Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 14 gości.

Józef Dietzgen: Religia socjaldemokracji. Sześć kazań. (1870-1875)

Josef_Dietzgen_vor_1888.jpg

Józef Dietzgen (1828-1888) był niemieckim socjalistą i robotnikiem-samoukiem. W latach 40. i 50. XIX wieku pod wpływem samodzielnych studiów filozoficznych niezależnie od Marksa odkrył materializm dialektyczny. W 1867 roku pod wpływem lektury I tomu „Kapitału” nawiązał on kontakt z Marksem i od tej pory był bliskim współpracownikiem Marksa i Engelsa.
 
Marks wysoko cenił Dietzgena („To jeden z najgenialniejszych robotników, jakich znam”), choć jednocześnie wskazywał na „pewien zamęt w pojęciach”. Engels w swojej pracy „Ludwik Feuerbach i zmierzch klasycznej filozofii niemieckiej” uznał historyczne zasługi Dietzgena: „Ta dialektyka materialistyczna, będąca od lat naszym najlepszym narzędziem pracy i naszym najostrzejszym orężem, została - rzecz znamienna - odkryta nie tylko przez nas, lecz poza tym jeszcze, niezależnie nawet i od Hegla, ponownie odkryta przez pewnego robotnika niemieckiego, Józefa Dietzgena”. Lenin krytykował Dietzgena za to, że „wyraża swoje myśli w sposób mglisty, niewyraźny, papkowaty”, jednak zauważał, że „mimo jednak braków wykładu i poszczególnych błędów nie na próżno broni on <<materialistycznej teorii poznania>>”. Uznał on również, że „w tym robotniku filozofie, który na swój sposób odkrył materializm dialektyczny, niemało jest wielkości”.
 
Poniższy tekst ukazywał się w odcinkach w organie niemieckiej socjaldemokracji „Vorwärts” w latach 1870-1875. Napisany w prowokacyjnym stylu kazań „nowej religii” stanowi on w istocie wykład filozofii marksistowskiej i bezwzględną materialistyczną krytykę światopoglądu religijno-idealistycznego.
 
Tłumaczenie na podstawie przekładu angielskiego: https://www.marxists.org/archive/dietzgen/1870s/religion.htm
*************************************************************************************
 
I.

Przyjaciele i współobywatele: Nauki socjalizmu zawierają materiał dla nowej religii, która, w odróżnieniu od innych religii, odwołuje się nie tylko do serca i emocji, ale jednocześnie także do mózgu, organu wiedzy. Od całej innej ziemskiej wiedzy socjalizm wyróżnia się religijną formą, gorącym apelem do serca i duszy człowieka. Mówiąc ogólnie, przedmiotem religii jest ocalenie cierpiącej duszy przed mrokiem i nędzą ziemskiego życia. Ten przedmiot do tej pory zrealizowano tylko w sposób nierzeczywisty i fantastyczny, odsyłający nas do niewidzialnego Boga i do Królestwa zamieszkałego przez duchy. Ewangelia dzisiejsza obiecuje ocalić nas od nędzy w prawdziwy i namacalny sposób. Bóg, to jest Dobro, Piękno i Świętość, ma stać się człowiekiem i ma zstąpić z nieba na ziemię, nie tak jak za dawnych lat w płomieniu religii i w uroku cudów, ale w rozumie i rzeczywistości. Chcemy, aby nasz zbawiciel, nasze Słowo stało się ciałem, i aby zmaterializował się nie tylko w jednej osobie. Wszyscy pragniemy, ludzie chcą stać się synami Boga.
 
Religia była do tej pory sprawą wywłaszczonych. Teraz jednak sprawa wywłaszczonych staje się religią, czyli czymś, co obejmuje całe serce i duszę tych, którzy wierzą. Nowa wiara, wiara proletariatu, rewolucjonizuje wszystko i zmienia sposobem nauki starych wierzenia. W przeciwieństwie do dawnych czasów mówimy: "Słońce, stój, a ty, Ziemio, poruszaj się i przekształcaj!" W starej religii człowiek służył ewangelii, w nowej religii ewangelia ma służyć człowiekowi. Aby wyzwolić ludzkość z religii nie tylko mgliście, ale wyraźnie i naprawdę, konieczne jest przezwyciężenie religii poprzez jej analizę i pełne zrozumienie. Nowa ewangelia wymaga dokładnej rewizji całego systemu naszej myśli. Zgodnie ze starym objawieniem, prawo było pierwotne, najwyższe i wieczne, a człowiek pierwiastkiem wtórnym.
 
Według nowego objawienia człowiek jest pierwotny, najwyższy i wieczny, a prawo wtórnym, przejściowym pierwiastkiem.
 
Nie żyjemy dla prawa, ale przeciwnie, prawo istnieje dla nas, aby nam służyć i być modyfikowane zgodnie z naszymi potrzebami. Stara ewangelia wymagała od nas cierpliwości i uległości; nowa ewangelia wymaga od nas energii i działania. W miejsce łaski stawia świadomą pracę. Stara Biblia została nazwana autorytetem i wiarą; nowa nosi miano rewolucyjnej nauki.
 
Wiara i nauka, moi drodzy przyjaciele, tworzą sprzeczność, która oddziela starą i nową ewangelię. Ci, którzy wyraźnie zrozumieli to rozróżnienie, są początkującymi socjalistami, nawet jeśli nie wniknęli w konsekwencje polityczne i społeczne z tego wynikające. To rozróżnienie między wiarą a nauką zawiera zalążek rewolucyjnego rozwoju. Oba dążą do tego samego celu, zbawienia ludzkości, ale ich drogi są odległe niczym bieguny. Wiara odsyła nas do fantazji i wyobraźni, a nauka do rozumu i rzeczywistości.
 
Nasi przeciwnicy, uczeni i faryzeusze starej ewangelii, zależą od dogmatów swojej wiary; oni są przeszłym odkupieniem. Ci jednak, którzy stoją na gruncie nauki, poddają swój sąd faktom; są zwolennikami nowej ewangelii. Walka między wiarą a nauką, antagonizm między starą i nową ewangelią, nie pochodzi z czasów socjalizmu. Wywodzi się ze starożytnego świata, z początków badań naukowych, a następnie odradza się wraz z renesansem i rozwija się coraz bardziej wraz z nadejściem obecnej epoki, gdzie znajduje swoje wcielenie w naszych liderach myśli naukowej, choć osiąga pełnię swojego rozwoju tylko w nowoczesnym ruchu robotniczym.
 
Wszystkie wielkie ruchy przeszłości były tylko prekursorami, wstępnymi krokami ogólnego ruchu, nadchodzącej wielkiej rewolucji, której narodzin jesteśmy świadkami. Grecka cywilizacja i chrześcijaństwo, reformacja, rewolucja francuska 1789 r., filozofia i współczesna nauka to tylko narzędzia, ale przemysł jest wielkim architektem, a socjalizm wzniosłą strukturą, którą narody naszych czasów przygotowują. Historia przeszłości zgromadziła pilnie potrzebne materiały, a teraz, przyjaciele, przyszedł czas, aby wykopać ziemię i położyć fundamenty.
 
Jak cenne nie byłyby prace przeszłości, są one jedynie fantazyjnymi ozdobami w porównaniu z fundamentalną pracą, którą musi wykonać przyszłość.
 
„Człowiek jest wolny, nawet jeśli urodził się w kajdanach.” To powiedzenie Schillera wymaga korekty. Bo człowiek rodzi się w łańcuchach i musi walczyć o wolność. Najcięższe łańcuchy, najsilniejsze kajdany zostały nałożone na niego przez Naturę. Przeciwko jej tyranii walczy od swoich narodzin. Środki utrzymania i odzież musi jej wydrzeć. Bicz strasznej konieczności w jej dłoni stoi nad nim, a od jej kaprysów i humorów zależy jego istnienie. To tyrania Natury dała religii dominujący wpływ na duszę człowieka. Religia obiecała mu ulgę od ciężkiej ręki Natury. Jakże długo i trwożnie judaizm czekał na Królestwo Mesjasza! „Uważajcie na kruki, bo oni nie sieją ani nie żną; które nie mają ani spichlerza, ani stodoły; a Bóg je karmi; ile jesteście lepsi od ptactwa?” Modlitwa i post są środkami zalecanymi przez chrześcijaństwo przeciwko wrodzonej bezradności człowieka. Przez całe średniowiecze ta rada była wiernie wcielana w życie, aż jej daremność stała się oczywista. Wraz z pojawieniem Lutra następuje zmiana w myśli religijnej. Głosił on, że Chrystus dokonał dla nas w łasce niebiańskiej naszego zbawienia religijnego, tym samym ograniczając święte czynności do niedziel i oddając dni powszednie sumienniej pracy. Jego wyzwanie rzucone średniowiecznemu Kościołowi zapowiada epokę działalności przemysłowej. Chociaż jego zwolennicy później błędnie przedstawili jego nauki i chociaż sam Luter pozostawił swoją pracę niedokończoną, to jednak prawdą jest, że wraz z reformacją człowiek rozpoczyna nową ziemską praktykę, zbawienie przez Pracę bez całkowitego porzucenia swoich teorii o niebie. Pracuje, gromadzi bogactwo, a wraz z nagromadzonym bogactwem wznosi się ku nowej koncepcji, do ewangelii zbawienia społecznego.
 
Religia od niepamiętnych czasów była tak bardzo pielęgnowana i uświęcona, że nawet te umysły, które porzuciły wiarę w osobowego Boga, w najwyższego obrońcę ludzkości, wciąż trzymają się jakiejś religii. Pozwólmy sobie, ze względu na tych konserwatystów, użyć starego słowa na określenie rzeczy nowej. Jest to nie tylko ustępstwo na rzecz przesądu, aby łatwiej go przezwyciężyć, ale jest to również uzasadnione przez rzecz samą. Faktycznie religie różnią się od siebie nawzajem mniej, niż one wszystkie od antyreligijnej socjaldemokracji. Wszystkie religie łączy to, że dążą do zbawienia cierpiącej ludzkości i kierują ją ku dobru, pięknu, sprawiedliwości i boskości. Cóż, socjaldemokracja jest o tyle religią prawdziwą, że dąży do tego samego celu, nie w sposób fantastyczny, nie przez modlitwę i post, marzenia i wzdychania, ale w sposób pozytywny i aktywny, rzeczywisty i prawdziwy, przez społeczna organizacja pracy fizycznej i umysłowej.
 
Imię nowego Odkupiciela brzmi Praca.
 
Chrystus zgromadził wielką liczbę uczniów na długo przed ustanowieniem kościoła, podobnie czynił nowy odkupiciel, Praca, przez wiele stuleci, zanim mógł w naszych czasach myśleć o wstąpieniu na tron i wzięciu berła do ręki. Teraz jest obdarzony atrybutami Boga, mocą i wiedzą. Nie doszedł do swojej chwały w nieskazitelny i cudowny sposób. Zrodził się w bólach i dorastał w walce, ucisku i smutku. Chociaż to on cywilizuje człowieka i troszczy się o niego oraz przychodzi z obietnicą całkowitego uwolnienia go z więzów niewolnictwa i naprawdę pokazuje mu z daleka utęsknioną nową ziemię, to jednak ma koronę cierniową na czole i krzyż pogardy na ramionach.
 
Odrzućmy jednak przypowieści i alegorie, pozbądźmy się języka metaforycznego. Rzecz jest o wiele za ważna i zbyt znaczna, by wymagała mistycznego udrapowania. Mamy tu do czynienia ze zbawieniem ludzkości w najprawdziwszym znaczeniu tego słowa. Jeśli istnieje coś świętego, tutaj stoimy przed najświętszą ze świętości. Nie jest to ani fetysz, ani Arka Przymierza, ani tabernakulum, ani monstrancja. Jest to prawdziwe, pozytywne zbawienie całej cywilizowanej ludzkości. To zbawienie nie zostało wymyślone ani ujawnione, wyrosło z nagromadzonej pracy historii. Składa się na nie bogactwo dnia dzisiejszego, które wyłoniło się we wspaniałym i olśniewającym świetle nauki spośród ciemności barbarzyństwa, spośród ucisku, przesądów i nędzy ludu, z ludzkiego ciała i krwi, aby zbawić ludzkość. To bogactwo, w całej jego namacalnej rzeczywistości, jest solidnym fundamentem nadziei socjaldemokracji.
 
Na dzisiejsze bogactwo nie składają się wspaniałe rezydencje zamieszkałe przez uprzywilejowane społeczeństwo, ani kosztowne ubrania, ani złoto i kamienie szlachetne ich biżuterii, ani kupy towarów w oknach wystawowych naszych wielkich miast. Wszystko to, podobnie jak monety i złoto w kufrach i sejfach, stanowi jedynie wyrostek lub, że tak powiem, frędzle i kępki, za którymi kryje się bogactwo - skała, na której zbudowana jest nasza nadzieja.
 
To, co uprawnia lud do tego, że może wierzyć w zbawienie od długich wieków tortur - nie, nie tylko wierzyć w nie, ale je dostrzegać i aktywnie dążyć do niego, to bajeczna wytwórcza siła, cudowna płodność ludzkiej pracy. W sekretach, które wyżęliśmy Naturze; w magicznych formułach, za pomocą których zmuszamy ją do spełniania naszych życzeń i oddawania jej darów prawie bez bolesnej pracy z naszej strony; w stale rosnącej poprawie metod produkcji - w tym, jak twierdzę, tkwi bogactwo, które może osiągnąć to, czego żaden zbawiciel nie mógł kiedykolwiek osiągnąć.
 
Cały wysiłek i walka w historii ludzkości, wszelkie aspiracje i badania naukowe znajdują swój wspólny cel w wolności człowieka, w poddaniu Natury wpływom jego umysłu.
 
Czym jest wolność? Czy jest to zjawa, o której niemiecki poeta Schenkendorf mówi: „Wolność tak, jak ja ją rozumiem”, a ściśle mówiąc, której tylko imię jest znane; której rewolucjoniści z 1848 r. byli spragnieni jak trzpiotka z internatu jakiegoś mężnego rycerza? I zaiste, również ci mają jedynie filisterską koncepcję jej wysublimowanego charakteru, którzy widzą w niej tylko wolność od ingerencji policji czy wolności konkurencji, sumienia, słowa, organizacji i publicznych zgromadzeń. Wszystko to jest jedynie marginesem wolności. Nasi liberałowie i postępowcy, którzy walczą tylko o tę błyskotkę, już dawno pozbawili ludzi wszelkiej rzeczywistości wolności, którą uważają za swój wyłączny przywilej. To, czego chcemy i co liberałowie w dużej mierze posiadają w nadmiarze, to wolność od więzów pracy niewolniczej, wolność od ubóstwa, nędzy i smutku, wolność od głodu i ciemnoty, wolność od przekleństwa bycia zwierzęciem pociągowym „wyższych klas” - ta wolność dla mas pracującej ludzkości jest świętym celem, którego współczesne społeczeństwo może osiągnąć dzięki nieskończonej produktywności ludzkiej pracy.
 
Człowiek z pewnością jest nadal zależny od Natury. Jej udręki nie są jeszcze przezwyciężone. Kultura ma jeszcze wiele do zrobienia; tak, jej praca jest nieskończona. Ale opanowaliśmy smoka do tego stopnia, że w końcu udało nam się wykuć broń, dzięki której można go ujarzmić; wiemy jak przemienić bestię w użyteczne zwierzę domowe. Od modlitwy i postu przeszliśmy do myślenia i pracy. Rezultat zmiany metody widoczny jest wyraźnie w zdobyczach współczesnego przemysłu, którego duszą jest produktywność naszej pracy.
 
Trudności ludzkości były być może do tej pory nieuniknione, biorąc pod uwagę, że nie było możliwości złagodzenia ich. To z pewnością potrzeba było tysięcy lat rozwoju, aby uzyskać taką możliwość. Dopóki praca ludu nie była wystarczająco owocna, aby zaspokoić potrzeby mas, niektóre klasy mogły uzurpować sobie przywilej panowania. Jestem nawet skłonny pójść dalej i przyznać, że zadanie rozwijania naszej siły roboczej do tego stopnia doskonałej płodności, jaką widzimy dzisiaj, wymagało uprzywilejowanej klasy rządzącej, jak również wyzysku mas. Jestem więc gotowy cierpliwie przytaknąć na cierpienia przeszłości i nie żywić wobec niej ani żalu, ani złości. Ale tym bardziej teraz jestem usprawiedliwiony w forsowaniu roszczeń socjaldemokracji. Ludzie dążą do prawdziwego zbawienia, ponieważ warunki są ku temu przygotowane. Ubóstwo, głód i nędza w przeszłości były często nieuniknionymi skutkami niedostatku w produkcji. Teraz, lub dokładniej, od drugiej dekady dziewiętnastego wieku sprawa przedstawia się na odwrót: nadmierne bogactwo przejawiają się w powtarzających się okresach handlowej i przemysłowej depresji, która zakłóca produkcję. Jak pełne nie byłyby spichlerze i magazyny z towarami wszelkiego rodzaju, lud głoduje i zamarza, ponieważ klasy posiadające, nasycone bogactwem, nie wymagają jego siły roboczej. Świat jest zbyt zaludniony (tak! tak!) - mówią nasi profesorowie i politycy. Tak, świat jest przeludniony, ponieważ środki utrzymania można tak łatwo zdobyć. Ludzka historia miała do tej pory zadanie organizowania produkcji, rozwijania siły roboczej, oszczędzania i wytwarzania bogactwa. Aby osiągnąć ten cel, cywilizacja bezlitośnie używała człowieka jako narzędzia. O tyle, o ile to zadanie można spełnić za pomocą ucisku, zostało ono spełnione. Cywilizacja była do tej pory celem, a człowiek środkiem dziejów. Nadszedł czas, aby to odwrócić i uczynić człowieka celem, a cywilizację - środkiem. Podstawową koniecznością postępu cywilizacyjnego jest wolność ludzi do uczestniczenia w konsumpcji. Tylko sporadycznie i wyjątkowo występuje niedobór podaży, ale najczęściej i z reguły jesteśmy świadkami nieszczęścia spowodowanego przez obfitość towarów w pogoni za konsumentami. Dzięki wolnej konkurencji ta obfitość, nazywana bogactwem narodowym, skutkowała obniżką cen, a tym samym wprowadzaniem zaawansowanych metod produkcji wykorzystujących praco- i kapitałooszczędne maszyny. Jednak w rezultacie, ci, którzy nie byli w stanie konkurować, plajtowali, a siła nabywcza społeczeństwa zmalała. Tak więc bogactwo to, kiedyś napęd postępu, zamienia się teraz w czynnik historycznej stagnacji.
 
Niektórzy z was, drodzy przyjaciele, mogą sądzić, że widzę co, czego nie ma. Jakkolwiek wielkie nie byłoby bogactwo, w żadnym razie nie było tak obfite, aby stłumić produkcję i pozbawić robotnika pracy.
 
Oczywiście, powstają nowe fabryki, a stare prosperują; powstają nowe linie kolejowe, linie żeglugowe i kanały, a ziemia nie jest wycofywana z uprawy. Jednak wszystko to jest tylko pozorem, a nie rzeczywistością, ponieważ prawda jest zasłonięta przez pozorne sprzeczności. Ten, kto ma oczy, widzi ogólną tendencję, pomimo szczególnej sprzeczności, widzi nadwyżkę i redukcję przemysłu, pomimo tego, że kominy dymią. To, co nie porusza się tak rytmicznie, jak wymaga tego jego natura, kuleje. A któż mógłby zaprzeczyć, że istnieje zarówno potrzeba, jak i możność do rozszerzania produkcji wielokrotnie ponad jej obecne wymiary? Bez względu na to, jak wielkie lub małe są obecne ulepszenia rolnictwa lub maszyn, ogólnie rzecz biorąc, należy przyznać, że wzrost produkcji jest zależny od kwestii konsumpcji. Zbawienie ludzkości jest związane z tą kwestią. Jest to kwestia tak wielka i doniosła, że wszystkie inne problemy, które czas może przynieść, muszą poczekać. Cała stara Europa czeka z zapartym tchem na wypełnianie się rzeczy przyszłych.
 
Wydarzenia polityczne są jedynie powierzchnią, falą tego, co szaleje w głębi historii, na dnie życia społecznego. Ten, kto ma oczy, widzi, jak każda fala wolności w ostatnich dziesięcioleciach została odrzucona wstecz przez dwa razy silniejsze fale. We wszystkich wiodących krajach Europy każdemu politycznemu krokowi naprzód towarzyszy gwałtowna reakcja. Trójkolorowa wolność przeplata się z cezaryzmem, republiki z cesarstwami, żywy entuzjazm z wiotką apatią, po każdej nowej erze liberalizmu następuje Bismarck. Angielski parlament rozwiązuje Kościół Irlandzki i dokonuje aktów zbrodni przekraczających w swojej surowości pruski stan wojenny. Francja, w osobie M. Olliviera, wykazuje dziwną postawęi. Stojąc pewnie na jednej nodze, porusza drugą do przodu i do tyłu, jak gdyby obracała kołem. Koło jest pilnie utrzymywane w ruchu, ale nie wychodzi z niego żadna przędza. Ani w Paryżu, ani w Londynie, ani w Madrycie, ani w Neapolu, ani w Berlinie, ani w Wiedniu. O, wy krótkowzroczni i ograniczeni, którzy nie mogą porzucić fanaberii umiarkowanego postępu organicznego! Czy nie dostrzegacie, że wszystkie wasze wielkie, liberalne namiętności sprowadzają się do poziomu zwykłej błahostki, ponieważ na porządku dziennym jest wielka kwestia zbawienia społecznego? Czy nie dostrzegacie, że walka i zniszczenie muszą poprzedzać pokój i budowę, i że chaotyczne gromadzenie materiału jest niezbędnym warunkiem systematycznej organizacji, tak jak spokój poprzedza nawałnicę, a ta ogólne oczyszczanie powietrza? Ani wyzwolenie narodowości czy kobiet, ani reorganizacja szkół czy oświaty w ogóle, ani redukcja stałych armii czy podatków - żadne z tych żądań nie może być w zadowalający sposób podjęte, zanim klasa robotnicza nie zostanie uwolniona z kajdan, które utrzymują ją w więzach głodu, żałości i nędzy. Historia stoi w miejscu, bo zbiera siły na wielką katastrofę.
 
Socjaldemokracja wierzy w zwycięską moc prawdy, ma nadzieję na wybawienie z materialnego i umysłowego niewolnictwa i głęboko pragnie sprawiedliwości dla wszystkich.
 
Praktyczni i odnoszący sukcesy faryzeusze i uczeni w Piśmie, egoiści i obłudnicy sądzą, że jesteśmy beznadziejnie fantastyczni. Twierdzą, że zawsze byli szczęśliwi i nieszczęśliwi, bogaci i biedni, panowie i słudzy, nielogicznie stwierdzają oni, że ten stan rzeczy trwać będzie na wieki wieków. Nie wyobrażają sobie możliwości zbawienia, ponieważ nie rozumieją ludu. Ludu nie jest masą darmozjadów szukających przyjemności. Gardzi błyskotkami waszej pseudokultury. Pragnie on systematycznej organizacji naszego życia gospodarczego, która uniemożliwi obżarstwo niewielu i niedostatek wielu, ale która zapewni wszystkim obfitość środków zaspokajania potrzeb. Nasze królestwo różni się o całe niebo od waszego królestwa. A wasze królestwo, społeczny porządek dzisiejszy, czy stworzyliście go świadomie, czy też nie jest prawdą, że zorganizowaliście go instynktownie, eksperymentalnie, w ciągu wieków? Rozpatrzcie skromne potrzeby naszego ludu, a zarazem nowoczesną płodnością pracy, i zapytajcie się, czy sam instynkt nie wystarczy, aby nauczyć nas, jak właściwie zaspokoić nasze potrzeby za pomocą istniejących środków produkcji? Jednak socjaldemokracja nie opiera się wyłącznie na uczuciu instynktownym. W odróżnieniu od obecnego systemu produkcji, który działa bez wyraźnego celu i miary, socjaldemokracja opiera się na jasnym zrozumieniu zakresu i tendencji oraz celów współczesnego życia gospodarczego, zgodnie z którym świadomie próbuje przebudować społeczeństwo ludzkie.
 
Świadoma, systematyczna organizacja pracy społecznej jest odkupicielem czasów współczesnych.

iTen rozdział ukazał się przed wybuchem wojny francusko-pruskiej (1870-1871).
 
KAZANIE DRUGIE: http://www.1917.net.pl/node/23403

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

dzierżyński