Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 6 gości.

Lipcowy manifest GSR (Współczesne strajki we Francji a doświadczenia polskiego Sierpnia ’80)

manifest lipcowy.jpg

Podsumowując walkę strajkową we Francji trwającą od marca 2018 r., redakcja „Lutte de classe”, w artykule pt. „Strajk kolejarzy i wielkie manewry partii burżuazyjnych” (nr 193, lipiec-sierpień 2018), pisze, m.in.: „Strajk kolejarzy nie był wystarczająco potężny, zdeterminowany i wybuchowy, aby zaniepokoić burżuazję. Tym, co może ją zaniepokoić, to są niekontrolowane pożary, zagrożenie własności (stąd kapitalna waga masowych strajków połączonych z zajmowaniem fabryk w maju-czerwcu 1936 r., które zagrażały, cytując Trockiego, „podważeniem zasady własności burżuazyjnej”) (s. 3).
 
Walka nie może polegać na paktowaniu z przeciwnikiem, jak to miało miejsce w przypadku strajków we Francji, gdzie poza zachowaniem związków UNSA i CFDT, które od początku były nakierowane na negocjowanie i które rozsadziły porozumienie międzyzwiązkowe opuszczając je 19 i 20 czerwca, CGT i idące w jej ślady organizacje związkowe wymyśliły na potrzeby chwili taktykę polegającą na prowadzeniu strajku przez dwa dni, po czym miały nastąpić trzy dni pracy. Jej odmianą była taktyka strajku odnawialnego (reconductible), zaproponowana przez Sud-Rail. Argumentem była fałszywa troska o to, aby skutki strajku nie obciążały zbytnio strajkujących.
 
Zdaniem redakcji, „strategia CGT ma na uwadze to samo, co [strategia] CFDT i Sud-Rail: wywalczyć sobie pozycję przetargową w negocjacjach. Kierownictwa związkowe  nie życzą sobie dynamiki, nad którą nie miałyby kontroli. Nie chcą powstania świadomości kolektywnej ludzi pracy. Stąd sprzeciw CGT wobec jakichkolwiek przejawów demokracji robotniczej.” (tamże, s. 2).
 
Nawet w przypadku klęski (a takich jest więcej w historii ruchu robotniczego niż zwycięstw), robotnicy nabierają doświadczenia niezbędnego do prowadzenia dalszych walk, którego są pozbawieni w przypadku takich mobilizacji, jak ta, o której pisze kwartalnik Lutte Ouvriere: 
„W przypadku samej historii rewolucji rosyjskiej, to Październik 1917 roku nadał sens wszystkim wcześniej przegranym walkom przejawiającym się w masie strajków, walk politycznych, stłumionych manifestacji, starć z policją, wszystkim cofnięciom, wszystkim klęskom, które przyczyniły się w tym samym stopniu, co sukcesy, do tego, że rosyjska klasa robotnicza mogła uformować swoje kadry, w pierwszym rzędzie kadry bolszewickie” (tamże, s. 3).
 
 
*
 
 
Warto skonfrontować te spostrzeżenia francuskich posttrockistów z analizą ruchu strajkowego na Śląsku, w okresie poprzedzającym powstanie Solidarności, przeprowadzoną przez Wojciecha Błasiaka w książce pt. Zaprzepaszczona rewolucja. Robotnicza rewolucja społeczna „Solidarności”. Podłoże, przyczyny, przebieg, skutki i konsekwencje (w trzech studiach), Katowice 2018:
 
„Decydujący strajk w Kopalni ‘Manifest Lipcowy’ wybuchł na trzeciej zmianie o godz. 22.00. Górnicy zamiast ‘udać się do szatni i przygotować do zjazdu, zbierali się w grupy i dyskutowali. W pewnym momencie ktoś z tłumu rzucił hasło, by przejść do cechowni. Większość górników z III zmiany posłuchała tego wezwania, dołączyli do nich częściowo górnicy ze zmiany, która zakończyła pracę. W tym momencie jeszcze nikt z dozoru nie liczył się poważnie z ewentualnością wybuchu strajku. Sądzono, że jest to chwilowe zamieszanie, które uda się opanować i praca będzie się mogła normalnie rozpocząć’.
 
Rozpoczyna to kilkugodzinny proces wytwarzania sytuacji strajkowej. W sensie socjologii życia codziennego jest to wymagający intersubiektywnego wysiłku psychicznego proces zawieszania istniejącej rzeczywistości życia codziennego. Dokonuje się w jego trakcie branie w nawias wszystkiego, co do tej pory było oczywiste, a co już traktuje się jako problematyczne ze względu na skumulowany efekt niezadowolenia i ukrytej mobilizacji.
 
Wspólnotowa odmowa wykonywania rutynowych czynności zawodowych i tworzenia nowej sytuacji społecznej, pozbawionej wcześniejszych wzorów, wprowadziła praktycznie zawieszenie rzeczywistości życia społecznego: ‘Początkowo w cechowni zgromadzenie miało charakter żywiołowy, na tym etapie nie wyłonili się żadni przywódcy. Dyskutowano w grupach co robić dalej.’. Rozpoczęło to tworzenie nowego intersubiektywnego dyskursu już strajkowego, poczynając właśnie od dyskusji co robić dalej. W tym momencie nastąpiła interwencja dyrektora, który starał się nakłonić górników do powrotu do pracy. Zaczęła się dyskusja i zgłaszanie ad hoc wymyślonych postulatów, ‘bardziej o charakterze wypominania dotychczasowych krzywd, aniżeli konkretnie sformułowanych punktów’. (…) Doszło do interwencji całego dozoru górniczego, sekretarzy oddziałowych organizacji PZPR i aktywistów ORMO, którzy próbowali nakłonić górników do podjęcia pracy, a część zgromadzonych tam zastraszyć (…)
 
Przejście ze stanu głębokiego uprzedmiotowienia i uzależnienia zawartego w ‘postawie naturalnej’, wyrastającej z typizacji życia codziennego, do sytuacji ich zawieszenia i wzięcia w społeczny nawias, zrodziło dopiero proces podmiotowania i intersubiektywnego docierania stricte fenomenologicznego do źródeł własnej aktywności sprawczej. Ten punkt wyjścia procesu podmiotowania wyraża empiryczno-sytuacyjnie fakt braku przywódców i braku własnej organizacji społecznej strajku w momencie jego wybuchu. (…)
 
Motywem przewodnim strajku był zasadniczy sprzeciw wobec sytuacji w kraju, a nie konkretne sprawy górnicze. Ten bunt był w swym aspekcie pozytywny, związany z jednoznacznym poparciem dla strajków na Wybrzeżu. (…) tworząca się intersubiektywna podmiotowość strajkowej grupy uczestnictwa nie była już tylko interpersonalna w odniesieniu do strajkowej grupy uczestnictwa, ale dotyczyła nowej grupy odniesienia, jaką stawali się strajkujący robotnicy w Polsce” (tamże s. 78-94).
 
„(…) strajkujący nie występują już jako tylko najemna czy wręcz biurokratycznie dysponowana siła robocza, lecz samodzielny podmiot organizujący strajkową rzeczywistość produkcyjną. (…)
 
W praktyce strajków wszystkie decyzje są podejmowane jawnie, zwykle poprzez aklamację, rzadziej w głosowaniu. Jednoznaczny zaś sprzeciw większości jest odrzuceniem decyzji. Strajkujący ściśle kontrolują swych negocjujących kolegów z komitetów strajkowych, uczestnicząc zbiorowo poprzez bezpośrednią transmisję przez radiowęzły – w negocjacjach lub bezpośrednio w salach i halach fabrycznych” (tamże, s. 128-129).
 
Jak pisze W. Błasiak, powołując się na Rona Aminzade’a i Donga McAdama: „Samo zjawisko narastającego niezadowolenia i poczucia niesprawiedliwości, przechodzące w silne i trwałe emocje gniewu, nie wystarczają wszakże do mobilizacji społecznej prowadzącej do otwartego buntu społecznego (…) Konieczna jest emocjonalna nadzieja na zmianę niesprawiedliwej sytuacji wywołującej gniew. ‘Tylko wówczas – twierdzą [Aminzade i McAdam] – gdy gniew idzie w parze z nadzieją, mogą pojawić się formy działania, które normalnie kojarzymy z ruchami społecznymi i rewolucjami’.” (tamże, s. 57).
 
Sytuacja braku związkowego przywództwa (zdecydowane odrzucenie dotychczasowych, skompromitowanych form reprezentacji robotników wobec dyrekcji) miała zasadnicze znaczenie w kwestii utrzymania mobilizacji strajkujących: „Górnicy zgłoszeni do pierwszego komitetu strajkowego, po uprzytomnieniu konsekwencji swej nowej sytuacji społecznej ról przywódców strajkowych,  nie wytrzymują presji odpowiedzialności. Mają zbyt niski poziom podmiotowości, by udźwignąć ciężar nowych ról społecznych przywództwa strajkowego. Ale zmiany, jakie już zaszły w świecie intersubiektywnej podmiotowości, powodują dalsze poszukiwanie przywódców.
 
‘Wybrano II Komitet Strajkowy. Udał się on do gabinetu dyrektora kopalni, aby omówić zgłoszone naprędce postulaty (…) Po blisko godzinnych pertraktacjach prowadzonych bez udziału załogi, Komitet Strajkowy powrócił na dziedziniec przed cechownię i poinformował zebranych, że wszystko zostanie załatwione, ale teraz należy przystąpić do pracy. Zebrani na takie oświadczenie wygwizdali Komitet Strajkowy i usunęli znajdujących się w nim ludzi.’
 
Moment opuszczenia przestrzeni placu ze strajkującymi przez drugi komitet strajkowy okazuje się być opuszczeniem nowej intersubiektywnej rzeczywistości strajkujących. Wejście na rokowania do siedziby dyrekcji okazało się powrotem do zawieszonej wśród strajkujących rzeczywistości górniczego życia codziennego. I członkowie drugiego komitetu strajkowego presji tej rzeczywistości nie wytrzymują i do niej wracają, zgadzając się na argumenty dyrekcji. Mają jeszcze zbyt niski poziom podmiotowości, aby poza uobecnioną rzeczywistością intersubiektywną strajkujących wytrzymać presję rzeczywistości życia codziennego, tworzoną przez dyrektora kopalni i jego ludzi. Było to możliwe dzięki temu, że stan intersubiektywnej redukcji fenomenologicznej, umożliwiający docieranie do źródeł własnej podmiotowości, trwał zbyt krótko, a członkowie dwóch pierwszych komitetów nie osiągnęli jeszcze jednostkowego i międzyjednostkowego poziomu podmiotowości, umożliwiającego im samodzielne działanie.
 
Ponawiane przez dyrekcję próby nakłonienia strajkujących do powrotu do pracy, w zamian za zgodę na pertraktacje z wyłonionym nowym komitetem strajkowym, okazują się już bezskuteczne” (tamże, s. 82).
 
 
*
 
 
Wysiłek polegający na „zawieszeniu rzeczywistości życia codziennego” jest ogromny, jest związany z nieznanym, z ryzykiem, z oporem ze strony rodziny i bliskich. Każde przerwanie owego stanu, nawet na 2-3 dni (jak to postulowały propozycje CFDT czy Sud-Rail we Franci), wiąże się z koniecznością podejmowania ponownego wysiłku mobilizacyjnego od zera, z coraz mniejszą, z założenia, skutecznością.
 
Druga sprawą jest niemożność upodmiotowienia strajkujących w przypadku istnienia sprawnej instytucji reprezentacji związkowej. Podmiotowość tej instytucji zastępuje skutecznie podmiotowość strajkujących z wszelkimi tego konsekwencjami.
 
Trzecią sprawą jest demokracja burżuazyjna, która umożliwia dokonanie zmiany politycznej dzięki polityce alternacji, czyli rotacji grup w łonie elity profesjonalnie sprawującej rządy. Tego elementu nie było w przypadku władzy w krajach „realnego socjalizmu”. Zmiany na stanowiskach rządowych czy partyjnych, nawet jeśli stwarzały w jakimś stopniu skuteczne złudzenie w oczach społeczeństwa, wiązały się z konsekwencjami nie do przyjęcia dla popadających w niełaskę grup samej biurokracji. Sam system władzy w PRL nie miał mechanizmu wbudowanego instynktu samozachowawczego, tak jak w przypadku panowania burżuazji.  System monopartyjny był największą przeszkodą dla konserwacji władzy biurokracji,  stanowiąc jednocześnie istotny element w utrzymywaniu fasady siły wobec klasy robotniczej.  Nie był w żadnym stopniu wymogiem dyktatury proletariatu. Rozpaczliwe zakazy pluralizmu politycznego, pociągające za sobą samobójczy monopartyjny system władzy biurokratycznej, miały na celu niedopuszczenie do wykrystalizowania się samoświadomości klasy robotniczej, zdolnej w sytuacji buntu, jak w sierpniu 1980 roku, do żywiołowego przejęcia podmiotowości, ale niezdolnej do politycznego wygrania w skomplikowanej rozgrywce będącej następstwem długo oczekiwanego rozkładu systemu władzy biurokratycznej.
 
Przegrana klasy robotniczej jest konsekwencją niezdolności ówczesnych marksistów do sprostania sytuacji, w której klasa robotnicza żywiołowo i szybko (zbyt szybko, jak na marksistowski refleks szachisty) stworzyła warunki dla rewolucji społecznej. Część rzekomo marksistowskiego aparatu ideologicznego do końca, z mniejszym lub większym przekonaniem, ale lojalnie, asystowała biurokracji, której – z braku przejęcia inicjatywy przez marksistów i ich ewentualną partię – przypadło w udziale dzieło demontowania „zdeformowanego państwa” w kierunku kapitalistycznym.
 
Importowani z Zachodu marksiści również nie byli w stanie wesprzeć inicjatywy tworzenia samodzielnej partii robotniczej, a to z powodu przenoszenia własnych ambicji klikowych i zwyczaju wzajemnej rywalizacji na teren swojej nowej konkwisty, a to z powodu politycznego kunktatorstwa, do którego przywykli we własnych krajach na tle utraty wiary w misję klasy robotniczej.
 
W sytuacji współczesnych krajów Zachodu, w których wybuchają walki strajkowe, mamy więc do czynienia z sytuacją niesprzyjającą obiektywnie: w przeciwieństwie do sytuacji Polski z roku 1980, gdzie robotnicy zakwestionowali całość stosunków społecznych, kwestionując własną sytuację braku godności pracy, pracownicy w demokracjach burżuazyjnych nie są w stanie zakwestionować systemu jako takiego. Oczekiwanie pełni determinacji jest w tej sytuacji pozbawione realnych podstaw. Wykorzystują to instytucjonalni reprezentanci świata pracy, którzy dbają o to, aby cząstkowe postulaty pracownicze nigdy nie przerodziły się w sytuacje zagrażającą stabilności systemu burżuazyjnej demokracji. Wentyl bezpieczeństwa jest też wbudowany w system organizacji władzy wykonawczej tak elastycznej (demokratycznej), aby nie dopuścić do zakwestionowania panowania klasowego kapitału.
 
Przezwyciężenie partykularyzmu poszczególnych grup pracowniczych jest zadaniem syzyfowym dla niedobitków partii wywodzących się z tradycji trockistowskiej czy stalinowskiej, skoro nie przyjmują one wiodącej roli klasy robotniczej, która jako jedyna może dać ramy uniwersalizmu walki klasowej. Tylko ta klasa, wraz ze swą misją stworzenia alternatywnego wobec systemu prywatnej własności środków produkcji – kapitalizmu, może sensownie i nie awanturniczo dać wizję takiego konkurencyjnego systemu produkcji.
 
Takie są lekcje przegranego z punktu widzenia klasy robotniczej Sierpnia ’80 dla współczesnych walk strajkowych na świecie. 
 
W imieniu Grupy Samorządności Robotniczej 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski 
22 lipca 2018 r.
 

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

future2