Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 12 gości.

Wenezuelczycy masowo głosują w wyborach do Konstytuanty, imperialiści czerwoni z wściekłości

venezuela_constition.jpg

W minioną niedzielę w Wenezueli odbywały się wybory do Zgromadzenia mającego zreformować system prawny tego kraju, w tym dokonać zmian w konstytucji. Wybory zostały rozpisane przez rządzącego prezydenta Nicolasa Maduro, w sytuacji narastającego kryzysu gospodarczego, rekordowej niepopularności rządu i wywoływanych przez prawicową opozycję zamieszek.

Głosowanie miało początkowo odbywać się w godzinach 6-18 czasu lokalnego (godz. 12-24 czasu polskiego), jednak przedłużono je o godzinę.
 
Do udziału w głosowaniu uprawnionych było 19,4 mln Wenezuelczyków. 545 członków Zgromadzenia Konstytucyjnego wybierano spośród ok. 5,5 tys. kandydatów. Na listach wyborczych znaleźli się działacze organizacji społecznych, związków zawodowych, wspólnot komunalnych, obok tych wystawionych przez partie polityczne, w szczególności rządzącą Zjednoczoną Socjalistyczną Partię Wenezueli (PSUV). Pojawiło się jednak wiele głosów niezadowolenia ze strony szeregowych członków tego ugrupowania, a także wśród zwykłych  ludzi zaangażowanych w „rewolucję boliwariańską”, iż biurokracja PSUV w pełni kontrolowała proces układania list wyborczych, chcąc zagłuszyć wszelkie głosy krytykujące rząd „z lewa”. Dlatego też niektóre grupy lewicowe nawoływały do bojkotu głosowania (w tym trockistowska Robotnicza Liga na Rzecz Socjalizmu, będąca sekcją międzynarodowej Frakcji Trockistowskiej – Czwartej Międzynarodówki). Inne organizacje, m.in. lokalna sekcja Międzynarodowej Tendencji Marksistowskiej, wzywały do udziału w głosowaniu dla przeciwstawiania się reakcji, jednocześnie zdecydowanie podkreślając, że państwowa i partyjna biurokracja robi wszystko, by zablokować oddolne inicjatywy członków PSUV i uniknąć radykalizacji „rewolucji boliwariańskiej”, i jako taka stanowi przeszkodę na drodze do socjalizmu. Znalazły się niestety także takie grupy lewicowe, które stanęły po stronie „demokratycznej opozycji”, jak np. Marea Socialista, będąca tendencją wewnątrz PSUV. Działacze tejże organizacji wzywali do „demokratycznego rozwiązania obecnego kryzysu politycznego, zanim narastająca przemoc osiągnie punkt, z którego nie będzie już powrotu”, apelując o współpracę „umiarkowanych” liderów opozycji i „rozsądnych” członków rządu. Rozwiązaniem problemów nękających Wenezuelę miałyby być negocjacje między władzą a opozycją i wypracowanie odpowiednich rozwiązań legislacyjnych. W praktyce takie ugodowe i legalistyczne stanowisko jest kapitulacją wobec sił reakcji, które wcale nie chcą negocjować z chwiejącym się rządem, tylko chcą go obalić i przywrócić pełną dyktaturę kapitału nad ludem Wenezueli. 
 
Przed głosowaniem wskazywano, jakoby aż 70 % Wenezuelczyków sprzeciwiać się miało zmianom w systemie władzy i samej idei zwołania Konstytuanty – tak podawał ośrodek badawczy Dataanalisis. Jednakże podane przez Krajową Radę Wyborczą (CNE) dane dotyczące frekwencji zdecydowanie temu przeczą. W głosowaniu wzięło bowiem udział blisko 8,1 mln osób. I to pomimo terroru stosowanego przez prawicową opozycję, której bojówkarze dopuszczali się ataków na lokale wyborcze oraz na lewicowych kandydatów do Zgromadzenia (kilku aktywistów zostało zamordowanych przez „nieznanych sprawców” w ciągu ostatnich kilku dni przed głosowaniem). Z relacji naocznych świadków ukazuje się ponadto obraz wciąż wielkiego entuzjazmu mas ludowych dla sprawy Hugo Chaveza. Nie musi to oczywiście oznaczać automatycznego poparcia dla karygodnej polityki obecnego rządu, lecz raczej dla idei popchnięcia „rewolucji boliwariańskiej” dalej naprzód.
 
Opozycja zareagowała na informacje o frekwencji gniewem i kpinami. Jej liderzy twierdzą, że głosy oddało zaledwie 12 % uprawnionych, czyli ponad 2 mln ludzi. Z kolei jeden z „niezależnych” (a więc proopozycyjnych) analityków oszacował, że chodziło o 3,6 mln wyborców. Działacze opozycji podnoszą także, iż w wyborach parlamentarnych w grudniu 2015 roku, w których zwyciężyła opozycja, Zjednoczona Partia Socjalistyczna Wenezueli (PSUV) otrzymała tylko 5,6 mln głosów, nie jest więc w ich mniemaniu możliwym, by teraz 2,5 mln ludzi więcej oddało swój głos w wyborach do Konstytuanty. Jak widać dla liderów „opozycji demokratycznej” niewyobrażalnym jest, by przez 1,5 roku ktoś mógł zwyczajnie zmienić zdanie lub pogląd, nie mówiąc już o tym, że dla wielu wyborców wczorajsze głosowanie niekoniecznie było plebiscytem poparcia dla rządu Maduro i jego polityki.
 
Agencja dpa pisze, że wyniku wyborów nie uzna wiele krajów Ameryki Południowej. Za nielegalne uznał je m.in. prezydent Argentyny Mauricio Macri, który stwierdził, że wybory te „zorganizowano wbrew woli ponad siedmiu milionów obywateli Wenezueli”. Podobną opinię wyraziły władze Peru i Kolumbii. Kolumbijski prezydent Juan Manuel Santos zaapelował o „pokojowe i demokratyczne rozwiązanie” (czyt.: po myśli Waszyngtonu), wyrażając nadzieję, że jego znalezienie nastąpi „jak najszybciej”. Odmowę uznania wyników niedzielnego głosowania zapowiedziały także władze Hiszpanii, Meksyku oraz, co oczywiste, Stanów Zjednoczonych, a także liderzy Unii Europejskiej.
 
Jak się wskazuje, członkowie Konstytuanty, której kadencja nie została określona ustawą, będą mieli praktycznie nieograniczony czas na dokonanie zmian w prawodawstwie wenezuelskim, w tym dotyczących wyborów nowego parlamentu.

Społeczność

1917 rev