Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 87 gości.

150 mld euro potrzebne do ratowania europejskich banków

banksters.jpg

David Folkerts-Landau, główny ekonomista Deutsche Banku uważa, że Europa stoi na skraju nowego kryzysu bankowego. Aby mu zapobiec, potrzeba 150 miliardów euro. Jego zdaniem Stary Kontynent potrzebuje czegoś na wzór programu TARP, przy pomocy którego jesienią 2008 roku ówczesny sekretarz skarbu Stanów Zjednoczonych, Hank Paulson, uratował największe amerykańskie banki przed bankructwem. Program TARP opiewał na kwotę 700 mld USD, ale ostatecznie wystarczyło 475 mld USD.

- „W Europie ten program nie musi być tak wielki. 150 miliardów euro powinno wystarczyć, aby dokapitalizować europejskie banki” – powiedział Folkerts-Landau w wywiadzie dla niemieckiej gazety „Welt am Sonntag”.
Zdaniem ekonomisty 40 mld euro trzeba przeznaczyć na same banki włoskie, gdzie cały sektor boryka się z zawrotną sumą 360 mld euro niespłacanych kredytów.
 
Co ciekawe, wywiad z cyt. banksterem ukazał się dwa dni po tym, jak w mediach pojawiły się informacje o kłopotach finansowych Bremer Landesbanku. Może to oznaczać, że problemy z utrzymaniem płynności zaczynają mieć banki niemieckie, uważane dotychczas za bezpieczną przystań. Szczególnie, że ostatnimi czasy wiele mówiło się o ogromnej ilości toksycznych aktywów w posiadaniu Deutsche Banku, największej niemieckiej instytucji tego typu, i przecież jednej z największych na świecie. 
Dotychczas bowiem wskazywano głównie na Włochy jako potencjalne źródło zagrożenia dla europejskiego systemu finansowego. Stosunek niespłacanych kredytów do wszystkich udzielonych, jak również do wielkości aktywów banków, przewyższa we Włoszech analogiczne wartości notowane w bankach amerykańskich w przeddzień krachu 2008 r.
 
Jednocześnie jednak, wymuszona na krajach UE przez niemiecką burżuazję dyrektywa BRRD zabrania ratowania banków z publicznych pieniędzy. W ramach BRRD główny koszt dokapitalizowania niewypłacalnych banków mają w pierwszym rzędzie ponieść posiadacze ich akcji i obligacji. A jeśli to nie wystarczy, to także posiadacze depozytów przekraczających sto tysięcy euro. To właśnie miało miejsce na Cyprze w 2013 roku, gdy banki zostały zamknięte i wprowadzono kontrolę w przepływie kapitału, w zasadzie uniemożliwiając klientom cypryjskich banków dostęp do ich pieniędzy. Stracili oni wtedy 47,5 % z kwot powyżej 100 tys. euro.
 
- „Sztywne trzymanie się zasad mogłoby spowodować więcej strat, niż ich zawieszenie” – uważa jednak Folkerts-Landau.
- „Europa jest poważnie chora i potrzebuje szybkiego rozwiązania obecnych problemów. Inaczej grozi nam wypadek” – ostrzegał.
 
W kontekście powyższych informacji pamiętać należy, kto w ostateczności ponosi koszt ratowania banków. Gdyby studnię bez dna, jaką niewątpliwie są finanse europejskich banków, zalewać publicznymi pieniędzmi, nieuniknione staną się kolejne cięcia w wydatkach budżetowych, a więc ataki na i tak już mocno ograniczone prawa socjalne ludzi pracy. Z kolei gdyby nawet zrzutkę na pomoc bankom zorganizować wyłącznie wśród akcjonariuszy i posiadaczy obligacji, banksterzy na pewno nie mieliby oporów przed przerzuceniem całego kosztu takiej akcji pomocowej na barki swoich klientów.

Społeczność

Lenin 005