Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 87 gości.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Czym się różnimy?

kappa.jpeg

NOTA ENCYKLOPEDYCZNA OD REDAKCJI „WŁADZY RAD”

Pojęcia "kapitalizm państwowy" dla określenia ustroju panującego w Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR) jako pierwszy użył, jeszcze w latach 20-tych ubiegłego wieku, Amadeo Bordiga - włoski marksista, teoretyk lewicowego komunizmu. W latach 50-tych własną teorię kapitalizmu państwowego jako ustroju ZSRR i pozostałych państw „realnego socjalizmu” przedstawił brytyjski marksista Tony Cliff, zrywając tym samym z poglądami Lwa Trockiego, który uważał ZSRR za zdegenerowane państwo robotnicze. Większość trockistów odrzuciła tę teorię argumentując, iż nie można mówić o kapitalizmie w sytuacji, gdy ZSRR zachował mechanizmy gospodarki planowanej. Również teoretycy maoizmu zaczęli używać w odniesieniu do ZSRR pojęcia państwowy kapitalizm, po przejęciu tam władzy przez Nikitę Chruszczowa. Stanowisko maoistów różniło się zasadniczo od poglądów Cliffa, który okresu stalinizmu w ZSRR również uważał za kapitalizm państwowy.
 
 
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Czym się różnimy?

Teza głosząca, że tzw. realny socjalizm był w rzeczywistości systemem kapitalizmu państwowego implikuje wniosek, że nie było to państwo okresu przejściowego, biurokratycznie zdegenerowane.

Jakie są tego konsekwencje? Teza ta niejawnie sugeruje, że:
 
1) Nie ma różnicy jakościowej między państwem radzieckim okresu Lenina a państwem pod rządami Stalina: w tej wykładni okres NEP-u uzasadnia twierdzenie, że po początkowym etapie utopijnej próby zaprowadzenia komunizmu, jedyną realną alternatywą dla kapitalizmu epoki imperializmu był kapitalizm państwowy jako gorsza wersja rozwiniętego kapitalizmu, ale niezbędna dla skutecznego przezwyciężenia zacofania gospodarczego obszarów kapitalistycznej peryferii.
 
Ten pogląd służy opartemu na „naukowych” podstawach usprawiedliwieniu biurokracji państw tzw. obozu socjalistycznego. Jest atrakcyjny dla przedstawicieli dawnego aparatu ideologicznego biurokracji, ponieważ „normalizuje” (w oczach zwycięskiej burżuazji) państwo biurokratyczne sterylizując je z wszelkich „awanturniczych” naleciałości bolszewizmu, które były tylko fasadą, dętą propagandą obliczoną na manipulowanie ciemnymi masami żądnymi „sprawiedliwości dziejowej”, ale niedojrzałymi do podjęcia wyzwania nowego ustroju.
 
System kapitalizmu państwowego jest w tej koncepcji polityką racjonalną i realistyczną, pozbawioną jakiegokolwiek ekstremizmu, stanowiącą optymalny wybór w przypadku gospodarek zacofanych, które nie były w stanie inaczej podjąć skutecznej rywalizacji z Centrum kapitalistycznym. Biurokracja – z krwiożerczej władzy – staje się sprawną, technokratyczną kadrą menedżerską poświęcającą się dla niegodnego owego poświęcenia społeczeństwa.
 
W efekcie – pretensje zgłaszane do dawnego aparatu państw realsocjalizmu są nieuzasadnione i stanowią tylko pretekst dla rozgrywek politycznych, które dokonują się na trupie systemu kosztem głupiego społeczeństwa (w szczególności klasy robotniczej, która stanowiła fasadową legitymizację systemu, bo tak się złożyło ideologicznie, ale wiadomo, że nikt tego na serio nie traktował).
 
2) Drugą, długofalową korzyścią takiej wykładni historii realsocjalizmu jest możliwość przerzucenia wszelkiego odium na ideologię komunistyczną i bolszewików, z którą to ideologią późniejsza biurokracja ma wspólnego tylko tyle, że idea rewolucyjna i komunistyczna legła u podstaw systemu kapitalizmu państwowego, stanowiąc jej grzech pierworodny, za który dziś tzw. postkomuniści muszą odpokutować. Ale pokutują za cudze, bolszewickie, winy, albowiem biurokracja wraz ze swym aparatem ideologicznym nigdy nie podzielała wiary w utopijną, dziejową misję klasy robotniczej. Czemu niejednokrotnie dawała przez 40 powojennych lat wyraz, a w ZSRR – niemal drugie tyle.
 
Biurokracja i jej ideologiczny aparat ma więc słuszny powód do rozżalenia i poczucia krzywdy.
 
W efekcie – tzw. postkomuniści nie odczuwają żadnych oporów przed przejmowaniem sowietologicznych oskarżeń wobec komunistów w całej ich zafałszowanej rozciągłości. Wystarczy poczytać choćby artykuły czołowych, utytułowanych i instytucjonalnie namaszczonych marksistów zrzeszonych w SMP, żeby zauważyć ich odcinanie się od ideologii komunistycznej. Przerzucając całe odium na dziedzictwo bolszewizmu, oczyszczają jednocześnie biurokrację państw obozu socjalistycznego wykorzystując do tego celu posttrockistowskie narzędzie, czyli kategorię kapitalizmu państwowego.
 
Bezalternatywność tej grupy oraz posttrockistów wobec kapitalizmu wyraża się ich przekonaniem, że wystarczy tak niewiele, aby zracjonalizować stosunki społeczne w ramach systemu rzekomego postkapitalizmu. Kapitalizm państwowy także jest formą postkapitalizmu, a więc konwergencja systemów pełną gębą! Spełnienie misji dziejowej biurokracji z niewielkimi perturbacjami natury ideologicznej, których by nie było, gdyby nie ci wredni komuniści pętający się niczym wyrzut sumienia.
 
W istocie, spełnienie wolności wydaje im się możliwe w ramach współczesnego postkapitalizmu. Z tym, że zachodni model postkapitalizmu posiada, w relacji do kapitalizmu państwowego minionej epoki, taka niedogodność, że nie potrafi uwolnić się od konfliktów zbrojnych, które stanowią jego własne dziedzictwo. Kapitalizm państwowy ma więcej wspólnego z państwem dobrobytu, więc doświadczenie biurokratów realsocjalizmu stanowiłoby cenny wkład w potencjał nowej, postkomunistycznej i postkapitalistycznej epoki. Zawadą jest uparcie przenoszona przez fanatyków ideologia komunistyczna, która przeszkadza dawnym ideologom aparatu biurokratycznego stać się ideologami postkapitalistycznej rzeczywistości.
 
Wizja ta opiera się na całkiem uzasadnionym przekonaniu, że postulaty radykalnej lewicy dają się wprowadzić w warunkach liberalnego kapitalizmu: feminizm, rewolucja obyczajowa, swobody obywatelskie, a nawet państwo opiekuńcze wraz z gwarantowanym dochodem podstawowym itp. rozwiązaniami, w tym samorządnością interpretowaną jako rodzaj decentralizacji zarządzania na szczeblu lokalnym.

See video

 
W takiej perspektywie, można rzec, że postulaty „komunistyczne” są realizowane w codziennej praktyce demokracji burżuazyjnej, jako że są one – zgodnie z twierdzeniem Marksa – związane z poziomem rozwoju ekonomicznego i świadomościowego społeczeństwa. Edukacja obywatelska pozwala obywatelom zrozumieć, czego mogą oczekiwać po swoim państwie. Zaangażowanie obywatelskie w walkę o te prawa legitymuje owe postulaty, co czyni z nich obiektywne wartości demokracji.
 
Pozostaje jeden malutki problem: poziom rozwoju sił wytwórczych i idący za tym poziom cywilizacyjny wraz z tym, co się uważa za normę praw przysługujących obywatelom, jest oparty na podziale wartości dodatkowej wypracowanej przez producentów dóbr materialnych. Tu działa Marksowska reguła, że im wyższa stopa wartości dodatkowej, tym więcej do podziału poza sferą produkcji, czyli – konsumpcja sfery nieprodukcyjnej. Ale to się wiąże z mniejszą częścią przyznaną bezpośredniemu producentowi.
 
We współczesnym społeczeństwie kapitalistycznym, w wyniku przemian i doświadczeń, w wyniku rozwiązań demokratycznych, mamy coraz lepsze narzędzia mogące służyć komunistycznemu w istocie podziałowi bogactwa społecznego. Tak więc komunizm jest osiągalny już dziś. Nota bene, taki komunizm był już osiągalny myślowo już w starożytności.
 
Problem w tym, że pozostaje kwestia bezpośredniego producenta, na którego obiektywnym wyzysku opiera cała konstrukcja. Miarą faktycznie komunistycznego społeczeństwa pozostaje więc nie poziom konsumpcji pozaprodukcyjnej części społeczeństwa, ale stosunek tego społeczeństwa do bezpośredniego wytwórcy. Tak jak miarą społeczeństwa ludzkiego był, tradycyjnie, stosunek do kobiety.
 
Mniej lub bardziej idealny komunizm osiągały elity już od zamierzchłych czasów. Rozwój sił wytwórczych powoduje, że problem bezpośredniego wytwórcy redukuje się liczbowo. Ale pazerność elit żyjących z wyzysku ich pracy nie pozwala na rozwiązanie tego problemu, chociaż wszelkie warunki po temu są już dawno osiągnięte. W tej stawce grupy i warstwy pośrednie niekoniecznie odczuwają swój interes jako wspólny z interesem wyzyskiwanego bezpośredniego wytwórcy. Dopóki da się zwiększać wyzysk bezpośredniego wytwórcy, obiektywny interes wspólny nie dojdzie do głosu.
 
Sprzeczności współczesnego kapitalizmu psują optymistyczny obraz harmonii interesów. W szykującym się konflikcie między rywalizującymi zrzeszeniami narodowych interesów, jakimi są państwa narodowe, ujawnia się ograniczenie tego modelu. Skondensowany konflikt podstawowy w kapitalizmie okazuje się dynamiczną przyczyną wielkiej manifestacji fundamentalnej sprzeczności.
 
Dlatego też prawdziwym wyjaśnieniem historii XX wieku nie jest płaska jak marny dowcip teza o kapitalizmie państwowym, która usiłuje zafałszować marksizm i wymazać ze świadomości podstawowy konflikt interesów w kapitalizmie, ale konsekwentnie rozwijana teoria marksizmu, która dziś ujawnia w pełni swą aktualność polityczną.
 
W imieniu Grupy Samorządności Robotniczej
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
1 czerwca 2018 r.
 
 

Społeczność

Pokój i ziemia