Multimedia

Kto przegląda

W tej chwili stronę przegląda 0 użytkowników i 22 gości.

Mity o socjalizmie, kapitalizmie i ludzkim egoizmie (Druga odpowiedź Kamilowi Cichoniowi)

Blok mieszkalny.jpg

[Dobrze, w powyższej kwestii musze wam przyznać racje. Choć niepokoi mnie troche wiara w socjalizm. Czy kapitalizm nie jest sprawiedliwszy? Jest! Ze socjalizmem jest jak ze szkołą - każdy chodził, więc każdy wie, jaki jest stosunek uczniów do szkoły - nikt nie dba, nie szanuje. Dlaczego? Bo jest państwowa, czyli inaczej niczyja. Przykładem braku szacunku mogą być szkolne toalety - popisane wulgaryzmami. Uczniowie nie przebierają butów, a jak przebierają, to tylko pod presją woźnych. Uczniowie psują, rysują, robią dziury w stolikach szkolnych, bo to nie ich własność - nie trzeba szanować. Tak samo przedmioty szkolne, czyli jak socjalizm. W socjaliźmie jest obowiązek pracy, w szkole jest obowiązek nauki. I jakie są przeważnie wyniki w nauce? Mało jest piątkowiczów, a jak się uczą, to tylko dlatego, żeby przejść do następnej klasy. Ba, socjalizm ma w dodatku w sobie to, że każdy musi być równy, czyli trzeba po równo zarabiać. Stąd na przykład przysłowie "Czy się stoi, czy się leży, 500 zł się należy". A w kapitaliźmie? Jest własność prywatna, co można porównać do domu, naszego własnego domu. We własnym domu nie będziemy pisać po płytkach, nie będziemy psuć biurka, bo to nasze, więc szanujemy. Tak samo u sąsiada, żaden sąsiad nie pozwoli sobie na uszkodzenie jakiejś części domu. I w kapitaliźmie jest ten "zły burżuj" który ma kontrole, który sprawdza, czy praca jest wykonywana, który owszem, daje nierówne wynagrodzenie, ale daje je z konkretnego powodu, np. wydajności pracy. I taki kraj się może rozwijać. W PRL' u tego nie było, nikt nie szanował, dlatego były kartki. W swoim artykule o PRL'u (http://www.1917.net.pl/node/22970) napisaliście, że kartki były spowodowane sankcjami USA - a czy w PRL'u zmieniała się powierzchnia terytorialna?! Nie, więc skąd byly braki w towarach, w jedzeniu, w papieru toaletowym (gdzie papieru przez cały prl nie bylo). Nie oszukujmy się, ludzie Prl'u nie chcieli. Ludzie mają w sobie takie coś, taki brak zaufania w ludziach. Są egoistami.  Więc zostali przekupywani przez władze. Mieszkania, bezpłatne wakacje dostawali ludzie, którzy byli w partii. Nie było to dla wszystkich, tylko dla osób z partii. ]
 
*********************************************************************************************
Odpowiedź WR:
 
 
Socjalizm dla egoistów
 
Jeśli ludzie są z natury egoistami, to czy jakiekolwiek społeczeństwo klasowe, tzn. takie w którym klasa wytwórców pozwala zawłaszczać owoce swojej pracy innej klasie, jest zgodne z naturą? Co to w ogóle znaczy, że ludzie są „egoistami”? Możemy przyjąć, że egoizm oznacza skłonność, dążenie jednostki do zaspokajania własnych potrzeb. Człowiek jest istotą społeczną i swoje potrzeby zaspokaja w społeczeństwie. To czy ludzie wchodzą w sobie w drogę, próbując zaspokoić swoje potrzeby czy nie, zależy od poziomu rozwoju sił wytwórczych oraz od tego, jak zorganizowana jest praca społeczeństwa, tzn. od sposobu produkcji. Jak pisaliśmy w artykule „O konieczności komunizmu i słuszności trockizmu” (http://1917.net.pl/node/23398):
 
Jako marksiści jesteśmy zdania, że obecny poziom sił wytwórczych jest w stanie zaspokoić ludzkie potrzeby w znacznie większym stopniu, niż ma to teraz miejsce. Produkujemy wystarczająco dużo żywności, aby wyżywić wszystkich ludzi na świecie. W rozwiniętych krajach kapitalistycznych jest więcej pustych mieszkań niż bezdomnych. Na przeszkodzie pełnemu wykorzystaniu sił wytwórczych w celu zaspokojenia potrzeb społecznych stoją kapitalistyczne stosunki produkcji - pełne wykorzystanie sił wytwórczych w rozwiniętym kapitalizmie oznaczałoby pogrążenie gospodarki w kryzysie nadprodukcji. Socjalizm nie jest kwestią naszej „wiary” czy preferencji, ale obiektywną koniecznością, jeśli chcemy maksymalnie wykorzystać zdobycze cywilizacji i kultury w służbie człowiekowi.
 
Możliwe jest zatem obecnie stworzenie społeczeństwa opartego na altruizmie (tzn. uznaniu za za prawomocny egoizmu innych ludzi), które zaspokajałoby potrzeby wszystkich.
 
Jeśli już mówimy o „naturze”, to warto podkreślić, że 90% swojej historii Homo sapiens przeżył w bezklasowym społeczeństwie prymitywnego komunizmu.
 
Czy prywaciarz jest niezbędny?
 
Podobne trzeba porównywać z podobnym. Nie można porównywać uczniów państwowej szkoły z pracownikami prywatnego przedsiębiorstwa. Jeśli już, to można tych ostatnich porównać z pracownikami państwowej szkoły. Czy traktują oni szkołę, jakby była „niczyja”? Czy nauczyciele wydłubują dziury w ławkach? Czy woźni mażą po ścianach? Czy bibliotekarki niszczą książki? Odpowiedzi na te pytania są oczywiście przeczące. Twierdzenie, że bez nadzoru prywatnego właściciela pracownicy zniszczyliby swój zakład pracy jest idiotyczne.
 
 
Twierdzenie to obalają również doświadczenia z sektora prywatnego. Większość produkcji i zatrudnienia przypada tam na wielkie firmy, w których zarządzanie i własność są całkowicie oddzielone. Akcjonariusze mogą nigdy nie postawić nogi zakładzie pracy, którego są formalnymi właścicielami. Co więcej wielu z nich kupuje akcje wyłącznie w celach spekulacyjnych, tzn. jedynie po to, aby po pewnym czasie odsprzedać je z zyskiem. Oznacza to, że nieustanne zmiany we własności, mogą nie znajdować żadnego odbicia w realnym funkcjonowaniu przedsiębiorstwa. Rozwój kapitalizmu pokazuje, że burżuazja jest najlepszym wypadku zbędna dla procesu produkcji.
 
Burżuazja nie jest jednak jedynie zbędna, ale wręcz staje się przeszkodą dla produkcji. Przykładowo w latach 2003-2012 449 spółek z indeksu giełdowego S&P 500 przeznaczyło 54% swoich zysków na tzw. „buybacks” (skupywanie własnych akcji spółki w celu sztucznego zawyżenie ich ceny), 37% na dywidendy dla akcjonariuszy i jedynie 8% na inwestycje (czy to w środki produkcji czy w płace) (https://hbr.org/2014/09/profits-without-prosperity). Ilość zysków przeznaczonych na „buybacks” rośnie (https://www.wsws.org/en/articles/2018/08/08/stoc-a08.html), co oznacza, że prywatni właściciele de facto sabotują własną zdolność produkcyjną dla zysku.
 
Jeśli chodzi o wydajność pracy to zachęcamy się do zapoznania z naszym tekstem opublikowanym 26 sierpnia br. „Czy ludzie będą pracować bez burżujów? Odpowiedź WR ws. wydajności pracy w PRL” (http://www.1917.net.pl/node/23319). Przedstawiliśmy tam argumenty, które pokazują, że w ramach znacjonalizowanej gospodarki państwa robotniczego wzrost wydajności pracy jest możliwy, a najpoważniejszymi przyczynami jego spowolnienia był brak demokracji robotniczej i biurokracja. Wskazaliśmy tam również, że „w latach 1948-2017 średnia wydajność pracy amerykańskich robotników wzrosła o 246,3%, natomiast średnie wynagrodzenie – jedynie o 114,7%. (...) Wysokość płacy nie jest determinowana przez pracowitość, rzetelność lub inne cnoty pracownika, ale przez stosunek sił między klasami – im silniejsze są organizacje proletariackie, tym wyższe są płace i analogicznie – im silniejsza pozycja burżuazji, tym więcej przypada im owoców wzrastającej wydajności.
 
Mieszkanie prawem, nie towarem
 
Przyznajemy, że argument, iż całe społeczeństwo było „przekupywane” przez władzę, ale metaforyczną „łapówkę” dostawali jedynie członkowie PZPR, nie jest dla nas do końca zrozumiały.
 
Jednocześnie nie ukrywamy, że PRL jako biurokratycznie zdeformowane państwo robotnicze było rządzone przez uprzywilejowaną warstwę nomenklatury państwowo-partyjnej. Nie ukrywamy, że warstwa ta korzystała z licznych przywilejów i że czerpała zyski z korupcji i kumoterstwa. Nie ukrywamy, że biurokratycznie zarządzana gospodarka borykała się z marnotrawstwem i ekonomicznie nieuzasadnionymi decyzjami, za które nikt nie ponosił konsekwencji.
 
Dla argumentu przyjmijmy, że w kapitalistycznej Polsce nie ma korupcji, kumoterstwa, marnotrawstwa; że wszystkie decyzje gospodarcze podejmowane przez kapitalistów i ich rząd są poprawne; że polski kapitalizm pracuje (i zawsze pracował!) na „najwyższych obrotach”.
 
Rzućmy więc okiem na polską gospodarkę mieszkaniową (https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Budownictwo_mieszkaniowe_w_Polsc...).
 
Dzięki pozytywnej koniunkturze gospodarczej w zeszłym roku oddano do użytku 178 460 mieszkań, najwięcej od czasu przywrócenia w naszym kraju kapitalizmu.
 
Od 1967 do 1988 roku, przez 21 lat, oddawano do użytku ponad 180 000 mieszkań rocznie. Od 1972 do 1980 roku oddawano do użytku ponad 200 000 mieszkań rocznie. Od 1976 do 1979 roku oddawano do użytku ponad ćwierć miliona mieszkań rocznie – najwięcej w 1978 roku (283 600 mieszkań). W 1989 roku, ostatnim roku PRL, oddano 150 200 mieszkań – III RP przekroczyła tą liczbę dopiero w 2003 roku (162 686 mieszkań). Wyników z lat wcześniejszych jak dotąd kapitalistyczna Polska nie przebiła. A trzeba pamiętać, że lata 80. były okresem głębokiego kryzysu gospodarczego i politycznego, to dekada dogorywania PRL, biurokracja zmuszona była wyprowadzić wojsko na ulice. Mimo to, do użytku oddawano co roku więcej mieszkań niż w III RP w czasach najlepszej koniunktury. Dziś około połowa Polaków mieszka w mieszkaniach zbudowanych w PRL (https://rynekpierwotny.pl/wiadomosci-mieszkaniowe/50-polakow-mieszka-w-lokala-wybudowanych-w-prl/5960/).
 
Z tych statystyk trudno wyciągnąć argument na rzecz kapitalizmu. Nasuwa się jednak pytanie o możliwości gospodarki z uspołecznieniem środków produkcji, pełnym zatrudnieniem i planowaniem gospodarczym, ale zarządzanej demokratycznie, a nie biurokratycznie – bez przywilejów, korupcji, kumoterstwa, marnotrawstwa, biurokratycznego woluntaryzmu, z prawem do swobodnej krytyki i z odpowiedzialnością decydentów przez bezpośrednimi wytwórcami.
 
Lew Trocki mawiał, że gospodarka planowa potrzebuje demokracji, jak ludzkie ciało potrzebuje tlenu. Naszym celem jest gospodarka planowa oddychająca pełną piersią.

Ogłoszenia parafialne

Społeczność

Chcemy waszych minerałów