Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 12 gości.

Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski: Lewicowa bajka o faszystach, czyli koń jaki jest, każdy widzi

ONR

„Rzekomy sojusz PiS i faszystów jest źle opowiedzianą bajką, w którą wierzą tylko liberałowie i lewica. Po wydarzeniach 11 listopada rośnie wrogość między dwoma stronami prawicowego obozu. Lewica powinna umieć to wykorzystać, stawiając na politykę klasową, zamiast zamykać się we własnej subkulturze, gdzie czuje się dobrze wyłącznie sama ze sobą.” (P. Jaworski, Faszyzm przeszedł, zdeptał PiS. Lewica odleciała i buja w obłokach, strajk.eu oraz lewica.pl).
 
Jeżeli potraktować poważnie klasyczną analizę relacji między demokratycznymi zarządcami interesami kapitału a nurtami faszystowskimi, to nie sposób uzależniać rzeczywistych relacji między obiema stronami polityki burżuazyjnej od chwilowych nastrojów spowodowanych takimi drobiazgami, jak zatarg przy organizacji Marszu Niepodległości. Wrogość, o której w powyższym cytacie pisze Paweł Jaworski, zniknie w mgnieniu oka, jeśli tylko pojawi się wspólny wróg. Co więcej, w takiej sytuacji (wspólnego wroga) zniknie wrogość między liberalnym odłamem zarządców interesów kapitału a mniej czy bardziej radykalnymi nurtami nacjonalistycznymi (do faszyzmu włącznie). Takim wrogiem może być lewica antykapitalistyczna.

 
Dopóki jej nie ma, trwać będzie normalna rywalizacja lokajów kapitału o uprzywilejowane miejsce przy korycie władzy. Termin „lokaje” obejmuje również część tzw. lewicy, która stoi na stanowisku, że gospodarka kapitalistyczna jest OK, tylko należy zmienić warunki podziału produktu krajowego.
 
Jak na razie, to istotna wrogość panuje na linii skrajni nacjonaliści – lewica obyczajowo-kulturowa, co sprowadza ten konflikt do poziomu folkloru politycznego.

Niemniej, istnienie i narastanie tendencji skrajnie nacjonalistycznych, nie tylko i nie przede wszystkim w Polsce, świadczy o pojawieniu się i utrzymywaniu narastającego, choć wciąż utajonego, konfliktu między światem pracy a rządami kapitału. Gospodarka światowa i wynikające z niej relacje międzypaństwowe zostały po raz kolejny doprowadzone przez system kapitalistyczny do nierozwiązywalnych, strukturalnych sprzeczności. Tendencje nawiązujące do fali faszystowskiej z okresu międzywojennego są tego coraz lepiej widocznym wyrazem.
 
Narzuca się nam stara prawda, że realne konflikty nie mają miejsca między samymi ideologiami, ale między rzeczywistymi grupami reprezentującymi radykalnie odmienne interesy. Choć mogą odbywać się w kostiumach ideologicznych, a nawet mieć realne znaczenie dla ich uczestników. Ideologia może być, przy okazji, bardzo zagmatwana, sprzeczna i zamazująca podziały raczej niż je objaśniająca.
 
Tak ma się rzecz z koncepcją faszystowską – nie bez kozery antykomuniści wszystkich krajów porównują i zrównują tę koncepcję z alternatywą komunistyczną, której boją się bardziej niż samego faszyzmu. Stąd ostrzeżenie, że w razie wzrostu i radykalizacji lewicy, problem „faszyzmu” gwałtownie i bez uprzedzenia ustąpi poczuciu zagrożenia „komunizmem”, prowadząc do – klasycznego – oddania władzy faszystom po to, aby zrobili oni porządek z komunistami. Przy czym „komunistą” będzie każdy, kto okaże się niewygodny.
 

 
Rację ma więc P. Jaworski, który obśmiewa lewicową, „antyfaszystowską” obsesję wynikającą z potrzeb bardziej „samolansu” niż z rzeczywistego zagrożenia (w tym momencie). Na tym cennym spostrzeżeniu jednak kończy się jego analiza.
 
Poparcie oddolne dla skrajnego nacjonalizmu jest – jak powiedzieliśmy wyżej – znakiem czasu i jego problemów, tych podstawowych, dotyczących interesów klasowych, a nie tylko kwestii obyczajowo-kulturowych. Lewica, która sprowadziła współczesną grę interesów klasowych do poziomu debilnego, symbolicznie ujmowanego jako problem „prekariatu” (co przytomnie zauważa P. Jaworski w swoim artykule), nie rozumie i nie może rozumieć zjawiska nacjonalizmu i populizmu, uważając siebie za pępek świata i za cel ataku.
 
W swoim niezrozumieniu otaczającej ją rzeczywistości, lewica jawi się jako porażająco głupia, a tym samym śmieszna. Byłaby w tym do pominięcia, gdyby nie była jeszcze tak irytująco drażniąca dla tej części społeczeństwa, która stoi przed realnymi problemami i która czuje, że to dopiero początek prawdziwych kłopotów. Kłopotów, dodajmy, z których nie wyciągnie ich żaden salonowy filantrop typu Piotra Ikonowicza, nawet gdyby dostał się do Sejmu, a nawet tym bardziej.
 
Bez podjęcia tematu historycznego, odkłamującego związki faszyzmu z demokracją burżuazyjną i pokazującego liberalno-demokratyczne (obejmujące lewicę reformistyczną) przyzwolenie na rozprawę z komunizmem, nie ma mowy o odkłamywaniu historii w wersji IPN – pod tym względem cała „radykalna” lewica jest IPN-owska. A to nie pozwala widzieć współczesnego problemu w realnej perspektywie. Pozostaje zadziwienie, że np. w Brazylii zwyciężył „faszysta” Bolsonaro. A przecież wszystko szło tak dobrze – biedni nie marli z głodu tak nagminnie, jak przedtem. Bolsa Familia to przecież spełniony Ikonowicz! Poprzewracało się w głowach tym podopiecznym socjalu!
 
Jaworski nie odbiega wszakże od tzw. lewicowej rodzinki, która utożsamia postulaty obyczajowo-kulturowe z klasowymi, a to z uwagi na „realizm polityczny”, w ramach którego obserwujemy rzekomo dalekosiężne zmiany w strukturze „klasy pracowniczej”. Jej rdzeniem jest obecnie to, co niegdyś określano mianem drobnomieszczaństwa, czyli grupa społeczna czerpiąca dochody z wtórnego podziału wartości dodatkowej. Interesy tej grupy społecznej są odmienne od interesów klasycznej klasy robotniczej (klasy produkcyjnej). Ta klasa – w doktrynie politycznej nowoczesnej lewicy – stała się wąską podgrupą „klasy pracowniczej”, a jej interes przestał być interesem wiodącym i organizującym walkę klasową w ogóle. W związku z tym, rozwiązaniem problemu wyzysku bezpośredniego producenta jawi się rozwiązanie zgodne z rozwiązaniem wiodącym, czyli poprawa systemu rozdzielnictwa w ramach antagonistycznego sposobu produkcji. W przypadku producentów bezpośrednich tym rozwiązaniem jest więc poprawa socjalu, a nie zniesienie stosunku klasowego w samym sercu systemu produkcji.
 
Prawicowy populizm podejmuje problem, intuicyjnie dostrzegając brak jego rozwiązania przez lewicę. Ponieważ nie jest to koncepcja antykapitalistyczna, proponuje takie rozwiązania, jakie są dostępne w ramach systemu kapitalistycznego. Jedyną dostępną opcją jest opcja nacjonalistyczna – a jednocześnie podejmuje problem w jego faktycznej istocie, jaką jest międzynarodowy, kapitalistyczny podział pracy, w którym poszczególne kraje i regiony mają swoje miejsce w globalnym systemie produkcji, i rozwiązuje zgodnie z logiką kapitału.
 
Liberalne skrzydło przyjmuje tę samą logikę, z tą drobną różnicą, że przyłącza się do unijnej polityki neutralizowania skutków propagandowych ekspansji kapitału Centrum poprzez udawanie miłosierdzia wobec ofiar własnej agresji, czyli wobec imigrantów. Faktycznie zaś jak najbardziej dostrzega trudności, pocieszając się jednak tym, że wspólnie najsilniejszy ekonomicznie region świata sobie z problemem poradzi. Radykalna lewica odgrywa rolę pierwszej naiwnej, która wszystko widzi optymistycznie. W czym pomaga jej wydatnie głębokie przekonanie, iż mleko pochodzi od Auchan, a nie od krowy. Dopóki więc jest Auchan, nie ma problemu.
 
Można w skrócie powiedzieć, że dopóki wraz z imigrantami rośnie konkurencja na rynku niewykwalifikowanej i produkcyjnej siły roboczej, drobnomieszczaństwo szczebla „klasy średniej” nie widzi powodu do niepokoju. Jest ono jednak bardzo realną rezerwą elektoratu „faszystów” (cywilizowanych i u władzy, gdy zajdzie taka konieczność), jeśli sytuacja zacznie wywierać wpływ na sytuację materialną „klasy średniej”.
 
Siła faszyzującego, prawicowego populizmu zawsze polegała na przejmowaniu bazy lewicy rewolucyjnej, albowiem zawsze była to najbardziej zrewoltowana grupa społeczna i, przez to, najbardziej dynamiczna. Poza tym, w sytuacji słabości lewicy rewolucyjnej, jest to baza poniekąd porzucona. Dziś zaplecze tzw. nowej radykalnej lewicy bynajmniej nie jest antykapitalistyczne (mimo różnych, nie zawsze wiarygodnych haseł). Jej radykalizm sprowadza się do żądania innego, sprawiedliwszego podziału, uznając efektywność kapitalizmu jako systemu skutecznie wytwarzającego dobra dla tego podziału. Również zasady tego podziału są przedmiotem radykalnych postulatów, nie stanowiąc zagrożenia dla kapitalistycznego sposobu produkcji.
 
Alternatywa antykapitalistyczna zależy więc, w opcji nowej radykalnej lewicy, od dobrej woli kapitalistów… Co przekłada się na strategię wyborczą i, szerzej, polityczną w ogóle.
 
Tymczasem, prawicowy populizm, z braku laku, odwoływać się musi do grup społecznych, których sytuacja zależy od sposobu produkcji. W ten sposób przejmuje bazę lewicy rewolucyjnej. Za to zresztą lewica rewolucyjna się na nią obraża, chociaż wcześniej sama „olała” ciepłym moczem interes klasowy owej bazy i to już dwa pokolenia wcześniej. Uwzględniając analogiczny proces stalinowskiego zastępowania bazy robotniczej przez reformistyczne „całe społeczeństwo” w ramach przejścia na stare, wypróbowane pozycje socjaldemokratyczne, które stwarzały złudzenie stępienia ostrza konfrontacji z kapitalizmem, mamy obraz pełnej degeneracji lewicy, z której trudno się wyleczyć.
 
Warto przy okazji zauważyć, że lekceważona i zepchnięta w quasi-niebyt (przez tzw. nową radykalną lewicę) klasa robotnicza odzyskuje swoją wypartą realność jako baza prawicowego populizmu (czytaj: faszyzmu).
 
A więc w końcu – jest ta klasa robotnicza jako odrębny podmiot społeczny czy jej nie ma?
 
Czy to raczej zależy od tego, co akurat pasuje nowoczesnej lewicy przebojem zdobywającej granty badawcze na rozwijanie prawdziwej nauki?
 
Koń by się uśmiał…
 
Ewa Balcerek i Włodek Bratkowski
23 listopada 2018 r.
 

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Towarzysz Lenin oczyszcza ziemię ze śmieci