Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 1 użytkownik i 28 gości.

Lew Trocki: Bonapartyzm a faszyzm (1934)

Jozef_Pilsudski.jpg

Lew Trocki: Bonapartyzm a faszyzm (15 VII 1934)

https://www.marxists.org/archive/trotsky/germany/1934/340715.htm
 
 
Ogromne praktyczne znaczenie prawidłowej orientacji teoretycznej najbardziej uderza w okresie ostrego konfliktu społecznego, gwałtownych zmian politycznych, gwałtownych zmian sytuacji. W takich okresach koncepcje polityczne i uogólnienia szybko się wyczerpują i wymagają albo całkowitego zastąpienia (co jest łatwiejsze), albo ich konkretyzacji, doprecyzowania lub częściowego sprostowania (co jest trudniejsze). Właśnie w takich okresach powstają wszelkiego rodzaju przejściowe, pośrednie sytuacje i kombinacje, które z konieczności powodują zaburzenia przyjętych wzorców i podwójnie wymagają wzmożenia uwagi teoretycznej. Jednym słowem, jeśli w okresie spokojnym i "organicznym" (przed wojną) można nadal żyć z dochodów z kilku gotowych abstrakcji, to w naszych czasach każde nowe wydarzenie emfatycznie przypomina najważniejsze prawo dialektyki: prawda jest zawsze konkretna.
 

Stalinowska teoria faszyzmu niewątpliwie przedstawia jeden z najtragiczniejszych przykładów szkodliwych praktycznych konsekwencji, które mogą wyniknąć z zastąpienia dialektycznej analizy rzeczywistości, w każdej jej konkretnej fazie, we wszystkich jej przejściowych etapach, tzn. w jej stopniowych przemianach, jak również w jej rewolucyjnych (lub kontrrewolucyjnych) skokach, przez abstrakcyjne kategorie sformułowane na podstawie częściowego i niewystarczającego doświadczenia historycznego (lub wąskiego i niewystarczającego spojrzenia na całość). Stalinowcy przyjęli pogląd, że kapitał współczesny nie może w obecnym okresie dostosować się do demokracji parlamentarnej i jest zmuszony uciekać się do faszyzmu. Z tej idei, absolutnie poprawnej w pewnych granicach, wyciągają oni czysto dedukcyjny, formalnie logiczny sposób te same wnioski dla wszystkich krajów i dla wszystkich etapów rozwoju. Dla nich Primo de Rivera, Mussolini, Chiang Kai-shek, Masaryk, Brüning, Dollfuss, Piłsudski, serbski król Aleksander, Severing, MacDonald itd. byli przedstawicielami faszyzmu. Czyniąc to, zapomnieli, (a) że w przeszłości kapitalizm nigdy nie przystosował się do "czystej" demokracji, raz uzupełniając ją reżimem otwartych represji, raz zastępując ją nim; (b) że "czysty" kapitalizm finansowy nigdzie nie istnieje; (c) że nawet zajmując pozycję dominującą, kapitał finansowy nie działa w próżni i jest zobowiązany liczyć się z innymi warstwami burżuazji i oporem klas uciskanych; (d) w końcu, że między demokracją parlamentarną a reżimem faszystowskim, jeden po drugim, nieuchronnie następuje szereg form przejściowych, raz "pokojowych", raz w formie wojny domowej. I każda z tych form przejściowych, jeśli chcemy kroczyć naprzód i nie być odrzuconymi wstecz, wymaga poprawnej oceny teoretycznej i odpowiedniej polityki proletariatu.
 

Na podstawie doświadczeń niemieckich bolszewicy-leniniści po raz pierwszy odnotowali przejściową formę rządową (chociaż mogła i powinna ona być już ustalona na podstawie Włoch), którą nazwaliśmy bonapartyzmem (rządy Brüninga, Papena, Schleichera). W bardziej precyzyjnej i bardziej rozwiniętej formie obserwowaliśmy później reżim bonapartystowski w Austrii. Determinizm tej formy przejściowej stał się oczywisty, naturalnie nie w sensie fatalistycznym, ale w sensie dialektycznym, mianowicie w krajach i okresach, w których faszyzm, z rosnącym powodzeniem, bez napotykania zwycięskiego oporu proletariatu, zaatakował pozycje demokracji parlamentarnej po to, aby zdusić proletariat.
 
 
W okresie Brüninga-Schleichera Manuilsky-Kuusinen ogłosili: "Faszyzm już tu jest"; teorię pośredniego, bonapartystycznego etapu określili jako próbę zamalowania i maskowania faszyzmu, aby ułatwić socjaldemokracji politykę "mniejszego zła". W tym czasie socjaldemokraci nazywani byli socjalfaszystami, a "lewicowi" socjaldemokraci typu Żyromskegio-Marceau Piverta-Justa uznani zostali - po "trockistach" - za najniebezpieczniejszych socjalfaszystów. Wszystko to się teraz zmieniło. Jeśli chodzi o dzisiejszą Francję, staliniści nie odważą się powtórzyć: "Faszyzm już tu jest", przeciwnie, zaakceptowali politykę jednolitego frontu, którą odrzucali wczoraj, aby zapobiec zwycięstwu faszyzmu we Francji. Zostali zmuszeni do odróżnienia reżimu Doumergue'a od reżimu faszystowskiego. Ale doszli do tego rozróżnienia jako empirycy, a nie jako marksiści. Nawet nie próbują podać naukowej definicji reżimu Doumergue'a. Ten, kto posługuje się w sferze teorii kategoriami abstrakcyjnymi, jest skazany na ślepą kapitulację wobec faktów. A jednak właśnie we Francji przejście od parlamentaryzmu do bonapartyzmu (a dokładniej, pierwszy etap tego przejścia) przybrało szczególnie uderzający i demonstracyjny charakter. Wystarczy przypomnieć, że rząd Doumergue'a pojawił się na scenie między próbą wywołania wojny domowej przez faszystów (6 lutego) a strajkiem generalnym proletariatu (12 lutego). Gdy tylko wrogie obozy zajęły stanowiska bojowe na biegunach społeczeństwa kapitalistycznego, stało się jasne, że sumująca machina parlamentaryzmu straciła całkowicie na znaczeniu. Prawdą jest, że rząd Doumergue'a, podobnie jak rządy Brüninga-Schleichera, zdaje się na pierwszy rzut oka rządzić za zgodą parlamentu. Ale to parlament, który abdykował, parlament, który wie, że w przypadku oporu rząd go rozgoni. Dzięki względnej równowadze między obozem kontrrewolucji, który atakuje, a obozem rewolucji, który się broni, dzięki ich tymczasowej wzajemnej neutralizacji oś władzy została podniesiona ponad klasy i ponad ich reprezentację parlamentarną. Konieczne było poszukiwanie szefa rządu poza parlamentem i "poza partiami". Szef rządu wezwał dwóch generałów do pomocy. Trójca ta wspierała się po swojej prawej i lewej stronie na symetrycznie rozłożonych parlamentarnych zakładników. Rząd nie występuje jako organ wykonawczy większości parlamentarnej, ale jako sędzia-arbiter między dwoma obozami w walce.
 
 
Rząd, który wznosi się ponad naród, nie jest jednak zawieszony w powietrzu. Prawdziwa oś obecnego rządu przechodzi przez policję, biurokrację, klika wojskową. Mamy do czynienia z dyktaturą wojskowo-policyjną ledwo skrywaną zz dekoracjami parlamentaryzmu. Ale rząd szabli jako sędzia-arbiter narodu - to właśnie jest bonapartyzm.
 
 
Szabla sama w sobie nie ma niezależnego programu. Jest to narzędzie "porządku". Jest wzywana do ochrony tego, co istnieje. Wznosząc się politycznie ponad klasy, bonapartyzm, podobnie jak jego poprzednik cezaryzm, w tym sensie społecznym reprezentuje, zawsze i we wszystkich epokach, rząd najsilniejszej i najmocniejszej części wyzyskiwaczy; w związku z tym obecny bonapartyzm nie może być niczym innym jak rządem kapitału finansowego, który kieruje, inspiruje i korumpuje szczyty biurokracji, policję, kastę oficerską i prasę.

"Reforma konstytucyjna", o której tak wiele mówiono w ciągu ostatnich miesięcy, ma za zadanie wyłącznie przystosowanie instytucji państwowych do wymogów i udogodnień rządu bonapartystycznego. Kapitał finansowy poszukuje ścieżek prawnych, które dałyby mu możliwość każdorazowego narzucenia narodowi najbardziej odpowiedniego sędziego-arbitra z przymusową zgodą niby-parlamentu. Jest oczywiste, że rząd Doumergue'a nie jest ideałem "silnego rządu". Bardziej odpowiedni kandydaci na Bonapartego znajdują w rezerwie. Nowe doświadczenia i kombinacje są możliwe w tej dziedzinie, jeśli w przyszłości walka klasowa pozostawi im wystarczająco dużo czasu.
 
 
W prognozowaniu jesteśmy zobowiązani do powtórzenia tego, co bolszewicy-leniniści mówili niegdyś o Niemczech: szanse polityczne obecnego francuskiego bonapartyzmu nie są wielkie; o jego stabilności decyduje tymczasowa i ostatecznie niestabilna równowaga między obozami proletariatu i faszyzmu. Stosunek sił tych dwóch obozów musi się szybko zmienić, częściowo pod wpływem koniunktury gospodarczej, głównie w zależności od jakości polityki awangardy proletariackiej. Starcie tych dwóch obozów jest nieuniknione. Skala czasowa procesu będzie obliczana w miesiącach, a nie w latach. Stabilny reżim mógłby zostać ustanowiony dopiero po starciu, w zależności od jego rezultatów.
 
 
Faszyzm u władzy, jak bonapartyzm, może być tylko rządem kapitału finansowego. W tym społecznym sensie jest nie do odróżnienia nie tylko od bonapartyzmu, ale nawet od demokracji parlamentarnej. Za każdym razem stalinowcy dokonywali tego odkrycia na nowo, zapominając, że kwestie społeczne rozwiązuje się w sferze polityki. Siłą kapitału finansowego nie jest zdolność do ustanawiania rządu jakiegokolwiek rodzaju i w dowolnym czasie, zgodnie z jego życzeniem; nie on posiada takiej zdolności. Jego siła polega na tym, że każdy nieproletariacki rząd jest zmuszony służyć kapitałowi finansowemu; lub jeszcze ściślej, że kapitał finansowy posiada możliwość zastąpienia każdego z systemów dominacji, który ulega rozkładowi, innym systemem, który lepiej odpowiada zmienionym warunkom. Jednak przejście z jednego systemu do drugiego oznacza kryzys polityczny, który dzięki połączeniu z działalnością rewolucyjnego proletariatu może przekształcić się w społeczne niebezpieczeństwo dla burżuazji. Przejściu demokracji parlamentarnej do samego bonapartyzmu towarzyszy we Francji wybuch wojny domowej. Perspektywa przejścia od bonapartyzmu do faszyzmu brzemienna w nieskończenie bardziej burzliwe zaburzenia, a co za tym idzie również w rewolucyjne możliwości.
 
 
Do wczoraj, stalinowcy uważali, że naszym "głównym błędem" było dostrzeganie w faszyzmie drobnomieszczaństwa, a nie kapitału finansowego. W tym przypadku również stawiają abstrakcyjne kategorie w miejsce dialektyki klas. Faszyzm jest szczególnym środkiem mobilizacji i organizowania drobnomieszczaństwa w interesach społecznych kapitału finansowego. W czasach demokratycznego reżimu kapitał nieuchronnie próbował zaszczepić robotnikom zaufanie do reformistycznego i pacyfistycznego drobnomieszczaństwa. Natomiast przejście do faszyzmu jest nie do pomyślenia bez uprzedniego przesiąknięcia drobnomieszczaństwa nienawiścią do proletariatu. Dominacja jednej i tej samej superklasy, kapitału finansowego, spoczywa w tych dwóch systemach na wprost przeciwnych stosunkach uciskanych klas.
 
 
Mobilizacja polityczna drobnomieszczaństwa przeciwko proletariatowi jest jednak nie do pomyślenia bez tej demagogii społecznej, która oznacza dla wielkiej burżuazji igranie z ogniem. Niebezpieczeństwo dla "porządku" ze strony rozpętanie drobnomieszczańskiej reakcji zostało właśnie potwierdzone przez ostatnie wydarzenia w Niemczech. Dlatego też, popierając i aktywnie finansując reakcyjny bandytyzm, w formie jednego ze swych skrzydeł, francuska burżuazja stara się nie popychać spraw aż do politycznego zwycięstwa faszyzmu, dążąc jedynie do ustanowienia "silnej" władzy, która w ostatniej instancji ma na celu zdyscyplinowanie dwóch skrajnych obozów.
 
 
To, co zostało powiedziane, w wystarczającym stopniu pokazuje, jak ważne jest odróżnienie bonapartystycznej formy władzy od formy faszystowskiej. Byłoby jednak niewybaczalne wpaść w przeciwną skrajność, tzn. przekształcić bonapartyzm i faszyzm w dwie logicznie sprzeczne kategorie. Tak jak bonapartyzm zaczyna się od połączenia reżimu parlamentarnego z faszyzmem, tak triumfujący faszyzm zostaje zmuszony nie tylko do przystąpienia do bloku z bonapartystami, ale także do zbliżenia wewnętrznie do systemu bonapartystycznego. Długa dominacja kapitału finansowego za pomocą reakcyjnej demagogii społecznej i drobnomieszczańskiego terroru jest niemożliwa. Po dojściu do władzy faszystowscy wodzowie są zmuszani do skrępowania mas, które podążają za nimi, za pomocą aparatu państwowego. Tym samym tracą poparcie szerokich mas drobnomieszczaństwa. Niewielka jego część jest przyswajana przez aparat biurokratyczny. Inna popada w obojętność. Trzecia, pod różnymi sztandarami, przechodzi do opozycji. Ale tracąc swoją masową bazę społeczną, opierając się na biurokratycznym aparacie i oscylując pomiędzy klasami, faszyzm odradza się w bonapartyzm. Tutaj również stopniowa ewolucja jest przerywana przez gwałtowne i krwawe epizody. Odmienne od przedfaszystowskiego lub prewencyjnego bonapartyzmu (Giolitti, Brüning-Schleicher, Doumergue itp.), który odzwierciedla skrajnie niestabilną i krótkotrwałą równowagę między walczącymi obozami, bonapartyzm pochodzenia faszystowskiego (Mussolini, Hitler itp.), który wyrósł z zniszczenia, rozczarowania i demoralizacji dwóch obozów mas, wyróżnia się znacznie większą stabilnością.
 
 
Pytanie "faszyzm czy bonapartyzm?" zrodziło pewne różnice na temat reżimu Piłsudskiego wśród naszych polskich towarzyszy. Sama możliwość takich różnic świadczy najlepiej o tym, że mamy do czynienia nie z nieelastycznymi kategoriami logicznymi, ale z żywymi formacjami społecznymi, które stanowią wyjątkowo wyraźne osobliwości w różnych krajach i na różnych etapach.
 

Piłsudski doszedł do władzy pod koniec powstania opartego na masowym ruchu drobnomieszczaństwa i wymierzonego wprost w dominację tradycyjnych partii burżuazyjnych w imię "silnego państwa"; jest to faszystowska cecha charakterystyczna dla ruchu i reżimu. Ale szczególna waga polityczna, czyli masa polskiego faszyzmu, była znacznie słabsza niż włoskiego faszyzmu w swoim czasie i jeszcze słabsza niż niemieckiego faszyzmu; w znacznie większym stopniu Piłsudski musiał posługiwać się metodami spisku wojskowego i postawić sprawę organizacji robotniczych w dużo ostrożniejszy sposób. Wystarczy przypomnieć, że zamach stanu Piłsudskiego nastąpił z sympatią i poparciem polskiej partii stalinowców. Rosnąca wrogość ukraińskiego i żydowskiego drobnomieszczaństwa wobec reżimu Piłsudskiego utrudniła mu z kolei ogólny atak na klasę robotniczą.
 
 
W wyniku takiej sytuacji oscylacje między klasami a narodowymi częściami klas zajęły i nadal zajmują Piłsudskiego o wiele bardziej, a masowy terror o wiele mniej niż w analogicznych okresach Mussoliniego lub Hitlera; w reżimie Piłsudskiego tkwi element bonapartystowski. Niemniej byłoby oczywiście fałszywe porównanie Piłsudskiego z Giolittim lub Schleicherem i czekanie na zastąpienie go przez nowego polskiego Mussoliniego lub Hitlera. Fałszywe metodologicznie jest tworzenie obrazu jakiegoś "idealnego" faszyzmu i przeciwstawienie go temu prawdziwemu reżimowi faszystowskiemu, który wyrósł ze wszystkimi jego osobliwościami i sprzecznościami w obszarze stosunku klas i narodowości w państwie polskim. Czy Piłsudski będzie w stanie przeprowadzić akcję zniszczenia organizacji proletariackich do samego końca? - a logika sytuacji popycha go nieuchronnie na tę ścieżkę - nie zależy od formalnej definicji "faszyzmu jako takiego", ale od prawdziwego stosunku sił, dynamiki procesów politycznych zachodzących w masach, strategii awangardy proletariackiej, wreszcie od biegu wydarzeń w Europie Zachodniej, a przede wszystkim we Francji.
 
 
Historia być może z powodzeniem odnotuje fakt, że polski faszyzm został obalony i obrócony w proch, zanim udało mu się znaleźć dla siebie "totalitarną" formę wyrazu.
 
 
Powiedzieliśmy wcześniej, że bonapartyzm pochodzenia faszystowskiego jest nieporównywalnie bardziej stabilny niż prewencyjne eksperymenty bonapartystyczne, do których wielka burżuazja ucieka w nadziei uniknięcia faszystowskiego upuszczania krwi. Niemniej jednak ważniejsze jest - z teoretycznego i praktycznego punktu widzenia - podkreślenie, że sam fakt przerodzenia się faszyzmu w bonapartyzm oznacza początek jego końca. Jak długo trwać będzie obumieranie faszyzmu i w jakim momencie jego choroba zmieni się w agonię, zależy od wielu wewnętrznych i zewnętrznych przyczyn. Ale fakt, że kontrrewolucyjna działalność drobnomieszczaństwa zostaje wstrzymana, że jest ono rozczarowane, że rozpada się i jego atak na proletariat słabnie, otwiera nowe rewolucyjne możliwości. Cała historia pokazuje, że nie można utrzymać proletariatu jedynie przy pomocy aparatu policyjnego. Prawdą jest, że doświadczenie Włoch pokazuje, że psychologiczne dziedzictwo ogromnej odczutej katastrofy utrzymuje się wśród klasy robotniczej znacznie dłużej niż stosunek między siłami, które spowodowały katastrofę. Ale psychologiczna inercja klęski jest jedynie niepewną podpórką. Potrafi rozpaść się od jednego ciosu pod wpływem potężnego wstrząsu. Taki wstrząs - dla Włoch, Niemiec, Austrii i innych krajów - może być sukces walki francuskiego proletariatu.

Rewolucyjny klucz do sytuacji w Europie i na całym świecie tkwi teraz przede wszystkim we Francji!
 
Tłumaczenie: Paweł Kamiński, redakcja WR

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

jednolity front