Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 18 gości.

Blaski i cienie „realnego socjalizmu”

prl.jpg

Mam trochę już lat i sam nie wiem czy żyłem w socjalizmie czy w komunie - lata 60-70? Dlaczego wtedy określało się ustrój jako socjalizm a teraz jako komunizm w dawnym PRL?
 
Pytanie przesłane do redakcji WR przez użytkownika „kezsybz”
 
Najprostsza odpowiedź na tak postawione pytanie brzmi - w żadnym z powyższych.
 
Oba pojęcia mają w miarę precyzyjną definicję marksistowską ale były używane zamiennie w przekazie propagandowym, zarówno przez samych komunistów, jak i środowiska antykomunistyczne. Generalnie socjalizm to etap przejściowy między kapitalizmem i komunizmem.  Problem postaramy się wyjaśnić na poziomie beletrystyczno-propagandowym, jak i nieco trudniejszym w odbiorze – stricte naukowym.
 
Marks wyróżniał niższe i wyższe stadium komunizmu, późniejsi marksiści nazwę komunizm zarezerwowali do wyższego stadium, stadium niższe określając jako socjalizm.
 
Już w latach 30-tych XX w.,  w części ruchu komunistycznego, pojawiła się krytyka systemu wprowadzonego w ZSRR, a później ustanowionego w państwach Europy Środkowo-Wschodniej. Lew Trocki, lider lewicowej opozycji w partii bolszewickiej, z czasem nazwał ZSRR zdegenerowanym państwem robotniczym i opisał przyczyny i mechanizmy tej deformacji w swojej najsłynniejszej pracy pt. „Zdradzona rewolucja” (1936 r.). Odpowiedzią na lewicową krytykę biurokratycznego systemu ukształtowanego w ZSRR pod wodzą Stalina stało się ukute nieco później w bloku wschodnim określenie „państwa realnego socjalizmu”. Przekaz był następujący – nawet jeśli nie tak miał wyglądać socjalizm projektowany przez Marksa i Lenina, to ten, który mamy jest jedynym REALNYM, i żaden inny model socjalizmu nie wchodzi w rachubę. Im bardziej praktyka socjalizmu zarządzanego przez - coraz bardziej bezideową - biurokrację rozmijała się z teorią i pryncypiami marksizmu, tym gorzej… dla teorii i jej zwolenników.
 
 
Część beletrystyczna i propagandowa
 
„Komunizm – to władza radziecka plus elektryfikacja całego kraju” – to zdanie Lenina stało się powszechnie cytowaną, uproszczoną definicją komunizmu (niższego stadium). Cytat pochodzi z przemówienia na VIII zjeździe rad (22 grudnia 1920 r.), na którym dyskutowano plan elektryfikacji kraju. Jeśli ową elektryfikację potraktować bardziej symbolicznie, jako niezbędny wstęp do rozwoju gospodarczego i cywilizacyjnego, to rzeczywiście otrzymujemy prostą i nienajgorszą definicję socjalizmu: władza rad, czyli demokratyczna kontrola proletariatu nad władzą plus planowany rozwój ekonomiczny i społeczny.
 
„Komunizm – to władza radziecka plus elektryfikacja całego kraju”„Komunizm – to władza radziecka plus elektryfikacja całego kraju”
 
Państwa „realnego socjalizmu” spełniły drugi z wymogów leninowskiej definicji -  przeprowadziły elektryfikację. Zlikwidowały natomiast (bądź nigdy nie ustanowiły) władzę rad, zastępując ją dyktaturą biurokracji partyjno-państwowej. Osiągnięcia gospodarcze i społeczne krajów bloku wschodniego, w tym PRL (owa symbolicznie pojęta elektryfikacja) -  były imponujące: likwidacja bezrobocia, analfabetyzmu, bezdomności i żebractwa, powszechny dostęp młodzieży chłopskiej i robotniczej do bezpłatnej edukacji w tym wyższej,  bezpłatny i powszechny system opieki zdrowotnej, powszechny - bo dotowany z funduszy spożycia zbiorowego -  dostęp do kultury i wypoczynku, czyli wszystko to czego nie było wcześniej w II RP i  co odebrała nam nowa „wolna Polska”. Czego zabrakło w PRL i innych krajach "demokracji ludowej"? Zabrakło przede wszystkim owej - ludowej demokracji. Ilekroć robotnicy, odwołując się do pryncypiów socjalizmu, protestowali domagając się realnego wpływu na decyzje podejmowane przez władze, biurokracja państwowa wyprowadzała przeciwko nim wojsko i milicję.
 
Z tego też powodu więzienia w ZSRR i innych krajach bloku wschodniego pełne były komunistów, którzy ośmielili się kwestionować biurokratyczny dogmat i aktualnie obowiązującą linię partii. Więziono i mordowano przede wszystkim zwolenników Trockiego. Nawet Andrzej Gwiazda, jeden z liderów pierwszej Solidarności, stwierdził w wywiadzie, że nigdy nie mógł pojąć dlaczego w PRL bezpieka polowała na trockistów z dużo większą zaciekłością niż na działaczy tzw opozycji demokratycznej, czy niepodległościowej. Represjonowano nie tylko trockistów. Wrogiem był każdy komunista kwestionujący politykę realizowaną przez aktualnie rządzącą ekipę. Za Bieruta więziono Władysława Gomułkę i jego zwolenników – za odchylenie prawicowo nacjonalistyczne, za Gomułki do więzienia trafił Ludwik Hass, polski trockista, który wrócił do kraju z ZSRR po odsiedzeniu 17 lat w łagrze. W 1981 r., po wprowadzeniu stanu wojennego, zdelegalizowano nie tylko NSZZ Solidarność ale również odtworzony po sierpniu 1980 r., Komunistyczny Związek Młodzieży Polskiej. W 1984 roku, do więzienia trafił Kazimierza Mijal, który rok wcześniej wrócił do Polski z Albanii i próbował założyć Komunistyczną Partię Polski odwołującą się do maoizmu. To był jednak czas, kiedy biurokraci przyjęli już linię „demokratyzacji i urynkowienia realnego socjalizmu”. Po kilku latach oficjalnie obrali kurs na kapitalizm, ale tylko taki, w którym to ONI będą kapitalistami. Mocarstwa zachodu nie miały nic przeciwko.
 
 
Z czasem elity władzy uświadomiły sobie, że nawet policyjne państwo „realnego socjalizmu” może nie być w stanie zabezpieczyć ich uprzywilejowanej pozycji. Poza tym apetyt rośnie w miarę jedzenia. Stąd koncepcja reform rynkowych w „realnym socjalizmie” otwierająca drogę do uwłaszczenia nomenklatury. Potem sprawy poszły już szybko. W ciągu kilku lat biurokraci uwłaszczyli się w całym bloku wschodnim - od albańskiej Tirany po mongolskie Ułan Bator, likwidując „totalitarny komunizm” i  zastępując go „wolnorynkową demokracją”. Rozkradziono – pardon, sprywatyzowano – majątek narodowy, wróciło bezrobocie, bezdomność, żebractwo, płatna opieka medyczna i niepewność jutra, a na dodatek skutecznie wmówiono społeczeństwom, że właśnie tego chciały. Wielkie demokracje zachodu, z USA na czele, biły brawo. Tak, o to im właśnie chodziło. To miał być koniec historii, koniec marzeń o sprawiedliwości społecznej.
 
 
 
Część naukowa
 
Komunizm to ustrój, w którym – wg opisu Marksa - „zniknie ujarzmiające człowieka podporządkowanie podziałowi pracy, a przez to samo zniknie też przeciwieństwo pomiędzy pracą fizyczną a umysłową; kiedy praca stanie się nie tylko źródłem utrzymania, ale najważniejszą potrzebą życiową; kiedy wraz ze wszechstronnym rozwojem jednostek wzrosną również ich siły wytwórcze, a wszystkie źródła zbiorowego bogactwa popłyną obficiej wówczas dopiero będzie można całkowicie wykroczyć poza ciasny horyzont prawa burżuazyjnego i społeczeństwo będzie mogło wypisać na swym sztandarze: Każdy według swych zdolności, każdemu według jego potrzeb!”. (http://www.1917.net.pl/node/18390)
 
 
W komunizmie następuje więc całkowite zniesienie klas i przekształcenie pracy z zewnętrznie narzucanego przymusu w wewnętrzną potrzebę – i tym samym zniesienie państwa rozumianego jako aparat przymusu istniejący ponad społeczeństwem, aparat stosujący przemoc w interesie klasy panującej. Coś takiego jak „państwo komunistyczne” nie istnieje, to oksymoron. Antykomuniści określają państwa, w których rządziły/rządzą partie komunistyczne, jako państwa komunistyczne, a ich ustrój jako komunizm – całkowicie błędnie.
 
 
Czym jest więc socjalizm? Socjalizm to sposób produkcji, w którym zniesiono już prywatną własność środków produkcji, ale zarazem jest to społeczeństwo, „które dopiero wyłania się ze społeczeństwa kapitalistycznego; które zatem pod każdym względem ekonomicznym, moralnym, umysłowym nosi jeszcze na sobie znamiona starego społeczeństwa, z którego łona wyszło”, dlatego nie można jeszcze rozdzielać produktów społecznej pracy w myśl zasady „od każdego wg możliwości, każdemu wg potrzeb”. Jest to społeczeństwo, które „zmuszone jest z początku usunąć tylko tę niesprawiedliwość”, że środki wytwórczości zagarnięte zostały przez poszczególne jednostki, a które nie ma możności usunąć od razu niesprawiedliwości dalszej, polegającej na podziale przedmiotów spożycia według pracy (a nie według potrzeb)”(Lenin - https://www.marxists.org/polski/lenin/1917/par/05.htm).
 
 
 
W socjalizmie konieczne jest istnienie państwa – z jednej strony aby obalić wyzyskiwaczy, z drugiej aby zagwarantować realizację podziału środków spożycia wg pracy. Państwa tzw. „demokracji ludowej” określały się jako socjalistyczne. Ich przywódcy argumentowali, że co prawda ich kraje jeszcze nie osiągnęły pełnego komunizmu, ale wywłaszczyły już burżuazję i znacjonalizowały gospodarkę, więc – rzekomo - zbudowały już socjalizm.
 
 
Jednak samo wywłaszczenie burżuazji nie ustanawia socjalizmu. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na podwójny charakter państwa robotniczego, które – że zacytujemy Trockiego - „nawet w Ameryce, na fundamencie najwyżej rozwiniętego kapitalizmu, nie mogłoby od razu dać każdemu tyle, ile ten potrzebuje i dlatego byłoby zmuszone nakłaniać każdego, by produkował jak najwięcej. W takich warunkach funkcja poganiacza z natury rzeczy spada na państwo, które ze swej strony musi uciekać się do wykształconych przez kapitalizm metod wynagradzania za pracę, nieco tylko korygując je i łagodząc”(https://www.marxists.org/polski/trocki/1936/zdr-rew/HYPERLINK "https://www.marxists.org/polski/trocki/1936/zdr-rew/03.htm#0303"indexHYPERLINK "https://www.marxists.org/polski/trocki/1936/zdr-rew/03.htm#0303".htm).
 
 
Trocki kontynuuje, „państwo ma od samego początku dwoisty charakter; socjalistyczny o ile ochrania ono społeczną własność środków produkcji, burżuazyjny o ile dystrybucja dóbr materialnych dokonuje się przy pomocy kapitalistycznego miernika wartości ze wszystkimi wynikającymi stąd następstwami.  (…) O ostatecznym obliczu państwa robotniczego musi zadecydować zmieniający się stosunek wzajemny między jego tendencjami i burżuazyjnymi i socjalistycznymi. Zwycięstwo tych ostatnich powinno więc tym samym oznaczać ostateczną likwidację żandarma, czyli rozpłynięcie się państwa w samorządnym społeczeństwie.
 
 
Trocki zatem unaocznia jak wraz ze wzrostem sił wytwórczych, wzrostem wydajności pracy, skracaniem dnia roboczego, praca traci swój charakter przymusowy i coraz bardziej ujawnia się naturalny ludzki pęd do tworzenia. W warunkach społecznej obfitości możliwe staje się przejście do zasady „od każdego wg możliwości, każdemu wg potrzeb” i tym samym znika konieczność istnienia państwa-poganiacza.
 
 
Pierwsza zwycięska rewolucja proletariacka wybuchła w państwie gospodarczo zacofanym, o słabo rozwiniętych siłach wytwórczych i w którym proletariat stanowił mniejszość w morzu drobnotowarowej produkcji chłopskiej. Dodatkowo kraj wyniszczony był długoletnią wojną. „Zasoby kraju były tak skąpe - tłumaczył Trocki - „że nie stwarzały możliwości dla wyodrębnienia z masy ludności jakichkolwiek bądź liczebniejszych warstw uprzywilejowanych. Zarazem równe" wynagrodzenie za pracę, zabijając osobiste zainteresowanie, przeobraziło się w hamulec rozwoju sił wytwórczych.” W tej sytuacji zastosowanie zasady podziału środków spożycia wg ilości i jakości pracy – konieczne i nieuniknione – oznacza obronę interesów mniejszości, oznacza biurokratyzację państwa robotniczego.
 
Jednak wraz z wzrostem sił wytwórczych maleje potrzeba uciekania się do metod biurokratycznych, jednak w ZSRR, gdzie klasa robotnicza była nieliczna i osłabiona długoletnią wojną, biurokracja usamodzielniła się, stłumiła demokrację radziecką i zmonopolizowała władzę dłużej niż to było konieczne ze względów ekonomicznych. Związek Radziecki pozostał państwem robotniczym (zachowano zdobycze rewolucji – znacjonalizowaną gospodarkę), które uległo biurokratycznej degeneracji – zdegenerowanym państwem robotniczym.
 
 
Określenie to „oznacza odrzucenie tak określonych kategorii społecznych, jak kapitalizm (w tym również kapitalizm państwowy") i socjalizm. (…) ZSRR jest społeczeństwem wewnętrznie sprzecznym, pośrednim pomiędzy kapitalizmem a socjalizmem” (Trocki).
 
 
Lew Trocki w „Zdradzonej rewolucji” podaje jasne i klarowne kryterium, czego potrzeba aby ustrój mógł zostać uznany za socjalizm – musi stać na wyższym poziomie rozwoju niż najwyżej rozwinięte kraje kapitalistyczne i nie może grozić mu powrót do kapitalizmu wskutek wewnętrznych sprzeczności, tak jak systemom kapitalistycznym nie zagraża przywrócenie feudalizmu.
 
Nie są to bynajmniej założenia w jakoś  szczególnie „wydumany” sposób odnoszące się do specyfiki socjalizmu, lecz ogólne warunki przejścia pomiędzy dwoma klasowymi formacjami społeczno-gospodarczymi. Powód dla którego marksiści  wydzielają stadia rozwoju społecznego (wspólnota pierwotna, niewolnictwo, feudalizm, kapitalizm, socjalizm, komunizm) jest taki, że są to względnie stabilne formacje istnienia, które dopiero po upływie długiego czasu przekształcają się w formację następną.   

Dlatego dla zbudowania socjalizmu (tak jak było konieczne dla zbudowania kapitalizmu) konieczne jest:
  1. przejście do nowego typu organizacji produkcji
  2. zdławienie dawnych klas panujących
   3. osiągnięcie przez państwo/grupę państw gdzie zbudowano nowy ustrój przodującej pozycji w świecie 
4. niezależność ekonomiczna i polityczna od państw, w których poprzedni ustrój nie został obalony

Lew Trocki tak opisał to zagadnienie: (https://www.marxists.org/polski/trocki/1936/zdr-rew/03.htm#0301):
 
Marks przez niższe stadium komunizmu rozumiał takie społeczeństwo, które pod względem swego rozwoju ekonomicznego już od samego początku znajduje się wyżej od najbardziej rozwiniętego kapitalizmu. Teoretycznie takie ujęcie kwestii jest bez zarzutu, bowiem komunizm traktowany w aspekcie globalnym, nawet w pierwszym wyjściowym swym stadium, oznacza wyższy stopień rozwoju w porównaniu ze społeczeństwem burżuazyjnym. Ponadto Marks oczekiwał, że rewolucję socjalistyczną rozpoczną Francuzi, kontynuować ją będą Niemcy, a zakończą Anglicy; jeśli chodzi o Rosjan, to pozostawali oni na dalekich tyłach. Tymczasem w praktyce porządek został odwrócony. Kto obecnie usiłuje uniwersalną koncepcję historyczną Marksa zastosować do szczególnego przypadku ZSRR na dawnym etapie jego rozwoju, ten od razu wikła się w sprzeczności nie do rozwiązania.
 
Rosja była nie najsilniejszym, lecz najsłabszym ogniwem w łańcuchu kapitalizmu. Obecnie ZSRR [Trocki pisał te słowa w 1936 – przyp. Red. WR] nie wywyższa się ponad światowy poziom gospodarki, lecz dopiero dogania kraje kapitalistyczne. Jeśli to społeczeństwo, które miało powstać w oparciu o uspołecznienie sił wytwórczych najbardziej rozwiniętego w swej epoce kapitalizmu Marks nazywał niższym stadium komunizmu, to określenie takie wyraźnie nie pasuje do Związku Radzieckiego, który wciąż jeszcze jest znacznie uboższy w technikę, dobra materialne i kulturę niż kraje kapitalistyczne. Należałoby więc obecny reżym radziecki ze wszystkimi jego sprzecznościami nazwać nie socjalistycznym, a przygotowawczym lub przejściowym od kapitalizmu do socjalizmu.
To określenie można rozszerzyć na inne kraje Bloku Wschodniego i jego dzisiejsze pozostałości w postaci Kuby i Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej.
 
Po II wojnie światowej w Europie Środkowo-Wschodniej, jak i też w kilku krajach azjatyckich i na Kubie, biurokracja radziecka wywłaszczyła klasy wyzyskujące i upaństwowiła środki produkcji, powodując wyodrębnienie się w poszczególnych krajach rodzimych warstw biurokracji partyjno-państwowej. Państwa te – wśród nich PRL – były zdeformowanymi państwami robotniczymi. Różnica między zdeformowanym a zdegenerowanym państwem robotniczym polega na tym, że w tym ostatnim miała miejsce rewolucja proletariacka i istniała demokracja robotnicza, która została stłumiona przez biurokrację.
 

 
Zdegenerowane i zdeformowane państwa robotnicze to reżimy przejściowe, ani kapitalistyczne, ani socjalistyczne. Trocki nawoływał do rewolucyjnego obalenia biurokracji w celu ustanowienia faktycznej demokracji radzieckiej i faktycznego socjalizmu. Ostrzegał również: „Załóżmy (...) że ani partia rewolucyjna, ani kontrrewolucyjna nie zdobywają władzy. Biurokracja po staremu pozostaje na czele państwa. Stosunki społeczne również i w tych warunkach nie utrwalają się. Nie można wcale liczyć na to, że biurokracja potulnie i dobrowolnie wyrzeknie się siebie samej na rzecz socjalistycznej równości. Jeżeli obecnie, mimo zbyt oczywistej niedogodności operacji tego rodzaju, uznała ona za możliwe wprowadzić rangi i ordery, to w dalszym stadium będzie musiała nieuchronnie szukać sobie oparcia w stosunkach własności. Można wyrazić zastrzeżenie, że wielkiemu biurokracie obojętne jest, jakie formy własności dominują, byle by on miał zapewnione należne dochody. Rozumowanie to ignoruje nie tylko niepewność wszelkich uprawnień, jakie mają biurokraci, ale i kwestię losów potomstwa. Świeżej daty kult rodziny nie spadł z nieba. Przywileje mają tylko połowę wartości, jeżeli nie można pozostawić ich w spadku dzieciom. Prawo dziedziczenia jest jednak nieodłączone od prawa własności. Nie wystarczy być dyrektorem trustu, trzeba być jego udziałowcem. Zwycięstwo biurokracji w tej decydującej dziedzinie oznaczałoby przekształcenie się jej w nową warstwę posiadaczy. Odwrotnie zwycięstwo proletariatu nad biurokracją zapewniłoby odrodzenie się rewolucji socjalistycznej. Trzeci wariant zawraca nas więc do dwóch poprzednich, od których gwoli prostoty i jasności zaczęliśmy nasz wywód.
 
 
Niestety spełnił się czarny scenariusz Trockiego i „socjalistyczni” biurokraci uwłaszczyli się, przekształcając się w nową klasę kapitalistyczną.
 
Mamy nadzieję, że zadowalająco odpowiedzieliśmy na pytanie.
 
z bolszewickim pozdrowieniem

redakcja WR

Społeczność

Obama rev