Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 3 gości.

Majowe święto pod znakiem zdrady i kompromitacji SLD

Włodzimierz Czarzasty

W tym roku ponownie odbędzie się w stolicy duży pochód 1-majowy. Niestety, i przy tej okazji kierownictwo SLD kompromituje się zapraszając na marsz wyzyskiwaczy i banksterów z tzw Komitetu Obrony Demokracji (KOD) - zaprzysięgłych wrogów klasy robotniczej i całego świata pracy.
 
Zapraszamy na naszą manifestację 1. maja wszystkie środowiska, którym bliskie są idee prodemokratyczne, proeuropejskie i propracownicze – zachęcali na wspólnej konferencji prasowej przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty i przewodniczący OPZZ Jan Guz. – Zapraszamy również, wszystkie osoby biorące udział w demonstracjach Komitetu Obrony Demokracji – dodał Włodzimierz Czarzasty. – Bez demokracji nie będzie rozmowy o prawach pracowniczych.
 
Ubiegłoroczne klęski wyborcze nie przyniosły otrzeźwienia. Nowe kierownictwo Sojuszu Lewicy Demokratycznej kontynuuje zabójczą dla partii politykę wleczenia się socjaldemokracji w ogonie liberałów. Nowemu przewodniczącemu, podobnie jak jego poprzednikowi, łatwiej znaleźć wspólny język z prezesami, dyrektorami, bankierami i menedżerami ponadnarodowych korporacji niż z robotnikami, bezrobotnymi i bezdomnymi. Z takim kierownictwem i taką polityką SLD nigdy nie podniesie się z kolan.
 

Pochód 1-majowy nie jest miejscem dla sympatyków pana Petru, tworzących rdzeń KOD-u i zapewne zignorują oni zaproszenie od przewodniczącego Czarzastego. Zadowolona z rządów PO burżuazja ma bowiem w "głębokim poważaniu" prawa pracownicze i tradycje walki o 8-godzinny dzień pracy i z pewnością spędzi ten dzień w luksusowych hotelach gdzieś nad Morzem Śródziemnym. Przewodniczący SLD udowadnia dobitnie, że nie ma żadnego pomysłu na budowę SLD jako partii lewicowej, innego niż linia, którą konsekwentnie kroczyli jego poprzednicy przez ostatnie 27 lat, prezentujący liberalne oblicze partii i udowadniający jedność interesów pomiędzy SdRP/SLD a krajową i międzynarodową burżuazją.  
 
Taka polityka doprowadziła już SLD do porażki wyborczej w 2005 roku - po wybitnie probiznesowych rządach Millera - i kolejnej w 2011 roku, kiedy to partia szła do wyborów razem z Business Center Club. Kurczowe trzymanie się przez SLD linii socjal-liberalnej, w tym obłąkańcza taktyka popierania i finansowania w wyborach prezydenckich kandydatki o poglądach centro-prawicowych - Magdaleny "Barbie" Ogórek doprowadziła do nienotowanego wcześniej spadku poparcia społecznego dla SLD (zaledwie 2,4% głosów na kandydatkę SLD).
 
Pomysł na koalicję wyborczą z liberalno-burżuazyjnym Twoim Ruchem (partią bez kadr i elektoratu) oraz uczynienie twarzą kampanii wyborczej bezbarwnej i mdłej Barbary Nowackiej, sprowadziły notowania Sojuszu na samo dno i w efekcie partia znalazła się poza parlamentem, choć jeszcze w 2014 r. poparcie społeczne dla SLD sięgało kilkunastu procent. Przed wyborami w 2015 roku, emerytowany już politycznie były przewodniczący SLD Leszek Miller wielokrotnie umizgiwał się do PO, jawnie sygnalizując chęć zajęcia pozycji koalicjanta przy liberalnym korycie.
 
Nowy przewodniczący partii, Włodzimierz Czarzasty, jak widać ani na krok nie odstępuje od linii politycznej, która sprowadziła SLD do pozycji siły pozaparlamentarnej, a więc partii drugiej kategorii. Czarzasty (i Guz) powinni przede wszystkim uszanować tradycyjny, klasowy charakter robotniczego święta 1 maja i zaprosić do udziału w pochodzie górników, hutników, stoczniowców, sprzątaczki, ochroniarzy i wszystkich ludzi pracy, a nie banksterów z partii Ryszarda Petru i KOD. Lewica musi zwrócić się do ludzi, którzy w październiku ub.r. głosowali na PiS i nadal patrzą z nadzieją na „dobrą zmianę”, licząc przede wszystkim na jej socjalny charakter.
 
 
Tego Czarzasty wydaje się nie zauważać. Pan przewodniczący żyje w wieży z kości słoniowej, cały czas prezentując SLD jako partię, która położyła fundamenty pod III RP, uchwalając konstytucję z 1997 roku i wprowadzając Polskę do UE w 2004. SLD w wizji Czarzastego to partia sytych i zadowolonych ludzi sukcesu, to taka Platforma Obywatelska czy Nowoczesna tylko prawdziwsza bo bardziej zasłużona dla ugruntowania w Polsce kapitalistycznego status quo.
 
Syci i zadowoleni nie potrzebują jednak kojarzącego się z aferą Rywina Czarzastego.. Oni mają już swoich reprezentantów w szeregach Platformy i Nowoczesnej i swój KOD. Czarzasty tego nie rozumie, nie rozumie obiektywnej historycznej roli jaka stoi przed lewicą. Jako wychowanek schyłkowego okresu poststalinizmu (rocznik 1960, miał 29 lat w momencie restauracji kapitalizmu) reprezentuje sobą skrajnie zdeideologizowaną wizję socjaldemokracji. Czarzastego od wywodzących się z PZPR wybitnie prawicowych i skrajnie antyrobotniczych jastrzębi neoliberalizmu takich jak Leszek Balcerowicz, Henryka Bochniarz czy Marek Goliszewski odróżnia tylko to, że on nadal uważa się za lewicowca i nadal mentalnie nadal tkwi w latach 80. a swoją karierę buduje na przekonaniu, że przyszłość SLD leży we wleczeniu się w ogonie liberałów i tępieniu ideologicznego ostrza lewicy.
 
Tymczasem w epoce Jeremy'ego Corbyna walczącego w brytyjskiej Partii Pracy z blairystami i spektakularnych sukcesów Berniego Sandersa, który otarł się o nominację na kandydata Demokratów w wyborach prezydenckich w USA, w epoce stłamszonego przez Merkel i "Trojkę", ale jednak sukcesu mocno lewicowej Syrizy w Grecji i 20% wyników Podemosu w Hiszpanii jasne jest, że lewica (także ta socjaldemokratyczna) odnosi sukcesy tam, gdzie jest w stanie zaprezentować możliwie prorobotniczy i socjalistyczny program. Tam, gdzie stara się wiązać z klasą robotniczą i prezentować swoje antykapitalistyczne oblicze. W krajach gdzie jest inaczej, gdzie brakuje Corbynów, Sandersów i Iglesiasów bądź są oni słabi, sukcesy odnoszą faszyści. Francja jest tutaj najlepszym przykładem.
 
Czarzasty nie rozumie, że rolą lewicy jest stanowienie politycznej reprezentacji klasy robotniczej i budowa świadomości klasowej proletariatu. Okazyjne wspominanie o „pracobiorcach” i „pracownikach” to za mało aby uczynić z SLD partię robotniczą. Tutaj potrzebne jest realne działanie na centralnym szczeblu władz partyjnych, mające na celu zbliżenie się do klasy robotniczej i związków zawodowych. Jeśli nie zostanie ono podjętę, to zamiast urzędniczej SLD ten krok będzie musiała uczynić inteligencka partia Razem.
 
Na razie jednak Czarzasty wykazuje totalne niezrozumienie dla przebiegających przez społeczeństwo rzeczywistych podziałów klasowych, klasowego charakteru KOD-u jako ruchu dążącego do przywrócenia popieranych przez wielki kapitał i międzynarodową finansjerę neoliberalnych rządów PO. Nie rozumie też, że PiS jako partia narodowo-burżuazyjna stoi w pewnej sprzeczności interesów z zagranicznymi koncernami i instytucjami finansowymi a swoją dominację na scenie politycznej opiera na sojuszu narodowej burżuazji, drobnomieszczaństwa i klasy robotniczej, a gwarantem stabilności rządu jest poparcie, udzielane przez klasę robotniczą reprezentowaną m.in. przez „Solidarność”. Sojusz ten jest jednak w istocie jak "siedzenie okrakiem na barykadzie" i rodzi nieuchronne sprzeczności wśród popierających "dobrą zmianę". Zadaniem lewicy jest należyte wykorzystanie buntu klasy robotniczej, jaki pojawi się gdy tylko narodowo-burżuazyjny rząd zarzuci socjalny kurs. Niestety, Włodzimierz Czarzasty, jako lider lewicy zadowolonych i jednocześnie wychowanek biurokracji okresu schyłkowej, gnijącej od środka PZPR, nie wydaje się być do tego zdolny.
 
Jak stwierdził Czarzasty w wywiadzie udzielonym dla Wirtualnej Polski po klęsce wyborczej SLD w 2011 roku:
Jesteśmy w tak głębokiej dupie, że dla każdego robota się znajdzie”.
 
Parafrazując tę wypowiedź, decyzję o zaproszeniu KOD-u na pochód pierwszomajowy można by skomentować następująco – jesteśmy w tak głębokiej dupie, że sprzedamy wszystkie świętości lewicy, byle tylko liberalne „elity” dopuściły liderów SLD do swojego koryta .

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Amerykańska gospodarka 2008