Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 5 gości.

Samobój Andrzeja D.

cionek_samoboj.png

Czasy chwały, kiedy drużyna Tomaszewskiego, Laty i Deyny zdobyła medal na mistrzostwach świata, co miało miejsce za rządów Edwarda Gierka znienawidzonego przez reżim PiS, należą do odległej przeszłości. Od 32 lat polskiej drużynie nie udało się wyjść z grupy na mundialu i jest wielce prawdopodobne, że mistrzostwa w Rosji zakończą się podobnie jak mistrzostwa w Korei – meczem o honor. Honor – w sensie niesławnego ministra Becka, a jakże...

Samobójczy gol Thiago Cionka w meczu z Senegalem zmiażdżył morale polskich piłkarzy i kibiców. Teraz tylko zwycięstwo w „meczu o wszystko” z Kolumbią będzie w stanie odwrócić fatalną passę drużyny kapitalistycznej RP. Mimo że polscy piłkarze odnieśli względny sukces w Mistrzostwach Europy w 2016 roku, statystyki z mundiali są deprymujące. Spośród turniejów jakie miały miejsce przez 30 lat od restauracji kapitalizmu, tylko dwukrotnie nasza drużyna znalazła się wśród 32 drużyn grających w finałach.
 
 
Rozgrzane letnim słońcem rosyjskie stadiony, przez najbliższe kilka tygodni gościć będą piłkarzy i kibiców, a mecze oglądane będą przez setki milionów ludzi na całym świecie. W cieniu stadionów rozgrywa się jednak gra, która ma nieporównywalnie większe znaczenie – wielka polityka. Pierwszą drużyną, która w tej grze odniosła porażkę, jest drużyna polskich rusofobów.  W futbolu, będącym ogromnym biznesem, realne przychody z reklam są ważniejsze niż strupieszałe, niczym niesławny Ronald Reagan, sentymenty. Tym samym wielkie sportowe święto w znienawidzonej przez rodzimych i jankeskich prawicowych  troglodytów Rosji stało się faktem.
 
Póki co, wyniki mundialu są miażdżące dla wszystkich wierzących w dogmat o metafizycznym złu „ruskich”. Quasi-religijny obłęd takich ludzi jak Anita Gargas z TVP zastosowany konsekwentnie kazałby uważać, że wyniki mundialu są istnym spiskiem przeciwko husarskiemu Mesjaszowi Narodów.
 
Wszystkie burżuazyjne i drobnomieszczańskie siły polityczne, od Partii Razem, przez Nowoczesną, Platformę Obywatelską, a na partii PiS kończąc, są zaskakująco zgodne co do tego, kto jest największym, odwiecznym i zaprzysięgłym wrogiem narodu dzielnych husarzy. Tym wrogiem jest Rosja.

 
 
Właśnie wskutek epidemii rusofobii w warszawskim więzieniu od dwóch lat siedzi bez wyroku Mateusz Piskorski. Represje wobec niewinnego w świetle polskiego prawa nie interesują jednak nikogo, w przeciwieństwie do piłki nożnej.
 
 
 
Nic nie mogło jednak aż tak zdruzgotać zajadłych rusofobów, jak kapitalne zwycięstwo Rosji w meczu przeciwko jednemu z głównych sojuszników USA – Arabii Saudyjskiej. Ojczyzna Lenina wygrała z ojczyzną Bin Ladena 5:0. Pojedynek ten w najmniejszym stopniu nie przeszkadza jednak uśmiechniętemu Władimirowi Putinowi grać z Saudyjczykami w jednej drużynie producentów ropy naftowej.

 
 
 
 
 
 
 
 
Powody do radości na pewno ma drużyna Serbii. Ten wyklęty przez imperialistów kraj jest ofiarą kontrrewolucyjnego unicestwienia Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii, które znalazło swój krwawy finał w bombardowaniu Belgradu w 1999 roku. Imperialiści zniszczyli wtedy wieżę telewizyjną na górze Avala, mordując jej załogę, co na pewien czas utrudniło Serbom oglądanie telewizji. Nie byli jednak w stanie zniszczyć futbolu w kraju, w którym dwa największe kluby noszą dumne nazwy „Crvena Zvezda” i „Partyzan”. Cóż to za relikt „totalitaryzmu”.
 
Tego reliktu nie był w stanie zniszczyć nawet Żeljko Raznatowić „Arkan”, który próbował pod koniec lat 90. stworzyć na prawdziwie kapitalistycznych zasadach konkurencyjny FK Obilić. Pewnym jest, że gdyby „dobra zmiana” rządziła w Serbii, kibicowanie drużynom nie zdekomunizowanych klubów stałoby się karalne.
 
W ostatnim meczu opierających się dekomunizacji Serbów, kapitalny strzał z rzutu wolnego, będący dziełem Aleksandra Kolarowa i strzał z przewrotki Milenkovicia pokazały, że mamy do czynienia z drużyną najwyższej światowej klasy.
 
Klasę pokazała również drużyna jednego z najmniejszych i najbardziej egalitarnych państw Europy – Islandii. Dużo mówi tutaj mecz z Argentyną. Islandczycy, tak jak Hiszpanie w Euro 2012 pokazali, że drużyna stanowiąca zgrany kolektyw jest skuteczniejsza niż wybitna jednostka.
 
W sobotę 16 czerwca multimilioner Messi nie był w stanie przebić się przez zgrany mur islandzkiego kolektywu. Messi pokazał tym samym, że jest tylko cieniem wielkiego Maradony, podbijającego stadiony 25-30 lat temu i nie wstydzącego się tatuażu z Che Guevarą.

Gdyby któryś z polskich zawodników chciał pod tym względem naśladować Maradonę, prawdopodobnie musiałby liczyć się z konsekwencjami prawnymi. Prokuratura w Polsce nie ma sobie równych w nękaniu „czerwonej zarazy”, do której zalicza również niezależnych dziennikarzy i odległe od jakiejkolwiek polityki środowisko akademickie.
 
Trzeba przyznać, że polska drużyna narodowa padła ofiarą rusofobii. Pierwszy kibic RP, niejaki Andrzej D. - pseudo „Adrian”, zwykle obecny na meczach polskich piłkarzy, tym razem nie pojawił się na trybunach. Widać, wychowanemu przez PiS, alergicznemu rusofobowi, wyjazd do Moskwy groził tak wielkim uszczerbkiem na zdrowiu, że zdecydował się on porzucić na pastwę losu narodową drużynę.
 
Wtorek 19 czerwca i mecz z Senegalem pokazały, że brak prezydenckiego dopingu dał się nieźle we znaki piłkarzom. Polska duma narodowa ucierpiała. Najbardziej skompromitował się niejaki Robert Lewandowski, burżuj.
 
Żyjący w luksusach Lewandowski, chodząca alegoria uzależnienia polskiej gospodarki od Niemiec i niemieckiego kapitału, jest legendą Bundesligi. Zamiast spodziewanego sukcesu, kibicom i fanom „Lewego” pozostała jedynie gorycz porażki. Oto chodzący symbol doskonałości kapitalistycznej UE – wybitny Polak grający w niemieckim klubie, w niezmiernie ważnym meczu nie był w stanie stanąć na wysokości zadania. Co innego czarnoskórzy gracze z postkolonialnego Senegalu.
 
Pewnym jest, że po wtorkowym meczu polskim kibicom pozostała jedynie gorycz porażki. Dwa lata temu, we Francji, polska reprezentacja odniosła historyczny sukces, znajdując się wśród 8 najlepszych drużyn w Europie. Te sukcesy zbiegały się z sukcesami PiS, wprowadzającego w Polsce program socjalny. Socjalne iluzje odnośnie PiS-u są już jednak przeszłością.
 
Obecnie okręt sterowany przez Jarosława K. wpłynął na mieliznę autorytarnej reakcji łamiącej prawa człowieka. Reakcyjny charakter rządu i spadek poparcia społeczeństwa dla ideologicznych szaleństw superpremiera jest faktem.
 
Media donoszą o zmianach w składzie reprezentacji na niedzielny mecz. Poza składem drużyny narodowej znajdzie się odpowiedzialny za samobójczy strzał Thiago Cionek. Najwyższy czas, aby odpowiedzialni za łamanie praw człowieka i kompromitujący Polskę na arenie międzynarodowej ludzie tacy jak Zbigniew Z., marionetkowy prezydent Andrzej D. i premier Mateusz M. wraz z ich przełożonym Jarosławem K. znaleźli się poza polityką – na śmietniku historii.
Tymczasem Polska odpadła z mistrzostw świata po porażce z Kolumbią 0:3. Polecamy komentarz Towarzysza Michała w tej sprawie:

See video

Społeczność

1917 rev