Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 9 gości.

Bogusław Reichardt: Wśród węgierskich powstańców

Powstanie węgierski 1956 - demonstracja studentów

Publikujemy relację reportera obecnego podczas antystalinowskiego powstania na Węgrzech w 1956 roku. Powstanie węgierskie budzi na lewicy wiele kontrowersji, głównie z powodu wykorzystania go przez propagandę zachodnich mocarstw imperialistycznych, czy też przez współczesną węgierską prawicę, taką jak partie Fidesz i Jobbik i przez jadowicie antykomunistycznego premiera Viktora Orbana.
 
 
Powstanie na Węgrzech było próbą rewolucji politycznej przeciwko stalinowskiej biurokracji. Kontrowersje budzi jednak udział w nim byłych zwolenników faszystowskiego reżimu Horthy'ego i działaczy partii strzałokrzyżowców,  który to argument był używany w celu uznania powstania za kontrrewolucję, jak sądzą stalinowcy, jednakże jak twierdzi brytyjski korespondent komunistycznej gazety "Daily Worker" - Peter Fryer, obecny na Węgrzech w dniu powstania udział radykalnie prawicowych grup był marginalny. O powstaniu węgierskim pisaliśmy na WR w przedruku tekstu z gazety "Workers Vanguard" (http://www.1917.net.pl/node/3299) .
 
------------------------------------------------------------------------------

Wśród węgierskich powstańców
 
(Od specjalnego wysłannika Agencji Robotniczej w Budapeszcie)
Słowo Ludu” - Organ Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, Kielce – Środa, 31 października 1956 r., Rok VII, Nr 260 (2261), s. 1 - 2.
 
W samolocie dano znać, że lądujemy nie na lotnisku wojskowym, jak planowano, lecz na cywilnym, pod samym Budapesztem. Sądziliśmy więc, że nie jest aż tak źle. Rzeczywistość okazała się inna. Dwie godziny czekaliśmy na samochód z Ambasady. W końcu jest telefon, że samochód nie dojedzie, musiał zawrócić, bo go po drodze ostrzelano.
 
Korzystamy więc z okazji. Razem z polskimi lekarstwami ładujemy się na ciężarówkę Czerwonego Krzyża. Przy kierownicy szofer Aleksander Metz. Ten wóz od paru dni niemal bez przerwy wozi rannych i bagaże, lekarzy i służbę sanitarną. Po 15 minutach wjeżdżamy w obręb Budapesztu. Ulice oświetlone. Światła w oknach. Co paręset metrów zatrzymują nas patrole powstańcze. Młodzi chłopcy ubrani jak się da. W rękach pistolety maszynowe, karabiny.
 
Dowiedziawszy się, że jesteśmy z Polski, z Warszawy ściskają nam ręce, dziękują za wyrazy solidarności, za leki, za polską krew. Im bliżej śródmieścia tym większe ślady walki, wyrwane bruki, przerwane druty tramwajowe i przewody telefoniczne, poskręcane szyny. Pusto. Tylko na skrzyżowaniach ulic sylwetki uzbrojonych ludzi – powstańców, lub żołnierzy węgierskich. W paru punktach miasta radzieckie czołgi i samochody pancerne.
 
W tym wszystkim szczegół zaskakujący : oświetlone wystawy, towary na wystawach, na towarach ceny, tak, jakby była normalna spokojna noc. Przystajemy na chwilę. Krótka rozmowa z grupą ludzi schowanych w bramie.

  • Nikt nie kradnie – ktoś opowiada łamaną niemczyzną. Nie ma rabunków, sklepy są w dzień czynne. Był wypadek, że kiedy po ostrzelaniu tej strony ulicy wybito szyby w wystawie sklepu jubilerskiego, grupa powstańców i ludność zebrała zegarki i kosztowności do worka, sporządziła spis i dała dozorcy na przechowanie.

 

  • Nasza rewolucja jest najzupełniej uczciwa – tłumaczy jakaś kobieta w okularach na nosie i chustce na głowie. Lekarka – jak się przedstawiła. Jedziemy dalej. Stwierdzamy prawdziwość słów lekarki. Bo oto przy jednej z głównych ulic (trudno tę nazwę zapamiętać, a notować nie ma jak) wielki magazyn obuwia. Wszystkie szyby wybite, a buty stoją na wystawach symetrycznymi rzędami. Nikt ich nie rusza. To już tak 4 dni – rzuca szofer.

 
 
Huba – Utca 7, magazyn Węgierskiego Czerwonego Krzyża. Tu wyładowujemy lekarstwa razem z obsługą węgierską, przenosimy skrzynie i paki. W magazynie obok leków polskich, są już austriackie, szwajcarskie, dziś również nadeszły czechosłowackie. Klucząc wąskimi ulicami dobijamy do klinik uniwersyteckich. Z ulicy dobiega strzelanina. Za chwilę wpada do bramy radziecki żołnierz. Jest ranny w rękę. Prosi o pomoc. Bandażują mu ramię. Lekarze troskliwie opatrują ranę. A stojący obok asystent mówi : „Jakaś niepojęta tragedia, ludzie, którzy wyzwolili naród węgierski, dziś do Węgrów strzelają. Przebieg wypadków na Węgrzech, to nasza wewnętrzna sprawa”. A ktoś z grupy powstańców, którzy właśnie weszli wykrzykuje, że tak długo jak będą radzieckie czołgi, nie złożą broni.
 
Lekarze opowiadają, że przed paru godzinami była wokół szpitala bitwa. Teraz sala operacyjna rozbita i chirurdzy operują na korytarzu. Warunki b. ciężkie, prymityw.
 
Ktoś przyprowadza średniego wzrostu mężczyznę. Jest to delegat wysłany przez Komitet Rewolucyjny z miasta Vesprem. Przyjechał – jak mówi – pogadać z premierem. Uważa, że jeżeli rząd nie traktuje wycofania wojsk radzieckich, jako podstawowego warunku złożenia broni przez powstańców, to bardzo źle robi, nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji. Jak sami mogliśmy zorientować się, tę sprawę wysuwają bardzo stanowczo powstańcy. Ludność cywilna mówi tak : wycofają – nie wycofają, byle nie strzelali, to za kilka dni i tak będzie spokój.
 
Dziś rano ukazały się na murach domów i parkanach hasła nawołujące do powszechnego strajku. Komitet Studentów, który je wysunął domaga się – jak się mówi – zaprzestania pracy przez wszystkie zakłady. Ludność cywilna jest innego zdania. Człowiek, którego w nocy poznałem, uważa, że „rewolucja rewolucją, ale ludzie muszą jeść”. Dziś rano przekonałem się, że na mieście można kupić niemal wszystko. Nawet ciastka i wino. Opowiadano mi, że w nocy była nawet czynna jedna restauracja.
 
Że jest na Węgrzech rewolucja, co do tego nie ma najmniejszej wątpliwości, że jest rewolucja czysta bez rabunków i z chlebem, to także jest pewne. Jest pewne jeszcze i to, że na Węgrzech przed paru dniami można było uniknąć przelewu krwi. Niestety, ówcześni przywódcy partii nie stanęli na wysokości zadania. Obarczeni stalinowskimi przeżytkami, zacietrzewieni, powodowali się uporem i złą wolą. Teraz są skutki.
 
Tysiące zabitych i dziesiątki tysięcy rannych i niezwykle skomplikowana sytuacja w kraju. Jeżeli powstańcy nie ustąpią, to obok wycofania wojsk radzieckich jest i ten warunek, że ci wszyscy, którzy spowodowali nieszczęście, muszą za to przed ludem odpowiedzieć. Rano wychodzę ze szpitala. Żegnam się z grupą lekarzy.
 
Nigdy nie zapomnimy – mówią mi – serca, krwi i braterskiej miłości jaką nam okazała Polska. Nasza sprawa jest słuszna, Polska była pierwsza...
 
BOGUSŁAW REICHARDT”
Powyższy materiał nadesłał :
tow. Ryszard Rauba – Komunistyczna Partia Polski (KPP)


 

 



 


Społeczność

Niech żyje rewolucjca socjalisyczna