Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 32 gości.
  • warning: DOMDocument::loadHTML() [domdocument.loadhtml]: Invalid char in CDATA 0x2 in Entity, line: 62 in /home/virt104114/domains/1917.net.pl/public_html/modules/linkintel/linkintel.module on line 363.
  • warning: DOMDocument::loadHTML() [domdocument.loadhtml]: Invalid char in CDATA 0x2 in Entity, line: 64 in /home/virt104114/domains/1917.net.pl/public_html/modules/linkintel/linkintel.module on line 363.
  • warning: DOMDocument::loadHTML() [domdocument.loadhtml]: Invalid char in CDATA 0x2 in Entity, line: 67 in /home/virt104114/domains/1917.net.pl/public_html/modules/linkintel/linkintel.module on line 363.
  • warning: DOMDocument::loadHTML() [domdocument.loadhtml]: Invalid char in CDATA 0x2 in Entity, line: 70 in /home/virt104114/domains/1917.net.pl/public_html/modules/linkintel/linkintel.module on line 363.
  • warning: DOMDocument::loadHTML() [domdocument.loadhtml]: Invalid char in CDATA 0x2 in Entity, line: 72 in /home/virt104114/domains/1917.net.pl/public_html/modules/linkintel/linkintel.module on line 363.
  • warning: DOMDocument::loadHTML() [domdocument.loadhtml]: Invalid char in CDATA 0x2 in Entity, line: 74 in /home/virt104114/domains/1917.net.pl/public_html/modules/linkintel/linkintel.module on line 363.
  • warning: DOMDocument::loadHTML() [domdocument.loadhtml]: Invalid char in CDATA 0x2 in Entity, line: 76 in /home/virt104114/domains/1917.net.pl/public_html/modules/linkintel/linkintel.module on line 363.
  • warning: DOMDocument::loadHTML() [domdocument.loadhtml]: Invalid char in CDATA 0x2 in Entity, line: 78 in /home/virt104114/domains/1917.net.pl/public_html/modules/linkintel/linkintel.module on line 363.
  • warning: DOMDocument::loadHTML() [domdocument.loadhtml]: Invalid char in CDATA 0x2 in Entity, line: 79 in /home/virt104114/domains/1917.net.pl/public_html/modules/linkintel/linkintel.module on line 363.

Lew Trocki: Kwestia żydowska (1913)

Menora (żydowski świecznik)

Lew Trocki
KWESTIA ŻYDOWSKA
 
Najpełniej i najbardziej otwarcie Rumunia przejawia się w swojej kwestii żydowskiej. Król Karol1 dumny jest z tego, że nigdy nie zbaczał z pryncypialnie konstytucyjnej drogi. Prasa rumuńska cieszy się wolnością i od czasu do czasu pozwala sobie na niebywałe „wyrażenia” pod adresem króla, bez jakichkolwiek konsekwencji. Ministrów nie tytułuje się tutaj „ekscelencjami”. Politycznych emigrantów nie wydaje. Ale pod pozłotą politycznych swobód kryje się prawdziwa, realna Rumunia, i jeśli najdobitniej mówi o niej sytuacja chłopstwa, to najbardziej wyraziście zaświadcza kwestia żydowska.

Trzysta tysięcy rumuńskich Żydów nie ma rumuńskiego obywatelstwa. Urodzili się, jak ich ojcowie i dziadowie, na ziemi rumuńskiej. Nie mieli też i nie mają protekcji innego państwa. Tym nie mniej, uznawani są na terytorium rumuńskim za cudzoziemców. Żydowi rumuńskiemu konstytucja nie daje jakichkolwiek gwarancji. Każdy Żyd w każdej chwili może zostać wydalony poza granice kraju, jak błąkający się włóczęga. Rodziny zrośnięte z Rumunią w ciągu szeregu pokoleń nigdy nie tracą świadomości, że są tu tylko w gościnie. Mało tego. Wykluczając Żydów spośród obywateli, państwo, tym nie mniej, obciąża ich całym brzemieniem obywatelskich powinności. Żydzi nie tylko płacą wszystkie podatki, ale odbywają też służbę wojskową. Uznani za cudzoziemców, służą w rumuńskiej armii. Państwo, które odmawia żydowskim robotnikom, rzemieślnikom, kupcom prawa do tytułu obywatela Rumunii – prawa elementarnego, z którego korzysta każdy kieszonkowiec rumuńskiego pochodzenia – to samo państwo podczas ostatniej mobilizacji powołało pod swe sztandary 30 tysięcy pozbawionych praw Żydów.
 
Cała Rumunia przejawia się w swojej kwestii żydowskiej. Pańszczyźniana niewola chłopstwa, budżetowe pasożytnictwo, polityczne panowanie bojarsko-czokojskich2 klik – wszystko to wieńczy wykwalifikowane bezprawie wobec rumuńskiego żydostwa.
 
Rumunią rządzi Puryszkiewicz3. Włada rumuńską ziemią, Połokieć zanurzył rękę w kasę państwową, pełna jego umysłowych i moralnych wypocin jest tutejsza społeczna i polityczna atmosfera. Puryszkiewicz „nienawidzi” Żydów. Ale jest to nienawiść szczególna: bez Żyda Puryszkiewicz nie może się obejść. I sam o tym doskonale wie. Żyd jest mu niezbędny, ale jaki? – pozbawiony praw i przez to pozbawiony oblicza. Żyd ten ma służyć za pośrednika między Puryszkiewiczem-obszarnikiem a chłopstwem, między Puryszkiewiczem-politykiem a jego klientelą – w charakterze dzierżawcy, lichwiarza, pośrednika, najemnego dziennikarza. Powinien wykonywać najbrudniejsze polecenia Puryszkiewicza – a innych poleceń Puryszkiewicz nie miewa – nie mogąc przy tym wyprostować pleców. Mało tego. Obsługując feudalny wyzysk, pozbawiony praw Żyd powinien zarazem służyć w charakterze odgromnika niezadowolenia wyzyskiwanych. Ograbiwszy do cna chłopa, spustoszywszy skarbiec zapełniany przez tegoż chłopa, rumuński Puryszkiewicz spełnia się w realizacji celów wyższych, kiedy z oratorskiej trybuny czy z kolumn swojej prasy gniewnie demaskuje Żyda-dzierżawcę, Żyda-lichwiarza… Taki jest pańszczyźniany fundament rumuńskiego antysemityzmu. Na tym się jednak nie kończy. W społeczeństwie będącym w stanie stagnacji, w którym rozwój gospodarczy, spętany ograniczeniami, czyni mierne postępy, mnóstwo niezaspokojonych potrzeb popycha różne grupy po linii najmniejszego oporu – na drogę antysemityzmu. Czokoje, nowi właściciele skupujący bądź dzierżawiący ziemie bojarów, rzecz jasna dążą do skupienia gruntowej lichwy w swoich narodowych, chrześcijańskich, prawdziwie rumuńskich rękach. Wygnani z wiosek Żydzi stanowią prawie jedną trzecią ludności rumuńskich miast.
 
Rzemieślnik, sklepikarz, restaurator, a wraz z nimi lekarz i dziennikarz są rozdrażnieni konkurencją Żydów. Adwokat, urzędnik, oficer boją się, że Żyd, któremu przyznane zostaną prawa, odbije mu klientów lub stanowisko. Nauczyciel i pop, wiejscy agenci obszarniczo-narodowej państwowej idei powtarzają chłopu, że jego nędza i niewola jest za sprawą Żydów. Gazeta, o ile do chłopa dociera, mówi mu to samo. Antysemityzm staje się religią państwową, ostatnim psychologicznym spoiwem przegniłego do głębi feudalnego społeczeństwa, pokrytego z zewnątrz płatkową pozłotą – cenzusową konstytucją.
 Na kongresie berlińskim 1878 roku, kiedy europejscy dyplomaci pazurami rwali mapę europejskiego południowego wschodu, jedną z ich największych trosk było otworzenie europejskiemu kapitałowi nieograniczonego dostępu do powstałego na nowo państwa. Ściśle związane z tym było żądanie obywatelskiego równouprawnienia, niezależnie od narodowości i wyznania, i 44. artykuł berlińskiego traktatu4 warunkował spełnieniem tego żądania uznanie niepodległości państw bałkańskich. Stawiało to Rumunię w obliczu konieczności włączenia 300. tysięcy swoich Żydów do grona pełnoprawnych obywateli – w przeciwnym wypadku byłaby się ona wyjęta spod ustanowionego przez berliński areopag międzynarodowego prawa i pozbawiona nawet tych minimalnych gwarancji, jakie dają dyplomatyczne traktaty. Ale rządzące w Rumunii polityczne kliki nawet słyszeć nie chciały o podarowaniu Żydom praw obywatelskich. Niepodległość państwa, umocnienie jego międzynarodowej pozycji – kiedy i gdzie feudalna kasta dobrowolnie poświęcała w imię tak abstrakcyjnych spraw choćby część swoich przywilejów! I tak to między „Europą” a rządem rumuńskim rozpoczął się męczący spór o los rumuńskich Żydów.
 
 
To jedna z najciekawszych kart w dyplomatycznej historii Europy. Ani z tytułu tradycji rodzinnych ani z racji swej pozycji w Rumunii, króla (wtedy jeszcze „księcia”) Karola nie można było zaliczyć do filosemitów. Był szczerze oburzony tym, że uznanie go za niezależnego księcia Rumunii uzależnia się od losu jakichś tam Żydów, którzy żyli dotąd bez praw i mogliby żyć tak nadal, ale poprzez kontakt z europejską dyplomacją zrozumiał, że nic nie można na to poradzić i trzeba godzić się na ustępstwa. Ojciec króla, Karol Antoni Hohenzollern-Sigmaringen, niepozostawiający syna bez swoich rad i łączący go z potężnymi berlińskimi krewnymi, pisał do rumuńskiego króla jeszcze w 1868 roku, dziesięć lat przed berlińskim kongresem, kiedy kwestia rumuńskich Żydów stawiana była przez europejską dyplomację jeszcze na gruncie 46. artykułu traktatu paryskiego5. „Już przedtem wypowiadałem się w tym sensie, że wszystkie problemy żydowskie stanowią noli me tangere („nie dotykaj mnie”).
 
 
 Fakt ten jest dziecięcą chorobą Europy, ale z faktem wypada się liczyć; niczego w nim zmienić nie można, albowiem całą europejską prasą włada finansowa siła żydostwa. Jednym słowem, pieniężne żydostwo jest wielkim mocarstwem, przychylność którego może być bardzo przydatna, wrogość którego – bardzo niebezpieczna” …
 Stary feudał z mistycznym przerażeniem odnosił się do siły finansowego kapitału, który był dla niego tożsamy z izraelickim; kwestia żydowska dla obu Hohenzollernów, ojca i syna, nie jest problemem losu najnieszczęśliwszych z pariasów, zamieszkujących brudne przedmieścia miast Mołdawii, lecz tylko sprawą transakcji z Rotszyldami i Bleichröderami, „dysponującymi europejską prasą”.
 Pogromy Żydów czy sądowo-administracyjne wobec nich bezprawie w Rumunii raz po raz stawia tę kwestię w centrum europejskiej uwagi. Interpelacje w parlamentach, agitacja w prasie, noty dyplomatyczne… W 1872 roku cesarz niemiecki Wilhelm I pisze do swego bukareszteńskiego krewnego odręczny list, sens którego sprowadza się do tego, że trzeba z „tym wszystkim” skończyć. Europejska opinia publiczna, która w tych czasach nie była jeszcze tak oswojona z widokiem judzenia przeciw żydostwu, domagała się od swojej dyplomacji aktywnej interwencji. Z tego powodu król Karol pisze w czerwcu 1872 roku do swego ojca: „Kilka miesięcy temu miejscowi izraelici jeszcze cieszyli się tutaj sympatią w niektórych kręgach, ale po tym, jak podnieśli w Berlinie taki krzyk i od kiedy żydowska prasa wszystkich państw w tak niegodny sposób atakuje kraj (Rumunię) i chce wymusić równouprawnienie dla Żydów, ci ostatni na razie nie mogą mieć na cokolwiek nadziei”. Oczywiście, finansowe żydostwo – to wielka siła – król Karol to wie. Poznał już jednak i coś innego: tak jak rumuńscy bojarzy w imię międzynarodowych interesów ojczyzny w najmniejszej mierze nie byli skłonni rezygnować ze swych przywilejów, tak też żydowskie giełdziarstwo nie godzi się w imię mołdawskich współwyznawców rezygnować z dobrego zysku. „Żydowska haute finance (finansowa elita) – pisze król do ojca – oświadczyła, że nie tylko nie będzie prowadzić z antysemicką Rumunią żadnych operacji finansowych, ale też będzie przeciwdziałać wszelkim tego rodzaju próbom. Tym nie mniej zawarliśmy z wielką węgiersko-żydowską firmą umowę o monopolu tytoniowym i uzyskaliśmy, ponad wszelkie oczekiwania, ofertę na 8 milionów rocznie – sprawa niezwykle korzystna dla obu stron!”
 
 
 Dopiero po kongresie berlińskim sprawa przybiera jakby bardziej zdecydowany charakter. Pozycja międzynarodowa Rumunii postawiona zostaje, jak już wiemy, w bezpośrednią zależność od rozwiązania kwestii żydowskiej i – co wydaje się najbardziej zdumiewające – najenergiczniej Rumunię przyparły Niemcy. Bismarck, w jakimś sensie wykonawca testamentu berlińskiego kongresu, odmawiał bezpośrednich kontaktów dyplomatycznych z Bukaresztem, dokąd Żydzi nie zostaną zrównani w prawach. „Jestem świadomy – pisze Karol Antoni do syna w marcu 1879 roku – tych niemal nie do pokonania trudności i przeszkód, jakie stoją na drodze do rozwiązania kwestii żydowskiej, ale przeciwić się woli Europy nie trzeba… Dosłowne wykonanie postanowień kongresu berlińskiego jest conditio sine qua non (warunkiem niezbędnym), albowiem do ostatniej chwili ani Anglia, ani Francja, ani Niemcy, ani Włochy nie poczynią żadnych ustępstw” …
 
 Rumuńskie kliki polityczne nie idą jednak na ustępstwa, na pokojach sprawa nie rusza z miejsca. Bismarck staje się coraz bardziej niecierpliwy. Zdumiewające, jak bardzo żelazny kanclerz ma na sercu interesy mołdawskiego żydostwa: interesy Hohenzollerna na wschodnim tronie są dla niego niczym w porównaniu z losem jakichś tam pozbawionych praw pariasów! Ta bezinteresowność nieco jednak przyćmiona jest sprawą rumuńskich kolei żelaznych: ich wykup przez bukareszteński rząd od berlińskich bankierów także jest stawiany w Berlinie jako warunek niezbędny dla uznania niepodległości Rumunii w jej nowych granicach. Rumuński rząd także jest za wykupem kolei żelaznych, nie chce się jednak godzić na shylockowskie warunki berlińskich bankierów, na czele których stoi Żyd Bleichröder6. Cała sprawa przybiera nieoczekiwany charakter. Okazuje się, że Włochy zadowolą się czysto formalnym aktem wykreślenia artykułu siódmego rumuńskiej konstytucji, będącego prawnym źródłem bezprawia wobec żydostwa; Anglia żąda demonstracyjnej naturalizacji choćby kilku Żydów; najmniej ustępliwe są Niemcy: żądają one… wykupu kolei żelaznych na warunkach Bleichrödera. Stopniowo staje się jasne, że to właśnie jest głównym warunkiem Bismarcka. Czcze abstrakcje żydowskiego równouprawnienia są pożerane przez wypasione akcje bleichröderowskich banków. Rozpoczyna się uparty, zacięty targ z obu stron, przy czym cena akcji tak bardzo przeplata się z ceną europejskiej krwi, że sami kontrahenci nie zawsze wiedzą o czym w danej chwili jest mowa. 
 
Tymczasem w kręgach parlamentarnych kryzys goni kryzys. Deputowani i senatorowie nie idą na żadne ustępstwa. „Wielkie ziemiaństwo jest mocno zadłużone – pisze król do ojca – Rumunia nie zna zasady majoratu, stąd też majątki przechodzą z rąk do rąk. Z chwilą gdy Żydzi uzyskają prawo nabywania ziemi wszystkie majątki prawnie przejdą w ich ręce, bo cała hipoteka jest w ich rękach”. Stopniowo jednak obie izby uspokajają się: koalicyjne ministerstwo wyjaśnia im, że koniec końców chodzi o czysto formalne uznanie postanowień berlińskiego traktatu i demonstrowanie „dobrej woli” poprzez naturalizację określonej liczby Żydów. A chodzi przede wszystkim o wykup kolei. Z największą szczerością tłumaczy Bismarck rumuńskiemu pełnomocnikowi Dymitrowi Sturdze7, gdzie pogrzebany jest pies berlińskich trosk o żydostwo. Budowy rumuńskich kolei podjął się Żyd Strousberg8, który wciągnął do tego wielkich magnatów Śląska.
 
 Ci z kolei wciągnęli wszystkich swoich krewnych, powinowatych, przyjaciół i podwładnych. Posiadaczami rumuńskich obligacji kolejowych okazali się: wielcy tego świata, dygnitarze, damy dworu, ich ciotki, ich lokaje, ich stangreci – słowem „cały Berlin”. Kiedy interes Strousberga zaczął się chwiać, król Wilhelm musiał interweniować, aby ratować śląskich magnatów. Część strat król chwilowo pokrył z własnej szkatułki, następnie zaś wciągnął do sprawy bankiera Bleichrödera. Ten zgodził się powodowany „honorem”, ale nie chciał na tym stracić. Podjął się dzieła, jednak zażądał, żeby Rumunia odkupiła od niego akcje na warunkach, jakie poda. Warunki te były rujnujące i poniżające. Ale z pomocą Bleichröderowi pospieszył Bismarck, który oświadczył, że cena akcji to cena niepodległości Rumunii. Czyż mógł postąpić inaczej, skoro chodziło o interesy śląskich magnatów, dam dworu, ich lokajów a nawet o prywatną szkatułkę króla! Ale co z tym wspólnego mają prawa rumuńskich Żydów? Jak to co? Bismarck zagroził, że zacznie serio domagać się wykonania postanowień berlińskiego traktatu w kwestii równouprawnienia Żydów, jeśli rumuński rząd nie przyjmie warunków żydowskiego giełdziarza Bleichrödera. Sprawa sprowadzała się więc do kolosalnego finansowo-politycznego szantażu, w którym stawką było 100 milionów marek zainwestowanych przez pruską socjetę w przedsięwzięcie Strousberga, a jako środek nacisku służyły prawa rumuńskiego żydostwa. 
 
 
W sierpniu 1879 roku ostrożny Karol Antoni [Hohenzollern-Sigmaringen] pisze do syna: „Sądzę, że sprawa kolei żelaznych była dla Niemiec cały czas ważniejsza i że kwestia żydowska była bardziej pretekstem niż celem”. Kiedy sprawa stanęła przed bukareszteńskim rządem w całej swej giełdowej goliźnie, problem natychmiast został maksymalnie uproszczony. Wydrzeć państwu kilkadziesiąt milionów na rzecz Bleichrödera, poniżyć „drogą ojczyznę” przed Żydem-bankierem, który żądał pozostawienia zarządu rumuńskich kolei w Berlinie – o, czyż dla rządzących kast kiedykolwiek był to problem! Berlińskie warunki zostały przyjęte, po czym „rozwiązanie” kwestii żydowskiej sprowadziło się do zwykłej formalności i demonstracyjnej naturalizacji 900 Żydów, którzy brali udział w kampanii tureckiej lat 1876-1878. Pozostałe 999 100 Żydów pozostawione zostało w tejże sytuacji, w jakiej znajdowali się przed berlińskim kongresem.
 
 
 Kto w tej historii odegrał większą rolę: Bismarck straszący gromami liberalizmu, strzegący szkatułki króla i kasy Bleichrödera? A może sam Bleichröder, który dopisał kilka procent – z tytułu pozostawania poza prawem swych rumuńskich współwyznawców? Albo też rządząca rumuńska oligarchia, gotowa sprzedać ojczyznę w hurcie i detalu, aby tylko zachować nienaruszone feudalne bezprawie i kastową samowolę? Niełatwo odpowiedzieć na te pytania. Jedno można stwierdzić z pełnym przekonaniem: kiedy czyta się dokumenty dyplomatyczne w tej sprawie i prywatną korespondencję zainteresowanych stron, ani na chwilę nie opuszcza człowieka uczucie głębokiej odrazy…
***
 
 Statystyka ludności w Rumunii jest w stanie opłakanym, dlatego też wszelkie dane cyfrowe na temat charakteru zatrudnienia mogą mieć tylko orientacyjny charakter. G. S. Labin, sekretarz „związku rumuńskich Żydów”, który udzielił nam niezbędnych wyjaśnień, sądzi, że w Rumunii jest około 30 tysięcy rodzin robotników i drobnych rzemieślników, co daje 150 tysięcy dusz, a więc ponad połowę całej ludności żydowskiej. Dalej są sklepikarze, kupcy, przemysłowcy, dzierżawcy, 400-500 lekarzy, 30-40 adwokatów, tyle samo dziennikarzy, kilku inżynierów, dwóch profesorów. Z całej tej masy ludności naturalizowano w 1879 roku około 900 uczestników wojny rumuńsko-tureckiej, przy czym wątpliwe, czy spośród nich do chwili obecnej pozostała przy życiu choćby połowa; no i jeszcze jakieś 400 dusz zostało naturalizowane w trybie „indywidualnym” po 1879 roku. W tym też okresie wydano w Rumunii 300-500 ustaw wyjątkowych przeciwko cudzoziemcom, w pierwszym rzędzie przeciwko rumuńskim Żydom. Te ograniczające prawa ustawy nie tylko nie dają niczego chłopstwu, ale nawet nie są na to ukierunkowane – w całości mają na celu ochronę interesów sprawującej władzę kasty wyzyskiwaczy. Żydom zakazano zamieszkiwania na wsi, ale Żydowi-dzierżawcy, a więc temu Żydowi, który jest obszarnikowi potrzebny, prawo to zaoferowano.
 
 Po chłopskim powstaniu 1907 roku uchwalono prawo zabraniające „cudzoziemcowi” dzierżawienie ponad 4 tysięcy hektarów – ograniczenie, które w żaden sposób nie wpływa na sytuację chłopów, które jednak zwiększa zależność dzierżawcy od obszarnika. Szereg aktów prawnych zakazuje Żydom sprawowania funkcji w strukturach państwowej, municypalnej i komunalnej. Żyd nie może być adwokatem, właścicielem apteki, sprzedawcą tytoniu, maklerem giełdowym. W roku bieżącym, w przededniu mobilizacji, wiejskie bazary specjalnym rozporządzeniem zostały zrównane z giełdą, żeby wyprzeć Żydów z handlu na bazarach. Żydzi nie mogą też wchodzić do zarządów organizacji branżowych. A jako że mają one charakter państwowego przymusu, to cechy, w których w ogóle nie ma rzemieślników-chrześcijan, zmuszone są wchodzić w najprzedziwniejsze związki z innymi cechami, żeby powołać zarząd. Żydowskie dzieci nie są przyjmowane do szkół publicznych.
 
 Do szkół średnich przyjmowane są tylko w wypadku „wolnych” miejsc, a więc prawie w ogóle. Żydzi tworzą swoje własne szkoły, z własnych środków. Między dziećmi żydowskimi i rumuńskimi wyrasta w ten sposób ściana, a jednocześnie panowie sytuacji jako warunek „ofiarowania” Żydom praw obywatelskich stawiają wymóg asymilacji żydostwa w środowisku rumuńskim. W ostatnim czasie prowadzono agitację przeciwko żydowskim szkołom prywatnym tylko dlatego, że szkoły te podnoszą poziom kultury żydowskich mas, a przecież jest oczywiste, że spętane życiem poza prawem żydostwo jest tym groźniejsze dla zgniłej państwowości rumuńskiej, im wyższy jest jego poziom kultury. Żydowskich robotników, którzy biorą udział w walce ekonomicznej czy politycznej swojej klasy, kolejne rządy dziesiątkami i setkami wypycha za granicę jako „szkodliwych cudzoziemców”. Nawet w szpitalach Żydzi traktowani są jako chorzy drugiego gatunku. I tak dalej – bez końca…
 
 Warunki feudalnej nieruchawości, usankcjonowanego bezprawia, politycznej i biurokratycznej demoralizacji nie tylko ekonomicznie przygniatają żydowską masę do ziemi, ale też deprawują ją duchowo. Można do woli debatować na temat tego, że Żydzi stanowią odrębny naród, faktem jest jednak, że żydostwo w pełni odzwierciedla sobą ekonomiczne i moralne uwarunkowania kraju, w którym żyje, i nawet sztucznie izolowane od większości ludności, pozostaje jej częścią składową.
 
 Protestować przeciwko poniżającemu bezprawiu, walczyć o lepszą przyszłość, szukać oparcia w przodujących elementach rumuńskiego narodu – tego tutejsi Żydzi nigdy nie umieli. Pod bojarskim harapem tylko bardziej chowali głowę w ramiona i między jednym a drugim uderzeniem zapewniali, że jest im w zasadzie prawie całkiem dobrze. W 1879 roku, po tym jak Rumunia tak błyskotliwie „oszukała” Europę (tylko dlatego, rzecz jasna, że Europa pozwoliła się oszukać), król Karol pisał do swego ojca: „Tutejsi Żydzi są dość rozważni, żeby nie przejawiać niezadowolenia, i spieszą teraz zabiegać o naturalizację” … Już widzieliśmy wyżej, co przyniosło Żydom cała to ich „rozważne” zachowanie: 300 nowych ustaw wyjątkowych.
 
 Co prawda, w ciągu ostatnich trzech-czterech lat w rumuńskim żydostwie pojawił się pewien ruch myśli politycznej, który doprowadził do powstania „Związku Żydów rumuńskich”. Celem organizacji jest praca polityczno-oświatowa pośród żydowskich mas i rozbudzenie w nich zainteresowania własnym pozaprawnym stanem. „Związek” ma swój tygodnik „Zjednoczenie” – zjednoczenie Żydów z Rumunami – jako że organizacja ta na wszelkie sposoby podkreśla, że nie ma jakichkolwiek celów narodowo-separatystycznych. Nawet na dziennik, który mógłby mieć wielkie polityczne znaczenie, skąpa żydowska burżuazja pieniędzy nie daje. „Po co prawa? – mówił o tutejszych żydowskich bogaczach znakomity rumuński satyryk Caragiale9 – mnie są potrzebne kapitały”.
 
Nie trzeba mówić, że cała przeszłość rumuńskiego żydostwa – przeszłość utkana z bezprawia, poniżenia, schlebiania i „patriotycznej” obłudy – ciąży nad taktyką „Związku”, który nie tylko wyrzeka się prowadzenia energicznej agitacji wśród mas, bratania z demokratycznymi elementami narodu rumuńskiego, otwartego apelowania do opinii publicznej pracującej Europy – nie, to wyrzekanie się można by jeszcze tłumaczyć jako czasowe i wymuszone, ale „Związek” uznaje je za swoją główną broń; reklamuje się tym; chwali się swoją wyczekującą biernością; dystansuje się od europejskich głosów w obronie rumuńskiego żydostwa; otwarcie oświadcza, że nie wierzy w walkę, nie uważa ją za możliwą, a wszystkie swoje rachuby i oczekiwania opiera na przychylności rządzącej oligarchii. W sposób najbardziej odstręczający polityka ta przejawiła się podczas ostatniego kryzysu bałkańskiego. „Związek” – związek krzywdzonego, pozbawionego praw, poniżonego i zaszczutego żydostwa! – pospieszył zająć swoje miejsce w bojowych szeregach rumuńskiego szowinizmu. Poprzez swoją gazetę oświadczył, że nie ustąpi nawet patentowanym rumuńskim antysemitom w „patriotyzmie”, a więc w apetycie na kawałek cudzej ziemi. Związek bił w bęben, nawoływał Żydów do ofiarnych datków na flotę i dobrowolnego wstępowania do armii czynnej. 
 
Oszukać bądź zjednać sobie można jakiegoś ministra, nie sposób  jednak przekupić ani pozyskać, ani też oszukać całej klasy rządzącej, mającej doskonale wyostrzone wszystkie instynkty panowania. Jest jednak jeszcze ktoś, kogo „Związek” zwodzi swoją polityką: to jego własne audytorium.
 
„Киевская Мысль” (Kijewskaja Mysl’), n-ry 226, 229, 230. 17, 20, 21 sierpnia 1913 r.
 
Przekład: Karol Majewski
 
Na podstawie publikacji w tomie VI dzieł wybranych Lwa Trockiego „Перед историческим рубежом. Балканы и балканская война”, 1926, nowe wydanie: »Новый Прометей«, Санкт-Петербург, 2011, ss. 305-312
 
 

 
1 Karol I Hohenzollern-Sigmaringen

 
2 Czokoj – drobny szlachcic rumuński, czynszowy i dzierżawca.

 
 
3 Władimir Mitrofanowicz Puryszkiewicz (1870-1920). Rosyjski konserwatywno-nacjonalistyczny działacz polityczny, współtwórca Związku Narodu Rosyjskiego i założyciel Rosyjskiego Związku Narodowego pod wezwaniem Michała Archanioła, deputowany do Dumy II, III i IV kadencji.

 
 
4 Art. 41: Wysokie Umawiające się Strony uznają niepodległość Rumunii wiążąc ją z warunkami zawartymi w dwóch następujących artykułach. Art. 44: Poddani wszystkich mocarstw, kupcy lub inni, będą traktowani w Rumunii bez różnicy wyznania, na stopie zupełnej równości. Postanowienia traktatu berlińskiego (13 lipca 1878 r.) w: „Teksty źródłowe do historii powszechnej 1870-1914”, oprac. M. Pirko, cz.1, s. 83- 94, Warszawa 1959.

 
5 Chodzi zapewne o artykuł 23 traktatu paryskiego z 1856 roku (podpisanego w następstwie wojny krymskiej między Rosją, z jednej strony, i Anglią, Francją, Turcją i Sardynią, z drugiej), zgodnie z którym „Wysoka Porta zobowiązuje się pozostawić w owych księstwach (Wołoskim i Mołdawskim, tj. w Rumunii) niepodległy i narodowy zarząd, a tym samym pełną wolność wyznania, prawotwórstwa, handlu i żeglugi”.

 
6 Bleichröder, Gerson von (1822-1893). Niemiecki bankier żydowskiego pochodzenia. W nagrodę za liczne przysługi oddane kanclerzowi Rzeszy Niemieckiej Otto von Bismarckowi i cesarzowi Wilhelmowi I otrzymał dziedziczny tytuł szlachecki.

 
7 Dimitri Sturdza – rumuński pisarz i działacz państwowy. Brał udział w obaleniu władzy [księcia Aleksandra Jana]Cuzy. Od lat 70. XIX w. kilkakrotnie minister i premier. Lider partii narodowo-liberalnej. (L.T.)

 
8 Bethel Henry Strousberg, właśc. Baruch Hirsch Strousberg (1823-1884) – pruski przemysłowiec żydowskiego pochodzenia, członek Royal Geographical Society. W połowie XIX wieku stworzył koncern przemysłowy, którego głównym segmentem działalności była budowa infrastruktury kolejowej w Europie. Jego firmy zbudowały wiele linii kolejowych na terenie Niemiec, w Austro-Węgrzech i w Rumunii. Stąd zwany był królem kolei.

9 Ion Luca Caragiale (1852-1912) – rumuński dramaturg, nowelista, poeta i dziennikarz.

Społeczność

Ochotnik