Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 5 gości.

Józef Dietzgen: Religia socjaldemokracji. Sześć kazań. (1870-1875) [Kazanie II]

proletariacka solidarność.jpg

 
KAZANIE PIERWSZE: http://www.1917.net.pl/node/23402
 
II.
 
Zanim przejdziemy do naszej tezy, pozwólcie, drodzy przyjaciele, podsumować w kilku słowach istotę naszego pierwszego kazania. W ruchu socjaldemokratycznym znaleźliśmy nową formę religii o tyle, że obie dążą do tego samego celu: zbawienia człowieka od ubóstwa, z którym bezradnie rozpoczął on swoją walkę o byt pośród świata przeciwności. Nawet najbardziej przesądna dusza nie może rościć dla religii więcej niż powodzenie duchowego zbawienia. Pogańscy bogowie prawie nie mają udziału w tym duchowym świecie, podczas gdy trójosobowy Bóg chrześcijaństwa może jedynie łagodzić cierpienia ludzi, czyniąc je cnotą. Nie zaprzeczę, że ta doktryna była korzystna przez pewien czas. Dopóki człowiek nie miał ani możliwości, ani środków do zrzucenia krzyża, rezygnacja była nie tylko boskim balsamem, ale także skuteczną dyscypliną, która wyszkoliła go do wymagającej rygorystycznej pracy umysłowej wymaganej przez cywilizację. Umysł był kultywowany przez religię. Ale czemu mogłaby służyć taka kultura, gdyby nie umożliwiła nam kultywowania prawdziwego świata i poprawy warunków materialnych za pomocą umysłu? Jestem w pełni świadomy, moi przyjaciele, że chrześcijaństwo odrzuca ten jedyny ziemski powód swego istnienia; jestem w pełni świadomy, że chrześcijaństwo twierdzi, że jego Królestwo nie jest z tego świata i że jego jedyną misją było zbawienie naszej nieśmiertelnej duszy. Wiemy jednak, że nie zawsze osiągamy to, co zamierzamy osiągnąć, i że tak naprawdę nie zawsze robimy to, co zamierzamy robić. Rozróżniamy intencje od realizacji. Materialistyczny socjaldemokrata uczynił swoim szczególnym obowiązkiem osądzanie ludzi nie na podstawie ich błyskotliwych myśli, lecz ich namacalnych działań. W rzeczywistości cel religii może być osiągnięty tylko przez kulturę materialną, przez kultywację materialnego. Pracę nazwaliśmy odkupicielem ludzkości. Nauka i sztuki mechaniczne, praca umysłowa i fizyczna są, podobnie jak Bóg-Ojciec i Syn, dwiema różnymi formami jednej i tej samej istoty. Tę prawdę chciałbym nazwać kardynalnym dogmatem kościoła socjaldemokratycznego, jeśli socjaldemokracja mogłaby być nazwana kościołem, a rozsądna wiedza - dogmatem. Nauka była bezmyślną spekulacją, dopóki nie dotarła ona do prawdy, że myślenie, postrzeganie i uczenie się wymagają zewnętrznych obiektów i wrażeń zmysłowych. Połączenie aktywności mózgu i zmysłów odróżnia naukę przyrodniczą od wszystkich starożytnych nauk spekulacyjnych. Nauka starożytnych była w dużej mierze spekulacją, tzn. wierzyli, że możliwe jest dojście prawdy jedynie przez działalność umysłową, bez pomocy zewnętrznych obiektów i doświadczeń. Ale uzyskany w ten sposób rezultat nie był nauką. Nic dziwnego, że zawartość wielu bibliotek w formacie folio, w ich drewnianych i świńskich oprawach ma obecnie głównie wartość antykwaryczną. Z drugiej strony, rzemieślnicy z przeszłości nie odrywali pracy rąk od umysłowej i chociaż praca ich rąk została w znacznym stopniu skonsumowana lub zniszczona, jednak nauka tych praktycznych badaczy była starannie strzeżona przez tradycję i przekazywana, prawie nienaruszona, z pokolenia pokolenie. Jest wśród nas wielu, którzy zamiast traktować naukę jako służebną cywilizacji, ubóstwiają ją i czczą z bezgranicznym i służalczym zachwytem jak czemuś nadprzyrodzonemu. Są jak barbarzyńcy, którzy przekształcili prawo naturalne i społeczne w boskość, a tym samym pozbawili się sami możności panowania nad tym prawem i wykorzystywania go dla dobra ludzkości. Na socjaldemokracji spoczywa obowiązek zniszczenia zarówno religijnego, jak i naukowego przesądu. Człowiek nie może spoglądać z dołu na naukę, ale musi sprowadzić ją do ziemskich celów. Umysł powinien być narzędziem pracy fizycznej. Nie odrzucamy tym samym słusznych twierdzeń nauki. Oczywista jałowość zwykłego spekulacyjnego rozmyślania, wykazana bezpłodność czystego rozumu, może być lekcją poglądową dla uczonych, że nie może być żadnej nauki bez działania naszych zmysłów na przedmioty materialne. Z drugiej strony, niech rzemieślnicy uczą się na podstawie wspaniałych wyników współczesnego przemysłu, że praca wymaga współpracy nauki.
 
Wielowiekowe wzajemne przenikanie tych dwóch form działalności pomogło ludzkości dojść do punktu, w którym można położyć kamień węgielny pod świątynię socjaldemokracji. Stanowi go moc naszej produkcji materialnej, produktywność nowoczesnego przemysłu. Ale nie myślmy tylko o jego związku z siłą umysłową! Praca, która narastała w ciągu wieków, nie składa się wyłącznie z osiągnięć umysłowych lub naukowych, ale w znacznie większym stopniu z bogactwa materialnego istniejącego wokół nas, o ile stanowi niezbędne narzędzie nowoczesnej pracy. Chociaż to narzędzie lub bogactwo jest obecnie pod kontrolą osób prywatnych, to jednak socjaldemokrata musi zrozumieć, że nie może być ono stworzone przez prywatne wysiłki. Wszystkie nasze bogactwa materialne, a także nasze osiągnięcia naukowe i literackie mogą być jedynie wynikiem zbiorowej pracy wielu różnych pokoleń, krajów i ras, a zatem, mimo prywatnej kontroli, pod którą obecnie pozostają, stanowią wspólny wytwór wszystkich.
 
Wielkie wynalazki i odkrycia, które wiążą się z określonymi nazwiskami, są jedynie nominalnie własnością tych sławnych osób. W rzeczywistości są one, podobnie jak materialne osiągnięcia, wynikiem pracy zbiorowej, wytworem społeczeństwa. I jedynie przeżytek barbarzyńskiej przeszłości stanowi pogląd czyniący z wielkich historycznych postaci nie tylko błyskotliwych przywódców, ale wręcz półbogów, chociaż takie opinie są nadal rozpowszechnione wśród wielu uczonych, jak również ignorantów. Oczywiście, gdyby Kolumb nie wykorzystał zgromadzonych środków, idei i aspiracji do odkrycia Ameryki, zrobiłby to inny żeglarz; talenty i odwaga niezbędne do takiej podróży nie są bynajmniej rzadkie wśród żeglarzy.
 
Albo jak Thomas Buckle mówi o Jamesie Wattcie, wynalazcy silnika palowego: „Na pewno nie osiągnąłby tego, co osiągnął, bez swoich poprzedników.” Dotyczy to wszystkich ludzi, którzy wyróżnili się i osiągnęli wielkie sukcesy, a także zwykłych ludzi.
 
Jest, drodzy przyjaciele, najwyższym obowiązkiem nauki sprowadzenie nadzwyczajnego, tj. tego, co przedstawia się pospolitemu przesądowi jako coś nadzwyczajne, do poziomu czegoś zwykłego, zwyczajnego, naturalnego lub normalnego. Święci i świątynie, religijne i doczesne, muszą zniknąć, aby jedyne wieczne i prawdziwe sanktuarium - człowieczeństwo lub ludzkość - mogło żyć. Aby urzeczywistnić braterstwo; aby uniemożliwić pogardę wobec kogokolwiek, trzeba przestać pokornie spoglądać z dołu na kogokolwiek. Socjaldemokrata nie powinien wpatrywać się w przywódcę republiki jak chłop w klechę; nie powinien uważać go za dwunożnego Boga,za najwyższego pana wybranego. Wszyscy jesteśmy urodzonymi wodzami, podczas gdy wybrany wódz jest po prostu tymczasowym zarządcą zwykłego stanu rzeczy, kierownikiem gospodarczym, jakich są wśród ludzi setki. Plemię Dawida powinno mieszać się z plemieniem Melchizedeka i tworzyć jedno plemię obywateli o równych prawach.
 
Wróćmy teraz do doktryny naszego kościoła socjaldemokratycznego, którego fundamentem jest nagromadzone bogactwo materialne i umysłowe, a który uczy nas, abyśmy wierzyli, że ten ciężki kamień został ociosany i wywiedziony na zewnątrz, ani wyłącznie dzięki wysiłkowi pewnych wybranych osób i rodzin szlacheckich, ani bez niego, ale przez niezwykle ciężką pracę, materialną i umysłową, całego społeczeństwa. Tylko szaleńcy i głupcy nazywają to systemem prymitywnego zrównywania. Ci jednak, którzy studiowali ojców naszego kościoła wiedzą, że nasza hierarchia społeczna, różnica pomiędzy wielkimi i maluczkimi, cnotliwymi i niegodziwymi, szlachetnymi i pospolitymi, uczonymi i niewykształconymi została ustalona tylko po to, aby obdarować nielicznych przywilejami i utrzymać masy w niewoli. Nie, współobywatele! równość socjaldemokracji w żadnym wypadku nie jest fantastyczną równością. Nie wyklucza różnorodności. Natura dała nam takie samo pragnienie zaspokojenia naszego głodu, odzienia ciała i rozwijania naszych zdolności. Ludzie mają zawsze i wszędzie ten sam władczy instynkt samozachowawczy i to samo pragnienie życia w przyjemnej działalności, bez nędzy i niewoli. Równość w pożądaniu nie koliduje z naturalną różnorodnością, z osobliwymi talentami i skłonnościami danymi każdemu z nas. Tak jak w naturze tak naprawdę równość i różnorodność mieszają się i tworzą jedną zjednoczoną całość, tak samo społeczny porządek przyszłości sprawi, że wszyscy ludzie będą równi w randze i wartości, dając im równe prawo do radości z ich indywidualnego życia, bez zacierania różnorodności, która wymaga od każdego działania zgodnego z jego darami. Nowa era zaświtała nad nową ludzkością. Podchodzimy do jej przesłania w świetle nowych pomysłów i nowego zrozumienia.
 
Pierwszą i najważniejszą rzeczą w tym względzie jest zrewidowanie naszego obecnego pojęcia najwyższej istoty i naszej idei doskonałości. Do tej pory nauczano nas wyobrażać i czcić to co wzniosłe, najwyższe, boskie i doskonałe jako jedną rzecz lub istotę. Tutaj barbarzyńcy znaleźli to w drzewie, tam w złotym cielcu, a potem w grzmocie i błyskawicy jako surowej sprawiedliwości, wreszcie chrześcijanie deifikowali ducha miłości. Dlaczego duch miłości był tak niedoskonały? Ponieważ brakowało mu antytezy, ciała i kości. Damy mu rzeczywistość, gdy szukać będziemy doskonałego, wielkiego i wzniosłego nie w jednej rzeczy, ani w jednej jakości, ani w jednej konkretnej osobowości, ale we wspólnocie i intymnym związku wszystkich ludzi i rzeczy. Różne narody i różne epoki czciły różne rzeczy jako najwyższą doskonałość. Tutaj była nią siła cielesna i waleczność wojenna, tam była to Samarytańska litość i duchowa moc. Ale żadna z tych pojedynczych rzeczy nie wytrzymała próby czasu. Ubóstwiane jakości okazały się tak samo ulotne jak sami bogowie oraz narody, które długo szukały prawdziwego Boga, dopóki nie wyszła na jaw prawda, że zarówno ludzie, jak i rzeczy, są równie wzniośli, równie doskonali i boscy. Słyszę już przenikliwy głos heretyków, tj. przeciwników naszej ewangelii, oskarżających nas o niecne bluźnierstwo. Nasi szanowani obywatele nie mogą wyobrazić sobie stanu rzeczy bez panów i sług, bez szlachty i plebejuszy, bez cnotliwych i nikczemnych. Sądzą, że to dość dziwne przypisywać tę samą wartość krzywemu, co prostemu, osłowi, co młynarzowi. Zaprawdę, powiadam wam, im rozsądniejszy jest młynarz, tym bardziej będzie cenił swego osła. Obaj są w tym względzie równi, że służą sobie nawzajem, i że każdy z nich jest, we właściwym czasie i miejscu, wartościową częścią zjednoczonej całości. Żadnego innego znaczenia socjaldemokratyczna doktryna równości nie ma. Uprzywilejowana boskość jednostki musi zostać zniesiona, jeśli ogólne diabelstwo ma być raz na zawsze usunięte. Nic nie będzie odrzucone jako nieczyste, wszystko będzie godne miejsca w tabernakulum, aby mogło ono, w swoim czasie i miejscu, służyć jak najlepiej wszystkim. Ludzkość, wiedząca jak żyć we wzajemnej służbie i jak zapewniać sobie wzajemnie dobra doczesne, jest cielesną reprezentacją najwyższej istoty i boskiej doskonałości.
 
Socjaldemokratyczna równość, moi przyjaciele, jest tu czymś zupełnie innym od mdłej politycznej równości, którą liberalne partie chcą narzucić ludowi. Chcą politycznej równości, abyśmy mogli pomóc im stworzyć stan rzeczy, w którym mogliby bezgranicznie wykorzystywać nas do zachowania i powiększenia ich bogactwa, a celem i kresem naszej równości jest przywrócenie bogactwa tym, którzy w ciągu stuleci wytworzyli je ciężkim, nieustannym trudem, a mianowicie ludowi. Bogactwo dnia dzisiejszego jest narzędziem przyszłej pracy. W chwili obecnej służy prywatnym celom, w przyszłości służyć będzie celom społecznym. Oddanie tego narzędzia ludowi nie będzie miało charakteru podziału. Nie może być ono podzielone w taki sposób, jaki przyjmuje dzisiaj, gdy niektórzy otrzymują więcej niż im się należy, a niektórzy w ogóle nie otrzymują niczego i są konsekwentnie zmuszani do służby bogaczom; nie będzie on podzielony na równe, lecz drobne udziały, tak aby każdy mógł rozpocząć własną karierę w życiu pełnym harówki lub zaryzykować, że zostanie wydziedziczony przez żonglerkę przebiegłości. Nie, narzędzie to nie może być poddawane żadnym podziałom, ale powinno być traktowane ze zorganizowaną umiejętnością przez zrzeszoną pracę; produkt będzie podzielony i skonsumowany. To jest komunizm socjaldemokracji.
 
Gdy Natura rządziła z obezwładniającą siłą losu lub bóstwa i zahukała ludzkość w ubóstwie, było przydatnym powierzenie pewnym osobom lub niektórym klasom władzy rządowej, aby mogły służyć jako przewodnicy ludu. Starożytny, feudalny i współczesny burżuazyjny porządek niewolnictwa są postępowymi krokami ku organizacji pracy. Teraz zbliża się czas, który wzywa nas do podjęcia o wiele dalej idących kroków, niż to sobie wymarzyły partie liberalne i demokratyczne. Poprzez wydajność pracy ludzie doszli do punktu, w którym chcą, aby ustała wszelka dominacja klasowa. Czują się kompetentni, aby kontynuować rozwój gospodarczy bez pomocy uprzywilejowanych przywódców. Wolność w imię, której burżuazja kieruje ludem do walki z interesami ziemiańskimi lub przeciwko biurokracji; równość i braterstwo, które klechostwo obiecuje nam w celu związania nas z nimi więzami przesądu, zamienia się w prawdziwą wolność, równość i braterstwo socjaldemokracji.
 
Jeśli religia polega na wierze w nadprzyrodzone istoty i siły, na wierzę w bogów i duchy, to socjaldemokracja nie ma religii. W jej miejsce umieszczamy świadomość niedostatku jednostki, która potrzebuje do jej uzupełnienia i doskonałości współpracy całości, a tym samym uznajemy jej podporządkowanie całości. Cywilizowane społeczeństwo ludzkie jest najwyższą istotą, w którą wierzymy; na jego przemianie w socjalizm budujemy naszą nadzieję. Taka ludzkość sprawi, że stanie się rzeczywistością miłość, o której entuzjaści religijni tylko marzyli. Złudni i uparci, którzy nie mogą uwierzyć w socjaldemokratyczny rozwój społeczeństwa, mogą odczuwać konieczność przeniesienia swojej nadziei z tego padołu na życie przyszłe. Nie socjaldemokrata. Aby naprawdę uczestniczyć w pocieszeniu, które wierzący znajduje w idei niebiańskiego ojca, który chroni i broni swoich dzieci, walczymy o społeczeństwo, które będzie pomagać bezradnej jednostce w zaspokajaniu wszystkich jej potrzeb. Wzywamy społeczeństwo - z racji jego nagromadzonego bogactwa mamy prawo wzywać społeczeństwo - aby zagwarantowało każdemu z jego członków nie tylko pracę, ale także chleb powszedni i aby nakarmiło głodnych, ubrało nagich, zatroszczyło się o chorych, krótko mówiąc, aby dokonywało dzieła miłości i miłosierdzia. Apelujemy do społeczeństwa, by nie tylko zwało się ludzkim, ale też było ludzkie. W miejsce religii socjaldemokracja stawia ludzkość, która nie powinna już opierać się na przykazaniu etycznym, ale na uznaniu, że jej zbawiciela można znaleźć tylko w zrzeszonej, braterskiej pracy: w ekonomicznym komunizmie. Grzechem pierworodnym, z powodu którego cierpi ludzkość, jest samolubstwo. Mojżesz i prorocy, wszyscy religijni założyciele i prawodawcy, nie byli w stanie go wykorzenić. „Grzech tkwi w ciele jak gwóźdź w ścianie”. Żadne kazania, ani nauki, ani nakazy nie mogą go wykorzenić, ponieważ cała organizacja naszego obecnego społeczeństwa wisi na tym gwoździu. Społeczeństwo burżuazyjne opiera się na egoistycznym rozróżnieniu na moje i na twoje, opiera się na wojnie społecznej, na konkurencji, na sprytnych sposobach wzajemnego przechytrzania się.
 
Na zakończenie pozwólcie mi wskazać na morał: wymaga on - a cała jego istota opiera się na tym żądaniu - że pogodzimy antytezę między miłością i egoizmem; że oprzemy nasze społeczeństwo na tym pojednaniu; że ludzie złączą ręce i zjednoczoną siłą i pracą zmuszą Naturę, aby dała nam chleb powszedni w obfitości.
 
KAZANIE TRZECIE: http://www.1917.net.pl/node/23405

Społeczność

Lenin 666