Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 32 gości.

W 44. rocznicę faszystowskiego zamachu stanu w Chile

Pinochet.jpeg

 W 44. rocznicę faszystowskiego zamachu stanu w Chile
(11 WRZEŚNIA 1973 – 11 WRZEŚNIA 2017) : CHILIJSKA TRAGEDIA
 
„Słowo Ludu”,
Organ KW Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej,
Rok XXIV, Kielce, sobota, 22 września 1973 r., s.2. 
 
„Minęło dziesięć dni od chwili wybuchu wojskowego puczu w Republice Chile, w wyniku którego obalony został konstytucyjny rząd prezydenta Allende.

Junta wojskowe dokonuje nadal krwawej rozprawy z przywódcami lewicy, działaczami partii postępowych, którzy trzy lata temu utworzyli rząd Frontu Jedności Ludowej.


Mimo wielu dni, które dzielą nas od rozpoczęcia pierwszego aktu chilijskiej tragedii, nadal napływają z tego kraju sprzeczne opinie, sytuacja nadal nie jest wyjaśniona.

Można jednak z całą pewnością stwierdzić kilka faktów, które nie podlegają już wątpliwości.

 
 
Wojskowy spisek przeciwko rządowi Jedności Ludowej był przygotowywany od dawna, kierowany różnymi kanałami, z których niejeden prowadzi do reakcyjnych ośrodków zagranicznych, m. in do osławionej amerykańskiej CIA.



 
Wojsko było, co zresztą w Ameryce Łacińskiej jest powszechne, jednym z narzędzi użytych do obalenia prezydenta Allende.



 
Użyto go wtedy, gdy dzięki poparciu mas, nie udały się tzw. legalne formy nacisku, a więc otwarta walka w parlamencie, kierowana przez chrześcijańską demokrację oraz ultraprawicowe ugrupowania z organizacją  „Wolność i Ojczyzna” na czele.

Gdy zawiodły wszelkie formy parlamentarnej obstrukcji, gdy rozpisane przed terminem wybory parlamentarne umocniły pozycję Frontu Ludowego, reakcja chilijska przystąpiła do otwartej wojny.

Strajki sklepikarzy, przedstawicieli wolnych zawodów, właścicieli środków transportu a nawet strajki części personelu kopalni miedzi, któremu byli właściciele zakładów – spółki zagraniczne stworzyły wyjątkowo dobre jak na Chile warunki pracy i płacy, właśnie w celu rozbicia jedności klasy robotniczej, wreszcie zamachy, terror, sabotaże – to formy, jakich używała reakcja w walce z postępowym rządem.

A mimo to trzy lata władzy Allende i kierowanego przez niego rządu, to okres historycznych przemian w życiu społecznym i politycznym kraju.


 
 
 
Od pierwszych dni rząd Frontu Ludowego realizował konsekwentnie reformy sformułowane w programie wyborczym.

Nacjonalizacja podstawowych gałęzi gospodarki, banków, likwidacja wielkich latyfundiów ziemskich i powszechna reforma rolna, dynamiczny rozwój budownictwa mieszkaniowego i socjalnego, rozwój szkolnictwa, służby zdrowia, ubezpieczenia społeczne, demokratyzacja ustroju wewnętrznego kraju – to bilans zmian przeprowadzonych wbrew opozycji, wbrew bojkotowi ustaw przez skorumpowaną, skupioną wokół prawicy oligarchię rodzimą i część aparatu administracyjnego.

Równocześnie rząd prezydenta Allende prowadził otwartą, postępową politykę zagraniczną.

Usilne dążenia do nawiązania równoprawnych, braterskich stosunków z krajami subkontynentu, wysiłki w celu uregulowania wielu spornych kwestii ze Stanami Zjednoczonymi, bliska współpraca z państwami socjalistycznymi, czego wyrazem była m.in. podróż Allende do Europy wschodniej, nawiązanie współpracy z Kubą, ścisłe więzy z państwami Trzeciego Świata, aktywizacja polityki zagranicznej w tym właśnie ugrupowaniu – uzupełniają bilans trzyletnich, tak dramatycznie zakończonych rządów chilijskiej, postępowej demokracji.

Nic więc dziwnego,  że tego typu polityka wewnętrzna i zagraniczna, wywodząca się ze zrozumienia najżywotniejszych interesów biednego, chociaż zasobnego z natury kraju nie mogła spotkać się z aprobatą wstecznych sił w kraju i reakcji zagranicznej.

Musimy tu jeszcze  uwzględnić położenie geopolityczne Chile, otoczonego ze wszystkich stron reakcyjnymi, rządzonymi przez junty wojskowe krajami  Ameryki Łacińskiej, wśród których przygotowujący zamach znaleźli nie tylko wzory do naśladowania, poparcie moralne, ale na pewno także pomoc bardziej konkretną.

Tak więc mamy mniej więcej wyraźny obraz sił i ośrodków, inspirujących poczynania chilijskich wojskowych.

Ale ich przedsięwzięcie z 11 września było dla wielu pewnym zaskoczeniem.

Armia w tym kraju uznawana była tradycyjnie za „apolityczną”, za ośrodek legalizmu i przestrzegania praw konstytucyjnych.

Opinia taka utrwaliła się w ciągu ponad 40 lat, podczas których właśnie w Chile nie było zamachów wojskowych.

Ukształtowano ją, jak wykazała praktyka co najmniej na wyrost.

Reakcja liczyła bowiem na ludzi w mundurach już w momencie zwycięstwa Frontu Ludowego w wyborach z roku 1970.

Nie przypadkiem przecież na kilkanaście dni przed inwestyturą prezydenta Allende, z inspiracji grupy wojskowych kierowanych przez generała Viaux, zamordowano ówczesnego ministra obrony i dowódcę wojsk, generała Rene Schneidera, chcą wywołać ferment w siłach zbrojnych.

Przez trzy lata zachowały one jednak wierność konstytucji.

Dużą zasługę miał w tym na pewno generał Prats, wieloletni minister w rządach Allende.

Ale i on musiał ustąpić pod naciskiem wojskowej prawicy, pod naciskiem grupy reakcyjnych oficerów związanych z wielkim kapitałem, chrześcijańską demokracją, kryptofaszystowskimi ugrupowaniami.

Po usunięciu tej przeszkody, człowieka o wielkim autorytecie inspiratorzy nacisków przeszli do zbrodniczego działania.

Stało się to właśnie 11 września w godzinach popołudniowych.

Pod kulami zbuntowanych oddziałów padł pałac prezydencki, skąd wyniesiono zwłoki prezydenta, uwięziono wielu ministrów z legalnego rządu, rozpoczęło się „polowanie na czarownice”, ofiarami którego są przywódcy lewicy i obrońcy demokracji.

Junta wojskowa pod przewodnictwem generała Augusto Pinocheta i generała Oscara Canilli zabiła konstytucję, w obronie której zginęło, jak donoszą agencje prasowe, kilka tysięcy ludzi.

Ale nie zabiła woli walki.

Trwa opór w ośrodkach robotniczych, organizuje się ruch oporu na wsiach i w górzystych okolicach kraju.

Nie pomaga terror, nie pomaga powołanie sądów wojskowych, zarządzenie, że uczestnicy ruchu oporu karani będą śmiercią bez sądów.

W dniu 18 września przypadała 163 rocznica ogłoszenia Chile krajem niepodległym.

Zabroniono nawet obchodów święta państwowego.

Przywódcy sił postępowych przebywający na emigracji złożyli oświadczenie, że naród chilijski nie ulegnie, że nadal istnieje rząd legalny, mimo iż prezydent Allende nie żyje, że gdy zajdzie potrzeba – siły postępowe są w stanie zorganizować walkę w kraju, wystąpić przeciwko juncie.

Przez trzynaście lat prowadzili z hiszpańskimi kolonizatorami, u zarania swej niepodległości krwawą walkę o wolność Chile obywatele tego kraju.

Zakończyła się ona zwycięstwem.

A więc potrafią walczyć.

Tym razem z narodem chilijskim są siły postępowe całego świata, które jednoznacznie, niezależnie od poglądów politycznych potępiają zamach i zbrodnie wojskowych.
 
Osobiście jestem przekonany, iż chilijska tragedia w ostatecznym rachunku będzie miała finał optymistyczny.

Rzecz tylko w tym, jak długo przyjdzie czekać, ile ofiar pociągnie za sobą ?
 
WŁADYSŁAW GRABKA

 
 
 
Materiał przesłał :
Tow. Ryszard Rauba – Komunistyczna Partia Polski (KPP).

Społeczność

1917 rev