Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 19 gości.

SLD idzie do wyborów samorządowych jako „SLD Lewica Razem”

sld_lewica razem.jpg

W minioną sobotę, podczas konferencji prasowej poświęconej przygotowaniom do wyborów Rady Krajowej  Sojuszu Lewicy Demokratycznej, przewodniczący ugrupowania Włodzimierz Czarzasty poinformował dziennikarzy, że SLD wraz z sojusznikami wystartuje w nadchodzących wyborach samorządowych (mają się odbyć w przyszłym roku) pod nazwą „SLD Lewica Razem”. Pod tym samym szyldem Sojusz Lewicy Demokratycznej i pomniejsze lewicowe ugrupowania szły do poprzednich wyborów samorządowych w 2014 roku.
 
Lider SLD podkreślił jednocześnie, że do startu zostali zobowiązani byli parlamentarzyści Sojuszu, co więcej on sam wystartuje jako kandydat ugrupowania do sejmiku województwa mazowieckiego z okręgu płocko-ciechanowskiego. SLD i jego partnerzy wg zapowiedzi Czarzastego wystawią w sumie 16 tys. osób w skali kraju na poziomie powiatów oraz na poziomie województw, obsadzając tym samym kandydatury do wszystkich sejmików i do wszystkich rad powiatów.
 
Jak powiedział:
- „Wszyscy byli posłowie, wszystkie osoby, które startowały z komitetu Zjednoczonej Lewicy i są członkami SLD, a mają zamiar kandydować w najbliższych wyborach do Sejmu, zostali dzisiaj jednomyślnie zobowiązani do kandydowania na listach do sejmików. […] W związku z tym będziecie państwo widzieli wszystkich naszych byłych posłów jako osoby, które będą kandydowały do sejmików w 87 okręgów wyborczych.”
 
Sekretarz generalny SLD Marcin Kulasek powiedział, że założenia przyszłorocznej kampanii, w tym jej filary programowe opracowane zostały przez zespół, w którego skład weszli samorządowcy Sojuszu, m.in. wiceprezydent Bydgoszczy Anna Mackiewicz, wiceprezydent Kalisza i wiceprzewodnicząca SLD Karolina Pawliczak, wiceprezydent Łodzi Tomasz Trela, a także radny dolnośląskiego sejmiku, były poseł SLD i były sekretarz generalny partii Marek Dyduch.
 
Jak na sobotniej konferencji prasowej wskazywali członkowie ww. zespołu, w swoim programie wyborczym Sojusz zaproponuje m.in. „Pakiet dla malucha”, obejmujący darmowe drugie śniadanie dla uczniów z klas 1-3 oraz wyprawkę szkolną dla dzieci rozpoczynających edukację w postaci przekazywanego szkołom bonu edukacyjnego na kwotę 500 zł.
 
Jedną z podstaw programu SLD ma być obok edukacji polityka mieszkaniowa. Jak powiedział Tomasz Trela, Sojusz proponuje, by wydatki budżetowe na budownictwo komunalne były - podobnie jak wydatki na obronność - ustalane jako określony procent polskiego PKB. Trela podkreślił, iż SLD chciałoby przekazania gminom na budownictwo komunalne kilkunastu miliardów złotych w skali całego kraju
- „[…] Tak, żeby można było budować nowe mieszkania komunalne albo remontować już istniejący zasób komunalny.”
 
Wskazywano, że program ten obejmowałby budowę ok. kilkudziesięciu tys. nowych mieszkań komunalnych rocznie oraz kilkaset tys. remontów istniejących zasobów mieszkaniowych gmin.
 
Z kolei Karolina Pawliczak zapowiedziała, że SLD wprowadzi do samorządów program profilaktyki zdrowotnej, obejmujący m.in. program szczepień przeciwko grypie dla osób powyżej 60 roku życia oraz opiekę stomatologiczną w każdej szkole.
 
Jak mówił Marek Dyduch, który zajmuje się strategią polityczną SLD, głównym założeniem Sojuszu jest „mieć wpływ na to, co się dzieje w samorządzie”. Zaznaczył on, że plan minimum Sojuszu na najbliższe lata to „1 plus 2 plus 3”, czyli uzyskanie w sondażach w 2017 r. średniego poparcia powyżej 6 %, w przyszłym roku powyżej 8 %, a w 2019, kiedy mają się odbyć wybory parlamentarne, powyżej 11 %. W takiej sytuacji realnym byłoby, w ocenie Dyducha, uzyskanie przez SLD ok. 30-40 osobowego klubu w Sejmie
- „Na to wszystko muszą zapracować i doły, i nasza centrala”.
 
Czarzasty, na pytanie o decyzje SLD odnośnie potencjalnych kandydatów na prezydentów miast, powiedział, że na sobotniej Radzie Krajowej przyjęty został „bardzo dokładny” harmonogram, przewidujący, iż komitet wyborczy SLD Lewica Razem wskaże kandydatów na prezydentów miast, w tym Warszawy, do końca roku.
 
Zgodnie z zapowiedziami lidera SLD kampania będzie wyglądała inaczej w każdym powiecie, bowiem o szczegółowych programach będą decydowały rady wojewódzkie i powiatowe partii.
 
Przewodniczący Sojuszu dodawał:
- „Ja bym nie chciał, żeby partia, której przewodniczę, SLD, zachowywała się tak, jakby wybory miały być jutro. Naprawdę do wyborów jest półtora roku: mądrość, rozsądek, pracowitość, brak bufonady i nigdy więcej pani Magdaleny Ogórek jako kandydatki na prezydenta - to nam da możliwość powrotu do Sejmu, dobrego wyniku w eurowyborach i dobrego wyniku w wyborach samorządowych.”
 
Zapowiedziana w sobotę nazwa komitetu skupionego wokół SLD, czyli „SLD Lewica Razem”, choć będąca powtórzeniem nazwy z poprzednich wyborów, nie spodobała się Partii Razem. Mateusz Mirys, członek niedawno wyłonionego nowego zarządu krajowego tego ugrupowania, skomentował nazwę sldowskiego komitetu pisząc na portalu społecznościowym: „Takie triki nie oszukają wyborców”. Wydaje się, że w jego ocenie SLD przybrało taki a nie inny szyld po to, by odebrać głosy Partii Razem. Jak już jednak wspominano, nazwa ta towarzyszyła Sojuszowi w poprzednich wyborach w 2014 roku, kiedy Partia Razem jeszcze nie istniała (powstała w maju 2015 r., zarejestrowana oficjalnie została zaś w lipcu 2015 r.). Ponadto, poparcie „razemowców” jest obecnie na tyle mizerne, że nie bardzo jest co „podkradać”. Wg sondaży prowadzonych w ostatnich miesiącach Partia Razem cały czas balansuje bowiem na granicy błędu statystycznego, uzyskując poparcie 1-3 %, z okazjonalnymi wyjątkami, podczas gdy SLD od dłuższego czasu utrzymuje się w okolicach progu wyborczego, zdecydowanie częściej jednak ponad nim.
 
Mateusz Mirys to jeden z nowych członków we władzach krajowych Partii Razem. Ugrupowanie to wyłoniło w wewnętrznym głosowaniu nowy 11-osobowy zarząd, w którym znaleźli się, oprócz Mirysa, także Adrian Zandberg czy Marcelina Zawisza, a także 50-osobową Radę Krajową.
 
Co ciekawe, we wszystkich organach Partii Razem obowiązuje parytet płci, który w wyborach zarówno do zarządu, jak i rady krajowej zadziałał na korzyść mężczyzn - miejsca w zarządzie nie uzyskała w związku z tym Justyna Drath, która zdobyła 11. wynik w głosowaniu, ale byłaby siódmą kobietą w tym organie.

Społeczność

1917 rev