Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 19 gości.

Borys Kagarlicki: Bunt bogatych

independ.jpg

Konflikt między rządem hiszpańskim i kierownictwem katalońskiej autonomii stał się głównym tematem serwisów informacyjnych początku października.
 
W Barcelonie powstaje rząd sformowany przez partie nacjonalistyczne, które deklarują niepodległość. Madryt nie ustępuje, wysyła oddziały policji do Katalonii. Władze regionalne przeprowadzają referendum w sprawie niepodległości, rząd centralny nie uznaje go i stara się zakłócić. Władze lokalne reagują wezwaniem do strajku generalnego i oświadczeniami, że prowincja odłącza się od Hiszpanii i staje się niezależną republiką.
 
Oto, w skrócie, kolejność zdarzeń. Ale co kryje się za tymi faktami? Jakie są interesy i motywy stron zaangażowanych w ten konflikt?
 
Katalonia jest często porównywana do Kosowa, Donbasu, a nawet Krymu (gdzie, jak pamiętamy, władze przed zorganizowaniem przystąpienia do Rosji, najpierw przeprowadziły oddzielenie od Ukrainy). Inne, bardziej poprawne porównanie - ze Szkocją, gdzie również do władzy doszli nacjonaliści, a następnie odbyło się referendum w sprawie niepodległości, zakończone jednak zwycięstwem zwolenników jedności Wielkiej Brytanii. Wreszcie wiele osób przypomina słowa Antonowa-Owsiejenko, który przebywał w Hiszpanii podczas wojny domowej lat trzydziestych i nazywał Katalonię „hiszpańską Ukrainą” [1].
 

 
Sytuacja w Katalonii i Szkocji jest naprawdę podobna pod dwoma względami. Po pierwsze, tu i tam mamy bunt bogatych przeciwko biednym. Bardziej rozwinięte regiony z wysokim poziomem życia nie chcą oddawać części swoich funduszy na wspieranie mniej zamożnych i zacofanych prowincji. „Dość karmienia Andaluzji”, mówią w Barcelonie. „Dość karmienia Belfastu”, mówią w Glasgow i Edynburgu.
 
Lokalna biurokracja marzy o kontrolowaniu przepływów finansowych. Niechęć do dzielenia się z sąsiadami jest uzasadniana względami kulturowymi i rasowymi. „My - to prawdziwi Europejczycy, a nie prowincjonalni wyspiarze, jak Anglicy” - słychać w Glasgow. „Jesteśmy prawdziwymi Europejczykami, potomkami germańskich Gotów,  a nie brudnymi potomkami Arabów, jak Hiszpanie” - wtórują w Barcelonie. Katalońskojęzyczna prasa pełna jest rasistowskich nonsensów o brudnych i leniwych Hiszpanach, którzy starają się żyć kosztem pracowitej Katalonii. I wszystko to czytamy w stosunkowo „przyzwoitych” publikacjach.
 
Fakt, że znacząca część, jeśli nie większość produkcji Katalonii jest wytwarzana przez migrantów z biednej Andaluzji, pracujących w fabrykach i obsługujących infrastrukturę Barcelony, w rozliczeniach, oczywiście, nie jest uwzględniany. Rugowanie języka hiszpańskiego ze sfery kultury i edukacji rozpoczęło się już 10 lat temu, a wszystko rozgrywa się według znanego do bólu scenariusza. Stanowiska biurokratyczne w autonomii zajmują wyłącznie przedstawiciele „narodu tytularnego”, niezależnie od poziomu kompetencji. Barcelona z kosmopolitycznego centrum kulturalnego hiszpańskiego świata przekształca się w ponurą prowincję. Nagłe dążenia Szkocji i Katalonii do niezależności mają jeszcze jeden, mniej publiczny, choć nie mniej istotny powód.
 
W obu regionach, od wielu lat, realizowane są programy Unii Europejskiej, ukierunkowane na stworzenie nowego systemu instytucji oderwanych od państwa regionalnego i bezpośrednio zorientowanych na biurokrację brukselską. To była istota programu „Europa Regionów”. W każdym hrabstwie Szkocji realizowano programy UE. Nic takiego nie miało miejsca w Anglii czy Irlandii Północnej. Bruksela konsekwentnie i świadomie utworzyła szkocki czynnik jako przeciwwagę dla Anglii, tradycyjnie występującej z krytyką eurokracji. Oczywiście, podobnie jak każdy nacjonalizm małego narodu, ideologia odrębności szkockiej i katalońskiej odnosi się do różnych niesprawiedliwości z przeszłości, przedstawiając swój naród lub terytorium wyłącznie jako ofiarę.
 
W Szkocji, ta argumentacja sprawdza się bardzo słabo, ponieważ ostatnie poważne prześladowania Szkotów miały miejsce w połowie XVIII wieku, a głównymi prześladowcami byli nie Anglicy, lecz inni Szkoci, mieszkańcy nizin, wyrównujący rachunki z grabiącymi ich wcześniej mieszkańcami gór (wtedy, w ramach tzw procesu ogradzania pól [2] ucierpiała głównie populacja Górnej Szkocji, która została tak zniszczona ekonomicznie, że  ludziom zostawały tylko dwa wyjścia – zaciągnąć się do armii królewskiej, lub pędzić lokalny bimber, który stał się znany na całym świecie jako szkocka whisky). W ciągu następnych dwóch wieków Szkoci stali się najbardziej uprzywilejowaną populacją Imperium Brytyjskiego, stanowiącą nieproporcjonalnie dużą część elity wojskowej i cywilnej, tworząc kluczowe kadry administracji kolonialnej w Indiach i Afryce. 
 
Obrona Madrytu jest obroną Katalonii (republikański plakat z okresu hiszpańskiej wojny domowej)Obrona Madrytu jest obroną Katalonii (republikański plakat z okresu hiszpańskiej wojny domowej)Katalonia jest lepszym przykładem, ponieważ okropieństwa popełniane przez reżim Franco po klęsce Republiki Hiszpańskiej, pamięta jeszcze wielu. Język kataloński został wtedy zakazany a kultura narodowa była systematycznie wykorzeniana. To jednak nie przeszkodziło Barcelonie w dalszym rozwoju i pozostaniu najważniejszym ośrodkiem gospodarczym kraju. Jednak w latach wojny domowej Katalonia nie była wcale nacjonalistyczna ani separatystyczna. Przeciwnie, czerwona Barcelona była najważniejszym ośrodkiem całego hiszpańskiego ruchu republikańskiego. A walka, jaka rozwinęła się na tym terenie między frankistami i lewicowcami, nie miała nic wspólnego z tym, co dzieje się tu obecnie.
 
Znamienne, że ideologia niepodległości zaczęła szerzyć się na serio nie po upadku frankizmu, a trzy dekady później, kiedy kolejne lewicowe i prawicowe rządy w Madrycie robiły wszystko, co możliwe, aby zadośćuczynić Katalończykom, dając im wszelkiego rodzaju prawa i przywileje. Pamiętajmy, że w okresie od lat siedemdziesiątych do lat dziewięćdziesiątym XX w., kiedy problemy z przezwyciężeniem frankizmu były wciąż poważnie, żądanie niepodległości wysuwali nie Katalończycy, a Baskowie. Baskowie teraz wyraźnie ograniczyli swoje roszczenia narodowe (dokładnie taka sama sytuacja ma miejsce w Irlandii Północnej, gdzie kwestia niepodległości wyraźnie zeszła na dalszy plan).
 
Transformacja dyskryminacji narodowej, z rzeczywistego doświadczenia - w mit polityczny, jest najważniejszym czynnikiem sprzyjającym wzrostowi nacjonalizmu. Ci, którzy podlegają rzeczywistej dyskryminacji, walczą o jej zniesienie. A nacjonaliści, krzywdy doznane w przeszłości przekształcają  w kapitał symboliczny, służący wspieraniu ich ambicji.
 
Tu jednak kończy się podobieństwo historii szkockiej i katalońskiej. Londyn, mimo wszystko, zdecydował się na przeprowadzenie referendum, które zwolennicy jedności wygrali – przede wszystkim dzięki stanowisku miejscowej Partii Pracy (Labour Party), która nawet poświęcając część swojej popularności, konsekwentnie przeciwstawiała się nacjonalizmowi. Gdyby i Madryt, zamiast zakazów i gróźb wobec Barcelony, zaczął mobilizować hiszpańskojęzyczną większość w tym regionie, uzyskałby taki sam rezultat - zwycięstwo zwolenników jedności w referendum. Ale skrajnie konserwatywny, reakcyjny rząd Hiszpanii wyraźnie nie chciał mobilizacji klasy robotniczej w Katalonii. Zdecydował uciec się do policyjnej przemocy, demoralizując katalońskich zwolenników jedności z Hiszpanią, którzy wcale nie popierali przemocy.
 
Niestety, wszystkie te okoliczności w większości umykają uwadze lewicowych publicystów, którzy z zachwytem śledzili starcia protestujących nacjonalistów katalońskich z hiszpańską policją.
 
Najbogatsze i najbiedniejsze regiony Hiszpanii (PKB w mld EUR, 2016 r.)Najbogatsze i najbiedniejsze regiony Hiszpanii (PKB w mld EUR, 2016 r.)
 
Katalończycy jednymi z najbogatszych obywateli Hiszpanii: (PKB na osobę w tys. EUR, 2011 r.)Katalończycy jednymi z najbogatszych obywateli Hiszpanii: (PKB na osobę w tys. EUR, 2011 r.)
 
 Kataloński bunt, a także szkocki separatyzm to powstanie bogatych przeciwko biednym, protest liberalnego społeczeństwa przeciwko pozostałościom redystrybucyjnego państwa opiekuńczego. Tłukąca w garnki klasa średnia w centralnych dzielnicach Barcelony, to zupełnie nie to samo, co ludność biednych, robotniczych osiedli, gdzie języka katalońskiego nie znają i nie wiążą żadnych perspektyw z niepodległością. Znamienne jest, że „strajk generalny” zadeklarowany przez partie nacjonalistyczne, zupełnie nie wpłynął na przemysł. Klasa robotnicza nie tylko nie poparła buntu drobnomieszczańskiej inteligencji, ale jest również w pełni świadoma, że ten bunt jest  skierowany nie przeciwko hiszpańskiej monarchii, jak wierzą niektórzy naiwni lewicowcy, a przeciwko zasadom solidarności społecznej, przeciwko resztkom państwa opiekuńczego.
 
Języki w Katalonii: w 2013 r. dominował już hiszpański (czerwone słupki)Języki w Katalonii: w 2013 r. dominował już hiszpański (czerwone słupki)Z mówiącymi po hiszpańsku robotnikami można się nie liczyć, to przecież „okupanci”! Jeśli szukać porównań, to obecne wydarzenia przypominają czasy rozpadu ZSRR, przy czym w Katalonii dominują te same straszne iluzje, które zostały wysiane przez nacjonalistów w czasach upadku Związku Radzieckiego. Jednak to, co się obecnie dzieje, ma głębszą podstawę leżącą w sferze ekonomii politycznej. To nie przypadek, że triumfowi neoliberalizmu towarzyszył wszędzie kryzys państw narodowych i federacji oraz pojawienie się i rozkwit wszelkich możliwych separatyzmów, w tym bardzo egzotycznych.
 
Grupy etniczne w HiszpaniiGrupy etniczne w HiszpaniiW tym sensie, nie ma różnicy pomiędzy kręgami rządzących Madrytu i Barcelony. Reprezentują one te same interesy klasowe, tylko każdy - na swoim poziomie. Rozpad federacji i kryzys instytucji państwowych wszędzie są ściśle związane z polityką zaciskania pasa, którą prowadzą i Madryt i Barcelona, to kontynuacja wspólnej logiki desolidaryzacji, prywatyzacji i fragmentacji, charakterystycznej dla neoliberalizmu. Dokładnie ta logika legła u podstaw rozpadu Związku Radzieckiego, Czechosłowacji i Jugosławii. Logika ta zakłada nie tylko odrzucenie zasad solidarności klasowej i odrzucenie wspólnych wartościach humanistycznych, ale także zastąpienie ich wartościami narodowo-etnicznymi. To właśnie nacjonalizm etniczny jest doskonałym „zamiennikiem” dla klasowej lub państwowej solidarności, ponieważ zachowuje u ludzi niezbędne poczucie „wspólnoty”, przy jednoczesnym zawężeniu jej do skali wyimaginowanej dużej rodziny.
 
Grupy etniczne i języki w HiszpaniiGrupy etniczne i języki w Hiszpanii
 
W przybliżeniu to samo obserwowano w Europie początku XX wieku, kiedy Róża Luksemburg ostrzegała innych lewicowców przed niebezpieczeństwami flirtowania z drobnomieszczańskim nacjonalizmem małych narodów. W większości nowych państw utworzonych w wyniku rozpadu europejskich imperiów, nieprzypadkowo powstały reakcyjne i półfaszystowskie reżimy (jedynym szczęśliwym wyjątkiem była Czechosłowacja, którą wkrótce radośnie porozrywali na części sąsiedzi - nie tylko Niemcy, ale też Polska i Węgry).
 
Wydawałoby się, że lekcje pierwszej połowy XX wieku powinny wystarczyć, aby wyciągnąć niezbędne wnioski. Ale, niestety, współczesna lewica europejska, która rozwija się w warunkach dezindustrializacji i spadku solidarności klasowej sama jest wytworem neoliberalizmu i całkowicie przeniknęła duchem drobnomieszczańskiego romantyzmu. I dlatego lewica nie waży się otwarcie powiedzieć, że nacjonalizm mniejszości jest nie mniej wrogi sprawie ludzi pracy niż jakikolwiek inny nacjonalizm.

Mamy jednak i dobrą wiadomość. Sukces Jeremy'ego Corbina i jego odnowionej Partii Pracy w Szkocji przywraca klasową agendę w regionie, niegdyś uważanym za filar ruchu robotniczego. Tam, gdzie pojawia się prawdziwa, znacząca lewicowa alternatywa, nacjonalistyczna demagogia szybko traci atrakcyjność wśród mas. Rozwój nacjonalizmu małomiasteczkowego (jak i innych rodzajów nacjonalizmu) jest wszędzie odwrotnie proporcjonalny do siły i wpływu lewicy. Tam, gdzie zwolennicy przeobrażeń społecznych zawodzą, ich miejsce zajmują kaznodzieje narodowej wyjątkowości. Odwrotnie, wzrost lewicowych sił nieuchronnie prowadzi do upadku organizacji nacjonalistycznych.
 
Nie znaczy to, że kwestia narodowa nie ma znaczenia, a interesy regionalne nie powinny być brane pod uwagę. Ale lewicowcy i nacjonaliści oferują sprzeczne, diametralnie przeciwstawne podejścia. Pierwsi stawiają na równoprawne zjednoczenie narodów, a drudzy na ich przeciwieństwo i podział. Pierwsi rozumieją, że to duża, zintegrowana gospodarka oparta na redystrybucji zasobów w interesie większości, tworzy najlepsze perspektywy dla udanego i demokratycznego rozwoju, drudzy żądają wolności wyłącznie dla „swoich”, przecząc nie tylko zasadzie równości, ale również obiektywnym celom postępu społeczno-gospodarczego.
 
Niestety, w Hiszpanii i Katalonii lewicowcy nie ośmielają się mówić o tym otwarcie, nawet jeśli są świadomi, śmiertelnego zagrożenia jakie stanowi dla nich wzrost nacjonalizmu. Poprawność polityczna blokuje świadomość i uniemożliwią merytoryczną dyskusję. Ale prędzej czy później będziemy musieli przyznać: jeśli chcemy postępowych zmian w Katalonii, należy walczyć nie o oderwanie jej od Hiszpanii, ale o zmiany w całym kraju.
 
Tłumaczenie tekstu ze strony: http://rabkor.ru/columns/editorial-columns/2017/10/06/bunt-bogatih/
 
[1] Władimir Antonow-Owsiejenko – w czasie wojny domowej w Hiszpanii był generalnym konsulem ZSRR w Barcelonie. W czasie wielkiej czystki odwołany do Moskwy i 13 października 1937 aresztowany przez NKWD pod zarzutem szpiegostwa i trockizmu, skazany na karę śmierci i stracony.
 
[2] Ogradzanie pól - sposób gromadzenia ziemi w rękach feudałów w Anglii, od XIII do XIX w. Początkowo feudałowie przejmowali nieużytki oraz zawłaszczali stanowiące wspólną własność pastwiska. Począwszy od XVI w. usuwali także chłopów, zajmując ich grunty orne. Proces ogradzania nasilił się w związku ze wzrostem zapotrzebowania na wełnę i zwiększeniem się pogłowia owiec. Zjawisko ogradzania postępowało w miarę rozwoju gospodarki rynkowej i zostało zalegalizowane przez parlament w XVIII w. W wyniku rugów duża liczba ludności opuszczała wieś tworząc klasę pracowników najemnych (plebsu), zatrudnionych w rozwijających się manufakturach.

Społeczność

Ochotnik