Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 16 gości.

Dwadzieścia lat kapitalizmu

bezdomny1.jpg

Ostatnio jednym z głównych tematów na naszej scenie politycznej i w kraju jest dwudziesta rocznica „pierwszych (częściowo) wolnych wyborów”. „Czwarta władza” - Media, które z bezkrytycznym i zakrawającym o głupotę entuzjazmem odnoszą się eufemistycznie nazywanej „transformacją ustrojową” restauracji kapitalizmu, przedstawiają czerwcową rocznicę jako „Rocznicę Odzyskania Wolności i Upadku Komunizmu w Europie Środkowej”.

Przyjrzyjmy się dokładnie jakimi frazami operują burżuazyjne władze.

„Upadek Komunizmu” jest doskonałym przykładem stosującej daleko idące uproszczenia propagandy medialnej. Dla człowieka wiedzącego czym tak naprawdę jest komunizm, wyrażenie to nie ma najmniejszego sensu. Jak może upaść docelowy ustrój ludzkości?

Cóż za klasa społeczna jest w stanie obalić system w którym istnieje społeczeństwo bezklasowe i pełna wolność jednostki? Zwyczajny absurd.

Jakże wielkie było oburzenie polskich elit, kiedy prominentne dzienniki zachodnie, takie jak „New York Times i „The Guardian użyły w stosunku do nazistowskiego obozu w Oświęcimiu terminu „polskie obozy zagłady”, tłumacząc się, że chodziło im o geograficzne usytuowanie obozu w granicach dawnej II RP. Pod adresem gazet poleciały wtedy liczne oskarżenia o „antypolonizm” i fałszowanie historii. Szkoda tylko że te same elity niczym mantrę powtarzają, że „w 1989 roku upadł w Polsce komunizm”, nie mając nawet pojęcia, że nigdzie na świecie dotąd nie zbudowano komunizmu, a PRL można uważać co najwyżej za biurokratycznie zdeformowane państwo robotnicze.

Cóż tak naprawdę może znaczyć „Odzyskanie Wolności”. Ano, że Europa Środkowa była zniewolona i nagle jak ręką odjął w samo południe 4 czerwca niesławnego roku 1989 stała się wolna? Cóż to za czarodziejska siła wyzwoliła wówczas Europę?! Duch Święty?!

Głównym argumentem zwolenników rządzącej dziś prawicy jest bezsprzeczny ich zdaniem fakt „odzyskania wolności”. Przy czym szczególnie zachwalanym rodzajem wolności jest „wolność gospodarcza”.

Pojęcie „wolności gospodarczej” wydaje się być kuriozalne. Czy możemy bowiem nazwać nieograniczoną swobodę podporządkowywania sobie ludzi w celu pomnażania i akumulacji własnego kapitału wolnością?

Wolność jednostki, aby czyniła społeczeństwo wolnym musi być przynajmniej ograniczona wolnością drugiej jednostki. Osławiona „wolność gospodarcza” nie tworzy wolnego społeczeństwa, ani nawet jego fragmentu.

Wolność pracowników najemnych jest systematycznie ograniczana przez ich „pracodawców”, którzy stosując wszelkie możliwe prawne bądź bezprawne środki pragną wycisnąć z pracownika jak najwięcej, ponieważ wedle karkołomnej logiki kapitalizmu zysk firmy stoi ponad prawami do godnej pracy i godnej płacy.

Prawa pracownicze, jak widzimy m.in. z częstych ostatnio przykładów wyzysku w supermarketach, nagminnie łamane. Kim jest według obowiązującej dzisiaj wykładni pracownik najemny domagający się swoich praw? Jest on leniem i obibokiem o zsowietyzowanej mentalności. Roszczeniowy „robol” przeciwstawiany jest zdolnemu i pracowitemu „biznesmenowi” osiągającemu sukces dzięki „własnej ciężkiej pracy”.
Jeśli założenie i rozkręcenie własnej firmy byłoby rzeczywiście tak proste, byłby to rzeczywiście najlepszy możliwy sposób na zapewnienie sobie godnego przychodu
i niezależności ekonomicznej.

Ale to mrzonka.

Ogromna większość małych prywatnych firm w obecnych czasach po prostu nie wytrzymuje konkurencji.
Biznesmeni, którym uda się rozkręcić interes, muszą stawać na rzęsach aby utrzymać się na rynku. W myśl zasady że nie wolno nigdy pozostawać w tyle, powszechną praktyką stało się zaciąganie kredytów opiewających na znaczne sumy, bądź stosowanie tzw. leasingu w celu dokonywania inwestycji na które nie ma faktycznie funduszy. W efekcie spółka, mająca być z założenia całkowicie prywatną własnością swojego szefa, przechodzi pod częściowe posiadanie banku bądź firmy leasingowej. W wypadku niewydolności finansowej
i niemożności spłaty kredytu mienie „właściciela” firmy przechodzi w posiadanie wielkiego kapitalisty. Natomiast jeśli nasz przedsiębiorca powstrzyma się od zaciągnięcia kredytu – przestanie być konkurencyjny i zacznie grozić mu widmo bankructwa.

Prawa rynku są prawami dżungli.

Dzisiejszy „wolny przedsiębiorca”, jak widać, zmuszony jest do stawania się niewolnikiem wielkiego kapitału. To oni dyktują warunki umowy.

Czy takiego „wolnego przedsiębiorcę” można nazwać wolnym człowiekiem?

Jeżeli w ogóle istnieją jacyś „wolni przedsiębiorcy” – tzn. tacy posiadający swobodę działania, których byt gospodarczy jest niezagrożony, są to wielcy oligarchowie, tacy jak Kulczyk czy Gudzowaty, dysponujący wielomiliardowym kapitałem i posiadający poza majątkiem także wpływ na politykę.

Przyznajmy szczerze – wolność dla oligarchicznej kasty nie jest wolnością dla społeczeństwa.

Jak widać nie tylko proletariat najemny doznaje upokorzeń od strony systemu kapitalistycznego. Los tych, którzy go budują, ślepo weń wierząc, także jest nie do pozazdroszczenia. Obecnie walka klasowa nie ma bynajmniej tak prostej postaci jaka wynikałaby z naiwnej interpretacji, „Manifestu Komunistycznego”, lecz konflikt pomiędzy kapitałem a pracą nadal pozostaje najważniejszą wewnętrzną sprzecznością systemu kapitalistycznego i pozostanie nią do czasu zbudowania bezklasowego społeczeństwa komunistycznego.

Jeśli wierzyć mediom – wszystko jest pięknie. Żyjemy w „demokratycznym raju” i „wolnoć Tomku w swoim domku”. Byłoby to rzeczywiście wspaniałe, gdyby nie fundamentalna dla ludzkiej egzystencji zasada .

Nie ma wolności bez chleba.

Na cóż nam te wszystkie wolności kiedy, pomimo wysokiego do niedawna wzrostu gospodarczego ilość ludzi żyjących poniżej minumum egzystencji systematycznie rośnie – od 5,6% w 1998, poprzez 11,1% w 2002, do 11,8% w roku 2004.

Niemal dwanaście procent, a więc przeszło cztery miliony polskich obywateli żyje na poziomie, w którym grozi im biologiczne wyniszczenie organizmu. Jak pokazują wskaźniki, taka sytuacja w państwie socjalistycznym jakim była Polsce Ludowej, gdzie każdy obywatel miał zapewnioną przez państwo pracę i godziwy byt byłaby nie do pomyślenia. Z warunkami życia reszty ludności też nie jest wcale dużo lepiej. Obecnie jedynie czterdzieści procent społeczeństwa żyje powyżej mierzącego minimalny godny poziom życia minimum socjalnego. W roku 1989, kiedy według obowiązującej obecnie propagandy była „bieda z nędzą”, minimum socjalne było osiągane i przekraczane przez 85% populacji.

Co istotne, ilość ludzi żyjących w ubóstwie systematycznie rośnie – wysokie wartości liczb opisujących biedę w społeczeństwie nie są więc wynikiem wyłącznie jednorazowego szoku, jakim była „transformacja ustrojowa” lecz stanowią ciągły i nieodłączny element kapitalizmu.

Warto wiedzieć , w jaki sposób restauracja kapitalizmu wpłynęła na nasz ogólnie pojęty komfort życia i samopoczucie. W opublikowanym kilka miesięcy temu w „Gazecie Wyborczej” sondażu przeszło 90% ankietowanych uznało, że obecnie czuje się bardziej zestresowanych niż w roku 1989. W porównaniu z rokiem 1990, ilość prób samobójczych w roku 2007 wzrosła przeszło siedmiokrotnie - z około 0,4 do aż 2,9 przypadku na 100 tysięcy obywateli, rosnąc z grubsza w postępie arytmetycznym.

Przyczyny tych zatrważających statystyk leżą przede wszystkim w zmianie stylu życia, związanego z „transformacją ustrojową”. Oszałamiające sukcesy nowobogackich szczęśliwców, którzy dorobili się w pierwszych latach kapitalizmu rozbudziły niemałą frustrację u tych, którzy na restauracji kapitalizmu stracili.

Portret użytkownika zapata
 #

Interesujący tekst gratuluję autorowi pokazania II oblicza zmian

Właśnie czytam tą książkę pokazuje przemiany ustrojowe widziane oczami co jak co lewicowca Kuronia ciekawa lektura chyba mogę ją polecić :D

Pozdrawiam !

2+2=5 co mi tutaj piszą na 1917 info :D

 

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

USRR