Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 23 gości.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Mission impossible

Mission impossible

Jeżeli mówimy o analizie „bolączek” związanych z kapitalizmem, to mamy na myśli dysfunkcje tego systemu włącznie z kryzysem strukturalnym, włącznie z krytyką prywatnej własności środków produkcji, a nie zamienianie kwestii społecznych na kwestie swobód obywatelskich i demokratycznych praw różnorodnych mniejszości kulturowych i obyczajowych. Lewica burżuazyjna, reprezentowana przez SLD, przyjmuje tę zamianę jako rzecz najoczywistszą z oczywistych i w ogóle nie rozumie problemu.
 
SLD wpisuje się w kapitalistyczną grę pozorów. Polega ona na tym, że przyjmuje się system kapitalistyczny jako stan naturalny (inaczej jest się etykietkowanym jako człowiek oderwany od rzeczywistości). Ponieważ jednak nastroje społeczne bywają bardziej radykalne niż najbardziej lewicowa lewica koncesjonowana, komitet zarządzający interesami klasowymi burżuazji, chroniony z lewej flanki przez ww. lewicę koncesjonowaną, tworzy pozór zasadniczej walki politycznej między „demokratyczną” partią prokapitalistyczną (PO) a równie prokapitalistyczną, „republikańską” partią populistyczną, powołującą się na wartości konserwatywne (PiS). W zależności od aktualnego stadium cyklu koniunkturalnego kapitalizmu, przewagę uzyskuje ta lub druga partia. Dynamiczna równowaga między nimi skutecznie kanalizuje sprzeciw społeczny w ślepy zaułek – a to zagrożenia wartości narodowych, a to zagrożenia wartości demokratycznych.
 
 
 
SLD swoje przekonanie o własnej lewicowości i samoistnym systemie wartości czerpie z faktu, że opowiada się po stronie prokapitalistycznej, acz obliczonej na funkcjonowanie w okresie prosperity. Samodzielność lewicowa SLD (jak i innych partii socjaldemokratycznych) polega na tym, że domaga się takich standardów demokracji, jakie odpowiadają takiemu właśnie etapowi kapitalizmu. A w rzeczywistości etap mamy zupełnie inny. I to ma być kontakt z rzeczywistością, w opozycji do naszego od niej oderwania! Nie przyjmowanie do wiadomości aktualnej sytuacji kapitalizmu jako wyznacznik realizmu i pragmatyzmu!
 
 
Jeśli praktyka jest probierzem wartości koncepcji, na której się opiera, to kondycja SLD jest najlepszym argumentem przeciwko tezie o kontakcie tej partii z rzeczywistością. Trudno przytoczyć lepszy.
 
 
Lewica już od dziesięcioleci ewoluuje zgodnie z tym schematem intelektualnym. W konsekwencji, część jej członków przekonuje się do wartości narodowych (ze względu na ich powinowactwo do prostackiego podejścia do konfliktu klasowego), a część – do wartości demokracji burżuazyjnej jako do wartości samej w sobie, bez żadnego odniesienia do walki społecznej.
 
Dzięki zerwaniu ciągłości tradycji komunistycznej przez stalinizm, ten proces rozkładu formacji lewicowej nie rzuca się jasno w oczy. Nie istnieje bowiem punkt odniesienia, który rysowałby samodzielną, lewicową i antykapitalistyczną alternatywę. Najbardziej widoczna jest ta narracja, która odwołuje się do „realizmu” stalinowskiego – jedynym realnym spełnieniem socjalizmu, był socjalizm PRL.
 
Nie sposób oczekiwać od SLD, aby potrafiła rozwikłać tę kwestię. Przyjmując „realizm” poststalinowski za dobrą monetę, nie może go wpisać w program ze względu na odium totalitaryzmu. Odrzucenie tego „realizmu” na rzecz „utopii” byłoby sprzeczne z fetyszem pragmatyzmu i realizmu, który jest bożkiem tej formacji.
 
 
Wśród członków lewicy typu SLD panuje opinia, że niezbędna jest jakakolwiek (nawet niedoskonała) lewica, albowiem bez niej zagrożenie dla swobód demokratycznych byłoby dużo większe. Aksjomat mający uzasadnić niezbędność lewicy typu SLD na scenie politycznej głosi z grubsza to, że demokratyczna prawica („prawie lewica”), jak PO, nie potrafi konsekwentnie oprzeć się prawicy niedemokratycznej typu PiS. PO jest zwyczajnie niekonsekwentna programowo i zachowuje się pragmatycznie, bezideowo. Inne partie, w tym PiS, mogą wysysać jej członków na zasadzie bliskości ideowej, chwilowo zatraconej ze względu na partykularyzm organizacyjny i oportunizm podyktowany względami taktycznymi. SLD postrzega samo siebie jako partię „niezłomnych”, którzy nie zintegrują się z odrzucającą „postkomunę” prawicą. Stąd wymuszony radykalizm demokratyczny lewicy SLD-owskiej. Ma on charakter pragmatyczny, a jakże!
 
 
Problem w tym, że klasie panującej w obecnym systemie nie zależy na demokracji, ale na jej pozorach, i bynajmniej nie po to, aby trzymać w ryzach właścicieli środków produkcji. Wręcz przeciwnie, należy im ułatwić życie. Co gorliwie przyjmuje SLD.
 
 
Prokapitalistyczne siły demokratyczne pokazały swą zdolność mobilizacyjną, więc SLD może być, co najwyżej, „przydupasem”, a nie samodzielną formacją ideową. Co więcej, w złożonej grze pozorów SLD opowiada się po stronie sił, które zdecydowanie przeciwstawiają się tym grupom społecznym, które stanowią tradycyjną bazę lewicy. Ta baza jest zawłaszczana przez PiS. SLD woli opierać się na tej samej „klasie średniej”, co PO, zostawiając poza swoim zainteresowaniem te grupy społeczne, które poparły PiS ze względu na rozczarowanie transformacją. Krytyka PiS ze strony SLD nie odwołuje się do argumentów mających ewentualnie na celu odzyskanie owych grup spod wpływu populistów. Staje wyraźnie po przeciwnej stronie barykady, w jednym szeregu z aktorami politycznymi jednoznacznie postrzeganymi jako winni „błędów i wypaczeń” transformacji.
 
 
Jedyną szansą lewicy byłoby pokazanie swej odrębności od obu stron jednego, prokapitalistycznego medalu. Niestety, droga wiodłaby przez obszary niebezpiecznie zbaczające ku „komunistycznemu totalitaryzmowi”. W związku z tym, lewica koncesjonowana jest skazana na zagładę, ewentualnie na zlanie się w jedno z prokapitalistyczną prawicą zorientowaną na demokrację burżuazyjną. Mit, jakoby bez SLD zabrakłoby reprezentacji lewicy na arenie politycznej Polski, jest tylko mitem: SLD może co najwyżej reprezentować brak alternatywy wobec prawicy prokapitalistycznej i prodemokratycznej. Jako twór pozbawiony kręgosłupa ideologicznego, nie stanowi samodzielnej siły. W tej postaci, nie odpowiadając na wyzwania stojące przed lewicą, SLD jest skazane na wymarcie niczym dinozaury. Nie posiada ani odrębnego programu politycznego, ani odrębnej grupy społecznej, o którą mogłaby rywalizować. Z czym więc do gości?
 
Nie wchodzi w grę jedyna strategia, która mogłaby przynieść SLD upodmiotowienie – zaatakowanie obu stron konfliktu z lewej flanki. Jak przebić hasła demokratyczne z jednej strony, i populistyczne – z drugiej?
 
Zadanie to jest dla lewicy typu SLD czymś w rodzaju mission impossible. W związku z tym, w łeb bierze całe puste bajanie o „realizmie”.
 
Ewa Balcerek

25 stycznia 2016 r.



Tekst ukazał się na portalu "Dyktatura Proletariatu" pod linkiem



http://www.dyktatura.info/?p=2871#more-2871

Społeczność

LENIN - rocznica