Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 28 gości.

Christian Rakowski: „Zawodowe niebezpieczeństwa” władzy (6 VIII 1928)

Christian_Rakovsky_1920s.jpg

Chrystian Rakowski (1873-1941) był wybitnym bułgarskim działaczem socjalistycznym. W okresie II Międzynarodówki był aktywnym działaczem bułgarskiego, rumuńskiego, niemieckiego, francuskiego i rosyjskiego ruchu robotniczego. Podczas I wojny światowej zajął stanowisko internacjonalistyczne i należał do lewicy zimmerwaldzkiej. Na przełomie 1917 i 1918 roku wstąpił do SDPRR(b). Na początku 1918 roku brał udział w nieudanej operacji wywołania rewolucji w Rumunii. W latach 1919-1923 był przewodniczącym RKL Ukraińskiej SRR, równolegle Rakowski działał w Międzynarodówce Komunistycznej i służbie dyplomatycznej. Po śmierci Lenina był członkiem Lewej Opozycji. W grudniu 1927 roku na XV Zjeździe WKP(b) został usunięty z partii. Kontynuował działalność opozycyjną aż do 1934 roku, kiedy jako jeden z ostatnich trockistów skapitulował wobec Stalina i złożył samokrytykę. Na krótko ponownie rozpoczął pracę w rządzie i służbie dyplomatycznej. W 1937 roku został aresztowany, a rok później był sądzony w trzecim procesie moskiewskim (tzw. proces dwudziestu jeden) jako członek rzekomego „Bloku Prawicowo-Trockistowskiego”. Został uznany za winnego i skazano go na 20 lat ciężkich robót. W 1941 roku Rakowski został zamordowany przez NKWD.
 
Poniżej publikujemy list, który Rakowski napisał do innego opozycjonisty Grigorija Walentinowa w sierpniu 1928 roku i który był następnie powielany i rozpowszechniany przez Lewą Opozycję pt. „<<Zawodowe niebezpieczeństwa>> władzy”. Tekst ten o wielkiej wartości teoretycznej był wysoko ceniony przez Lwa Trockiego, który cytował go w „Zdradzonej rewolucji”.
 
Tłumaczenie na podstawie przekładu angielskiego: https://www.marxists.org/archive/rakovsky/1928/08/prodanger.htm
 
**************************************************************************************************
 
Drogi Towarzyszu Walentinow,
 
W swoich „Rozważaniach o masach” z 8 lipca, badając problemy „działalności” klasy robotniczej, mówisz o fundamentalnej kwestii, jaką jest zachowanie przez proletariat jego kierowniczej roli w naszym państwie. Chociaż wszystkie polityczne twierdzenia opozycji zmierzają w tym kierunku, zgadzam się z tobą, że nie wszystko zostało powiedziane w tej kwestii. Do tej pory zawsze ją badaliśmy w związku z całym problemem zdobywania i zachowywania władzy politycznej; aby uczynić go bardziej zrozumiałym, należy go traktować osobno, jako kwestię, która ma swoją własną wartość i znaczenie. Rzeczywistość wydarzeń postawiła je na pierwszym planie.
 
Opozycja zawsze zachowa jako jedną ze swoich zasług, w przeciwieństwie do partii, zasługę, której nic nie przekreśli, fakt, że w odpowiednim czasie, zabiła na alarm w związku z straszliwym upadkiem ducha aktywności klas pracujących i na ich rosnącą obojętność wobec przeznaczenia dyktatury proletariatu i państwa radzieckiego.
 
Tym, co charakteryzuje zalew skandali, które upubliczniono, tym, co stanowi jego największe niebezpieczeństwo, jest właśnie ta bierność mas (bierność większa nawet wśród mas komunistycznych niż wśród mas niepartyjnych) w stosunku do bezprecedensowych przejawów despotyzmu, które wyszły na jaw. Robotnicy byli tego świadkami, ale nie protestowali, lub zadowalali się kilkoma uwagami, ze strachu przed tymi, którzy są u władzy lub z powodu politycznej obojętności. Od skandalu z Czabarowsku (aby nie cofać się dalej) po nadużycia w Smoleńsku, Artiomowsku itp. słyszymy tą samą śpiewkę: „Wiedzieliśmy już od pewnego czasu.” Kradzieże, wymówki, przemoc, orgie, niesamowite nadużycia władzy, nieograniczony despotyzm, pijaństwo, rozpusta: o wszystkim tym mówi się jako o faktach znanych, nie od miesiąca, ale od lat, a także jako o rzeczach, którzy wszyscy tolerują, nie wiedząc dlaczego.
 
Nie muszę tłumaczyć, że kiedy burżuazja światowa wrzeszczy o wadach Związku Radzieckiego, możemy ją zignorować z cichą pogardą. Zbyt dobrze znamy moralną czystość rządów i parlamentów w całym świecie burżuazyjnym. Ale to nie na nich się wzorujemy. U nas jest państwo robotnicze. Nikt dziś nie może zignorować strasznych konsekwencji politycznej obojętności klasy robotniczej. Co więcej, kwestia przyczyn tej obojętności i sposobu jej wyeliminowania jest uważana za podstawową. Ale to zobowiązuje nas do rozważenia jej w sposób fundamentalny, naukowo, poprzez poddanie jej dogłębnej analizie. Takie zjawisko zasługuje na naszą pełną uwagę.
 
Wyjaśnienie, które dajesz, jest niewątpliwie słuszne: każdy z nas dał je już podczas naszych rozmów; stanowią one już część naszej platformy [tj. platforma Lewicowej Opozycji z 1927 r.]. Niemniej jednak interpretacje i środki zaradcze zaproponowane, by wyjść z tej bolesnej sytuacji, miały i nadal mają charakter empiryczny: odnoszą się do każdego konkretnego przypadku i nie odnoszą się do podstaw kwestii.
 
Moim zdaniem wynika to z tego, że ta kwestia jest nową kwestią. Do tej pory byliśmy świadkami wielu przypadków, w których duch inicjatywy klasy robotniczej słabł i spadał niemal do poziomu reakcji politycznej. Ale te przykłady były dla nas oczywiste, tak samo tutaj, jak i za granicą, w okresie, gdy proletariat walczył nadal o zdobycie władzy politycznej.
 
Nie moglibyśmy mieć poprzedniego przykładu spadku proletariackiego zapału w okresie, w którym już miał władzę, z tego prostego powodu, że w historii nasza sprawa jest pierwszą, w której klasa robotnicza zachowała władzę na taki czas. Do tej pory wiedzieliśmy, co może się stać z proletariatem, to jest z wahaniami ducha, które pojawiają się, gdy jest klasą uciśnioną i wyzyskiwaną; ale dopiero teraz możemy ocenić na podstawie faktów, zmiany jego stanu umysłowego, kiedy przejmuje kontrolę.
 
Ta pozycja polityczna (klasy kierowniczej) nie jest pozbawiona niebezpieczeństw: wręcz przeciwnie, zagrożenia są bardzo duże. Nie odwołuję się tutaj do obiektywnych trudności wynikających z całego kompleksu warunków historycznych, kapitalistycznego okrążenia na zewnątrz i presji drobnomieszczaństwa wewnątrz kraju. Nie, odnoszę się do nieodłącznych trudności każdej nowej klasy kierowniczej, wynikających ze zdobycia i dzierżenia samej władzy, zdolności lub niemożności jej wykorzystania. Zrozumiesz, że te trudności utrzymałyby się do pewnego momentu, nawet gdybyśmy na chwilę przyjęli, że kraj zamieszkiwałyby tylko masy proletariackie, a otoczenie składałoby się wyłącznie z państw proletariackich. Trudności te można nazwać „zawodowymi niebezpieczeństwami” władzy.
 
Rzeczywiście, sytuacja klasy, która walczy o zdobycie kontroli, a klasa dzierżącą kontrolę w swoich rękach jest inna. Powtarzam, że kiedy mówiłem o niebezpieczeństwach, nie myślałem o związkach z innymi klasami, ale raczej o tych, które powstają w szeregach zwycięskiej klasy.
 
Co reprezentuje klasa w ofensywie? Maksimum jedności i spójności. Wszelki duch zawodu lub kliki, nie mówiąc już o osobistych interesach, staje się drugorzędny. Wszelka inicjatywa jest w rękach samej wojowniczej masy i jej rewolucyjnej awangardy, która jest związana z masą w najbliższym, organicznym związku.
 
Kiedy klasa zdobywa władzę, jedna z jej części staje się czynnikiem tej władzy. W ten sposób powstaje biurokracja. W państwie socjalistycznym, gdzie kapitalistyczna akumulacja jest zabroniona przez członków partii kierowniczej, to zróżnicowanie na początku jet funkcjonalne; później staje się społeczne. Mam tu na myśli pozycję społeczną komunisty, który ma do dyspozycji samochód, ładne mieszkanie, regularne wakacje i otrzymuje maksymalną pensję dozwoloną przez partię; pozycję, które różni się od pozycji komunisty pracującego w kopalniach węgla i otrzymującego pensję w wysokości pięćdziesięciu lub sześćdziesięciu rubli miesięcznie. Jeśli chodzi o robotników i pracowników, wiesz, że są podzieleni na osiemnaście różnych kategorii...
 
Inną konsekwencją jest to, że pewne funkcje, które poprzednio były spełniania przez partię jako całość, przez całą klasę, stały się teraz atrybutami władzy, to znaczy tylko pewnej liczby osób w partii i w tej klasie.
 
Jedności i spójności, które wcześniej były naturalnymi konsekwencjami walki klasy rewolucyjnej, nie można obecnie utrzymać inaczej, jak przez zastosowanie całego systemu środków, które mają na celu zachowanie równowagi między różnymi grupami tej klasy i tej partii oraz podporządkowanie tych grup podstawowemu celowi.
 
Jest to jednak długi i delikatny proces. Polega on na edukowaniu politycznie klasy dominującej w taki sposób, aby była zdolna do utrzymania aparatu państwowego, partii i syndykatów, kontrolowania i kierowania tymi organizmami. Powtarzam: to kwestia edukacji. Żadna klasa nie narodziła się w posiadaniu sztuki rządowej. Ta sztuka może zostać nabyta tylko przez doświadczenie, dzięki popełnionym błędom, czyli przez uczenie się każdego na własnych błędach. Żadna radziecka konstytucja, choćby idealna, nie może zapewnić klasie robotniczej sprawowania bez przeszkód jej dyktatury i kontroli nad rządem, jeśli proletariat nie wie, jak wykorzystać swoje prawa wynikające z konstytucji. Brak harmonii pomiędzy zdolnościami politycznymi danej klasy, jej zdolnościami administracyjnymi i formami prawno-konstytucyjnymi, które ustanawia na własny użytek po przejęciu władzy, jest faktem historycznym. Można to zaobserwować w ewolucji wszystkich klas, częściowo także w historii burżuazji. Na przykład angielska burżuazja stoczyła wiele bitew, nie tylko po to, by przerobić konstytucję zgodnie z jej własnymi interesami, ale także by móc czerpać korzyści z jej praw, a w szczególności, w pełni i bez przeszkód ze swojego prawa do głosowania. Jedna z książek Charlesa Dickensa, „Klub Pickwicka”, zawiera wiele incydentów z tego okresu angielskiego konstytucjonalizmu, podczas których grupa kierownicza, wspomagana przez własny aparat administracyjny, wywraca do rowów dorożki przywożące zwolenników opozycji do urn wyborczych, aby nie mogli zdążyć na głosowanie.
 
Ten proces różnicowania jest całkowicie naturalny dla triumfującej, lub prawie triumfującej burżuazji. W rzeczywistości, w szerszym tego słowa znaczeniu, burżuazja składa się z szeregu grup, a nawet klas ekonomicznych. Uznajemy istnienie wielkiej, środkowej i drobnej burżuazji; wiemy, że istnieje burżuazja finansowa, burżuazja handlowa, burżuazja przemysłowa i burżuazja rolnicza. Po wydarzeniach takich jak wojny i rewolucje, mają miejsce przegrupowania w szeregach samej burżuazji; pojawiają się nowe warstwy, zaczynają odgrywać właściwą sobie rolę, jak na przykład właściciele, nabywcy dóbr narodowych, nuworysze, jak się ich nazywa, którzy pojawiają się po każdej wojnie o określonej długości. Podczas rewolucji francuskiej, podczas okresu Dyrektoriatu, ci nuworysze stają się jednym z czynników reakcji.
 
Ogólnie mówiąc, historia zwycięstwa stanu trzeciego we Francji w 1789 roku jest niezwykle pouczająca. Po pierwsze, ten stan trzeci składał się z bardzo różnych elementów. Obejmował wszystkich, którzy nie należeli do szlachty lub duchowieństwa; obejmował zatem nie tylko wszystkie rozmaite gałęzie burżuazji, ale także robotników i biednych chłopów. Dopiero stopniowo, po długiej walce, po wielokrotnych interwencjach zbrojnych cały stan trzeci zdobył w 1792 r. prawną możliwość udziału w administrowaniu krajem. Reakcja polityczna, która rozpoczęła się jeszcze przed Termidorem, polegała na tym, że władza zaczęła formalnie i faktycznie przechodzić w ręce coraz bardziej ograniczonej liczby obywateli. Krok po kroku, najpierw siła rzeczy, a potem legalnie, masy ludowe zostały wyeliminowane z rządzenia krajem.
 
Prawdą jest, że presja reakcji dała się początkowo odczuć wzdłuż szwów łączących sekcje klas, które stanowiły stan trzeci. Również prawdą jest, że jeśli badamy konkretną grupę burżuazji, to nie ukazuje ona klasowych podziałów tak klarownych, jak te, które np. dostrzegamy jako oddzielające burżuazję i proletariat, czyli dwie klasy odgrywające całkowicie inną rolę w produkcji.
 
Co więcej, w trakcie rewolucji francuskiej, w okresie jej upadku, władza interweniowała nie tylko po to, by znieść, wg linii zróżnicowania, grupy społeczne, które wcześniej maszerowały razem i były zjednoczone tym samym rewolucyjnym celem, ale zdezintegrowała również bardziej lub mniej jednorodne masy. Dzięki funkcyjnej specjalizacji dana klasa zrodziła ze swoich szeregów kręgi wysokich urzędników; taki jest rezultat pęknięć, które dzięki presji kontrrewolucji zostały przekształcone w ziejące przepaście. Podążając tą drogą, sama klasa dominująca wywoływała sprzeczności w toku konfliktu.
 
Współcześni rewolucji francuskiej, ci, którzy brali w niej udział, a jeszcze bardziej historycy z okresu następującego po niej, zajęci byli kwestią przyczyn zwyrodnienia partii jakobińskiej.
 
Niejednokrotnie Robespierre ostrzegał swoich stronników przed konsekwencjami, jakie przyniesie odurzenie władzą. Ostrzegał ich, że trzymając się władzy, nie powinni stać się zbyt aroganccy, „nadęci”, jak mawiał, lub jak powiedzielibyśmy teraz, zarażeni „próżnością jakobińską”. Jednak, jak zobaczymy później, sam Robespierre przyczynił się w znacznej mierze do wytrącenia władzy z rąk drobnomieszczaństwa, które opierało się na paryskich robotnikach.
 
Nie wspomnimy tutaj wszystkich faktów przedstawianych przez współczesnych, dotyczących różnorodnych przyczyn rozkładu partii jakobińskiej, jak na przykład ich tendencja do wzbogacania się, ich udział w kontraktach, dostawach itp. Powiedzmy raczej o dziwnym i dobrze znanym fakcie: opinii Babeufa, zgodnie z którą upadek jakobinów został znacznie ułatwiony przez szlachetne damy, z którymi się uwikłali. Zwrócił się do jakobinów w następujący sposób: „Cóż to wyczyniacie, o, małoduszni plebejusze? Dzisiaj obejmują was, jutro was uduszą.” (Gdyby samochód istniał w czasie rewolucji francuskiej, mielibyśmy również czynnik „samochodowo-haremowy”, na który wskazał towarzysz Sosnowski, a który odegrał bardzo ważną rolę w kształtowaniu ideologii naszej biurokracji radzieckiej i partyjnej).
 
Ale tym co odegrało najważniejszą rolą w izolacji Robespierre'a i klubu Jakobinów, co całkowicie oddzieliło ich od mas pracujących i drobnomieszczańskich, było, oprócz likwidacji wszystkich elementów lewicowych, począwszy od wściekłych, hebertystów i chaumettystów (całej Komuny Paryskiej w ogóle), stopniowe eliminowanie zasady wyboru i jej zastąpienie przez zasadę nominacji.
 
Wysyłanie komisarzy do armii lub do miast, w których kontrrewolucja po raz kolejny zyskiwała na poparciu, było nie tylko usprawiedliwiony, ale i uzasadniony. Kiedy jednak stopniowo Robespierre zaczął zastępować sędziów i komisarzy z różnych części Paryża, którzy do tej pory byli wybierani w taki sam sposób jak sędziowie, kiedy zaczął mianować przewodniczących komitetów rewolucyjnych, a nawet zaczął zastępować urzędnikami całe kierownictwo Komun, nie mógł on przy pomocy tych wszystkich środków nie wzmocnić biurokracji i nie zabić ludowej inicjatywy. W ten sposób reżim Robespierre'a, zamiast rozwijać rewolucyjną działalność mas, już uciskanych kryzysem gospodarczym, a jeszcze bardziej brakiem żywności, pogorszył sytuację i ułatwił pracę sił antydemokratycznych. Dumas, przewodniczący trybunału rewolucyjnego, skarżył się Robespierre'owi, że nie może znaleźć ludzi, którzy będą służyć jako przysięgli trybunału, ponieważ nikt nie chciał pełnić tej funkcji. Ale sam Robespierre doświadczył na sobie tej obojętności paryskich mas, gdy na dziesiątego thermidora poprowadzono go przez ulice Paryża rannego i krwawiącego, bez obawy, że masy ludowe interweniują na korzyść wczorajszego dyktatora.
 
Na podstawie przedstawionych dowodów wydaje się absurdalne przypisywanie upadku Robespierre'a i pokonania rewolucyjnej demokracji zasadzie nominacji. Jednak bez wątpienia przyspieszyła ona działanie innych czynników. Wśród nich decydującą rolę odgrywały trudności w dostarczaniu żywności i amunicji, głównie z powodu dwóch lat złych zbiorów (jak również kolejnych perturbacji przy przekształcaniu wielkich wiejskich majątków szlacheckich w drobną uprawę chłopską), ciągły wzrost cen chleba i mięsa, to, że jakobini początkowo nie chcieli uciekać się do administracyjnych środków mających na celu powstrzymanie zachłanności spekulantów i bogatych chłopów. A kiedy w końcu zdecydowali pod naciskiem mas zagłosować za prawem maksymalnym, to prawo działające w warunkach wolnego rynku i produkcji kapitalistycznej nieuchronnie mogło działać jedynie jako paliatyw.
 
Przejdźmy teraz do rzeczywistości, w której żyjemy.
 
Uważam, że najpierw należy wskazać, że kiedy używamy wyrażeń takich jak „partia” i „masy”, nie wolno nam tracić z pola widzenia treści, którą te terminy nabyły w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Klasa robotnicza i partia - nie fizycznie, ale moralnie - nie są już tym, czym były dziesięć lat temu, nie przesadzam, kiedy mówię, że bojownik z 1917 r. z trudem rozpoznałby siebie w bojowniku z 1928 r. Głęboka zmiana zaszła w anatomii i fizjologii klasy robotniczej.
 
Moim zdaniem należy skoncentrować naszą uwagę na badaniu modyfikacji tkanek i ich funkcji. Analiza zaistniałych zmian będzie musiała ukazać nam wyjście z zaistniałej sytuacji. Nie pretenduję do przedstawiania tej analizy tutaj; ograniczę się do kilku uwag.
 
Mówiąc o klasie robotniczej, trzeba znaleźć odpowiedź na całą serię pytań. Na przykład, jaka jest proporcja pracowników faktycznie zatrudnionych w naszym przemyśle, którzy weszli do niego po rewolucji, i jaka jest proporcja tych, którzy pracowali w nim wcześniej? Jaki jest odsetek osób, które wcześniej brały udział w ruchu rewolucyjnym, brały udział w strajkach, były zsyłane, uwięzione lub walczyły w wojnie lub w Armii Czerwonej? Jaki jest odsetek robotników zatrudnionych w przemyśle, którzy pracują regularnie? Ile osób pracuje tylko dorywczo? Jaki jest w przemyśle udział półproletariuszy, półchłopów itp.?
 
Jeśli zanurzymy się i przenikniemy w głąb proletariatu, półproletariatu i mas pracujących w ogóle, znajdziemy tam całe sektory ludności, o których trudno powiedzieć, że są z nami. Nie chcę tu mówić tylko o bezrobotnych, którzy stanowią coraz większe zagrożenie, a które w każdym razie zostało wyraźnie wskazane przez opozycję. Myślę o masach sprowadzonych do nędzy lub na granicę ubóstwa, które dzięki hojnemu wsparciu państwa znajdują się na granicy ubóstwa, złodziejstwa i prostytucji.
 
Nie możemy sobie wyobrazić, jak czasami ludzie żyją kilka kroków od nas. Czasami zdarza się, że mamy do czynienia ze zjawiskami, których istnienia nie podejrzewano w państwie radzieckim i które sprawiają wrażenie nagle odkrytych otchłani. Nie chodzi o tu o osądzanie władzy radzieckiej przez przywoływanie faktu, że nie udało jej się pozbyć niechlubnego dziedzictwa przekazanego przez carskie i kapitalistyczne reżimy. Nie, ale w naszych czasach, w naszym reżimie odkrywamy istnienie w ciele klasy robotniczej szczelin, w które burżuazja byłaby w stanie wcisnąć cienki koniec klina.
 
W pewnym okresie pod rządami burżuazyjnymi myśląca część klasy robotniczej pociągnęła za sobą liczną masę, w tym półwłóczęgów. Upadek kapitalistycznego reżimu miał przynieść wyzwolenie całego proletariatu. Elementy półwłóczegowskie uczyniły burżuazję i państwo kapitalistyczne odpowiedzialnymi za swoją sytuację; uważali, że rewolucja powinna przynieść zmianę ich stanu. Ci ludzie nie są teraz usatysfakcjonowani; ich sytuacja uległa niewielkiej, jeśli jakiejkolwiek, poprawie. Zaczynają postrzegać z wrogością władzę radziecką i część klasy robotniczej pracującą w przemyśle. Stają się wrogami zwłaszcza funkcjonariuszy rad, partii i związków zawodowych. Czasami słychać jak mówią o szczytach klasy robotniczej jako o „nowej szlachcie”.
 
Nie poprzestanę tutaj na opisie zróżnicowania, jakie władza wprowadziła w łono proletariatu i które zakwalifikowałem powyżej jako „funkcjonalne”. Funkcja zmodyfikowała sam organizm, tzn. psychologia tych, którzy są obciążeni różnorodnymi zadaniami kierowania w administracji i gospodarce państwa, zmieniła się do tego stopnia, że nie tylko obiektywnie, ale subiektywnie, nie tylko materialnie, ale także moralnie, przestali oni być częścią tej samej klasy robotniczej. Na przykład dyrektor fabryki zgrywający satrapę, pomimo faktu, że jest komunistą, pomimo swojego proletariackiego pochodzenia, pomimo faktu, że kilka lat temu był robotnikiem fabrycznym, nie stanie się w oczach robotników uosobienie najlepszych cech proletariatu. Mołotow może, ku jego wielkiej radości, postawić znak równości między dyktaturą proletariatu a naszym państwem z biurokratycznymi degeneracjami, jak również brutalami ze Smoleńska, szulerami z Taszkientu i awanturnikami z Artiomowska. Robiąc to, udaje mu się jedynie zdyskredytować dyktaturę, a nie zadośćuczynić uzasadnionemu niezadowoleniu robotników
 
Jeśli przejdziemy do samej partii, to oprócz wszystkich odcieni, które można znaleźć w klasie robotniczej, konieczne jest dodanie tych, które przeszły do nie się z innych klas. Struktura społeczna partii jest o wiele bardziej heterogeniczna niż struktura proletariatu. Zawsze tak było, naturalnie z tą różnicą, że kiedy partia miała intensywne życie ideologiczne, stapiała ona tą społeczną mieszankę w jeden stop dzięki aktywnej walce klasy rewolucyjnej.
 
Ale władza jest przyczyną, podobnie jak w klasie robotniczej, tego samego zróżnicowania ujawniającego szwy istniejące między różnymi warstwami społecznymi. Biurokracja rad i partii stanowi nowy porządek. Nie zajmujemy się pojedynczymi przypadkami, niedociągnięciami w zachowaniu jakiegoś towarzysza, ale raczej nową kategorią społeczną, której należy poświęcić cały traktat.
 
W sprawie szkicu programu Międzynarodówki Komunistycznej napisałem między innymi do Lwa Dawidowicza [Trockiego]:
 
Jeśli chodzi o rozdział czwarty (Okres przejściowy), to sposób, w jaki sformułowana jest rola partii komunistycznych w okresie dyktatury proletariatu, jest nieco słaby. Bez wątpienia ten niejasny sposób mówienia o roli strony wobec klasy robotniczej i państwa nie jest skutkiem zagrożenia. Antyteza między demokracją proletariacką a burżuazyjną jest wyraźnie wskazana, ale nie ma ani słowa wyjaśnienia, co partia musi zrobić, aby konkretnie doprowadzić do proletariackiej demokracji. „Przyciągnąć masy i zachęcić ich do udziału w budownictwie', "”reedukować ich właściwą naturę” (Bucharin stara się rozwinąć tę ostatnią ideę bardziej szczegółowo w związku z rewolucją kulturalną): są to stwierdzenia z punktu historycznego widzenia prawdziwe, znane od dawna; ale sprowadzają się do banałów, jeśli nie są połączone z nagromadzonym doświadczeniem dziesięciu lat proletariackiej dyktatury.
 
Tutaj pojawia się pytanie o metody przywództwa, metody, które odgrywają tak ważną rolę. Ale nasi przywódcy nie lubią o nich mówić, bojąc się, że stanie się oczywiste, że sami mają jeszcze długą drogę, zanim „reedukują swoją właściwą naturę”. Gdybym mi polecono napisać szkic programu dla Międzynarodówki Komunistycznej, poświęciłbym dużo miejsca w tym rozdziale (Okres przejściowy) teorii Lenina na temat państwa podczas dyktatury proletariatu i roli partii w tworzeniu demokracji proletariackiej, takiej jaka być powinna, a nie takiej, w której istnieje biurokracja rad i partii, jak obecnie.
 
Towarzysz Prieobrażenski obiecał poświęcić specjalny rozdział w swojej książce „Zdobycze dyktatury proletariatu w roku jedenastym rewolucji” radzieckiej biurokracji.
 
Mam nadzieję, że nie zapomni on o roli biurokracji partyjnej, która odgrywa znacznie większą rolę w państwie radzieckim niż jej siostry - same rady. Wyraziłem mu nadzieję, że będzie on badał specyficzne zjawisko socjologiczne we wszystkich jego aspektach. Nie ma komunistycznej broszury, która, opisując zdradę socjaldemokracji w Niemczech 4 sierpnia 1914 r., nie podkreślałaby jednocześnie fatalnej roli, jaką odegrała najwyższa biurokracja partii i związków zawodowych w historii upadku partii. Z drugiej strony niewiele zostało powiedziane, i to tylko w kategoriach ogólnych, na temat roli naszej biurokracji rad i partii w rozłamie w partii i państwie radzieckim. Jest to zjawisko socjologiczne pierwszego rzędu, które jednak nie może być w całości zrozumiane i docenione, jeżeli nie są badane jego skutki w zmianie ideologii partii i klasy robotniczej.
 
Pytasz, co stało się z duchem rewolucyjnej działalności partii i naszego proletariatu? Gdzie podziała się ich rewolucyjna inicjatywa? Gdzie zniknęły ich ideologiczne zainteresowania, ich rewolucyjne wartości, ich proletariacka duma? Jesteś zaskoczony, że jest tyle apatii, słabości, zuchwałości, oportunizmu i wielu innych rzeczy, które mógłbym mnożyć? Jak to się dzieje, że ci, którzy mają piękna rewolucyjną przeszłość, w których teraźniejszą uczciwość nie można wątpić, którzy dali wielokrotnie dowód swego przywiązania do rewolucji, mogli zostać przekształceni w żałosnych biurokratów? Skąd bierze się ta straszna „smierdiakowszczyzna”, o której Trocki mówi w swoim liście o deklaracjach Krestińskiego i Antonowa-Owsiejenki?
 
Ale o ile można zrozumieć, że ci, którzy wyszli spośród burżuazji i drobnomieszczaństwa, inteligenci, „indywidualiści” w ogóle, cofają się w kwestii idei i moralności, to jak możemy wyjaśnić podobne zjawisko w odniesieniu do klasy robotniczej? Wielu towarzyszy zauważyło fakt bierności i nie może ukryć uczucia rozczarowania.
 
Prawdą jest, że inni towarzysze dostrzegli, podczas pewnej kampanii zbioru pszenicy, oznaki silnej rewolucyjnej postawy dowodzącej, że klasowe odruchy nadal istnieją w partii. Niedawno napisał do mnie Iszczenko (a ostatnio napisał w tezach, które wysłał także do innych towarzyszy), że zbiór pszenicy i samokrytycyzm wynikają z oporu proletariackiej części partii. Niestety trzeba powiedzieć, że nieprawda. Te dwa fakty wynikają z kombinacji ułożonej na wysokich stanowiskach i nie wynikają z presji krytyki robotniczej; to ze względów politycznych, a czasem z powodów grupowych, a raczej frakcyjnych, dąży do tego część czołowych członków partii. Można mówić tylko o jednym przykładzie proletariackiej presji - tej przewodzonej przez opozycję. Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że presja ta nie była wystarczająca, aby utrzymać opozycję wewnątrz partii; co więcej, nie udało się zmienić jej linii politycznej. Zgadzam się z Lwem Dawidowiczem, który pokazał na wielu niezbitych przykładach prawdziwą i pozytywnie rewolucyjną rolę, jaką niektóre rewolucyjne ruchy odegrały dzięki swojej klęsce: Komuna Paryska, powstanie w grudniu 1905 r. w Moskwie. Pierwszy zapewnił utrzymanie republikańskiej formy rządu we Francji, drugi otworzył drogę do reformy konstytucyjnej w Rosji. Jednak skutki takich zwycięskich porażek są krótkotrwałe, jeśli nie zostaną wzmocnione przez nowy rewolucyjny przypływ.
 
Najbardziej niezadowalający jest fakt, że nie ma dzisiaj odruchu ani w partii, ani w dzisiejszych masach. Przez dwa lata miała miejsce wyjątkowo zacięta walka między opozycją a wysokimi kręgami partii; w ciągu ostatnich dwóch miesięcy miały miejsce wydarzenia, które powinny otworzyć oczy osób najbardziej ślepych. Jednak do tej pory nikt nie odniósł wrażenia, że masy partii zainterweniowały.
 
Więc zrozumiałym jest pesymizm niektórych towarzyszy, który daje się wyraźnie odczuć również w twoich pytaniach.
 
Babeuf po wyjściu z więzienia w Abbaye, rozejrzawszy się, zaczął zadawać sobie pytania, co stało się z ludem Paryża, z robotnikami z przedmieść St. Antoine i St. Marceau, którzy 14 lipca 1789 r. zdobyli Bastylię, 10 sierpnia 1792 r. pałac Tuilerie, którzy oblegali Konwencję 30 maja 1793 r., nie mówiąc o wielu innych interwencjach zbrojnych. W jednym zdaniu, w którym można wyczuć gorycz rewolucjonisty, wyraził swoje spostrzeżenie: „Trudniej jest nauczyć lud miłować wolność, niż ją zdobyć”.
 
Widzieliśmy, dlaczego lud Paryża zapomniał o atrakcyjności wolności. Głód, bezrobocie, likwidacja rewolucyjnych kadr (wiele z nich zostało zgilotynowane), eliminacja mas z przywództwa kraju, wszystko to spowodowało tak przytłaczające moralne i fizyczne znużenie mas, że lud Paryża i reszty Francji potrzebował trzydziestu siedmiu lat odpoczynku przed rozpoczęciem nowej rewolucji.
 
Babeuf sformułował swój program w dwóch hasłach (mówię tutaj o jego programie z 1794 r.): „Wolność i wybrana Komuna”.
 
Muszę teraz coś wyznać: nigdy nie miałem złudzeń, że przywódcom opozycji wystarczy zaprezentować się na wiecach partyjnych i na zebraniach robotniczych, aby sprowadzić masy na stronę opozycji. Zawsze uważałem takie nadzieje, szczególnie ze strony przywódców z Leningradu (dotyczy to szczególnie Zinowjewa i Kamieniewa) jako pewnego rodzaju przeżytek z okresu, gdy przyjmowali owacje i oficjalną aprobatę za wyrażenia prawdziwego nastroju mas i przypisywali je ich wyimaginowanej popularności.
 
Powiem więcej: to wyjaśnia szybki zwrot, który nastąpił w ich postępowaniu. Przeszli do opozycji, mając nadzieję na szybkie przejęcie władzy. W tym celu przyłączyli się do opozycji z 1923 r. (pierwszą opozycją była ta Trockiego w Moskwie). Kiedy jedna z "grup bez przywódców" zarzuciła Zinowjewowi i Kamieniewowi, że opuścili swojego sprzymierzeńca Trockiego, Kamieniew odpowiedział: „Potrzebowaliśmy Trockiego do rządzenia; aby wejść do partii stanowi on kamień u szyi.”
 
Jednak punktem wyjścia powinno być założenie, że praca wychowawcza partii i klasy robotniczej była długim i trudnym zadaniem, tym bardziej, ponieważ umysły muszą przede wszystkim zostać oczyszczone ze wszystkich zanieczyszczeń wprowadzanych do nich przez praktykę rad i partii oraz biurokratyzację tych instytucji.
 
Nie możemy zapominać o tym, że większość członków partii (nie mówiąc o młodych komunistach) ma wyjątkowo błędne zrozumienie zadań, funkcji i struktur partii, przykładem na to jest zrozumienie nauczane przez biurokrację poprzez jej praktyczne działanie i jej stereotypowe formuły. Wszyscy robotnicy, którzy przyłączyli się do partii po wojnie domowej, weszli do niej w przeważającej części po 1923 r. (zaciąg leninowski); nie mają pojęcia, jak poprzednio wyglądał reżim partyjny. Większość z nich jest pozbawiona rewolucyjnej edukacji klasowej nabytej w walce, życiu, w budowie socjalizmu. Ale ponieważ nasza biurokracja ograniczyła ten udział do pustego frazesu, robotnicy w żadnym stopniu nie są w stanie zdobyć tej edukacji. W naturalny sposób wykluczam jako nienormalną metodę edukacji klasowej, fakt, że nasza biurokracja, obniżając płace realne, pogarszając warunki pracy, sprzyjając rozwojowi bezrobocia, zmusza robotników do walki i budzi ich świadomość klasową; to zagrożenie dla państwa socjalistycznego.
 
Zgodnie z koncepcją Lenina i nas wszystkich, zadaniem przywódców partyjnych jest właśnie chronienie partii i klasy robotniczej przed zepsuciem wynikającym z przywilejów, przysług, szczególnych praw związanych z władzą, z powodu jej kontaktu z resztkami szlachty i drobnomieszczaństwa; powinniśmy byli się przygotować na nikczemny wpływ NEP-u, na pokusy ideologii i moralności burżuazji.
 
Jednocześnie mieliśmy nadzieję, że kierownictwo partii stworzy nowy, prawdziwie robotniczo-chłopski aparat; nowe, prawdziwie proletariackie związki zawodowe; nowa moralność codziennego życia. Musimy przyznać to szczerze, jasno, głośno i zrozumiale: aparat partii nie sprostał temu zadaniu. W tym podwójnym zadaniu zachowania i wychowania wykazał najbardziej kompletną niekompetencję, zbankrutował, upadł. Jesteśmy przekonani od dłuższego czasu, a ostatnie osiem miesięcy powinno to udowodnić wszystkim, że kierownictwo partii wkracza na wyjątkowo niebezpieczną drogę. I nadal podąża tą drogą.
 
Zarzuty, do których się odnosimy, dotyczą nie tyle ilościowej strony pracy, co raczej strony jakościowej. Trzeba to podkreślić, w przeciwnym razie po raz kolejny utoniemy w zalewie liczb o niezliczonych i pełnych sukcesach uzyskanych przez aparat partii i rad. Najwyższy czas, aby położyć kres tej statystycznej szarlatanerii. Przestudiuj raporty z XV zjazdu partii. Przeczytaj artykuł Kosiora na temat działalności organizacyjnej. Co znajdziesz? Cytuję dosłownie: „Ogromny rozwój demokracji w partii... Działalność organizacyjna partii znacznie się rozszerzyła.” A następnie, aby to udowodnić: statystyki, więcej statystyk i jeszcze więcej statystyk. Mówiono o tym w czasie, gdy w aktach Komitetu Centralnego znajdowały się dokumenty świadczące o straszliwej dezintegracji aparatu partii i rad, prześladowaniach, terrorze igrającym z życiem i istnieniem bojowników i robotników.
 
W ten sposób „Prawda” z 11 kwietnia opisuje władzę biurokracji: „Elementy oportunistyczne, bierne, wrogie i niekompetentne, spędzają czas na przepędzaniu najlepszych radzieckich wynalazców poza granicami ZSRR. Wielki cios musi zostać wymierzony w takie elementy z całą naszą siłą, z całą naszą determinacją, z całą naszą odwagą...” Niemniej jednak, znając naszą biurokrację, nie zdziwiłbym się znowu usłyszeć, jak ktoś mówi o „olbrzymim i cudownym” rozwoju działalności mas i partii, pracy organizacyjnej Komitetu Centralnego wszczepiającego demokrację. Jestem przekonany, że biurokracja partii i rad, która obecnie istnieje, będzie nadal z takim samym sukcesem kultywować wokół siebie takie ropiejące wrzody, pomimo hałaśliwych procesów, które miały miejsce w zeszłym miesiącu. Ta biurokracja nie zmieni się tylko dlatego, że zostanie poddana czystce. Oczywiście nie neguję względnej użyteczności i absolutnej konieczności takiej czystki. Pragnę jedynie podkreślić, że chodzi nie tylko o zmianę personelu, ale przede wszystkim o zmianę metod.
 
Moim zdaniem, pierwszym warunkiem koniecznym, aby przywództwo naszej partii mogło pełnić rolę wychowawczą, jest zmniejszenie wielkości i funkcji tego przywództwa. Trzy czwarte aparatu trzeba usunąć. Zadania pozostałej ćwiartki powinny mieć ściśle określone granice. Powinno to dotyczyć zarówno zadań, funkcji, jak i praw organów centralnych. Członkowie partii muszą odzyskać swoje prawa, które zostały zdeptane i otrzymać wartościowe gwarancje przeciwko despotyzmowi, do którego przyzwyczaiły nas wiodące kręgi.
 
Trudno sobie wyobrazić, co dzieje się w dołach partii. Szczególnie w walce z opozycją przejawia się ideologiczna przeciętność tych kadr, podobnie jak niszczący wpływ, jaki wywierają na proletariackie masy partii. O ile na górze istnieje pewna linia ideologiczna, linia wątpliwa i błędna, zmieszana, to prawda, z silną dawką złej woli, to z drugiej strony wśród dołów zastosowano przeciw opozycji demagogię najgorszego sortu. Przedstawiciele partii nie wahali się wykorzystać antysemityzmu, ksenofobii, nienawiści do inteligentów itp. Jestem przekonany, że wszystkie reformy partyjne w oparciu o biurokracje są utopijne.
 
Podsumowując: choć zauważam, podobnie jak ty, brak ducha rewolucyjnej aktywności wśród mas partyjnych, nie widzę w tym zjawisku nic zaskakującego. Jest ono wynikiem wszystkich zmian, które zaszły w partii i w samym proletariacie. Konieczna jest reedukacja mas pracujących i mas partyjnych w ramach partii i związków zawodowych. Ten proces będzie długi i trudny, ale nieunikniony. Już się rozpoczął. Walka opozycji, usunięcie wielu setek towarzyszy, więzienia, deportacje, choć jeszcze niewiele uczyniły dla komunistycznego wychowania naszej partii, miały w każdym razie większy skutek niż cały aparat razem wzięty. W rzeczywistości tych dwóch czynników nie da się nawet porównać: aparat zmarnował kapitał partyjny przekazany przez Lenina, nie tylko w sposób bezużyteczny, ale i taki, który spowodował trudności. Niszczył, gdy opozycja budowała.
 
Do tej pory abstrakcyjnie rozumowałem na podstawie faktów z naszego życia ekonomicznego i politycznego, które zostały przeanalizowane w platformie opozycji. Zrobiłem to celowo, ponieważ moim zadaniem było podkreślenie zmian, jakie zaszły w składzie i psychologii partii i proletariatu w związku z przejęciem władzy. Te fakty mogły nadać mojemu wykładowi jednostronny charakter. Jednak bez wstępnej analizy trudno byłoby zrozumieć pochodzenie gospodarczych i politycznych błędów popełnionych przez nasze przywództwo w tym, co dotyczy chłopów i problemów industrializacji, wewnętrznego reżimu partii, a wreszcie zarządzania państwem.
 
Z komunistycznymi pozdrowieniami,
Chrystian Rakowski
 
Astrachań, 6 sierpnia 1928

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

SIERP i MŁOT