Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 13 gości.

Daniel Tanuro: Wybory prezydenckie we Francji: Czy Philippe Poutou powinien zrezygnować?

Kandydaci ideowej lewicy na prezydenta Francji 23.04.2017 - Poutou, Melenchon, Arthaud

W związku z wczorajszą pierwszą turą wyborów prezydenckich we Francji, prezentujemy nasze tłumaczenie tekstu o strategii politycznej lewicy pisanego z pozycji osoby wspierającej bądź zaangażowanej w kampanię kandydata Nowej Partii Antykapitalistycznej, Philippe'a Poutou. Autor krytycznie ocenia kandydata ideowej lewicy Jeana-Luca Melenchona, przyznając jednak, że kampania Melenchona została przeprowadzona z wielkim rozmachem i dała nadzieję ludziom lewicy. Oryginał tekstu powstał jeszcze przed wyborami.

Redakcja WR
-------------------------------------------------------------------------
 
Parę osobistych słów na temat sytuacji we Francji, która jest jednocześnie pełna zagrożeń i nadziei, a zarazem ekstremalnie złożona.

Spójrzmy najpierw na sprawy przez bardzo wąski pryzmat, ponieważ jest to sposób, w jaki zostały nam przedstawione w mediach społecznościowych. Czy Nowa Partia Antykapitalistyczna (NPA) nie powinna wycofać swojego kandydata, Philippe Poutou? Czy NPA nie powinna wezwać do głosowana na Jeana-Luc Melenchona? Czy nie zwiększyłoby to szans Melenchona na wejście do drugiej tury wyborów prezydenckich i pokonanie w niej Marine Le Pen, a następnie na powstrzymanie reformy kodeksu pracy, podniesienie płacy minimalnej i zadanie ciosu programom oszczędnościowym Unii Europejskiej?

Dla wielu lewicowców, patrzących na sytuację we Francji z daleka, poprzez media i sondaże, odpowiedź jest jasna. Poparcie 2-2,5%, jakie Poutou zdobywa w sondażach, mogłyby mieć wielkie znaczenie. Poutou przeprowadził zdecydowaną kampanię; skutecznie konfrontował się z Fillonem i Le Pen w wielkiej debacie telewizyjnej zaś NPA zdobyła rozgłos medialny, którego pragnęła, ale już starczy. Potou powinien się wycofać i wezwać do głosowania na Melenchona, jednocześnie dając znać o swoim krytycyzmie. Mówią nam, że postąpienie inaczej byłoby sekciarstwem.

Ten sposób rozumowania nie wytrzymuje jednak krytyki

W istocie sprawy nie są aż tak proste jak nam się wydaje. Ani z czysto ludzkiego ani z praktycznego ani nawet z punktu widzenia kalkulacji wyborczych. Co więcej, podejście to ignoruje kluczowy problem. Zarówno z punktu widzenia ruchów społecznych, jak i z politycznego punktu widzenia, francuski projekt narodowo-populistyczny wielkiego wodza Jean-Luc Melenchona jest przeszkodą dla jedności lewicy przeciwko prawicy i skrajnej prawicy. Nie wychodząc jednak zbyt daleko naprzód, popatrzmy na pewne konkretne sprawy.

Ze ściśle ludzkiego punktu widzenia, kilka dni przed wyborami [angielska wersja tekstu pochodzi z 21 kwietnia – przyp. Red. WR], nie otrzymując niczego w zamian, byłoby niemożliwym pstryknąć palcami i powstrzymać tysiące sympatyków, którzy aktywnie propagowali swoje ideały i wizję społeczeństwa. Ci działacze dokonali wielkich poświęceń (zwłaszcza zbierając podpisy, żeby w ogóle możliwe było wystawienie kandydatury) i widzą efekty swojej pracy w postaci doniesień medialnych, publicznego poparcia, frekwencji na wiecach wyborczych i wzrostu liczby członków.

Z praktycznego punktu widzenia, karty do głosowania już zostały wydrukowane i nic nie powstrzyma ludzi pragnących oddać swój głos na Philippe Poutou. Ponadto, jeśli NPA publicznie zadeklarowałaby wycofanie swojego kandydata i przekazanie swojego poparcia Melenchonowi, nie jest pewnym, czy koszty kampanii zostałyby zrefundowane (każdy kandydat może wydać na kampanię kwotę do 800 tysięcy euro i uzyskać refundację na podstawie rachunków). Kto podjąłby takie ryzyko? Na pewno to nie doradcy z daleka będą opłacali rachunki!

Arytmetyka także jest niekorzystna

Na koniec, z punktu widzenia kalkulacji wyborczych, arytmetyka także jest niekorzystna. Istnieje duża liczba wyborców niezdecydowanych. Co więcej, poparcie dla Philippe Poutou (a w mniejszym stopniu także dla kandydatki Lutte Ouvriere, Nathalie Arthaud) odzwierciedla radykalizm obecny we francuskim społeczeństwie. Ujmując rzecz prosto, ten nurt radykalizmu nie identyfikuje się z francuską flagą, hymnem narodowym, z paradami wojskowymi 14 lipca i niesmacznymi stwierdzeniami Melenchona na szereg tematów – pracowników delegowanych, ewentualnego użycia broni jądrowej, poparcia dla rosyjskich bombardowań w Syrii, i „honoru munduru policjanta Republiki”, żeby wymienić tylko kilka.

 
Jest prawdopodobne, że Poutou i Arthaud popiera więcej ludzi, niż wskazywałyby na to sondaże. Wielu z nich zdecydowało o „strategicznym” głosowaniu na Melenchona, mimo ich osobistych wątpliwości.  Co jednak z tymi, którzy jeszcze nie podjęli takiej decyzji, mimo obecnej presji? Co zrobiliby ci wyborcy, gdyby Poutou się wycofał? Część z nich pewnie zagłosowałaby na Nathalie Arthaud, a część zostałaby w domu. Po prostu nie podoba im się styl i program Melenchon, nie wspominając o jego zwolennikach. Dla takich ludzi, Philippe Poutou jest strategicznym wyborem –ponieważ reprezentuje ich poglądy. I mają oni rację:  dlaczego powinniśmy popełniać hara-kiri w pierwszej turze wyborów? I dlaczego kandydat z klasy robotniczej, który pokonał Le Pen i Fillona w debacie telewizyjnej na oczach 6 milionów widzów, nie jest „strategiczny”?

Tak, jedność jest kwestią kluczową!

Spójrzmy na szersze zagadnienie. Jedność „ludzi lewicy” przeciwko prawicy i skrajnej prawicy po wyborach będzie kwestią o centralnym znaczeniu, niezależnie od ich wyników. Będzie tak oczywiście wtedy, jeśli centroprawicowy Emmanuel Macron albo zdecydowanie prawicowy Francois Fillon pokona Marine Le Pen w drugiej turze. Obaj kandydaci rozpoczną agresywne programy cięć przeciwko robotnikom, młodzieży i obcokrajowcom. Ale byłoby tak też, jeśli na prezydenta wybrano by Melenchona. W wypadku prezydentury Melenchona, poważna lewicowa polityka mogłaby być wdrożona tylko wtedy, jeśli, po pierwsze, wybory parlamentarne wypadające miesiąc po prezydenckich wyłoniłyby większościowy rząd lewicowy, a także, po drugie, jeśli wyłoni się szeroki i zjednoczony opór świata pracy i ruchów społecznych wobec nieuniknionej krajowej i międzynarodowej kontrofensywy prawicy. Żadnej z tych rzeczy nie da się wyczarować z powietrza.
 

Byłoby to prawdą nawet w idealnej sytuacji, jednak w rzeczywistości francuska lewica jest głęboko podzielona, jeśli nie zrujnowana. Front Lewicy (FG), tworzony przez [Francuską] Partię Komunistyczną  (PCF), Partię Lewicy (PG) i ruch Ensemble załamał się. Z jednej strony, PCF starała się za wszelką cenę realizować starą reformistyczną strategię sojuszy z Partią Socjalistyczną (PS), ponieważ istnienie jej wybranych przedstawicieli zależało od istnienia tejże koalicji. Z drugiej strony, Melenchon kierował się doświadczeniami hiszpańskiego Podemos i stworzył ruch wspierający jego prezydenckie aspiracje, do którego wstępować mogą tylko jednostki, tym samym akceptując dyktat Melenchona i jego zwolenników. Ten ruch (France Insoumise, Francja Niezłomna) prezentuje się jako lewicowo-populistyczna alternatywa dla partii stworzona wokół charyzmatycznego przywódcy Narodu. Trzeci składnik Frontu Lewicy, Ensemble, znalazłszy się w sytuacji bez wyjścia, nie miał innej opcji poza wsparciem Melenchona. PCF zrobiła tak samo, pomimo że jej przewodniczącemu Pierre Laurentowi dopiero po kilku próbach udało się zdobyć poparcie większości dla tego stanowiska.
 

Jednocześnie nie ulega wątpliwości, że projekt Melenchona odniósł zauważalny sukces. Jego kampania uzyskała rzeczywisty rozmach i dała ogromną nadzieję. Masowe wiece wyborcze France Insoumise są tego widocznym dowodem. Nie można zaprzeczyć wielu zaletom kandydata. Na przykład, jest on świetnym mówcą. Poza tym kampania France Insoumise była wspaniała i wciągająca. Ten sukces jest jednak po części konsekwencją pewnego określonego kontekstu. Podczas gdy z jednej strony Le Pen i Fillon pogrążeni byli w skandalach, a z drugiej powstała pustka wywołana klęską aparatu  w prawyborach Partii Socjalistycznej, Melenchon był w stanie doprowadzić do tego, że jego słupki poparcia szły do góry niczym balon unoszony gorącym powietrzem. Brawa dla niego! Poważnym błędem byłoby jednak myśleć, że rozmach France Insoumise będzie się stale utrzymywał i wyeliminuje konieczność strategicznego myślenia o tym, jakie sojusze stałyby się wstępem do zjednoczenia lewicy i wokół jakiego programu należy się jednoczyć.
 

Iluzja ruchów społecznych, iluzja polityczna.
 

Po pierwsze, byłby to poważny błąd, ponieważ nadchodząca konfrontacja z prawicą i skrajną prawicą ostatecznie rozegra się na ulicach. Konfrontacja ta może zostać wygrana tylko, gdy wszystkie grupy wyzyskiwanych i ciemiężonych zjednoczą się niezależnie od tego, czy posiadają legalne  papiery czy nie. Tak więc nie tylko „moi francuscy współobywatele”. Ultra-świeckość i ojczyźniana retoryka o „jednym i niepodzielnym” Narodzie („Chcę zwrócić Francję Francuzom”) pozwala mu uzyskać szerokie poparcie wyborców. Stanowi jednak problem, gdy chodzi o jedność w walkach społecznych. Internacjonalizm nie jest bowiem tylko dodatkiem; to żywotny warunek wstępny dla jakiejkolwiek prawdziwego lewicowego politycznego planu akcji.
 

Po drugie, to iluzja ze względów politycznych. Melenchon, wchłonął Front Lewicy. Aby stworzyć France Insoumise, zostawił nawet na lodzie Partię Lewicy, chociaż sam tę partię stworzył! Jego działania wywołały ogromne podziały i sporo niechęci. Sprawa jest bardzo konkretna. France Insoumise ogłosiła, że wystawi swoich własnych kandydatów, którzy będą konkurowali z kandydatami PCF, mimo że PCF wspiera kampanię prezydencką Melenchona! Cele France Insoumise są w rzeczywistości dość jasne – idąc w ślady byłego prezydenta Francois Mitteranda, w przebraniu „pozapartyjnego ruchu”, chce zniszczyć PCF. Nie jest tajemnicą że wielu komunistów [tzn. członków PCF] nie może znieść Melenchona. To tyle jeśli chodzi o „jedność”!
 

Jednak kluczowa kwestia polityczna dotyczy podejścia wobec bazy członkowskiej Partii Socjalistycznej. 1,2 miliona osób wybrało Benoit Hamona w prawyborach PS. To zasygnalizowało  przesunięcie w lewo i stanowiło policzek dla autorytarnego socjalliberalizmu odchodzącego premiera Manuela Vallsa i prezydenta Francois Hollande’a. Socjaldemokratyczny aparat partyjny odpowiedział sabotażem kandydatury Hamona, a nawet otwartym poparciem dla Macrona. Hamon chciał zjednać sobie partyjnych bossów i skończył z ośmioma procentami w sondażach. A co miał do powiedzenia Melenchon? Cóż, ogólnie biorąc, że Hamon sobie zasłużył i że był to dowód na to, że on, Melenchon, powinien kontynuować swój wyborczy wysiłek sam. Ale rzeczy nie są takie proste. Podczas gdy mogłoby być możliwe, że Melenchon przeszedłby do drugiej tury bez głosów wyborców PS szukających alternatywy, jest wykluczone, że bez nich w drugiej turze wygrałby z Macronem, czy też nawet z Fillonem.
 

Melenchon trzyma klucze
 

Jeśli Melenchon chce wygrać, musi zmienić swój kurs. Musi podjąć inicjatywę jednoczącą „ludzi lewicy”. Musi zaproponować wspólny program dla potencjalnych sojuszników w rządzie dotyczących pilnych kwestii społecznych i ochrony środowiska, a także porozumienie na czerwcowe wybory parlamentarne i strategię mobilizacji w okresie powyborczym. Na tej drodze jest nie ma ani jednej przeszkody nie do pokonania. Z jednej strony France Insoumise, Hamon i PCF przedstawiają się jako alternatywa dla socjalliberalizmu, odrzucając jednocześnie radykalnie lewicowy antykapitalizm. Co więcej Melenchon znajduje się w komfortowej pozycji pozwalającej mu dyktować warunki jakiegokolwiek porozumienia, które wyłoniłoby się z jego inicjatywy.
 

Taka inicjatywa ze strony Melenchona dałaby mu dużo większą szanse wejścia do drugiej tury. Jest to także jego jedyna szansa na wygranie drugiej tury przeciwko Macronowi czy też Fillonowi, gdy miałoby do tego dojść (nie powinniśmy uwzględniać oklepanego pomysłu, że Le Pen musi koniecznie przejść do drugiej tury – musi się jeszcze pozbierać po uwagach Poutou na temat „odporności klasy robotniczej” podczas debaty telewizyjnej!). Melenchon trzyma więc klucze do zwycięstwa.
 

Melenchon trzyma klucze, lecz nie chce ich przekręcić. Z każdym następnym dniem jest coraz mniej prawdopodobne, że to zrobi. Gdy pisze te słowa, istnieje uzasadniona obawa, że szansa na powstrzymanie zwycięstwa prawicy w drugiej turze francuskich wyborów prezydenckich niknie na naszych oczach. Czy dlatego że Poutou nie zrezygnował? Nie, dlatego że Melenchon trzyma się strategii, aby zostać caudillo narodowo-populistycznej siły lewicowej, w której głosy sprzeciwu będą słabe i rozproszone.
 

To właśnie jest prawdziwa debata, kluczowa i strategiczna debata na lewicy. Ci którzy wskazują na Poutou, unikają jej – świadomie lub nie.
 

Tłumaczenie z francuskiego na angielski: Nathan Rao. Dostępne pod adresem: http://internationalviewpoint.org/spip.php?article4939 

Tłumaczenie na język polski na podstawie tekstu angielskiego:  K.W. 23 kwietnia 2015 

Społeczność

UPA