Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 20 gości.

Czy teorie spiskowe tłumaczą praktykę rewolucji?

ydokomuna-100-lat-października.jpg


Wielu ludziom trudno sobie wyobrazić, jak w ciągu jednej nocy może upaść reżim, który jeszcze niedawno wydawał się wieczny. Czy tłum jakichś oberwańców może zniszczyć Imperium? Oczywiście, że nie - mówią zwolennicy teorii spiskowych. A może mimo wszystko, tak? Badaliśmy to razem z działaczem rosyjskiego ruchu socjalistycznego Iwanem Owsiannikowem.

 
Wszystkie rewolucje są przez kogoś „opłacone”, każdy filister jest tego pewien. To niemożliwe, żeby tak kosztowna maszyna, jak państwo, została obalona siłą rozpaczy.
 
Udział Niemiec w finansowaniu partii bolszewickiej jest mitem, którego dowodów nie znaleziono. Z historii znamy jednak podobne przykłady. Związek Radziecki pomagał partiom komunistycznym i ruchom narodowo-wyzwoleńczym na całym świecie, USA inspirowały antykomunistyczne przewroty, a Rosja Putina, być może, sponsoruje europejską skrajną prawicę. Ale czy to oznacza, że rewolucję można sprowokować z zewnątrz? Wyobraźmy sobie przez chwilę, że to prawda.
 
Rządy wydają ogromne sumy na utrzymanie struktur siłowych i aparatu propagandowego. A jednak rewolucje mają miejsce. Jedno z dwojga: albo rewolucjoniści mają kwoty porównywalne z budżetami państw, co jest mało prawdopodobne, albo inwestycje w rewolucję są z jakiegoś powodu bardziej efektywne. A zatem „popyt” na rewolucję w społeczeństwie jest wyższy niż „popyt” na stabilność.
 

 
Oczywiście, spiski i zamachy stanu zdarzają się w historii. Przypomnijmy niedawny bunt wojskowych w Turcji lub przewroty pałacowe w Rosji, w XVIII wieku. Te wydarzenia są jednak zupełnie niepodobne do rewolucji. Przewrót opiera na wąskim kręgu wtajemniczonych - z reguły są to wojskowi lub osoby bliskie władzy. W rewolucjach uczestniczą setki tysięcy i miliony zwykłych ludzi. Zakładając, że wszyscy oni zostali przekupieni lub oszukani, będziemy musieli przyznać, że ogromna liczba obywateli jest gotowa zaryzykować swoje życie za garść monet i uwierzyć każdemu, kto obieca im lepsze życie. Oznacza to, że obecny rząd, delikatnie mówiąc, ma problem z legitymizacją zaś założenie, że ktoś sztucznie wywołuje rewolucje, staje się zbędne.
 
Być może to kwestia geniuszu rewolucjonistów, którzy wszystkich „ograli”. Ale w jaki sposób prawnik Włodzimierz Uljanow lub dziennikarz Lew Trocki stali się przywódcami Rosji Radzieckiej? Oczywiście, były to niezwykłe osobowości, ale ich możliwości polityczne były ograniczone. Lenin pochodził z biedniejszej szlachty, Trocki - syna żydowskiego rolnika. Większość czasu spędzili na emigracji, i nie mieli nawet bloga wideo, żeby komunikować się ze swoimi zwolennikami. Nasuwa się następujący wniosek:  jeśli garstka inteligentów, która nie miała ani władzy ani doświadczenia w zarządzaniu, zdołała „ograć” system, to urzędnicy carscy okazali się kompletnymi idiotami.
 
To nie tak. Intelekt może zapewnić zwycięstwo w walce o władzę tylko wtedy, gdy wytworzone przezeń idee „porwą za sobą masy”. Tylko wtedy, jak to ujął Marks, stają się siłą materialną.
 
„Oręż krytyki nie może oczywiście zastąpić krytyki orężem; siłę materialną trzeba odeprzeć siłą materialną, wszelako i teoria staje się potęgą materialną, kiedy porywa za sobą masy” - Karol Marks, „Przyczynek do krytyki heglowskiej filozofii prawa” (1844).
 
Rewolucje następują spontanicznie - często są porównywane do eksplozji lub trzęsienia ziemi. Współcześni mogą przeczuwać rewolucję, ale ona i tak zwykle ich zaskakuje.
 
„My, starzy, nie dożyjemy, być może, decydujących bitew tej nachodzącej rewolucji – pisał Lenin w styczniu 1917 r. (na miesiąc przed wybuchem rewolucji lutowej w Rosji – przyp. red. WR).
 
Przyczyną rewolucji może być przypadkowe wydarzenie, na przykład samospalenie ulicznego sprzedawcy, jak miało to miejsce w Tunezji w 2011 roku, lub deficyt chleba w Piotrogrodzie w lutym 1917 roku. Jej prawdziwe przyczyny są jednak znacznie głębsze. W kraju powinna zaistnieć sytuacja rewolucyjna, której definicję dał ten sam Lenin.
 
Dla nastania rewolucji nie wystarczy, że „doły” nie chcą żyć dłużej po staremu, ale wymagane jest jeszcze to, aby „góra” nie mogła po staremu rządzić. Aby kryzys władzy osiągnął taką skalę, konieczne jest, by klasa panująca popełniła nie jeden, ale mnóstwo śmiertelnych błędów. Sytuacja rewolucyjna oznacza, że społeczeństwo zabrnęło w ślepy zaułek, zaplątało się w nierozwiązywalnych sprzecznościach.
 
Tak, rewolucji można uniknąć, jeśli reformy zostaną przeprowadzone na czas. Jednak bardzo często elita jest niezdolna do ustępstw, bo przecież to właśnie stary porządek zapewnia jej władzę i bogactwo. Rosyjskie ziemiaństwo popełniłoby zbiorowe samobójstwo rozdając swoje ziemie chłopom. Umowny Rotenberg dobrowolnie nie rozstaje się ze swoimi miliardami i możliwością okradania budżetu. Władzy posiadaczy do samego końca wydaje się, że niezadowoleni to tylko garstka ekstremistów, z którymi można poradzić sobie przemocą. To jednak jest samooszukiwanie. Nawet najbardziej autorytarna władza nie może istnieć bez wsparcia społecznego. Jak mówi powiedzenie przypisywane Napoleonowi: „Bagnetami można wszystko załatwić, ale nie można na nich usiąść”.
 
W normalnych warunkach, państwo utrzymuje konflikty społeczne pod kontrolą, wykorzystując do tego propagandę, przepisy prawa i represje. Jednak czasami zaostrzają się one tak bardzo, że nawet sama elita nie wierzy już w przyszłość reżimu. Wówczas nawet lekkie pchnięcie może uruchomić lawinę.
 

Tłumaczenie za: anticapitalist.ru

 


Czy teorie spiskowe tłumaczą praktykę rewolucji?

(wideoblog w języku rosyjskim)

See video

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

rot front