Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 20 gości.

Klara Zetkin: Walka przeciwko faszyzmowi

Hakenkreuz_im_Verbotsschild.png

Proletariat staje dziś w obliczu wroga szczególnie niebezpiecznego i szczególnie groźnego – faszyzmu. Faszyzm – to najsilniejszy, najbardziej skoncentrowany, klasyczny wyraz generalnej ofensywy burżuazji światowej w chwili obecnej. Złamać go – to elementarna konieczność. Jest to konieczność nie tylko z punktu widzenia historycznego zadania proletariatu jako klasy, która przez obalenie kapitalizmu musi wyzwolić całą ludzkość. Jest to konieczność z punktu widzenia każdego prostego proletariusza, jest to sprawa chleba, warunków pracy i warunków życia wielu milionów ludzi wyzyskiwanych. Dlatego walka z faszyzmem musi stać się sprawą całego proletariatu.
 
Jest oczywiste, że przezwyciężymy tego podstępnego wroga tym łatwiej, im wyraźniej i jaśniej poznamy jego istotę i wynikające stąd wnioski. Dotąd w sprawie faszyzmu panuje wiele niejasności – nie tylko w szerokich masach proletariuszy lecz również wśród ich rewolucyjnej awangardy, wśród komunistów. Głoszono pogląd – poprzednio nawet pogląd ten przeważał – że faszyzm to jedynie opierający się na przemocy terror burżuazji, stawiano go, z historycznego punktu widzenia, na równi z białym terrorem Horthyego na Węgrzech. Ale chociaż zarówno faszyzm, jak reżim Horthyego, posługują się tymi samymi terrorystycznymi metodami, chociaż jeden i drugi ostrzem swym skierowany jest jednakowo przeciwko proletariatowi – historyczna treść obu tych zjawisk jest zasadniczo różna. Terror na Węgrzech rozszalał się po – co prawda krótkotrwałym – rewolucyjnym zwycięstwie proletariatu; przez pewien czas burżuazja drżała przed potęgą proletariatu. Terror Horthyego był aktem zemsty za rewolucję. Wykonawcą tego aktu zemsty jest nieliczna warstwa feudalnych oficerów.
 
 
Przy faszyzmie sprawa przedstawia się inaczej. Nie jest on bynajmniej zemstą burżuazji za to, że proletariat powstał do walki przeciwko niej. Traktując sprawę historycznie, w sposób obiektywny, można powiedzieć, że faszyzm jest raczej karą za to, że proletariat nie poprowadził dalej i nie doprowadził w swoim kraju do zwycięstwa rewolucji, zapoczątkowanej w Rosji. A nosicielem faszyzmu nie jest nieliczna kasta, lecz szerokie warstwy społeczeństwa, wielkie masy, obejmujące również część samego proletariatu. Z tych różnic musimy sobie zdać sprawę, jeżeli chcemy uporać się z faszyzmem. Nie przezwyciężymy go tylko siłą zbrojną – musimy zwyciężyć go również w walce politycznej i ideologicznej.
 
 
Chociaż pogląd, że faszyzm to tylko terror burżuazji, reprezentowany jest również przez radykalne odłamy naszego ruchu, to jednak odpowiada on częściowo mniemaniom reformistycznych socjaldemokratów. Dla nich faszyzm to również tylko terror, przemoc, a mianowicie burżuazyjne odzwierciedlenie przemocy, którą proletariat zastosował wobec społeczeństwa burżuazyjnego lub którą grozi temu społeczeństwu. Dla panów reformistów rewolucja rosyjska gra tę sama rolę co dla ludzi wierzących w Pismo Święte – zjedzenie jabłka przez Adama i Ewę w raju. Ich zdaniem rewolucja rosyjska jest punktem wyjścia wszystkich przejawów terroru w naszej dobie. Tak jakby nie było imperialistycznej grabieżczej wojny i jakby nie istniała klasowa dyktatura burżuazji! Faszyzm jest więc dla reformistów następstwem rewolucyjnego pierworodnego grzechu proletariatu Rosji. Działacz tej miary, co Otto Bauer, wysunął w Hamburgu tezę, że komuniści rosyjscy i ich towarzysze ideowi ponoszą szczególną odpowiedzialność za obecny reakcyjny kurs burżuazji światowej i za faszyzm na całym świecie. To oni przecież parli do rozłamu w partiach socjalistycznych i w związkach zawodowych. Otto Bauer, wygłaszając to śmiałe twierdzenie, zapomniał, że wysoce potulni „niezależni socjaliści” dokonali rozłamu i oddzielili się od partii socjaldemokratycznej jeszcze nim wybuchła rewolucja rosyjska, która dala tak niemoralny przykład robotnikom całego świata. Oświadczył on dalej, że rozwój światowej reakcji, której szczytową formą jest faszyzm, wynikł również stąd, że rewolucja rosyjska zniszczyła mienszewicki raj w Gruzji i Armenii. Wreszcie jao trzecią przyczynę rodzenia się reakcji na całym świecie wymienił on „terror bolszewicki” w ogóle.
 
 
Musiał jednak stwierdzić również w swym przemówieniu:
 
„My w Europie Środkowej musimy zorganizowanej przemocy faszyzmu przeciwstawić organizacje obronne proletariatu. Nie wolno nam bowiem się łudzić: samymi wezwaniami do przestrzegania demokracji nie da się przeciwdziałać bezpośredniej przemocy.”
 
 
Należy sądzić, że z tego stwierdzenia musi się wyciągnąć wniosek: „na przemoc odpowiadamy przemocą”. Logika reformizmu chodzi jednak własnymi drogami, równie niezbadanymi jak drogi boskiej opatrzności. Otto Bauer kontynuuje swój wywód, jak następuje:
 
„Nie mówię tu o środkach, które nie zawsze prowadzą do sukcesu – o zbrojnych powstaniach, nawet nie o strajku generalnym. Konieczne jest jednak skoordynowanie działalności parlamentarnej z akcją mas poza parlamentem.”
 
 
Pan Otto Bauer nie ujawnia nam przy tym, zachowuje jako słodki sekret swej dziewiczej piersi politycznej – o jakiego rodzaju mianowicie akcje polityczne w parlamencie, a tym bardziej poza parlamentem, mu chodzi. Akcje bywają różne. Znamy takie działania parlamentarne i akcje masowe, które z naszego stanowiska – darujcie mi, towarzysze, to określenie – są zwykłym gównem. Ale zarówno działania w parlamencie, jak i akcje pozaparlamentarne mogą również nosić charakter rewolucyjny. Otto Bauer milczy o charakterze akcji prowadzonych przez reformistów. Dlatego dochodzi do bardzo osobliwych wniosków w swych wywodach na temat walki ze światową reakcją. Okazuje się, że chodzi mu o międzynarodowe biuro informacyjne, które by dokładnie podawało dane o rozwoju reakcji na świecie.
 
 
Bauer oświadczył:
 
„Utworzenie tej Międzynarodówki spotyka się często ze sceptycyzmem. Jeżeli nie potrafimy stworzyć biura informacyjnego, dostarczającego nam niezbędnego materiału na temat działań reakcji – sceptycyzm ten okaże się usprawiedliwiony.”
 
 
Co tkwi za całym tym rozumowaniem? Reformistyczna wiara w siłę, w niezachwianą moc ustroju kapitalistycznego i klasowego panowania burżuazji oraz nieufność, brak wiary w proletariat jako świadomy, niezwyciężony czynnik rewolucji światowej. Reformiści widzą w faszyzmie wyraz niezachwianej mocy, przemożnej potęgi i siły klasowego panowania burżuazji; proletariat, ich zdaniem, nie zdoła złamać tego panowania, podejmowanie walki przeciwko temu panowaniu jest nie tylko zuchwałe, lecz i daremne. Pozostaje tylko jedno: cicho i pokornie odejść na bok, nie drażnić w żadnym wypadku tygrysa czy lwa klasowego panowania burżuazji przez podejmowanie walki o wyzwolenie proletariatu, o jego dyktaturę, słowem – zrezygnować z dnia dzisiejszego i z przyszłości, cierpliwie odczekać czy można będzie posunąć się odrobinę naprzód na drodze demokracji i reform.
 
 
Jestem przeciwnego zdania – i wszyscy komuniści chyba wraz ze mną. Jestem mianowicie zdania, że faszyzm, choć mocny w gębie i w gestykulacji, jest wynikiem destabilizacji i rozpadu kapitalistycznej gospodarki, jest wynikiem rozpadu burżuazyjnego państwa. Będziemy jednak mogli skutecznie zwalczać faszyzm jedynie wtedy, kiedy zrozumiemy, skąd bierze się jego atrakcyjność dla szerokich mas społeczeństwa, które straciły dawną pewność egzystencji, a wraz z tym często zatraciły dawną wiarę w porządki dnia dzisiejszego. W samej rzeczy – jednym ze źródeł faszyzmu jest rozkład kapitalistycznej gospodarki i państwa burżuazyjnego. Już w okresie przedwojennym można było znaleźć symptomy proletaryzacji pewnych warstw mieszczańskich. Wojna zrujnowała do głębi gospodarkę kapitalistyczną. Świadczy o tym nie tylko niesłychana pauperyzacja proletariatu, lecz również proletaryzacja najszerszych mas drobnomieszczaństwa i średniej burżuazji, tragiczne położenie drobnych chłopów i szara nędza „inteligencji”. Położenie intelektualistów jest tym gorsze, im bardziej kapitalizm w okresie przedwojennym starał się doprowadzić do ich nadprodukcji. Kapitaliści chcieli również w dziedzinie pracy umysłowej mieć masową podaż siły roboczej, aby móc ją wykorzystać dla rozpętania wśród tych warstw brudnej konkurencji, dla obniżania zarobków – przepraszam, pensji. Właśnie z tych kół imperializm i wojna imperialistyczna rekrutowały wielu swych ideologicznych rzeczników. Obecnie wszystkie te warstwy przeżywają bankructwo nadziei, jakie wiązały z wojną. Ich położenie pogorszyło się nadzwyczajnie. Bardziej niż wszystko inne ciąży im brak pewności egzystencji – pewności, jaką jeszcze posiadały przed wojną.
 
 
Dochodzę do tego wniosku nie tylko na podstawie analizy warunków w Niemczech, gdzie mieszczańscy intelektualiści znajdują się w sytuacji jeszcze gorszej aniżeli nędza robotników. Nie – spójrzcie na Włochy – będę jeszcze o tym mówić, że rozkład gospodarki był również tam jedną z przyczyn, dla których znaczne warstwy społeczeństwa związały się z faszyzmem. Zajmijmy się krajem, który w porównaniu z innymi państwami europejskimi wyszedł z wojny bez tak wielkich wstrząsów – Anglią. W prasie i w życiu publicznym Anglii mówi się teraz równie wiele o nędzy licznych „nowych biedaków”, co o szalonym luksusie i zyskach „nowych bogaczy”. W Ameryce ruch farmerski świadczy o coraz trudniejszym położeniu poważnej warstwy społeczeństwa. We wszystkich krajach znacznie pogorszyło się położenie klas średnich. Pogorszenie to w wielu państwach prowadzi do zmiażdżenia, do zniszczenia tych warstw. W rezultacie mamy do czynienia z wieloma tysiącami ludzi, którzy szukają nowych możliwości egzystencji, zapewnionego chleba, jakiejś zapewnionej pozycji w społeczeństwie. Ich liczba rośnie – obejmuje również niższych i średnich urzędników państwowych i instytucji publicznych. Do nich doszlusowują – również w krajach zwycięskich – oficerowie, podoficerowie i inni, którzy stracili zawód i chleb Te warstwy społeczeństwa dostarczają także faszyzmowi pokaźny kontyngent rekrutów, co sprawia, że faszyzm w wielu krajach posiada wyraźnie monarchistyczne oblicze. Ale nie zrozumielibyśmy w pełni istoty faszyzmu, gdybyśmy rozpatrywali jego rozwój jako następstwo wyłącznie tej jednej przyczyny, znacznie wzmocniona przez trudną sytuację finansową państwa i jego zmniejszający się autorytet.
 
 
Klara Zetkin na wiecuKlara Zetkin na wiecuFaszyzm ma jeszcze jedno źródło. Są nim zahamowania, powolny rozwój rewolucji światowej – wskutek zdrady reformistycznych przywódców ruchu robotniczego. Znaczna część proletaryzowanych lub zagrożonych przez proletaryzację warstw drobnomieszczaństwa i średniej burżuazji, która poprzednio uległa psychozie wojennej, przeszła do pewnej sympatii dla reformistycznego socjalizmu. Żywiły one nadzieje, że reformistyczny socjalizm dzięki „demokracji” przyniesie zasadniczy, historyczny zwrot. Te oczekiwania doprowadziły do gorzkiego rozczarowania. Reformiści prowadzą łagodną politykę koalicyjną, której koszta wraz z robotnikami i pracownikami umysłowymi ponoszą urzędnicy, intelektualiści, drobnomieszczaństwo i średnia burżuazja wszelkiego rodzaju. Warstwom tym na ogół brak jakiegokolwiek wykształcenia teoretycznego, historycznego czy politycznego. Ich sympatia dla socjalizmu reformistycznego nigdy nie miała głębokich korzeni. Stąd bierze się to, że tracą one wiarę nie tylko w reformistycznych przywódców, lecz również w sam socjalizm. „Socjaliści obiecywali nam ulgę w naszych cierpieniach i ciężarach, wszelakie cudeńka, nowe ukształtowanie społeczeństwa zgodne z zasadami sprawiedliwości i demokracji – oświadczają one – ale najbogatsi i najwięksi wyzyskiwacze panują nadal nad gospodarką, i panują w sposób bardziej brutalny niż kiedykolwiek.” Do tych rozczarowanych mieszczan przyłączają się również elementy proletariackie. Wszyscy ci rozczarowani – bez względu na to, czy są pochodzenia mieszczańskiego, czy proletariackiego – tracą cenną siłę ducha, która w warunkach ponurej teraźniejszości pozwala z nadzieją spoglądać w jasną przyszłość. Ta siła ma swoje źródło w zaufaniu do proletariatu jako klasy dokonującej zasadniczej przemiany społeczeństwa. Na stanowisko tych rozczarowanych elementów zdrada tego zaufania przez przywódców reformistycznych wpływa może mniej aniżeli fakt, że masy proletariackie tolerują tę zdradę, że dalej znoszą bez oporu, bez walki jarzmo kapitalistyczne, że godzą się z cierpieniami większymi niż kiedykolwiek.
 
 
Muszę zresztą dodać – aby być sprawiedliwą – że partie komunistyczne, z wyjątkiem Komunistycznej Partii Rosji, same nie są bez winy, jeśli także w szeregach proletariatu znajdują się ludzie rozczarowani, którzy rzucają się w objęcia faszyzmu. Ich akcje były nie zawsze dostatecznie potężne, ich działalność nie była wystarczająca, nie sięgała dostatecznie głęboko w masy. Pomijam już błędy taktyczne, które prowadziły do klęsk. Nie ulega wątpliwości, że właśnie niektórzy spośród najbardziej aktywnych, energicznych, rewolucyjnie nastrojonych proletariuszy nie znaleźli drogi do nas, gdyż, ich zdaniem, nie działaliśmy dość agresywnie, gdyż nie potrafiliśmy uświadomić im dostatecznie jasno, dlaczego w pewnych wypadkach musieliśmy słusznie zachować bynajmniej nie dobrowolną rezerwę.
 
 
Tysiączne masy garnęły się do faszyzmu. Stał się on przytułkiem dla ludzi politycznie bezdomnych, dla ludzi wyrwanych ze swego społecznego środowiska, dla ludzi, którzy nie wiedzieli, jak egzystować, dla rozczarowanych. Nadzieje, których nie wiązali już z rewolucyjną klasą proletariatu, z socjalizmem, związali z akcją najzdolniejszych, najmocniejszych, najbardziej zdecydowanych, najśmielszych elementów wszystkich klas. Również te elementy musiały zostać zespolone w jakiejś wspólnocie. Tą wspólnotą dla faszystów jest naród. Wydaje się im, że stanowcza wola stworzenia nowego, lepszego społeczeństwa jest dostatecznie potężna, by przezwyciężyć wszelkie przeciwieństwa klasowe. Środkiem urzeczywistnienia ideału faszystowskiego jest dla zwolenników faszyzmu państwo mocne, autorytarne, państwo, które byłoby równocześnie ich najbardziej własnym dziełem i chętnym narzędziem. Będzie ono stało wysoko ponad wszelkimi różnicami partyjnymi i przeciwieństwami klasowymi, ukształtuje rzeczywistość społeczną zgodnie z ich ideologią, zgodnie z ich programem.
 
 
Jest oczywiste, że przy takim składzie socjalnym swoich szeregów faszyzm obejmuje również elementy, które mogą stać się niezwykle niewygodne, ba, nawet niebezpieczne dla społeczeństwa burżuazyjnego. Pójdę dalej: twierdzę, że muszą one stać się niebezpieczne dla społeczeństwa burżuazyjnego, skoro tylko zrozumieją swe jak najbardziej własne interesy. W samej rzeczy, gdyby tego dokonały, musiałyby pomóc w jak najszybszym zdruzgotaniu społeczeństwa burżuazyjnego i urzeczywistnienia komunizmu. Ale fakty wykazały dotąd, że elementy rewolucyjne w faszyzmie zostały zwyciężone i spętane przez elementy reakcyjne. Powtarza się zjawisko, znane nam z innych rewolucji: drobnomieszczańskie i średnie warstwy społeczeństwa z początku wahają się niezdecydowane między dwoma walczącymi ze sobą wielkimi historycznymi obozami proletariatu i burżuazji. Kłopoty ich codziennego życia, czasem nawet ich tęsknoty do lepszego społeczeństwa, najwyższe ideały ich duszy każą im sympatyzować z proletariatem – jak długo ten nie tylko działa w sposób rewolucyjny, lecz również wydaje się mieć szanse zwycięstwa. Nawet przywódcy faszystowscy, pod naciskiem ma i ich potrzeb, muszą w takiej sytuacji przynajmniej kokietować rewolucyjny proletariat – chociaż może w duszy nie żywią dla niego najmniejszej sympatii. Ale soro się okazało, że proletariat sam rezygnuje z doprowadzenia swej rewolucji do końca, że lękając się rewolucji, posłuszny kapitalistom, pod wpływem reformistycznych przywódców sam wycofuje się z pola wali – wówczas szerokie masy faszystów zwróciły się tam, gdzie, świadomie lub nieświadomie, od początku stała większość ich przywódców – w stronę burżuazji.
 
 
Burżuazja z natury rzeczy wita z radością nowego sojusznika. Widzi w nim doniosły czynnik siły, widzi oddział ludzi gotowych do stosowania przemocy, gotowych na wszystko w służbie kapitału. Burżuazja, przywykła do rządzenia, jest niestety o wiele mądrzejsza i bardziej doświadczona w ocenianiu swej sytuacji i w obronie swych interesów niż proletariat, który przywykł do jej jarzma. Od razu bardzo jasno oceniła sytuację i zrozumiała, jaką korzyść może jej przynieść faszyzm. Czego chce burżuazja? Dąży ona do odbudowania gospodarki kapitalistycznej, to znaczy do utrzymania swego panowania klasowego. W danych warunkach realizacja tego jej celu zakłada poważne zwiększenie i zaostrzenie wyzysku i ucisku proletariatu. Burżuazja wie dobrze, że sama nie rozporządza dostatecznymi środkami przemocy, by narzucić wyzyskiwanym takie pogorszenie ich losu. Pod ciosami wzmagającej się nędzy nawet najbardziej gruboskórni proletariusze zaczynają buntować się przeciwko kapitalizmowi. Burżuazja zaczyna zdawać sobie sprawę, że w takich warunkach także łagodne, nawołujące do porozumienia między klasami kazania reformistycznego socjalizmu nie potrafią trwale uśpić aktywności proletariatu. Liczy się ona z tym, że tylko metodami przemocy może nadal ujarzmiać i wyzyskiwać proletariat. Ale środki przemocy państwa burżuazyjnego zaczynają częściowo zawodzić. Państwo to traci coraz bardziej możliwości finansowe i autorytet moralny, niezbędne, by utrzymywać w ślepej wierności i posłuszeństwie zastępy jego zawodowych sług. Burżuazja nie może już spodziewać się, że same tylko legalne środki przemocy jej państwa zapewnią bezpieczeństwo jej panowaniu klasowemu. Potrzebuje ona ponadto organizacji przemocy działającej poza prawem, niezależnie od państwa. Taka organizację oferują jej różnolite w swym składzie bandy faszystów. Dlatego burżuazja nie tylko przyjmuje z pocałowanie ręki usługi faszyzmu i zapewnia mu jak największa swobodę ruchu przy naruszaniu wszystkich jej pisanych i nie pisanych praw; idzie ona dalej: karmi i utrzymuje go, popiera jego rozwój wszystkimi będącymi do jej dyspozycji środkami, udziela mu subwencji finansowych, wykorzystując dla pomagania mu swe możliwości władzy politycznej.
 
 
Jest oczywiste, że faszyzm w poszczególnych krajach w zależności od istniejących tam konkretnych warunków posiada różnorakie oblicze. Dwie podstawowe cechy są jednak wspólne faszyzmowi wszędzie, we wszystkich krajach, gdzie występuje: pozornie rewolucyjny program, który niezwykle zręcznie nawiązuje do nastrojów, interesów i żądań najszerszych mas społeczeństwa, oraz stosowanie jak najbardziej brutalnego terroru, jak najdalej idącej przemocy.
 
 
Klasycznym przykładem rozwoju istoty faszyzmu pozostały dotąd Włochy. We Włoszech pożywka dla faszyzmu stał się rozkład i słabość gospodarki. To wydaje się wątpliwe, gdyż Włochy przecież należały do państw zwycięskich. Ale mimo to wojna zadała również gospodarce Włoch bardzo ciężki cios. Burżuazja włoska wróciła z wojny zwycięska, a mimo to - pobita. Zadecydowała o tym struktura gospodarcza i historyczny rozwój kraju. Tylko we Włoszech północnych wyrósł nowoczesny kapitalizm przemysłowy. We Włoszech środkowych, tym bardziej zaś na południu Włoch panował jeszcze kapitał agrarny, częściowo nawet w formach feudalnych, oraz sprzymierzony z nim kapitał finansowy, daleki jeszcze od stopnia rozwoju i od znaczenia, jakie osiągnął w czołowych krajach Europy. Ani jeden, ani drugi nie był nastawiony imperialistycznie; odnosiły się one niechętnie do wojny i nic albo bardzo mało zarobiły na światowej rzezi. Niekapitalistyczne warstwy chłopskie straszliwie ucierpiały wskutek wojny, a wraz z nimi drobnomieszczaństwo miejskie i proletariat. Kapitaliści – właściciele północnowłoskiego przemysłu ciężkiego, rozwiniętego przy pomocy sztucznych środków – zagarnęli, co prawda fantastyczne zyski. Ponieważ jednak ten przemysł nie miał rodzimego gruntu – Włochy nie posiadają węgla, ani rud żelaza – rozwój jego rychło uległ zahamowaniu. Na gospodarkę i finanse Włoch zwaliły się wszystkie spowodowane przez wojnę klęski. Zrodził się straszliwy kryzys. Zastój objął przemysł, rzemiosło i handel; bankructwa następowały po sobie jedno za drugim, załamały się Banca di Sconto i Zakłady Ansaldo – twory imperializmu i wojny. Wojna pozostawiła po sobie setki tysięcy ludzi poszukujących pracy i chleba, setki tysięcy kalek, wdów i sierot wojennych, domagających się zaopatrzenia. Kryzys powiększył armię powracających z frontu żołnierzy, domagających się pracy i posad, o dalsze masy wyrzucanych z pracy robotników, robotnic i pracowników umysłowych. Olbrzymia fala nędzy zalewała Włochy. Osiągnęła ona swój punkt kulminacyjny w okresie od lata 1920 roku do wiosny 1921 roku. Północnowłoska burżuazja przemysłowa – poprzednio najbardziej pozbawiony skrupułów podżegacz wojenny – nie potrafiła odbudować zrujnowanej gospodarki. Nie rozporządzała władzą polityczną, która pozwalałaby zmobilizować państwo do jej celów. Władza z jej rąk powróciła znowu do kapitalistów agrarnych i przemysłowych, których przywódcą był Giolitti. Ale nawet gdyby układ sił w rządzie był inny – rozpadające się państwo nie miałoby ani środków, ani możliwości, by zażegnać kryzys i nędzę.
 
 
Dzięki tej sytuacji, w miarę jak kryzys się pogłębiał, faszyzm mógł rozwijać się bujnie. W osobie Mussoliniego znalazł on wręcz predestynowanego wodza. Mussolini stał się jesienią 1914 roku zdrajcą pacyfistycznego reformizmu i jak najbardziej fanatycznym podżegaczem wojennym głoszącym hasło „Wojna lub Republika”. W dzienniki „Poppolo d’Italia” – założonym za pieniądze koalicji mocarstw zachodnich – obiecywał ludziom pracy, że wojna przyniesie im raj na ziemi. Wraz z burżuazją przemysłową przeszedł przez morze krwi wojny światowej, wraz z nią chciał zmienić Włochy w nowoczesne państwo kapitalistyczne. Mussolini musiał dążyć do tego, by skupić wokół siebie masy, by czynnie, aktywnie interweniować w sytuacji, która zadawała kłam jego proroctwom, była sprzeczna z jego celami. Jeszcze w czasie wojny, w 1919 roku, założył w Mediolanie pierwsze Fascio di Combattimento, stowarzyszenie byłych kombatantów frontowych, stawiając mu za zadanie zapewnienia istnienia i rozwoju narodu, „zapewnienia bohaterom rowów strzeleckich i ludziom pracy rewolucyjnych owoców rewolucyjnej wojny”. Fasci powstały w kilku miastach. Ten rodzący się dopiero ruch prowadził od początku zaciekłą walkę przeciwko rewolucyjnym organizacjom robotniczym, gdyż te, zajmując stanowisko klasowe, „rozbijały – podług tezy Mussoliniego – jedność narodu i osłabiały go”. Faszyzm kierował ostrze swych uderzeń również przeciwko rządowi Giolittiego, który obciążał pełną odpowiedzialnością za ponurą nędze okresu powojennego. Rozwój faszyzmu był początkowo powolny i słaby. Na jego drodze stawało jeszcze, jako trudna do pokonania przeszkoda, zaufanie szerokich mas ludowych do socjalizmu. W maju 1920 roku istniało w całych Włoszech dopiero około 100 fasci, przy czym żadna z tych organizacji nie liczyła więcej niż 20-30 członków.
 
 
Wkrótce jednak faszyzm mógł zacząć ciągnąć soki życiowe z drugiego zasadniczego czynnika swego rozwoju. Obiektywnie rewolucyjna sytuacja wytworzyła w proletariacie włoskim subiektywnie rewolucyjne nastroje. Pełen chwały przykład rosyjskich robotników i chłopów miał na to duży wpływ. Latem 1920 metalowcy okupowali swe fabryki. Gdzieniegdzie, nawet we Włoszech południowych, drobni chłopi i drobni dzierżawcy zajmowali majątki ziemskie lub w innych formach występowali przeciwko wielkim agrariuszom. Ale wielka godzina historyczna zastała w kierownictwie ruchu robotniczego ludzi małego formatu. Reformistyczni przywódcy Partii Socjalistycznej, tchórzliwie cofając się przed rewolucją, nie dopuścili do tego, by okupacja fabryk zmieniła się w walkę o władzę polityczną. Zepchnęli walkę robotników w ciasne łożysko czysto ekonomicznego ruchu, którym kierowanie jest sprawa związków zawodowych. W duchowej jedności z d’Aragoną i innymi dygnitarzami Ogólnej Konferencji Związków Zawodowych zdradzili buntujących się niewolników najemnych, zawierając haniebny kompromis z przedsiębiorcami, przy wybitnym udziale rządu, w szczególności Giolittiego. Przywódcy lewicowego skrzydła partii socjalistycznej – z którego później wykrystalizowała się partia komunistyczna – byli zbyt mało doświadczeni i wykształceni politycznie, by w pełni zrozumieć nowo powstałą sytuację i opanować ją w praktyce, aby dokonać zwrotu w rozwoju wypadków. Zarazem okazało się, że masy proletariackie same nie potrafiły pójść dalej niż ich przywódcy i zmusić ich, by szli naprzód w kierunku rewolucji.
 
 
Okupacja fabryk zakończyła się ciężką klęską proletariatu, która wniosła w jego szeregi zniechęcenie, wątpliwości, małoduszność. Tysiące robotników opuściło szeregi organizacji partyjnych i związków zawodowych. Wielu spośród nich popadło w obojętność i tępotę, inni wstąpili do organizacji burżuazyjnych. Faszyzm zyskiwał coraz więcej zwolenników wśród rozczarowanych robotników, a także wśród drobnomieszczaństwa miejskiego i w warstwach burżuazyjnych. Odniósł on zwycięstwo ideologiczne i polityczne – nad zarażoną reformizmem klasą robotniczą. W lutym 1921 roku istniało już 1000 fasci. Faszyzm zdobywał masy przez żądania pozornie rewolucyjne, które głosił w demagogicznej propagandzie, pozbawionej wszelkich skrupułów. „Mocny w gębie” kierował swój napuszony radykalizm przeciwko rządowi Giolittiego, „zdrajcy narodu”. W czynach natomiast wojował ogniem i mieczem przeciwko „drugiemu wrogowi narodu” – przeciwko internacjonalistycznym, „bezojczyźnianym” organizacjom robotniczym. Zgodnie ze swoją ideologią republikańską, antymonarchistyczną i imperialistyczną Mussolini domagał się detronizacji dynastii i ścięcia głowy – w dosłownym tego słowa znaczeniu – Giolittiemu. Jego poplecznicy natomiast zaczęli „karać” „antynarodowe”, tzn. budzące świadomość klasową organizacje robotnicze przy pomocy aktywnego, krwawego terroru. Wiosną 1921 roku miały miejsce pierwsze „ekspedycje karne”. Uderzyły one wpierw w proletariuszy wiejskich; lokale ich organizacji niszczono i podpalano, ich przywódców mordowano. Później terror uderzył również w proletariuszy wielkich miast. Władze państwowe pozwalały faszystom na wszystko, nie bacząc na legalizm i praworządność. Burżuazja, zarówno przemysłowa jak i agrarna, jawnie patronowała faszystowskiemu terrorowi, popierała faszyzm finansowo oraz wszelkimi innymi środkami. Pomimo klęski, jaką zakończyła się dla robotników okupacja fabryk, burżuazja nadal obawiała się, że w bliskiej przyszłości proletariat może poważnie wzmocnić swe pozycje. W wyborach komunalnych socjaliści zdobyli mniej więcej jedną trzecią z 8000 zarządów gminnych. Trzeba było podjąć działania zapobiegawcze.
 
 
Na pewno rząd miał wtedy dość powodów i rozporządzał dostateczną władzą, by siłą złamać faszyzm, który zdawał się groźnie dobierać do jego skóry. Ale w ówczesnej sytuacji takie złamanie faszyzmu oznaczałoby wzmocnienie ruchu robotniczego. Lepiej faszyści aniżeli socjaliści, rewolucjoniści – myślał Giolitti. Stary, sprytny lis rozwiązał parlament i rozpisał nowe wybory na maj 1921 roku. Stworzył „blok stronnictw ładu i porządku” do którego przyjął również organizacje faszystowskie. Podczas kampanii wyborczej faszystom wypadły dzikie republikańskie kędziory. Agitacja antydynastyczna i antymonarchistyczna przycichła w miarę tego, jak do faszystów przyłączali się przywódcy agrariuszy i znajdujące się pod ich wpływem masy. Temu dopływowi agrariuszy zawdzięczali faszyści sporą część swych sukcesów wyborczych, a także rozszerzenie i umocnienie fasci, których liczba do maja 1921 roku wzrosła so około 2000. Mussolini wyczuwał niewątpliwie niebezpieczeństwo, jakim jemu samemu i jego celom groziło zalanie faszyzmu przez żywioły agrariuszowskie. Zdawał sobie sprawę z faktu, że wyrzekając się pozornie rewolucyjnej, antymonarchistycznej agitacji, traci poważny atut w kłanianiu szerokich mas, by przyłączyły się do faszyzmu. Kiedy bitwa wyborcza zakończyła się, chciał powrócić do swych haseł z roku 1919. W wywiadzie, udzielonemu przedstawicielowi „Giornale d’Italia” – dziennik ten zbliżony jest do ciężkiego przemysłu – oświadczył, że posłowie faszystowscy nie będą obecni na otwarciu parlamentu, gdyż byłoby dla nich rzeczą nie do pomyślenia wołać po mowie tronowej „Niech żyje król!” Reakcja na ten wywiad wykazała silę agrariuszowskiego skrzydła faszyzmu. Kilku posłów wybranych za poparciem fasci przystąpiło do monarchistów i nacjonalistów. Wspólne posiedzenie posłów faszystowskich i delegatów okręgowych organizacji fasci żebrało się do podjęcia decyzji w tej sprawie. Żądanie Mussoliniego zostało odrzucone. Okiełznał on swój republikanizm, oświadczając, że nie chce doprowadzić z tego powodu do rozłamu w faszyzmie. Ta klęska stanowiła jednak dla niego bodziec, by ukonstytuować faszyzm, który był dotąd ruchem luźnym, jako zorganizowaną, scentralizowaną partię. Ta przemiana nastąpiła na pierwszym kongresie faszystów w listopadzie 1921 roku. Mussolini zwyciężył w sprawie scentralizowanej partii, poniósł jednak porażkę przy wyborach kierownictwa partyjnego. Nie znalazło się ono całkowicie w jego ręku. Połowę nowo wybranego kierownictwa stanowili osobiści zwolennicy Mussoliniego, drugą natomiast połowę – monarchistycznie nastawieni agrariusze. Ta okoliczność nie jest bez znaczenia. Wskazuje ona na konflikt istniejący i narastający po dziś dzień w łonie faszyzmu, konflikt, który przyczyni się do jego rozkładu. Chodzi o konflikt między kapitałem przemysłowym a agrarnym, czyli, posługując się terminologią polityczną, między republikanami a monarchistami. Partia liczy teraz podobno pół miliona członków.
 
 
Ukonstytuowanie faszyzmu jako partii nie mogło mu jednak zapewnić siły niezbędnej, by ujarzmić klasę robotniczą, zmusić ją, by dała sobie narzucić cięższe niż dotąd brzemię pracy dla odbudowy i dalszego rozwoju gospodarki kapitalistycznej. Dla osiągnięcia tego celu trzeba było stworzenia podwójnego aparatu. Jednego aparatu dla korumpowania robotników, drugiego – dla ich ujarzmienia przy pomocy siły zbrojnej, przy pomocy metod terrorystycznych. Aparat dla skorumpowania ruchu robotniczego został stworzony przez założenie faszystowskich związków zawodowych, zwanych „korporacjami narodowymi”. Miały one planowo realizować to, co faszyzm czynił od swych narodzin: zwalczać rewolucyjny ruch robotniczy, zwalczać w ogóle wszelki samodzielny, niezależny ruch robotniczy. Mussolini broni się zawsze przed zarzutami, jakoby prowadził walkę przeciwko klasie robotniczej. Zapewnia bez przerwy, że chce podnieść poziom materialny i kulturalny klasy robotniczej, nie zaś zepchnąć ją na powrót do „pełnych męczarni warunków niewolniczej egzystencji”. Ale wszystko to – w ramach „narodu”, przy podporządkowaniu jego interesom, przy jak najbezwzględniejszym odrzuceniu walki klas. Faszystowskie związki zawodowe założone zostały z wyraźnie określonym celem: miały być odtrutką nie tylko przeciw rewolucyjnym organizacjom proletariatu, lecz przeciwko wszelki w ogóle klasowym organizacjom proletariuszy. Każda proletariacka organizacja klasowa wydaje się z góry podejrzana Mussoliniemu i jego pachołkom Mussolini stworzył więc dla siebie własną organizację związków zawodowych. Obejmuje ona robotników, pracowników umysłowych i przedsiębiorców jednego zawodu, jednej gałęzi przemysłu. Zorganizowani przedsiębiorcy odmówili częściowo wstąpienia do związków zawodowych Mussoliniego. Tak uczyniły Związek Rolników i Związek Przemysłowców. Za taką herezję nie pociągnęła ich do odpowiedzialności żadna faszystowska ekspedycja karna. Faszystowskie ekspedycje karne podejmowane są jedynie tam, gdzie chodzi o proletariuszy, nawet jeżeli ci może jeszcze nie należą do organizacji rewolucyjnych, jeśli tylko walczą tak, jak to nakazuje im ich klasowy interes. Dziesiątki tysięcy robotników zmuszono do przystąpienia do faszystowskich związków zawodowych. Związki te mają obecnie liczyć około 800 tys. członków.
 
 
Natomiast narzędziem faszyzmu dla terrorystycznego przełamywania oporu klasy robotniczej są we Włoszech tzw. squadri. Są to organizacje zbrojne, które rozwinęły się z pierwotnych agrarystycznych ekspedycji karnych. Bandy „wykonawców kary”, które pierwotnie formowały się w sposób luźny, przekształciły się w „organizacje” stałe, złożone z ludzi opłacanych, z najemników, którzy terror uprawiają zawodowo. Bojówki te stały się z czasem siłą typu czysto wojskowego, która przeprowadziła zamach stanu i na której opiera się Mussolini jako dyktator. Po zdobyciu władzy i utworzeniu państwa faszystowskiego zostały one zalegalizowane jako „narodowa milicja krajowa”, jako organ burżuazyjnego państwa. Stoją one, jak to się oficjalnie oświadcza, „w służbie Boga, narodu i premiera” – podkreślamy że nie króla! Ich liczebność określa się różnie. W chwili zamachu stanu liczyły między 100 a 300 tys. członków, obecnie pół miliona.
 
 
Tak jak u kolebki faszyzmu stało rozczarowanie spowodowane zdradą reformistycznych przywódców, tak zdobycie władzy państwowej przez faszystów poprzedzone zostało przez nową zdradę reformistów, a wraz z nią przez klęskę włoskiej klasy robotniczej. Dnia 31 lipca odbyło się tajne posiedzenie włoskich reformistycznych przywódców robotniczych – zarówno przywódców ruchu zawodowego, jak i partii robotniczych; był tam Turati i był d’Aragona. Na tym posiedzeniu postanowiono na dzień 1 sierpnia proklamować strajk generalny – nieprzygotowany i niezorganizowany. Proklamowany w taki sposób strajk musiał naturalnie doprowadzić do straszliwej klęski proletariatu. W wielu miejscowościach strajk dopiero się rozpoczynał, gdy w innych już się był załamał. Była to klęska równie wielka, o równie fatalnych następstwach, co ta , którą klasa robotnicza poniosła przy okupacji fabryk. Ta klęska dodała faszystom odwagi dla przeprowadzenia zamachu stanu, wniosła w szeregi robotnicze depresję i demoralizację – proletariat zrezygnował z wszelkiego oporu, w nastroju beznadziejności zachował bierność wobec tego, co się działo, wobec faszystowskich zamachowców. Ta zdrada przywódców reformistycznych znalazła swój szczególny dobitny wyraz bezpośrednio po zamachu stanu, kiedy to Baldesi, jeden z najbardziej wpływowych przywódców włoskiej Konfederacji Związków Zawodowych oraz Partii Socjalistycznej, na zlecenie Mussoliniego zadeklarował gotowość wstąpienia do rządu faszystowskiego. Ten nikczemny pakt został udaremniony – co za hańba! – nie przez sprzeciw i protest reformistów, tylko przez opór faszystowskich agrariuszy.
 
 
Towarzyszki i towarzysze!
 
 
Ten krótki przegląd pozwala wam uświadomić sobie więź, jaka we Włoszech istnieje między rozwojem faszyzmu a ruiną gospodarczą kraju, która spauperyzowała szerokie masy ludzi i doprowadziła je do stanu zaślepienia, między rozwojem faszyzmu z zdradą przywódców reformistycznych, którzy narzucili proletariuszom małoduszne wycofanie się z walki. Słabość partii komunistycznej również nie pozostawała bez wpływu na taki przebieg wypadków. Pomijając jej małą liczebność, popełniła ona niewątpliwie błąd taktyczny, traktując faszyzm jako zjawisko li tylko wojskowe i pomijając jego aspekty ideologiczne. Nie zapominajmy, że faszyzm, nim zdruzgotał szeregi proletariacie aktami terroru, odniósł zwycięstwo ideologiczne i polityczne nad ruchem robotniczym. Pamiętajmy, jakie były przyczyny tego zwycięstwa. Byłoby rzeczą bardzo niebezpieczną, gdybyśmy pominęli znaczenie, jakie dla ruchu robotniczego posiada właśnie ideologiczne i polityczne zwycięstwo nad faszyzmem.
 
 
Jest oczywiste, że faszyzm mógł osiągnąć taki zasięg organizacyjny i zdobyć taką pozycję siły dlatego, że posiadł program wysoce atrakcyjny dla szerokich mas. Staje przed nami pytanie – ważne dla proletariuszy wszystkich krajów: co zrobił faszyzm we Włoszech po zdobyciu władzy państwowej, aby urzeczywistnić swój program? Czy okazało się, że jest to obiecywane państwo bezpartyjne i bezklasowe, które sprawiedliwie traktuje postulaty każdej warstwy ludności, czy też jest to organ mniejszości ludności – posiadaczy, zwłaszcza zaś burżuazji przemysłowej? Odpowiedź na te pytania znajdziemy najłatwiej zestawiając ze sobą najważniejsze postulaty programu faszystowskiego i ich realizację.
 
 
Co obiecywał faszyzm w dziedzinie polityki, kiedy z rozwianymi kędziorami, jak Samson, atakował stare rządy?
 
Obiecywał reformę ordynacji wyborczej, konsekwentnie przeprowadzone proporcjonalne prawo wyborcze. Co widzimy teraz? Stara ordynacja wyborcza, przewidująca niedoskonałe proporcjonalne prawo wyborcze, ma zostać zastąpiona nową, która jest krwawym szyderstwem z samej koncepcji proporcjonalności. Partia, która uzyska najwięcej głosów,  ma dostać dwie trzecie wszystkich mandatów w Izbie. Spór zaczął się dopiero, gdy szło o to, czy mają to być dwie trzecie, czy też trzy czwarte. Podług ostatnich informacji gazetowych faszyzm zadowala się tym, by partia najsilniejsza – to jest faszystowska – otrzymała dwie trzecie foteli poselskich, pozostała jedna trzecia ma zostać proporcjonalnie rozdzielona  na różne partie. Ładna reforma ordynacji wyborczej.
 
 
Mussolini obiecywał kobietom prawo głosowania i kandydowania do parlamentu. Niedawno obradował w Rzymie międzynarodowy kongres kobiet – burżuazyjnych sufrażystek. Mussolini rycersko odwiedził obradujące damy i ze słodkim uśmiechem zapewnił je, że kobiety otrzymają prawo wyborcze – a mianowicie prawo w wyborach do rad komunalnych. Praw politycznych odmawia się im więc dalej. Pry tym nawet prawo udziału w wyborach komunalnych otrzymać mają bynajmniej nie wszystkie kobiety, lecz tylko te, które mogą wykazać się określonym poziomem wykształcenia, dalej kobiety, które otrzymały „odznaczenia wojenne”, oraz kobiety, których mężowie posiadają dość pieniędzy, aby opłacić określone podatki. Tak wygląda spełnienie obietnic dotyczących równouprawnienia kobiet.
 
 
Faszyzm w swym programie żądał zniesienia senatu i utworzenia parlamentu gospodarczego, który miałby działać obok parlamentu politycznego. Teraz nie ma już mowy o parlamencie gospodarczym. W pierwszym przemówieniu wygłoszonym przez Mussoliniego w Senacie, tej śmieciarni wszystkich reakcjonistów, wychwalał on niezwykle jego zasługi w przeszłości i oświadczył, że Senat zapewnia duże korzyści w dobie obecnej i że dlatego wpływ Senatu na ustawodawstwo powinien wzrosnąć. Faszyści żądali w swym programie natychmiastowego zwołania Zgromadzenia Narodowego dla przeprowadzenia reformy konstytucji. Jak wygląda ta sprawa? O Zgromadzeniu narodowym już się nie mówi. Reforma konstytucyjna wygląda natomiast jak następuje: Izba, w składzie omówionym powyżej, tzn. partia posiadająca w niej większość, proponuje kandydata na premiera. Zaproponowany kandydat – a więc, dopóki faszyzm ma większość w Izbie, kandydat faszystowski – musi zostać mianowany premierem przez króla. Ten premier ustala według swego uznania skład rządu, przedstawia siebie i swój rząd parlamentowi i otrzymuje od niego votum zaufania, po czym posłowie rozjeżdżają się do domu, parlament odracza swe obrady na cztery lata, na całą kadencję, na jaką został wybrany.
 
 
Porównajmy także niektóre obietnice faszyzmu w dziedzinie ustawodawstwa socjalnego z ich realizacją. Faszyzm przyrzekał ustawowe wprowadzenie ośmiogodzinnego dnia pracy, ustalenie płacy minimalnej zarówno dla robotników przemysłu, jak i robotników rolnych. Proponuje się ustawę o ośmiogodzinnym dniu pracy, która przewiduje sto wyjątków i ponadto jeszcze zawiera klauzulę pozwalającą na zniesienie ośmiogodzinnego dnia pracy również w innych wypadkach. W praktyce ośmiogodzinny dzień pracy został już dziś zniesiony dla szerokich warstw proletariatu, zwłaszcza dla kolejarzy, pocztowców i innych pracowników łączności; wprowadzono dla nich nowe przepisy, według których, jak w znanym regulaminie „łajdaka Gronera”, zamiast ośmiu godzin gotowości do pracy wymaga się ośmiu godzin efektywnie wykonywanej pracy.
 
 
Co do ustalenia płacy minimalnej trzeba powiedzieć, że wskutek terrorystycznego spętania i rozbicia związków zawodowych, wskutek postawy faszystowskich „korporacji”, głoszących pokój między klasami, opór przedsiębiorców przeciwko wszelkim żądaniom podwyżek płac umocnił się tak dalece, że w warunkach kiepskiej koniunktury gospodarczej robotnicy nie byli nawet w stanie obronić przynajmniej swojego dotychczasowego poziomu płac. Nastąpiły obniżki płac o przeciętnie 20-30%, u wielu robotników – o 50%, ba, nie brak wypadków, gdy obniżka płac wynosiła 60%.
 
 
Faszyzm obiecywał ubezpieczenia na starość i na wypadek niezdolności do pracy, by zapewnić ochronę przynajmniej przed najgorszą nędzą, największymi cierpieniami. Jak spełniono to przyrzeczenie? Nawet ten słaby zalążek opieki społecznej nad ludźmi starymi, ułomnymi i chorymi, jaki istniał w formie funduszu 50 milionów lirów na te cele, został zlikwidowany. Tych 50 milionów lirów skreślono po prostu z budżetu „ze względów oszczędnościowych”, tak że teraz cierpiący ludzie pracy we Włoszech nie mogą liczyć na żadną pomoc. Skreślono również w budżecie 50 milionów lirów na urzędy pośrednictwa pracy, czy też zasiłki dla bezrobotnych, oraz 60 milionów lirów dla spółdzielczych instytucji kredytowych.
 
 
Faszyzm żądał, aby robotnicy mieli udział w technicznym kierowaniu zakładami pracy. Innymi słowy: żądał kontroli produkcji. Przyrzekano, że faszyzm podda przedsiębiorstwa publiczne technicznej kontroli rad zakładowych. Obecnie rozważa się ustawę, która ma znieść w ogóle instytucję rad zakładowych. Poza tym przedsiębiorstwa publiczne mają zostać przez państwo wydane na lup przedsiębiorcom prywatnym; częściowo zostały one im przekazane. Produkcja zapałek, dotąd monopol państwowy, stała się obecnie przedmiotem prywatnego groszoróbstwa, także przesyłka paczek przez pocztę, komunikacja telefoniczna, telegramy radiowe, a również koleje mają zostać przekazane prywatnemu kapitałowi. Mussolini oświadczył, że faszyści „są liberałami w klasycznym sensie tego słowa”.
 
 
Rozpatrzmy parę osiągnięć faszyzmu w dziedzinie finansów. Faszyzm domagał się gruntownej reformy podatkowej. Jego „autorytarne” państwo miało wykorzystywać swą silę dla wprowadzenia powszechnego, szybko i progresywnie rosnącego podatku od kapitału, który częściowo miał nawet mieć charakter „wywłaszczenia kapitału”. Teraz nastąpiło zniesienie różnych podatków, które obciążały konsumpcję artykułów luksusowych. Zniesiono podatek od parowozów, od samochodów itd.; uzasadnienie brzmi, że podatki te „hamują produkcję narodową oraz niszczą własność i rodzinę”. Przewiduje się również rozszerzenie podatków pośrednich – równie inteligentną motywacja, że, mianowicie, dzięki zwiększeniu podatków pośrednich zmniejszy się konsumpcja krajowa, a w rezultacie zwiększy się eksport. Zniesiono przepis, że papiery wartościowe muszą być wystawiane na określonego właściciela – tak zwaną „nominalność papierów wartościowych” – co stworzyło furtkę wszelkiemu uchylaniu się od podatków.
 
 
Mussolini i jego gwardia żądali konfiskaty dóbr kościelnych. Zamiast tego rząd faszystowski przywrócił wiele dawnych, już poprzednio zniesionych, przywilejów Kościoła i kleru. We Włoszech od pięćdziesięciu lat nie było nauki religii; obecnie Mussolini wprowadził ją z powrotem, a w każdej szkole musi wisieć krucyfiks. Tak wygląda walka z klerem.
 
Faszyzm domagał się rewizji umów państwowych z dostawcami wojennymi i konfiskaty przez państwo do 85% zysków wojennych. Co nastąpiło w praktyce? Parlament wyznaczył komisję, która miała zbadać umowy dotyczące dostaw wojennych Z wyników swych badań miała ona złożyć publiczne sprawozdanie w izbie. Gdyby to uczyniła, większość kierowników przemysłu ciężkiego, protektorów i karmicieli faszyzmu, zostałaby ciężko skompromitowana. Jedną z pierwszych decyzji Mussoliniego było zalecanie, że komisja ta ma złożyć sprawozdanie tylko jemu osobiście i że każdy, kto ujawni coś z tego sprawozdania, zostanie ukarany sześcioma miesiącami więzienia. Wszystkie faszystowskie trąby i fanfary Milcza na temat konfiskaty zysków wojennych. Natomiast przemysł ciężki otrzymał już dalsze miliardy za dostawy najrozmaitszego rodzaju.
 
Także w dziedzinie wojskowej faszyzm zapowiadał nowatorskie przedsięwzięcia. Żądał zniesienia armii stałej, krótkiego okresu służby wojskowej, nastawienia armii tylko na obronę kraju, a nie na wojny imperialistyczne itd. Jak został przeprowadzony ten program? Armia stała nie została zniesiona, czas służby wojskowej został przedłużony z 8 do 18 miesięcy, co równa się powiększeniu armii z 250 000 do 350 000. Prawda – zniesiona została Guardia Regia, rodzaj policji uzbrojonej i zorganizowanej na sposób wojskowy. Czy dlatego,że wskutek swych interwencji w czasie demonstracji, strajków itd. Nie była zbyt popularna wśród ludu, zwłaszcza wśród robotników? Wręcz pracownie! Mussolini uznał ją za zbyt „demokratyczną”, gdyż podlega nie sztabowi generalnemu armii, tylko ministerstwu spraw wewnętrznych, a Mussolini obawia się, że mogłaby ona kiedyś wejść w konflikt z jego bojówkami. Guardia Regia liczyła 35 000 ludzi. Za to powiększono liczbę „karabinierów” z 63 000 do 90 000, podwojono liczbę policjantów, wywiadowców i celników. Ponadto rząd faszystowski przekształcił bojówki Czarnych Koszul w milicję narodową. Liczebność tej formacji oceniano na 100 000, po ostatnich faszystowskich uchwałach liczba jej członków może nawet dojść do pół miliona. Ponieważ do bojówek faszystowskich, zwłaszcza przy włączeniu do nich nacjonalistycznych Niebieskich Koszul, wstąpiło wiele elementów agrarystyczno-monarchistycznych, Mussolini musiał się od początku bać buntu przeciwko swej dyktaturze. Od pierwszej chwili powstania tych bojówek starał się, by znalazły się one pod polityczną władzą partii faszystowskiej, tzn. pod jego osobistą kontrolą. Sądził, że osiągnął to, gdy podporządkował te bojówki ogólnokrajowemu generalnemu dowództwu naczelnemu, którego skład ustalany był przez kierownictwo partyjne. Ale kierownictwo polityczne nie mogło zapobiec istnieniu wewnątrz bojówek przeciwieństw, które przybierały stale na sile, w miarę jak do nich wstępowały nacjonalistyczne Błękitne Koszule. Aby złamać wpływy nacjonalistów w squadri, Mussolini przeprowadził w kierownictwie uchwałę, że każdy członek partii powinien wstąpić do milicji narodowej, tak że liczebność milicji stałaby się równa liczebności partii. Mussolini spodziewał się, że tą drogą osiągnie zwycięstwo polityczne nad niechętnymi mu elementami agrariuszowskimi. Ale skoro członkowie partii wchodzą do szeregów milicji, muszą i konflikty polityczne istniejące w łonie partii przenieść się w szeregi milicji, muszą się one tam dalej rozwijać, aż doprowadzą do jej rozkładu.
 
 
Mówiono, że siły zbrojne mają służyć jedynie obronie ojczyzny. Ale powiększenie armii i ogromne zbrojenia wskazują ma przygotowywanie wielkich imperialistycznych awantur. Bardzo rozbudowuje się artylerię, powiększa się liczbę zawodowych oficerów, szczególną opieką otacza się flotę. Zamówiono wielką liczbę krążowników, ścigaczy, torpedowców, łodzi podwodnych itd. Szczególnie rzuca się w oczy rozbudowa lotnictwa. Zamówiono już 1000 nowych samolotów, założono wiele lotnisk. Stworzono dla tych celów specjalną komisję i przemysł ciężki otrzymał już setki miliardów lirów na budowę najnowocześniejszych samolotów i innych Wojkowych narzędzi zabijania.
 
 
Kiedy porównuje się program faszyzmu włoskiego z jego realizacją, widać już dzisiaj całkowite ideologiczne bankructwo tego ruchu. Istnieje jak najjaskrawsza sprzeczność między tym, co faszyzm obiecywał i co faktycznie przyniósł masom. W świetle rzeczywistości pęka jak bańka mydlana wartość zapewnień, że w państwie faszystowskim interes narodu stoi ponad wszystko. „Naród” okazał się po prostu burżuazją, idealne państwo faszystowskie ujawniło się jako ordynarne, pozbawione skrupułów państwo burżuazyjne. Po tym bankructwie ideologicznym musi wcześniej czy później nastąpić bankructwo polityczne. To bankructwo już się zbliża. Faszyzm nie jest w stanie utrzymać jedności chociażby tych różnych sił burżuazyjnych, pod których cichym, życzliwym protektoratem doszedł do władzy. Faszyzm chciał zapewnić sobie siłę dla nowych przedsięwzięć w dziedzinie społecznej, zdobywając władzę w państwie i podporządkowując jego aparat przemocy własnym celom. Nie udało mu się jeszcze podporządkować sobie w pełni chociażby tylko aparatu biurokratycznego. Trwa tam zaciekła walka między starymi, zasiedziałymi urzędnikami a nowymi urzędnikami faszystowskimi. Ten sam konflikt występuje między dawną armią regularną i jej oficerami a faszystowską milicją narodową i jej nowymi dowódcami. Mussolini żywił plan stworzenia w postaci partii faszystowskiej jednolitej lasowej organizacji burżuazyjnej dla przeciwstawienia jej rewolucyjnemu proletariatowi. Dlatego usiłował zdruzgotać albo wchłonąć wszystkie partie burżuazyjne. Udało mu się wchłonąć tylo jedną partię: nacjonalistyczną. Jak już kilkakrotnie wskazywaliśmy, nawet to zjednoczenie ma stronę pozytywną i negatywną. Żałośnie skończyła się próba zjednoczenia na konserwatywnej platformie w jednej partii burżuazyjnych ugrupowań liberalnych, demokratycznych i republikańskich. Przeciwnie: polityka faszystowska doprowadziła do tego, że niedobitki burżuazyjnej demokracji przypominały o swojej dawnej ideologii. Wobec polityki przemocy Mussoliniego podjęły one walkę „o obronę konstytucji, o przywrócenie dawnych swobód obywatelskich”. Szczególnie charakterystyczne dla niezdolności faszyzmu do utrzymania i rozszerzenia swoich politycznych pozycji jest jego stosunek do włoskiej Partii Ludowej – tzw. popolari – bezsprzecznie najsilniejszej i najbardziej wpływowej partii Włoch. Mussolini liczył na to, że uda mu się oderwać od partii i skłonić do zjednoczenia z n faszystami prawicowe agrariuszowskie jej skrzydło, osłabić przez to jej lewe skrzydło i doprowadzić do jego rozpadu. Wypadki potoczyły się jednak inaczej. Na ostatnim kongresie popolari w Turynie podniósł się prawdziwy protest przeciwko faszyzmowi. Ci z przedstawicieli prawego skrzydła, którzy chcieli traktować faszyzm życzliwie i oszczędzać go, zostali zakrzyczani. Natomiast najostrzejsza krytyka faszyzmu spotykała się z burzliwym aplauzem.
 
 
Za omówionymi już dotąd przez nas, a także innymi przeciwieństwami stoi konflikt klasowy, którego nie mogą wyeliminować żadne kazania ani organizacje propagujące pokój międzyklasowy. Przeciwieństwa klasowe są silniejsze niż wszystkie ideologie, które zaprzeczają ich istnieniu, przeciwieństwa klasowe ujawniają się wbrew faszyzmowi, ba, właśnie dzięki faszyzmowi i przeciwko niemu. W postawie popolari znajduje wyraz uświadomienie sobie przez największą część drobnomieszczaństwa miejskiego i drobnych chłopów ich położenia klasowego, ich konfliktu z wielkim kapitałem, a to jest niezmiernie ważne dla pozycji, jakie faszyzm może we Włoszech utrzymać, innymi słowy, dla rozkładu, który go czeka. Warstwy te – zwłaszcza kobiety tych warstw – są głęboko religijne, katolickie. Mussolini dlatego uczynił wszystko, aby zyskać sobie Watykan. Ale nawet Watykan nie odważył się przeciwstawiać rodzącemu się buntowi mas chłopskich partii popolari przeciwko faszyzmowi.
 
 
Drobni chłopi widzą, że faszyzm przynosi burżuazji ulgi podatkowe, nowe możliwości uchylania się od płacenia podatków, intratne zamówienia; równocześnie przekonują się, że ciążące na nich brzemię podatkowe staje się coraz cięższe – wskutek zwiększenia podatków pośrednich, zwłaszcza zaś przez nowe przeliczenie dochodów rolniczych. To samo dotyczy mas drobnomieszczańskich w mieście. Ostrą opozycję rodzi u nich ponadto fakt, że zwycięski faszyzm zniósł nawet dotychczasową mizerną ochronę lokatorów; właściciel domu ma nieograniczone możliwości wyzyskiwania ich przez wysokie komorne. Rosnący bunt drobnych chłopów i robotników rolnych ujawnia się szczególnie ostro tam, gdzie faszyzm, jak sądził, złamał już wszelki opór akcją swych bojówek. Tak np. w Boscoreale koło Neapolu na znak protestu przeciwko rosnącym podatkom ponad tysiąc chłopów obsadziło budynek urzędu gminnego. W trzech miejscowościach prowincji Novara robotnicy rolni potrafili obronić przed wielkimi agrariuszami swe dawne płace i warunki pracy – przez to, ze obsadzili kilka majątków, i to z pomocą squadri. Okazuje się, że idea walki klas zaczyna zapuszczać korzenie nawet w szeregach faszystów.
 
 
Szczególnie ważne jest przebudzenie tych części proletariatu, które zostały oszołomione i zatrute przez faszyzm. Faszyzm nie potrafi bronić interesów robotników przeciwko burżuazji, nie potrafi dotrzymać przyrzeczeń, które dał zwłaszcza faszystowskim związkom zawodowym. Im więcej odnosi zwycięstw, tym mniej jest zdolny do grania roli obrońcy proletariuszy. Nie może nawet zmusić przedsiębiorców, by dotrzymali obietnic o korzyściach, jakie przyniesie robotnikom wspólna organizacja. Dopóki w faszystowskich związkach zawodowych zorganizowanych było tylko niewielu robotników, było możliwe, kapitalista taką garstkę uprzywilejował, jeśli idzie o zarobki. Ale tam gdzie organizacja faszystowska obejmuje masy, przedsiębiorca nie może uwzględnić interesów „braci faszystów”, gdyż byłoby to zbyt kosztowne, a tam gdzie zaczyna się sprawa kasy, sprawa zysku, panowie kapitaliści przestają kierować się sercem.
 
 
Do przebudzenia proletariuszy przyczynił się szczególnie fakt, że liczne rzesze robotników znalazły się bez chleba na ulicy. Wkrótce po faszystowskim zamachu stanu nastąpiły poważne redukcje nie tylko w zakładach prywatnych, lecz również w przedsiębiorstwach państwowych. Zwolniono z pracy 17 000 kolejarzy. Dalsze redukcje nastąpiły później, a jeszcze dalsze są oczekiwane. Zamknięto państwowe warsztaty wojskowe, przez co 24 000 robotników straciło chleb i zostało skazanych na nieograniczony wyzysk ze strony przedsiębiorstw prywatnych.
 
 
Namiętny opór przeciwko faszystowskiej polityce gospodarczej zrodził się w kołach robotników, należących właśnie do organizacji faszystowskich. Faszystowskie związki zawodowe Turynu, Neapolu, Triestu, Wenecji i n liczby innych miast jako pierwsze połączyły się, nie czyniąc żadnych wyjątków, z robotnikami należącymi do wszystkich partii, wszystkich organizacji – także z robotnikami komunistycznymi i syndykalistycznymi, by na wszelkich publicznych demonstracjach zaprotestować przeciw zamykaniu warsztatów i redukcjom. Z Neapolu wyjechało do Rzymu kilkuset inwalidów wojennych, którzy również zwolnieni zostali z warsztatów wojskowych. Chcieli tam zaprotestować przeciwko wyrządzonej im krzywdzie. Spodziewali się sprawiedliwości i ochrony od samego Mussoliniego – za tę swą ufność otrzymali pokwitowanie: aresztowano ich, skoro tylko wysiedli na dworcu w Rzymie. Ruch objął należących do organizacji faszystowskich robotników stoczni Monfalcone i Triestu, robotników wielu miejscowości i wielu gałęzi przemysłu. W poszczególnych miejscowościach doszło znowu do okupacji zakładów przemysłowych i fabryk, przy czym okupację przeprowadzali właśnie robotnicy należący do organizacji faszystowskich, przy życzliwej tolerancji, a nawet poparciu, oddziałów squadri.
 
 
Te fakty świadczą, że po bankructwie ideologicznym musi nastąpić bankructwo polityczne oraz że to właśnie robotnicy szybko uświadomią sobie z powrotem swój interes klasowy i swe obowiązki klasowe.
 
 
Można stąd wyciągnąć wiele wniosków. Przede wszystkim, że nie można traktować faszyzmu jako zjawiska jednolitego, jako „granitowego bloku”, o który muszą rozbić się wszystkie nasze wysiłki. Faszyzm jest zjawiskiem dwoistym, obejmującym różne sprzeczne ze sobą żywioły, zjawiskiem, które właśnie dlatego rozłoży się i rozpadnie od wewnątrz. Musimy z największą energią podjąć walkę o dusze nie tylko proletariuszy, którzy dali się porwać faszyzmowi, ale również drobnomieszczaństwa i średniej burżuazji, drobnych chłopów, intelektualistów, słowem – wszystkich tych warstw, które dzisiaj wskutek swej pozycji gospodarczej i społecznej znajdują się w rosnącym konflikcie z wielkim kapitalizmem, a zatem zmuszone są do ostrej walki przeciwko niemu.
 
 
Byłoby jednak niezmiernie niebezpieczne przypuszczać, że we Włoszech równolegle do rozkładu ideologicznego i politycznego nastąpi również wojskowe załamanie faszyzmu. Na pewno również wojskowy rozkład i załamanie faszyzmu muszą nastąpić, ale mogą one być jeszcze długo odwlekane prze zmasowane użycie znajdujących się w dyspozycji faszyzmu środków przemocy. I gdy teraz we Włoszech proletariat wyzwala się spod wpływów faszyzmu i znowu świadomie, coraz usilniej, stawiając sobie wyraźne cele, podejmuje walkę o swą wolność, towarzysze włoscy, proletariusze włoscy muszą liczyć się z tym, że wijący się w śmiertelnych kurczach – jeśli idzie o ideologię i politykę – faszyzm uderzy na nich siłami militarno-terrorystycznymi, w sposób jak najbrutalniejszy i jak najbardziej pozbawiony wszelkich skrupułów, wszystkimi środkami przemocy. Trzeba trwać w pogotowiu. Potwór jeszcze w stanie agonii może zadawać druzgocące nieraz ciosy. Dlatego rewolucyjni proletariusze, komuniści i socjaliści, którzy razem z nimi kroczą drogą walki klasowej, muszą być przygotowani na ciężkie walki.
 
 
Byłoby błędem, gdyby historyczne pojmowanie faszyzmu doprowadziło nas do bezczynności, do wyczekiwania, do zaprzestania zbrojeń i walki przeciwko niemu. Niewątpliwie – faszyzm skazany jest na to, by ulec wewnętrznemu rozkładowi by się rozpaść. Może być tylko jakiś czas narzędziem klasowej walki burżuazji, może tylko przejściowo wzmocnić – nielegalnymi czy nawet legalnymi środkami – potęgę państwa burżuazyjnego w stosunku do proletariatu. Byłoby jednak fatalne, gdybyśmy jako mądrzy i estetyczni, stojący na boku widzowie czekali, aż faszyzm zgnije. Odwrotnie, naszym psim obowiązkiem jest wszelkimi środami posuwać naprzód i przyśpieszać proces jego gnicia.
 
 
Jest to szczególnym obowiązkiem proletariatu nie tylko we Włoszech, gdzie proces ten prawdopodobnie dokona się najwcześniej, lecz również proletariatu niemieckiego. Faszyzm – to zjawisko międzynarodowe, co do tego wszyscy się zgadzamy. W Niemczech zdobył on dotąd swe – po Włoszech – najsilniejsze i najtrwalsze pozycje. Sprzyjały tu jego rozwojowi wynik wojny i samo zawiniona klęska rewolucji. Staje się to zrozumiałe, skoro tylko uświadomimy sobie, jakie są najgłębsze przyczyny faszyzmu.
 
 
W Niemczech gospodarka została szczególnie zrujnowana przez przegraną wojnę, przez ciężary reparacyjne, przez traktat wersalski. Podstawy państwa zostały zachwiane. Słaby, pozbawiony autorytetu rząd jest zabawką w rękach Stinnesów i spółki. W żadnym kraju – takie jest przynajmniej moje subiektywne przekonanie – nie ma tak wielkiej sprzeczności jak w Niemczech między obiektywną sytuacją, która dojrzała do rewolucji, a subiektywną niedojrzałością proletariatu do tej rewolucji, niedojrzałością spowodowaną przez zdradę, przez poglądy, przez stanowisko reformistycznych przywódców. W żadnym kraju socjaldemokracja od wybuchu wojny nie zawiodła tak haniebnie jak w Niemczech. Tutaj istniał wysoko rozwinięty przemysł, tutaj proletariat mógł się chlubić, że posiada dobrą organizację i wieloletnie marksistowskie wykształcenie. Socjaldemokracja angielska, francuska, austriacka, wszystkie organizacje proletariackie, które skupiały się w II Międzynarodówce, miały swoje zalety – trzeba to uznać. Ale partią wiodącą, partią-wzorem była socjaldemokracja niemiecka. Fakt, że ona zawiodła, jest dlatego bardziej niewybaczalną, bardziej haniebną zbrodnią, niż gdyby zawiodła jakakolwiek inna partia robotnicza. Każda inna ma więcej na swe usprawiedliwienie, może znaleźć więcej argumentów dla swego bankructwa w chwili wybuchu wojny, aniżeli właśnie socjaldemokracja niemiecka. Negatywny wpływ tego faktu na mmasy proletariackie musiał być szczególnie silny, szczególnie fatalny. W połączeniu ze zdruzgotaniem imperializmu niemieckiego przez imperializm koalicji stworzyło to specjalnie korzystne warunki, by faszyzm mógł się szczególnie rozplenić.
 
 
Mimo wszystko – jestem przekonana, że zamach stanu Mussoliniego bardziej przyczynił się do rozwoju faszyzmu w Niemczech aniżeli traktat wersalski, aniżeli okupacja Zagłębia Ruhry wraz ze wszystkimi związanymi z nią aktami przemocy. Był to dla faszystów niemieckich bodziec silniejszy niż jakikolwiek inny. Napełnił ich otuchą i pewnością zwycięstwa. Przezwyciężenie, załamanie faszyzmu we Włoszech byłoby bezpośrednim źródłem największego przygnębienia dla faszystów niemieckich, najsilniejszym bodźcem dla proletariatu niemieckiego. Szczególnie wtedy, gdyby proletariat mógł sobie powiedzieć: faszyzm włoski, który już odniósł zwycięstwo, który przejściowo miał w swych rękach pełnię władzy – ten faszyzm przestał istnieć nie tylko dlatego, że musiał załamać się wskutek własnych sprzeczności, lecz dlatego, że musiał zginąć w wyniku potężnej, świadomej celu akcji mas proletariackich we Włoszech. Uświadomienie sobie takiego faktu musiałoby wywrzec wpływ międzynarodowy, bez względu na to, jak układają się warunki w poszczególnych krajach.
 
 
Jeżeli jest naszym obowiązkiem w skali międzynarodowej poświęcić wszystkie nasze siły przezwyciężeniu faszyzmu we Włoszech, to jednak nie wolno nam zapominać, że przesłanką najbardziej skutecznego przezwyciężania faszyzmu za granicą jest to, że będziemy z całą siłą zwalczać faszyzm organizujący cię w naszym własnym kraju i że odniesiemy na d nim solidne zwycięstwo. Mówiłam o rozwoju faszyzmu we Włoszech nieco obszerniej – choć bynajmniej nie dostatecznie wyczerpująco – gdyż rozwój ten miał dotąd przebieg najbardziej dojrzały, najwyraźniejszy, najbardziej doprowadzony do końca. Towarzysze włoscy uzupełnią moje wywody. Nie będę omawiała rozwoju faszyzmu w innych krajach: to powinno być pozostawione przedstawicielom naszych partii z tych krajów. W rezolucji, którą przedłożyłam, przedstawione są różne środki, które musimy wypełnić, aby zwycięsko stawić czoła faszyzmowi. Nie będę ich szczegółowo omawiała. Sądzę, że same mówią za siebię. Chcę tylko podkreślić, że wnioski te Ida w dwóch kierunkach. Jedna grupa zadań – to zadania związane z ideologicznym i politycznym pokonaniem faszyzmu. Jest to zadanie niesłychanej doniosłości. Wymaga ono od nas w pewnym stopniu przestawienia się, albo bardziej precyzyjnego nastawienia, do pewnych zjawisk społecznych, które są istotną cechą faszyzmu, a które wymagają od nas maksymalnej aktywności. Musimy zachowac w pamięci, że faszyzm, jak powiedziałam na wstępie, jest ruchem ludzi głodnych, cierpiących nędzę, pozbawionych stałej egzystencji, rozczarowanych. Musimy dążyć do tego, by albo włączyć do naszej walki, albo co najmniej zneutralizować warstwy społeczne, które teraz ulegają wpływom faszyzmu. Musimy przez jasne i mocne postawienie sprawy nie dopuścić, by dostarczyły one zaciężnych najemników dla burżuazyjnej kontrrewolucji. Jeśli już nie potrafimy zdobyć tych warstw dla naszej partii, dla naszych ideałów, jeżeli nie możemy skłonić ich, by stanęły w zwartych szeregach bojowników proletariackiej rewolucji, to musimy przynajmniej je „zneutralizować”, „wysterylizować” czy jak to inaczej ktoś zechce określić. Nie możemy dopuścić, by stały się dla nas niebezpieczne w roli landsknechtów burżuazji. Przesłanki dla sukcesu tych naszych usiłowań zawarte są w warunkach egzystencji, które stwarza dla nich panowanie burżuazji w obecnym stadium rozwoju historycznego.
 
 
Przykładam jak największą wagę do tego, byśmy z maksymalną świadomością celu, z całą konsekwencją podjęli walkę ideologiczną i polityczną o dusze ludzi należących do tych warstw, łącznie z burżuazyjną inteligencją. Musimy zdawać sobie sprawę, że tutaj bezspornie stale rosnące masy szukają wyjścia z tragicznego położenie, w jakim znalazły się w naszej dobie. Nie chodzi tu tylko o napełnienie żołądka, najlepsi spośród nich szukają wyjścia, gdyż głęboko przeżywają swoją sytuację. Pragną oni nowych, pewnych nadziei, nowych niezachwianych ideałów, pragną poglądu na świat, dzięki któremu mogliby zrozumieć przyrodę, społeczeństwo, swe własne życie, poglądu na świat, który nie byłby bezpłodną formułą, ale który działa twórczo przekształcająco. Nie wolno nam zapomnieć, że w zbrojnych bandach faszystów znajdują się nie tylko ludzie zdziczali w czasie wojny, nie tylko żołdacy z natury, którym terror przynosi zadowolenie, nie tylko sprzedajne łajdaki. Znajdujemy w tych bandach także najbardziej energiczne, najbardziej zdolne do rozwoju elementy tych środowisk. Musimy z powagą, ze zrozumieniem dla ich położenia, dla ich namiętnych tęsknot zabrać się do pracy wśród nich – musimy im pokazać, że jedynym wyjściem dla nich nie jest droga, która prowadzi wstecz, lecz ta, która prowadzi naprzód, do komunizmu. Wielkość komunizmu jako poglądu na świat zdobędzie nam ich sympatie.
 
 
III Międzynarodówka, w przeciwieństwie do II Międzynarodówki, nie jest międzynarodówka samej tylko elity białych proletariuszy Europy i Ameryki, jest ona międzynarodówką ludzi wyzyskiwanych wszystkich ras. Tak samo partia komunistyczna każdego kraju nie może być tylko bojowniczką sprawy robotników najemnych w wąskim tego słowa znaczeniu, nie tylko obrończynią interesów proletariatu, pracującego fizycznie, lecz również bojowniczką pracowników umysłowych, wodzem wszystkich warstw społecznych, które z racji swych życiowych interesów i rosnącej tęsknoty za wzniesieniem się na wyższy poziom kultury popadają w coraz większy konflikt z ustrojem kapitalistycznym. Z radością dlatego witam powziętą na naszej naradzie decyzję o podjęciu walki o rząd robotniczo-chłopski. To nowe hasło jest nie tylko niezbędne dla przeważnie rolniczych krajów bałkańskich, jak Rumunia, Bułgaria itd., lecz posiada również wielkie znaczenie dla Włoch, Francji, Niemiec, a szczególnie dla Ameryki. Stanowi ono wręcz konieczność w walce o zwycięstwo nad faszyzmem. Chodzi o to, by zwrócić się do najszerszych mas wyzyskiwanych chłopów pracujących i robotników rolnych, by głosić wśród nich dobrą nowinę o wyzwoleniu ich przez komunizm. Chodzi o to, aby wszystkim tym warstwom społecznym, wśród których faszyzm werbuje masy swych zwolenników, pokazać, że my komuniści bronimy z maksymalną aktywnością ich interesów w walce przeciwko panowaniu burżuazji.
 
 
I musimy uczynić jeszcze coś. Nie możemy ograniczać się do tego, by z masami i dla mas walczyć jedynie o nasz program polityczny i gospodarczy. Oczywista – żądania polityczne i gospodarcze wysuwają się na czoło naszych zadań. Ale jak możemy masom zaproponować coś więcej niż obronę tylko ich codziennego chleba? Musimy im równocześnie przedstawić całą wzniosłą, wewnętrzną treść komunizmu jako poglądu na świat. Gdy to uczynimy, ruch nasz zakorzeni się we wszystkich warstwach społecznych, zwłaszcza zaś wśród burżuazyjnych intelektualistów, którzy wskutek historycznego rozwoju ostatnich lat stracili pewność siebie, jeśli idzie o ich dawny sposób myślenia i ich dążenia, którzy stracili swój dawny pogląd na świat, ale wśród burzy dziejowej nie znaleźli jeszcze innego, pewnego. Nie dajmy szukającym zejść na manowce.
 
 
Kiedy w duchu tych wypadków mówię: „W masy!”, to należy podkreślić, co jest przesłanką sukcesu. Nie wolno nam zapomnieć o słowach Goethego: „twaróg deptany rozłazi się, nie twardnieje”. Musimy zachować całą siłę, całą wyrazistość naszej komunistycznej ideologii. Im głębiej sięgamy w masy, tym bardziej potrzebne jest, aby partia komunistyczna była jednością zwartą organizacyjnie i politycznie. Nie może rozlewać się w masach jak meduzy. Doprowadziłoby to do szczególnie szkodliwego oportunizmu – a w następstwie do haniebnego bankructwa naszych dążeń do zdobycia mas. Z chwilą gdy idziemy na niedopuszczalne ustępstwa, motywując je rzekomym „brakiem rozumu mas” – mas nowych i mas starych – rezygnujemy z naszego istnienia jako prawdziwa partia, tracimy to, co dla szukających jest najważniejsze, co wiąże ich z nami: płomień nowego historycznego życia, płomień, który świeci i grzeje, rodzi nadzieje i daje siłę do walki.
 
 
Musimy nasze metody agitacji i propagandy, naszą literaturę ukształtować odpowiednio do nowych zadań. Gdy góra nie chce przyjść do Mahometa – Mahomet musi przyjść do góry. Gdy te nowe masy, które musimy zdobyć, nie przychodzą do nas, my musimy iść do nich, mówić z nimi językiem odpowiadającym ich nastawieniu, nie gubiąc przy tym nic z naszych komunistycznych poglądów. Potrzebujemy specjalnej literatury dla agitacji wśród chłopów. Potrzebujemy specjalnej literatury dla urzędników i pracowników umysłowych, dla drobnomieszczaństwa i średniej burżuazji wszelkiego rodzaju, wreszcie specjalnej literatury do pracy wśród intelektualistów. Musimy przecież docenić rolę, jaką intelektualiści odgrywać mogą nie tylko w czasie rewolucji, lecz i po jej zwycięstwie. Pamiętajmy o tym, jak niezmiernie szkodliwy okazał się sabotaż uprawiany przez inteligencję w Rosji po Rewolucji Październikowej. Chcemy uczyć się z doświadczeń naszych rosyjskich braci. Dlatego musimy sobie zdawać jasno sprawę, że bynajmniej nie jest obojętne, czy intelektualiści są za nami, czy przeciwko nam – zarówno w chwili rewolucji, jak i potem.
 
 
Walka przeciwko faszyzmowi stawia więc przed nami mnóstwo nowych zadań. Jest obowiązkiem każdej poszczególnej sekcji Międzynarodówki Komunistycznej, odpowiednio do danej konkretnej sytuacji w swoim kraju, podjąć i realizować te zadania. Musimy jednak zarazem zdawać sobie sprawę, że ideologiczne i polityczne zwycięstwo nad faszyzmem samo nie wystarcza, by ochronić walczący proletariat przed przemocą i podstępami tego wroga. Proletariat znajduje się obecnie w sytuacji przymusowej: obrona przed faszyzmem to dla niego konieczność. Ani na chwilę nie wolno nam zaniedbywać samo ochrony proletariatu, jego obrony przed faszystowskim terrorem. Chodzi o życie, o fizyczną egzystencję proletariuszy, o istnienie ich organizacji. Samoobrona proletariatu – taki jest nakaz dnia. Nie możemy zwalczać faszyzmu na wzór reformistów włoskich, którzy błagali faszystów: „Nie tknij nas, my ciebie także nie tkniemy!” Nie, na przemoc musimy odpowiadać przemocą. Nie przemocą w formie terroru indywidualnego – to by nic nie pomogło. Przemocą jako siłą rewolucyjnej, zorganizowanej, proletariackiej walki klasowej.
 
 
W Niemczech zapoczątkowaliśmy zorganizowaną samoobronne proletariatu przed faszyzmem przez tworzenie fabrycznych oddziałów obronnych. Jeżeli te oddziały zostaną rozbudowane i jeżeli znajdą naśladowców w innych krajach, to uda się nam przezwyciężyć faszyzm w skali międzynarodowej. Ale walka proletariacka i samo ochrona przeciwko faszyzmowi – oznacza jednolity front proletariatu. Faszyzm nie pyta, czy robotnik w fabryce ma serce niebiesko-białe, bawarskie, czy zachwyca się czarno-czerwono-złotą republiką burżuazyjną czy też czerwonym sztandarem ze znakiem sierpa i młota, czy pragnie powrotu dynastii Wittelsbachów, czy z entuzjazmem popiera Eberta albo też wolałby widzieć naszego przyjaciela Brandlera jako prezydent Niemieckiej Republiki Rad. Faszyzmowi wystarcza, że ma przed sobą świadomego klasowo proletariusza – a tego wali pałą po głowie. Dlatego robotnicy bez względu na przynależność partyjną i związkową muszą zjednoczyć się do walki. Samoochrona proletariatu przeciwko faszyzmowi jest jedną z najważniejszych sił motorycznych, prowadzących do zwarcia szeregów robotniczych, do umocnienia jednolitego frontu proletariatu. Bez jednolitego frontu proletariat nie może skutecznie realizować samoobrony. Dlatego musimy jeszcze bardziej rozbudować i pogłębić naszą agitację w zakładach pracy. Musi ona przede wszystkim przezwyciężyć obojętność, brak świadomości klasowej i solidarności w duszach tych robotników, którzy sobie myślą: „Niech inni walczą i działają, mój udział w walce nie gra żadnej roli”. Musimy przekonać o tym każdego proletariusza: chodzi właśnie o mój udział, bez mego udziału rzecz się nie uda, muszą brać w tej walce udział. Czeka mnie zwycięstwo. Każdy proletariusz musi czuć, że jest czymś więcej niż najemnym niewolnikiem, igraszką burz rozpętywanych przez warstwy panujące w kapitalizmie. Musi czuć, musi zdawać sobie sprawę, że jest ogniwem rewolucyjnej klasy, która stare państwo posiadaczy przekuje w państwo ustroju radzieckiego. Tylko jeżeli w duszy każdego robotnika rozpalimy iskrę rewolucyjnej świadomości klasowej i rozdmuchamy ją do płomienia jednolitej woli klasy – tylko wtedy uda się nam przygotować i wprowadzić w czyn również wojskowe zwycięstwo nad faszyzmem. Jeżeli to się nam uda, wtedy bez względu na to, jak bardzo rozszaleje się ofensywa światowego kapitalizmu przeciwko światowemu proletariatowi, ofensywa wzmocniona przez faszyzm, bez względu na to, jak będzie gwałtowna i brutalna – proletariat ostatecznie ją odeprze. Mimo faszyzmu – zbliża się koniec gospodarki kapitalistycznej, państwa burżuazyjnego, klasowego panowania proletariatu. Zjawisko faszyzmu – wynikłe z rozkładu i rozpadu społeczeństwa burżuazyjnego – świadczy dobitnie i niezbicie o naszym przyszłym zwycięstwie, jeżeli tylko proletariat świadomie i pełen woli walki wystąpi do boju w jednolitym froncie. A musi to uczynić! Nad chaosem dzisiejszego świata wzniesie się gigantyczna postać proletariatu, głoszącego: Jam jest wola, jam jest siła, jam jest walka, jam jest zwycięstwo. Przyszłość należy do mnie.
 
 
Tłumaczył: Roman Werfel
 
Źródło: Faszyzmy europejskie (1922-1945) w oczach współczesnych i historyków; wydawnictwo Czytelnik 1979

Społeczność

CAPITALIST