Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 24 gości.

Redakcja WR: W kraju "dobrej zmiany"

Kaczynski_Jarosaw_.jpg

Poniższy tekst jest polemiką z tekstem Macieja Krzymienieckiego pt. Prawa kobiet, walka klasowa  budowanie siły marksizmu w Polsce (http://1917.net.pl/node/22251)
 
 
Pod względem socjalnym program PiS był bardziej lewicowy i prorobotniczy niż to, co proponowała tzw. Zjednoczona Lewica. Najbardziej udręczeni przez kapitalizm zagłosowali na socjalny PiS a nie na liberalną Zjednoczoną Lewicę. Uczyniło tak wielu dawnych wyborców lewicy, a nawet niektórzy członkowie SLD, twierdząc że u „narodowych socjalistów” z PiS jest choć trochę socjalizmu, a w SLD nie ma go już wcale.

 
Informacja o tym, co tak naprawdę dzieje się w kraju rządzonym przez naczelnika Kaczyńskiego, ma jednak trudności w przenikaniu na pozostające pod panowaniem bratniej Partii Konserwatywnej Wyspy Brytyjskie. Pokazuje to opublikowany 5 kwietnia na stronie internetowej Międzynarodowej Tendencji Marksistowskiej tekst autorstwa Macieja Krzymienieckiego pt. „Women's rights, class struggle and building the forces of Marxism in Poland” (https://www.marxist.com/women-s-rights-class-struggle-and-building-the-forces-of-marxism-in-poland.htm). W artykule tym autor stara się możliwie całościowo opisać sytuację polityczną w Polsce i zarazem nakreślić perspektywy rozwoju dla lewicy marksistowskiej w naszym kraju. Szczególną uwagę poświęca kwestiom „Czarnego Protestu”, upadku poststalinowskiej socjaldemokracji pod szyldem SLD, a także powstałej 2 lata temu nowolewicowej partii Razem.

 Niestety, strona historyczna i merytoryczna tekstu bardzo wyraźnie kuleje. Komunistyczna Partia Polski została założona w 1918 roku (nie 1921), jako Komunistyczna Partia Robotnicza Polski, od 1925 funkcjonując pod ostateczną nazwą. Wspomniany „poll tax” czyli po polsku „podatek pogłówny” nie był nigdy proponowany przez żadną znaczącą siłę polityczną w Polsce. „Poll tax” został wymyślony pod koniec lat 80. XX wieku w Wielkiej Brytanii przez niesławną Margaret Thatcher jako ekstremalnie niekorzystny dla ubogich podatek od nieruchomości o stałej kwocie, niezależnej od wartości domu czy też mieszkania.
 
 
Partia Razem – drobnomieszczańska i antykomunistyczna „nowa lewica”
 
Błędy w tekście dotyczą też bieżącej polskiej polityki. Skąd autor wie, że „najbardziej świadome warstwy klasy robotniczej” głosowały na Razem? Jak wynika z przeprowadzonych po wyborach parlamentarnych w 2015 r. ankiet socjologicznych, listami mającymi nadreprezentację głosów robotniczych były PiS i Kukiz'15. Poparcie dla Razem i Zjednoczonej Lewicy wśród klasy robotniczej było nie większe niż wśród ogółu społeczeństwa, można tutaj jedynie nadmienić, że PO i Nowoczesna jako partie jawnie liberalno-burżuazyjne miały niższe poparcie wśród robotników niż wśród ogółu społeczeństwa. Nawet jednak, jeśli dobre wystąpienie Adriana Zandberga, jednego z liderów partii Razem, w debacie telewizyjnej z 20 października 2015 przemówiło do pewnej grupy świadomych robotników, Razem nie jest partią robotniczą, tylko drobnomieszczańską, rusofobiczną i jadowicie antykomunistyczną szemraną socjaldemokracją.  Razem to raczej lewa noga liberalnego establishmentu, a nie realna lewicowa alternatywa i baza dla przyszłej partii robotniczej. Partia Razem dotychczas zasłynęła walką o prawa rzekomo skrajnie wyzyskiwanych nielicznych robotników z Korei Północnej (KRLD) pracujących w Polsce. Problemy robotników polskich czy nieludzko eksploatowanej masowej imigracji z Ukrainy nie są już tak sexy dla ulubieńców establishmentowych mediów.

Gdy trzeba było walczyć z realnie istniejącym faszyzmem to „Razem” odcięło się od protestujących antyfaszystów. Pod koniec lutego w Hajnówce, z okazji święta ku czci reakcyjnych band walczących przeciwko reformie rolnej i nacjonalizacji przemysłu, znanych jako „Żołnierze Wyklęci” odbył się marsz organizowany przez skrajnie prawicowy Obóz Narodowo Radykalny upamiętniający prawicowego zbrodniarza Romualda Rajsa „Burego”. Czczony przez skrajną prawicę jako bohater, „Bury” jest odpowiedzialny za liczne mordy na ludności cywilnej, w szczególności na zamieszkujących okolicę Hajnówki białoruskich chłopach. Jego oddział nie szczędził kobiet, starców ani dzieci. Wskutek dokonanej w styczniu 1946 roku zbrodni w Zaleszanach śmierć poniosło 30 niewinnych cywili, wskutek mordu w Puchałach Starych – 16. Marszowi niechętny był nawet wywodzący się z PiSu prezydent Andrzej Duda. W tym roku brunatni także nie odpuścili. Ich działanie spotkało się ze zdecydowaną odpowiedzią lewicy, anarchistów, antyfaszystów, niezależnych ruchów obywatelskich jak też i zwykłych mieszkańców Hajnówki. Na pikiecie brakowało jednak flag i działaczy „Razem”, która zbojkotowała protest oświadczając publicznie, że "konfrontacja na grobach pomordowanych nikomu nie przyniesie chwały" .
 
 
Na śmierć poststalinowskiej socjaldemokracji

Jakkolwiek zaprzecza temu drobnomieszczańska nowa lewica z „Razem”, Polska Rzeczypospolita Ludowa była praktycznie jedyną próbą budowy socjalizmu na ziemiach polskich i lewica w Polsce, zamiast konkurować z prezesem PiS - Jarosławem Kaczyńskim o to kto efektywniej będzie pasożytować na etosie "Solidarności" (jak czyni to „Razem”), powinna bezwarunkowo bronić społecznych i socjalnych zdobyczy Polski Ludowej. Zdobyczy niemal całkowicie utraconych po zwycięstwie kontrrewolucji.
 
Problemem i przyczyną słabości polskiej lewicy jest to, że żadna poważniejsza siła polityczna tych zdobyczy nie broni.

SLD wstydzi się swojej komunistycznej przeszłości, czerwonego sztandaru, historii i tradycji polskiego ruchu robotniczego. Zamiast odwoływać się do historycznego dziedzictwa polskiej lewicy robotniczej, przedstawia się jako partia-założycielka kapitalistycznej III Rzeczypospolitej, budując swoją tożsamość na zdradzie Okrągłego Stołu, który przypieczętował kapitalistyczną kontrrewolucję. SLD chce, podobnie jak pozostałe partie establishmentu, reprezentować interesy tzw. klasy średniej (o istnieniu klasy robotniczej, podobnie jak pozostałe partie centroprawicy, nawet nie wspomina). Natomiast konstytucję sprzed 20 lat (uchwaloną 2 kwietnia 1997), z jej feralnym artykułem 13 o zakazie istnienia partii odwołujących się do „totalitarnych metod i praktyk działania komunizmu”, stanowiącym wodę na młyn prawicy, biurokracja SLD uważa za swoje największe osiągnięcie. Tym samym partia ostatecznie utraciła elektorat resentymentu, elektorat który PRL (mimo wszystkich jego wad) oceniał lepiej niż obecną tzw. niepodległą Polskę.

 
Ten elektorat w ostatnich wyborach albo pozostał w domu, albo głosował na PiS - partię obiecującą podwyżki płac, zasiłki na dzieci, program budowy tanich mieszkań, a także zwiększenie roli państwa w gospodarce i zatrzymanie prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych i służby zdrowia. Te plany rozwścieczały liberalne elity, co uwiarygadniało PiS jako partię antysystemową. Największym problemem polskiej lewicy jest obecnie to, że PiS realizuje obietnice socjalne, tworząc rząd najbardziej przyjazny ludziom pracy od czasu zwycięstwa kontrrewolucji.
 
Jeśli chodzi o przyczynę klęski Zjednoczonej Lewicy, to autor też nie pofatygował się, żeby przeanalizować temat. W latach 2012-14 SLD, kierowana przez niewątpliwie „skompromitowanego karierowicza z partii komunistycznej”, Leszka Millera, kiedy protestowała przeciwko antyspołecznym reformom PO i organizowała masowe pochody pierwszomajowe, mimo klęski wyborczej jesienią 2011 roku (ok. 8 % głosów) była w stanie wybić się na pewną wiarygodność wśród wyborców lewicy (a więc także "najbardziej świadomych robotników") i regularnie utrzymywać kilkunastoprocentowe poparcie. Dopiero dramatyczna w skutkach decyzja, polegająca na wystawieniu w wyborach prezydenckich liberalno-islamofobicznej Magdaleny Ogórek pogrążyła Sojusz Lewicy Demokratycznej. Naprędce sklecona koalicja „ZLew” do której weszli też burżuazyjni socjalliberałowie z Twojego Ruchu, ugrupowania na prawo od SLD, pod przewodnictwem mdłej socjalliberałki Barbary Nowackiej, nie odzyskała zaufania wyborców lewicy.
 
Nie sam fakt istnienia „skompromitowanych karierowiczy z partii komunistycznej” pogrążył SLD, tylko ich postawa. Otóż dla lewicowego wyborcy PZPR-owski rodowód ludzi takich jak Jerzy Wenderlich czy Włodzimierz Czarzasty jest wielką zaletą, bo kojarzy z bezpieczeństwem socjalnym i brakiem kapitalistycznego wyzysku w systemie „realnego socjalizmu”. To dla samych działaczy SLD „komunistyczna” przeszłość jest kompromitującym balastem, którego chcieliby się pozbyć, chowając się za plecami jakiejś młodej, antykomunistycznej socjalliberałki, takiej jak Ogórek czy Nowacka. Znamiennym jest też fakt masowej ucieczki „szczurów” z prawego skrzydła partii, takich jak Grzegorz Napieralski czy Grzegorz Pietruczuk, do innych organizacji politycznych, nienoszących, kompromitującego w oczach liberałów, piętna PZPR. Tak więc to nie byli członkowie PZPR i nie „komunistyczna” przeszłość są problemem SLD.
 

Wola boska czyniona rękami Tatarów”

Odnośnie sytuacji politycznej w Polsce w ciągu ostatnich miesięcy, można zauważyć, że autor ulega niebezpiecznej, nowolewicowej modzie poszukiwania „bazy zastępczej”, szczególnie popularnej wśród posttrockistów.Niepokoi myślenie życzeniowe autora, który w demonstracjach w obronie prawa do aborcji, jakie miały miejsce w październiku 2016 r., widzi „zalążek przyszłego masowego ruchu robotniczego kierowanego przez kobiety”. Czarny Protest był protestem w jednej sprawie, przeciwko zaostrzeniu prawa do aborcji, grupującym lewicowo-liberalną koalicję (SLD-Zieloni-Razem-Nowoczesna). Jak przyznawali sami jego uczestnicy, Czarny Protest nie był akcją wymierzoną otwarcie w rząd.
 
Do zaostrzenia prawa do aborcji nie doszło, kobiety wygrały, po czym politycznie eklektyczny ruch wygasł i mówienie o „rosnącej sile” jest bzdurą. Klasa robotnicza, pamiętająca zeszłoroczny rządowy program zasiłków na dzieci 500+ czy podwyżki płac, w swojej masie nadal ma powody by ufać rządowi Prawa i Sprawiedliwości. Wprowadzenie od 1 stycznia 2017 r. przez rząd PiS minimalnej stawki godzinowej w wysokości 13 zł brutto (około 9,5 zł netto) było znacznie ważniejsze dla robotników zatrudnionych na umowach śmieciowych. Dla pracujących za 4 zł na godzinę netto, a taka głodowa stawka lub nawet niższe były dość powszechne na prowincji, podwojenie dochodów i natychmiastowa poprawą bytu były ważniejsze niż przepychanki obyczajowe, czy światopoglądowe. PiS co prawda w sferze obyczajowej i ideologicznej jest partią reakcyjną, lecz w sferze ekonomicznej realizuje elementy programu lewicy. Jak stwierdził w swoim przemówieniu 1 maja 2016 lider Ruchu Sprawiedliwości Społecznej Piotr Ikonowicz, opisując sytuację polityczną w Polsce za pomocą cytatu z „Trylogii” Henryka Sienkiewicza, działanie PiS to „Wola boska czyniona rękami Tatarów”. Ikonowicz miał na na myśli sytuację, w której wobec faktycznego braku lewicy w Polsce populistyczna prawica przejmuje część jej programu społeczno-ekonomicznego.
 
PiS będzie rządził dopóty, dopóki nie powstanie realna siła polityczna, prezentująca bardziej radykalny socjalnie program niż PiS i łącząca go z realnym uderzeniem nie tylko w kompradorską - jak to czyni PiS - ale także w hołubioną przez rząd narodową burżuazję i zdoła przekonać do siebie szerokie masy pracujące.

 
Epitafium dla Polskiej Partii Pracy

Taką siłą polityczną była, a przynajmniej posiadała potencjał żeby być, Polska Partia Pracy - Sierpień 80. PPP w latach 2004-2011 startowała we wszystkich wyborach w skali ogólnokrajowej. PPP była partią robotniczą, bazującą na bojowym związku zawodowym „Sierpień 80”, kierowanym przez Bogusława Ziętka. Na koncie „Sierpnia 80” znajduje się organizacja wielu wielkich strajków okupacyjnych, znaczących dla niełatwej najnowszej historii polskiego ruchu robotniczego - strajk w Fiacie w 1992 roku, strajk w KWK Budryk w 2008, strajk w PZL Świdnik w 2011 roku. „Sierpień 80” i Polska Partia Pracy były pierwszą siłą polityczną która zwróciła uwagę na szalejący problem prekaryzacji pracy i wylansowała termin „umowy śmieciowe”, wprowadzając go do powszechnego języka.  W ostatnim wywiadzie dla onet.pl, Bogusław Ziętek stwierdził, że płaca minimalna w Polsce powinna wynosić ponad 3000 zł brutto (obecnie 2000 zł) i wytyka rządowi brak walki o progresję podatkową, pokazując tym samym, jaką drogą powinno budować się lewicową alternatywę dla rządu.
 
Rzecz jasna, Polska Partia Pracy nie była wolna od wad. Pod względem programowym i wizerunkowym miotała się między radykalnym socjal-reformizmem i narodowym populizmem, co wywoływało tarcia w partii, w której trockiści musieli działać ramię w ramię z piłsudczykami z byłej Konfederacji Polski Niepodległej. Prawdziwych przyczyn upadku PPP należy szukać jednak w niesprzyjającym dla młodej partii robotniczej otoczeniu politycznym i szczelności pozornie demokratycznego burżuazyjnego parlamentaryzmu, w którym do osiągnięcia sukcesu wyborczego w okresach stabilizacji systemu niezbędne są potężne środki finansowe, a tych PPP zawsze brakowało. W roku 2011 niezadowolenie społeczne z neoliberalnych rządów Platformy Obywatelskiej było jeszcze relatywnie niewielkie (Polska nie doświadczyła technicznej recesji w okresie kryzysu) i zostało z łatwością skanalizowane przez reakcję obronną systemu. Bardzo dobry, 10% wynik pseudolewicowej partii Ruch Palikota założonej przez milionera i byłego posła PO oraz klęska PPP (0,6%) podminowały i tak już wątłe przekonanie związkowców „Sierpnia 80” o celowości dalszego istnienia PPP. W ciągu 2 lat od tej klęski PPP uległa stopniowej dezintegracji. 24 stycznia 2017 roku PPP została ostatecznie skreślona z listy partii politycznych, co zamknęło tę kartę w historii polskiego ruchu robotniczego.
 
 
W kraju zerwanej ciągłości ruchu robotniczego
 
Szczególna trudność budowy lewicowej partii robotniczej w Polsce polega na zerwaniu przez stalinizm ciągłości historycznej niezależnego ruchu robotniczego (poprzez upaństwowienie partii robotniczych i związków zawodowych) i zaniku świadomości klasowej wśród robotników. Dlatego partia robotnicza (nie jakaś pseudolewicowa proteza bazująca na liberalnym, „ponadklasowym” feminizmie, LGBT i subkulturach młodzieżowych) musi być zbudowana od zera. Działaczom zachodniej lewicy przyzwyczajonych do istnienia masowych partii robotniczych z tradycjami i bojowych związków zawodowych, ciężko jest to zrozumieć.
 
 

Społeczność

Obama rev