Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 14 gości.

Wojciech Białowąs: Rzeczywistość w Polsce potransformacyjnej (cz.2)

bieda.jpg

 
 
 
Powrót do pierwszej części artykułu
 
„Nie ma socjalizmu bez demokracji. Podobnie jak nie ma demokracji bez socjalizmu.”
 
 

 
Od dwudziestu lat polskie elity polityczne i biznesowe wpajają społeczeństwu, że żyjemy w państwie wolnym, demokratycznym i pluralistycznym. Inaczej mówić nie mogą, bowiem w ich założeniach transformacja ustrojowa właśnie ową wolność przynieść miała. Masom próbuje się wbić do głów, że mają realny wpływ na władzę, a demokracja parlamentarna, czyli inaczej przedstawicielska, jest ku temu najlepszym narzędziem. Analiza owej demokracji niesie ze sobą niestety całkowicie pesymistyczne wnioski i wydaje się potwierdzać tezę Marksa, który zauważył, że demokracja w sferze politycznej nie może współgrać z niedemokratycznymi stosunkami przy zarządzaniu środkami produkcji (czyli sytuacji, w której pracownicy najemni są pozbawieni jakiegokolwiek wpływu na cały proces produkcji towarów) i w takich warunkach jest jedynie mało śmieszną parodią prawdziwych społecznych rządów ludu, a państwo stanowi sztuczny twór mający za zadanie utrzymać obecnie panujący status quo, zazwyczaj przy użyciu siły aparatu represji. Omawiając zaistniałe po '89 roku zjawisko skupię się na oficjalnej ideologicznej propagandzie wpajanej każdemu z nas praktycznie na każdym kroku, a także na instrumentach, dzięki którym owe wpajanie jest możliwe – czyli mediach, strukturze politycznej oraz  prawodawstwie.
 
 
 
 
Oficjalna ideologia i propaganda to terminy nacechowane pejoratywnym znaczeniem, które w ustach polskiego społeczeństwa najczęściej pojawiały się za czasów PRL – u. W ostatnich 20 latach ich używanie było usankcjonowanie również jedynie w odniesieniu do okresu rządów PZPR. Po '89 roku mieliśmy się bowiem stać społeczeństwem wolnym ideologicznie, bez narzucanych odgórnie poglądów i z możliwością całkowicie pluralistycznej dyskusji. Tak miało być, a jak jest? O ile propaganda prl – owska (nie mam tu oczywiście na myśli propagandy pozytywnej, mającej na celu zaktywizowanie społeczeństwa do wspólnej odbudowy kraju czy kolektywnego działania mającego na celu dbanie o wspólny majątek) była propagandą nachalną oraz widoczną gołym okiem dla każdego, o tyle dzisiejsza propaganda jest mocno zawoalowana, skrzętnie ukrywana, ale nie mniej obecna a jedynie trudniejsza do zauważenia. Można stwierdzić, że jest prowadzona w sposób  inteligentniejszy, przy użyciu mniej wulgarnych a bardziej wyrafinowanych metod, co sprawia, że trudniej z nią walczyć (wiadomo, że ukryty wróg jest groźniejszy od tego, który jawnie pokazuje swoje oblicze). Co zatem wpaja się polskiemu społeczeństwu od dwudziestu lat? Przede wszystkim wszystko to, co zgodne z jedyną poprawną wizją świata.
 
 
 
Mamy więc prosty podział – socjalizm be, kapitalizm cacy. A co za tym idzie, wszystko co mogłoby się w jakikolwiek sposób kojarzyć z wyrównywaniem dysproporcji majątkowych, zwiększaniem roli pracowników w procesie produkcji, czy progresją podatkową, jest dyskredytowane. Odnosi się to głównie do narzucania społeczeństwu negatywnego wizerunku PRL – u poprzez skupianie się jedynie na jego wadach (których oczywiście nie brakowało, szczególnie w sferze politycznej), nie mówiąc nic o zaletach na polu społecznym (bezpieczeństwo socjalne; kolektywna odbudowa kraju po zniszczeniach wojennych; walka ze społecznymi patologiami takimi jak analfabetyzm, bezrobocie, bezdomność, alkoholizm; wysoki poziom edukacji i kultury; ogromny postęp w rozwoju nauki oraz techniki; wyrównywanie podziałów społecznych etc.) Gdy oficjalna propaganda rozprawi się już z minioną epoką, zaczyna się wychwalanie obecnej. Powszechne jest twierdzenie, że dzisiejszy system, którego podstawą jest wyzysk pracownika przez pracodawcę w imię prostej zasady: przede wszystkim zysk oraz kumulowanie tego zysku w rękach coraz mniejszej ilości ludzi, to tzw. koniec historii, czyli, że już nic lepszego nas nie spotka.
 
 
Żyjemy bowiem w najlepszym z możliwych systemów i powinniśmy dziękować opatrzności (najlepiej katolickiej, w przypadku Polski), że mamy możliwość korzystać ze wszystkich dobrodziejstw wolnego rynku. Raczy się nas iluzją wszechobecnego dobrobytu. Nie dopuszcza się jakichkolwiek głosów krytyki panujących zasad. Oficjalnie nie zaprzecza się występowaniu patologii społecznych (wspomnianego wcześniej bezrobocia, bezdomności, alkoholizmu, narkomanii), jednak podaje się od razu komentarz z prostym wytłumaczeniem: wszystkiemu winny jest albo PRL albo ułomność ludzi. Właśnie bodajże ten aspekt boli zwykłego, szarego człowieka, który dostał po tyłku od życia w takim oto świecie, najbardziej. Z jednej strony jest alienowany ekonomicznie poprzez żałośnie niskie zarobki, pracę po kilkanaście godzin dziennie, czyli jednym słowem wyzysk, a następnie wraca do domu i słyszy w telewizji bądź czyta w gazecie, że jego bieda wynika z tego, że jest niewykształconym, leniwym nierobem o roszczeniowej postawie wynikającej z reliktowej mentalności homo sovieticusa, a biedny pracodawca musi płacić na niego horrendalnie wysokie składki ZUS.
 
 
Każde bowiem świadczenia socjalne, jakie uda się wywalczyć społeczeństwu, jest traktowane przez media jako zbędne przywileje, które jeszcze bardziej rozpieszczają i tak już rozpieszczonych pracowników. Nie daj Boże, gdy owy zwykły człowiek straci pracę. Wtedy stanie się jeszcze większym nierobem, okradającym ciężko pracujących obywateli poprzez życie na zasiłku, a ponadto okaże się, że jest za mało elastyczny i przedsiębiorczy, żeby poradzić sobie na rynku pracy i znaleźć nowe zatrudnienie. Kiedy popadnie w depresję, alkoholizm lub straci mieszkanie, bo nie będzie go stać na czynsz, stanie się oficjalnie życiowym nieudacznikiem, który nie nadąża za resztą i nie potrafi przystosować się do panujących warunków. Swoją historię być może zakończy na dworcu kolejowym. Wtedy z nieudacznika przemianuje się go na żula bądź menela, którego panowie policjanci codziennie będą wyganiać na zewnątrz, bowiem swoją nieogoloną facjatą rani estetyczne uczucia zabieganego społeczeństwa, poddanego nieustannemu wyścigowi szczurów, w którym to wyścigu marchewką jest swoisty american dream pękający w konfrontacji z rzeczywistością tak, jak pękają bańki spekulacyjne, a kijem niewidzialna ręka (a może i łapa) rynku; oraz nie pasuje do oficjalnego obrazu państwa dobrobytu, mającego aspiracje do bycia drugą Japonią czy Irlandią.
 
 
Z drugiej strony natomiast serwuje się wizerunek pracodawcy. Jest to osoba Milton Friedmanprzedsiębiorcza, inteligentna, która poprzez swoją uczciwą i ciężką pracę przykłada się do ciągłego wzrostu gospodarczego, a w swojej ogromnej dobroci tworzy ponadto miejsca pracy. To od niej zależą losy całego narodu, to ona na swoich barkach codziennie dźwiga ciężar wzbogacania społeczeństwa, poprzez wzbogacanie siebie samej. Jak widać zatem, polska oficjalna propaganda nie odbiega od głównej ideologii panującej obecnie na świecie, czyli neoliberalizmu, który zatriumfował szerzej w latach '70 a zakończył się (miejmy nadzieję, że zakończył...) największym kryzysem gospodarczym od 90 lat. To właśnie poglądy Friedmana i spółki obnażyły kapitalizm z jakichkolwiek pozorów człowieczeństwa. Usankcjonowały jeszcze dobitniej istniejące już wcześniej prawo dżungli, swoisty darwinizm społeczny, w którym silny rządzi słabszym zrzucając mu czasem nędzne okruchy z pańskiego stołu.
 
 
W takim systemie  nigdy więc nie dojdzie do ukazania prawdziwych przyczyn biedy, która wynika ze stosunków gospodarczo – społecznych utrwalanych przez  prywatną własność środków produkcji, którego konsekwencją jest nierównomierny podział dóbr. Nadal będzie się twierdzić, że wszystkiemu winny jest człowiek, którego los jest taki jaki jest, ponieważ urodził się głupi, mało zaradny, leniwy. Kapitalistyczną radą dla głodującego mieszkańca Sudanu byłoby z pewnością założenia własnej działalności gospodarczej...
 
 

Ciekawą dziedziną oficjalnej propagandy jest nowomowa. Kolejny termin rodem z PRL – u, który służy dzisiejszej ideologii, głównie jako eufemizm, mający zamydlić oczy społeczeństwu. Nie słyszymy już bowiem o wywalaniu ludzi z pracy, najzwyklejszym i wszechobecnym zjawisku w obecnej rzeczywistości,  lecz o „restrukturyzacji przedsiębiorstwa”. Ludzie dla systemu nie istnieją, jest jedynie „kapitał ludzki”. Człowiek, którego bogactwo jest skutkiem ciężkiej pracy podległych mu pracowników nie jest pracobiorcą lecz „pracodawcą”. Wysyłanie uzbrojonych funkcjonariuszy na protestujących jest „ewakuowaniem protestujących” ewentualnie „gaszeniem niepokojów społecznych”. Natomiast obniżanie pensji określa się „spadkiem dynamiki płac”.
 
 

 
Jak jednak owe pranie mózgów działa na polskie społeczeństwo? Z pewnością nie tak, jak chciałyby tego rządzące polską elity. Jeśli przyjrzeć się poglądom Polaków można stwierdzić, że są one lewicowe. Zdecydowana większość z nas opowiada się za egalitarnym społeczeństwem, rozdziałem państwa od kościoła, ma negatywne zdanie na temat prywatyzacji a hasełka liberałów ekonomicznych nie trafiają u nas na podatny grunt. Popatrzmy nieco w statystyki. W 1999 roku Instytut Studiów Społecznych UW przeprowadził badania poglądów polskiego społeczeństwa.[28] 70% ankietowanych stwierdziło, że nierówności społeczne się utrzymują, bowiem korzystają na tym ludzie bogaci i mający władzę. 52% nie zgodziło się ze stwierdzeniem, że duże różnice dochodów są niezbędne, aby zapanował w Polsce dobrobyt. 48% uznało, że nierówności społeczne utrzymują się dlatego, że brak nam kolektywnego działania w ich usuwaniu. Na pytanie ile powinna zarabiać osoba wykonująca dany zawód, jedynie przy trzech zawodach sugerowane przez ankietowanych zarobki były mniejsze niż rzeczywiście panujące (owe zawody to: minister, właściciel dużej fabryki, dyrektor naczelny dużego przedsiębiorstwa państwowego). Miażdżące okazało się pytanie o różnice dochodów w Polsce.
 
 
Aż 87% uznało, że są one za duże. Następnie 80% stwierdziło, że to rząd powinien owe różnice niwelować oraz zapewnić pracę każdemu, kto chce pracować (88%). Również 88% było zdania, że rząd powinien zapewniać obywatelom minimum dochodów. 80% opowiedziało się za progresywnym podatkiem dochodowym. Jeśli chodzi natomiast o strukturę społeczeństwa 51% ankietowanych uznało, że obecnie polskie społeczeństwo charakteryzuje się niewielką elitą na górze, bardzo małą ilością osób w środku i większością ludzi na dole. Jeśli chodzi natomiast o strukturę idealną, to 45% wybrało społeczeństwo, w którym najwięcej osób jest pośrodku.
 
 
 
Obecnie, w 2009 roku, niewiele się w tej kwestii zmieniło. 81% ankietowanych deklaruje chęć wycofania polskich wojsk z Afganistanu (TNS OBOP 9-10 września) a  92% studentów i wykładowców nie zgadza się na odpłatne studia ( PBS DGA 9-15 października). Wg sierpniowo – wrześniowego badania CBOSu Polacy oczekują od państwa, że zapewni wysoki poziom publicznej służby zdrowia i edukacji (86%) oraz że będzie zwalczać bezrobocie (71%). 71% opowiada się za podatkiem progresywnym. Społeczeństwo pragnie także rozdziału Kościoła od państwa (84% ankietowanych). Zatrzymując się chwilę przy Kościele – widać wyraźnie całkowity spadek poparcie dla tej instytucji. Centrum Myśli Jana Pawła II przeprowadziło ostatnio badania, których wyniki muszą przyprawiać o niemały ból głowy katolicką hierarchię29. Jedynie 5% uważa, że Kościół jest wspólnotą wiernych, 55% stwierdza, że owa instytucja nie jest potrzebna społeczeństwu, 57% uważa, że episkopat współrządzi państwem, 75% żąda, aby kler płacił podatki. Ponadto jedynie 30% 19-latków uważa się za osoby religijne, a 35% młodzieży (16-24 lata) chodzi regularnie na mszę.
 
 
 
Jak zatem możliwe jest, że przy takich poglądach społeczeństwa do władzy w demokratycznym rzekomo państwie dochodziły partię czysto prawicowe, takie jak PiS, PO, AWS? Jak wytłumaczyć niedawny sukces Jerzego Buzka w wyborach do Europarlamentu, chociaż jeszcze nie tak dawno przyczynił się do upadku polskiego górnictwa, a konsekwencje społeczne jego reform, w szczególności emerytalnej, będziemy odczuwać przez wiele lat? Jest to możliwe jedynie poprzez dezaktywizację społeczną Polaków i szeroko zakrojoną współpracę elit: medialnych, politycznych i lobbystycznych (np. biznesowych czy kościelnych), co w konsekwencji powoduje poczucie braku alternatywy i ogólne zniechęcenie zwykłego obywatela do polityki.
 
 

Zacznijmy zatem od mediów. Są one podstawowymi tubami propagandowymi głównej, państwowej ideologii w rękach polityki i biznesu. Dzisiejszy główny nurt zdominowany jest całkowicie przez gazety czy stacje telewizyjne o profilu konserwatywnym, prokapitalistycznym. Nic w tym dziwnego – należą one albo do wielkich korporacji (TVN, Wyborcza) albo do państwa (TVP, Rzeczpospolita). Udzielający się w nich „niezależni eksperci” przedstawiają odbiorcom jedyną, poprawną wizję rzeczywistości. Jakiekolwiek głosy lewicowców, chociażby w debatach przedwyborczych, traktuje się jako niepoważną egzotykę, niezagrażającą w żaden sposób systemowi, dlatego możliwą do kilkusekundowego zaprezentowania. Jedyną „lewicę” (przy okazji lansując pogląd o ich rzekomej lewicowości) jaką na dłużej się dopuszcza do mediów stanowi kierownictwo SLD bądź redakcja Krytyki Politycznej.
 
 
Przy jednoczesnym blokowaniu poglądów prosocjalnych, antykapitalistycznych, antyklerykalnych, feministycznych foruje się prawicowy beton. Państwo co roku wspiera dotacjami Frondę, a największy polski tygodnik Angora co tydzień zamieszcza felietony męskiego szowinisty i skrajnego liberała ekonomicznego, do niedawna szefa UPR – u, Janusza Korwin – Mikke. Przy tak jednolitym profilu politycznym polskiego mainstreamu nie może być oczywiście mowy o obiektywności.
 
 

Największym beneficjentem tego idealnego, niczym niezakłócanego, porządku są politycy. Zyskują oni ogromne narzędzie, dzięki któremu są w stanie sterować odpowiednimi postawami obywatelskimi, aktywizować społeczeństwo wtedy, gdy im jest to potrzebne, a także kanalizować jakiekolwiek przejawy buntu i sprzeciwu. O tym, jak wielce zdegenerowana jest obecnie struktura polityczna w Polsce, niech świadczy fakt bardzo niskiej legitymizacji społecznej poszczególnych rządów. PO może pochwalić się zdobyciem w wyborach do Europarlamentu głosów zaledwie 11% osób uprawnionych do głosowania. Przy okazji – 76% Polaków nie brało udziału w tych wyborach. Niska frekwencja wyborcza to jedna z cech charakterystycznych polskiej demokracji. Zaledwie trzykrotnie przekroczyła 50% w wyborach parlamentarnych.
 
 

Struktura partii politycznych także nie napawa optymizmem. Są to twory mało liczne, wodzowskie, silnie scentralizowane i elitarne. Straciły swój dawny, masowy charakter (partia kiedyś a dziś to dwa różne organizmy). Partyjna wierchuszka to grupa ludzi żyjących z polityki, którzy zazwyczaj całkowicie zatracili ideowość i stali się zwykłymi karierowiczami, dla których nie liczą się poglądy ich wyborców. Powoduje to brak jakiegokolwiek udziału społeczeństwa we władzy, co gorsza – brak społecznej kontroli nad sprawującymi tę władzę, rzekomo w imieniu owego społeczeństwa.
 
 
Emil WąsaczEmil WąsaczSkutkuje to wytworzeniem się nietykalnej, wyobcowanej, skorumpowanej elity. Do tej społecznej śmietanki oprócz polityków (np. minister skarbu za czasów AWSu – Emil Wąsacz, który doprowadził skarb państwa do straty na kwotę 4,77 mld zł jest obecnie prezesem sprywatyzowanej firmy, ergo nie pociągnięto go do odpowiedzialności[30]) należą także biskupi (słynna ostatnio afera z policjantem z Ustrzyk Dolnych w roli głównej, który miał czelność zatrzymać jadący bez włączonych świateł i przekraczający o 30km/h dopuszczalną prędkość samochód, którego pasażerem okazał się sam arcybiskup Michalik, i został przez to zwolniony z pracy) oraz najbogatsi kapitaliści (żaden z pierwszej setki najbogatszych Polaków nie płaci jednego ze stu największych podatków dochodowych w Polsce).
 
 

Nie są to jednak wszystkie patologie polskiej pseudodemokracji. Wpiera się nam, że żyjemy w państwie pluralistycznym. Jak ten pluralizm wygląda na płaszczyźnie medialnej i ideologicznej już powiedzieliśmy. Jeśli ktoś sądzi, że w Sejmie jest inaczej, grubo się myli. Obecnie coraz bardziej dostrzegalna jest tendencja idąca w kierunku systemu dwupartyjnego. Na dzień dzisiejszy liczą się bowiem dwie partie – PO i PiS. Co gorsza, są to partie bliźniaczo do siebie podobne. Obydwie propagują neoliberalną formę gospodarki (rzekome pisowskie solidarne państwo było jedynie przedwyborczym picem, o czym najdobitniej przekonały się pielęgniarki i górnicy) a także są całkowicie konserwatywne światopoglądowo.
 

PO kreuje się na partię europejską, nowoczesną, liberalną światopoglądowo, aby przyciągnąć jak najwięcej młodych ludzi. Rzeczywistość jest jednak brutalna i „liberałowie” z PO do zajmowania się bioetyką wysyłają klerykała Gowina, a krakowscy radni boją się wesprzeć ambitny projekt prezydenta Majchrowskiego, który ma zamiar walczyć z działalnością Komisji Majątkowej. Warto także przypomnieć, że PO wspierało PiS przy powoływaniu CBA, a PiS obniżyło górną stawkę podatku dochodowego z 40 do 32%.
 
 

 
 
 
 
Natomiast polska lewica parlamentarna po '89 roku uległa ogromnemu zdegenerowaniu. Ostatnie 20 lat w jej wykonaniu to nieustanne przyjmowanie postawy obronnej wobec natłoku prawicowej retoryki ogarniającej naród, brak umiejętności prowadzenia twardej dyskusji będąc w roli przedstawiciela opozycji a także stopniowa degrengolada ideologiczna. Partyjna elita stała się zbiorem karierowiczów, którzy porzucili jakiekolwiek lewicowe ideały i przeszli na pozycje wspierające obecny kształt polskiej rzeczywistości, nie próbując jej kontestować. Najdobitniej świadczą o tym badania przeprowadzone na ostatnim partyjnym kongresie SLD.
 
 
Na ich podstawie należy zaprzestać nazywania SLD partią lewicową, a nawet socjaldemokratyczną, lecz określać ją mianem centrowej z prawicowymi odchyleniami. Nic zatem dziwnego, że Belka swego czasu postulował wprowadzenie odpłatnych studiów, Miller udzielał wywiadów dla Wprost, w których starał się wprosić w łaski dzisiejszych elit a Blida, będąc minister budownictwa, usankcjonowała wyrzucanie lokatorów na bruk.
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
W takim oto sfermentowanym środowisku przychodzi obywatelowi wybierać swojego przedstawiciela. Nic dziwi więc sytuacja, w której ludzie cierpią na brak alternatywy a ich wybór polega na zdecydowaniu się na mniejsze zło. Nie istnieje społeczeństwo obywatelskie. Władza jest wyobcowana od ludu, tak jak lud wyobcowany od władzy. Wyborcy są aktywizowani jedynie na parę tygodni, czyli na czas kampanii wyborczej. Tylko wtedy politykom zależy na jakiejkolwiek uwadze ze strony ludzi. Później, po wyborach, idealną sytuacją jest brak jakiegokolwiek zainteresowania ze strony społeczeństwa. Udaje im się to całkowicie dzięki służalczej roli mediów, które dobierając odpowiednio newsy i fakty sterują wizją rzeczywistości, tworząc jej iluzję, a także dzięki najzwyklejszemu w dzisiejszym świecie okradaniu człowieka z wolnego czasu poprzez zmuszanie go do kilkunastogodzinnej pracy.
 
 

 
 
 
W tak skonstruowanych warunkach gospodarczych zwykły obywatel wracając po pracy do domu, jest wykończony do tego stopnia, że nie w głowie mu politykowanie i aktywne działanie w społeczeństwie.

 
 
 
 
 
O kruchości polskiej demokracji świadczy także stosunek władzy (zarówno medialnej jak i parlamentarnej) do wolności słowa względem środowisk mających odwagę i siłę iść pod prąd wobec oficjalnej nuty propagandowej i ideologicznej państwa. Mówiąc inaczej – stosunek prawa uchwalanego przez obecną władzę do jakichkolwiek przejawów antysystemowej retoryki jest bliźniaczo podobny do stosunku zdegenerowanej kasty politycznej PRL – u względem „wrogów ludu”.
 
 
 
Aby było jasno i przejrzyście, podzielmy ową kwestię na teorię i praktykę.

 
 
 
 
 
 
 
 
Zaczynając zatem od teorii, sięgamy do Konstytucji i czytamy: Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w
swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i
komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza
nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy
lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa.” (art. 13)
 
 
 
Słowem – kluczem jest więc stwierdzenie 'metod totalitarnych'. Konstytucja rozumie bowiem różnicę między komunizmem, a totalitaryzmem, który to totalitaryzm z ustrojem proponowanym przez Marksa i Engelsa nic wspólnego nie miał i nie ma. Stawianie znaku równości między zbrodniami Stalina czy Pol Pota a komunizmem jest jedynie przejawem albo braków w wykształceniu historycznym albo złej woli i chęcią zdyskredytowania marksistowskich idei. Totalitarny ustrój panujący w stalinowskim ZSRR czy obecnie w Korei Północnej ma tyle wspólnego z komunizmem, co Święta Inkwizycja ze świętością... czyli nic. Całe szczęście, że dostrzega to przynajmniej Konstytucja, ponieważ zagłębiając się mocniej w polską rzeczywistość można dostrzec, że w zasadzie racjonalność prawa względem komunizmu na owej ustawie się kończy.
 
 
Politycy bowiem notorycznie łamią 13 artykuł i mianem komunizmu określają wszystko to, co kojarzy im się negatywnie. Nie potrafią pojąć, że propagowanie tego systemu jest w Polsce dozwolone, pod warunkiem, że nie towarzyszy temu odwoływanie się do totalitaryzmu. Dlatego też czytanie Marksa, Engelsa czy Lenina, noszenie koszulki z sierpem i młotem lub Che Guevarą bądź nostalgiczne wspominanie socjalnych zasług PRL – u jest, zgodnie z literą Konstytucji (przypomnijmy – najważniejszej, nadrzędnej ustawy w Polsce), całkowicie LEGALNE. Jakim prawem zatem wiosną 2007 roku uchwalono ustawę o „usunięciu symboli komunizmu z życia publicznego w RP”? Pomijam już fakt, że szanowni posłowie utożsamiają system panujący w PRL – u z komunizmem (co jest politycznym, historycznym i logicznym błędem pierwszego rzędu), nie mogę jednak pominąć tego, że łamią Konstytucję. Ponadto w ich mniemaniu symbolami owego ustroju są np. negatywne oceny osób, organizacji i ugrupowań antykomunistycznych.
 
 
Ustawa więc nie tylko doprowadza do haniebnego usuwania pomników, tablic pamiątkowych, znaków, sztandarów, przenoszenia grobów osób związanych (w mniemaniu rządzących) z komunizmem w mniej eksponowane miejsca etc, ale także do zamykania ust wszystkim krytykom ośmielającym się wyrazić sprzeciw wobec czczeniu takich osób jak chociażby Józef Kuraś, ps. Ogień.
 
 
 
Jeszcze ciekawsza jest ostatnia zabawa posłów z prawem, a mianowicie ustawa będąca nowelizacją artykułu 256 kodeksu karnego, która przewiduje karę pozbawienia wolności do lat dwóch za rozpowszechnianie, produkowanie, utrwalanie, sprowadzanie, nabywanie, przechowywanie, posiadanie, prezentowanie, przewożenie oraz przesyłanie przedmiotów, druków lub nagrań będących nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej. Jak widać zatem, elity kapitalistyczne poszły już całkowicie po bandzie jawnie i oficjalnie (a nie tylko jak dotąd w wywiadach medialnych) przyrównując komunizm do totalitaryzmu i zbrodniczego faszyzmu. Nie sprecyzowano jednak czym owa symbolika komunistyczna jest.
 
 
Można przypuszczać, że od dzisiaj na celowniku organów ścigania jest każdy Włodzimierz urodzony 22 lipca, noszący od czasu do czasu czerwony krawat i orzący pole sierpem. Zastanawiające jest także, czy właściciel cukierni oferującej wuzetki nie będzie narażony na nagły najazd IPN – owskiej policji politycznej a student ekonomii bądź socjologii wypożyczający dzieła Marksa i Engelsa na podejrzane spojrzenia pani bibliotekarki. Przyszłość Pałacu Nauki i Kultury w Warszawie również nie rysuje się w kolorowych barwach... Swoją drogą zastanawiające co w tym wypadku zrobi działająca w Polsce legalnie Komunistyczna Partia Polski.
 
 
Będąc bowiem maksymalnie pedantycznym należy zauważyć, że każda polska partia może powołać do życia swój własny symbol, a symbol powołany przez KPP z urzędu staje się symbolem komunistycznym (bowiem partia w swoich założeniach programowych właśnie do tego ustroju się odwołuje). Idąc dalej tym tokiem myślenia można stwierdzić, że obecnie komuniści w Polsce mają ogromne narzędzie w ręku – mogą zdelegalizować wszystko, co im się żywnie podoba, jeżeli tylko zechcą uznać to za swój symbol. Innymi słowy – uchwalono bubel prawny, Polska po raz kolejny robi z siebie na  świecie pośmiewisko, przy okazji kneblując usta wszystkim myślącym inaczej i nie zgadzającym się z obecną rzeczywistością.
 
 
 
Jak natomiast wygląda zoologiczny antykomunizm w praktyce? Jeszcze bardziej absurdalnie niż na papierze. Podczas protestu przeciwko powstaniu gettu biedy w Bytomiu (o czym mowa była w przy okazji spraw lokatorskich) policja i straż miejska zatrzymały jednego z protestujących, bowiem uznały, że czarna flaga z czerwoną gwiazdą, niesiona przez uczestnika protestu, jest nawoływaniem do... totalitaryzmu.
 
 
 
Do jeszcze ciekawszej sytuacji doszło w Koronowie. Istnieje tam bowiem pewna tradycja. Otóż podczas Dnia Edukacji Narodowej, w czasie trwania imprezy dla nauczycieli, na sali pojawia się tort ufundowany przez jedną z miejskich cukierni. Nie jest to jednak zwyczajny tort, bowiem co roku stanowi on rekwizyt do konkursu z wiedzy z jednego ze szkolnych przedmiotów, w którym to konkursie biorą udział zgromadzeni nauczyciele. Pech chciał, że 14 października br. cukiernicy postanowili zorganizować zagadkę historyczną. Okazało się, że na salę wjechał smakołyk ozdobiony jadalnymi zdjęciami Bolesława Bieruta, Edwarda Ochaba, Władysława Gomułki, Edwarda Gierka, Stanisława Kani, Wojciecha Jaruzelskiego i Mieczysława Rakowskiego. 
 
 
 

 
 
Pod fotografiami znajdował się kakaowy napis: „Aby Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej. VI Zjazd PZPR”. Konkursowe pytanie brzmiało natomiast: „który z przedstawionych polityków jest autorem cytatu”. Ową sprawą, wagi niezaprzeczalnie państwowej, zajęło się już IPN. Cóż, Rosjanie mieli swoją Aurorę, my zadowolimy się jedynie tortem czekoladowym. Jaki kraj, taka rewolucja.
 
 
 
Swoiste idiotyzmy polskiego prawa to jedno, a realne działania aparatu represji to druga ważna kwestia utrzymywania statusu quo w społeczeństwie. O akcjach policji w stosunku do lokatorów już powiedzieliśmy. Nie są oni jednak jedynymi ofiarami polskiej „demokracji”.
 
 

Kłopoty z organami władzy państwowej mają praktycznie wszystkie organizacje kontestujące obecną rzeczywistość. Do tej grupy należą głównie ludzie organizujący manifestacje antywojenne, antyglobalistyczne a nawet ateiści (swego czasu głośny był przypadek redaktora portalu ateista.pl, któremu skonfiskowano komputer i zdemolowano mieszkanie). Podczas ostatniej wizyty wiceprezydenta USA w Polsce zorganizowano manifestację antymilitarną. Policjanci próbowali z początku przekonać uczestników, że ich protest jest nielegalny, a gdy im się to nie udało, postanowili zasłaniać radiowozami transparenty i hasła. Natomiast w 2003 roku podczas jednej z pierwszych krakowskich demonstracji przeciwko wojnie w Iraku wyłapano 40 osób.
 
 
Jeszcze ciekawiej rzecz się miała w Warszawie, za czasów kadencji Kaczyńskiego jako prezydenta miasta, podczas przygotowań do Europejskiego Szczytu Gospodarczego. Wprowadzono wręcz stan wojenny na terenie miasta, łącznie ze ściągnięciem kilkunastu tysięcy policjantów. Działacze antyglobalistyczni notorycznie nękani byli wizytami w domach, telefonami, podsłuchami czy zatrzymaniami. W zarodku pacyfikowano także jakiekolwiek próby głośnego wyrażenia swoich poglądów w formie protestu czy demonstracji.
 
 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Jak widać na załączonych obrazkach, restauracja systemu opartego na prywatnej własności środków produkcji przyniosła polskiemu społeczeństwu ogromne straty. Szczególnie widoczne jest to w dzisiejszych czasach kryzysu gospodarki wolnorynkowej. Znając zatem przeszłość i teraźniejszość, warto by się było zastanowić nad przyszłością. Wiadomym jest, że obecny stan rzeczy prędzej czy później doprowadzi do trwałego rozerwania tkanki społecznej, bowiem wieczne nienasycenie elit gospodarczo – finansowo – politycznych  nie przewiduje zrównoważonego rozwoju ku ogólnemu dobrobytowi, lecz jedynie wyzysk ludzi i przyrody dla celów wąskiej grupy posiadaczy. Pytanie tylko, czy musi dojść do tak dramatycznych wydarzeń, żeby ludzie postanowili coś zmienić?
 
 
 
 
Przypisy:
 
 
 
 
1.      http://prawda2.info/dobrobyt.html
 
 
2.      http://www.rp.pl/artykul/377989,378012.html
 
 
3.      http://www.ziemia.org/raport/wliczbach.php
 
 
4.      http://gazetapraca.pl/gazetapraca
 
/1,90442,6120722,Porownanie_zarobkow_najbogatszych_i_najbiedniejszych.html
 
 
5.      http://wiadomosci.onet.pl/1384983,2677,1,niskie_place_bariera_rozwoju,kioskart.html 
 
 
6.    Milton Friedman – amerykański ekonomista, jeden z głównych przedstawicieli chicagowskiej szkoły ekonomii (obok Friedricha Hayek'a i George'a Stiglera), która nawoływała do powrotu do najradykalniejszych liberalnych reform w gospodarce. Za poligon doświadczalny neoliberałom (jak określa się Friedmana i spółkę) służyły m.in. pinochetowskie Chile.
 
 
7.      http://ciborowski.host247.pl/prl.htm#7 
 
 
8.      Więcej o France Telecom http://nowalewica.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=194:france-telecom-kapitalizm-zabija&catid=3:czytelnia&Itemid=5
 
 
9.      http://www.gazetapodatnika.pl/artykuly/ponad_600_mld_zl_dlugu_publicznego_w_2009_r-a_8040.htm
 
 
10.  http://gospodarka.gazeta.pl/firma/1,61785,7354591,Grozny_deficyt.html?as=2&ias=2&startsz=x
 
 
11.  http://www.bankier.pl/wiadomosci/print.html?article_id=2005745
 
 
12.  http://www.money.pl/gospodarka/inflacjabezrobocie/archiwum/bezrobocie/
 
 
13.  http://www.nowalewica.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=186:polska-ronie-dochod-i-cierpienie&catid=3:czytelnia&Itemid=5 
 
 
14.  tamże
 
 
15.  http://ciborowski.host247.pl/prl.htm#7
 
 
16.  http://www.socjalizm.org/21-postulatow-30-lat-pozniej-co-z-nich-pozostalo.htm
 
 
17.  http://gazetapraca.pl/gazetapraca/1,90443,7127478,Pracownikom_nie_wyplacono_100_mln_zl_pensji.html
 
 
18.  http://fakty.interia.pl/fakty-dnia/news/pip-104-tys-wypadkow-przy-pracy-w-ubieglym-roku,1296969
 
 
19.  http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/337389,rzad_oszczedza_na_dzieciach_a_juz_750_tys_z_nich_zyje_w_nedzy.html,2 
 
 
20.  Dane o wydatkach socjalnych, konstrukcji polskiego budżetu oraz podatkach  na podstawie informacji z Eurostatu za socjalizm.org
 
 
21.  Magazyn Obywatel nr 2/2009 „Socjalizm bez socjalizmu” (polecamjednak cały dział pt. „Gospodarka społeczna”)
 
 
22.  patrz punkt 20.
 
 
23.  http://wiadomosci.polska.pl/specdlapolski/article,Polska,id,206579.htm
 
 
24.  http://biurose.sejm.gov.pl/teksty_pdf_00/i-738.pdf
 
 
25.  http://www.stat.gov.pl/gus/5840_906_PLK_HTML.htm
 
 
26.  http://www.nowalewica.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=186:polska-ronie-dochod-i-cierpienie&catid=3:czytelnia&Itemid=5
 
 
27.  http://cia.bzzz.net/komitet_obrony_lokatorow_gdzie_sa_pieniadze_na_remonty
 
 
28.  http://pgss.iss.uw.edu.pl/pdf/komunikaty/inq_Poland9299.pdf 
 
 
29.  „Fakty i Mity” nr 43 (29.10.2009r.); artykuł pt. „Jesień nasza”
 
 
30.  „Fakty i Mity” nr 42 (22.10.2009r.); artykuł pt. „RPatologie”

Społeczność

dzierżyński