Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 69 gości.

Tony Blair planuje powrót do polityki

tony blair.jpg

Jak donosi brytyjski „Sunday Times”, były premier (pełnił ten urząd w latach 1997 – 2007) Tony Blair planuje wrócić do świata polityki i zamierza wpływać na przebieg „Brexitu”.
 
Według gazety Blair planuje założenie nowego instytutu swojego imienia, który byłby położony w rządowej dzielnicy Londynu Whitehall i poprzez który mógłby brać udział w bieżących debatach politycznych.
 
Do zarządzania nową organizacją Blair pozyskał byłego lidera Szkockiej Partii Pracy Jima Murphy'ego, który ma pomóc połączyć wszystkie charytatywne inicjatywy z nowymi politycznymi planami. Nie jest żadną tajemnicą, że Murphy to oddany akolita Blaira. W przeciwieństwie do byłego premiera nie może jednak szczycić się wyborczymi sukcesami: za kadencji Murphy’ego jako lidera szkockich laburzystów partia doznała sromotnej klęski w wyborach parlamentarnych w 2015 r. (Szkocka Partia Pracy utraciła 40 z 41 mandatów w Izbie Gmin, głównie na rzecz nacjonalistów z SNP, ale też konserwatystów), co wymusiło jego ustąpienie z funkcji.
 
„Sunday Times” wskazuje, że Blair odbywał w ostatnich tygodniach spotkania z ministrami i ważnymi urzędnikami służby cywilnej, żeby pozyskać od nich jak najwięcej informacji o bieżącym stanie przygotowań wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.
 
- „Tony myśli, że Jeremy Corbyn jest oszołomem, a Partia Konserwatywna kompletnie nie radzi sobie z Brexitem, powstała więc ogromna luka w brytyjskiej polityce, którą on może wypełnić” – powiedział anonimowy rozmówca gazety.
 
Według „Sunday Timesa” Blair spotkał się także z byłym ministrem finansów w rządzie Davida Camerona, George'em Osborne'em, który podziela frustracje byłego premiera i może być niespodziewanym sojusznikiem w jego nowych planach.
 
- „George przyjmuje to samo stanowisko, co Tony: to wszystko skończy się katastrofą, płaczem, wściekłością i gorzkim żalem” - powiedział inny informator gazety.
 
Nowa organizacja ma zostać oficjalnie zaprezentowana w styczniu 2017 roku.
 
Jak widać prawicy laburzystów nie przeszkadza współpraca ich lidera z byłym ministrem konserwatywnym, odpowiedzialnym za ogromne cięcia i wpędzanie Brytyjczyków w nędzę, ani w ogóle wyciąganie ręki do tzw. „umiarkowanych” konserwatystów (opowiadających się za pozostaniem w UE). Za to niezwykle i nieustannie wadzi blairystom Jeremy Corbyn, którego hasła wpisują się przecież w to, za czym zawsze opowiadała się Partia Pracy.

Uczynienie Jima Murphy’ego osobą odpowiedzialną za przyszłą aktywność Blaira również powinno zastanawiać, biorąc pod uwagę koronny zarzut pod adresem Corbyna: że nie jest w stanie wygrać wyborów. Tyle że to Murphy kierował Szkocką Partią Pracy, gdy ta została prawie całkowicie wymieciona z Izby Gmin. To m.in. lata dominacji blairystowskich koncepcji w Partii Pracy doprowadziły do alienacji robotników od ich tradycyjnego ugrupowania i popchnęły ich do politycznej apatii lub nawet poparcia prawicowej Partii Niepodległości (UKIP). Tymczasem Jeremy Corbyn już dwukrotnie zwyciężył w głosowaniu na lidera partii.

Przykłady „nieoczekiwanych” (dla burżuazyjnych „ekspertów”) zwycięstw: opcji Brexitu w czerwcowym referendum i Donalda Trumpa w amerykańskich wyborach prezydenckich (czy nawet przykładu z polskiego podwórka: „zaskakującego” sukcesu Andrzeja Dudy) pokazują, że nie należy we wszystkim wierzyć sondażom. Obecna przewaga Partii Konserwatywnej nad laburzystami w badaniach opinii publicznej nie jest ani pewna ani definitywna. Lewicowy program Corbyna posiada natomiast potencjał zmobilizowania wielu wyborców z klasy robotniczej. W efekcie niewykluczony jest kolejny wyborczy „szok” dla burżuazyjnych komentatorów. Podążanie za Blairem i jego koncepcjami jest zaś dla lewicy prostą receptę na całkowity upadek.

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Amerykańska gospodarka 2008