Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 27 gości.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Pic na wodę i fotoshop

m-e-l.jpg

 „Prawda jest tym, co przychodzi po negacji”
 
Różnie próbowano definiować teorię marksizmu. W ramach modnej tendencji do nadawania tej teorii szacownego statusu nauki usiłuje się najczęściej dostosowywać ją do aktualnego stanu badań i do zmiennej rzeczywistości, tak aby – podobnie jak nauka – była adekwatna do aktualnego stanu rzeczywistości, pojmowanego każdorazowo jako stan trwały, co z góry dyskwalifikuje każdą teorię.
 
Nauka ma swoje własne ścieżki, na których teorie zmieniają się płynnie, co jest możliwe dzięki temu, że za każdym razem chwytają jedynie część rzeczywistości, a obraz wyłaniający się z całości prac naukowych w danej dziedzinie jest ogarniany jedynie przez wyspecjalizowanych w tej dziedzinie uczonych. Dlatego też brak koncepcji całości nie rzuca się w oczy publiczności, która sądzi, iż nie widzi owej całości tylko dlatego, że nie jest wystarczająco wykształcona. W ten sposób nasze poznanie rzeczywistości opiera się na jednym wielkim picu na wodę i, ewentualnie, fotomontażu (dziś powiedzielibyśmy – fotoshopie).
 
 

See video

 
Niejasność co do statusu marksizmu nie jest wymysłem naszych czasów. Tzw. młody Marks, uczeń Hegla, nie miał tego typu problemu jedynie dlatego, że był zajęty krytyką idealistycznego charakteru filozofii swego nauczyciela; sama natomiast dialektyka dawała mu przekrojowy ogląd całości historii ludzkiej. Wbrew twierdzeniom różnych niedouczonych krytyków Hegla, którzy – w przeciwieństwie do Marksa – nie potrafili docenić jego pracy, dialektyka opierała się na drobiazgowym rozbiorze współczesnej filozofowi myśli naukowej, nie będąc sama gałęzią nauki.
 
 
Mówiąc brutalnie, metoda dialektyka polegała na tym, że dokonywała subiektywnej (bo przeprowadzonej z pewnego punktu widzenia), ale i obiektywnej (albowiem ten punkt widzenia nie był arbitralny) selekcji materiału historycznego i naukowego. Marks również dokonał próby zastosowania dialektycznego myślenia do zastanego materiału i otrzymał pewną jasną wizję, czerwoną nić przewodnią, która nie pozwalała mu zagubić się mimo pełnego zaangażowania w skomplikowane, burzliwe i pełne sprzeczności życie polityczne XIX wieku.
 
 
Z tej perspektywy, Marks miał też jasność co do tego, że komuniści nie będą jakąś partykularną partią przeciwstawną pozostałym partiom socjalistycznym, czemu dał wyraz w Manifeście komunistycznym. Dla podkreślenia tego faktu, ważne jest to, na co zwrócił uwagę Étienne Balibar w swojej książce Trwoga mas, a mianowicie, że w praktyce politycznej to stanowisko wyrażało się w stałym „rozgrywaniu” jednych „sekt” przeciwko drugim, co budziło szczerą nienawiść bardzo wielu działaczy. Mimo to (a może właśnie dlatego? – czego Balibar już nie zauważa), droga polityczna Marksa i Engelsa szła konsekwentnie w kierunku budowania robotniczej partii masowej. W ogniu sporów i polemik, podgrzewaniu podziałów, które pozostałym graczom politycznym wydawały się uderzeniem w jedność – a wszak „w jedności siła”. Problem w tym, że jedność byle czego daje w rezultacie jedynie tylko więcej bylejakości…
 
 
Paradoksem historii jest to, że w chwili szczytu powodzenia tej polityki, kiedy to pod koniec XIX i na początku XX wieku masowa partia robotnicza w Niemczech osiągnęła status pełnoprawnej siły politycznej, zabrakło zrozumienia dla podstawowej zasady dialektyki, którą kierował się Marks, a która umknęła jego z kolei uczniom i współtowarzyszom. Zabrakło czerwonej nici przewodniej, która politykę aktywnego stosunku do sprzeczności czyniła racjonalną, a więc i kreatywną w stosunku do politycznej rzeczywistości.
 
 
Należy w tym miejscu powrócić do „młodego Marksa”, który – otrzymawszy na drogę dobry ekwipunek – nie poprzestał na tym i, jak na sprawnego Żyda przystało, majątek intelektualny pomnożył. W zrozumieniu, jak to miało miejsce także bardzo pomocny jest Balibar, który zauważa coś, co postmarksistowskiej lewicy kategorycznie wisi. A mianowicie fakt, że od tego młodzieńczego etapu, Marks dokonał samodzielnego kroku, który udokumentował w Kapitale.
 
 
Praktycznie nieobecny w Kapitale proletariat został tam zastąpiony przez klasę robotniczą. O ile proletariat, termin przydatny dla wizji historiozoficznej, do wytyczenia szlaku od przeszłości do przyszłości, określił istotę dziejów z punktu widzenia wzajemnych relacji ludzkich w kategoriach panowania i podporządkowania, o tyle Kapitał pokazał, w jaki sposób ta historyczna droga konkretyzuje się na bieżąco. Wyjątkowość epoki kapitalizmu, uchwycona już wcześniej, polegająca na możliwościach produkcyjnych zdolnych zaspokoić podstawowe potrzeby materialne całego społeczeństwa, wymagała zrozumienia, na czym opierał się ten specyficzny mechanizm. Zrozumienie mechanizmu wyzysku robotników określało także konieczne cele do realizacji w ramach programu emancypacji społecznej. Ważne, że ponieważ kapitalizm jest systemem wyjątkowym, niosącym materialne warunki konieczne dla urealnienia zniesienia wyzysku, to zniesienie wyzysku klasy robotniczej jest w tej perspektywie równoznaczne ze zniesieniem wyzysku, który – jak historia pokazała – jest możliwy pod różnymi postaciami.
 
 
Ponowne nawiązanie do pojęcia „proletariat” w Kapitale dokonało się dopiero przy okazji II wydania tej książki. Trudno nie zgodzić się z Balibarem, że było to logiczne spięcie ogólnych planów komunistycznych z okresu walk 1848 roku z doświadczeniami Komuny Paryskiej, czyli walk, w których klasa robotnicza przyjmuje na siebie rolę proletariatu – masowego ruchu, który działa na scenie politycznej, podczas gdy robotnicy jako tacy zajmują się walką czysto ekonomiczną (przynajmniej w teoretycznych wyobrażeniach działaczy politycznych, bo w życiu realnym czasem trudno to oddzielić).[i]
 
 
Precyzyjne rozpracowanie mechanizmu wyzysku kapitalistycznego przez Marksa w Kapitale zaowocowało wpływem marksizmu w ruchu robotniczym oraz stworzeniem silnej i samodzielnej partii masowej. Bez tego etapu, masowy ruch proletariacki był ograniczany przez ideologię panującą reprezentowaną przez państwo. Państwo jest skondensowanym wyrazem doświadczenia przeszłych walk społecznych, efektem choćby wyniku walki burżuazji z arystokracją feudalną, a więc i walk ideologicznych, zastąpienia jednej ideologii panującej przez drugą, wiele obiecującą skądinąd.
 
 
Różnorodność relacji łączących szerokie rzesze proletariackie z burżuazją skutkuje ich podatnością na ideologię klasy panującej. Tym różnym grupom społecznym wystarczyłaby tylko konsekwentna realizacja haseł zapisanych na sztandarach Rewolucji Francuskiej (plus „własność”). Ich radykalizm sprowadza się do żądania innego podziału, w imię równości i sprawiedliwości formalnie (choć nie faktycznie) respektowanych przez burżuazyjną republikę. Tu istnieje różnica w stosunku do klasy robotniczej, której sytuacji nie poprawia w żaden sposób konsekwentna realizacja haseł demokratycznych. Zaspokojenie żądań o charakterze ekonomicznym nie ma nic wspólnego ani z hasłem wolności (robotnik jest wszak wolny w przeciwieństwie do niewolnika czy do chłopa w społeczeństwie stanowym), ani z hasłem braterstwa (braterstwo ulega zawieszeniu, bo praca w fabryce wymaga dyscypliny), ani z hasłem równości (ponieważ praca w fabryce jest pracą pod komendą), ani też wreszcie postulat własności nic nie zmienia, ponieważ jego realizacja wymagałaby wyjścia z klasy robotniczej, a nie powodowałaby zmiany stosunków społecznych w szerszym wymiarze.
 
 
Natomiast realizacja postulatów bardziej sprawiedliwego podziału opiera się na zwiększeniu wyzysku robotników, jeśli kapitaliści chcą zachować swój poziom zysku. A wszyscy rozumieją, że skoro od kapitalistów zależy poziom produkcji, który przekłada się na dobrobyt wszystkich, to muszą mieć oni motywację do prowadzenia tej działalności. Wyzwolenie klasy robotniczej rozbija więc sam sposób produkcji u jego podstaw. Sensowność walki klasy robotniczej o jej wyzwolenie ekonomiczne jest oparta na fundamencie zakładającym istnienie alternatywy produkcyjnej, czyli społeczeństwa bazującego na innym sposobie produkcji. Z jednej strony, klasa robotnicza może poprowadzić produkcję bez udziału kapitalistów, z drugiej – społeczeństwo bezklasowe zakłada zniknięcie klasy robotniczej jako specyficznej kasty. Prowadzenie produkcji w interesie całego społeczeństwa zakłada, z kolei, jakąś formę społecznego zarządzania produkcją, czyli odciążenie klasy robotniczej od zadania zarządzania produkcją w zastępstwie kapitalistów. Czyli – umożliwienie jej zniknięcia. Bezklasowość polega na zniesieniu społecznego podziału pracy, czyli jakąś część kondycji robotniczej przyjmują na siebie wszyscy członkowie społeczeństwa.
 
 
Jeżeli reszta społeczeństwa zadowala się sprawiedliwym podziałem, którego warunkiem jest zwiększenie wyzysku robotników produkcyjnych, zaś robotnicy są zainteresowani zwiększeniem płac, to – aby to nie stało w sprzeczności z dążeniem „proletariatu”, czyli reszty spauperyzowanego społeczeństwa – wymagane jest odebranie kapitalistom części zysku, czyli – przy niezmienionym systemie społeczno-ekonomicznym – zniechęcenie ich do produkcji.
 
 
Nauka ekonomii wskazuje na ten fakt bardzo wyraźnie. Większość społeczeństwa demokratycznego nie jest zainteresowana jego zmianą, a więc i zmianą sposobu produkcji, który jako jedyny gwarantowałby możliwość utrzymanie zarówno sprawiedliwości społecznej, jak i poziomu dobrobytu. Zewnętrzną możliwością pogodzenia tych sprzecznych postulatów jest wojna, czyli czerpanie dodatkowej wartości do podziału z grabieży, zaś w wyniku wojny rozbudowanie aparatu produkcyjnego państwa zwycięskiego, a więc i zwiększenie jego szans na utrzymanie dobrobytu nawet w sytuacji kryzysu w pozostałych krajach.
 
 
Rachunek zysków i strat zależy od tego, kto go wykonuje. Szczególnie robotnicy nie są skłonni do ponoszenia nadmiernego ryzyka, gdyż z reguły to oni ponoszą koszty każdej z obranych strategii.
 
 
Umasowienie partii robotniczej miało jako uboczny skutek rozmycie celów robotniczych wynikających z miejsca klasy robotniczej w relacji kapitalista – robotnik. Przeprowadzenie matematycznego niemal wywodu na temat wyzysku kapitalistycznego przez Marksa odsunęło nieco w zapomnienie wartość dialektyki, która leżała u podłoża podjęcia w ogóle takiego wywodu. Jak słusznie zauważa Balibar, trzymanie się Engelsa kurczowo klasycznej filozofii niemieckiej i socjalizmu utopijnego było usiłowaniem utrzymania ustaleń wypracowanych wraz z Marksem. Odwoływanie się do neokantyzmu i do ewolucjonizmu było jednocześnie próbą zajęcia pozycji wobec współczesnej nauki i zyskania sobie przez marksizm miana bycia jedną z jej gałęzi. Na wznoszącej fali pozytywizmu filozofia Hegla jawiła się jako zabobon lub nikomu niepotrzebna metafizyka.
 
 
W związku z tym, koncepcja emancypacyjna została oparta na naukowym rozumowaniu zawartym w Kapitale, mającym uzasadniać historyczną konieczność socjalizmu z matematyczną ścisłością. Ale z tego poszerzonego na całe społeczeństwo, naukowego punktu widzenia, w Kapitale zaczęły rychło pojawiać się luki. Oczywiście, rozumowanie Marksa nie wzięło pod uwagę różnych niezwykle mądrych i jakże empirycznych faktów dotyczących potrzeb konsumentów i ich upodobań, które wpływają na ocenę wartości dostępnych towarów. Jednym słowem, rozumowanie Marksa okazało się rzekomo ograniczone uwarunkowaniami, które zawężały jego pole działania.
 
 
Szybko logicznie okazało się, że największą przeszkodą i wadą Kapitału było skupienie się Marksa na produkcyjnej stronie relacji wyzysku. To, co grało w związku z ogólną dialektyką rozwoju historycznego jako ukonkretnienie na etapie kapitalistycznym, zostało poszerzone na całe pole konfrontacji z ideologią panującą. Konfrontacja ta straciła to, co stanowiło konkretny, historyczny punkt oparcia, zdolny tę ideologię skutecznie zakwestionować.
 
 
Doświadczenie ZSRR było dodatkowym elementem ilustrującym „błędy” marksizmu interpretowanego w kategoriach produkcyjnych. Stalinizm jest od dawna traktowany jako empiryczny dowód na błędność produkcyjnej interpretacji teorii Marksa. Społeczne zarządzanie produkcją okazało się nieskuteczne, socjalizm – chociaż zdeterminowany naukowo i matematycznie – nie nastał, mimo zaklinania rzeczywistości poprzez nadawanie jej tej nazwy.
 
 
Wytykanie błędów marksizmowi ma długą tradycję; już Gramsci twierdził, że w ruchach masowych upowszechniła się wulgarno-materialistyczna wersja tej teorii, co było związane z faktem, że „intelektualiści tych ruchów pragnęli maksymalnie przybliżyć światopogląd do mas, uczynić go strawnym i zrozumiałym, komunikatywnym i możliwie łatwym do popularyzacji, w rezultacie ‘nagięli filozofię do poziomu zdolności percepcyjnych nie rozbudzonych intelektualnie mas’.” (Z. Bauman, „Antonio Gramsci, czyli socjologia w działaniu”, „Prace Kulturoznawcze” XIX, 2016, s. 138).
 
 
Postęp w dziedzinie badania marksizmu polega na dostrzeganiu, że „błędy” te nie są jedynie dziełem spadkobierców Marksa, ale wynikają wprost z jego koncepcji. Z tego względu interpretacja Balibara, chociaż filozof ten nie wyciąga oczekiwanych wniosków ze swej analizy, jest ciekawsza od interpretacji Gramsciego.
 
 
Problem z interpretacją Gramsciego polega na tym, że jeśli intelektualiści konstruują swe rozumienie rzeczywistości kierując się „odczuwaniem” ludu, to są skazani na poruszanie się tylko w sferze zdroworozsądkowej. Jeżeli wierzyć Balibarowi, to wzajemny związek między konstrukcją dialektyczną, wskazującą na perspektywę społeczeństwa bezklasowego jako nadzieję mas proletariackich nagromadzoną przez stulecia, a analizą konkretnego mechanizmu wyzysku specyficznego dla kapitalizmu, pozostawał nieuświadomiony przez samego Marksa. A tym bardziej przez Engelsa, który miał spore kłopoty, aby uporządkować całość teorii, w której sypało się wszystko – z jednej strony, eschatologiczna wizja komunizmu, którą trudno było bezpośrednio wyprowadzić z ekonomicznych analiz Kapitału, z drugiej – eschatologiczna wizja komunizmu, która opierała się na wątpliwym z naukowego punktu widzenia krytycznym odczytaniu dialektyki heglowskiej.
 
 
Gwarantem poprawności wywiedzionych wniosków była partia robotnicza. Propagandowy wydźwięk analizy wyzysku w Kapitale wystarczył, aby dać ruchowi robotniczemu niezbędną pewność siebie i poparcie mas. Na takiej wznoszącej fali można było mówić o wzajemnym dostrojeniu się „odczuć” ludu i naukowej wiedzy (filozofii) partyjnych intelektualistów.
 
 
W rzeczywistym świecie początku XX wieku, to nie „produkcyjna” wulgaryzacja marksizmu spowodowała katastrofę socjaldemokratycznych, masowych partii robotniczych wyrażającą się w zdradzie rewolucji proletariackiej. Konkretna analiza ekonomiczna Kapitału spełniła swą rolę propagandową i spowodowała rozbudowę partii masowych, ponieważ akurat zeszła się z „odczuciem” ludu (roboczego). Zakwestionowanie (tzw. pierwszy rewizjonizm) na gruncie nauki pozytywistycznej wartości analizy ekonomicznej Kapitału skutkowało zaprzeczeniem związku między tą analizą a wnioskiem na temat konieczności historycznej społeczeństwa bezklasowego, nawet jeśli ten związek nie był do końca jasny dla samego Marksa, który miał mniej czasu i doświadczenia historycznego niż Balibar, aby przemyśleć całą sprawę.
 
 
Praktyka rewolucji rosyjskiej pokazała, że historyczny ruch mas tworzy podłoże dla świadomej akcji rewolucyjnej. Ten ruch historyczny jest samodzielnym czynem mas, tak jak im to dyktuje ich uwikłanie w proces historyczny. Partia rewolucyjna, natomiast, ma świadomość i program, które są planem racjonalnego przebiegu wypadków, a przede wszystkim są alternatywą dla chaosu, który wynika ze spontanicznego zrywu mas.
 
 
Nie jest możliwe dostosowanie rewolucji do spontanicznie wysuwanych postulatów szerokich mas. Chociaż to właśnie te postulaty ujawniają się i walczą o swe spełnienie w ramach karnawału, który jest pierwszym etapem rewolucji. Właśnie sprawna organizacja partii jest warunkiem zdyscyplinowania tego żywiołu. A sprawność jest uzależniona od świadomości mechanizmu przejścia od aktualnego systemu do nowego, z jak najmniejszą liczbą ofiar i posunięć jałowych.
 
 
Masy proletariackie są w tym procesie masą krytyczną, zaś zasadą rewolucji jest zrozumienie relacji między kapitalistą a robotnikiem, gdyż jest to relacja, którą należy w nowym systemie zastąpić inną. To zadanie krytyczne, od którego realizacji jest uzależnione powodzenie rewolucji.
 
 
W tym stanowisku nie ma wulgaryzacji teorii – wszystko się zgadza: wyzysk kapitalistyczny koncentruje się w relacji kapitalista – robotnik. Zniesienie tej relacji skutkuje zniesieniem zróżnicowania klasowego. Niepotrzebne jest nawet odwoływanie się do „młodomarksowskiego” uzasadnienia angażującego masy proletariackie, które obecne są w procesie jako sojusznicze wobec klasy robotniczej. W jednym, krótkim momencie zbiega się tendencja historyczna i warunki dla jej urzeczywistnienia. Projektowane stosunki społeczne powinny zostać podporządkowane zniesieniu tej relacji – tylko ten jeden warunek konieczny, reszta jest elastyczna, do uzgodnienia, jest polem dla kompromisów.
 
 
W warunkach izolacji Rosji radzieckiej, realnej dzięki zdradzie socjaldemokracji, możliwe było stworzenie warunków jedynie pod pracę edukacyjną nad świadomością mas proletariackich – taki był zresztą zamysł Lenina, kiedy okazało się, że nie jest możliwa konsekwentna zmiana systemu społeczno-ekonomicznego.
 
 
Późniejsze, biurokratyczne i totalne upaństwowienie środków produkcji, częściowo wymuszone sytuacją gospodarczą, częściowo stanowiące wypadkową walki o władzę w kierownictwie partyjnym, stanowiło właśnie regres do wulgarnego pojmowania socjalizmu jako systemu bardziej egalitarnego podziału, w imię którego system produkcji był traktowany przez biurokrację tak, jakby miała do czynienia z kapitalistą, któremu należy i wreszcie można bezkarnie odebrać wartość dodatkową. Jednocześnie, biurokracja sama musiała wczuwać się w rolę kapitalistycznego właściciela i domagać się od „niekapitalistycznego otoczenia” daniny na rzecz rozwoju przemysłu, niezbędnego, aby gospodarka coś produkowała dla podziału.
 
 
Klasa robotnicza nie zmieniła swego położenia w społecznym podziale pracy, z tym, że zamiast kapitalisty miała teraz naprzeciw siebie biurokratę. Jednocześnie klasa robotnicza reprezentowała przemysł, który przejął rolę wirtualnego kapitalisty-wyzyskiwacza, ponieważ w oczach społeczeństwa, potrzeby rozwijania przemysłu pożerały w powszechnej świadomości tę część wartości dodatkowej, która mogłaby zasilać konsumpcję.
 
 
Jeżeli więc dziś wyciągamy wnioski z historii Rewolucji Październikowej, to widzimy, że wszyscy sensowni przedstawiciele lewicy, w tym marksistowskiej, w gruncie rzeczy, spontanicznie skłaniają się ku idei uspołecznienia jedynie najważniejszych gałęzi przemysłu, tych, które mają znaczenie strategiczne. Są to, jakby nie patrzył, klasyczne sektory przemysłu, obejmujące jądro proletariatu, czyli przemysłową klasę robotniczą.
 
 
Od świadomości tej właśnie klasy jest uzależnione powodzenie następnej rewolucji, ale należy się spodziewać przeciwdziałania ze strony przedstawicieli nurtów intelektualnych, które nie rozumieją strategicznego znaczenia klasy robotniczej w rewolucji i w budowaniu nowego systemu.
 
 
Nastawienie na natychmiastowy, korzystniejszy dla warstw proletariackich i innych, podział wartości materialnych (w praktyce, bynajmniej nie zadowalając się jedynie gwarancją najszerszych swobód obyczajowych i kulturalnych), będzie ponownie bezwładem masowego ruchu, którego siła może, ale nie musi poprzeć rewolucji.
 
 
Jeżeli współcześnie masy proletariackie (szeroko pojęte warstwy pośrednie, obejmujące całość pracowników najemnych) nie odczuwają potrzeby zmiany systemu społeczno-ekonomicznego zwanego kapitalizmem, to nie należy się na nie za to obrażać, a potraktować poważnie i przyjrzeć się przyczynom tego stanowiska. Fundamenty pod nowe, sprawiedliwsze i bardziej egalitarne formy podziału wartości dodatkowej są już wypracowywane. Ogromny sektor usług tylko na zasadzie represji i dyktatu kapitalistycznego jest utrzymywany w rygorze komercyjnym, choć wszyscy dostrzegają bezsens tego rygoru. W nowym, postulowanym systemie podziału komercjalizacja traci ostatecznie swą rację bytu. Poza sektorem przemysłu jest ona utrzymywana na siłę jako obnażona forma podziału wartości dodatkowej, która właśnie odchodzi w przeszłość.
 
 
Natomiast kapitalistyczne, komercyjne i prywatne formy władania działalnością produkcyjną są dla współczesnej lewicy niekwestionowane i niekwestionowalne; jest ona zapatrzona wyłącznie na formy podziału. W tej kwestii kapitał jest elastyczny – dopóki zachowuje prawo do podziału pierwotnego wartości dodatkowej między płacę roboczą i zysk, może sobie na tę elastyczność pozwolić kosztem robotników.
 
 
Tak więc, dla urzeczywistnienia faktycznej rewolucji wystarczy tylko małe pchnięcie polegające na zmianie stosunków w produkcji – tak, jak to proponował Marks. Pozostałe warunki przejścia do socjalizmu są już dojrzałe i obejmują zgodę na „kolektywizację” sporej części naszego życia codziennego – od świątyń zbiorowego żywienia w postaci McDonaldsów i innych, po „kolektywne” formy opieki zdrowotnej i edukacji. Także dochód podstawowy dla każdego z nas jest projektowany jako społeczny ryczałt uzgadniany kolektywnie.
 
 
Do wykonania tego pchnięcia potrzebna jest wola. Taka wola istniała w postaci partii robotniczej, która stanowiła jedność czynników obiektywnych i subiektywnych koniecznych dla zmiany społecznej.
 
 
Odrzucenie marksizmu jako nauki przez samą naukę (mimo przyjęcia kilku wytycznych, które zdołały pomóc naukom społecznym przezwyciężyć ich ograniczenia związane z indywidualistycznym podejściem) analogicznie do odrzucenia dialektyki heglowskiej, skutkowało poluzowaniem rygoryzmu używanych w marksizmie pojęć i umożliwiło budowanie różnych konstrukcji na bazie teorii marksowskiej potraktowanej jako matryca, w której zmieniano jakiś element i patrzono, co z tego wyniknie (jak np. kwestie gender).
 
 
W efekcie, powróciliśmy do etapu, na którym świadomość niesprawiedliwości społecznej wróciła do stadium ogólnikowości, na którym masy i ich ruch nie są w stanie przekroczyć horyzontu wyznaczanego przez ideologię klasy panującej i konfrontacji z tą ideologią. Mogą się więc skupiać na przezwyciężaniu ideologii już pokonanej przez burżuazję (np. ideologii religijnej) czy na kwestiach zmieniania relacji między normami kulturowymi a biologicznymi (powrót do bezpośredniości relacji władzy i panowania z biologicznością jednostek). Taki wynik historycznej przygody marksizmu nie wydaje się jednak kłopotać Balibara, podobnie jak i innych filozofów marksistowskich czy postmarksistowskich.
 
 
 
TO NASZ OBÓZ WAROWNY.
 
 
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski 4 listopada 2018 r.
 

[i] Na temat pojęcia „proletariat” i jego zastanawiającej nieobecności w Kapitale, patrz Étienne Balibar, Trwoga mas, Wydawnictwo Akademickie DIALOG, Warszawa 2007 – podrozdział zatytułowany „Nieuchwytny proletariat”.
 
"Po prostu marksizm" - nowy blog autorów zlikwidowanej strony "Dyktatura proletariatu"
 

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

SIERP i MŁOT