Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 6 gości.

Artur Kowalski: KRLD i restauracja kapitalizmu [polemika z RCIT]

dprk-capit.jpg

Nieuleczalnie chory bywa nazywany umierającym, jednak za zmarłego zostaje uznany dopiero po śmierci. Wcześniej może pojawić się eksperymentalny lek ratujący życie. Bardzo rzadko, ale zdarzają się przypadki uzdrowienia, których medycyna nie jest w stanie naukowo wyjaśnić.
 
Tekst ten stanowi polemikę z niektórymi tezami, dotyczącymi odbudowy kapitalizmu w Koreańskiej Republice Ludowo-Demopkratycznej (KRLD), zawartymi w artykułach autorstwa Michaela Pröbstinga z Rewolucyjnej Komunistycznej Tendencji Międzynarodowej (RCIT):

Michael Pröbsting: Jeszcze raz o restauracji kapitalizmu w Korei Północnej
Michael Pröbsting: W jakim sensie można mówić o przywracaniu kapitalizmu w Korei Północnej?

To, że w Koreańskiej Republice Ludowo-Demokratycznej (KRLD) powiększa się rozwarstwienie dochodowe, wprowadzane są mechanizmy rynkowe, rośnie udział prywatnego handlu i usług, że udzielane są koncesje dla zagranicznego kapitału przemysłowego, nie oznacza automatycznie, że w ciągu kilku lat zostanie tam przywrócony kapitalizm. Proces historyczny jest rezultatem walk społecznych: walk klasowych i walk frakcyjnych wewnątrz klasy lub warstwy panującej, a w skali międzynarodowej także walk pomiędzy klasami panującymi różnych krajów. Czasem na wydarzenia w pojedynczym kraju decydujący wpływ ma sytuacja gospodarcza i polityczna w skali międzynarodowej. Wszystkie te procesy przenikają się i oddziałują na siebie wzajemnie. Globalna wojna handlowa, możliwy kryzys gospodarczy i społeczny w Chińskiej Republice Ludowej i/lub Korei Południowej, może z dnia na dzień przekreślić obecne plany i rachuby reżimu KRLD. Rozwój społeczno-ekonomiczny nie jest procesem liniowym. Jest procesem dialektycznym, wynikiem nieustannej walki pomiędzy sprzecznymi interesami klasowymi.
 
 
Sformułowanie „Rubikon procesu kapitalistycznej restauracji został przekroczony” to literacka figura stylistyczna a nie naukowo zdefiniowana kategoria marksistowska. Zawiera w sobie liniową wizję rozwoju. Rubikon, czyli co? Punkt z którego nie ma już odwrotu? A niby dlaczego? A nawet jeśli dziś odwrót wydaje się niemożliwy, to jutro może okazać się, nie tylko możliwy, ale nawet konieczny. Wbrew twierdzeniom Francisa Fukuyamy, nie ma czegoś takiego jak koniec historii. Możliwe są różne scenariusze, a kapitalizm nie jest ostatnią formacją społeczno-ekonomiczną w historii ludzkości.
 
 
Lew Trocki nazywał stalinowski ustrój ZSRR ślepą uliczką rozwoju historycznego, systemem przejściowym (ani kapitalizm, ani socjalizm), nie będącym samodzielną formacją społeczno-ekonomiczną i niezdolnym do długotrwałego, samodzielnego rozwoju. Ustrój ten można obrazowo porównać do krzyżówki konia z osłem, czyli muła. Są na świecie takie zwierzęta, ale nie istnieją jako odrębny, samodzielnie ewoluujący gatunek, bo są bezpłodne.
 
 
Trocki przewidywał, że z czasem, w ZSRR musi zostać wykonany krok naprzód do socjalizmu (poprzez robotniczą rewolucję polityczną, obalającą władzę biurokracji) albo cofnięcie do formacji wcześniejszej – kapitalizmu. Trafnie przewidział, że biurokracja stalinowska w obawie przed buntem robotniczym i utratą przywilejów, wcześniej, czy później zacznie dążyć do odbudowy kapitalizmu. Przekształci się w klasę kapitalistów, by swoje przywileje oprzeć na dużo solidniejszych podstawach – prywatnej własności środków produkcji.
 
W 1945 roku mogło się wydawać, że Trocki mylił się całkowicie. Okoliczności historyczne otworzyły przed biurokracją stalinowską nowe możliwości, które ta znakomicie wykorzystała. ZSRR nie tylko przetrwał II wojnę światową, ale rozszerzył swoje wpływy na połowę Europy, (tę biedniejszą i zacofaną) gdzie obalono kapitalizm i ustanowiono bardziej lub mniej wierne kopie systemu społeczno-ekonomicznego panującego w Związku Radzieckim. Jednocześnie biurokracja radziecka pomogła imperialistom stłumić nastroje rewolucyjne na Zachodzie, zwłaszcza we Francji i we Włoszech. Przyglądała się też biernie mordowaniu greckich komunistów. Z drugiej strony wpływy ZSRR rozszerzyły się na Korę Północną, późnej Chiny, Wietnam i Kubę. W zasadzie do końca lat 70-tych trwał na świecie proces rewolucyjny rozszerzający wpływy polityczne i gospodarcze ZSRR („socjalizm” arabski, „socjalizm” afrykański, Nikaragua, Afganistan). Równolegle przebiegał jednak proces dezintegracji bloku „socjalistycznego”.
 
Pierwszym wyłomem był konflikt między Stalinem i Tito skutkujący jawną wrogością między ZSRR i Jugosławią. W 1956 r . XX zjazd Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego potępił dyktaturę Stalina. Dla współczesnych neostalinowców to właśnie objęcie władzy przez „rewizjonistów” z Nikitą Chruszczowem (wcześniej bliskim współpracownikiem Stalina) na czele było „Rubikonem” kontrrewolucji. Był to zarazem początek konfliktu między biurokracją ZSRR pod wodzą Chruszczowa i biurokracją Chińskiej Republiki Ludowej, skupioną wokół Mao Zedonga. Z czasem doprowadziło to do rozpadu obozu „socjalistycznego” na dwa wrogie bloki: radziecki i chiński.

Kolejnym przełomem historycznym był rok 1968. Nowa fala rewolucyjna na Zachodzie, była wyciszana przez Kreml, który pozostawał wierny duchowi porozumień jałtańskich, zawartych z imperialistami, o podziale stref wpływów w Europie. Druga po 1945 r. historyczna szansa na rozpoczęcie rewolucji światowej i obalenie kapitalizmu w skali globalnej, została zniweczona przez zdradę biurokracji stalinowskiej. W tym czasie była ona zajęta obroną własnej pozycji i walkami frakcyjnymi. W 1968 r. fala wstrząsów społecznych objęła Czechosłowację (tzw. praska wiosna stłumiona przez interwencję wojsk Układu Warszawskiego). W tym samym roku biurokratyczna czystka w Polsce odbywała się pod hasłami antysyjonistycznymi, lub wręcz antysemickimi. W Chinach, Mao rozprawiał się z wrogą frakcją biurokracji rozpętując rewolucję kulturalną.
 
W latach 70-tych i 80-tych oczy wszystkich biurokratów stalinowskich zwrócone były na Polskę. Krwawo stłumiona fala robotniczych protestów z grudnia 1970 (ponad 40 zabitych, ponad tysiąc rannych – gównie robotników), stała się okazją do kolejnych przetasowań w łonie rządzącej warstwy biurokracji. Kolejna fala robotniczych protestów w czerwcu 1976 r. również została stłumiona, choć już nie tak brutalnie. Następny protest robotniczy z sierpnia 1980 r. omal nie doprowadził do obalenia biurokracji. Żeby ratować swoją pozycję nomenklatura wyłoniła nową ekipę rządzącą – oddając pełnię władzy armii, która musiała ogłosić stan wojenny i wyprowadzić czołgi na ulice (od kul zginęło kilkanaście osób – w większości robotników). To uzmysłowiło stalinowskim biurokratom w całym bloku, jak wielkim, i jak realnym zagrożeniem dla nich jest rewolucja robotnicza. W Polsce po 1981 r. biurokracja trzymała się już tylko dzięki wojsku i milicji. Więź z klasą robotniczą została ostatecznie zerwana. Nikt nie wierzył w odnowę socjalizmu. Te wydarzenia były znane i komentowane w całym Bloku Wschodnim. Tam również, choć nie dochodziło do wystąpień społecznych, pogłębiała się przepaść między biurokracją i klasą robotniczą. Sytuację pogarszał kryzys gospodarczy – najostrzejszy w Polsce i Rumunii (oba kraje brały kredyty z Zachodu i wpadły w pułapkę zadłużenia), dotkliwy w ZSRR (spadek cen ropy naftowej, koszty wojny w Afganistanie).
 
Z drugiej strony od lat 70-tych w bloku wschodnim modna stawała się teoria konwergencji. Mawiano, że Szwecja jest bliżej prawdziwego socjalizmu niż ZSRR. A skoro Zachodnia Europa zaadaptowała u siebie wiele „socjalistycznych” rozwiązań społecznych, tworząc państwo opiekuńcze, to być może Europa Wschodnia powinna szerzej korzystać z rozwiązań rynkowych, które sprawdzają się lepiej niż gospodarka planowa. W latach 80-tych odpowiedzią biurokratów w ZSRR, Polsce i na Węgrzech, były coraz dalej idące reformy rynkowe, przy czym cały czas twierdzono, że jest to tylko nowy NEP (Nowa Polityka Ekonomiczna) i że Lenin nie bał się cofnąć do gospodarki rynkowej, kiedy stało się to konieczne. Czy w tym czasie biurokracja świadomie dążyła do odbudowy kapitalizmu? Naszym zdaniem nie. Działała żywiołowo szukając sposobu na poprawę sytuacji gospodarczej, by zapobiec kolejnym buntom społecznym i umocnić swoją uprzywilejowaną pozycję. Te poszukiwania prowadziły ją w kierunku gospodarki rynkowej, uwolnienia cen, większej swobody dla firm prywatnych, ale wyłącznie krajowych, tak aby to biurokracja kontrolowała pierwotną akumulację kapitału. Później wydarzenia przyspieszyły. Okrągły Stół w Polsce - porozumienie z opozycją dające biurokracji amnestię w zamian za oddanie władzy -  i nadchodzące z Zachodu propozycje reorientacji geopolitycznej z perspektywą uruchomienia nowego planu Marshala i przyjęcia do klubu bogatych – Unii Europejskiej i NATO, doprowadziły do dezintegracji warstwy stalinowskiej biurokracji. Część z nich dostrzegła swoją szansę w obaleniu „komunizmu” i przejściu na służbę zachodniego kapitału.
 
Po 1988 r. to właśnie ta frakcja biurokracji w Europie Wschodnie i ZSRR organizowała protesty społeczne, formowała nowe partie prawicowe, powierzając nielicznym dysydentom reprezentacyjne funkcje dla uwiarygodnienia „odwiecznego antykomunizmu” nowej partii. W Polsce sekretarz Komitetu Centralnego PZPR został redaktorem naczelnym skrajnie prawicowego i antykomunistycznego tygodnika „Wprost”. W Rosji Borys Jelcyn, zanim stał się twarzą kontrrewolucji był I sekretarzem Komitetu Miejskiego w Moskwie, a więc dość wysoko postawioną figurą radzieckiej nomenklatury. Czy koreańska biurokracja może przejść podobną ewolucję. Nie jest to wykluczone i od 30 lat taki scenariusz jest koszmarnym snem klanu Kimów, którym przed oczami stoją sceny z egzekucji Nicolae Caucesu i jego żony w Rumunii.
 
 
Czy „Donju” są klasą społeczną?
 
 
Mamy spore wątpliwości odnośnie tego, czy „Donju”, (koreańskie słowo: panowie pieniądza – bogaci) są klasą społeczną, a szczególnie klasą kapitalistów w marksistowskim rozumieniu tego określenia. Decydującym marksistowskim kryterium przynależności klasowej – w każdej formacji społeczno-ekonomicznej - jest stosunek do środków produkcji. W ramach określonych stosunków produkcji klasy uciskające - właściciele niewolników, feudałowie, kapitaliści – zagarniają produkt dodatkowy wytworzony przez klasy eksploatowane. - niewolników, chłopów pańszczyźnianych, robotników. To dlatego Trocki konsekwentnie nazywał biurokrację stalinowską warstwą społeczną a nie klasą.
 
 
W swojej pracy „Klasowy charakter państwa radzieckiego” (1933) Lew Trocki napisał:
 
„Tak długo, jak forma własności stworzona przez Rewolucję Październikową nie zostanie zburzona, proletariat pozostanie klasą panującą.”
…..
„Dla marksisty klasa ma wyjątkowo ważne i co więcej, naukowo sprecyzowane znaczenie. Klasę definiuje się nie przez sam jej udział w podziale dochodu narodowego, lecz przez samodzielną rolę w ogólnej strukturze gospodarczej oraz przez jej samodzielne korzenie w gospodarczych podstawach społeczeństwa. Każda klasa (szlachta feudalna, chłopstwo, drobna burżuazja, burżuazja kapitalistyczna i proletariat) wypracowuje swoje własne szczególne formy własności. Biurokracji brakuje wszystkich tych cech. Nie zajmuje samodzielnej pozycji w procesie produkcji i dystrybucji. Nie posiada samodzielnych korzeni własności.”….
 
„Tak czy inaczej, największe apartamenty, najbardziej soczyste pieczenie, a nawet Rolls-Royce'y nie wystarczą dla przekształcenia biurokracji w samodzielną klasę panującą.”…
 
„Niemniej jednak same przywileje biurokracji nie zmieniają podstaw społeczeństwa radzieckiego, ponieważ biurokracja czerpie przywileje nie z jakichś szczególnych stosunków własności specyficznych dla niej jako klasy, lecz ze stosunków własności stworzonych przez Rewolucję Październikową, w zasadzie adekwatnych do dyktatury proletariatu. Mówiąc jasno, kiedy biurokracja okrada ludzi (a czyni to, w różny sposób, każda biurokracja), to stykamy się nie z wyzyskiem klasowym w naukowym znaczeniu tego słowa, lecz z pasożytnictwem społecznym na bardzo dużą skalę. W średniowieczu kler z tej racji stanowił klasę lub stan, że jego władza polegała na specyficznym systemie własności ziemskiej oraz przymusowej pracy. Obecny Kościół nie stanowi klasy wyzyskującej, lecz pasożytniczą korporację.”
 
 
Nie każdy bogaty jest kapitalistą, nie każdy kapitalista jest bogaty
 
Bogaty właściciel niewolników, czy zamożny pan feudalny eksploatujący pracę chłopa poddanego to nie kapitalista i jest to w miarę oczywiste. Kapitalista pojawia się wraz z rozwojem sił wytwórczych i powstaniem kapitalistycznych stosunków produkcji. Kapitalista to właściciel fabryki zatrudniający osobiście wolnego robotnika, pozbawionego własności środków produkcji i zmuszonego sprzedawać swoją siłę roboczą kapitaliście.
 
Czy popularny aktor, muzyk, sportowiec, sławny lekarz, czy inżynier wynalazca, osiągający dochody wielokrotnie wyższe od przeciętnej płacy krajowej w zdeformowanym państwie robotniczym automatycznie staje się kapitalistą? Nie! Jest niewątpliwie beneficjentem niesprawiedliwego podziału dochodu narodowego, kontrolowanego przez biurokrację, ewentualnie wtórnego podziału wartości dodatkowej w kapitalizmie. Kapitalistą stanie się dopiero wtedy, gdy posiadaną nadwyżkę finansową zaangażuje w kapitalistyczny proces produkcji , czyli np. kupi na giełdzie akcje spółki i stanie się jej współwłaścicielem. Dopiero wtedy zacznie czerpać dochody z kapitalistycznego wyzysku pracy, z zawłaszczania wartości dodatkowej, wytworzonej przez robotnika. Bywają też biedni kapitaliści. Osobiście poznałem właściciela małej firmy budowlanej, zatrudniającej dwóch robotników, który zimą sam musiał iść do pracy w agencji ochroniarskiej, bo zyski z działalności gospodarczej były zbyt małe i po sezonie budowlanym musiał szukać dodatkowego źródła dochodu. Nie był bogaty ale z technicznego punktu widzenia był kapitalistą.
 
Towarzysze z „Władzy Rad” popełniają błąd kładąc zbyt duży nacisk na kwestię prawa dziedziczenia, w ocenie klasowego charakteru państwa. W rzeczywistości Korea Północna jest modelowym przykładem tego, że może istnieć dziedziczność bez ram prawnych. Wystarczy spojrzeć na sam szczyt reżimu: jest on zdominowany przez jeden klan rodzinny od czasu swego powstania ponad 70 lat temu! – czytamy w artykule RCIT.
 
Nepotyzm i kumoterstwo to nie to samo, co prawo dziedziczenia. Nepotyzm i kumoterstwo umożliwiają skuteczne przekazanie przywilejów (zarówno w systemach stalinowskich, jak i w kapitalizmie), ale w większości systemów prawnych są to działania nielegalne. Nawet jeśli nie są ścigane, to ich skutki zawsze mogą być podważone i cofnięte. Syn generała może dzięki ojcu i jego kolegom zrobić szybką karierę w wojsku, ale jeśli dowodzenie w armią przejmie konkurencyjna klika, to obaj mogą stracić posady, a nawet trafić do więzienia za nadużycia. Tak właśnie przebiegały czystki w systemach biurokratycznych, stąd naturalna tęsknota nomenklatury za dającym dużo większe poczucie bezpieczeństwa prawem własności i dziedziczenia. Oparcie przywilejów na prawie własności wymaga jednak przywrócenia prywatnej własności środków produkcji. Wtedy część nomenklatury z warstwy panującej przekształca się w klasę panującą – kapitalistów, zaś pozostali, jako zwykli biurokraci służą jej interesom, otrzymując za to część zagrabionej przez kapitalistów wartości dodatkowej, wytwarzanej przez robotników
 
Towarzysze z RCIT piszą:

„Innymi słowy, reżim Kima nie uciska wyłaniającej się burżuazji, jak miało to miejsce w stalinowskim zdegenerowanym państwie robotniczym. Wręcz przeciwnie, reżim Kima raczej promował jej pojawienie się i jest z nią powiązany. To dlatego mówimy o stalinowsko-kapitalistycznej klasie rządzącej.”
 
Po 1956 r. reżimy poststalinowskie w Europie Wschodniej nie uciskały wyłaniającej się burżuazji, wręcz przeciwnie, były z nią powiązane a członkowie nomenklatury czerpali z tego korzyści. W Polsce po 1956 r. odstąpiono od przymusowej kolektywizacji. Większość spółdzielni rozpadła się a podstawą rolnictwa stały się rodzinne gospodarstwa rolne. Rolnik był właścicielem ziemi, jego potomkom przysługiwało prawo dziedziczenia. Mógł też sprzedać ziemię, choć państwo miało prawo pierwokupu, a więc rynek obrotu ziemią był ściśle kontrolowany. Równolegle istniały wielkie Państwowe Gospodarstwa Rolne, które ze względu na przerost zatrudnienia, były mniej wydajne niż gospodarstwa rodzinne. Przerost zatrudnienia cechował wszystkie przedsiębiorstwa państwowe, ale taka była cena za uwolnienie społeczeństwa od bezrobocia. Państwo gwarantowało każdemu pracę i do ostatniego dnia istnienia PRL wywiązywało się z tego zobowiązania. Przez cały czas istnienia PRL funkcjonowały też rynki, targowiska i bazary. Funkcjonował prywatny sektor produkcyjny – rzemieślnicy (większość z nich zbankrutowała po przywróceniu kapitalizmu). Istniały małe prywatne sklepy, kawiarnie i restauracje, małe prywatne hotele i pensjonaty. Były prywatne domy i mieszkania oraz możliwość ich sprzedaży po cenach rynkowych. Oprócz państwowych, funkcjonowały prywatne gabinety dentystyczne, a sławni lekarze przyjmowali pacjentów w domach, na prywatnych konsultacjach. Pod koniec lat 70-tych zezwolono na tworzenie większych, prywatnych firm produkcyjnych – teoretycznie z kapitałem zagranicznym, w praktyce należących do obywateli Polski. Miały one komfortową sytuację gdyż nie były wystawione na globalną konkurencję. Często całą swoja produkcję miały zakontraktowaną na wiele lat do przodu przez przedsiębiorstwa państwowe. W praktyce pasożytowały na gospodarce planowej. W połowie lat 80-tych, w ramach „urynkowienia” gospodarki zaczęły powstawać tzw. spółki nomenklaturowe, w większości usługowe. Były to twory czysto pasożytnicze, wchodzące jako pośrednik między kooperujące przedsiębiorstwa państwowe. Tak przebiegała pierwotna akumulacja kapitału, ale jej tempo było niewystarczające. Żeby biurokracja mogła przekształcić się w klasę kapitalistów, dysponujących kapitałem pozwalającym funkcjonować na równi z kapitalistami zachodnimi, potrzebna była wielka grabież majątku narodowego, zwana prywatyzacją.
 

Chińska droga do kapitalizmu
 
Przerażona chaosem w Europie Wschodniej, biurokracja chińska zachowała spoistość i pełną kontrolę nad procesem restauracji. Odbudowa kapitalizmu zapoczątkowana reformami Deng Xiao Pinga pod koniec lat 70-tych odbywała się pod czerwonym sztandarem. Tam również w 1989 r. proces restauracji kapitalizmu mógł zostać zatrzymany, gdyby spontaniczne protesty na placu Tiananmen spotkały się z partią rewolucyjnej awangardy.
 
Dziesięć lat temu chińscy wykładowcy marksizmu na prowincjonalnym uniwersytecie skutecznie przekonali gościa z Polski, że cały czas trwa tam budowa socjalizmu o „chińskim obliczu”. Jest uchwalany plan, jest partia komunistyczna i armia ludowa, a kiedy rozwój sił wytwórczych w ramach „koncesji kapitalistycznej” osiągnie odpowiedni poziom, partia zarządzi zwrot polityczny. Będzie jak planował Marks. Kraj najwyżej rozwinięty z sukcesem rozpocznie budowę socjalizmu.
 
To oczywiście naiwne marzenia, ale taka niezgodność bazy społeczno-ekonomicznej z nadbudową ideologiczną nie może trwać wiecznie. Próba dostosowania nadbudowy, do bazy  będzie stanowić ciekawy i przełomowy moment historyczny.
 

Kim są koreańscy „Donju”?
 
Grupa nowobogackich w KRLD przez zachodnie media bywa określana klasą średnią, przy czym socjologia anglo-amerykańska, jeżeli już używa kategorii klas, to do ich wyróżnienia stosuje kryteria dochodowe i prestiż społeczny: najbogatsi to klasa wyższa, potem wynoszona na piedestał klasa średnia, a potem albo pustka społeczna, albo niechętnie wymieniana klasa niższa, czyli biedota. W socjologii marksistowskiej, koncentrującej się na własności środków produkcji, klasą średnią określani są właściciele indywidualnego warsztatu pracy, firmy rodzinne i przedstawiciele wolnych zawodów: adwokaci, lekarze, artyści, którzy przynajmniej teoretycznie są w stanie bezpośrednio sprzedać produkt swojej pracy, gdyż są jego właścicielami. Od nowobogackiego w zdeformowanym państwie robotniczym do kapitalisty jest jednak dość daleka droga.
 
Kiedy czytam opisy Korei Północnej z Washington Post w stylu:
 
„Korea Północna ma teraz swój 1 procent [najbogatszych - przyp. red. WR]. Znajdziesz go w „Pyonghattan”, równoległym wszechświecie zamieszkałym przez bogate dzieci z Koreańskiej Republiki Ludowej-Demokratycznej. (...) Korea Północna jako całość pozostaje gospodarczo zacofana - przemysł prawie się załamał, i nawet w Pjongjangu, oficjalna pensja pozostaje mniejsza niż 10 dolarów miesięcznie - ale w rozrost klasy kupieckiej w ostatnich latach wytworzył całą warstwę nowobogackich w stolicy…. „Donju zwykle zajmują oficjalne stanowiska rządowe - w ministerstwach lub wojsku, prowadząc przedsiębiorstwa państwowe za granicą lub próbując przyciągnąć inwestycje do Korei Północnej. Na boku, handlują wszystkim, co tylko wpadnie im w ręce, w tym telewizorami z płaskim ekranem i apartamentami Pieniądze, które zarabiają, teraz przepływają dalej przez społeczeństwo, przez rynki, które są obecne w każdym skupisku ludności, trafiając też do wysokiej klasy restauracji w Pjongjangu”
 
…to przed oczami staje mi znajomy obraz Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej z lat 70-tych i 80-tych. Szastające pieniędzmi dzieci ministrów i dyrektorów nazywano „bananową młodzieżą”, nomenklaturę „czerwoną burżuazją”. Przeciętna pensja w PRL w przeliczeniu na dolary (po kursie czarnorynkowym) wynosiła 30 USD. Oczywiście jej siła nabywcza w kraju była wielokrotnie wyższa. W ten sposób polskim „Donju” stawał się każdy, kto miał dostęp do waluty krajów zachodnich. Wyjeżdżający na negocjacje zagraniczne lub targi dyrektor otrzymywał dietę w dolarach. Mógł tam kupić deficytowe produkty lub po prostu przywieść do kraju niewydane 100-200 USD.
 
Państwowe firmy budowlane realizowały kontrakty eksportowe w krajach arabskich. Pracujący tam robotnicy otrzymywali wynagrodzenie w dolarach i po powrocie do kraju, przywożąc 1000-2000 dolarów stawali się polskimi „Donju”. Reżim tolerował też indywidualne wyjazdy do pracy w krajach zachodnich. Oczywiście takie wyjazdy wymagały zezwoleń i protekcji, czyli łapówek. Były też państwowe sieci sklepów z zachodnimi produktami sprzedające również deficytowe produkty krajowe za dolary. W Polsce były to sklepy Pewex i Baltona, w ZSRR sieć Bieriozka. W ten sposób pieniądze wschodnioeuropejskich „Donju” trafiały do gospodarki, ale choć rozwarstwienie dochodowe i majątkowe rosło, nie byli oni kapitalistami, a do kapitalizmu droga była jeszcze daleka. Przełomem były dopiero wybory z 4 czerwca 1989 r. Odejście od gospodarki planowej, zarzucenie polityki pełnego zatrudnienia i rozpoczęcie procesu prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych.
 
Wcześniej, protesty robotnicze z 1980 r. mogły proces restauracji kapitalizmu zatrzymać, a nawet odwrócić, inicjując falę proletariackiej rewolucji politycznej w całej Europie Wschodniej. Zabrakło partii rewolucyjnej awangardy, która mogłaby spontanicznemu protestowi robotników przeciwko nadużyciom biurokracji, zaoferować program socjalistyczny. Kierownictwo protestu przejęły środowiska liberalne (wywodzące się z nomenklatury) i klerykalne. W 1993 r. szok społeczny wywołany transformacją był tak wielki, że demokratyczne wybory wygrała partia „postkomunistyczna”, która wbrew nadziejom wyborców nie miała zamiaru zatrzymywać odbudowy kapitalizmu – wręcz przeciwnie. Wtedy również zabrakło rewolucyjnego kierownictwa, które robotnikom rozczarowanym transformacją mogłaby zaoferować program socjalistyczny. To, że wtedy się nie udało, nie oznacza, że nigdy i nigdzie się nie uda.
 
 
Jeśli [redaktorzy „Władzy Rad”] zgadzają się z naszą tezą,[że proces restauracji kapitalizmu na wzór chiński został rozpoczęty – przyp. red. WR] to pytamy, dlaczego nie uznają, że Korea Północna stała się państwem kapitalistycznym? Czy dlatego, że gospodarka nie jest już w pełni kapitalistyczna? Ale wtedy towarzysze będą musieli również twierdzić, że Europa Wschodnia nie stała się kapitalistyczna w latach 1989/90, że ZSRR nie stał się kapitalistyczny w 1991 r. I że Chiny nie stały się kapitalistyczne w 1992 r." – czytamy w artykule RCIT.
 
 
Jeśli przyjąć, że KRLD jest obecnie kapitalistyczna, to Blok Wschodni stał się kapitalistyczny w latach 60.-70. (wtedy właśnie wprowadzono szereg reform, które dały kierownikom zakładów szeroką autonomię). Przy czym warto skupić się na NRD. W 1963 roku wprowadzono najradykalniejszą spośród tego typu reform w ramach tzw. Nowego Systemu Ekonomicznego (autonomia przedsiębiorstw była tak szeroka, że zniesiono pięciolatki). Ale 5 lat później (w ramach Systemu Ekonomicznego Socjalizmu) zaczęto powracać do bardziej typowej stalinowskiej gospodarki sterowanej. Jeśli zastosować schemat towarzyszy z RCIT, to wyjdzie na to, że najpierw miała miejsce kapitalistyczna kontrrewolucja, a potem socjalistyczna rewolucja dokonana przez burżuazję. Procesy reform rynkowych były inicjowane, a potem przyhamowywane również na Kubie. W KRLD reżim co najmniej dwukrotnie w 2009 r. i 2013 r. blokował dostęp do Specjalnej Strefy Przemysłowej w Kaesongu. W strefie tej w 2013 r. działało ok. 120 fabryk firm południowokoreańskich zatrudniających ok. 50 tys. Koreańczyków z Północy. Naszym zdaniem błąd towarzyszy z RCIT polega na tym, że nie traktują poważnie możliwości cofnięcia reform przez biurokrację.
 
Proces restauracji kapitalizmu w KRLD obecnie traktujemy jako scenariusz bazowy, bo sprzyja mu aktualny układ sił wewnętrznych i międzynarodowych. Nie podejmujemy się jednak prognozowania tempa tego procesu, zarówno ze względu na brak twardych danych o sytuacji gospodarczej i społecznej w KRLD jak i napiętą sytuację gospodarczą i polityczną w skali globalnej. Jeżeli prawdziwe są doniesienia o tym, że KRLD dysponuje największymi na świecie złożami metali ziem rzadkich, i zdoła uruchomić ich wydobycie, to będzie w stanie kontrolować światowe ceny tych surowców, tak jak Arabia Saudyjska jest w stanie kontrolować ceny ropy naftowej. W takiej sytuacji reżim, dysponowałby wystarczającymi zasobami, by utrzymać status quo. W końcu nikt nie interesuje się brakiem demokracji w Arabii Saudyjskiej. Paradoksalnie, uzbrojony w dochody ze sprzedaży surowców i bombę atomową, reżim Kimów może trwać w niemal niezmienionym kształcie w dającej się przewidzieć przyszłości.

Społeczność

jednolity front