów i fabryk zamknięto. Zasadniczo nie uległa też zmianie opisywana przez historycznych marksistów prawidłowość, ze agresywne wojny o charakterze imperialistycznym są konsekwencją tego, że kryzys kapitalizmu sprawia, że jego główni gracze zmuszeni są rywalizować w poszukiwaniu kolejnych miejsc eksploatacji i rynków zbytu. Nie zmienia się wreszcie sama natura kapitalizmu oparta o dążenie do pomnażania zysków kosztem wyzysku pracy najemnej. Na marginesie, wbrew obiegowej utrwalanej przez medialny przekaz opinii pisma marksistowskie nie kreują wyidealizowanego obrazu "komunistycznego raju", jaki ma nastąpić natychmiast po rewolucji. Bardzo wyraźnie pisze o niedoskonałościach współczesnej mu rzeczywistości np. Lenin, piętnując działania wypaczające istotę bycia komunistą, nawyki dygnitarskie, karierowiczostwo i chuligańskie praktyki, które nie mogły się nie pojawić w kraju zacofanym i izolowanym po rewolucji, jakim była młoda republika radziecka, jak też związane z sytuacją przeskoku od partii opozycyjnej do rządzącej. Nie mówiąc już, że aktualność zachowuje historyczny układ sił reprezentowanych przez poszczególne stronnictwa polityczne, w tym kwestia istnienia, jak to obecnie nazywamy koncesjonowanej czy socjalliberalnej lewicy w rzeczywistości związanej z siłami kapitału, jak i jej słabość wobec sił prawicowych zawłaszczających lewicową retorykę. A także krytycyzm wobec ruchów odwołujących się do haseł hurrarrewolucyjnych, bazujących de facto na niekonsekwentnym radykalizmie o podłożu drobnomieszczańskim.
 
 
Pomijając teorię co praktycznie KPP chce zaproponować społeczeństwu?
 
 
- KPP proponuje innego rodzaju wizję gospodarki i stosunków społecznych opartą nie o logikę pomnażania zysków przez nieliczną klasę kapitalistyczną i jej finansowe instytucje, ale o zapoczątkowanie procesu uspołeczniania narzędzi produkcji przemysłowej. Celem komunistów w pierwszych etapach realizacji ich programu jest doprowadzenie do upowszechnienia świadomości, że gospodarka powinna być nakierowana na spełnianie potrzeb ludzkich, a z tych jej gałęzi, które rozwiną się w miarę prężnie, można sfinansować innego rodzaju branże i inwestycje społecznie użyteczne, jak też zrealizować obowiązki państwa, jakie winno mieć wobec obywateli. W kapitalizmie państwo, które zawsze reprezentuje interesy tej klasy społecznej, która posiada wpływ na rządy, wycofuje się ze swoich powinności na rzecz prywatnych inwestorów i instytucji finansowych, które kierują się logiką własnych zysków. Nasza propozycja jest inna, gospodarce zysków przeciwstawiamy wizję gospodarki zasobów, przy racjonalnym uwzględnieniu uwarunkowań i możliwości.
 
 
A mimo to komunizm ma marginalne poparcie, czy w Polsce Cie to dziwi?
 
 
 
- Nie dziwi mnie, że klasa rządząca zrobi wszystko, by zdyskredytować komunizm, o czym była już mowa. Wystarczy otworzyć dowolną gazetę czy kanał telewizyjny, by usłyszeć o "komunistycznym totalitaryzmie" czy "komunistycznych zbrodniach" albo dawnych funkcjonariuszach "reżimu komunistycznego". Mimowolnie wpływa to na myślenie każdego z nas. Sam w czasie naszego wywiadu określiłeś SLD mianem lewicy postkomunistycznej.
 
 
Nie ulega bowiem wątpliwości jaki ustrój reprezentowali czołowi działacze tego ugrupowania.
 
 
- Jeśli chodzi o SLD, to historia zna wiele przypadków zdrad wcześniej głoszonych przekonań. Komuniści określają taką postawę mianem kontrrewolucji wewnątrz obozu władzy lub w obrębie danego ruchu, a postacie przechodzące na drugą stronę barykady mianem renegatów. Co z tego, że część działaczy miała związek z państwem socjalistycznym (nie mylić z komunizmem) w ówczesnych złożonych uwarunkowaniach? W rzeczywistości w warunkach nacisków otoczenia kapitalistycznego bardzo często pełnię władzy przejmuje elita funkcjonariuszy, którzy z czasem odkrywają pod wpływem wspomnianych nacisków, że ich pozycja ekonomiczna będzie lepsza w kapitalizmie. Mechanizm ten został dokładniej opisany już w m.in. pismach Lenina, a także Trockiego wraz z koncepcjami przeciwdziałania tym zjawiskom. Zresztą warto w tym kontekście przypomnieć np. oświadczenie b. prezydenta Kwaśniewskiego "Nigdy nie byłem komunistą". Jeśli chodzi o doświadczenie państwa socjalistycznego w jego ówczesnej postaci, to miliony Polaków odbudowały kraj ze zniszczeń wojennych i dokonały dzięki społecznym przekształceniom PRL awansu cywilizacyjnego w stosunku do rzeczywistości II Rzeczypospolitej, w której znaczna część społeczeństwa była pozbawiona chociażby dostępu do oświaty czy usług medycznych. Zbudowano podstawy polskiej energetyki i przemysłu. Zauważmy, że w pierwszym etapie przekształceń ustrojowych, retoryka tzw. opozycji, która podała sobie dłonie z technokratami z aparatu władzy, twierdziła, że wszelkie społeczne zdobycze poprzedniej epoki nie zostaną naruszone w trwały sposób, a ich ograniczenia będą miały charakter czasowy i będą służyły ogólnemu społecznemu dobru. Wcześniej zasłaniano się jeszcze skądinąd słusznym sloganem "Socjalizm tak, wypaczenia nie", który miał obrazować, że nie ma mowy o zmianie ustroju. Faktem jest, że znając program komunistyczny nie z opracowań, trudno mylić poszczególne etapy prowadzące do budowy komunizmu, czy jak mówił Lenin "pierwsze kiełki komunizmu" z jego pełną realizacją. A taki dyskurs narzuca właśnie antykomunistyczna retoryka.
 
Spoglądając na to można wysnuć wniosek, że w łonie PZPR jedynie kilkuset działaczy było uświadomionymi komunistami. Tylu bowiem członków liczy obecnie KPP.
 
 
- Na wstępie poczynię pewną uwagę, nie jest tak, że obecne KPP to jedynie działacze dawnego PZPR. Poza tym znam osoby, które z różnych przyczyn, w tym także zawodowych, nie chcą należeć do partii, choć nie tylko ich serce jest po lewej stronie, ale mają świadomość i sposób myślenia związane z podejściem komunistycznym. Wśród milionów działaczy PZPR nie zabrakło karierowiczów, bo kadry przedwojennych wychowawców były znacznie przerzedzone wskutek stalinowskiego terroru lat 30, jak też to, że wbrew temu, co się sądzi, PRL nie opierał się wyłącznie nawet na ocalałej części tych kadr. Te były de facto systematycznie odsuwane, czego eskalacja ma miejsce po 1956 r. Ponadto uważam, że z czasem partie komunistyczne stające się masowymi partiami władzy, by zachować swoje ideowe oblicze i charakter, zmuszane są przeprowadzać czystki kadrowe, które zapobiegną przedostawaniu się do partii władzy karierowiczów. Oczywiście mam na myśli procedury stosowane jeszcze w epoce leninowskiej, czyli po prostu usuwanie z partii takich jednostek, a nie działania, jakie miały miejsce w czasie stalinizmu, uderzające wówczas w ideowych komunistów. To zapobiega, by partię przejmowali ludzie, którzy wstępują do niej dla realizacji własnych prywatnych interesów, lub traktując ją jako trampolinę kariery.
 
 
Na świecie funkcjonuje wiele partii komunistycznych. W wielu krajach jak np. w Czechach są one masowe i mają wpływ na losy państw, w innych jak np. w państwach bałtyckich są zdelegalizowane. Dlaczego?
 
 
- Różnie można oceniać partie komunistyczne wpisujące się w rzeczywistość systemową. Co ciekawe, Czesi nie poddali się najwidoczniej do końca szerzonej u nich od 89 r. silnej antykomunistycznej retoryce, choć były także oczywiście próby zdelegalizowania organizacji komunistycznych podejmowane przez siły prawicowe. W czasach radzieckiej interwencji w Czechosłowacji, niezależnie od tego, jak oceniać obecnie te wydarzenia, dużą popularność zyskiwało hasło "Leninie zbudź się, Breżniew oszalał i zdradził Twoje idee". To może w symboliczny sposób pokazuje nieco inną świadomość. We Francji natomiast nie pogrzebano do końca pamięci, że partia komunistyczna była jedną z ważnych sił ruchu oporu. Natomiast w państwach bałtyckich mamy do czynienia z procesem dochodzenia do głosu skrajnej prawicy odwołującej się niekiedy nawet do gloryfikowania tradycji faszystowskich, która dąży do zdelegalizowania ruchu komunistycznego i zrywa z pozorami demokracji liberalnej.
 
 
Z rozmowy wynika, że ciężki jest los współczesnego komunisty. Dlaczego więc zdecydowałeś się działać w ruchach komunistycznych?
 
 
- Moje poglądy mimo tradycji rodzinnych (pradziadek działał aktywnie w PPS - Lewicy) kształtowały się stopniowo. Paradoksalnie, w miarę pogłębiania swojej wiedzy, coraz mocniej utwierdzam się w przekonaniu, że mimo piętrzących się przeciwności, wybrałem ten światopogląd, który pozwala mi najpełniej zanalizować sprzeczności obecnej rzeczywistości i kierunek, w którym wbrew pozorom one prowadzą. To nie jest kwestia determinizmu czy sentymentalizmu. To świadomość, że dopiero praktyczne doświadczenie rządów prawicy przy kompletnej słabości i uległości wobec systemu socjalliberalnej lewicy prowadzi do zakwestionowania obecnego porządku. A jedynym ruchem nie dążącym do zmian w obrębie kapitalizmu jest komunizm.
 
 
Często doświadczasz ostracyzmu społecznego?
 
 
- Oczywiście takie postawy też się zdarzają, ale wbrew pozorom nie są one tak częste, jak by się wydawało. Spotykam się również z zainteresowaniem i próbą zrozumienia. Ewentualnie życzliwą neutralnością ze strony osób, które nie szczególnie interesują się polityką. Jeśli chodzi o moją rodzinę, właściwie z wyjątkiem przedwojennej działalności pradziadka i jego postawy społecznika, którą realizował także w latach następnych, nie angażowała się bezpośrednio w działalność polityczną. Mam jednak przypadek wujka, który właściwie poglądowo sytuuje się raczej po przeciwnej stronie barykady, ale dał mi sporo książek z tematyki, którą się zajmuję na co dzień i związanych z moim światopoglądem. Z mojej rodziny zaangażowana w czynną działalność jest obecnie wyłącznie mama, która wkrótce po mnie związała się z lewicą, a następnie z ruchem komunistycznym.
 
Wspomniałeś, że ostracyzm społeczny jest marginalny, dlaczego więc komuniści są tak mało widoczni w sferze publicznej? Jesteście dosyć tajemniczą organizacją.
 
- Jesteśmy mało widoczni, dlatego, że media nie dążą do pokazywania komunistów. Wiele osób nie wie, że w ogóle taka partia działa. Ma to związek zarówno ze zniechęceniem do polityki, jakie staje się w polskim społeczeństwie coraz bardziej zauważalne, jak i z przekazem, który jeśli wspomni o działalności komunistów w Polsce to bardzo okazjonalnie i tak, by kreować wizerunek rekonstrukcyjnej sekty, którą tworzą wyłącznie weterani PZPR odnoszący się z sentymentem do własnej przeszłości.
 
 
Historia może jednak zatoczyć przysłowiowe koło. Podobnie jak w II RP Komunistyczna Partia Polski została zdelegalizowana, tak teraz o to samo upomina się PiS. Obawiasz się tego?
 
 
- Wiem, że konkretni posłowie PiS i innych prawicowych ugrupowań zgłaszali już takie wnioski. Jednak póki co sądy unikają precedensów karania za poglądy. Myślę, że wbrew pozorom w interesie rządzącej partii, jeśli podejść do tej kwestii racjonalnie, nie leży delegalizacja partii komunistycznej i uwięzienie jej członków. Gdyby zaś stało się inaczej, to elementarna wiedza historyczna dowodzi, że delegalizowane ruchy marksistowskie zyskiwały sporą sympatię społeczną. Dotyczy to także wspomnianej przez Ciebie przedwojennej partii komunistycznej, której wpływy od samego powstania nie były tak marginalne, jak przedstawiają to obecnie prawicowi historycy. Wystarczy zajrzeć do dostępnych archiwaliów np. policji politycznej Ii RP. Co ciekawe, w obronie aresztowanych komunistów stanęli także ludzie pióra, wcześniej nie odnoszący się do tego ruchu z sympatią, jak np. Stefan Żeromski, który utrzymywał kontakty z uwięzionymi. 16 kwietnia 1925 r. autor "Przedwiośnia", mimo, że niemal równocześnie bronił się przed zarzutami propagandy endeckiej, że przyjął stanowisko komunistyczne, pisał w liście do Heleny Romer - Ochenkowskiej: "Otrzymuję oto list z więzienia w Polsce od siedemdziesięciu ideowców z żądaniem wszczęcia dyskusji o nowym duchu w Polsce. Wszystko jedno, czy ci ludzie są komunistami, czy jakimiś innymi. Zapewniają mię i świat w liście publicznie drukowanym, iż wierzą w potęgę Polski, jakiej nigdy nie było, gdy ich idea zwycięży...".
 
 
Dziś społeczeństwo jest zupełnie odmienne. Realia życia wyglądają inaczej. Ruch komunistyczny w Polsce jest marginalny, komuniści niewidoczni. Może jednak nikt nie stanie w obronie komunistów poza skrajną lewicą. Polacy funkcjonują obecnie w dobie liberalizmu, a wasze hasła nie zyskują tak jak niegdyś sporej aprobaty.
 
 
- Z pozoru i z zewnątrz może to tak wyglądać na dzień dzisiejszy. Jednakże jak już miałem okazję wspomnieć, dominacja sił odwołujących się do haseł prawicowych i ich niemożność ostatecznego zerwania z dyktatem finansjery i narzuconymi przezeń regułami, przy równoczesnej kompromitacji koncesjonowanej lewicy i do takiej roli aspirujących grup, prowadzić będzie do tego, że ruch komunistyczny stanie się jedyną alternatywą dla sprzeczności wewnętrznych ustroju kapitalistycznego. Wspominasz stale o tym marginalnym poparciu, choć omówiliśmy niektóre przyczyny. Wspomnę więc o jeszcze jednym ciekawym przypadku, pokazującym, że mediom i to także tym wcale nie kojarzonym z PiS bardzo zależy na wyciszeniu każdego innego głosu o komunizmie. Słuchałem pewnego dnia odcinka "Szkła kontaktowego" na TVN, w którym zadzwoniła kobieta, mówiąc, że właściwie wszystkie opcje polityczne rządzące dotychczas zbankrutowały i jedyną alternatywą dla obecnego porządku pozostaje komunizm. Osoba ta nie była zapewne sama zaangażowana w jakąś działalność, ale nie wysłuchano jej do końca, ani nie udzielono żadnej odpowiedzi czy chociażby komentarza po tej wypowiedzi. Po prostu wyłączono jej mikrofon. To pokazuje granice wolności słowa w liberalnej rzeczywistości przybierającej coraz bardziej populistyczne oblicze w miarę pogłębiania się kryzysu kapitalizmu.
 
Czy w komunizmie wolność słowa nie jest jeszcze bardziej fasadowa?
 
- Po pierwsze, jak już wspomniałem trudno mówić o pełnej realizacji założeń komunistycznych we wrogim otoczeniu. Etap społeczeństwa komunistycznego opiera się w coraz większym stopniu na oddolnej inicjatywie, samorządach i wspólnotach. Jeśli chodzi o wolność słowa w państwach socjalistycznych, to jej ograniczenia dotyczą jedynie najczęściej sponsorowanej z zewnątrz agentury dawnego porządku. Wbrew obecnie dominującemu dyskursowi w państwie, w którym pełni władzy nie przejmie biurokracja, ograniczenia te są wręcz marginalne. Na przykład, w dawnym ZSRR zgodnie ze spisem ludności jeszcze z 1926 r. pozbawionych prawa wyborczego było 1,63% ogółu spośród ogółu obywateli.
 
 
Działasz w Towarzystwie Przyjaciół Kuby. Skąd Twoje zafascynowanie akurat Fidelem Castro?
 
 
- Początkiem moich silniejszych zainteresowań Kubą i jej rewolucjonistami były lektury i przegląd dokumentalnych filmów. Uważam, że Fidel Castro jest jednym z najwybitniejszych i najciekawszych komunistów i rewolucjonistów tej epoki. Można długo i wyczerpująco omawiać jego różne aktywności, łączącej kwestie teoretyczne z praktyką. Jest przykładem wspierania ruchów antykolonialnych i antyimperialistycznych w krajach afrykańskich i w Ameryce Łacińskiej, zawsze okazując internacjonalistyczną solidarność z uciśnionymi, mimo, że cena za niezależność i wprowadzenie podstaw socjalizmu, jaką musiała zapłacić Kuba mimo dużej taktycznej rozwagi braci Castro była wysoka. Mam kontakt z obywatelami kubańskimi dzięki mediom społecznościowym reprezentującymi różne kategorie wiekowe i cały przekrój funkcji społecznych, którzy w pełni utożsamiają się z osobą Fidela i polityką rewolucyjnego rządu. Dowiedziałem się od nich także, jak i z wielu innych przekazów o tym, jak otrzymywali oni propozycje od rozsianych po całej Kubie punktów werbunkowych propozycje lepiej płatnej pracy z wykorzystaniem ich zdolności, jeśli zaangażują się do pracy wywiadowczej przeciw socjalistycznej Kubie, bądź przejdą na stronę sponsorowanej opozycji przeciw Fidelowi. Jednak osoby te oburzeniem zbywały takie propozycje. Ogół Kubańczyków, z którymi miałem się szczęście zetknąć, jest świadoma, że kapitalizm niesie za sobą proces degradacji cywilizacyjnej obejmującej środowisko naturalne, kondycję materialną i moralną wszystkich społeczeństw, a także więzi międzyludzkie. Ludzie ci są świadomi swojej odpowiedzialności za to, by proces rewolucyjny nie został cofnięty w połowie drogi (dlatego wnikliwie studiują też doświadczenia upadku krajów realnego socjalizmu) i nie skończył się powrotem do przeszłości. Ich zdaniem inaczej ludzkość stoczy się w odmęty najemnego niewolnictwa i barbarzyństwa. Warto to podkreślić, kiedy kubańska odmiana leninowskiej Nowej Ekonomicznej Polityki wymuszonej przez splot czynników i realizowanej nie bez konsultacji społecznych bywa przedstawiana, podobnie jak zresztą przedstawiano tamte taktyczne posunięcia, jako odwrót na całej linii. Jestem zdania, że źródłem wewnętrznej siły rewolucji kubańskiej jest to, że jej przywództwo nigdy nie traciło z oczu zagrożeń i ryzyka ze strony umocnienia biurokracji. Mówi o tym szereg wystąpień Fidela jeszcze z lat 60, ale także i z ostatnich dziesięciu lat. W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera oświadczenie ojca kubańskiej rewolucji wygłoszone na VIII legislacyjnej sesji parlamentu 24 lutego 2013 r., w którym dziękując za wybór na posła, powiedział m.in. : "Nie walczymy dla sławy ani zaszczytów, walczymy dla idei, w których sprawiedliwość wierzymy, których jesteśmy spadkobiercami i których realizacji miliony Kubańczyków poświęciły swą młodość i życie. Jedna cyfra mówi wszystko: 800 tys. osób określa liczbę Kubańczyków, którzy służyli bezinteresownie w misjach internacjonalistycznych. Jeśli tryumf rewolucji w 1959 r. nie objął 7 milionów mieszkańców, to sens takich działań może być wymierny". Wśród moich znajomych w Polsce nie zaangażowanych w działalność polityczną, którzy w różnych okresach i kilkakrotnie byli bądź mieszkali na Kubie dominują pozytywne oceny tamtejszej rzeczywistości. Jedna z tych osób, która trzykrotnie była na karaibskiej wyspie, powiedziała, że po prostu sama widziała na własne oczy, że ludzie tam są szczęśliwi. Trudno ignorować ponadto dane opracowywane przez ekspertów WHO i innych instytucji analizujących warunki życia społecznego w różnych krajach, w tym poddające wnikliwej analizie np. osiągnięcia kubańskiego systemu ochrony zdrowia.
 
 
W rewolucji kubańskiej uczestniczyło wielu mniej lub bardziej znanych rewolucjonistów. Jednym z nich był Che Guevara. Co możesz o nim powiedzieć?
 
 
- Che Guevara to bardzo interesująca postać, przedstawiana w publicystyce prawicowej w kompletnie nieprawdziwym świetle. Tak się składa, że wśród moich znajomych mam też jego emerytowanego współpracownika. Alexis, który z wykształcenia jest marksistowskim filozofem i z przyczyn rodzinnych mieszka obecnie w Chile, mimo, że w początkach procesu rewolucyjnego na Kubie był praktycznie nastolatkiem, ma godną podziwu wiedzę odnośnie tamtych wydarzeń i postaci związanych z nimi. Jego relacje na temat Che potwierdzają wiedzę, którą można pozyskać także z innych źródeł odnośnie kierunków aktywności Che po rewolucji i jego humanitarnej postawy także wobec przeciwników. Wbrew temu, co można przeczytać w prawicowych pismach na podstawie zeznań rodzin notabli reżimu Batisty, których działalność wymierzona nie tylko w komunistów została na Kubie dokładanie zbadana, Che nie brał bezpośredniego udziału w pracy trybunału, który sądził publicznie przestępców i morderców związanych z poprzednim ustrojem. Natomiast uczestniczył w apelacjach, umożliwiając zwolnienie bądź złagodzenie kar tym, którzy nie mieli na sumieniu szczególnie ciężkich zbrodni. Świadkowie, którzy o tym mówią, podkreślają, że postawa Che w tej kwestii winna stanowić przykład. On sam pouczał młodych komunistów kubańskich, że bycie rewolucjonistą oznacza smutek, gdy gdzieś na świecie zostanie zabity człowiek i radość, gdy gdziekolwiek zostanie rozwinięty sztandar wolności. Dodać należy, że nie poświęca się u nas uwagi innym aktywnościom Guevary, jako tego, który pracował z zespołem także cenionych wcześniej za granicą ekonomistów, tworząc podstawy ustroju społeczno - ekonomicznego nowej Kuby. Nie wspomina się nic o jego aktywności na rzecz zakładania nowych szkół i szpitali. Jego dorobek w walce z segregacją rasową na Kubie jest całkowicie przemilczany kosztem eksponowania i nadinterpretowania jego młodzieńczych sądów powstałych pod wpływem emocji, zanim jeszcze poznał podstawy marksizmu. Mówi się zgoła niewiele o jego krytycyzmie wobec kierunku w jakim zmierzała ekonomia radziecka od śmierci Lenina.
 
 
W przeciwieństwie do chociażby Korei Północnej, Kuba zdecydowała się nawiązać relacje dyplomatyczne z USA. Twoim zdaniem to słuszna decyzja?
 
 
- Kuba zabiegała o podjęcie tych relacji od lat, bo traci przez embargo wraz z ustawami je zaostrzającymi ogromne sumy. Zabiegała też o zwolnienie więzionych przez 11 lat agentów - ochotników, którzy obserwowali ekstremistyczne kręgi emigracji i którzy w swoim kraju są traktowani jako bohaterowie i znani pod mianem Kubańskiej Piątki. Kuba ma swoją dumę, poczucie, że to jej niezależność stanowi nadzieję na inny, lepszy świat. Nie zamierza odrzucić socjalizmu ani ulegać waszyngtońskiej presji. Dlatego podjęciu relacji dyplomatycznych z krajem ponoszącym historyczną odpowiedzialność za próby inwazji, zamachy terrorystyczne i sponsorowanie mającej marginalne w istocie znaczenie opozycji towarzyszą deklaracje na najwyższym szczeblu, że jeśli kalkulacje rządu USA nadal będą opierać się na naciskach w kierunku zmiany ustroju, Kuba gotowa jest znieść kolejne 50 lat szykan i zachować relacje z rządem USA w stanie niezmienionym. Warto wspomnieć, że po huraganie Katrina w USA w 2005 r. mimo mocno napiętych relacji z administracją Busha i kreowaniem przezeń Kuby na państwo wspierające międzynarodowy terroryzm, Fidel Castro, którego kraj też wielokrotnie doświadczał skutków klęsk żywiołowych natychmiast zaoferował pomoc medyczną dla ofiar kataklizmu. Rzecz jasna oferta ta została odrzucona przez amerykańskie czynniki rządowe.
 
 
Może to był tylko zabieg propagandowy, że kapitalizm jest słabszy od socjalizmu. Tylko ten drugi jest wstanie pomóc i troszczyć się o ludzi.
 
 
- Oczywiście z perspektywy administracji Busha wymiar propagandowy jaki płynąłby z tej pomocy był dla niej niekorzystny. Kuba od chwili rewolucji podkreślała jednak, że niezależnie od imperialistycznej polityki USA, nigdy nie żywiła nienawiści do społeczeństwa amerykańskiego. Kuba angażuje się także w akcje masowej bezpłatnej pomocy medycznej wobec krajów Trzeciego Świata będących w jeszcze trudniejszej od niej sytuacji. Wynika to nie tyle z propagandowych założeń, co z internacjonalistycznej postawy, o której Kubańczycy potrafią bardzo obrazowo mówić, zaznaczając, że uważają, że solidarna postawa jest warunkiem przetrwania ludzkości. Ciekawostką jest, że studenci pochodzący z USA studiują i studiowali na Kubie i zawsze byli tam życzliwie przyjmowani.
 
 
Poza Kubą, w którym Twoim zdaniem kraju idea Marksa i Engelsa jest najbardziej żywa i posiada najmniej wypaczeń?
 
 
- Historycznie mógłbym wymienić kilka krajów, w tym także tych, w których socjalistyczna przeszłość nie jest znana szerszemu ogółowi, jak np. powojenny 12 -letni epizod władzy ludowej San Marino czy Mozambik Samory Machela, jak też np. model jugosłowiański, gdzie wbrew przekonaniom neostalinistów 96 % gospodarki uspołeczniono, a kolektywy robotnicze kontrolowały produkcję i ustalały wysokość zarobków.
 
 
Rozmawiajmy jednak o współczesności.
 
 
- Według mnie w pierwszej kolejności jedną z najciekawszych i bardzo charyzmatycznych postaci odwołujących się do dorobku komunistycznego jest przywódca meksykańskich zapatystów, obecnie używający pseudonimu Komendant Galeano na cześć innego zamordowanego przez tamtejszy rząd żołnierza partyzanckich oddziałów EZLN, znany szerzej jako Subcomandante Marcos walczący o uznanie praw Indian i nędzarzy z ignorowanej przez rząd zacofanej prowincji Chiapas. Obserwuję także doświadczenia komunistów, w tym kobiet wywodzących się ze studenckiego ruchu protestu i podejmujących działalność parlamentarną z Camilą Vallejo i Karol Cariolą na czele, które same są w stanie ocenić na podstawie praktycznego doświadczenia, nieprzekraczalne granice swoich możliwości w ramach demokracji liberalnej przy rządzie socjaldemokratycznym, który jedynie w deklaracjach stoi po stronie klasy robotniczej i ludzi pracy.
 
 
Wspomniałeś o działaczach, a co z samymi państwami?
 
 
- To jest trudna kwestia. Z jednej strony mamy doświadczenie kraju takiego jak Wenezuela, który nie odcina się od marksistowskiego dziedzictwa. Przykład charyzmatycznego Chaveza, który mimo praktyki rządzenia, która mieściła się w kanonach socjaldemokratycznych, starał się upowszechnić i zaszczepić w społeczeństwie treści komunistyczne i stopniowo zmierzał do przywrócenia tej myśli należnej rangi. Jednak trzeba też pamiętać, że sabotaż ekonomiczny przeciw rządowi Wenezueli z udziałem rodzimych spekulantów, który zintensyfikował się po śmierci prezydenta zagraża mocno tamtejszemu procesowi rewolucyjnemu znajdującemu się na dużo wcześniejszym etapie niż to, co osiągnięto na Kubie. Nie wiemy jeszcze jaki będzie ostatecznie wynik w następnych wyborach w Wenezueli. Miejmy nadzieję, że nie okaże się, że rząd tego kraju zbyt długo igrał z ogniem. Z drugiej strony mamy kraje azjatyckie, w których albo restaurowano i pogłębiano potem podstawy kapitalizmu z udziałem tamtejszej biurokracji, jak Chiny, albo też ukonstytuowały się w nich systemy łączące wiele sprzeczności w wyniku np. utopienia we krwi przez amerykańskich najeźdźców powstających w okresie wojny koreańskiej komitetów ludowych (został wyprodukowany na ten temat dokument BBC pt. "Zabić ich wszystkich", dostępny w Internecie). Wydarzenia te doprowadziły w konsekwencji do powstania krajów łączących wiele sprzeczności i nie zdolnych raczej do końca przezwyciężyć dawnego postfeudalnego stosunku do władzy w warunkach presji wrogiego otoczenia. Mam na myśli rzecz jasna Koreę Północną. Jeśli chodzi o ten kraj, mam znajomych, którzy mogą powiedzieć na jego temat więcej, bo po prostu w nim byli. Mimo wszystko przekazują oni obraz nie pokrywający się w znacznej części z obrazem tego kraju, jaki znamy z mediów.
 
 
Kończąc naszą rozmowę czego chciałbyś życzyć sobie i wszystkim komunistom w Polsce i na świecie?

 
- Życzę im rzecz oczywista cierpliwości i satysfakcji z udziału w pracach organizacyjnych przybliżających długi marsz ku zwycięstwu komunizmu. Życzę, by jego wdrażanie stało się ich udziałem i by byli godni miana komunistów. Zgodnie z poglądem Lenina, bycie komunistą udowadnia się praktyką działania korzystną dla ogółu, a nie samymi deklaracjami. Właśnie takiej praktyki życzę sobie oraz wszystkim komunistom w kraju, jak i na całym świecie.

 
Dziękuję za rozmowę.
- Dziękuję.



Dawid Jakubowski jest z wykształcenia historykiem zajmującym się dziejami ruchu robotniczego. Opublikował w 2007 r. biografię Juliana Marchlewskiego. Od prawie 10 lat działa aktywnie na lewicy. Należy do Komunistycznej Partii Polski, stowarzyszenia Porozumienie Socjalistyczne i redakcji portalu Socjalizm Teraz i zespołu ekspertów portalu geopolityka.org. Pisze również dla portalu strajk.eu. Publikował także na innych portalach (w tym konserwatyzm.pl) oraz na łamach dziennika Trybuna w 2013 r. Członek władz Towarzystwa Przyjaciół Kuby zarejestrowanego w styczniu 2015 r. Współzałożyciel Komitetu Pamięci Ofiar Wojen. Udziela się także na portalach społecznościowych. Na facebooku prowadzi m.in. stronę Polecam Poczytać Trockiego.

 
 
 
 
 

Społeczność

Lenin001