Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 24 gości.

Józef Dietzgen: Religia socjaldemokracji. Sześć kazań. (1870-1875) [Kazanie III]

nauka - plakat radziecki
solid.jpeg

KAZANIE DRUGIE: http://www.1917.net.pl/node/23403
 
III.
 
Przyjaciele:
 
Zanim przejdziemy do morału zaczerpniętego z naszych wcześniejszych uwag, chciałbym zwrócić waszą uwagę na podstawowe cechy, na najszersze i najogólniejsze zarysy religii. Nie będę mówić o żadnym konkretnym wyznaniu: o wierzeniach chrześcijańskich, żydowskich, mahometańskich czy pogańskich, ale ogólnie o bałwochwalstwie.
 
Odkryliśmy, że religia i socjaldemokracja mają wspólne to, że obie dążą do zbawienia. Jednak socjaldemokracja jest bardziej zaawansowana pod tym względem, że nie szuka zbawienia w królestwie ducha, ale w świecie materialnej rzeczywistości, przyjmując ludzkiego ducha jedynie za przewodnika. Potrzeba zbawienia, nędza prymitywnego człowieka jest psychologicznym zarodkiem, z którego wyewoluowała religia. Ta rozterka i bezradność pośród świata przeciwności powoduje, że człowiek szuka wszechmocy i doskonałości w innych miejscach, i narzuca mu kult zwierząt, gwiazd, drzew, błyskawic, wiatrów, pewnych bohaterskich osobowości itd. Ale ostatecznie na dłuższą metę doświadczenie nieuchronnie nauczyło go, że te rzeczy same są bezsilne. Człowiek posunął się o krok dalej i doszukiwał się najwyższej istoty już nie jest w bliskich i namacalnych rzeczach, ale w duchu panującym w chmurach. Ponieważ nowy bóg został usunięty ze sfery doświadczenia, stało się trudniejsze uzyskanie pewnych wiarygodnych informacji na jego temat. Jednak współczesna nauka, która odniosła sukces w zgłębianiu wielu zagadek, przeniknęła również wgłąb tajemnicy religii.
 
„Bogaci i kulturalni”, których troska o naukę przejawia się, dopóki pomaga ona gromadzić skarby i zachować ich przywileje, są w rzeczywistości podłymi materialistami, dla których nie ma poważniejszego problemu niż samolubna kultywacja ciała. To ci ludzie mają trudności z oświadczeniem, że nie wolno nam dyskutować o religii, ponieważ nic nie można, o tym wiedzieć. Wbrew takim twierdzeniom mogę zapewnić was, przyjaciele, że religia, pomimo jej niejasności i wzniosłej tajemniczości, nie umknęła dociekliwemu oku nauki, która przeniknęła w jej najodleglejsze i najciemniejsze zakamarki. Tak jak mamy za pewnik, że dwa i dwa równa się cztery lub że nie ma dwóch gór bez doliny, na ziemi, w niebie czy gdziekolwiek indziej, tak samo wiemy, czym i kim są religia i Bóg, gdzie jest ich początek i kres, skąd pochodzą i jak znikają.
 
Klasy panujące i ich świadome lub nieświadome pachołki mają interes, by walczyć przeciwko surowości religii, ponieważ zakłóca ona ich ziemskie przyjemności. Dla tych, którzy naprawdę wierzą i pokładają nadzieje w wiecznym skarbie, którego nie zżera ani rdza, ani mole, tracą apetyt na ekscytujące radości świata. Rzeczywiście, liberalizm religijny, a także polityczny, jest ściśle związany z własnością i ze sposobem robienia interesów, który panuje dzisiaj. Arystokratyczne rodziny z przeszłości były przyjaciółmi i zwolennikami mnichów, ponieważ kuchnie i piwnice ich wszystkich były zaopatrywane przez społeczeństwo i dziesięcinę. Wielkie domy teraźniejszości, które „zarabiają” na swoje wspaniałe życie, zarabiając na pracy innych i to na tak liberalną, tj. obfitą, skalę, są bardziej niż wyobcowani w stosunku do ortodoksyjnego kaznodziei chrześcijańskiej dyscypliny i trzeźwości; ich stosunek do niego jest pełen antypatii. Byłoby jednak błędem zakładać, że liberalizm jest poważny w swojej niewierze. Nie mogą być poważni. Ich uprzywilejowana pozycja społeczna skazuje „bogatych i kulturalnych” na tą mdłą letniość, ten indyferentyzm, który ni ziębi, ni grzeje. Ich religijna masoneria, ich protesty przeciwko przesądom - nawiasem mówiąc, wszystkie wierzenia są przesądami - nie mogą być poważne, ponieważ dyscyplina religijna jest jedną z głównych zasad panowania klasowego. Chociaż stracili całą wiarę w Boga, nigdy nie przestają nam przypominać o Jego przykazaniach: „Oddajcie cesarzowi to, co cesarskie... Poddajcie się zwierzchnościom i mocom, słuchajcie sędziów... Módlcie się i pracujcie... Nieście krzyż z całkowitą pokorą i cierpliwością...” Podczas gdy zaciekle usiłują wspiąć się po drabinie władzy i bogactwa, w rzeczywistości łudzą nas, a być może także i siebie, że ufają Bogu, który ma ukorzyć dumnych i wywyższyć pokornych. Liberalni fuszerzy są łatwo uznawani za religijnych hipokrytów. Wielcy kapitanowie przemysłu, z ich powściągliwymi i utytułowanymi pachołkami jako profesorami, sędziami, prawnikami itd., z pasją oddają się wolności handlu i konkurencji, a także wolności religii. Każdy człowiek będzie mógł wierzyć, tak jak nakazuje mu jego sumienie. Lecz biada tym, którzy starają się sprostać takim maksymom i uwolnić się od wszelkiej religii! Możesz należeć do zboru nonkonformistycznego lub do szkoły bezwyznaniowej. Ale nie mieć żadnej religii, ani nie należeć do świeckiej szkoły - toż, to jest haniebne! To nie do pomyślenia! Na takie rzeczy nie można pozwolić! Jeśli lud nie wierzy w nic, kto uświęci naszą własność i dostarczy drogiej ojczyźnie mięso dla broni lub armat?
 
Drobny rzemieślnik, który czuje i widzi, że rewolucja przemysłowa go niszczy, nie zna i nie chce wiedzieć o wynalazkach i odkryciach nauki. Tak samo jest w przypadku naszych „bogatych i kulturalnych” w sprawach religii. Są oni przyzwyczajeni do stwierdzenia: nawet jeśli nie ma pozytywnego dowodu na istnienie prawd religijnych, jest jeszcze mniej dowodów przeciwko religii. Ponieważ ich interesy są zagrożone przez taką wiedzę, odmawiają przyznania, że ponad pół wieku temu Feuerbach w szczególności dał ostateczny i niezbity dowód, że cała religia jest po prostu substytutem ludzkiej ciemnoty.
 
Gatunek ludzki cieszy się tym osobliwym wyróżnieniem, że w różnych czasach i miejscach ceni różne rzeczy i cechy jako najwyższe ponad wszelką miarę; - że w przeciwieństwie do małp, które naśladują to, co zostało im pokazane, ludzkość rewolucjonizuje swoje najwyższe wartości, krótko mówiąc, tworzy historię. Oczywiście nie tą historię nauczaną w naszych szkołach, która jest po prostu żałosnym wykazem narodzin i zgonów książąt; wyliczeniem wojen, bitew i traktatów, podczas gdy jej prawdziwe znaczenie polega na tym, że stanowi wielki i uroczysty dowód, że ludzkość, jej pokolenia i narody, stanowią żywy i stale rozwijający się organizm, którego każda część służy całości. Celem lub postulatem tego rozwoju jest podporządkowanie wszelkiej istniejącej materii i sił ludzkich potrzeb, kultywowanie natury i usystematyzowanie świata za pomocą naszego umysłu. Proces ten przebiega powoli, zrywami. Ci, którzy przez studiowanie natury i wgląd w jej nieograniczone możliwości, osiągnęli mądrą pokorę, bez wahania uznają, że historyczny postęp, choć jego celem jest uczynienie ludzkiej świadomości panem świata, wciąż jest daleki od bycia kwestią świadomości. To instynkt, natura materii, o wiele bardziej powoduje jej ciągły rozwój, poprzez różne okresy geologiczne, do formowania życia, które rozpoczęło się od najbardziej prymitywnych żywych komórek i rozwinęło się do wyższych form roślin i zwierząt przez wariację i dobór naturalny, aż powstał jego najwyższy produkt, człowiek obdarzony rozumem. Celem i kresem procesu ewolucyjnego jest zrozumienie różnorodnych zjawisk przyrody i historii, aby umożliwić człowiekowi uwzględnienie i wykorzystanie rasy ludzkiej, jej etnologicznych i politycznych organizacji oraz wszystkich istniejących umysłowych i materialnych energii jako organicznej całości. W toku jego rozwoju człowiek z pasją wielbił wszystko, co akurat wysoko cenił, czy to zwierzę, roślinę, gwiazdę, człowieka, czy prawo. Bóg - istota religii - jawi się zatem jako zmienny i tymczasowy, a nie jako trwały i wieczny. Boskość zmieniała się tak często, że jej efemeryczność zamanifestowała się w umyśle naukowym. Nauka sformułowała zatem tezę: to, co religia ceni ponad miarę, znajduje się w historycznej rzeczywistości, ale jest wartościowe tylko tymczasowo i lokalnie. Ludzie religijni mają zwyczaj twierdzić, że wszystkie rasy, dzikie lub cywilizowane, mają jakąś religię i wierzą w Boga. Z tego wynika, że religia jest nieodłączna od człowieka i potrzeb, zatem nie potrzebne są inne dowody. To twierdzenie jest jednak tylko tak prawdziwe, jak ludzie bez doświadczenia są łatwowierni i to tym bardziej im mniej doświadczenia i kultury posiadają. W dzisiejszych czasach tylko chłopi i kobiety są prawdziwymi wierzącymi. Ci, którzy mają oczy, widzą, że nie istnieje jedna, ale wiele religii, i nie jeden Bóg, ale wielu Bogów. W miarę jak człowiek stopniowo osiąga zrozumienie świata, wielbi on wiele rzeczy, dzisiaj słońce, jutro księżyc, raz psa jak Persowie, kiedy indziej kota jak Egipcjanie, aż w końcu dochodzi do socjaldemokratycznej prawdę, że nic i wszystko jest boskie, nic i wszystko wykonuje niezastąpione usługi. To, co poganie cenili w swoich bogach, w Bachusie - wino, w Wenus - miłość itd.; co Izraelici cenili w Jahwe - karę, potępienie i stanowienie prawa; co chrześcijanie czczą w swoim Bogu - wcielenie, cierpienie i śmierć dla innych, bezgraniczną miłość i miłosierdzie, pogardę dla spraw doczesnych, wstrzemięźliwość, celibat itd. - wszystko to, moi przyjaciele, ma być cenione czasowo i lokalnie, ale nigdy być idolem. Nie przedmioty religii są naganne, ale istota religii, która jest bezgraniczna i nieskończona w swojej czci.
 
Istota religii polega na tym, że pewne zjawiska natury i historii, które w zależności od czasu i okoliczności nabrały niezwykłego znaczenia, zostały uosobione i umieszczone na tak wysokim piedestale, że wydają się być niezależne od czasu i przestrzeni.
 
Prawda religijna jest tylko naturalną prawdą postawioną na głowie. Nie Bóg stworzył człowieka, ale zawsze i wszędzie człowiek stworzył Boga na swój obraz. Jeśli jacyś niezwykli ludzie posiadający mądrość zajrzą do świętych ksiąg naszych kościołów, nie dowiedzą się niczego o Bogu i niebie, ale za to sporo o cywilizacji ludzi, którzy pisali i cenili te rzeczy. Jak blisko nasza epoka jest porzucenia wszelkiej religii, wynika z niejasnych i zdezorientowanych idei krążącej obecnie w kwestii Boga i jego atrybutów. Podczas gdy człowiek dochodzi do poznania istnienia wszystkich innych rzeczy, ponieważ wiedział wcześniej jak to czynić i czym one są, chce on być najpierw przekonany o istnieniu Boga, zanim dowie się czegoś o jego naturze, bez względu na to, czy ma postać ludzką czy nieludzką, małą czy dużą, czarno- czy niebieskooką, męską czy kobiecą. Teologowie, nie znając odpowiedzi, określają takie pytania jako materialistyczne i niewłaściwe. Ale bardziej zaawansowani myśliciele wiedzą już, że bardzo niewiele rzeczy, które ich koledzy zakładają, że wiedzą o Bogu, kiedy określają go jako sprawiedliwego, dobrego, mądrego, wszechmogącego itd. - że wszystkie te cechy nie są religijnymi, ale bluźnierczymi i ziemskimi cechami, które możemy znaleźć tutaj na ziemi, nie podejmując trudu pójścia do nieba. Takie atrybuty są nazywane przez uczonych „antropomorficznymi”, tzn. tam, gdzie człowiek wywyższa sprawiedliwość, opisuje sprawiedliwego Boga, a tam, gdzie ma upodobanie do ludzkiego ciała, odpowiednio odnosi się do swego Boga. Zaawansowani teologowie zdają sobie z tego sprawę i odmawiają podania opisu swoich obiektów czci. Ale czy nie jest bezsensowne twierdzenie o istnieniu czegoś, a jednocześnie przyznanie się do całkowitej niewiedzy, w jaki sposób, gdzie i jaka jest jego natura? Im bardziej idea Boga cofa się w przeszłość, tym bardziej jest namacalna; w dawnych czasach człowiek wiedział wszystko o swoim Bogu; im bardziej nowoczesna staje się forma religii, tym bardziej pomieszane i mgliste są nasze religijne idee. Prawdą jest, że historyczny rozwój religii wykazuje tendencję do jej stopniowego rozkładu.
 
Wcześniej scharakteryzowałem religię jako substytut ludzkiej ciemnoty, tzn. wypełnia ona luki wiedzy. Tam gdzie luki są szerokie, zakres religii jest szeroki. Całe życie plemion barbarzyńskich, ich praca i odpoczynek, ich obyczaje i prawa społeczne znajdują się pod ścisłą kontrolą Boga. Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba dba o najdrobniejsze szczegóły; nadzoruje czystość swego ludu; on nakazuje jak zaprzęgać ich zwierzęta do wozu, krótko mówiąc, prawdziwemu Izraelicie nie pozostało nic nieregulowanego Boskim nakazem. To samo można powiedzieć o wszystkich religiach azjatyckich. Z drugiej strony, cywilizowane narody doby dzisiejszej zostawiają Bogu te rzeczy, których prawa jeszcze nie zostały odkryte, jak tworzenie pogody, uzdrawianie złośliwych chorób itd. Dla oświeconego liberała błogosławione imię Pana w rzeczywistości jest niczym więcej jak A, początkiem alfabetu jego poglądu na świat. Gdy minie już początek, pozwala światu na naturalny bieg. Dla tego niechrześcijańskiego chrześcijanina wszystko na świecie jest naturalne, z wyjątkiem początków, które są nienaturalne i boskie. Ten właśnie wzgląd stoi na przeszkodzie temu, by porzucić wiarę w istnienie Boga, co ma również tę zaletę, że powstrzymuje warstwy niższe, „analfabetów”. Jedynym łącznikiem tej pozornej religię postępowca-liberała z Katechizmem, jest tak zwany "świat moralny". Ale gdy zaczyna on niejasno dostrzegać, że moralność też ma doczesne podstawy, jego związek między ideami staje się jeszcze mniej jasny i wyraźny. Gdy tylko zdamy sobie sprawę z tego, że etyka nie ma źródeł w Boskiej woli, a wręcz przeciwnie, to, co z przyczyn społecznych stało się etyczne, otrzymuje później boską sankcję; - jak tylko uznamy, że etyka była poprzednikiem „Odwiecznego”, Kościół traci grunt pod nogami. Jeśli porównamy szeroki zakres życia religijnego pogańskiej przeszłości, kiedy drzewa i krzewy, wzgórza i wody roiły się od bogów i bogiń; - jeśli porównamy intensywną wiarę wczesnego chrześcijaństwa z jego wielorakimi świętymi i cudami; - jeśli porównamy to wszystko ze stanowiskiem doby dzisiejszej, kiedy religia została zepchnięta na drugi plan przez tak wiele innych względów, to, jak sądzę, żaden obiektywny obserwator nie będzie w stanie nie zgodzić się z tym, że postęp lub rozwój religia polega na jej stopniowym rozkładzie. Bez wątpienia jest to zwykła kolej rzeczy na tym świecie. W pierwszym dniu życia noworodek rozpoczyna swoją pielgrzymkę w kierunku grobu. I szczerze nie potrafiłbym wypowiedzieć mocniejszych słów przeciwko religii. Nie jest to wieczna czy niebiańska sprawa, ale ziemska i doczesna.
 
Ostatnim i najsilniejszym argumentem religijnym, wytaczanym przez raczej nieuprzedzone umysły, jest niezaprzeczalna zgodność rzeczy w przyrodzie lub we wszechświecie. Kto mógłby zaprzeczyć wspaniałemu porządkowi wszechświata, jego harmonii, organizacji i systemowi? Oprócz niezliczonych przykładów, które zwykle przytacza się na korzyść tego argumentu, oprócz zielonych, niebieskich i pstrych jaj kukułki, które, w zależności od koloru i objętości, zawsze pasują do jaj ptaka, któremu są podrzucane, znajdujemy na każdym kroku dowody na uniwersalną inteligencję, która wykorzystuje wszystko, co żyje i istnieje jako część, jako odpowiednią część organicznej całości. Uznanie ewolucji lub stopniowej organizacji, nie tylko natury, ale także społeczeństwa ludzkiego, jest specjalnym zadaniem socjaldemokratów. Wyższość ich rozumienia polega właśnie na tym, że traktują wszystkie zjawiska natury i historii człowieka jako części całości, które są zaangażowane w proces ewolucji, nawet takie rzeczy jak religia, moralność i własność, które zazwyczaj postrzegane są jako stałe i wieczne; nie ma świętego wyjątku od tej reguły. I jak mogliby nie rozpoznać, że istnieje w te całości coś z wyższego życia, któremu poszczególne części są podporządkowane? Ale kiedy rozpoznajemy to, nie ma potrzeby powrotu do religii i mistycyzmu. Doświadczenie tak bardzo wyostrzyło nasz rozum, że dostrzegliśmy skały, na których statek ludzkiego rozumu, w swoich wysiłkach zmierzających do uzyskania prawdy, do tej pory często się rozbijał. Uczeni nadali im wyniosłą nazwą: antropomorfizm. Jest to typowy dla nieokrzesanych i trudny do wyzbycia się sposób mierzenia i interpretacji świata zewnętrznego przez miernik własnego, indywidualnego życia. Ponieważ człowiek dąży do swoich celów świadomie i celowo, ustanawia on istotę na swój własny obraz, obdarzoną zdolnością rozumowania i świadomością, jako architekta systemu przyrody. Nawet w przypadku ludzi inteligentnych, których zmysł krytyczny jest tak rozwinięty, że strząsnęli wszelką wiarą w osobowego Boga, odkrywamy, że nie mogą oni pozbyć się filozoficznego mistycyzmu; szukają schronienia albo w filozofii nieświadomości, która przypisuje wolę i mniemanie rzeczom nieświadomym, albo spirytualizmie i teozofii.
 
Nie można jednak zaprzeczyć, że w martwej materii istnieje żywy impuls ku wyższej formie organizacji, i że w konsekwencji świat materialny nie jest martwy, ale żywy. Trzeba jednak pamiętać, że możemy jedynie mówić o jego woli i celu w sensie względnym i porównawczym. Albowiem wszechświatowa inteligencja objawia się jedynie stopniowo. Im wyższa organizacja materii, tym wyraźniejsza jest manifestacja inteligencji. Widzimy ją w ograniczonym stopniu jasności w instynkcie zwierzęcym, a osiąga ona czystą ekspresję w funkcji mózgowej człowieka, tj. w naszej świadomości. Przypisywanie celu, woli i mniemania materii niżej zorganizowanej jest zatem tak samo błędne, jak nazywanie zmierzchu dniem, ze względu na ograniczony stopień oświetlenia w tym pierwszym. A jeśli odważyłem się przed chwilą, skorzystać z tych terminów, to jedynie z intencją dyskredytowania ich i pokazania ich względnego znaczenia. Oczywiście, w rzeczach naturalnych istnieje rozum. Bez niego homo sapiens nie mógłby się pojawić bez boskiej pomocy na scenie historii. Ci, którzy rozpoznają rozum, źródło wszelkiego systemu i wszelkiej zgodności rzeczy, jako wytwór natury, nie mogą nie uznać porządku natury. Jednak duch człowieka jest jedynym duchem. Tego miana nie można dać rozumowi, który znajdujemy w uporządkowanych obrotach układów słonecznych, w jajach kukułki, w budowie komórki ula, w działaniu mrówek lub w głowie małp, ale wyłącznie jego najwyższej manifestacji, świadomości, funkcji mózgowej człowieka.
 
Nasz duch jest najwyższą istotą duchową. Ale, moi pobożni przyjaciele, to znaczy moi uważni przyjaciele, nie wolno nam umieszczać go na wysokim piedestale religijnego bóstwa. Wysoki i niski oznacza w naszej materialistycznej filozofii mniej i bardziej zorganizowanego. Im mniej autonomiczne są części rzeczy, im bardziej funkcjonują jako narządy, im bardziej są współzależne i ściśle ze sobą powiązane, tym liczniejsze i bardziej zróżnicowane są ich naturalne połączenia i funkcje, tym wyżej stoi dana rzecz w hierarchii natury. Nasza świadomość jest uniwersalnym centrum, uniwersalnym środkiem komunikacji. Ale nie istnieje sama w sobie, izolowana w arystokratycznej rezerwie, jak nasz Pan Bóg, ale jest na jej dobry demokratyczny sposób tylko punktem kontaktowym, połączeniem ze wszystkimi innymi rzeczami. Nawet zanim nauka przyrodnicza opanowała sztukę różnicowania i unifikacji, logika lub nauka umysłu odkryła, że istnieje tylko jeden typ, a mianowicie rzeczy doczesne, podczas gdy wszystko inne jest tylko odmianą. Świadomość i nieświadomość, rośliny i zwierzęta, dobro i zło, wszelka różnorodność, wszystkie antagonizmy świata muszą być uważane za różnorodne formy jednej i tej samej istoty, które stopniowo łączą się ze sobą, tocząc nieustającą walkę o byt oraz odnawiając i doskonalące się poprzez dobór naturalny. Z chaosu narodził się kosmos, który stopniowo wyewoluował rozumnego człowieka, którego przyjemnym obowiązkiem jest gwarantowanie dalszych postępów naszego świata, usuwanie jego niedoskonałości. Jego zadanie najlepiej można wypełnić, studiując i organizując jego siły. W rzeczywistości człowiek zawsze pracował nad swoim zadaniem, ale do tej pory w nieświadomy sposób: kiedy jego wysiłki intelektualne i cywilizacyjne wystarczająco się nagromadziły, by dokonać wielkiego uogólnienia i wejść na nowy etap społeczny, odpoczywał następnie przez jakiś czas; były to epokowe wypadki, które znalazły swój wyraz w nowych religijnych pojęciach: kult zwierząt narodów orientalnych, Prawo Izraela, Ludzkość Chrystusa itd. Ale gdy człowiek staje się świadomy swojego zadania, gdy rozpoznaje sam siebie jako absolutnego organizatora, wtedy miejsce pojęcia religijnego zajmuje antyreligijna socjaldemokracja.
 
KAZANIE CZWARTE; http://www.1917.net.pl/node/23407

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

che rebel